piątek, 10 września 2021

Analizer S&P500 2021

Dawno temu (ponad 10 lat) napisałem proste narzędzie analizer do porównywania wykresów. Nie ma tam żadnej filozofii, podobnych programów na świecie są tysiące. Liczy się interpretacja. Co kilka miesięcy uruchamiam program i patrzę czy widać jakieś historyczne prawidłowości do obecnego układu na jakimś wykresie. S&P500 świetnie się nadaje do analizy z 2 powodów:

- najlepsze wyniki osiąga się analizując wieloletnie zachowanie,

- dane zawierają historię sięgającą XVIII wieku.


Ok, poszukajmy zatem 19 najbardziej podobnych wykresów do ostatnich 250 tygodni:




















Wrzuciłem aż tyle wykresów, ponieważ ich wymowa robi się dość jednoznaczna. Praktycznie wszystkie analogie wskazują na końcówkę hossy. Jedynie analogie do 1929 i 1987 wskazują na możliwość rakiety w górę przed krachem.

Kontynuuję zatem taktykę RR (redukcja ryzyka).


niedziela, 22 sierpnia 2021

Postawa RR

 Chciałem dziś zrobić analizy, żeby uzasadnić moją defensywną postawę wobec rynku. Nie jestem jednak w stanie przedstawić wykresów, które byłyby jednoznacznie pro-spadkowe. Wszystko wygląda jak "na dwoje babka wróżyła". Swoją postawę zdefiniuję zatem jako RR - redukcja ryzyka.

Mogę łatwo wskazać, że na szerokim rynku zrobiło się drogo (wig poland cena do wartości księgowej):


W latach 2018/2019 gdy wskaźnik przebywał w okolicach 1 kupowałem akcje bez stresu. Nawet krach z marca 2020 nie zachwiał mojej wiary, że akcje odbiją. Statystyka przemawiała za powrotem do poziomu 1.4-1.6. I ten powrót tradycyjnie nastąpił.

Pytanie: co dalej? Nadal wiele spółek jest wycenianych poniżej wartości godziwej. Z drugiej strony sporo spółek technologicznych z wysokim c/wk zawyża wskaźnik. Szeroki rynek nie jest tak drogi jak wskazywałby indeks.

W praktyce moja strategia RR polega teraz na sprzedawaniu akcji, które mocniej wybiły i akumulowaniu gotówki. Lepsza strata okazji niż strata kapitału. Ponadto musiałem zredukować o ponad połowę XTB, na którym miałem zbyt skoncentrowaną pozycję. Po fatalnych wynikach z Q2 pogodziłem się mentalnie z rzezią, jednak kurs pokazał siłę wspinając się na 15 zł. Wykorzystałem ten ruch, żeby zejść z pozycją do poziomów, które nie zmasakrują portfela w razie kolejnego 30-50% zjazdu.

Nadal pozycja akcyjna jest bardzo wysoka - ponad 50%. Po obecnych cenach nie widzę powodów, żeby sprzedać PZU, Azoty czy Monnari. Zgodnie z opisaną wcześniej strategią czekam na tąpnięcia na rynku z elementami paniki, żeby wykorzystywać je do grania pod odbicia. Natomiast od 2022 zamierzam znowu kupować akcje long term.


wtorek, 10 sierpnia 2021

Samotność długodystansowca

 W noworocznym postanowieniu na 2019 założyłem, że do końca roku będę pisał pamiętnik. Do grudnia w każdy wieczór spisywałem myśli i wydarzenia minionego dnia. Czasem zdarzało mi się zapomnieć o pamiętniku i wtedy z trudem odtwarzałem wydarzenia sprzed 2-3 dni. Niewiarygodne jak łatwo przychodzi nam zapominanie przeciętnych dni. Nie wierzysz? Spróbuj sobie przypomnieć co robiłeś wczoraj, przedwczoraj czy tydzień temu.

Niedawno przeczytałem pamiętnik z 2019. Uderzyło mnie jak wiele spraw straciło w tym czasie znaczenie. Niespełna 2 lata po eksperymencie jestem innym człowiekiem. Potrafię sobie odtworzyć co i dlaczego wtedy myślałem, ale nie towarzyszą temu emocje. Sprawy człowieka z tamtych lat są mi obojętne.

Taką refleksję miałem na początku pierwszego w tym roku maratonu. Natłok spraw związanych z zarządzaniem firmą i zespołem wymusił na mnie w 2021 porzucenie tożsamości biegacza długodystansowego. Poświęcenie jednego dnia w miesiącu na maraton lub ultra (tu często wypadał cały weekend) okazało się po 7 intensywnych latach nie do utrzymania. W tym czasie zaliczyłem ok. 80  biegów 40-150 km. Wydawało się, że to droga na całe życie. A jednak zaprzestałem wypraw i im dłużej trwała przerwa, tym trudniej było wrócić na szlak.

Decyzja o maratonie przyszła dość spontanicznie po rowerowej wycieczce dookoła Wigier, którą odbyliśmy niedawno z żoną. 70 km, 5 i pół godziny, klimatyczne widoki, lasy, trochę niewygód gdy złapał nas deszcz. 








W podróży można się zatracić. Szczególnie na urlopie, gdy nie musisz wracać do obowiązków. Podobnie miałem z biegami ultra - jechaliśmy gdzieś w Polskę lub lecieliśmy w Europę i jutro nie istniało. Droga była celem. Maraton daje namiastkę wyprawy - co prawda musisz wrócić do codziennej rzeczywistości, ale spędzasz ze sobą wystarczająco dużo godzin, żeby nabrać dystansu.

Start zaplanowałem na poniedziałek. Miałem sporo oczekiwań - odwiedzić gościniec Kukle, w którym mieliśmy wesele, wpaść na jakieś błyskotliwe myśli, doznać katharsis.

Ledwo wybiegłem, zaczęło padać. Po kilku minutach, kompletnie przemoczony, zacząłem rozważać powrót. Wiedziałem, że tego nie zrobię, nie poddawanie się jest częścią mojej tożsamości, ale dałem myślom płynąć. "Moja tożsamość" jest tą ulotną częścią bytu, która ginie wraz z ciałem. Właściwie to regularnie kolejne tożsamości giną wraz z trwaniem życia. Ale kurczowo się ich trzymamy. Dopóki ich nie zapomnimy, o czym przypomniał mi pamiętnik z 2019.

Pierwsze kilometry upływają na myśleniu, bo ciało ma dużo energii a nogi nie bolą. Potem się rozpogodziło, więc założyłem słuchawki i wkroczyłem w świat audiobooka o zarządzaniu zespołem. Przestawienie umysłu z aktywnego myślenia na słuchanie i wyciąganie wniosków przy jednoczesnym rejestrowaniu widoków i kolejnych miejsc w pełni angażuje biegnące ciało. Jestem w stanie przepływu i akceptacji rzeczywistości. 

Obrałem trasę lokalnymi drogami przez Giby. Samochodów prawie nie spotykałem, minęło mnie kilku turystów na rowerach, gdzieniegdzie rolnicy. Zbliżając się do Kukli zauważyłem zagęszczenie turystycznych atrakcji: stadniny koni, wypożyczalnie kajaków, ośrodki wypoczynkowe, nawet gliniane domki na wynajem. Na liczniku 19 km, prawie półmetek.






Audiobook się skończył wraz z lekkim etapem biegu. Chmury całkowicie zniknęły, słońce prażyło. Miałem buteleczkę 0.2l wody, ale jeszcze nie czułem pragnienia. Jak zawsze po skończonej książce poleciało Happy Up Here zaczynające płytę Junior Röyksopp. Od zawsze biegam z tym samym MP3 playerem z prawie tą samą listą utworów. Jest tego kilka giga, więc nigdy się nie nudzi. Co jakiś czas dorzucam kilka piosenek. Regularnie zmieniam tylko audiobooki. Tworzy to fajną mieszankę - po kilkunastu godzinach słuchania powieści (na raty) mam czas na refleksję, odreagowanie i zatopienie się w muzyce. Prawie każdy utwór na tej liście wiąże się z jakimiś emocjami przeżytymi w trakcie tysięcy biegów i wycieczek rowerowych.

Kiedy leci muzyka, wpadam w lekki trans. Nagle widzę dziką jabłoń. Przypomniał mi się natychmiast zeszłoroczny sierpniowy maraton do Żukowa, kiedy po drodze znalazłem mirabelki. Kwaśne, soczyste jabłko jest jak ambrozja.


Po 25 km jestem znowu w Gibach i postanawiam wrócić przez Sejny głównymi drogami. Zły wybór. Na trasie Augustów-Wilno dużo samochodów, nie lepiej po skręcie na Sejny. Pobocze prawie nie istnieje. Zaczyna boleć prawe kolano. Lata biegania po lewej skrajni jezdni źle wpływają na stawy. Poziom asfaltu obniża się po bokach, żeby spływała woda, więc prawa noga zawsze stąpa powyżej lewej i przyjmuje większe obciążenie. Próbuję radzić sobie z tym na różne sposoby (najlepiej unikać dróg publicznych, na lokalnych biegnę prawą stroną), ale na "czerwonych" nie ma wyjścia. Męczące i dłużące się 7 km.

Wreszcie docieram do Sejn. 32 km w nogach. W litewskim sklepie przystanek na punkt odżywczy - uzupełniam kalorie i płyny batonikiem twarogowym i kwasem chlebowym.


Powrót ścieżką rowerową, przynajmniej nogi równomiernie obciążone. Nie ma katharsis, nie ma już przemyśleń, bateria w starym MP3 rozładowana, na słońcu pobolewa głowa przypominając, że jak zwykle po długim biegu będę słabo spał. Trzeba doczłapać do mety. Na koniec jeszcze kręcenie kółek po polach, żeby dobić do równych 42.2 km.  Za dużo sobie obiecywałem po tym biegu. Maraton to nie przejażdżka na rowerze. Zapomniałem, że długi bieg boli. 

Dopiero w wannie, gdy popijam zimne piwko przychodzi chill out i satysfakcja, że zrobiłem coś trudnego i kompletnie niepotrzebnego. Kolejna batalia między potrzebą pozostawienia czegoś istotnego po sobie a byciem spełnionym bez żadnych warunków kończy się bez rozstrzygnięcia.

piątek, 30 lipca 2021

Mielonka time

 GPW jest w trybie mielonki. Choć główne indeksy rosły do czerwca, szeroki rynek idzie w bok od kwietnia. Stąd konfuzja wielu graczy, że rosną nie te spółki, które posiadają:




A że spory procent graczy (szczególnie nowych na rynku) siedzi w covidówkach i NC, bryndza potrafi trwać już rok, od lipca 2020:



Również mi się oberwało. Plan zakładający, że XTB jest spółką defensywną, która skorzysta na ewentualnych spadkach na giełdach spalił na panewce. Zbyt silne zaangażowanie w jedną spółkę wykasowało sporo zysków z 2021. Co gorsza zmienił się trend na spółce i realizuje się zakreślony jakiś czas temu scenariusz negatywny. 

Musiałem wziąć na klatę część straty - zredukowałem pozycję o 1/3, ponadto będę musiał przemielić pakiet, żeby obniżyć podatek. Na razie wsparcie widzę na 11.60 i jestem nastawiony do spółki negatywnie, ponieważ prysła wiara w zawsze zyskowne kwartały. Nadal wierzę, że spółka pozytywnie zaskoczy w kolejnych latach, jednak w średnim terminie spodziewam się jeszcze kolejnych zjazdów do absurdalnych poziomów. Wypłata dywidendy i strata za Q2 obniżyły poziom gotówki do ok. 7 zł / akcja.



W analogii SWIG80 Bear 2000 vs Bear 2017 za kilka miesięcy powinien być dołek kiszonki i odjazd na wyższe poziomy:


Podobnie synchronizacja SWIG80 start przeciętnej bessy vs start bessy 2017:


oraz synchronizacja SWIG80 start przeciętnej hossy vs start hossy 2018:


Z rozmów z wieloma z Was wiem, że jesteście bykami. Biorę pod uwagę, że popełniam wielki błąd pozostając w defensywie. Zakładam, że nie potrafię dobrze wybierać spółek na takim rynku (połowa przynosi zysk, połowa stratę i sumarycznie mimo wysiłku na 0). Potrzebuję młodej hossy, która wybacza wszystkie błędy.


niedziela, 27 czerwca 2021

Moja obecna strategia na giełdzie

 Miałem dziś napisać o naszej grze, nad którą spędziliśmy prawie dwa lata. Jednak sytuacja jest dynamiczna i po premierze wciąż dokonujemy zmian (jest to nowatorski projekt i musimy reagować na doświadczenia użytkowników), dlatego odłożyłem wpis na później. Zrobię krótki raport ze stanu rynku giełdowego.

W 2018 roku emocjonowałem się nowym rekordem indeksu WIG. Po 11 latach wybił pamiętny szczyt z 2007 roku. Napisałem wtedy:

Szczyt wszechczasów może paść już w tym tygodniu! I choć wciąż zakładam perturbacje w 2018, to technika wskazuje, że prawdziwe wzrosty dopiero przed nami.

Szczyt padł, perturbacje w 2018 wystąpiły... I potrwały do marca 2020. To nie był najlepszy inwestycyjny okres dla mnie. W 2018 wszystko szło ok - od wakacji zacząłem odbierać akcje sprzedane w 2017. Na początku 2019 portfel szybko rósł, ale wkrótce akcje zaczęły spadać i 2019 był spalony. Zarobiłem co prawda kilka procent dzięki dywidendom, ale moja strategia kupowania mocno niedoszacowanej wartości i trzymania aż zostanie przewartościowana spaliła na panewce. Z wielu spółek zostałem wywłaszczony przymusowymi wykupami. Początek 2020 przyniósł nowe nadzieje, ale korona-krach zanegował wszystko, a potem poniosłem dotkliwe (papierowe) straty.

Byłem przybity. Wiedziałem, że spadki zostaną skasowane, ówczesne kuriozalnie niskie ceny były nie do utrzymania, podobnie jak na początku 2009. Ale miałem świadomość, że zbyt agresywne zaangażowanie w akcje na początku 2020 pozbawiło mnie możliwości zarabiania w najszybszej fazie wzrostów, w której dopiero odrabiałem straty. Gdybym zostawił część kapitału i kupił w samym dołku... Po fakcie każdy mądry.

Potem było już tylko lepiej. W wakacje euforia, dzień w dzień wzrosty jakich nigdy nie przeżyłem. Potem niezłe wyjście na szczycie Newconnect, ale zbyt duża chciwość na XTB, którego nie chciałem zredukować blisko 30 zł i musiałem wziąć część zysku dopiero po 19. Wreszcie w lutym 2021 zamknąłem większość pozycji i skoncentrowałem kapitał na dwóch spółkach: XTB i Monnari. Oprócz tego jest jeszcze sporo innych, głównie chemicznych, banków i PZU z WIG20, drobnych value, ale to już niewielki udział portfela). Z Newconnect, w którym rok temu miałem kilkadziesiąt spółek został tylko niewielki pakiet Uhyeca i Maxipizza.

Kurs XTB śpi, Monnari szybko przyniosło zyski, ale w obu przypadkach horyzont inwestycyjny to 2023 rok. Zostawiłem też istotną pozycję gotówkową, żeby mieć możliwość reagowania. Biorąc pod uwagę defensywny charakter XTB (najwięcej zarabiają na szybkich spadkach + wypłacają co roku dywidendy), widać że obecnie bardziej skupiam się na obronie, niż ataku. 

Pod koniec czerwca 2021:

- nie chcę stracić wypracowanych zysków w przypadku większych turbulencji,

- nie chcę stracić okazji, gdyby mocno niedowartościowane spółki zaczęły rosnąć/kontynuowały odbicie,

- zakładam turbulencje po rekordzie na WIG, podobnie jak zakładałem je w 2018, ale tym razem nie powinno być długotrwałej stagnacji zakończonej krachem, tylko kontynuacja hossy.

Piszę to wszystko, żebyście wiedzieli, że gram pod to co głoszę. Jeśli błądzę, to odczuwam skutki bezpośrednio na portfelu.

Mamy zatem sytuację podobną do początku 2018: wtedy też cykle wskazywały na rosnące ryzyko spadków. Zakładałem, że zaczęła się hossa pokoleniowa i po krótkiej silniejszej korekcie będą wielkie wzrosty. Pomyliłem się - trwał najdłuższy w historii GPW trend spadkowy na szerokim rynku: prawie równe 3 lata od wiosny 2017. Ostatecznie opłaciło się akumulować akcje i oddać je wiosną 2021. Z drugiej strony lepsze wyniki osiągnąłbym aktywnie prowadząc pozycję: redukując liczne fale korekcyjne spadków w latach 2018-2019 i odbierając akcje na spadkach. Ja trzymałem wszystko, żeby sprzedać znacznie drożej.

I taki dylemat mam teraz: czy grać na akcjach, czy trzymać pod wielkie wzrosty. Postanowiłem zaryzykować jeszcze raz i potrzymać je do 2023. Pokażę to na WIGu:


Spadki trwały 27 miesięcy, a wraz z drugą falą spadkową z października 2020 aż 35. Podobnie było w czasie bessy 2000-2002. Kiedy WIG pokonał wreszcie w 2004 szczyt z 1994, cykliczna bessa była bardzo płaska a cykliczna hossa przyniosła hiperboliczne wzrosty. Liczę, że obecny rekord zapoczątkuje przynajmniej 2-letnie wzrosty. Nawet jeśli wystąpi jakiś kraszek, zostanie wykorzystany do przejęcia akcji przez silne ręce.

Podoba mi się również siła na ETF na Emerging Markets:


Zgodnie z zasadą naprzemienności obecna bessa nie powinna przypominać tej z lat 2018-2020 (bądź 2017-2020 na szerokim rynku). Liczę na reakumulację w okolicy obecnych poziomów, podobnie jak było to w latach 2003-2005 i 2013-2016:


Nie umiem tego wszystkiego pogodzić z wycenami na Wall Street. Jestem świadom jak bardzo napięta jest sprężyna. Pomimo rekordu NASDAQa nie podobają mi się wykresy zeszłorocznych gwiazd growth, euforia niedoświadczonych graczy indywidualnych, ściąganie płynności z rynku, które przebije balony oraz wyprzedawanie akcji przez doświadczonych inwestorów pokroju Gatesa czy Buffeta. W 2020 zarabianie było łatwe, chroniła nas tarcza excessive liquidity, cykl hossy, niskie waluacje i poprawiające się wyniki spółek. Na dzień dzisiejszy jedyne co wydaje mi się pewne to turbulencje.


niedziela, 20 czerwca 2021

Nie lękajcie się

Z kolejnymi latami na karku coraz mniej mam do powiedzenia. Wcześniej sporo komentowałem, miałem tzw. swoje zdanie, broniłem stanowiska. Liczyłem, że poprzez dyskusję przekonam kogoś do mojego punktu widzenia lub nauczę się czegoś nowego, jeśli to adwersarz poda sensowniejsze argumenty. Z czasem zrozumiałem, że bardzo ciężko wyartykułować myśli w sposób uniwersalny, żeby wszyscy rozumieli je w zbliżony sposób. Potrafimy pokłócić się o jakieś zdanie, bo każdy przekłada słowa na swój bagaż doświadczeń i kompletnie inaczej je interpretuje.

Poza tym większość ludzi nie jest w ogóle zainteresowana wyciąganiem lekcji z rozmowy, ponieważ importuje przekonania stada, z którym się identyfikuje. Pragną wykrzyczeć przyswojone "racje" i zwyzywać członków drugiego stada. Jak to ostatnio powiedział Tomek - jeśli patrzysz z wielu punktów widzenia, to nikt cię nie lubi. Tomek spaceruje z psem i jest obserwatorem osiedlowych bójek psiarzy z cyklistami. Gdzieś między nimi pętają się biegacze i neutralni przechodnie. A to wszystko dotyczy dwóch stawów i ścieżki między nimi :)

Przejście między dwoma stawami - teren zmagań uczestników ścieżki


Jestem takim wkurzającym wszystkich outsiderem. Nie przyjmuję żadnego poglądu tylko dlatego, że fajnie, racjonalnie brzmi. Muszę go zgłębić, przetestować na własnej skórze i wyciągnąć wnioski, żeby zacząć głosić. A jak wyciągnę przeciwne wnioski, to będę ten pogląd zwalczał. Z takim podejściem nie mogę należeć do żadnego stada. Co więcej, jeśli przyciągam osoby, które mają podobne poglądy, ale potem je zmieniam, to nagle okazuje się, że je zawiodłem, przestałem czytać ze zrozumieniem itp.

Jeśli coś mogę Wam doradzić po 4 dyszkach na tym padole, to będzie to: nie lękajcie się. Nie lękajcie się odrzucenia przez stado, nie lękajcie się utraty źródła dochodu, nie lękajcie się przedkładania poszukiwania prawdy nad wpasowanie do roli, jakiej oczekuje od was otoczenie. Może nie będziecie bogaci, może powiedzą, że wyglądacie jak bezdomny ( ;) ) , może przestaną was lajkować czy coś tam innego. Wszystko to jest tak nieistotne, że aż śmieszne.

Obserwujcie swoje lęki. One najwięcej powiedzą wam o sobie. Boisz się nowych przepisów o pierwszeństwie pieszych przed przejściem przez jezdnię? Najpewniej wiesz, że zbyt często zdarza ci się naginać przepisy drogowe i świadomość, że teraz będą realne konsekwencje, generuje agresję na wskakujących pod maskę, zapatrzonych w telefony gamoni. Jak byłem gówniakiem (chciałem napisać jak byłem młody, ale przecież wciąż jestem :), jeździłem Golfem jak dureń i dziękuję Bogu, że nikomu nie wyrządziłem krzywdy.

A może wkurza cię, gdy ktoś głosi, że hodowla mięsa jest szkodliwa w skali planety, i jakby wszyscy ludzie tak jedli, to potrzeba by kilku Ziemi do wyprodukowania odpowiedniej ilości pasz? Też taki kiedyś byłem. Irytowali mnie wegetarianie ze swoimi teoryjkami i dwulicową moralnością. 

Kiedyś byłem taki jak większość ludzi: chciałem więcej dróg, dwupasmówek w miastach. Wkurzał mnie gość, który pisał o patologii komunikacyjnej w polskich miastach. Nie zdał kilka razy na prawko i teraz racjonalizuje swoją nieudolność. Ale gdy zacząłem jeździć do pracy rowerem, zobaczyłem jak niesprawiedliwie i niewydolnie jest zaprojektowany system komunikacyjny w Polsce. Jak spychani na margines są piesi, w jakim hałasie i smrodzie żyją mieszkańcy centrów i jak wiele tracą sami kierowcy, godzinami stojąc w korkach. 

 Proszę Cię tylko o dwie rzeczy:
- spędź ze sobą dłuższy czas, obserwuj w jakich sytuacjach odczuwasz lęk,
- wejdź na jakiś czas w skórę drugiej strony; doświadcz jej i sprawdź, czy Twój punkt widzenia się nie poszerzył.

Cierpimy przez brak doświadczenia innych rozwiązań. Jeśli zdobędziesz odwagę, by wejść w buty drugiej strony, Twoje poglądy ulegną zmianie. Dostrzeżesz niuanse. Jeśli przeżyjesz zupełnie nowe doświadczenie, stworzysz precedens i tacy jak ja będą się od Ciebie uczyć.

Lęk to tylko stan organizmu. Czasem ratuje życie, jeśli lękamy się stąpania po krawędzi przepaści, ale w realiach cywilizacji, z jej pierdylionem nieznanych naturze zjawisk, lęk aktywuje się w najbardziej irracjonalnych sytuacjach. Nawet gdy będziesz żył w super bezpiecznych warunkach, lęk się musi pojawić, bo to część życia. Lęk się pojawi, gdy ktoś w TV Ci powie, że masz się bać. Nawet gdy materialnie będziesz w 1% najbogatszych w kraju, będziesz się lękał o utratę pozycji bądź okazji.

I ten właśnie lęk to jeden z najlepszych drogowskazów do poznania siebie. Pokonywanie go prowadzi do przekraczania granic i samopoznania. Zamiast się chować, ulegać mu, wyjdź mu na przeciw i zrób dokładnie to, czego się boisz. Zaskoczysz siebie, jak wiele potrafisz i na jak wiele Cię stać.

piątek, 11 czerwca 2021

40 lat minęło jak 40 dłuuugich lat

Dziś kończę czwartą dekadę życia. Kiedy zewsząd słyszę "jak to szybko minęło", otwieram oczy ze zdumienia. Działo się tak wiele, że samo wspominanie zajęłoby kilka lat. 

10 lat temu w 30-ste urodziny zacząłem biegać i przeszedłem na wegetarianizm. W 2013 przebiegłem pierwszy maraton, a w 2014 założyliśmy z przyjaciółmi grupę TriCity Ultra i rozpoczęła się era ultramaratonowych przygód. Zorganizowaliśmy pierwszy w Trójmieście bieg ultra: TriCity Ultra 80. W 2015 po 10 latach prowadzenia biznesu poszedłem do korpo i wprowadziłem w życie plan biegania ultra w Europie, korzystając z tanich lotów. W 2017 ostatni raz ubrałem kurtkę i zacząłem trening krio według metod Wima Hoffa, a w 2018 wdrożyłem posty okresowe i przeszedłem 7-dniowy post o samej wodzie.

Niedawno dotarło do mnie, że pewnie nigdy bym nie biegał ultra, gdybym nie poznał Tomka. To jego parcie do rywalizacji i przekraczania granic skierowało mnie na tą ścieżkę. Wcześniej trzaskałem 5-8 km 3 razy w tygodniu i byłem zadowolony. Ta umiejętność adaptowania się do każdych warunków i skupiania na wewnętrznej harmonii z jednej strony przynosi spokój, z drugiej odciąga od większych osiągnięć. Tomek miał jak to sam określał "wewnętrzny gniew", który skłaniał go do ciężkich treningów, by bić rekordy. Dzięki niemu robiliśmy rzeczy, które wcześniej wydawały nam się niemożliwe i podwyższaliśmy sobie poprzeczkę: 80, 100, 150 km.

Dzisiaj wysłałem na Steama grę, którą robiliśmy przez blisko 2 lata. Dla projektu rzuciłem w 2019 intratny etat w korpo; blisko rok poszukiwaliśmy z kuzynem formuły dla gatunku gier, który nie istniał. Czujemy, że całym zespołem uchwyciliśmy to coś. Nie wiem czy gra zostanie dostrzeżona, czy się sprzeda, jednak rozpiera mnie radość, że pokierowałem produkcją dziełka unikatowego w skali światowej. Dźwiękowiec, muzyk i grafik wzbili się na poziom, w którym ograniczała nas tylko wyobraźnia. 

Kiedyś wydawało mi się, że muszę się uczyć, żeby mieć dobrą pracę i bezpieczny przychód. Ale tylko kilka lat wytrzymałem w takim układzie. Było super, ale z czasem się znudziło. To dzięki zmianom i wyzwaniom życie nie przecieka nam przez palce. Nie piszę tego wszystkiego, żeby głosić, że jestem jakiś wyjątkowy czy zajebisty. Chciałbym coś wartościowego zostawić po sobie, wystarczy mi, że zainspiruję kogoś do biegania, jazdy na rowerze, słuchania audiobooków, postu czy roślinek. Sam przecież nie wymyśliłem tych aktywności: przeczytałem o nich w książkach, na blogach lub obejrzałem w filmach. Potem się zapaliłem, wypróbowałem na sobie i z entuzjazmem opisałem. Jestem tylko przekaźnikiem idei, które czynią ludzi szczęśliwszymi.

Za 10 lat, jeśli dożyję, będę miał 50-tkę. Ten wiek wydaje mi się kosmosem, bliżej mi mentalnie do siebie z okresu studiów niż jakiegoś 50-letniego dziadka. Wiem natomiast jedno: będzie to dekada nasycona nowymi przygodami. Czego i Wam, drodzy Czytelnicy życzę!