Naczelna zasada giełdy - nie skracaj mocy, ponownie dała o sobie znać. Ci, którzy liczyli na pęknięcie balona biotech kolejny raz oddali depo gdy indeks wybił nowe szczyty:
Podobnie Applejack - pociągowy pony NASDAQ :
W krótkim terminie nie ma co wkładać palców pod walec i do szorcenia poszukać czegoś słabego. Kolejne V-odbicie robi jednak wrażenie i wszystkie jaskółki wieszczą tradycyjnie zieloną końcówkę roku.
Polskie indeksy nadal w ramionach trendu bocznego. Natomiast niemiecka lokomotywa potwierdza zadyszkę w skali miesięcznej:
Moja taktyka:
- w krótkim terminie kilka groszowych opcji X2200, skazanych na pożarcie z niewielką szansą na powtórkę flash-crash (po dynamicznym odbiciu jeszcze szybszy zjazd poniżej dołków fali A); reszta cash,
- w średnim terminie: czekać na wypełnienie się cykli (dla polskich maluchów wiosna), rozwiązanie zagadki wysokiego P/E średniaków, euforię lub panikę jako oznakę wypalenia trendu; pozytywny scenariusz to wyłamanie dołem z boczniaka na GPW i później tanie zakupy; na razie niektóre indeksy wychodzą górą (MWIG40), a inne dołem (WIG20USD) - sudomia i gumoria,
- w długim terminie: studiować fundamenty pod wielką hossę, bo taka będzie następna na GPW; odżyje Newconnect, maluchy i w ogóle będzie fajnie.
Blog o inwestowaniu, grze na giełdzie, rozwoju osobistym, przemyślenia na temat egzystencji, poszerzanie świadomości. Czasem trochę o żarciu i bieganiu - życie :) Napisz do mnie: deedees małpa o2 kropcia pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą apple. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą apple. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 27 października 2014
poniedziałek, 16 grudnia 2013
No easy money here
Po każdej udanej serii zagrań na pochodnych, kiedy rynek idzie bez zająknięcia w jednym kierunku, przychodzi otrzeźwienie w postaci ruchu bocznego. Mówię sobie wtedy "no easy money here", żeby mentalnie przygotować się na ciężki okres. Przez ostatnie lata niewiele to dawało, bo po każdym boczniaku dawałem sobie spokój z pochodnymi, po tym jak próbując grać na kontynuację trendu oddawałem wcześniejsze zyski. Wystarczyło co prawda zmniejszyć wielkość pozycji i rozszerzyć widełki SL, ale strach przed ucieczką "wielkich" zysków sprawiał, że robiłem odwrotnie - im mniejszy potencjalnie zakres ruchu, tym otwierałem większą pozycję, żeby zarobić tyle, co w trendzie. Kończyło się na wypadnięciu na drugiej bandzie z odpowiednio dużą stratą. Dużo czasu i zjedzonych zysków kosztowało mnie zrozumienie tego błędu..
W nieco innej skali podobny schemat przebiega na akcjach. Kupujemy je w hossie, żeby zarobić 50-100-1000%, ale przez większość czasu bujamy się z marginalnymi zyskami lub stratami. Dopiero przeskok na wyższy pułap powoduje, że zysk staje się "bezpieczny", jednak kolejne miesiące balansowania na tym poziomie i często pozorne zejścia na poprzedni sprawiają, że sprzedajemy w przysłowiowym dołku. Przez to nawet w hossie nie jesteśmy w stanie pobić rynku. Co gorsza gdy przychodzi bessa zadziwiająco wielu inwestorów zmienia taktykę na buy&hold. Dlaczego? Ponieważ szczyt prawie zawsze jest budowany mozolnym boczniakiem. Nawet jeśli kończy się euforycznym wystrzałem i równie szybkim odpadnięciem, to rynek konsoliduje się dając złudzenie, że zaraz zaatakuje ponownie. Inwestor mówi sobie - tym razem mnie nie przerobią, tym razem nie oddam w dołku. Potem jak cena schodzi na niższy pułap, chce już tylko oddać bez straty, a co potem to już można sobie sprawdzić na różnych grafikach z wykresami euforii-paniki, ale to na razie temat odległy od aktualnej sytuacji na akcjach (za to bliski posiadaczom metali szlachetnych - tym tematem zajmę się w innym artykule).
Na razie próbuję ustrzelić początek fazy bocznej na wykresach akcji. Przywołajmy wykres bazowy SWIG80:
Przez blisko rok pisałem, że sprzedam akcje przy 15000 na SWIG80. Sprzedałem trochę wcześniej, ale generalnie zrealizowałem plan. Niepewny listopad i słaby póki co grudzień skłoniły mnie do oznaczenia końca fazy wzrostowej w październiku. Nie oznacza to końca hossy - wg interpretacji rynek wszedł w fazę boczną, która może potrwać wiele miesięcy. Gdyby w grudniu została wyrysowana biała świeca, musiałbym zmienić oznaczenie i faza wzrostu trwałaby dalej, łącznie co najmniej 8 miesięcy. Jednak na razie wygląda na to, że posiadacze akcji będą przeżywać dramaty, jakie były moim udziałem na kontraktach - jak tylko sprzedadzą akcje, te zaraz odbiją, ale gdy je odkupią, żeby nie przegapić nowego szczytu, akcje znowu opadną na wsparcia. No easy money here. Jak ktoś kupuje dołki i sprzedaje górki będzie miał wiele okazji do zarobku, ale biada mu, jeśli zacznie się trend spadkowy - wtedy potrafi urwać łapki i jeśli nie lubi brać strat, to wpadnie w emocjonalny kocioł euforii-paniki.
Ankieta (dziękuję za oddane głosy) miała na celu uprawdopodobnić postawioną tezę. Obejrzyjmy wyniki:
Nie widać miażdżącej przewagi byków. Trzeba jednak wziąć pod poprawkę, że mamy już ponad 2 tygodnie spadków na giełdzie. Jeśli giełdy weszły w trend boczny i jesteśmy w fazie budowania szczytu, euforie będą pojawiać się przy wzrostach, a zniechęcenie przy spadkach, więc możemy mieć do czynienia z tym drugim przypadkiem. Popatrzmy na wyniki sprzed roku:
(uwaga - wyniki z lipca 2012)
Wtedy zaledwie 13% inwestorów wierzyło w hossę, dziś tylko 8% chce zarobić na bessie, o 1/3 spadła liczba oszczędzających poza giełdą. To dla mnie kolejne argumenty za ruchem bocznym.
Co praktycznego z tego wynika?
- Po pierwsze nie analizuję już fundamentów i raportów spółek, bo w ruchu bocznym liczy się technika. Trzeba wyczytać z wykresu skąd ewakuują się fundusze lub insiderzy.
- Ruch boczny po ruchu wzrostowym nie musi zakończyć się bessą (przypadek z 2005 roku).
Uważam jednak, że taki wariant jest mało prawdopodobny. Biorąc pod uwagę ostatnie szaleństwa na IPO, cykl DM/EM i spodziewane osłabienie rynków wschodzących względem rozwiniętych oraz ten wpis:
http://solarcycles.net/2013/12/13/equities-bear-market-coming/
akcje są w przededniu bessy (a możliwe, że szczyt hossy był w listopadzie).
W takich momentach patrzę również na liderów hossy:
W przypadku tuzów z MWIG40 nie można mówić o zmianie trendu. Na razie widać tylko korekty. Co innego analizowany tutaj Apple:
Kurs wygląda książkowo i aż się prosi o kolejną falę spadkową w okolice 300$. Nie mam akcji Apple i nie zamierzam na nich grać, jednak ciężar tej spółki (chyba nadal największa kapitalizacja na świecie) powinien mieć wpływ na NASDAQ i obrazować sentyment do branży.
Na koniec pro-forma wstawiam WIG20USD. Nic 2 razy się nie zdarza, wątpliwe, żeby indeks wyrysował od szczytu w 2007 roku bliźniaczo podobną strukturę jak w latach 1994-2003:
Nie było mnie niestety na rynku w 2001 roku, ciekaw jestem jakie były nadzieje i lęki uczestników.
W nieco innej skali podobny schemat przebiega na akcjach. Kupujemy je w hossie, żeby zarobić 50-100-1000%, ale przez większość czasu bujamy się z marginalnymi zyskami lub stratami. Dopiero przeskok na wyższy pułap powoduje, że zysk staje się "bezpieczny", jednak kolejne miesiące balansowania na tym poziomie i często pozorne zejścia na poprzedni sprawiają, że sprzedajemy w przysłowiowym dołku. Przez to nawet w hossie nie jesteśmy w stanie pobić rynku. Co gorsza gdy przychodzi bessa zadziwiająco wielu inwestorów zmienia taktykę na buy&hold. Dlaczego? Ponieważ szczyt prawie zawsze jest budowany mozolnym boczniakiem. Nawet jeśli kończy się euforycznym wystrzałem i równie szybkim odpadnięciem, to rynek konsoliduje się dając złudzenie, że zaraz zaatakuje ponownie. Inwestor mówi sobie - tym razem mnie nie przerobią, tym razem nie oddam w dołku. Potem jak cena schodzi na niższy pułap, chce już tylko oddać bez straty, a co potem to już można sobie sprawdzić na różnych grafikach z wykresami euforii-paniki, ale to na razie temat odległy od aktualnej sytuacji na akcjach (za to bliski posiadaczom metali szlachetnych - tym tematem zajmę się w innym artykule).
Na razie próbuję ustrzelić początek fazy bocznej na wykresach akcji. Przywołajmy wykres bazowy SWIG80:
Przez blisko rok pisałem, że sprzedam akcje przy 15000 na SWIG80. Sprzedałem trochę wcześniej, ale generalnie zrealizowałem plan. Niepewny listopad i słaby póki co grudzień skłoniły mnie do oznaczenia końca fazy wzrostowej w październiku. Nie oznacza to końca hossy - wg interpretacji rynek wszedł w fazę boczną, która może potrwać wiele miesięcy. Gdyby w grudniu została wyrysowana biała świeca, musiałbym zmienić oznaczenie i faza wzrostu trwałaby dalej, łącznie co najmniej 8 miesięcy. Jednak na razie wygląda na to, że posiadacze akcji będą przeżywać dramaty, jakie były moim udziałem na kontraktach - jak tylko sprzedadzą akcje, te zaraz odbiją, ale gdy je odkupią, żeby nie przegapić nowego szczytu, akcje znowu opadną na wsparcia. No easy money here. Jak ktoś kupuje dołki i sprzedaje górki będzie miał wiele okazji do zarobku, ale biada mu, jeśli zacznie się trend spadkowy - wtedy potrafi urwać łapki i jeśli nie lubi brać strat, to wpadnie w emocjonalny kocioł euforii-paniki.
Ankieta (dziękuję za oddane głosy) miała na celu uprawdopodobnić postawioną tezę. Obejrzyjmy wyniki:
Nie widać miażdżącej przewagi byków. Trzeba jednak wziąć pod poprawkę, że mamy już ponad 2 tygodnie spadków na giełdzie. Jeśli giełdy weszły w trend boczny i jesteśmy w fazie budowania szczytu, euforie będą pojawiać się przy wzrostach, a zniechęcenie przy spadkach, więc możemy mieć do czynienia z tym drugim przypadkiem. Popatrzmy na wyniki sprzed roku:
(uwaga - wyniki z lipca 2012)
Wtedy zaledwie 13% inwestorów wierzyło w hossę, dziś tylko 8% chce zarobić na bessie, o 1/3 spadła liczba oszczędzających poza giełdą. To dla mnie kolejne argumenty za ruchem bocznym.
Co praktycznego z tego wynika?
- Po pierwsze nie analizuję już fundamentów i raportów spółek, bo w ruchu bocznym liczy się technika. Trzeba wyczytać z wykresu skąd ewakuują się fundusze lub insiderzy.
- Ruch boczny po ruchu wzrostowym nie musi zakończyć się bessą (przypadek z 2005 roku).
Uważam jednak, że taki wariant jest mało prawdopodobny. Biorąc pod uwagę ostatnie szaleństwa na IPO, cykl DM/EM i spodziewane osłabienie rynków wschodzących względem rozwiniętych oraz ten wpis:
http://solarcycles.net/2013/12/13/equities-bear-market-coming/
akcje są w przededniu bessy (a możliwe, że szczyt hossy był w listopadzie).
W takich momentach patrzę również na liderów hossy:
W przypadku tuzów z MWIG40 nie można mówić o zmianie trendu. Na razie widać tylko korekty. Co innego analizowany tutaj Apple:
Kurs wygląda książkowo i aż się prosi o kolejną falę spadkową w okolice 300$. Nie mam akcji Apple i nie zamierzam na nich grać, jednak ciężar tej spółki (chyba nadal największa kapitalizacja na świecie) powinien mieć wpływ na NASDAQ i obrazować sentyment do branży.
Na koniec pro-forma wstawiam WIG20USD. Nic 2 razy się nie zdarza, wątpliwe, żeby indeks wyrysował od szczytu w 2007 roku bliźniaczo podobną strukturę jak w latach 1994-2003:
Nie było mnie niestety na rynku w 2001 roku, ciekaw jestem jakie były nadzieje i lęki uczestników.
wtorek, 12 marca 2013
Anatomia baniek, czyli Apple do trzech razy sztuka?
Większość baniek na akcjach które badałem, nie kończy się po pęknięciu jednostajnym spadkiem. Spójrzmy np. na sławetny krach z 1929 :
Po ok. 10 tygodniowym załamaniu przez następne 22 tygodnie indeks urósł o ponad 53%. Kolejna wielka bańka: NIKKEI 1990:
Szybki krach i równie szybkie odbicie znoszące 50% pierwszej fali spadkowej. 10 lat później pęka bąbel na NASDAQ:
Kurs pikuje z ponad 5000 na 3000 punktów, by za chwilę równie szybko odrobić ok. 60% strat.
No i wreszcie nasz rodzimy kraszek z 2007 roku, najlepiej widoczny na MiŚsiach:
Znowu magiczne 50% zrobione. Nie czujecie się, jakbyście oglądali wciąż ten sam wykres? :) Taki scenariusz wydaje mi się również prawdopodobny dla Apple:
Szczyty z 2000 i 2007 roku wyrysowały formację podwójnego szczytu, spadki utraciły impet na zniesieniu Fibonacciego 38.2% .
Gdyby scenariusz miał się zrealizować, mielibyśmy jeszcze kilka miesięcy wzrostów, które dałyby szansę na szybki rajd do 15000 na SWIG80, który bardzo by mi pasował. Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie wizja szybkiego rajdu na S&P500 w okolice 1700 i dopiero wtedy bessa. Klin, który wybija górą potrafi radykalnie przyspieszyć, dość drastyczny przykład wystąpił w 1986 roku:
Po ok. 10 tygodniowym załamaniu przez następne 22 tygodnie indeks urósł o ponad 53%. Kolejna wielka bańka: NIKKEI 1990:
Szybki krach i równie szybkie odbicie znoszące 50% pierwszej fali spadkowej. 10 lat później pęka bąbel na NASDAQ:
Kurs pikuje z ponad 5000 na 3000 punktów, by za chwilę równie szybko odrobić ok. 60% strat.
No i wreszcie nasz rodzimy kraszek z 2007 roku, najlepiej widoczny na MiŚsiach:
Znowu magiczne 50% zrobione. Nie czujecie się, jakbyście oglądali wciąż ten sam wykres? :) Taki scenariusz wydaje mi się również prawdopodobny dla Apple:
Szczyty z 2000 i 2007 roku wyrysowały formację podwójnego szczytu, spadki utraciły impet na zniesieniu Fibonacciego 38.2% .
Gdyby scenariusz miał się zrealizować, mielibyśmy jeszcze kilka miesięcy wzrostów, które dałyby szansę na szybki rajd do 15000 na SWIG80, który bardzo by mi pasował. Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie wizja szybkiego rajdu na S&P500 w okolice 1700 i dopiero wtedy bessa. Klin, który wybija górą potrafi radykalnie przyspieszyć, dość drastyczny przykład wystąpił w 1986 roku:
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Too fast too furious
Wzrosty nadeszły i to w bardzo mocnym stylu. Dywidenda na TPE będzie niższa niż różnica pomiędzy ceną obecną a ceną zakupu, zatem zamknąłem pozycję. PGE puściłem z mniejszym zyskiem od div yield, ponieważ utworzył formację szczytową, a nauczony doświadczeniem, że jak ten muł robi kilkanaście % w kilka sesji, to potem równie szybko oddaje połowę wzrostu, wolałem wziąć zysk. PZU zamknąłem za szybko, a f2210 zdecydowanie za szybko.
Dlaczego zamknąłem pozycję, która rosła? Ponieważ rosła za szybko, w sposób charakterystyczny dla korekt. Ponadto jak wynika z wykresu WIG docieramy do dolnego ograniczenia trójkąta, który wcześniej został wybity dołem. I po trzecie - jeśli wzrosty będą trwalsze, jeśli zaczęliśmy już kilkumiesięczną falę na północ, wolę przejść na coś bardziej ryzykownego niż defensywne, dywidendowe muły. Kupowałem je pod dywidendy, bo "gwarantowały" mi zysk wyższy niż lokaty. Zysk przyszedł bardzo szybko i powiedzmy, że przed PZU i PGE jeszcze dalsze wzrosty rzędu 10-20% w ramach fali wzrostowej. W tym samym czasie maluchy przecenione po 50% od lutego i 75% od sierpnia zeszłego roku mogą zarobić po 50-100%.
Poczekam zatem co narysuje rynek - czy wyjdzie na górne ograniczenie kanału, czy zawróci w dół realizując formację trójkąta. Tradycyjnie spoglądam na liderów hossy tu i tam:
Na Apple ORGR i walka na fibo23.6 oraz sma50. Paradoksalnie wyjście teraz górą przekreśla dla mnie scenariusz hossy. Ile jeszcze mogą urosnąć? Jak wyjdą górą, podwójny szczyt zrobią w max kilka tygodni. Natomiast spadkowi na sma200 i fibo61.8 towarzyszyłaby pewnie ogólnoświatowa fala deprecjacji związana z końcem operacji Twist.
KGHM (jak i wiele innych spółek z WIG20) zbliża się do ważnego oporu. Nie przesądzam wyniku starcia, wolę je natomiast przesiedzieć na gotówce i podłączyć się do zwycięzcy. Zauważyłem, że wielu graczy postrzega tę spółkę jako największą perłę GPW. Wspaniałe zyski i przede wszystkim konkretne fundamenty - nie jakieś tam papierki i dokumenty (banki, PZU), ale konkretne złoża surowca.
Kto jednak pamięta co o złożach surowców pisano kilkanaście lat temu za Buzka, kiedy cały naród składał się na płacenie górnikom, żeby nie chodzili do pracy (bo wychodziło podobno taniej, niż dotowanie kopalni), ten szuka już złota w innym strumieniu. Wierzącym wciąż w siłę doktora hossy polecam serię wpisów na blogu Stoję i Patrzę: http://stojeipatrze.blogspot.com/2012/06/chrl-eksportuje-miedz-ale-sie-porobio.html .
wtorek, 22 maja 2012
Za dużo radości
Przewodnik stada zachowuje się jak przystało na przewodnika - kiedy spada z trendem, to metodycznie, kiedy się korekci, to dramatycznie. Pamiętamy pierwsze odbicie luką 10% po zejściu pod fibona23.6. Test kolejnego poziomu wygenerował już "tylko" korektę +5.83%. Choć ta się jeszcze nie zakończyła, nie zaszło nic, co mogłoby zatrzymać nakreślony ostatnio scenariusz spadku na 445$, gdzie biegnie fibo38.2 całej hossy od dołka w 2009 roku, sma200, wsparcie kanału wzrostowego oraz pamiętna luka z 25 stycznia 2012 roku:
Od dziś znowu buduję pozycję na spadek. Wiem - sentyment w USA jest skrajny i powinno dalej rosnąć, jednak mam już dość zgadywania przesileń. Przekonało mnie do tego to wideo:
Konkluzja jest piorunująca: tylko 5% sesji odpowiada za 100% ruchu całej hossy/bessy.
Skończyłem z szarożowaniem kontraktami, skalpowaniem, day-tradingiem. W tym roku sporo mnie kosztowały. Najlepiej poszło mi na opcjach - dobry timing, siedzenie na tyłku i wyciąganie zysku w optymalnym momencie. No i przede wszystkim komfort psychiczny, bo znamy maksymalną stratę.
O innych przemyśleniach i wnioskach napiszę za jakiś czas.
Od dziś znowu buduję pozycję na spadek. Wiem - sentyment w USA jest skrajny i powinno dalej rosnąć, jednak mam już dość zgadywania przesileń. Przekonało mnie do tego to wideo:
Konkluzja jest piorunująca: tylko 5% sesji odpowiada za 100% ruchu całej hossy/bessy.
Skończyłem z szarożowaniem kontraktami, skalpowaniem, day-tradingiem. W tym roku sporo mnie kosztowały. Najlepiej poszło mi na opcjach - dobry timing, siedzenie na tyłku i wyciąganie zysku w optymalnym momencie. No i przede wszystkim komfort psychiczny, bo znamy maksymalną stratę.
O innych przemyśleniach i wnioskach napiszę za jakiś czas.
środa, 9 maja 2012
Ku zniechęceniu
Trwająca od 8 miesięcy konsolidacja sprowadziła współczynniki Analizy Fundamentalnej wielu spółek do atrakcyjnych poziomów. Im bardziej dana spółka spada, tym większa radość kupujących z niskiego C/Wk i C/Z. Widać to szczególnie ostatnio, gdy spadającym cenom akcji towarzyszy rosnąca liczba byków:
Taki stan kłóci się z giełdową rzeczywistością, w której hossa rodzi się w bólach, a dogasa w euforii. Na razie nie widać oznak zniechęcenia, wiara w krociowe zyski z tanich spółek pcha kolejnych graczy do kupna akcji. Tymczasem z wykresów wynika co innego - wyglądają jakby tylko czekały na jakiś impuls do spadków. Opadające konsolidacje, radość z rekordowych wyników za oceanem, wyciąganie spółek i towarów pod koniec sesji z głębszych minusów. Kursy bujają się nad urwiskiem czekając na jakieś bankructwo, katastrofę czy inne niespodziewane zdarzenie.
W oczekiwaniu na panikę/zniechęcenie/ucieczkę od ryzyka tkwię zatem po krótkiej stronie rynku. Jednak i mi się podoba cena niejednej perełki z GPW. Jak pisałem poprzednio w bessę w USA nie wierzę, a okienko czasowe na spadki wciąż się kurczy. Zakładając, że przecena trochę jeszcze potrwa, trzeba wyznaczyć jakiś poziom, kiedy warto będzie zamykać krótkie i kupować akcje.
Ponownie zwracam się zatem ku liderowi hossy na NASDAQ:
Ten wykres wygląda zbyt pięknie, żeby nie przetestował luki na 445$ :) Rozpięta między dwoma zniesieniami Fibonacciego, blisko SMA200 i wsparcia kanału wzrostowego. Jeśli rynek zrobi ten prezent, to niech się wali i pali, zamknę wszelkie s-ki i nakupuję akcji.
Taki stan kłóci się z giełdową rzeczywistością, w której hossa rodzi się w bólach, a dogasa w euforii. Na razie nie widać oznak zniechęcenia, wiara w krociowe zyski z tanich spółek pcha kolejnych graczy do kupna akcji. Tymczasem z wykresów wynika co innego - wyglądają jakby tylko czekały na jakiś impuls do spadków. Opadające konsolidacje, radość z rekordowych wyników za oceanem, wyciąganie spółek i towarów pod koniec sesji z głębszych minusów. Kursy bujają się nad urwiskiem czekając na jakieś bankructwo, katastrofę czy inne niespodziewane zdarzenie.
W oczekiwaniu na panikę/zniechęcenie/ucieczkę od ryzyka tkwię zatem po krótkiej stronie rynku. Jednak i mi się podoba cena niejednej perełki z GPW. Jak pisałem poprzednio w bessę w USA nie wierzę, a okienko czasowe na spadki wciąż się kurczy. Zakładając, że przecena trochę jeszcze potrwa, trzeba wyznaczyć jakiś poziom, kiedy warto będzie zamykać krótkie i kupować akcje.
Ponownie zwracam się zatem ku liderowi hossy na NASDAQ:
Ten wykres wygląda zbyt pięknie, żeby nie przetestował luki na 445$ :) Rozpięta między dwoma zniesieniami Fibonacciego, blisko SMA200 i wsparcia kanału wzrostowego. Jeśli rynek zrobi ten prezent, to niech się wali i pali, zamknę wszelkie s-ki i nakupuję akcji.
środa, 25 kwietnia 2012
Perfect squeeze
Dzisiejsze +10% na Apple musiało nieźle zamieszać w niejednym portfelu:
Ta sesja mogła wykosić wielu doświadczonych traderów w USA. Balon na Apple był aż nazbyt widoczny, więc gwałtowne odpadnięcie od 644$ zdawało się niemal pewnym sygnałem pęknięcia. Dlatego wielu zagrało S licząc na dość szybkie testowanie luki na 440$ i pewny zysk.
Pęknięcie bańki jest zazwyczaj równie dynamiczne co jej pompowanie i znosi ok. 38.2%-50% impulsu w pierwszym rzucie. Potem występuje mocna korekta spadku, która znosi ok. 50-61.8% spadku, a czasem podchodzi nawet pod szczyt. Jabcok zrobił to po swojemu i założę się, że kiedy znowu zacznie spadać, grających na spadki będzie kilka razy mniej.
Zachowanie amerykańskich indeksów uświadomiło mi, jak ryzykowna jest giełda. Czytam świetnego ebooka Phantom of the Pits, w którym doświadczony trader opisuje swoje zasady. To co pisze wywraca do góry nogami powszechnie uznawane za prawdziwe zasady skutecznego inwestowania.
Np. stop lossy - używane przez większość graczy na wypadek porażki, dla POPa są nieskuteczne, ponieważ pozycję powinniśmy zamykać wtedy, kiedy nie realizuje się nasz scenariusz pozytywny. W grze przegrywającej, jaką jest rynek kontraktów czy forex, należy zostawiać pozycję tylko kiedy nasza formacja się realizuje. Jeśli wchodzi w stan nieustalony (czyli została zanegowana, ale jest jeszcze daleko od stopa), to szanse na sukces spadły poniżej 50% i lepiej ją uciąć z małym zyskiem/stratą, niż czekać na przyjęcie straty na stopie z nadzieją, że rynek jednak zawróci.
Doświadczony trader w większości takich przypadków czekałby na realizację bardziej prawdopodobnego scenariusza cięcia straty na SL, a kiepski gracz przesuwałby stopa, albo czekał na cud i w konsekwencji wielu gier brał duże straty. Podejście prawie wszystkich graczy w momencie otwierania pozycji jest nastawione na zysk, natomiast powinniśmy nastawiać się na stratę i zostawiać pozycję tylko wtedy, gdy rynek nas "pozytywnie zaskakuje". Zatem nie zamykam pozycji, gdy realizuje się scenariusz negatywny, tylko zamykam pozycję, gdy nie realizuje się scenariusz pozytywny.
Po kilku latach na parkiecie mamy jednak swoje sygnały, które płacą znacznie częściej, niż w 5/10 przypadkach. Dlatego tym bardziej należy ucinać pozycję, gdy sygnał traci moc - możemy stracić conajwyżej okazję, jeśli kurs pójdzie w założonym kierunku. Natomiast gdy zostanie zanegowany unikamy poważnych strat, bo np. nie ustawiamy stopów przeświadczeni, że dany sygnał musi zarobić.
Ilu traderów dziś poległo na Apple, bo założyli że to już na 100% pęknięcie bańki, a korekta może conajwyżej podejść z 5% w górę i zdążą się ewakuować? Niedawno dyskutowano na blogach o komunikacie KNF, że 82% graczy straciło na foreksie w 2011 roku. Niektórzy wskazywali pozytyw, że w takim razie 18% zarobiło, a chodzą przecież plotki, że traci 90-95%. Pytanie jest inne: ilu z tych, którzy zarobili w zeszłym roku zarobi w 2012, 2013, 2014 itd. Ilu nie zostanie wyzerowanych w przeciągu dekady?
Otwierając pozycję lewarowaną musimy przede wszystkim zakładać katastrofę i na nią się przygotować, nawet jeśli szansa jej wystąpienia jest jak 1 na 10 lat. Bo co nam da regularne zarabiania na giełdzie, jeśli pewnego dnia zobaczymy wzorcowe pęknięcie balona na jakimś Applu, zagramy ostro na spadki, żeby w ciągu miesiąca zarobić krocie, a kurs na drugi dzień otworzy się luką 10%?
Ta sesja mogła wykosić wielu doświadczonych traderów w USA. Balon na Apple był aż nazbyt widoczny, więc gwałtowne odpadnięcie od 644$ zdawało się niemal pewnym sygnałem pęknięcia. Dlatego wielu zagrało S licząc na dość szybkie testowanie luki na 440$ i pewny zysk.
Pęknięcie bańki jest zazwyczaj równie dynamiczne co jej pompowanie i znosi ok. 38.2%-50% impulsu w pierwszym rzucie. Potem występuje mocna korekta spadku, która znosi ok. 50-61.8% spadku, a czasem podchodzi nawet pod szczyt. Jabcok zrobił to po swojemu i założę się, że kiedy znowu zacznie spadać, grających na spadki będzie kilka razy mniej.
Zachowanie amerykańskich indeksów uświadomiło mi, jak ryzykowna jest giełda. Czytam świetnego ebooka Phantom of the Pits, w którym doświadczony trader opisuje swoje zasady. To co pisze wywraca do góry nogami powszechnie uznawane za prawdziwe zasady skutecznego inwestowania.
Np. stop lossy - używane przez większość graczy na wypadek porażki, dla POPa są nieskuteczne, ponieważ pozycję powinniśmy zamykać wtedy, kiedy nie realizuje się nasz scenariusz pozytywny. W grze przegrywającej, jaką jest rynek kontraktów czy forex, należy zostawiać pozycję tylko kiedy nasza formacja się realizuje. Jeśli wchodzi w stan nieustalony (czyli została zanegowana, ale jest jeszcze daleko od stopa), to szanse na sukces spadły poniżej 50% i lepiej ją uciąć z małym zyskiem/stratą, niż czekać na przyjęcie straty na stopie z nadzieją, że rynek jednak zawróci.
Doświadczony trader w większości takich przypadków czekałby na realizację bardziej prawdopodobnego scenariusza cięcia straty na SL, a kiepski gracz przesuwałby stopa, albo czekał na cud i w konsekwencji wielu gier brał duże straty. Podejście prawie wszystkich graczy w momencie otwierania pozycji jest nastawione na zysk, natomiast powinniśmy nastawiać się na stratę i zostawiać pozycję tylko wtedy, gdy rynek nas "pozytywnie zaskakuje". Zatem nie zamykam pozycji, gdy realizuje się scenariusz negatywny, tylko zamykam pozycję, gdy nie realizuje się scenariusz pozytywny.
Po kilku latach na parkiecie mamy jednak swoje sygnały, które płacą znacznie częściej, niż w 5/10 przypadkach. Dlatego tym bardziej należy ucinać pozycję, gdy sygnał traci moc - możemy stracić conajwyżej okazję, jeśli kurs pójdzie w założonym kierunku. Natomiast gdy zostanie zanegowany unikamy poważnych strat, bo np. nie ustawiamy stopów przeświadczeni, że dany sygnał musi zarobić.
Ilu traderów dziś poległo na Apple, bo założyli że to już na 100% pęknięcie bańki, a korekta może conajwyżej podejść z 5% w górę i zdążą się ewakuować? Niedawno dyskutowano na blogach o komunikacie KNF, że 82% graczy straciło na foreksie w 2011 roku. Niektórzy wskazywali pozytyw, że w takim razie 18% zarobiło, a chodzą przecież plotki, że traci 90-95%. Pytanie jest inne: ilu z tych, którzy zarobili w zeszłym roku zarobi w 2012, 2013, 2014 itd. Ilu nie zostanie wyzerowanych w przeciągu dekady?
Otwierając pozycję lewarowaną musimy przede wszystkim zakładać katastrofę i na nią się przygotować, nawet jeśli szansa jej wystąpienia jest jak 1 na 10 lat. Bo co nam da regularne zarabiania na giełdzie, jeśli pewnego dnia zobaczymy wzorcowe pęknięcie balona na jakimś Applu, zagramy ostro na spadki, żeby w ciągu miesiąca zarobić krocie, a kurs na drugi dzień otworzy się luką 10%?
wtorek, 13 marca 2012
czwartek, 23 lutego 2012
Masz hedge na flash-crash 2 ?
Hossa odtrąbiona, większość gotowa do zakupów na upragnionej korekcie, nim pociąg odjedzie.
Tymczasem liderzy wzrostów rysują bardzo niepokojące kliny wzrostowe, z euforycznymi końcówkami. Konikiem jest Apple, którego wklejałem już tyle razy, że nie ma sensu powielać wielkiego klina. Sprawdźmy tylko jak kształtuje się wykres dzienny:
Drugi kandydat do niespodzianki to IBM, pierwsza spółka technologiczna w stajni Buffeta:
Kapitalizacja Apple na dzień dzisiejszy to ok. 480 mld $, IBM 234 mld.
Sentyment na parkiecie bliski euforii. Misie przebąkują o korekcie przed drugą falą wzrostową z finiszem na maj-czerwiec (do niedawna mój bazowy scenariusz). Piewców bessy zostało niewielu i jeśli straszą spadkami, to są wyśmiewani (pegasus7 na forum W. Białka).
Wobec tych hiperbol zacząłem brać pod uwagę scenariusz równie mocnego załamania i kupiłem opcje na spadki. Po długich i mocnych wzrostach ciężko mi wyobrazić sobie spadek większy niż 2250 na WIG20, ale tym razem gram wg planu i nie muszę sobie nic wyobrażać :) Niesamowite jak bardzo potrafi pozytywnie wpłynąć na wyniki i kondycję psychiczną wyłączenie notowań i wykresów w trakcie sesji.
Tymczasem liderzy wzrostów rysują bardzo niepokojące kliny wzrostowe, z euforycznymi końcówkami. Konikiem jest Apple, którego wklejałem już tyle razy, że nie ma sensu powielać wielkiego klina. Sprawdźmy tylko jak kształtuje się wykres dzienny:
Drugi kandydat do niespodzianki to IBM, pierwsza spółka technologiczna w stajni Buffeta:
Kapitalizacja Apple na dzień dzisiejszy to ok. 480 mld $, IBM 234 mld.
Sentyment na parkiecie bliski euforii. Misie przebąkują o korekcie przed drugą falą wzrostową z finiszem na maj-czerwiec (do niedawna mój bazowy scenariusz). Piewców bessy zostało niewielu i jeśli straszą spadkami, to są wyśmiewani (pegasus7 na forum W. Białka).
Wobec tych hiperbol zacząłem brać pod uwagę scenariusz równie mocnego załamania i kupiłem opcje na spadki. Po długich i mocnych wzrostach ciężko mi wyobrazić sobie spadek większy niż 2250 na WIG20, ale tym razem gram wg planu i nie muszę sobie nic wyobrażać :) Niesamowite jak bardzo potrafi pozytywnie wpłynąć na wyniki i kondycję psychiczną wyłączenie notowań i wykresów w trakcie sesji.
środa, 15 lutego 2012
Lokomotywa na pełnej parze, trochę o strategii
Wykres, który obserwuję ostatnio najczęściej to amerykański gigant Apple. Jeszcze miesiąc temu zakładałem, że spółka w lutym zrobi korektę i do maja zdobędzie mityczne 500$. Życie jednak zaskakuje bardziej niż prognozy przewidują:
500$ nie stało się nawet oporem, choć wielki 12-letni klin plasował go w tych okolicach.
Niestety wykres ten ma dla mnie wymowę negatywną. Dlaczego? Ponieważ takie bańki załamują się równie szybko, jak formują. A Apple to przewodnik stada - jeśli on siądzie, to reszta spółek amerykańskich zacznie również spadki. I może to być wcześniej, niż później. Nie wyobrażam sobie ciągnięcia tej hiperboli do maja.
Przypomnę poprzedni plan bazowy pod spekulacje: styczeń pierwsza fala mini-hossy (A), luty-korekta (B) i wzrosty (fala C) do maja.
Tymczasem dla Apple'a mój obecny scenariusz wygląda tak:
Przewidywana załamka na przełomie lutego-marca.
Następny mocny opór to okolice 520:
Zawsze gdy piszę takie uwagi, znajdzie się kilku czytelników, którzy komentują: czy takie bajanie ma sens? Czy nie lepiej podłączyć się pod trend i zarabiać?
Odpowiem tak: graal inwestowania to własna strategia, dopasowana do psychiki gracza, trzymanie się swoich zasad i planów oraz nieustanny rozwój. W zeszłym roku również atakowano moje podejście, kiedy od lutego obwieszczałem co tydzień bessę a rynek rósł. Tymczasem sprężyna się napinała, napinała, aż tak huknęła, że cała 'bessa' odbyła się w Stanach w ciągu 2 tygodni.
Moje decyzje nie są wypadkową paru wykresów. Nie jestem perma-niedźwiedziem, wyznawcą jednej strategii czy kontrarianinem. Staram się na podstawie wieloletnich cykli rynkowych znaleźć optymalną formę grania. Od 12 lat obowiązuje na rynkach akcyjnych w Stanach trend boczny i najlepsze wyniki osiągają traderzy stosujący techniki wyłapywania ekstremów. Tryumfy święci RSI, liczby Fibonacciego, fale Elliotta, dywergencje przy szczytach, badanie sentymentu itp.
Badania dowodzą, że kupowanie akcji po silnych wyprzedażach daje bardzo dobre wyniki, a granie z trendem, tj. kupowanie po wybiciu nowego szczytu przynosi straty. W latach 1980-2000 było dokładnie odwrotnie - należało kupować siłę i sprzedawać słabość.
Statystycznie (to słowo to mocne nadużycie biorąc pod uwagę, że w przeciągu ostatnich 100 lat mamy tylko 4 takie cykle) dołek takiej konsolidacji wychodzi mniej więcej po 14 latach od szczytu i rodzi się nowy rynek byka. Pierwsze fale wzrostowe są dość mocno znoszone, więc stare narzędzia jeszcze dają zarobić, ale najlepsze efekty daje zwyczajne buy&hold oraz dobieranie akcji na korektach, które zatrzymują się na długich średnich.
Wróćmy teraz do pytania - czy jest sens szukania na siłę szczytów? Tak - bo nadrzędny trend jest boczny i lepsze wyniki osiąga się, gdy unika się kupowania hiperbolicznego szczytu oraz szorcenia mocnego spadku.
Nie wiem jak poszło tym, którzy wyśmiewali mnie na szczycie hossy w zeszłym roku, z tego co widzę sporo blogów 'dzieci hossy' 2009-2011 już nie funkcjonuje, więc straty rzędu 50% musiały ich zaboleć (a jeśli uśredniali, to mogli już wypaść z rynku). Dla mnie 2011 rok okazał się najlepszym rokiem na parkiecie. Jednak w każdym sukcesie kryje się przyczyna późniejszej porażki i tak było w moim wypadku - wystarczyły 2 tygodnie wzrostów w styczniu, żebym dostał solidnego kopa. Rynek wypunktował wszystkie moje słabości. Wszystkie techniki i narzędzia zawiodły (teraz już wiem, że bez analizy zmienności były niepełne).
Jednak uważam ten okres za przełomowy. Była to najdroższa i najlepsza lekcja, jaką mogłem zdobyć o giełdzie. Wreszcie dotarło do mnie, że nie przechytrzę rynku. Że gapiąc się w notowania tylko zwiększam ryzyko i daję się ponieść emocjom. Pisałem te rzeczy nie raz, zazwyczaj po serii dotkliwych strat, ale nie potrafiłem jeszcze wtedy opracować skutecznych zasad.
Dopiero od prawie 3 tygodni gram metodycznie, z jednym i tylko jednym celem: trzymać się planu. Mam 2 pudełka - w jednym karteczki z otwartymi pozycjami i planem dla nich, drugie z zamkniętymi. Nie ma znaczenia czy stracę, czy zarobię, liczy się tylko żeby w drugim pudełku zamknięte transakcje miały plus za osiągnięte wszystkie cele. Zarobki będą konsekwencją trzymania się zasad i planu. W połowie roku zrobię o tym szerszy wpis.
Na koniec chciałbym podziękować Matiemu, który prowadzi maklerblog.pl - to właśnie jeden z jego wpisów walnie przyczynił się do mojego 'oświecenia' :
http://maklerblog.pl/zagranie-26/
Polecam wszystkim lekturę całego bloga, wpisów nie ma jeszcze wiele.
Aktualizacja kilka godzin później.
No proszę, nie przyszło nam długo czekać :)
Aktualizacja 2 - kolejne godziny później.
No to nam jabol chyba strzelił top:
A teraz poprosimy o 'flash crash 2' ;)
500$ nie stało się nawet oporem, choć wielki 12-letni klin plasował go w tych okolicach.
Niestety wykres ten ma dla mnie wymowę negatywną. Dlaczego? Ponieważ takie bańki załamują się równie szybko, jak formują. A Apple to przewodnik stada - jeśli on siądzie, to reszta spółek amerykańskich zacznie również spadki. I może to być wcześniej, niż później. Nie wyobrażam sobie ciągnięcia tej hiperboli do maja.
Przypomnę poprzedni plan bazowy pod spekulacje: styczeń pierwsza fala mini-hossy (A), luty-korekta (B) i wzrosty (fala C) do maja.
Tymczasem dla Apple'a mój obecny scenariusz wygląda tak:
Przewidywana załamka na przełomie lutego-marca.
Następny mocny opór to okolice 520:
Zawsze gdy piszę takie uwagi, znajdzie się kilku czytelników, którzy komentują: czy takie bajanie ma sens? Czy nie lepiej podłączyć się pod trend i zarabiać?
Odpowiem tak: graal inwestowania to własna strategia, dopasowana do psychiki gracza, trzymanie się swoich zasad i planów oraz nieustanny rozwój. W zeszłym roku również atakowano moje podejście, kiedy od lutego obwieszczałem co tydzień bessę a rynek rósł. Tymczasem sprężyna się napinała, napinała, aż tak huknęła, że cała 'bessa' odbyła się w Stanach w ciągu 2 tygodni.
Moje decyzje nie są wypadkową paru wykresów. Nie jestem perma-niedźwiedziem, wyznawcą jednej strategii czy kontrarianinem. Staram się na podstawie wieloletnich cykli rynkowych znaleźć optymalną formę grania. Od 12 lat obowiązuje na rynkach akcyjnych w Stanach trend boczny i najlepsze wyniki osiągają traderzy stosujący techniki wyłapywania ekstremów. Tryumfy święci RSI, liczby Fibonacciego, fale Elliotta, dywergencje przy szczytach, badanie sentymentu itp.
Badania dowodzą, że kupowanie akcji po silnych wyprzedażach daje bardzo dobre wyniki, a granie z trendem, tj. kupowanie po wybiciu nowego szczytu przynosi straty. W latach 1980-2000 było dokładnie odwrotnie - należało kupować siłę i sprzedawać słabość.
Statystycznie (to słowo to mocne nadużycie biorąc pod uwagę, że w przeciągu ostatnich 100 lat mamy tylko 4 takie cykle) dołek takiej konsolidacji wychodzi mniej więcej po 14 latach od szczytu i rodzi się nowy rynek byka. Pierwsze fale wzrostowe są dość mocno znoszone, więc stare narzędzia jeszcze dają zarobić, ale najlepsze efekty daje zwyczajne buy&hold oraz dobieranie akcji na korektach, które zatrzymują się na długich średnich.
Wróćmy teraz do pytania - czy jest sens szukania na siłę szczytów? Tak - bo nadrzędny trend jest boczny i lepsze wyniki osiąga się, gdy unika się kupowania hiperbolicznego szczytu oraz szorcenia mocnego spadku.
Nie wiem jak poszło tym, którzy wyśmiewali mnie na szczycie hossy w zeszłym roku, z tego co widzę sporo blogów 'dzieci hossy' 2009-2011 już nie funkcjonuje, więc straty rzędu 50% musiały ich zaboleć (a jeśli uśredniali, to mogli już wypaść z rynku). Dla mnie 2011 rok okazał się najlepszym rokiem na parkiecie. Jednak w każdym sukcesie kryje się przyczyna późniejszej porażki i tak było w moim wypadku - wystarczyły 2 tygodnie wzrostów w styczniu, żebym dostał solidnego kopa. Rynek wypunktował wszystkie moje słabości. Wszystkie techniki i narzędzia zawiodły (teraz już wiem, że bez analizy zmienności były niepełne).
Jednak uważam ten okres za przełomowy. Była to najdroższa i najlepsza lekcja, jaką mogłem zdobyć o giełdzie. Wreszcie dotarło do mnie, że nie przechytrzę rynku. Że gapiąc się w notowania tylko zwiększam ryzyko i daję się ponieść emocjom. Pisałem te rzeczy nie raz, zazwyczaj po serii dotkliwych strat, ale nie potrafiłem jeszcze wtedy opracować skutecznych zasad.
Dopiero od prawie 3 tygodni gram metodycznie, z jednym i tylko jednym celem: trzymać się planu. Mam 2 pudełka - w jednym karteczki z otwartymi pozycjami i planem dla nich, drugie z zamkniętymi. Nie ma znaczenia czy stracę, czy zarobię, liczy się tylko żeby w drugim pudełku zamknięte transakcje miały plus za osiągnięte wszystkie cele. Zarobki będą konsekwencją trzymania się zasad i planu. W połowie roku zrobię o tym szerszy wpis.
Na koniec chciałbym podziękować Matiemu, który prowadzi maklerblog.pl - to właśnie jeden z jego wpisów walnie przyczynił się do mojego 'oświecenia' :
http://maklerblog.pl/zagranie-26/
Polecam wszystkim lekturę całego bloga, wpisów nie ma jeszcze wiele.
Aktualizacja kilka godzin później.
No proszę, nie przyszło nam długo czekać :)
Aktualizacja 2 - kolejne godziny później.
No to nam jabol chyba strzelił top:
A teraz poprosimy o 'flash crash 2' ;)
czwartek, 9 lutego 2012
Yes they can!
Zrobili to jednym szarpnięciem, machnęli 20% w pare tygodni. Panie i panowie, pełen szacun, USA jest największe, najbardziej szalone, nieprzewidywalne i w ogóle wszystko naj. Dzisiaj w pięknym stylu Apple wali w opór 12-letniego klina:
Ten wykres jest tak niesamowity, że aż muszę zapodać go na liniowym:
Co teraz panie? No jak to co? Teraz to 600, 700, 800, 1000 - sky is the limit!
Ten wykres jest tak niesamowity, że aż muszę zapodać go na liniowym:
Co teraz panie? No jak to co? Teraz to 600, 700, 800, 1000 - sky is the limit!
środa, 1 lutego 2012
Cios przyjdzie znikąd
Na indeksie NASDAQ100 mamy już piątą falę wzrostową. Obserwowany regularnie Apple walczy z linią oporu:
Początkowo zakładałem, że kurs spółki zawróci w okolice 400, co wiązałoby się z dokończeniem impulsu bessy u nas i dłuższym odbiciem w górę. Wówczas Apple miałoby dobić do oporu wielkiego klina na ok. 500$. Plan został zanegowany, odbicie zaczęło się szybciej a Apple ociera się już o 460.
Popatrzmy zatem na ów klin:
Pod koniec trendu często występuje przyspieszenie. Wydaje się, że będzie on wieczny. Być może z czymś takim będziemy mieli wkrótce do czynienia w Stanach na wielu mocnych spółkach. Apple ma już tylko ok. 10% do magicznych 5 stówek. Może wcześniej korekta na 430 (test luki), która pasowałaby do statystycznie spadkowego lutego.
A tymczasem na giełdę wchodzi wkrótce Facebook - czy wskaże on szczyt równie skutecznie jak np. Petrol, LCC czy ostatnio Open Finance?
Fala V to bardzo trudny okres dla graczy. Można wiele zarobić na wzrostach, ale jeszcze szybciej oddać zarobek jak przyjdzie załamanie. Ci, którzy widzą, że wzrosty są farbowane, otwierają krótkie pozycje, tymczasem niepowstrzymany trend wzrostowy wgniata ich w ziemię. Aktualnie szukam różnych krótkoterminowych okazji do zagrań bez nastawiania się na jakikolwiek kierunek główny. Być może urośniemy do 2600, a może spadniemy do 1900 :) Nie wierzę w hossę - w USA na najmocniejszych spółkach jest fala V hossy od 2009 , u nas raczej tylko mocniejsza korekta.
Początkowo zakładałem, że kurs spółki zawróci w okolice 400, co wiązałoby się z dokończeniem impulsu bessy u nas i dłuższym odbiciem w górę. Wówczas Apple miałoby dobić do oporu wielkiego klina na ok. 500$. Plan został zanegowany, odbicie zaczęło się szybciej a Apple ociera się już o 460.
Popatrzmy zatem na ów klin:
Pod koniec trendu często występuje przyspieszenie. Wydaje się, że będzie on wieczny. Być może z czymś takim będziemy mieli wkrótce do czynienia w Stanach na wielu mocnych spółkach. Apple ma już tylko ok. 10% do magicznych 5 stówek. Może wcześniej korekta na 430 (test luki), która pasowałaby do statystycznie spadkowego lutego.
A tymczasem na giełdę wchodzi wkrótce Facebook - czy wskaże on szczyt równie skutecznie jak np. Petrol, LCC czy ostatnio Open Finance?
Fala V to bardzo trudny okres dla graczy. Można wiele zarobić na wzrostach, ale jeszcze szybciej oddać zarobek jak przyjdzie załamanie. Ci, którzy widzą, że wzrosty są farbowane, otwierają krótkie pozycje, tymczasem niepowstrzymany trend wzrostowy wgniata ich w ziemię. Aktualnie szukam różnych krótkoterminowych okazji do zagrań bez nastawiania się na jakikolwiek kierunek główny. Być może urośniemy do 2600, a może spadniemy do 1900 :) Nie wierzę w hossę - w USA na najmocniejszych spółkach jest fala V hossy od 2009 , u nas raczej tylko mocniejsza korekta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































