Blog o inwestowaniu, grze na giełdzie, rozwoju osobistym, przemyślenia na temat egzystencji, poszerzanie świadomości. Czasem trochę o żarciu i bieganiu - życie :) Napisz do mnie: deedees małpa o2 kropcia pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dax. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dax. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 23 października 2018
DAX - złamany trend
Co my tu mamy (FDAX):
1. wyłamana linia trendu wzrostowego poprowadzona z samego dna paniki w lutym 2009
2. dywergencja na MACD od czerwca 2017
3. RGR
Wsparcia:
1. fibo38.2 okolice 9800
2. dolna banda skreślonego na zielono kanału.
Nie wygląda to dobrze z technicznego punktu widzenia.
Z drugiej strony - gdyby zrobili to szybko, a jak pokazuje historia na Daksie się nie patyczkują, byłby idealny setup..
niedziela, 1 listopada 2015
O przewidywaniu
Nigdy nie rozumiałem jednego z podstawowych haseł z poradników tradingowych: "reaguj, nie prognozuj". W jaki sposób mam reagować nie wierząc, że moja reakcja pociągnie określone zachowanie w przyszłości? Czy twórcy tego hasła wyrzucili z równania czas? Jest sygnał, jest wejście, jest poziom cięcia straty i poziom realizacji zysku. Nie ma horyzontu czasowego. Opracowywałem wiele różnych technik tradingowych i jednak zawsze potrzebowałem uwzględniać czynnik czasowy, zatem każda z nich opierała się w jakiejś formie na prognozowaniu. Prognozuję, że gdy padnie sygnał kupna w interwale tygodniowym, to uwiarygodnienie się i kontynuacja również wymagają tygodni. Jeżeli utrzymuję pozycję długą, ale w międzyczasie rynek traci moc i inne czynniki przemawiają za odwróceniem trendu, muszę redukować pozycję i/lub zabezpieczyć ją, prognozując możliwą zmianę reguł.
Do tego wpisu skłonił mnie niedawny artykuł Trystero na blogu bossy oraz seria artykułów na blogu 10 procent rocznie o algorytmicznym podejściu do decydowania w różnych profesjach. W skrócie: z pierwszego wpisu wynika, że najlepsze efekty w prognozowaniu odnoszą ludzie dostrzegający niezliczone odcienie rzeczywistości i kalkulujący szanse wystąpienia scenariuszy. Nie są przywiązani do czarno-białej wizji rzeczywistości, nieustannie poddają swoje scenariusze testom, w razie pomyłki dostrzegają je we wczesnej fazie i adaptują się do nowych warunków. Jak zakonkludował autor:
Najlepsi uczestnicy projektu traktowali swoje zdolności prognozowania jako coś co należy stale ulepszać choć jest na tyle dobre, że nadaje się do używania. Nie mam wątpliwości, że takie nastawienie muszą przejawiać inwestorzy. Także dlatego, że rynki się zmieniają i wymuszają nieustanne dostosowywanie strategii inwestycyjnych.
Pod drugim z linków kryje się natomiast zbiór fascynujących badań nad podejmowaniem decyzji. Okazuje się, że w wielu złożonych dziedzinach zwykły algorytm oparty o kilka czynników jest w stanie podjąć lepsze decyzje niż zespół ekspertów.
Czy można zarabiać na giełdzie stosując się wyłącznie do wskazań algorytmu? Z pewnością można tak robić przez całe lata - w USA 20-letnia hossa wykreowała setki fortun i jeszcze więcej guru inwestowania. Po 2000 warunki zmieniły się jednak całkowicie i większość ówczesnych algorytmów przyniosła właścicielom bankructwo (chyba, że przestali się do nich stosować :) . Stety-niestety, pantha-rei, wszystko płynie, również zasady tej trudnej gry. Przez ostatnie lata czytaliśmy jak to algorytmy HFT rządzą Wall Street, tymczasem 24 2015 sierpnia stało się to, co było pewne dla każdego, kto czytał lub zetknął się z krachem 87, flash crash 2010 czy upadkiem LTCM - algorytmy działają tak długo, jak niezmienne jest środowisko, w którym operują. W sierpniu to środowisko radykalnie się zmieniło, ETFy zdominowane przez HFT traciły po 30-50%, algorytmy ścigały się w zbijaniu ceny (zgodnie z trendem) a doświadczeni inwestorzy, którzy to widzieli i potrafili wyciągnąć wnioski, kupowali okazję. Czy to znaczy, że lepiej zaufać intuicji? W żadnym wypadku - znaczy to tyle, że trzeba wiedzieć kiedy algorytmy stosować, kiedy adaptować do zmian, a kiedy wymieniać na zupełnie inne. To intuicja alarmuje nas, że coś się dzieje, rynek funkcjonuje jakoś inaczej i czas na zmiany. A jeśli mamy w zanadrzu scenariusze zagrań, intuicja może podpowiedzieć nam gdy któryś z nich pasuje do schematu.
Sytuacja z jaką mamy do czynienia w ostatnich 2 latach na GPW jest bardzo złożona:
- Część inwestorów uważa, że mamy selektywną hossę - pompowane są wybrane ("najlepsze") spółki, a reszty rynek nie zauważa. Ta koncepcja została mocno nadszarpnięta spadkami, z jakimi WIG zmaga się od maja, jednak dopóki flagowy CDR wciąż robi nowe szczyty, dopóty selektywna hossa ma swoich zwolenników - myślę, że grupa inwestorów z tego obozu, która używa podejścia algorytmicznego w doborze i prowadzeniu inwestycji zarobiła najwięcej w latach 2014-2015.
Ja przez cały 2014 byłem praktycznie poza rynkiem, natomiast w 2015 zacząłem kupować spółki według kryteriów fundamentalno-technicznych, jednakże nie kupowałem zysków (bo spółki zarabiające były za drogie), tylko płynność i niską wycenę (firmy bez długów, z kasą na koncie, niskim c/wk, ale też słabymi zyskami lub nawet zarabiające, ale niezauważone przez rynek). Na razie ta strategia nie płaci, ale też nie traci - dokupuję kolejne spółki, ostatnio nawet po latach wpadła do portfela Tepsa (OPL). Liczę, że gdy koniunktura się odwróci spółki zaczną znowu zarabiać, a jak nie, to płacą dywidendy.
- Część inwestorów zakłada, że hossa trwająca od 2009 roku skończyła się w 2015 i gdy S&P500 wróci do spadków, WIG20 przełamie 2000 pkt i zacznie się rzeźnia. Dotychczas nie brałem na poważnie tej koncepcji, ale muszę się na nią przygotować. Martwi mnie głównie zachowanie giełd rozwiniętych. Otóż gdy w opuszczałem rynek akcji pod koniec 2013 roku najwięcej narzędzi typowało dołek bessy na wiosnę 2015-stego. Po tym jak ECB ogłosił QE spodziewałem się strząśnięcia indeksów (ostatni akord bessy) i czystego pola do startu hossy. Stało się inaczej: po ogłoszeniu QE na początku roku indeksy europejskie wybiły konsolidację 2014 i wyszły na nowe szczyty:
Inwestorzy przestali być czujni przez euforyczne wzrosty nie poprzedzone falą zniechęcenia. Cały późniejszy impuls spadkowy to powrót do punktu wyjścia. Od szczytu z kwietnia minęło ledwie pół roku - to za mało na pełną bessę, dlatego trzeba liczyć się z kontynuacją kłopotów. Bardzo niepokojące jest załamanie WIG20: czy to preludium do jakichś większych, międzynarodowych kłopotów, jakie wkrótce uderzą w Polskę?
- Ostatnia grupa inwestorów uważa, że stoimy u bramy wielkiej hossy, a obecne ceny to szansa, jaka trafia się raz na dekadę. Z każdym kolejnym miesiącem (w szczególności spadkowym) szansa na przyszłe wysokie stopy zwrotu rośnie. Jest to wciąż moja bazowa koncepcja, choć 2014 rok nie spełnił do końca pokładanych w nim nadziei jeśli idzie o głębokość spadków - liczyłem na znacznie mocniejszą przecenę. Jedyne spadki mieliśmy na SWIG80, natomiast reszta indeksów szła w bok. Dopiero w 2015 załamał się WIG20, ale nie uznałem tego za zwiastun głębokich problemów polskiej gospodarki, tylko za okazję do tanich zakupów blue chipów.
Za tą koncepcją przemawia silne zachowanie indeksu Cały rynek:
Dopiero patrząc na ten indeks widzimy, dlaczego portfele złożone z wielu akcji nie tracą na wartości - szeroki rynek wyznaczył właśnie maksimum hossy!
Jaki wniosek z tego wpisu? Warto mieć plan na wypadek spadków, ale jeszcze lepiej mieć dobry algorytm doboru akcji, gdyby te wróciły do łask i hossa ruszyła szeroką ławą :)
Do tego wpisu skłonił mnie niedawny artykuł Trystero na blogu bossy oraz seria artykułów na blogu 10 procent rocznie o algorytmicznym podejściu do decydowania w różnych profesjach. W skrócie: z pierwszego wpisu wynika, że najlepsze efekty w prognozowaniu odnoszą ludzie dostrzegający niezliczone odcienie rzeczywistości i kalkulujący szanse wystąpienia scenariuszy. Nie są przywiązani do czarno-białej wizji rzeczywistości, nieustannie poddają swoje scenariusze testom, w razie pomyłki dostrzegają je we wczesnej fazie i adaptują się do nowych warunków. Jak zakonkludował autor:
Najlepsi uczestnicy projektu traktowali swoje zdolności prognozowania jako coś co należy stale ulepszać choć jest na tyle dobre, że nadaje się do używania. Nie mam wątpliwości, że takie nastawienie muszą przejawiać inwestorzy. Także dlatego, że rynki się zmieniają i wymuszają nieustanne dostosowywanie strategii inwestycyjnych.
Pod drugim z linków kryje się natomiast zbiór fascynujących badań nad podejmowaniem decyzji. Okazuje się, że w wielu złożonych dziedzinach zwykły algorytm oparty o kilka czynników jest w stanie podjąć lepsze decyzje niż zespół ekspertów.
Czy można zarabiać na giełdzie stosując się wyłącznie do wskazań algorytmu? Z pewnością można tak robić przez całe lata - w USA 20-letnia hossa wykreowała setki fortun i jeszcze więcej guru inwestowania. Po 2000 warunki zmieniły się jednak całkowicie i większość ówczesnych algorytmów przyniosła właścicielom bankructwo (chyba, że przestali się do nich stosować :) . Stety-niestety, pantha-rei, wszystko płynie, również zasady tej trudnej gry. Przez ostatnie lata czytaliśmy jak to algorytmy HFT rządzą Wall Street, tymczasem 24 2015 sierpnia stało się to, co było pewne dla każdego, kto czytał lub zetknął się z krachem 87, flash crash 2010 czy upadkiem LTCM - algorytmy działają tak długo, jak niezmienne jest środowisko, w którym operują. W sierpniu to środowisko radykalnie się zmieniło, ETFy zdominowane przez HFT traciły po 30-50%, algorytmy ścigały się w zbijaniu ceny (zgodnie z trendem) a doświadczeni inwestorzy, którzy to widzieli i potrafili wyciągnąć wnioski, kupowali okazję. Czy to znaczy, że lepiej zaufać intuicji? W żadnym wypadku - znaczy to tyle, że trzeba wiedzieć kiedy algorytmy stosować, kiedy adaptować do zmian, a kiedy wymieniać na zupełnie inne. To intuicja alarmuje nas, że coś się dzieje, rynek funkcjonuje jakoś inaczej i czas na zmiany. A jeśli mamy w zanadrzu scenariusze zagrań, intuicja może podpowiedzieć nam gdy któryś z nich pasuje do schematu.
Sytuacja z jaką mamy do czynienia w ostatnich 2 latach na GPW jest bardzo złożona:
- Część inwestorów uważa, że mamy selektywną hossę - pompowane są wybrane ("najlepsze") spółki, a reszty rynek nie zauważa. Ta koncepcja została mocno nadszarpnięta spadkami, z jakimi WIG zmaga się od maja, jednak dopóki flagowy CDR wciąż robi nowe szczyty, dopóty selektywna hossa ma swoich zwolenników - myślę, że grupa inwestorów z tego obozu, która używa podejścia algorytmicznego w doborze i prowadzeniu inwestycji zarobiła najwięcej w latach 2014-2015.
Ja przez cały 2014 byłem praktycznie poza rynkiem, natomiast w 2015 zacząłem kupować spółki według kryteriów fundamentalno-technicznych, jednakże nie kupowałem zysków (bo spółki zarabiające były za drogie), tylko płynność i niską wycenę (firmy bez długów, z kasą na koncie, niskim c/wk, ale też słabymi zyskami lub nawet zarabiające, ale niezauważone przez rynek). Na razie ta strategia nie płaci, ale też nie traci - dokupuję kolejne spółki, ostatnio nawet po latach wpadła do portfela Tepsa (OPL). Liczę, że gdy koniunktura się odwróci spółki zaczną znowu zarabiać, a jak nie, to płacą dywidendy.
- Część inwestorów zakłada, że hossa trwająca od 2009 roku skończyła się w 2015 i gdy S&P500 wróci do spadków, WIG20 przełamie 2000 pkt i zacznie się rzeźnia. Dotychczas nie brałem na poważnie tej koncepcji, ale muszę się na nią przygotować. Martwi mnie głównie zachowanie giełd rozwiniętych. Otóż gdy w opuszczałem rynek akcji pod koniec 2013 roku najwięcej narzędzi typowało dołek bessy na wiosnę 2015-stego. Po tym jak ECB ogłosił QE spodziewałem się strząśnięcia indeksów (ostatni akord bessy) i czystego pola do startu hossy. Stało się inaczej: po ogłoszeniu QE na początku roku indeksy europejskie wybiły konsolidację 2014 i wyszły na nowe szczyty:
Inwestorzy przestali być czujni przez euforyczne wzrosty nie poprzedzone falą zniechęcenia. Cały późniejszy impuls spadkowy to powrót do punktu wyjścia. Od szczytu z kwietnia minęło ledwie pół roku - to za mało na pełną bessę, dlatego trzeba liczyć się z kontynuacją kłopotów. Bardzo niepokojące jest załamanie WIG20: czy to preludium do jakichś większych, międzynarodowych kłopotów, jakie wkrótce uderzą w Polskę?
- Ostatnia grupa inwestorów uważa, że stoimy u bramy wielkiej hossy, a obecne ceny to szansa, jaka trafia się raz na dekadę. Z każdym kolejnym miesiącem (w szczególności spadkowym) szansa na przyszłe wysokie stopy zwrotu rośnie. Jest to wciąż moja bazowa koncepcja, choć 2014 rok nie spełnił do końca pokładanych w nim nadziei jeśli idzie o głębokość spadków - liczyłem na znacznie mocniejszą przecenę. Jedyne spadki mieliśmy na SWIG80, natomiast reszta indeksów szła w bok. Dopiero w 2015 załamał się WIG20, ale nie uznałem tego za zwiastun głębokich problemów polskiej gospodarki, tylko za okazję do tanich zakupów blue chipów.
Za tą koncepcją przemawia silne zachowanie indeksu Cały rynek:
Dopiero patrząc na ten indeks widzimy, dlaczego portfele złożone z wielu akcji nie tracą na wartości - szeroki rynek wyznaczył właśnie maksimum hossy!
Jaki wniosek z tego wpisu? Warto mieć plan na wypadek spadków, ale jeszcze lepiej mieć dobry algorytm doboru akcji, gdyby te wróciły do łask i hossa ruszyła szeroką ławą :)
wtorek, 23 czerwca 2015
Nowy paradygmat?
Za czasów QE wykrystalizowała się dość prosta strategia: jest dodruk dolara, jest wzrost walut względem USD, towarów i akcji, czyli Risk On. Gdy kończy się QE, aktywa spadają, dolar i obligacje drożeją, mamy zatem Risk Off. Niedawno wystartował QE w strefie Euro i reguły gry się zmieniły:
Od października 2014 ktoś już najwyraźniej wiedział, że ECB też będzie drukował, bo dotychczas odwrotnie skorelowany z USDEUR indeks DAX, zaczął zachowywać się bliźniaczo. Przyjmuję zatem roboczo, że teraz euro wyznacza cykl Risk On/Off - gdy słabnie, wszystko powinno rosnąć, gdy się umacnia, mamy spadki.
Szybki rzut oka na PLNEUR vs WIG:
Tutaj korelacja jest cały czas zachowywana - gdy złoty umacnia się wobec euro, drożeją też polskie akcje. Przeanalizujmy zatem jeden i drugi wykres w dłuższej ramie czasowej:
Od blisko 2 lat WIG zmaga się z poziomem szczytu z 2011 roku. Aktualnie tkwi na wsparciu oscylatorów oraz średnich kroczących. Czy mamy do czynienia z dystrybucją, czy akumulacją? Myślę raczej o tej drugiej, ale nie wykluczam mocniejszego strząśnięcia - tutaj moje zdanie nie zmienia się od miesięcy, można zajrzeć na wcześniejsze analizy. Czekam co pokaże eur...
Od października 2014 ktoś już najwyraźniej wiedział, że ECB też będzie drukował, bo dotychczas odwrotnie skorelowany z USDEUR indeks DAX, zaczął zachowywać się bliźniaczo. Przyjmuję zatem roboczo, że teraz euro wyznacza cykl Risk On/Off - gdy słabnie, wszystko powinno rosnąć, gdy się umacnia, mamy spadki.
Szybki rzut oka na PLNEUR vs WIG:
Tutaj korelacja jest cały czas zachowywana - gdy złoty umacnia się wobec euro, drożeją też polskie akcje. Przeanalizujmy zatem jeden i drugi wykres w dłuższej ramie czasowej:
Od blisko 2 lat WIG zmaga się z poziomem szczytu z 2011 roku. Aktualnie tkwi na wsparciu oscylatorów oraz średnich kroczących. Czy mamy do czynienia z dystrybucją, czy akumulacją? Myślę raczej o tej drugiej, ale nie wykluczam mocniejszego strząśnięcia - tutaj moje zdanie nie zmienia się od miesięcy, można zajrzeć na wcześniejsze analizy. Czekam co pokaże eur...
czwartek, 15 stycznia 2015
Nie o take besse żeśmy walczyli
Ciągnie wilka do lasu. Miałem skupić się na kilku kluczowych projektach i odciąć udzielanie się w mediach społecznościowych. Co z tego, że przestałem pisać na blogu, skoro zacząłem komentować na innych serwisach. Widocznie jakiś wentyl musi być, więc lepiej już od czasu do czasu wrzucić coś na bloga 'ku pamięci'.
Jak napisałem w listopadzie 2013 wyszedłem z polskich akcji oczekując fazy dystrybucji, która miała zakończyć się spadkami. Liczyłem, że będzie klasycznie - z 6-10 miesięcy w bok, a potem wodospad i okazja na super zakupy. Jak wiadomo na razie sytuacja taka nie miała miejsca - szeroki rynek od 14 miesięcy idzie w bok, a z każdym miesiącem rośnie szansa na przejście do fazy akumulacji (która już się odbyła na niektórych papierach i te przeszły do trendu wzrostowego).
Nie wiem czy pisałem, ale nastawiam się tym razem na wieloletnią hossę. Nie wiem kiedy ruszy i po jakich męczarniach, ale powinna być odpowiednikiem wzrostów z lat 2002-2007. Na razie według analogii jesteśmy bliscy uklepania dna jak w 2001:
Choć WIG osiągnął dno we wrześniu 2001 roku, to do hossy ruszył dopiero półtora roku później w kwietniu 2003. Mimo to w tym czasie (2001-2003) część spółek urosła już po kilkaset procent.
Czy jesteśmy przed mocnymi spadkami, czy przed akumulacją? W pierwszym przypadku trzeba czekać na zakupy, w drugim można szukać perełek nim uciekną. Na to pytanie oczywiście nie potrafię odpowiedzieć, aczkolwiek i w jednym i w drugim przypadku możemy sobie pozwolić na komfort oczekiwania, bo nawet jeśli spadków już nie będzie, faza akumulacji jest płaska, a gdy ruszy cały rynek zdążymy wsiąść do niejednego pociągu.
Kilka czynników przemawia za tym, że jesteśmy w fazie spadków, ale wyrażonych w dolarach. Popatrzmy na gorący ostatnio indeks rosyjski RTS:
Faza paniki trwa? Tak, ale na rublu, bo ten indeks jest wyrażony w dolarach. W tym samym czasie Rosjanie inwestujący w rublach widzą swój indeks tak:
Dopóki "geniusz" Putin nie zacznie nacjonalizować gazpromów, akcje są jedną z form ratowania kapitału.
Silną bessę obserwujemy we wszystkich krajach, które nie mogą sobie pozwolić na dewaluację waluty:
Także nasz WIG20 wyrażony w dolarach znajduje się od ponad roku w łagodnej bessie:
Natomiast w PLN akcje niespecjalnie chcą spadać. Jeżeli ten indeks wybije dołem:
to możemy podobnie jak Rosjanie obserwować panikę na rodzimej walucie, ale dalszy trend boczny lub nawet wzrosty na giełdzie akcji. Myślę jednak, że napływ środków unijnych w ramach nowej 6-latki pozwoli przez kilka lat uniknąć tego procesu.
Wciąż jeszcze liczę na mocniejszą zwałkę, bo S&P500 przekracza kolejne alarmujące poziomy czasowe:
a gdy najsilniejszy indeks świata zacznie spadać, wątpliwe żeby reszta świata rosła. Szczególnie silny ostatnio jest niemiecki DAX, który próbuje wyjść na nowy szczyt wszechczasów. Myślę jednak, że podobnie jak w przypadku miedzi w lutym 2013 i ropy w czerwcu 2014 wybicie będzie fałszywe. Ponadto DAXK czyli DAX cenowy wcale nie wygląda tak imponująco:
Ostatnie wykresy, jakie chciałem umieścić to oprocentowanie polskich obligacji 10-letnich:
i WIG20 P/E:
Jeśli ten drugi spadnie poniżej 10, to nie sądzę, żeby kapitał siedział w obligacjach przy 2.25%.
Jak napisałem w listopadzie 2013 wyszedłem z polskich akcji oczekując fazy dystrybucji, która miała zakończyć się spadkami. Liczyłem, że będzie klasycznie - z 6-10 miesięcy w bok, a potem wodospad i okazja na super zakupy. Jak wiadomo na razie sytuacja taka nie miała miejsca - szeroki rynek od 14 miesięcy idzie w bok, a z każdym miesiącem rośnie szansa na przejście do fazy akumulacji (która już się odbyła na niektórych papierach i te przeszły do trendu wzrostowego).
Nie wiem czy pisałem, ale nastawiam się tym razem na wieloletnią hossę. Nie wiem kiedy ruszy i po jakich męczarniach, ale powinna być odpowiednikiem wzrostów z lat 2002-2007. Na razie według analogii jesteśmy bliscy uklepania dna jak w 2001:
Choć WIG osiągnął dno we wrześniu 2001 roku, to do hossy ruszył dopiero półtora roku później w kwietniu 2003. Mimo to w tym czasie (2001-2003) część spółek urosła już po kilkaset procent.
Czy jesteśmy przed mocnymi spadkami, czy przed akumulacją? W pierwszym przypadku trzeba czekać na zakupy, w drugim można szukać perełek nim uciekną. Na to pytanie oczywiście nie potrafię odpowiedzieć, aczkolwiek i w jednym i w drugim przypadku możemy sobie pozwolić na komfort oczekiwania, bo nawet jeśli spadków już nie będzie, faza akumulacji jest płaska, a gdy ruszy cały rynek zdążymy wsiąść do niejednego pociągu.
Kilka czynników przemawia za tym, że jesteśmy w fazie spadków, ale wyrażonych w dolarach. Popatrzmy na gorący ostatnio indeks rosyjski RTS:
Faza paniki trwa? Tak, ale na rublu, bo ten indeks jest wyrażony w dolarach. W tym samym czasie Rosjanie inwestujący w rublach widzą swój indeks tak:
Dopóki "geniusz" Putin nie zacznie nacjonalizować gazpromów, akcje są jedną z form ratowania kapitału.
Silną bessę obserwujemy we wszystkich krajach, które nie mogą sobie pozwolić na dewaluację waluty:
![]() |
| Portugalia i Grecja na poziomach z lat 90-tych |
Także nasz WIG20 wyrażony w dolarach znajduje się od ponad roku w łagodnej bessie:
Natomiast w PLN akcje niespecjalnie chcą spadać. Jeżeli ten indeks wybije dołem:
to możemy podobnie jak Rosjanie obserwować panikę na rodzimej walucie, ale dalszy trend boczny lub nawet wzrosty na giełdzie akcji. Myślę jednak, że napływ środków unijnych w ramach nowej 6-latki pozwoli przez kilka lat uniknąć tego procesu.
Wciąż jeszcze liczę na mocniejszą zwałkę, bo S&P500 przekracza kolejne alarmujące poziomy czasowe:
a gdy najsilniejszy indeks świata zacznie spadać, wątpliwe żeby reszta świata rosła. Szczególnie silny ostatnio jest niemiecki DAX, który próbuje wyjść na nowy szczyt wszechczasów. Myślę jednak, że podobnie jak w przypadku miedzi w lutym 2013 i ropy w czerwcu 2014 wybicie będzie fałszywe. Ponadto DAXK czyli DAX cenowy wcale nie wygląda tak imponująco:
Ostatnie wykresy, jakie chciałem umieścić to oprocentowanie polskich obligacji 10-letnich:
i WIG20 P/E:
Jeśli ten drugi spadnie poniżej 10, to nie sądzę, żeby kapitał siedział w obligacjach przy 2.25%.
piątek, 21 listopada 2014
Giełda: aż wszyscy zwątpią
Kolejny raz generał hossy zmaga się z poziomem 300:
Konsolidacja dobrze widoczna w skali ostatniego miesiąca:
W chwili gdy piszę post chiński bank centralny obniżył stopę proc. czym wprowadził rynki w euforię. Pytanie czy to grunt pod dalsze zwyżki, czy ostatnia faza short-squeeze przed osiągnięciem oporów, które np. dla DAX biegną w przedziale 9700-9800:
Na DAX dobrze widać trzeci szczyt oraz czwarty na RSI - zarówno 7 jak i 3 lata temu było to optymalne miejsce do wyjścia z niemieckich akcji, choć w przypadku czwartego szczytu na RSI w 2011 mieliśmy do czynienia tylko z silniejszą korektą.
Powiem tak: strasznie mnie świerzbi, żeby już podkupić parę spółek, szczególnie że niektóre wystartowały do trendu wzrostowego z dobrych poziomów (Colian?). Niestety zbyt wiele analiz sugeruje dalsze spadki do wiosny 2015. Kluczowy dla małego spekulanta indeks - WIG250 jest w bessie i na oko brakuje mu przynajmniej fali C do zwieńczenia spadków (o ile te się nie wydłużą jak w latach 2000-2003).
Sentyment w Stanach osiągnął stany ekstremalnie bycze, niedźwiedzie są tam wyśmiewane. W takich momentach zadaję sobie pytanie: what you think? Moje odpowiedzi są takie:
- NASDAQ bez większej korekty poprawi szczyt wszechczasów z 2000 roku,
- 2100 na S&P500 to kwestia dni,
- dobre mniejsze spółki z GPW wystrzeliły do góry i nie zrobią nowych dołków, nawet gdy szerokie indeksy będą spadać,
- giełda w Polsce została zapomniana, duzi gracze akumulują akcje lub wycofują spółki z giełdy, żeby powrócić przy szczytach,
- rajd św. Mikołaja, mega bycze seasonal charts (zapomniałem polski odpowiednik) dla końca roku, prezydentury w USA itd.
Stąd ciśnienie na powrót na rynek. Ale w natłoku tych byczych informacji zapala mi się lampka i zwracam się ku "what you see?".
- wskaźnik cykliczny dla S&P500 pokazuje, że choć wzrosty mogą potrwać jeszcze miesiące, należy trzymać się z dala od amerykańskich akcji, chyba że spekulujemy w krótkim terminie:
- wspomniany wyżej DAX blisko istotnych oporów i trend spadkowy na tygodniowym RSI,
- bessa na WIG250, trend boczny na pozostałych indeksach,
- WIG20_PE, skorelowany z WIG20 zakręca w dół:
Długoterminowe symptomy bessy, dywergencje na indeksach, nieliczne spółki poprawiające szczyty i peleton idący w bok lub w dół, a ja myślę, że będzie rosło, podobnie jak większość polskich inwestorów indywidualnych - czy to nie symptomy fali B?
Konsolidacja dobrze widoczna w skali ostatniego miesiąca:
W chwili gdy piszę post chiński bank centralny obniżył stopę proc. czym wprowadził rynki w euforię. Pytanie czy to grunt pod dalsze zwyżki, czy ostatnia faza short-squeeze przed osiągnięciem oporów, które np. dla DAX biegną w przedziale 9700-9800:
Na DAX dobrze widać trzeci szczyt oraz czwarty na RSI - zarówno 7 jak i 3 lata temu było to optymalne miejsce do wyjścia z niemieckich akcji, choć w przypadku czwartego szczytu na RSI w 2011 mieliśmy do czynienia tylko z silniejszą korektą.
Powiem tak: strasznie mnie świerzbi, żeby już podkupić parę spółek, szczególnie że niektóre wystartowały do trendu wzrostowego z dobrych poziomów (Colian?). Niestety zbyt wiele analiz sugeruje dalsze spadki do wiosny 2015. Kluczowy dla małego spekulanta indeks - WIG250 jest w bessie i na oko brakuje mu przynajmniej fali C do zwieńczenia spadków (o ile te się nie wydłużą jak w latach 2000-2003).
Sentyment w Stanach osiągnął stany ekstremalnie bycze, niedźwiedzie są tam wyśmiewane. W takich momentach zadaję sobie pytanie: what you think? Moje odpowiedzi są takie:
- NASDAQ bez większej korekty poprawi szczyt wszechczasów z 2000 roku,
- 2100 na S&P500 to kwestia dni,
- dobre mniejsze spółki z GPW wystrzeliły do góry i nie zrobią nowych dołków, nawet gdy szerokie indeksy będą spadać,
- giełda w Polsce została zapomniana, duzi gracze akumulują akcje lub wycofują spółki z giełdy, żeby powrócić przy szczytach,
- rajd św. Mikołaja, mega bycze seasonal charts (zapomniałem polski odpowiednik) dla końca roku, prezydentury w USA itd.
Stąd ciśnienie na powrót na rynek. Ale w natłoku tych byczych informacji zapala mi się lampka i zwracam się ku "what you see?".
- wskaźnik cykliczny dla S&P500 pokazuje, że choć wzrosty mogą potrwać jeszcze miesiące, należy trzymać się z dala od amerykańskich akcji, chyba że spekulujemy w krótkim terminie:
- wspomniany wyżej DAX blisko istotnych oporów i trend spadkowy na tygodniowym RSI,
- bessa na WIG250, trend boczny na pozostałych indeksach,
- WIG20_PE, skorelowany z WIG20 zakręca w dół:
Długoterminowe symptomy bessy, dywergencje na indeksach, nieliczne spółki poprawiające szczyty i peleton idący w bok lub w dół, a ja myślę, że będzie rosło, podobnie jak większość polskich inwestorów indywidualnych - czy to nie symptomy fali B?
czwartek, 18 września 2014
Hossa czy fałszywka?
Indeks MWIG40, który był najsilniejszym indeksem na GPW w czasie korekty/spadków listopad 2013-sierpień 2014 wyszedł górą z konsolidacji:
WIG testuje szczyt z listopada:
Na obu wykresach bessa oczywiście nie wystąpiła, a obecna siła sugeruje kontynuację hossy.
WIG20USD rokuje szansę na wybicie po 3 latach konsolidacji:
Na MWIG40/WIG250 nastąpiła dywergencja:
Widzimy, że w poprzednich bessach takie dywergencje kończyły się "spadkami wyrównującymi". A zaraz potem startowała silna hossa. I taki scenariusz byłby scenariuszem-marzeniem, bo można by zatankować tanio akcje i po 7 latach od szczytu bańki liczyć na mocniejszą hossę. Z drugiej strony są sygnały przemawiające za dłuższymi spadkami. Niestety weszliśmy w roczny okres niepewności, co pokażę poniżej.
Po pierwsze za miesiąc "oscylator Kitchina" dla WIG250 osiągnie wartość 34 miesięcy, czyli tyle, ile wynosił dotychczasowy najkrótszy cykl:
Najdłuższy cykl wyniósł 47 (2000-2003), najkrótszy 34 miesiące (2009-2011). Różnica 13 miesięcy jest bardzo duża i w tym okresie wskazania oscylatora tracą sens. Teoretycznie może ruszać już akumulacja jak w 2005 lub 2012, albo (reguła naprzemienności daje scenariuszowi większą szansę) możemy być wciąż w pierwszej fali spadków jak w 2001 czy 2008 roku.
Za silną bessą obok reguły przemienności przemawia podobny kształt (zachowanie spółek) do 2000-2001 i 2007-2008 roku.
Po drugie pomimo byczego wykresu MWIG40 cena do wartości księgowej i cena do zysku osiągnęły wielkości ze szczytów hossy:
Po trzecie choć 7 lat od pęknięcia bańki na akcjach wydaje się długim okresem i wiele spółek jest wycenianych nisko (np. płacą wyższe dywidendy niż obligacje czy lokaty), nie mieliśmy do czynienia z fazą zniechęcenia do akcji. Porównajmy bańkę na MWIG40 z Dow Jones z 1929:
Pęknięcie bańki, 5-letnia korekta A-B-C i kolejna masakra akcji w 1937 roku!
Po czwarte akcje rynków rozwiniętych są drogie. Są w trendach wzrostowych, ale są drogie. Najważniejszy dla polskiej giełdy jest DAX, a ten ostatnio wykazuje słabość. Drogie akcje, spadające wskaźniki wyprzedzające i bardzo dojrzały cykl wzrostowy dają szansę korekcie. Raczej nie będzie to krach jak w sierpniu 2011, tylko męcząca spadko-konsolidacja:
---
Przyznam szczerze, że zdziwiły mnie wyniki przedstawionej analizy. Dotychczas obstawiałem, że najpóźniej wiosną 2015 roku wystartuje hossa. Zacząłem też już analizować fundamenty i trendy spółek pod przyszłe zakupy. Liczę się z ryzykiem, że hossa zaczęła się w sierpniu bieżącego roku i będę musiał kupować drożej, żeby nie przegapić sytuacji podobnej do tej z 2006 roku. Ale suma wszystkich ryzyk i rozjazd sygnałów odpychają mnie od akcji. Nie czuję tej "pewności" co do kursu rynku, jaką miałem w 2011, 2012 i 2013 roku.
Jeden z moich scenariuszy zakłada silny sygnał kupna na WIG20, pod który zamierzam... kupić opcje na spadki. Nie chodzi o granie przeciwko trendowi - przeciwko trendowi zagrałem w sierpniu, gdy uwierzyłem w wybicie w dół z konsolidacji. Był to poważny błąd, ponieważ zagrałem pod sygnał tygodniowy w piątek, w trakcie sesji - sygnał został jednak zanegowany i świeca tygodniowa potwierdziła wsparcie, a nie wyłamanie. Nadrzędny trend boczny znowu zwyciężył, a ja zebrałem baty. Tym razem w razie byczego sygnału zagram na powrót do wsparcia w ramach trendu bocznego.
Czytelnicy wiedzą, że nie zajmuję się faktami medialnymi typu OFE, QE czy inwazja Rosji na Ukrainę. To sa bardzo ważne wydarzenia, ale krewni i znajomi królika znają je z wielomiesięcznym wyprzedzeniem i budują pod nie pozycje. Ba, jestem przekonany, że QE było planowane na lata przed uruchomieniem i odpowiednie instytucje miały już zbudowane scenariusze alokacji aktywów, które możemy tylko obserwować na wykresach. Ktoś pamięta o wojnie w Syrii? W 2011 tłumaczono nią wzrosty na ropie. Wojna trwa dalej, powstał nawet jakiś średniowieczny kalifat, tymczasem cena ropy spada.
Dlatego moje analizy indeksów uwzględniają głównie technikę i cykle, a nie politykę czy makro-gospodarkę. Wykres jest 2-wymiarowy, a do analizy fundamentalnej potrzeba dziesiątek wskaźników. Nie uwzględnienie jednego może powalić całą prognozę. Nie mówię o spółkach, tutaj technika jest wstępem do analizy fundamentów. Póki co ja tej hossy nie kupuję.
WIG testuje szczyt z listopada:
Na obu wykresach bessa oczywiście nie wystąpiła, a obecna siła sugeruje kontynuację hossy.
WIG20USD rokuje szansę na wybicie po 3 latach konsolidacji:
Na MWIG40/WIG250 nastąpiła dywergencja:
Widzimy, że w poprzednich bessach takie dywergencje kończyły się "spadkami wyrównującymi". A zaraz potem startowała silna hossa. I taki scenariusz byłby scenariuszem-marzeniem, bo można by zatankować tanio akcje i po 7 latach od szczytu bańki liczyć na mocniejszą hossę. Z drugiej strony są sygnały przemawiające za dłuższymi spadkami. Niestety weszliśmy w roczny okres niepewności, co pokażę poniżej.
Po pierwsze za miesiąc "oscylator Kitchina" dla WIG250 osiągnie wartość 34 miesięcy, czyli tyle, ile wynosił dotychczasowy najkrótszy cykl:
Najdłuższy cykl wyniósł 47 (2000-2003), najkrótszy 34 miesiące (2009-2011). Różnica 13 miesięcy jest bardzo duża i w tym okresie wskazania oscylatora tracą sens. Teoretycznie może ruszać już akumulacja jak w 2005 lub 2012, albo (reguła naprzemienności daje scenariuszowi większą szansę) możemy być wciąż w pierwszej fali spadków jak w 2001 czy 2008 roku.
Za silną bessą obok reguły przemienności przemawia podobny kształt (zachowanie spółek) do 2000-2001 i 2007-2008 roku.
Po drugie pomimo byczego wykresu MWIG40 cena do wartości księgowej i cena do zysku osiągnęły wielkości ze szczytów hossy:
Po trzecie choć 7 lat od pęknięcia bańki na akcjach wydaje się długim okresem i wiele spółek jest wycenianych nisko (np. płacą wyższe dywidendy niż obligacje czy lokaty), nie mieliśmy do czynienia z fazą zniechęcenia do akcji. Porównajmy bańkę na MWIG40 z Dow Jones z 1929:
Pęknięcie bańki, 5-letnia korekta A-B-C i kolejna masakra akcji w 1937 roku!
Po czwarte akcje rynków rozwiniętych są drogie. Są w trendach wzrostowych, ale są drogie. Najważniejszy dla polskiej giełdy jest DAX, a ten ostatnio wykazuje słabość. Drogie akcje, spadające wskaźniki wyprzedzające i bardzo dojrzały cykl wzrostowy dają szansę korekcie. Raczej nie będzie to krach jak w sierpniu 2011, tylko męcząca spadko-konsolidacja:
---
Przyznam szczerze, że zdziwiły mnie wyniki przedstawionej analizy. Dotychczas obstawiałem, że najpóźniej wiosną 2015 roku wystartuje hossa. Zacząłem też już analizować fundamenty i trendy spółek pod przyszłe zakupy. Liczę się z ryzykiem, że hossa zaczęła się w sierpniu bieżącego roku i będę musiał kupować drożej, żeby nie przegapić sytuacji podobnej do tej z 2006 roku. Ale suma wszystkich ryzyk i rozjazd sygnałów odpychają mnie od akcji. Nie czuję tej "pewności" co do kursu rynku, jaką miałem w 2011, 2012 i 2013 roku.
Jeden z moich scenariuszy zakłada silny sygnał kupna na WIG20, pod który zamierzam... kupić opcje na spadki. Nie chodzi o granie przeciwko trendowi - przeciwko trendowi zagrałem w sierpniu, gdy uwierzyłem w wybicie w dół z konsolidacji. Był to poważny błąd, ponieważ zagrałem pod sygnał tygodniowy w piątek, w trakcie sesji - sygnał został jednak zanegowany i świeca tygodniowa potwierdziła wsparcie, a nie wyłamanie. Nadrzędny trend boczny znowu zwyciężył, a ja zebrałem baty. Tym razem w razie byczego sygnału zagram na powrót do wsparcia w ramach trendu bocznego.
Czytelnicy wiedzą, że nie zajmuję się faktami medialnymi typu OFE, QE czy inwazja Rosji na Ukrainę. To sa bardzo ważne wydarzenia, ale krewni i znajomi królika znają je z wielomiesięcznym wyprzedzeniem i budują pod nie pozycje. Ba, jestem przekonany, że QE było planowane na lata przed uruchomieniem i odpowiednie instytucje miały już zbudowane scenariusze alokacji aktywów, które możemy tylko obserwować na wykresach. Ktoś pamięta o wojnie w Syrii? W 2011 tłumaczono nią wzrosty na ropie. Wojna trwa dalej, powstał nawet jakiś średniowieczny kalifat, tymczasem cena ropy spada.
Dlatego moje analizy indeksów uwzględniają głównie technikę i cykle, a nie politykę czy makro-gospodarkę. Wykres jest 2-wymiarowy, a do analizy fundamentalnej potrzeba dziesiątek wskaźników. Nie uwzględnienie jednego może powalić całą prognozę. Nie mówię o spółkach, tutaj technika jest wstępem do analizy fundamentów. Póki co ja tej hossy nie kupuję.
poniedziałek, 16 września 2013
Ściana strachu
Ostatnio moja aktywność na blogu przygasła. Niesamowite, ale to już blisko 5 lat, odkąd zacząłem pisać - wstępniak do bloga pojawił się 3 listopada 2008 roku. To co przez pierwsze lata mnie fascynowało, powoli staje się rutyną. Jeśli chodzi o giełdę, przez ostatni rok siedziałem głównie na tyłku (od czasu do czasu pogrywając na pochodnych, którymi narobiłem miliony obrotu, a wynik po odliczeniu prowizji jak zwykle oscyluje wokół zera). Dziś będzie podsumowanie okresu inwestycyjnego, bo ze spółek, które gromadziłem przez wiele miesięcy zostały w portfelu tylko Galvo (spółka mi się podoba, jest zysk, ale liczę na więcej) i LUG (ta spółka to jakaś pomyłka, świetnie wygląda fundamentalnie, ale ciągle w trendzie spadkowym - niemniej minus tu symboliczny, a symptomów początku bessy jeszcze nie ma, więc czekam na cud).
Kiedy w czerwcu 2012 zaczynałem skupować akcje małych i średnich spółek, postanowiłem nie powtórzyć błędu z 2009 roku, kiedy to urywałem 10-20% zysku i uciekałem, zamiast trzymać akcje i brać 100-200%. Założyłem, że poczekam na sowite zyski, minimum 3-cyfrowe i olewałem mocne wystrzały, które dawały zysk 50-60%. Rynek jak zwykle spłatał mi figla - 3 spółki o największej wadze w portfelu dały niewiele zysku:
- Colian ostatecznie zarobił ok. 48%, przy czym kilka razy urósł np. z 2 na 2.50 i spadł na 2.04. Czekałem na 4zł, wszystko wokół rosło, rósł SWIG80, a Jutrzenka robiła inwestorów w balona, choć dzielnie kupowałem czekolady Goplany i wafle Grześki.
- Na Tesgasie mimo początkowego 50% zysku ostatecznie straciłem 25% i była to najgorsza inwestycja w tej hossie. "Miał" dobić do 6zł, dziś chodzi po 3.45.
- Agora początkowo dała dużo zarobić (zbierałem od 6.56 do 8.x, kurs doszedł do 10.99), potem spadła na ok. 6.16, ale byłem tak wkurzony, że uśredniłem i wywaliłem całość po 8.x, z zyskiem ok. 20%.
Na kilku innych spółkach było podobnie - ERG kupowałem po 0.3x, podbili do 0.49, a potem zwalili na 0.32, ostatecznie uciąłem małą stratę po 0.36. Jakiś czas później otworzył się luką w okolicach 0.5. Procad kupowałem po 0.9x, przetrwałem podbitkę do 1.38, a sprzedałem po 1.1x + 0.07 dywidendy, czyli zaledwie 20 kilka %, zamiast zakładanych 100. Nie wykorzystałem mocnego ruchu na ATG, zarobiłem "tylko" 50%, dziś byłoby to ok. 140%.
Mimo to portfel jest na maksimum, choć bez fajerwerków. Bo były też miłe niespodzianki, jak np. Monnari, które zbierałem od 0.96 i wywalałem do 2.28. Cóż - dziś jest ponad 6zł, ale i tak zysk mnie ucieszył. Ładnie technicznie poszedł Graal (zysk ok. 50%, tutaj na więcej nie liczyłem), 08Octava sprzedana na lokalnym szczycie (zysk 25%, choć fundamentalnie wygląda świetnie, spółka jest dla mnie zbyt spekulacyjnie i nadaje się tylko do technicznej gry), IVMX i pare innych spółek, które zrównoważyły cięcia strat na mniej udanych zagraniach.
Inwestycyjnie ta hossa jest już dla mnie spalona. Kursy najlepszych spółek bujają w chmurach, ale jest też sporo normalnie wycenionych spółek w trendach wzrostowych. Rynek rzadko przebywa w stanie równowagi - buja się od niedowartościowania, do przewartościowania, więc liczę, że póki bal trwa, należy tańczyć longi. Nabyłem dziś zgodnie ze sztuką AT (dodatkowo broniony fundamentami) pakiet Graala:
Liczę na kontynuację trendu wzrostowego i osiągnięcie okolic 19zł.
Cały czas obserwuję rynki zachodnie, które przejęły w 2010 roku pałeczkę od EM i ściągają do siebie kapitał. Dopóki w Niemczech czy USA rośnie, jesteśmy względnie bezpieczni:
S&P500 - poprzednie hossy trwały jeszcze kilka miesięcy. Jeszcze nie czas polowania na tłuste S-ki.
Niemiecki DAX kilka miesięcy pobujał się trzeci raz przy historycznym szczycie i zgodnie z założeniami wybija górą:
Przypomnę, że oczekuję na S&P500 i DAX jakiejś euforii przed bessą, u Helmuta problemy mogą się rozpocząć przy ok. 9300.
Również nasz WIG na razie wygląda byczo, a w mediach bardziej straszą OFE, niż naganiają na akcje:
Cóż - hossa trwa, jej końca nikt nie zgadnie, a ja już siedzę głównie na gotówce. Wyciągnąłem z akcji tyle, ile potrafiłem. Urośnie zmienność, to może dołożę coś na pochodnych. Ważne, żeby regularnie, co roku był zysk. Rynek urósł 40% w rok, a ty zarobiłeś 20%? To i tak świetny wynik! W kolejnych latach rynek może stracić 20%, a ty znowu zarobisz 20% i go wyprzedzisz. Kiedyś już publikowałem zestawienie stóp zwrotu z WIGu i średnio-roczny zysk:
W latach 2007-2012 stopa zwrotu z WIG wyniosła średnio 5.06%, ale kto zainwestował środki w 2007 roku, ten łącznie stracił 5.85%! Średni zysk się nie liczy, jak stracisz jednego roku 80%, a drugiego zarobisz 100%, to średnio zarobiłeś 10% rocznie, ale realnie straciłeś 60%.
W obecnej sytuacji, choć liczę się z euforycznymi wzrostami na GPW, wolę dowieźć zysk do końca roku i ewentualnie podłączać się mniejszymi kwotami pod techniczne ruchy. Może trafię w jakiś szczyt/dołek opcjami, kontraktami, a może po prostu zostanę z gotówką i będę czekał na okazje do shortów..
Kiedy w czerwcu 2012 zaczynałem skupować akcje małych i średnich spółek, postanowiłem nie powtórzyć błędu z 2009 roku, kiedy to urywałem 10-20% zysku i uciekałem, zamiast trzymać akcje i brać 100-200%. Założyłem, że poczekam na sowite zyski, minimum 3-cyfrowe i olewałem mocne wystrzały, które dawały zysk 50-60%. Rynek jak zwykle spłatał mi figla - 3 spółki o największej wadze w portfelu dały niewiele zysku:
- Colian ostatecznie zarobił ok. 48%, przy czym kilka razy urósł np. z 2 na 2.50 i spadł na 2.04. Czekałem na 4zł, wszystko wokół rosło, rósł SWIG80, a Jutrzenka robiła inwestorów w balona, choć dzielnie kupowałem czekolady Goplany i wafle Grześki.
- Na Tesgasie mimo początkowego 50% zysku ostatecznie straciłem 25% i była to najgorsza inwestycja w tej hossie. "Miał" dobić do 6zł, dziś chodzi po 3.45.
- Agora początkowo dała dużo zarobić (zbierałem od 6.56 do 8.x, kurs doszedł do 10.99), potem spadła na ok. 6.16, ale byłem tak wkurzony, że uśredniłem i wywaliłem całość po 8.x, z zyskiem ok. 20%.
Na kilku innych spółkach było podobnie - ERG kupowałem po 0.3x, podbili do 0.49, a potem zwalili na 0.32, ostatecznie uciąłem małą stratę po 0.36. Jakiś czas później otworzył się luką w okolicach 0.5. Procad kupowałem po 0.9x, przetrwałem podbitkę do 1.38, a sprzedałem po 1.1x + 0.07 dywidendy, czyli zaledwie 20 kilka %, zamiast zakładanych 100. Nie wykorzystałem mocnego ruchu na ATG, zarobiłem "tylko" 50%, dziś byłoby to ok. 140%.
Mimo to portfel jest na maksimum, choć bez fajerwerków. Bo były też miłe niespodzianki, jak np. Monnari, które zbierałem od 0.96 i wywalałem do 2.28. Cóż - dziś jest ponad 6zł, ale i tak zysk mnie ucieszył. Ładnie technicznie poszedł Graal (zysk ok. 50%, tutaj na więcej nie liczyłem), 08Octava sprzedana na lokalnym szczycie (zysk 25%, choć fundamentalnie wygląda świetnie, spółka jest dla mnie zbyt spekulacyjnie i nadaje się tylko do technicznej gry), IVMX i pare innych spółek, które zrównoważyły cięcia strat na mniej udanych zagraniach.
Inwestycyjnie ta hossa jest już dla mnie spalona. Kursy najlepszych spółek bujają w chmurach, ale jest też sporo normalnie wycenionych spółek w trendach wzrostowych. Rynek rzadko przebywa w stanie równowagi - buja się od niedowartościowania, do przewartościowania, więc liczę, że póki bal trwa, należy tańczyć longi. Nabyłem dziś zgodnie ze sztuką AT (dodatkowo broniony fundamentami) pakiet Graala:
Liczę na kontynuację trendu wzrostowego i osiągnięcie okolic 19zł.
Cały czas obserwuję rynki zachodnie, które przejęły w 2010 roku pałeczkę od EM i ściągają do siebie kapitał. Dopóki w Niemczech czy USA rośnie, jesteśmy względnie bezpieczni:
S&P500 - poprzednie hossy trwały jeszcze kilka miesięcy. Jeszcze nie czas polowania na tłuste S-ki.
Niemiecki DAX kilka miesięcy pobujał się trzeci raz przy historycznym szczycie i zgodnie z założeniami wybija górą:
Przypomnę, że oczekuję na S&P500 i DAX jakiejś euforii przed bessą, u Helmuta problemy mogą się rozpocząć przy ok. 9300.
Również nasz WIG na razie wygląda byczo, a w mediach bardziej straszą OFE, niż naganiają na akcje:
Cóż - hossa trwa, jej końca nikt nie zgadnie, a ja już siedzę głównie na gotówce. Wyciągnąłem z akcji tyle, ile potrafiłem. Urośnie zmienność, to może dołożę coś na pochodnych. Ważne, żeby regularnie, co roku był zysk. Rynek urósł 40% w rok, a ty zarobiłeś 20%? To i tak świetny wynik! W kolejnych latach rynek może stracić 20%, a ty znowu zarobisz 20% i go wyprzedzisz. Kiedyś już publikowałem zestawienie stóp zwrotu z WIGu i średnio-roczny zysk:
| wig | 100 | |
| 2007 | 10.39 | 110.39 |
| 2008 | -51.07 | 54.01 |
| 2009 | 46.85 | 79.32 |
| 2010 | 18.77 | 94.21 |
| 2011 | -20.83 | 74.58 |
| 2012 | 26.24 | 94.15 |
| avg | 5.06 | -5.85 |
W latach 2007-2012 stopa zwrotu z WIG wyniosła średnio 5.06%, ale kto zainwestował środki w 2007 roku, ten łącznie stracił 5.85%! Średni zysk się nie liczy, jak stracisz jednego roku 80%, a drugiego zarobisz 100%, to średnio zarobiłeś 10% rocznie, ale realnie straciłeś 60%.
W obecnej sytuacji, choć liczę się z euforycznymi wzrostami na GPW, wolę dowieźć zysk do końca roku i ewentualnie podłączać się mniejszymi kwotami pod techniczne ruchy. Może trafię w jakiś szczyt/dołek opcjami, kontraktami, a może po prostu zostanę z gotówką i będę czekał na okazje do shortów..
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Nie taki WIG20 słaby jak go malują
Jednym z częściej przytaczanych argumentów za kryzysem w Polsce była słabość WIG20 na tle niemieckiego DAXa, który pobił szczyt z 2011 roku:
Jest to jednak porównanie niefortunne, gdyż WIG20 jest indeksem cenowym, uwzględniającym jedynie ceny spółek (zatem zdejmowane są dywidendy), natomiast DAX jest indeksem wynikowym i dywidendy są dokładane do jego wartości.
Na szczęście niedawno pojawił się nowy indeks wynikowy WIG20TR, który pozwala dokonać lepszego porównania:
Jak widzimy wcale nie odstajemy od zachodniego sąsiada i na papierze wyniki inwestycji w polskie blue chipy również przyniosły już zysk od 2011 roku (jeśli komuś udało się szybko wyjść z PBG i PXM ;) .
W związku z wykresami można wyciągnąć 2 cenne wnioski:
1. Szorcenie DAXa jest gorszym pomysłem niż np. S na WIG20 czy S&P500. Co ciekawe DAX był jedynym indeksem na który Raiffeisen wypuścił kilka lat temu certyfikaty na spadek..
2. Sytuacja Polski wcale nie jest taka zła (wystarczy porównać już z WIG20 takie tuzy jak hiszpański IBEX czy nawet francuski CAC). W klasie indeksów cenowych polskie spółki spisywały się lepiej niż europejska średnia.
Wracając do pytania 1 z poprzedniego wpisu - moim zdaniem istnieje wysokie prawdopodobieństwo pobicia poprzedniego szczytu, choć spodziewałbym się w krótkim terminie spadku na średnią SMA15 (czerwona). Jak zauważył iktki ostatnio lepiej zachowuje się indeks całego rynku - mam nadzieję, że właśnie dokonuje się przechodzenie funduszy w małe spółki i na nich już nie będzie takiej cofki jak na WIG20.
Jest to jednak porównanie niefortunne, gdyż WIG20 jest indeksem cenowym, uwzględniającym jedynie ceny spółek (zatem zdejmowane są dywidendy), natomiast DAX jest indeksem wynikowym i dywidendy są dokładane do jego wartości.
Na szczęście niedawno pojawił się nowy indeks wynikowy WIG20TR, który pozwala dokonać lepszego porównania:
Jak widzimy wcale nie odstajemy od zachodniego sąsiada i na papierze wyniki inwestycji w polskie blue chipy również przyniosły już zysk od 2011 roku (jeśli komuś udało się szybko wyjść z PBG i PXM ;) .
W związku z wykresami można wyciągnąć 2 cenne wnioski:
1. Szorcenie DAXa jest gorszym pomysłem niż np. S na WIG20 czy S&P500. Co ciekawe DAX był jedynym indeksem na który Raiffeisen wypuścił kilka lat temu certyfikaty na spadek..
2. Sytuacja Polski wcale nie jest taka zła (wystarczy porównać już z WIG20 takie tuzy jak hiszpański IBEX czy nawet francuski CAC). W klasie indeksów cenowych polskie spółki spisywały się lepiej niż europejska średnia.
Wracając do pytania 1 z poprzedniego wpisu - moim zdaniem istnieje wysokie prawdopodobieństwo pobicia poprzedniego szczytu, choć spodziewałbym się w krótkim terminie spadku na średnią SMA15 (czerwona). Jak zauważył iktki ostatnio lepiej zachowuje się indeks całego rynku - mam nadzieję, że właśnie dokonuje się przechodzenie funduszy w małe spółki i na nich już nie będzie takiej cofki jak na WIG20.
piątek, 21 października 2011
Jeszcze trochę do góry?
Oglądałem wczoraj zasięgi korekt pierwszej fali bessy na DAX. Ruch powrotny znosił ok. 50-60% ruchu. Na razie DAX naruszył tylko drugie ważne fibo, czyli 38.2%. Dlatego oczekuję jeszcze jednej fali UP w okolice 6300.
EURUSD zmaga się ze SMA45, wygląda to jak korekta B fali wzrostowej, która może podciągnąć kurs nawet na 1.42:
W moim odczuciu ewentualne wzrosty należą do fali B bessy, dlatego unikam kupowania aktywów. Być może przytnę coś na kontraktach, jak zobaczę siłę byków. A widzę ją pomimo 2 dni spadków, nawet nie zjechaliśmy na fibo na ok. 2222.
Po dynamicznym wyjściu na zaprezentowane poziomy spodziewam się euforii, nowej hossy itd. i startu fali C bessy.
Akutalizacja.
Na giełdach już mini euforia tymczasem nasz znajomy krachowskaźnik..
Uwaga na pułapkę na byka.
poniedziałek, 12 września 2011
Historyczny dołek
Rentowność amerykańskich obligacji ustanowiła historyczny dołek. Tak niskiego oprocentowania nie było nawet podczas Wielkiego Kryzysu:
Podobne poziomy mogliśmy zobaczyć podczas szczytu paniki w 2008 roku:
Jednym słowem wszyscy, którzy mogli uciekli w obligacje. Na świecie jest kupa dolarów, które chcą przetrwać. Lepiej zarobić 1.9% na obligacji, niż stracić 19% na akcji. Tylko, że ja nie wierze w trwałość panicznych wodospadów, jak i euforycznych hiperboli. Popatrzmy na korelację rynku akcyjnego i rentowności 10-latek:
Jesteśmy w bessie, ale przy tych poziomach skracanie rynku jest dla mnie bardziej ryzykowne, niż kupienie akcji. Przydałby się kwartał (październik-grudzień z rajdem św. Mikołaja) odreagowania. Dziś kupiłem trochę akcji, m.in. PGE pod dywidendę (div yield ok. 4%). Nawet sprzedałem USDPLN, jest to typowe krótkoterminowe zagranie, bo mam zamiar kupić dolary po korekcie (jeżeli takowa wystąpi, a jak widać są techniczne sygnały). No i dobrałem ETFDAX. Jak to nie odbije:
to zwątpię w swoje narzędzia :) Piękna świeca doji akurat po pełni księżyca i tuż pod fibo61.8 - niech żyje giełdowa alchemia. Długo nie łapałem noży, ale te kształty, "magiczne" liczby i daty - nawet Berni by kupił. A jak spadnie niżej? Trudno, przywalę S kontraktami, przeciwko trendowi kupuję tylko akcje i nielewarowane certyfikaty.
Aktualizacja 13.09.
PGE zamknąłem, bo wyszedłem z dywidendą na czysto. Jeśli korekta się zaczyna, to ominie mnie większy zysk, ale trend spadkowy obowiązuje i była okazja, to wziąłem kasę i w nogi.
DAX elliottowsko: wyłamanie z konsolidacji (fala 4 wyższego rzędu, nazwijmy ją A bessy) przybrało kształt klina spadkowego. Na razie wyrysowały się 4 fale - najdłuższa 1, korekcyjna 2, krótsza spadkowa 3 i aktualnie budowana fala wzrostowa 4. Teoria pięknie by zagrała, gdyby impuls miał strukturę 5-falową, czyli otrzymalibyśmy dopełnienie klina (niebieska linia):
Kliny często kończą trend, w tym wypadku korektę sierpniowo-wrześniową oznaczylibyśmy jako 4 i aktualne spadki jako klin (fala 5). Jak nie będzie tego ostatniego spadku, to nie znajduję oznaczenia falowego :) Twardziele od Elliotta rysują wówczas zygzaki W-X-Y i tym podobne 3-falowe struktury korekcyjne. Ja na fale piąte rzadko gram, widzę niemal zawsze A-B-C, ale ten klin aż się prosi o ostatni impuls, np. drugi test 5000.
Podobne poziomy mogliśmy zobaczyć podczas szczytu paniki w 2008 roku:
Jednym słowem wszyscy, którzy mogli uciekli w obligacje. Na świecie jest kupa dolarów, które chcą przetrwać. Lepiej zarobić 1.9% na obligacji, niż stracić 19% na akcji. Tylko, że ja nie wierze w trwałość panicznych wodospadów, jak i euforycznych hiperboli. Popatrzmy na korelację rynku akcyjnego i rentowności 10-latek:
Jesteśmy w bessie, ale przy tych poziomach skracanie rynku jest dla mnie bardziej ryzykowne, niż kupienie akcji. Przydałby się kwartał (październik-grudzień z rajdem św. Mikołaja) odreagowania. Dziś kupiłem trochę akcji, m.in. PGE pod dywidendę (div yield ok. 4%). Nawet sprzedałem USDPLN, jest to typowe krótkoterminowe zagranie, bo mam zamiar kupić dolary po korekcie (jeżeli takowa wystąpi, a jak widać są techniczne sygnały). No i dobrałem ETFDAX. Jak to nie odbije:
to zwątpię w swoje narzędzia :) Piękna świeca doji akurat po pełni księżyca i tuż pod fibo61.8 - niech żyje giełdowa alchemia. Długo nie łapałem noży, ale te kształty, "magiczne" liczby i daty - nawet Berni by kupił. A jak spadnie niżej? Trudno, przywalę S kontraktami, przeciwko trendowi kupuję tylko akcje i nielewarowane certyfikaty.
Aktualizacja 13.09.
PGE zamknąłem, bo wyszedłem z dywidendą na czysto. Jeśli korekta się zaczyna, to ominie mnie większy zysk, ale trend spadkowy obowiązuje i była okazja, to wziąłem kasę i w nogi.
DAX elliottowsko: wyłamanie z konsolidacji (fala 4 wyższego rzędu, nazwijmy ją A bessy) przybrało kształt klina spadkowego. Na razie wyrysowały się 4 fale - najdłuższa 1, korekcyjna 2, krótsza spadkowa 3 i aktualnie budowana fala wzrostowa 4. Teoria pięknie by zagrała, gdyby impuls miał strukturę 5-falową, czyli otrzymalibyśmy dopełnienie klina (niebieska linia):
Kliny często kończą trend, w tym wypadku korektę sierpniowo-wrześniową oznaczylibyśmy jako 4 i aktualne spadki jako klin (fala 5). Jak nie będzie tego ostatniego spadku, to nie znajduję oznaczenia falowego :) Twardziele od Elliotta rysują wówczas zygzaki W-X-Y i tym podobne 3-falowe struktury korekcyjne. Ja na fale piąte rzadko gram, widzę niemal zawsze A-B-C, ale ten klin aż się prosi o ostatni impuls, np. drugi test 5000.
piątek, 9 września 2011
Berni kupuje
Berni naprawdę się wkurzył w te wakacje. Szczególnie dał popalić germańcowi:
Jednym ciurkiem przyłożył mu na 61.8% całej fali wzrostowej. Aż się na tygodniówce świeca doji wyrysowała. Berni nie przesadzaj, zrób jakąś korektę. Chociaż nad 6000, tam masz 2 fibony. Mam tu na GPW ETFDAX:
Wrzucam trochę z targetem na 246, albo i 256. Pozycja niewielka, nadal liczę na zjazd WIG20 poniżej 1900 i dopiero tam zakupy akcji przed dłuższą korektą spadków. Ale AT mnie nauczyła, że taka formacja jak na Dax weekly rzadko kiedy pogłębia się bez korekty. A jak już zjadą niżej, to i tak wrócą dość szybko na ten poziom.
Powoli zaczynam budować pozycję na akcjach pod dłuższą korektę w bessie, jednocześnie kontraktami staram się grać na spadki.
piątek, 19 sierpnia 2011
2 scenariusze
Scenariusz 1, krótkoterminowy:
Scenariusz 2, roczny:
Rynek i tak pójdzie swoją drogą, ale na podobne warianty trzeba być przygotowanym. Czy dziś jest okazja na zakupy pod "dywidendy" 5-8% jak tydzień temu? (scenariusz 2). Czy może gramy S i czekamy na twarde wsparcia na fibo61.8 lub fibo50 na S&P500. Zwróćmy uwagę, że Europa już poniżej zeszłorocznych dołków, a USA wciąż powyżej 1020. DAX blisko fib61.8, Ameryka wstrzymana na fibo38.2!
Wolałbym scenariusz 1, czyli WIG20 niedługo w okolicach 1900 i zakupy przecenionych akcji tuż przed wypłatą dywidend. Potem conajmniej kwartał wzrostów (fala B) z kulminacją gdzieś w grudniu-styczniu i wyniszczająca fala C.
Scenariusz 2, roczny:
Rynek i tak pójdzie swoją drogą, ale na podobne warianty trzeba być przygotowanym. Czy dziś jest okazja na zakupy pod "dywidendy" 5-8% jak tydzień temu? (scenariusz 2). Czy może gramy S i czekamy na twarde wsparcia na fibo61.8 lub fibo50 na S&P500. Zwróćmy uwagę, że Europa już poniżej zeszłorocznych dołków, a USA wciąż powyżej 1020. DAX blisko fib61.8, Ameryka wstrzymana na fibo38.2!
Wolałbym scenariusz 1, czyli WIG20 niedługo w okolicach 1900 i zakupy przecenionych akcji tuż przed wypłatą dywidend. Potem conajmniej kwartał wzrostów (fala B) z kulminacją gdzieś w grudniu-styczniu i wyniszczająca fala C.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































