Po ponad półtora-rocznych zmaganiach z rynkiem doszedłem do niezwykle odkrywczego wniosku (który zresztą przeczytałem 1000 razy wcześniej), że trzeba mieć jakiś PLAN inwestowania.
Kreski rysuję, kupieniu kontraktu na fw20 nie towarzyszy już nabożny lęk, straty znoszę całkiem nieźle. A mimo to efekty nielepsze niż rok temu. Można co prawda zauważyć, że wtedy nie dało się nie zarobić na akcjach, a w tym roku popłynąłem głównie na kontraktach w marcu i kwietniu szorcąc zatwardziale PKN. Jednak spektrum instrumentów, które mam do dyspozycji (akcje, kontrakty, forex, cfd) wystarcza mi już do znalezienia waloru, który jest w wyraźnym trendzie i zajęcie na nim pozycji.
Analizowałem przyczyny słabszych od oczekiwań wyników i wyróżniłem jedną z nich - brak metodycznego podejścia. Czasem idzie świetnie, więc gram, gram, szukam wciąż nowych okazji, aż powoduję małą katastrofę, która sprowadza mnie do punktu wyjścia. W pewnym momencie trzeba sobie powiedzieć dość i nie przedobrzyć.
Najtrudniejsze momenty przychodzą, kiedy znajduję bardzo prawdopodobny technicznie ruch, zajmuję pozycję, ale ruch nie nadchodzi. Wkońcu zamykam kontrakt z groszowym zyskiem (żeby tylko nie stracić), albo wręcz z małą stratą (jak było w tym tygodniu na S FPKO) a za chwilę kontrakt pędzi zgodnie z przewidywaniami. Pojawia się wówczas zawód i często w panice ponawiam transakcję, tyle że już po znacznie gorszej cenie, kiedy walor jest na kolejnym oporze/wsparciu. A wtedy jest konsola, cięcie strat lub groszowy zysk i tak dalej.
Po kilku takich transakcjach jest ogromny głód zrealizowania większego ruchu (nawet jeśli uzbierał się jakiś zysk). Przecież można dziś było tyle zarobić, a jest pare groszy. Trzeba zainwestować na dłuższy termin i zgarnąć konkretny zysk. Kupuję zatem jakieś akcje, certyfikaty towarowe czy waluty na tygodnie. Cena rośnie, pojawia się zysk, ale nie tnę już zysku - przecież to inwestycja długoterminowa! Wkońcu następuje korekta, zysk topnieje, za chwilę zamienia się w stratę. Strata powoduje złość na siebie - "miałeś chamie złoty róg", więc teraz zostaje już tylko wyjść chociaż na 0. I tak wychodzę na to 0, a czasem na minusie albo mini zysku: USDPLN, GBPPLN, RCCOFAOPEN (kawa), PULAWY, FPKO, RCSCRAOPEN (tutaj znowu wtopa, kupując po 327zł certyfikaty zrobiłem -2zł przy dzisiejszej ich cenie 346zł).
Nie raz było też tak: zarobiłem na akcjach, znalazłem okazję na towarach i jakimś kontrakcie na akcje. Coż za dobry dzień, trzy stówki na rachunku! No to jeszcze na podwieczorek FW20, idzie tak dobrze przecież. A tu nagle wtopka. Jeszcze malutka, zetnij stratę i ciesz się z tego co ugrałeś. Ale nie, 3 udane transakcje łechtają ego, niech 4-rta chociaż da te 10zł, tak ładnie będzie wyglądało w arkuszu transakcji. Przy -20pkt kontrakt wylatuje a dzień zamykam z kilkoma dychami zysku.
Żeby już więcej nie roztrząsać ile można było wyciągnąć w danym ruchu, albo czemu puściłem ZAP tuż przed odpałem, postanowiłem trzymać się prostej strategii dostosowanej do mojej psychiki. Wcześniej liczyłem na jakieś wielkie trendy i przesuwanie stopa, ale nigdy mi to nie wyszło. Zawsze kończyło się przekombinowaniem (w lepszych przypadkach gdy zarobiłem), albo zmianą zysku w stratę.
Teraz koniec - strategia mówi "50zł dziennie". W tygodniu da to 250zł, w miesiącu 1000 a po roku 12000. Przy 30k przeznaczonych na inwestycje to aż 40%, więc bardzo ambitny plan. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie da się regularnie zarabiać na giełdzie. Większość ludzi traci w długim terminie. W tej strategii chodzi o coś innego - o przyzwyczajenie umysłu do małych zysków a nie oczekiwanie na jakiś mega ruch. Będą dni, kiedy nie zarobię nic, będą dni, kiedy będę regularnie tracił. Dlatego przyjąłem kilka zasad:
1. Zaczynam z premią 1000zł, tj. jeśli danego dnia nic nie zarobię, to podbieram z puli 50zł i zostaje 950zł awaryjnego kapitału.
2. Po przekroczeniu 50zł zysku zaprzestaje działalności na giełdzie.
3. Jeśli przed sesją zachodzą przesłanki, że będzie mocny ruch i wysoka zmienność, mogę powiększyć limit dnia np. do 200zł na konto przyszłych dni o małej zmienności.
4. Jeśli zarobię na transakcji więcej niż 50zł, nadwyżka zasila kapitał awaryjny. Również zyski powyżej 50zł, które zrobię na sesjach w których podniosłem limit dnia powędrują do puli awaryjnej.
"Strategia" jest póki co zagadką. Nie mogę nic o niej powiedzieć, bo wpadłem na pomysł we wtorek. Była to sesja silnie spadkowa, 51zł zarobiłem w parenaście minut i zadowolony zająłem się pracą. W środę było już nudno i nie znalazłem odpowiedniej pozycji. Przyszorciłem jedynie FPKO - byłoby to dobre posunięcie, bo walor spadał, ale uciekłem na podbitce ze stratą 16zł i tyle było ze strategii :) W czwartek cały dzień próbowałem grać krótkimi po fatalnej sesji w Stanach, ale nasz rynek był wyjątkowo silny. Mimo to uskubałem 99zł, co nie wystarczyło na uzyskanie średniej 50zł z trzech dni.
Dziś rano wpadła dywidenda za TPSA (255zł netto), więc tydzień zamknął się w kwocie +389.37zł . Gdyby nie awaria Sidomy XTB (ostatnio są codziennie grr) wpadłoby jeszcze pare dych z PGN. Dzięki dywidendzie na przyszły tydzień przechodzi 1139.37zł kapitału awaryjnego. Mam nadzieję, że pula się powiększy, bo 6 lipca wpłyną jeszcze pieniądze z dywidendy Arctic.
Największą zaletą limitu zysków jest nienastawianie się na wielki profit. Dziabnąć swoje i wrócić do pracy. Samo założenie, że nie muszę już zerkać na notowania, "dzień zamknięty", sprawiają że w tygodniu zrobiłem więcej rzeczy związanych z firmą niż przeciętnie.
Na razie traktuję strategię jako eksperyment - za sukces uznam zakończenie 2010 roku z pulą kapitału awaryjnego większą od 0. W momencie w którym skończą się pieniądze do dobierania, strategia okaże się chybiona.
Na koniec krótki rzut na indeksy. WIG nie poradził sobie z pokonaniem linii bessy:
Na S&P500 już prawie krzyż śmierci:
Mając w pamięci zachowanie SHANGHAI po takim sygnale spodziewałbym się najpierw próbę nawiązania kontaktu ze SMA200 (wzrosty przez następnych kilka sesji) a potem spadki w okolice 900pkt. Warto zwrócić uwagę, że oba indeksy opierają się właśnie na magicznych zniesieniach Fibonacciego ;) .
Czy SHANGHAI osiągnął już dno? Zasięg wybicia klina i zniesienie 61.8% fali wzrostowej powinny na jakiś czas zatrzymać spadki.
Wszystkie 3 wykresy kontynuują wg mnie bessę. Akcje nadają się teraz do grania DT/intraday, polowania na odbicia. Szczególnie widać to na indeksie małych spółek SWIG80:
Niewykluczone, że zobaczymy teraz wzrosty do górnego ograniczenia kanału spadkowego (sugeruje to także wyprzedany RSI), ale w przededniu problemów Polski z deficytem budżetowym bodźca do zdobywania kolejnych szczytów nie widzę.
Co będę kupował? EURUSD:
Kresek tam trochę nawaliłem, ale jak każdy z powyższych wykresów tak i ten powstaje na bieżąco od conajmniej roku. Wczoraj długa biała świeca pokonała linię kanału spadkowego i SMA45, mamy ładny ORGR. Dołek wystąpił na poziomie ok. 30pkt RSI a nie 20, dzisiaj RSI już wyraźnie powyżej 60. Być może jeszcze dziś zostanie zdobyty pierwszy poziom fibo zniesienia spadków. Ustawiam się z kupnem na SMA45 - liczę na test połowy białej świecy przy ok. 1.2375.
Bardzo dużo znaczących formacji i wskaźników utwierdza mnie, że wzrosty na EURUSD potrwają przynajmniej do 1.31xx, gdzie biegnie 38.2% zniesienie całej fali spadkowej.