Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 października 2018

Kolejny element strategii

Kilka dni temu dowiedziałem się z twittera o nowej ofercie PZU dla oszczędzających. Chodzi o inPzu, czyli nisko-kosztowe fundusze inwestycyjne. Płaci się tylko coroczną opłatę za zarządzanie 0.5%, możliwa jest konwersja jednostek między funduszami akcyjnymi, pieniężnymi i akcyjnymi w ramach tzw. parasola, czyli bez płacenia podatku od zysków.

Najpierw o plusach:
- brak opłat za kupno-sprzedaż jednostek, bardzo niska opłata za zarządzanie,
- możliwość realizowania strategii przesuwania środków między klasami aktywów w zależności od cykli koniunkturalnych.

Niestety są również minusy:
- benchmarkiem dla funduszu akcyjnego są indeksy cenowe (70% WIG20 + 20% mWIG40 + 10% WIBID 1M), zatem nie partycypujemy w dywidendach (podejrzewam, że trafiają do PZU jako ukryty przed klientem koszt).(* adnotacja na dole wpisu) Wystarczy porównać zachowanie indeksów WIG20 z WIG na przestrzeni 20 lat, żeby zauważyć, że polskie akcje przynoszą zyski tylko gdy wpływają do nas dywidendy; bez nich nie są w stanie konkurować nawet ze skarpetą.

Mimo to założyłem konto w inPZU i kupiłem fundusz akcji polskich. Dzięki możliwości odwlekania podatku będę na nim realizował strategię aktywnej alokacji kapitału. Obecnie akcje polskie są tanie, obligacje dość drogie a gotówka bardzo nisko oprocentowana. Kiedy akcje będą drogie, a obligacje będą płacić 5-6% zacznę konwertować środki na fundusz obligacyjny. Interesuje mnie również fundusz obligacji państw rozwiniętych, ale dopiero po zaprzestaniu QE przez ECB. Wtedy wyceny obligacji państw EU powinny się urealnić i wejść w trend spadkowy. Wyczekam do jakiejś paniki i mocnego odchylenia in minus względem pozostałych klas aktywów.

Fundusze pozwalają mi realizować moją ulubioną strategię "kupić tanio, sprzedać drogo". O ile w przypadku akcji istnieje silne ryzyko kupowania spadających noży (na zasadzie spadło 80%, kupiłem, a potem znowu spadło 80% :) , to w przypadku funduszy ryzyko jest na tyle rozproszone, że trzeba by trafić na jakąś Grecję, żeby zupełnie popłynąć. Jak wiadomo Polscy neokomuniści kopiują osiągnięcia greckie czy argentyńskie, ale powalenie gospodarki zajmie im jeszcze trochę czasu (Polska: depresja 2025). Strategia z założenia jest długoterminowa, fluktuacje w ramach sesji dziennych, tygodniowych czy nawet miesięcznych są nieistotne.

Rzut oka na uśredniony wykres akcji GPW:


Spadki z września trochę mnie zabolały. Wszystko leciało równo bez względu na fundamenty, dywidendy itd. Ale jeszcze bardziej boli mnie zdejmowanie spółek z GPW. Musiałem zamknąć pozycję na Protektorze (tu przynajmniej zaliczyłem fajny zysk po podniesieniu przez wzywającego ceny do 5zł). Natomiast ostatnia propozycja głównego akcjonariusza Berlinga to już jawne plucie mniejszościowym akcjonariuszom w twarz. Przez kilka miesięcy dusili kurs niewielkimi pakietami, żeby zbić średnią cenę i zaproponowali wykup po 3.70. Cwaniaki chcą zdjąć spółkę za mniej więcej kasę posiadaną przez spółkę na koncie. I najgorsze, że wywłaszczenie mniejszościowych udziałowców może im się udać, ponieważ GPW i KNF mają to kompletnie gdzieś.

Ochrona praw udziałowców to podstawa systemu kapitalistycznego, niestety geniusze z GPW/KNF nie zwracają na to uwagi. Wydaje im się, że niechęć do giełdy bierze się z braku szkoleń, mody czy innych pierdół. Tymczasem Polacy (niestety słusznie) uważają giełdę za szulernię i nie chcą być dawcami kapitału. Większość spółek wchodzących na GPW zalicza trwające latami spadki, a potem gdy już zaczynają odbijać, główny udziałowiec może je bez problemu zdjąć z giełdy i rzucić pozostałym właścicielom jakieś ochłapy.

Z tego powodu nie traktuję poważnie inwestycji na polskim rynku - akcje służą tylko do gry, załapania się na trend, a potem ucieczki przed bessą pewną jak śmierć i podatki.

Aktualizacja

Dziękuję Czytelnikowi, który przesłał mi odpowiedź z Centrum Obsługi Klienta TFI PZU:

[...]uprzejmie informujemy, że zgodnie z zapisami Prospektu Informacyjnego Funduszu inPZU SFIO, dywidendy, wypłacane przez spółki, wchodzące w skład indeksów, będą powiększać wartość aktywów Subfunduszu, jednocześnie zwiększać jego stopę zwrotu.

Zatem moje podejrzenia okazały się niesłuszne i dysponujemy naprawdę ciekawą opcją inwestycyjną.

sobota, 22 września 2018

Raport z rynku

Rynek jaki jest, każdy widzi. Małe spółki tąpnęły we wrześniu i wszyscy zastanawiamy się jak długo i głęboko będą jeszcze spadać. Przeanalizujmy obecną bessę na szerokim rynku na tle wcześniejszych rynków niedźwiedzia:

Widzimy, że rynek spadał dłużej tylko w latach 2000-2002.

Świat:


Najbardziej interesuje mnie indeks rynków wschodzących, czyli tych, które ominęła hossa w ostatnich 10 latach. Zakładałem ruch korekcyjny znoszący ok. 50% hossy 2017, jak widać kurs ETFa spadł blisko, ale nie idealnie. Czy jeszcze przetestuje poziomy poniżej 40$ nie mam pojęcia - w skali miesięcznej to tylko kilka świeczek, które nie mają znaczenia gdy ogląda się dekady, natomiast dla ludzkiej psychiki to ciężkie dni i tygodnie.

Jak napisałem ostatnio: zmieniłem pracę i nie mam czasu na giełdę. Czasem zerknę na sesję giełdową, coś dobiorę, ale główna pozycja została już zbudowana. Pozostała amunicja czeka na start hossy.

Najbardziej pasowałby mi scenariusz wielomiesięcznej akumulacji/ubijania dna, wtedy można na spokojnie dokładać akcje do pozycji (tzw. odbicie U). Wariant szybkiego odbicia V jak w 2009 oznacza, że większość nie zdąży kupić akcji w dobrych cenach - na ten scenariusz mam wystarczająco rozbudowaną pozycję.

Jest jeszcze wariant negatywny L - brak odbicia i wieloletnie kiszenie po minimach. Coś jak akcje greckie czy portugalskie w ostatniej dekadzie. Na ten wariant pozostaje mi tylko selekcja spółek pod kątem wypłacanych dywidend i aktywne pogrywanie na krótkie ruchy. Bessa typu L oznaczałaby, że problemy prognozowane przeze mnie na rok ok. 2025 ujawnią się szybciej.

Póki co zakładam, że akcje polskie są bardzo niedowartościowane względem innych klas aktywów i w skali kilku lat powinny rosnąć. Spójrzmy np. na wysokość dywidend spółek z WIG vs lokaty:


Dywidendy WIG vs obligacje 10-letnie:


I sentyment do akcji na GPW:

Odkąd istnieją te wykresy, polskie spółki jeszcze nigdy nie były tak nisko wyceniane. W rozwiniętym państwie kapitalistycznym obecne wyceny potraktowałbym jak okazję życia, w Polsce niestety nie jest to oczywiste: państwo nie chroni akcjonariuszy mniejszościowych przed przekrętami "grubasów", ba, samo działa na szkodę kontrolowanych przez siebie zdrowych spółek, żeby realizować partyjne interesy. Po przeprowadzeniu wywiadów na temat PPK jestem pewien, że ten program będzie kompletną klapą. Nikt nie chce w nim uczestniczyć, wpadną tam tylko ci, którzy kładą lachę na wszystko i nie będzie im się chciało zanieść papierka z wypisem.

Dostałem kilka maili z zarzutami, że tak surowo oceniam obecne władze, pojawiły się nawet sugestie, że jestem z peło, czy innego kodu. Odkąd sięgam pamięcią krytykowałem posunięcia każdej władzy, choć po latach często pozytywnie patrzę na tego czy innego polityka. Jestem pro-państwowcem, zależy mi na sprawnej i silnej Polsce, w której moje dzieci będą miały przyszłość. To że wyciągam wnioski z nieudolności i ciemnoty PiS, nie znaczy że popieram polityków z opozycji, którym wciąż wydaje się, że jedyne czego pragną Polacy to przyjacielskiego poklepania po plecach przez zachodnich cool Europejczyków.

Mniejsza o to, szkoda strzępić języka, miało być o rynku. Mój główny plan się nie zmienia:

- 2018 rok miał być rokiem turbulencji i okazji do zakupów na lata; na razie pierwsza część przepowiedni się spełnia;

- do ok. 2024 liczę na ostatnią hossę na GPW przed wieloletnim strukturalnym kryzysem w Polsce;

- polskie akcje są rekordowo tanie do lokat i obligacji państwowych;

- w czasie gwałtownych ruchów cen akcji nie czytam newsów i nie patrzę w notowania; wolę zajrzeć na wykresy ze świecami miesięcznymi i szacunkowymi stopami zwrotu na następne 10 lat - tutaj stosunek ryzyko-nagroda jest bardzo korzystny; jak to mawiają Amerykanie: short term pain, long term gain :)

piątek, 24 sierpnia 2018

Polska: Depresja 2025

Sygnalizowałem, że od dawna przygotowuję się do tego wpisu. Najpierw chciałem podzielić go na części i solidnie uzasadnić każdy punkt analizy. Ostatecznie uznałem, że "dzieło" mnie przerasta i po prostu wymienię wszystkie punkty, załaduję do każdego odpowieni wykres i krótką notkę, a głębsze analizy zostawię na dyskusję, jeśli taka nastąpi.

Oto mój bazowy scenariusz dla Polski: zbankrutujemy w okolicach 2025. Nie twierdzę, że będziemy chodzić po śmietnikach czy coś takiego, ale jako społeczeństwo dostaniemy solidnie po tyłku, nasze oszczędności zostaną zdewaluowane lub w jakiś inny sposób utracimy majątki (albo jeszcze gorzej - porządek społeczny).

Skupiam się tylko na argumentach wewnętrznych, nie mam pojęcia jak potoczy się polityka zagraniczna, która może kompletnie wywrócić przedstawione wnioski.

Demografia

źródło: Michał Stopka
http://www.michalstopka.pl/

Największy wyż w historii Polski przypada na lata 50-te. Blisko 800 tys. urodzeń co roku.

Zakładając średni rok narodzin dla tego pokolenia jako 1955, w 2025 będą mieli 70 lat. Zakładając średni wiek emerytalny w Polsce 62.5, będą już 7.5 roku na emeryturze.

Średnia długość życia w Polsce ok. 78 lat.

W tym czasie na rynek będzie wchodzić pokolenie 2000, dołek urodzeń to 2003 ok. 350 tys. dzieci.

Rynek zostanie zalany mieszkaniami po odchodzących dziadkach, których nie będzie komu przekazać. Aktywa banków staną się toksyczne.

Co robi rząd, żeby przeciwdziałać problemowi?

PO: 6 latki do szkół, żeby dorosłe konie szybciej kończyły naukę i stały się odpowiedzialne, 67 lat wiek emerytalny.

PiS: Uwalenie obu reform. Przyznam, że po tym bezmyślnym przekreśleniu szans Polski straciłem wiarę w rozsądek Polaków i zacząłem przygotowywać scenariusz ratunkowy.


Systemowo zła alokacja aktywów

Czego się Polak nauczył przez ostatnie dziesięciolecia? Forsa to tylko papier, giełda to oszustwo, prawdziwą wartość mają nieruchomości i ziemia. Cena może na kilka lat spaść, ale w końcu i tak odbiją. Jeśli Niemiec czy Rusek nie zburzy,  przetrwają każdy krach. I to po części prawda, ale...

Ale jeśli wszyscy robią to samo, wszyscy "inwestują" w mury, to mamy do czynienia z systemowym ryzykiem. Mury nic nie produkują, co gorsza wymagają co jakiś czas doinwestowania. Wiem, można wynająć, można w najgorszym wypadku sprzedać, tylko kto to kupi w 2025 roku?

Szansa była w giełdzie, niestety Państwo Polskie i GPW zawiodły. Nie stworzyły warunków do uczciwego obrotu, wspierania prywatnego biznesu i ochrony akcjonariuszy mniejszościowych.


Co robi rząd?

Wiem, że NBP, RPP itp. to nie rząd, ale powiedzmy sobie szczerze, w komunie państwo to PARTIA, a jak partia każe grzać koniunkturę, to się grzeje, nawet jeśli to konsumpcja na kredyt. Niskie stopy procentowe, brak alternatyw dla murów, które "zawsze przechowują wartość".

A - rząd w ramach przeciwdziałania przygotowuje ustawę opodatkowującą ucieczkę kapitału za granicę. ONI już wiedzą, co będzie.

Neokomuniści aka PRL bis

Mentalność ludzi rządzących Polską nieświadomie ujawnił niedawno prof. Łon z Rady Polityki Pieniężnej:

Dynamiczne, nacechowane bardzo wysokim poziomem dumy narodowej wypowiedzi prezydenta R. T. Erdogana przyczyniły się do ukształtowania się kursu liry tureckiej na poziomie korzystnym dla tureckiego eksportu oraz tureckiej turystyki.


5 lat temu dolar kosztował 2 liry, 3 lata temu 3.5 liry, dzisiaj 6 lir. Rozumiecie przekaz? Na co chłopom pańszczyźnianym oszczędności, ważne że znowu są tani i mają dla kogo robić.

Co jest celem komunistów, kiedy przejmują kopalnie, nacjonalizują molochy energetyczne, zbrojeniówkę i banki? Zysk? Nie, zysk to zło! Przedsiębiorstwa państwowe nie muszą zarabiać jak to powiedział minister Tchórzewski. Każdy moloch ma 3 podstawowe cele:

- utrzymać koncesjonowany monopol państwowy,
- utrzymać zatrudnienie i zapewnić spokój społeczny,
- zapewnić strumień pieniędzy dla rządzącego stada.

Dzisiaj prawie cała polska energetyka: PGE, Tauron, Energa i Enea są wyceniane 30% wyżej niż producent gier CD Projekt. Wiem, to śmieszne, ale na dziś to fakt. Żeby nie rozpisywać dlaczego, opowiem wam krótką historyjkę:

Przychodzi inżynier Waciak do towarzysza ministra energetyki i mówi: 
- Panie ministrze! Wymyśliłem tanie panele słoneczne, które można montować na szybach, samochodach, dachach, nawet na głowie nosić.
- O to bardzo ciekawe - mówi minister. 
- To jeszcze nic towarzyszu! Wykonałem też baterie, które przechowają nadwyżki mocy bez większych strat przez wiele dni. Polska może rozpocząć proces przechodzenia z trujących, drogich i banowanych przez cały świat rozwinięty paliw kopalnych do energii, która da nam niezależność od sąsiadów, grup nacisku a w naszych miastach nie będzie trujących oparów siarki. Co wy na to panie ministrze?
Minister oparł brodę na dłoni, zamyślił się głęboko i rzekł: - wypierdalaj do Ameryki.

Cha, cha. Spodziewaliście się wyrafinowanej riposty? Logika tych ludzi jest prosta jak budowa cepa. Inwestowanie w myśl ludzką, prywatne projekty naukowo-badawcze są niepatriotyczne.


Co robi rząd?

Obejrzyjcie Dziennik TVP, autentycznie, poziom żenady i propagandy jak w kronikach PRL z lat 50-tych. Nawet zwykli Rosjanie się śmieją, że ich Pravda jest bardziej wyrafinowana.


17 lat za Grecją, Portugalią i Hiszpanią

Teza wysunięta przez Wojtka Białka 5 lat temu, którą pewnie już zapomniał, ale mi utkwiła, bo już wtedy wyliczyłem okolice 2025 jako krach na nieruchomościach. W skrócie: dyktaktury, które przechodzą do demokracji notują przez ok. 17 lat (pół pokolenia) dynamiczny wzrost, po czym dotyka je silny kryzys. Zostawiam wykresy:





Co robi rząd?

Widzi ścianę i dociska pedał gazu.


Czy można temu zapobiec?

Tak. Należy:

- natychmiast przywrócić reformę 6-latki do szkół i emerytury od 67 lat dopóki budżet się nie zawalił;

- zatrudniać na najwyższe stanowiska najlepszych, wyselekcjonowanych kandydatów; i nie za 6000, bo jak powiedziała kiedyś Bieńkowska za tyle w ministerstwie będzie pracował złodziej, albo idiota (wybaczcie ci z wyższych państwowych stanowisk, którzy to czytacie; znam urzędników i wiem ile szkoleń musieli przejść, jak się wkurzają na partyjniaków na górze; to tylko przenośnia, jak przyjdzie do was rekruter z korpo i powie daję 20 tysi, to nie będziecie się zastanawiać, nie?);

- traktować ludzi poważnie, przywrócić pluralizm mediów, traktować obywatela jako człowieka, którego chcemy przekonać, a nie tępaka, któremu trzeba wbić do głowy partyjną wykładnię;

- postawić na kapitalizm; stworzyć spółki publiczno-prywatne z naukowcami, inżynierami które realizowałyby konkretne cele, jak zwiększenie udziału OZE w energetyce najniższym kosztem, utworzyć banki wody na wydrenowanych terenach itp.; państwo musi otaczać ochroną takie spółki i dostarczać zleceń, żeby wyhodować polską krzemową dolinę;

- znieść nadinterpretacje ochrony danych osobowych, ktore od początku służą ukrywaniu przed opinią publiczną przestępstw gospodarczych i dzięki temu wykorzystać społeczną kontrolę nad nieprawidłowościami w kraju (ludzie sami namierzaliby oszustwa i przyspieszali interwencje służb);

Pomysłów mógłbym pisać jeszcze wiele, ale w sumie po co. Już za późno..

PS
To jest scenariusz na kolejny cykl rotacji kapitału między rynkami wschodzącymi a rozwiniętymi. Do tego czasu bal na Tytaniku trwa! Kupujemy akcje, pompujemy balony i czekamy aż się dolar zesra na 1 z przodu. Mamy jeszcze jakieś 6 lat ;)

PS2
Będę uradowany, jeśli ta prognoza się nie wypełni. Będę wracał do niej każdego roku i zobaczymy, które punkty tracą moc. Z pewnością możemy spodziewać się niespodziewanego.

PS3
Właśnie mi Linkwithin podpowiedział, że rozważałem już podobne scenariusze pod koniec zeszłego roku i nawet zarysowałem potencjalne środki zaradcze:
http://podtworca.blogspot.com/2017/12/scenariusze-na-ktore-kazdy-polak-musi.html


sobota, 30 grudnia 2017

Garść prognoz na 2018 i później

Zakreślony w poprzednim wpisie plan na 2018 nie obejmuje podstawowych założeń mojej długoterminowej strategii. Choć pisałem o tym w co drugim giełdowym wpisie, powtórzę: moja strategia zakłada granie z trendami opartymi o cykle, w szczególności kilkuletnie cykle przepływu kapitału między rynkami rozwiniętymi i rozwijającymi się (ok. 6-7 lat) oraz cykle hossy-bessy na GPW (ok. 3.5 roku).

Akcje

2018 według moich analiz powinien być rokiem specyficznym, ponieważ cykl wzrostowy na rynkach rozwijających się, do których należy Polska, powinien zderzyć się z fazą spadkową cyklu hossa-bessa. Stąd moje przygotowania do możliwych turbulencji i wysokiej zmienności. Na GPW szukałbym podobieństwa do tego, co działo się na amerykańskim rynku w 2011/2012 roku. U nas był wtedy krach, u nich szybkie sczyszczenie rynku i powrót hossy:


Jednym słowem dalej gram pod analogię, którą również prezentuję od kilku lat, że:
- bańka 2007 w Polsce była odpowiednikiem bańki dotcomów z 2000 r.,
- bessa 2015/2016 na WIG20 była odpowiednikiem bessy 2007/2008 w USA (w obu przypadkach wtórny dołek po ok. 8 latach od szczytu bańki),
- hossa 2016/2017 na WIG20 była odpowiednikiem hossy 2009/2010.

PLN

Tak przedstawia się koszyk walut rynków rozwijających się do dolara.
Polski złoty ubił dno szybciej:


Zakładam, że w skali najbliższych kilku lat zobaczymy kontynuację umacniania złotego. Akurat 2018 może skorygować jego siłę, ale raczej nie spodziewam się już dolara i franka powyżej 4zł czy euro blisko 5.

Jednocześnie uważam, że jeśli:

- Polska uniknie poważniejszych turbulencji,
- rząd nie przywróci reform emerytalnych,
- w ciągu kilku lat zobaczymy dolara czy franka poniżej 3zł,

będzie to ostatni dzwonek na pozbycie się kredytów walutowych i kupienie za silnego złotego aktywów zagranicznych przed wysoce prawdopodobnym załamaniem systemu emerytalnego. Kryzys demograficzny z grubsza widzę tak:

- jeśli Polska nie przyjmie euro, to rząd będzie drukował walutę i posypie się PLN, akcje mogą przechować wartość jak np. w Argentynie,
- jeśli Polska przyjmie euro, w wyniku dewaluacji na wartości stracą akcje, mieszkania, ziemia itd.

Na razie jednak moja pozycja to:

Long PLN, czyli nie kupuję walut.

Surowce

Przepływ kapitału do rynków rozwijających się oznacza zwiększony popyt na surowce. Poprzedni cykl napędzały surowce potrzebne do budowy gigantycznej infrastruktury, głównie w Chinach oraz w końcowej fazie paliwa i kruszce.



Na nowy kierunek ekspansji gospodarczej typowane są kraje leżące nad Oceanem Indyjskim oraz Afryka. Ponadto już w tym roku ruszyły do góry tzw. metale ziem rzadkich używane do produkcji np. aut elektrycznych.

Tutaj moja luźna projekcja zachowania indeksu surowcowego CRB:



Nie umiem ocenić, które surowce urosną najmocniej, może któryś z czytelników orientuje się w temacie, natomiast jako gracz "cyklista" otworzyłem już pewne pozycje:

- ETFy na uran i technologie solarne, czyli ekspozycja na producentów energii, którzy mają zastąpić paliwa kopalne,
- kupiłem mocno przecenione spółki spożywcze na GPW jak Colian, Otmuchów, Atlanta Poland czy Indykpol.

Jak widać wierzę w kilkuletni trend wzrostowy na towarach, więc będzie wiele okazji do zajęcia pozycji na odpowiednich spółkach, funduszach i towarach.



piątek, 22 grudnia 2017

Scenariusze na które każdy Polak musi się przygotować

Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości,
 której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, 
kiedy zabraknie mu pieniędzy.
Alexis de Tocqueville

Polityka gości na blogu bardzo rzadko, ale tym razem muszę się wypowiedzieć na temat ryzyka politycznego, które wprowadziła rządząca partia, ponieważ dopadnie ono wkrótce każdego z nas. Mowa tu o konsekwencji dwóch posunięć:
- likwidacja reformy szkolnej (6-latki do szkół), czyli de facto opóźnienie o rok wejścia dorosłych ludzi na rynek pracy,
- likwidacja reformy emerytalnej (obniżenie wieku emerytalnego dla mężczyzn o 2 lata i kobiet o 7 lat).
Razem 5 i pół roku dłużej bycia utrzymywanym przez społeczeństwo, niż pracowania na siebie i społeczeństwo.

Kraje starzejące się wydłużają wiek emerytalny, ponieważ ludzie żyją coraz dłużej i dodatkowo rodzi się za mało dzieci, żeby utrzymać emerytów. PiS postanowił zrobić coś kompletnie odwrotnego i to w sytuacji, gdy na emeryturę zaczął przechodzić największy w historii wyż demograficzny (urodzeni w latach 50-tych), a zastępuje go pokolenie niżu urodzonego po upadku komuny. Choć głównym celem likwidacji reform emerytalnych PO było zdobycie punktów w sondażach, rządzący liczyli po cichu, że Polacy będą woleli pracować dłużej, żeby dostać wyższe emerytury. Z jakiegoś jednak powodu ludzie wolą iść na szybszą choć niższą emeryturę, niż pracować dłużej na wyższą. Myślenie perspektywiczne nigdy nie było główną zaletą Polaków, w przeciwieństwie do krótkoterminowego kombinowania i prowizorki. Historia naszej państwowości pokazuje, że większa emerytura w długim terminie może będzie, a może nie, ale już prawo emerytalne to cenne aktywo. Złoty może się rozsypać, kraj może zbankrutować, ale emerytury zawsze będą jakoś wypłacane, denominowane, ekwiwalentowane. Warunek jest jeden: trzeba zdobyć status emeryta.

No i Polacy masowo korzystają z tego przywileju. Matematyka jest niestety bezwzględna, udział emerytur i rent to główny składnik wydatków państwa, w 2016 ok. 31% (ponad 242 miliardy z 781 miliardów budżetu) i na skutek bezmyślnego populizmu PiS będzie szybko rósł. W obecnej sytuacji nie ma dobrych wyjść, bo rząd nie wycofa się ze swojej sztandarowej "reformy" przed wyborami w 2019. Na szybko będą podnosić podatki pomijając jakieś legislacyjne bzdury, jak to właśnie zrobili znosząc limit 30-krotności składek ZUS.

Na razie skoki na pieniądze klasy średniej spotykają się z poparciem, pojęcie społecznej sprawiedliwości dobrze się sprzedaje. Niestety w długim terminie takie ruchy mają bardzo niekorzystne konsekwencje, ponieważ ci, którzy pieniądze posiadają, będą je wyprowadzać do państw rozwiniętych, których rządy przestrzegają prawa i szanują własność prywatną. Nieprzypadkowo wszystkie polskie molochy energetyczne razem wzięte (PGE, Tauron, Energa, Enea) są niżej wyceniane na giełdzie, niż czeski CEZ. Podobnie jak w Rosji atrakcyjne wskaźniki fundamentalne niewiele znaczą, jeżeli twój udział w przedsiębiorstwie jest wirtualny i nie masz wpływu na jego funkcjonowanie.

Walka z korupcją, układami w sądach i wyłudzeniami VAT jest bardzo potrzebna i rząd PiS ma na tym polu spore sukcesy. Powstają co prawda nowe patologie jak obsadzanie urzędów miernotami gotowymi wykonać każdy rozkaz, ale w końcu ktoś postawił jasno granicę: nie można kraść na bezczela. Przez lata mafie powiązane z sądami i notariuszami przejmowały państwowe majątki i nikt nic nie mógł zrobić, a próba rozliczania przekrętów spotykała się z uświęconą formułą: "to niezgodne z konstytucją". Można było przejąć kamienicę na podstawie sfabrykowanego listu, ale nie można jej już było odzyskać. Polskie sądy były parodią prawa i społeczne przyzwolenie na rozprawę z nimi jest tego konsekwencją.

Wszystkie te reformy nie będą jednak miały znaczenia, kiedy dobra koniunktura w Niemczech się skończy i powiązane z nią gospodarki, do których należy przede wszystkim polska, wpadną w tarapaty. PO próbowała przygotować państwo na gorsze czasy wprowadzając niepopularną reformę emerytalną, przyspieszając o rok edukację szkolną i nacjonalizując obligacyjną część OFE (popierałem i nadal popieram ten ruch; to był ordynarny skok instytucji finansowych na polskie finanse: państwo pobierało od Polaków pieniądze, przelewało je do OFE, te pobierały absurdalnie wysokie prowizje i z powrotem pożyczały państwu). PiS widzi ścianę i dociska pedał gazu licząc, że jakoś ją przebije. Że coś zaskoczy, wzrost gospodarczy magicznie przyspieszy, państwowe firmy żyjące z monopoli nagle zaczną wymyślać elektryczne auta i rakiety kosmiczne.

Jako zakładnicy tego planu trzymamy oczywiście kciuki za jego powodzenie, ale studiując przypadki Argentyny, Wenezueli czy Grecji, które eksperymentowały z podobnymi wdrożeniami społecznej sprawiedliwości, musimy przygotować się na złe, gorsze i najgorsze. Rozpatrzmy zatem jak może potoczyć się przyszłość Polski:

1. Scenariusz pozytywny: rząd pod jakimś tam pretekstem przywraca reformy emerytalne, pozostajemy podłączeni do zachodniego systemu gospodarczego, dzięki niżowi demograficznemu bezrobocie jest niskie w każdej kategorii wiekowej. Polacy oszczędzają, budują kapitał, GPW odżywa, stajemy się przeciętnym rozwiniętym państwem europejskim, nasze dzieci mają przyszłość.

Jak oszczędzać/inwestować: nie musimy wdrażać naszych planów awaryjnych, szukamy okazji, odkładamy oszczędności w silnym polskim złotym.

Szanse scenariusza: niewielkie, szacuję na 10%.

2. Scenariusz neutralno-negatywny (Argentyna): reformy emerytalne i szkolna zostają przywrócone dopiero po następnych wyborach. Stracony czas kosztuje kilkadziesiąt miliardów, ale da się jeszcze odwrócić konsekwencje katastrofy demograficznej. Poszukujący pieniędzy rząd dociska śrubę kolejnym grupom społecznym, dodrukowuje złotówki, a o inflację i spadek jakości życia oskarża międzynarodowych spekulantów, którzy grają na spadki waluty/obligacji. Odpowiedzialny premier łagodzi napięcia z UE, dochodzi do jakiegoś kompromisu. W Polsce może dojść do rozruchów, kiedy mali przedsiębiorcy zostaną obłożeni różnymi domiarami, nagłymi wezwaniami do zapłacenia kilkudziesięciu tys. ZUSu itp. Polska pozostanie zadupiem cywilizacji zachodniej, ale mimo wszystko nadal będziemy się cieszyć, że w Rosji to dopiero jest chujowo.

Jak oszczędzać/inwestować:
Grupą narażoną są samozatrudnieni i wszyscy, którzy coś posiadają. Oni nie tylko będą musieli sfinansować błędy rządu, staną się też idealnymi kozłami ofiarnymi porażek polityki społecznej sprawiedliwości. Dlatego trzeba część majątku zdywersyfikować za granicą, może pojawi się jakaś tania alternatywa dzięki technologii blockchain? Zdobywać wiedzę należy już teraz.

Szanse scenariusza: daję 50%, wierzę w instynkt samozachowawczy Morawieckiego, myślę że konieczność wymusi racjonalne rozwiązania.

3. Scenariusz negatywny (mix Grecja/Ukraina/Rosja):
Populizm i socjalizm finansowany jest dopóki zagranica daje kredyt bez dociskania lokalsów. Świadomi nadchodzącej katastrofy politycy wyprowadzają pieniądze do Londynu, Szwajcarii i innych bezpiecznych zatok. Niezależne media i organizacje są oskarżane o działalność wywrotową inspirowaną pieniędzmi zachodnich/wschodnich imperialistów. Propaganda oskarża o całe zło UE, Niemców, agentów FSB. Kiedy już nikt nie chce pożyczać kasy, dochodzi do rozruchów na ulicach, powstaje jakiś rząd jedności narodowej, który drakońskimi środkami próbuje przywrócić porządek.

Jak zachować choć część majątku. W tym wypadku nawet nieruchomości nie będą zabezpieczeniem oszczędności, ponieważ w celu ratowania państwa zostaną obłożone wysokimi podatkami (mają to do siebie, że nie uciekną za granicę). Jeśli jesteśmy za starzy na emigrację, zapewnijmy przynajmniej dzieciom dobrą edukację i znajomość języków. Warto też zwracać uwagę na kulturę osobistą, na zachodzie nacjonalizm i rasizm nie są mile widziane. Mimo wszystko Polska zostaje w strukturach europejskich, ludzie zachowują domy, ziemię, biznesy, jakoś się kula. Zdewaluowany złoty pozwala znowu tanio zatrudniać polską siłę roboczą. Uwaga też na zagraniczne aktywa, jeśli będą pod kontrolą polskich instytucji finansowych, mogą zostać zabrane.

Ryzyko scenariusza: 30%.

4. Scenariusz bardzo zły (Wenezuela).
Polska zostaje wykorzystana przez USA do rozbijania hegemonii Niemiec w Unii, ale na skutek jakichś układów zostaje porzucona jak w Jałcie. Na polu gospodarczym rząd powiela osiągnięcia PRLu, nacjonalizuje firmy "strategiczne", partyjni bonzowie dzielą lokalną Polskę między siebie, wykształciuchy i wichrzyciele są zachęcani do opuszczenia kraju, jedne grupy napuszczane na drugie. Transfer kapitału za granicę surowo zabroniony (ale tylko dla pospólstwa). Zagrożone jest istnienie państwa.

Zostaje zwiać z kraju lub zginąć na barykadzie.

Ryzyko scenariusza: 10%.

Czarnowidztwo? Zauważcie, że daję aż 60%, że nie będzie tak źle. Gdyby nie fatalne posunięcia w sprawie emerytur wierzyłbym w przyszłość Polski, ale oceniając państwo jak spółkę giełdową, skupiam się głównie na zagrożeniach. A te są realne i oczywiste, choćbym nie wiem jak bardzo chciał przymknąć na nie oczy. Jako inwestorzy musimy brać te ryzyka pod uwagę i bacznie obserwować wskaźniki ekonomiczne państwa. Jako obywatele musimy działać na rzecz państwa, i ten wpis należy także odczytać jako ostrzeżenie przed nieodpowiedzialną polityką i jej następstwami.

To nie jest scenariusz na najbliższe kilka lat. Najgorsze konsekwencje możemy ponieść dopiero dekadę po rozwaleniu podwalin finansowych państwa. Może też realizować się czarna wizja, ale w  porę pojawią się reformy, które ją powstrzymają. Reformy, które zależą od naszej świadomości ekonomicznej i wrażliwości na kłamstwa propagandy.

poniedziałek, 10 lipca 2017

NBP ma rację

W zeszłym roku w światku finansowym zrobiło się głośno o REITach, jako kolejnym, alternatywnym dla akcji i obligacji sposobie inwestowania pieniędzy. W skrócie REIT jest rodzajem funduszu, który nabywa nieruchomości (zazwyczaj komercyjne) i zarabia na ich wynajmie. Jeśli spełnia określone prawem wymagania (rozproszony akcjonariat, większość zysku na dywidendę), jest zwolniony z podatku CIT. W Polsce nie ma przepisów definiujących REITy, dlatego jednocześnie z szumem wokół idei pojawił się projekt ustawy (cóż za dziwny zbieg okoliczności :) .

Moje zdanie w temacie nieruchomości przedstawiałem nie raz - nieruchomości stały się dla Polaków synonimem oszczędzania na emeryturę. Zazwyczaj jeśli ktoś się dorobił i zmienia wymarzone m3 sprzed 10 lat na apartament lub domek podmiejski, to nie sprzedaje starego mieszkania, tylko zostawia na wynajem. 10 lat temu inwestowanie przeciętnemu Kowalskiemu kojarzyło się z nabywaniem akcji, dzisiaj inwestowanie to dochód pasywny z wynajmu.

Możliwość zakupienia jednostek funduszu, który robi to samo może się wydać takiej osobie atrakcyjna.

Zarabiaj 5% rocznie bez podatku! 3 razy więcej niż na zwykłej lokacie, bez ryzyka!*
(* chyba, że jebnie)

I wszystko byłoby fajnie, jest popyt, lud interesuje się podażą, gdyby nie prezes NBP, który chce Polaków przed REITami bronić. Polecam zapoznać się z jego argumentami:
https://stooq.pl/n/?f=1185280

Zgadzam się z Glapińskim w 100%. REITy są OK, ale wprowadzanie ich obecnie w Polsce przy szumnej kampanii, byłoby tym samym co propagowanie akcji na górce w 2007 roku. Akcje są OK, ale nie przy historycznie wysokich wycenach i skrajnym optymizmie. Polskie duże miasta są dosłownie zalewane galeriami handlowymi, z których połowa w najbliższych latach padnie. W Gdańsku nie wystarczyło wybudować 3 galerii obok siebie, władze miejskie posunęły się nawet do zniszczenia historycznego widoku Głównego Miasta (to ta słynna gdańska "starówka") wydając zgodę na zasłonięcie go gigantycznym bunkrem.

Podsumujmy kilka faktów z linka oraz aktualnych trendów:

1. powstało/jest w budowie za dużo galerii handlowych, bardzo drogich kolosów w bardzo drogich częściach miast,

2. sfinansowane zostały w części (niestety link nie podaje w jakiej, ale sugeruje, że w znacznej) przez zagraniczne fundusze korzystające z taniego kredytu po latach rekordowo niskich stóp procentowych,

3. indeks surowców szoruje po wieloletnich minimach, obligacje zyskują na rentowności, rosną stopy procentowe na dolarze, a ECB przebąkuje o ograniczeniu QE - wniosek jest prosty, inflacja przyjdzie, stopy urosną, a wraz z nimi koszty kredytu,

4. polski ciułacz boi się akcji, na lokacie zarabia 1%, chyba że znajdzie promocję na zawrotne 2% i jednocześnie wierzy w wartość murów,

5. handel przenosi się do internetu, młodzi kupują większość książek, czy zabawek online, spółki odzieżowe inwestują w sklepy internetowe; Amazon ogłosił rozpoczęcie rewolucji i będzie sprzedawał żywność online. Galerie przenoszą się do sieci, jak wcześniej placówki bankowe, biura podróży i usługi pocztowe. Przy okazji Amerykanie wyciągnęli za ułamek wartości drugiego największego, polskiego dostawcę przesyłek z GPW.

Posiadacze tego gorącego kartofla (pożyczkodawcy) muszą na gwałt znaleźć frajera, który odbierze towar, nim rynek komercyjnych nieruchomości się zawali. Kilka milionów polskich ciułaczy i mniejsze instytucje finansowe wygłodniałe wyższych odsetek nadają się do tego znakomicie.

12 lat temu PiS dał ciała, blokując wniosek Związku Banków Polskich o zakaz udzielania kredytów walutowych. Nie przeszkadzało im to później wypłynąć na fali niechęci do banksterów, a nawet obiecać spłaty kredytów walutowych przez resztę społeczeństwa. Teraz mają szansę się zrehabilitować przygotowując na falę bankructw sieci handlowych, deweloperów i przygotować program zagospodarowania pustostanów.

wtorek, 14 marca 2017

PRL znowu nadaje

Próbowałem trzymać się od polityki z daleka, ale ostatnio polityka coraz bardziej dobiera się do mojego życia. Rozumiem, że każda akcja rodzi reakcję i po upadku PRL należało się prędzej czy później spodziewać prób odrodzenia komuny. Obecna ekipa idealnie wpisuje się w realia jakie pamiętam z lat 80-tych: prymat państwowej własności (zarządzanej rzecz jasna przez partię), ciągle jakieś rocznie państwowe w TV albo filmy o II Wojnie jak bijemy Niemca, mundurowi i trąbki na apelach szkolnych. Nie wiem czy już to przywrócono, ale za mojego dzieciństwa panie przedszkolanki prowadziły nas z papierowymi biało-czerwonymi flagami przed pomnik Świerczewskiego. Można by pobudować w każdym mieście pomnik jakiegoś wyklętego i spędzać tam co roku dzieciaki. Dziennik TV znowu kłamie, nawet teleranek nam partia przywróciła.

Nie rozumiem tylko jednego - po kiego grzyba partia chce zwalczać czytelnictwo w Polsce. Przecież nawet za komuny rozdawano książki, żeby lepiej wyglądać w statystykach na tle zgniłego zachodu. Tymczasem minister czegoś tam forsuje radykalne podwyższenie cen i zakaz reklamowania książek. Zrobili jakieś sondaże i wyszło im, że kto czyta, ten przeciwko PiS?

No wkurza mnie to, na książki i komiksy wydaję.. (nie napiszę ile, bo żona poczytuje bloga), średnio raz w miesiącu idzie spore zamówienie do księgarni internetowych, w których ceny są 30-40% niższe, niż w empikach. Niemal każde zakupy w markecie kończą się dołożeniem jakiejś taniej książki do koszyka. Kiedy pierwszy raz usłyszałem o propozycji ukrócenia tego niecnego procederu, wydał mi się tak absurdalny, że nie wziąłem go na poważnie. Niestety absurd staje się rzeczywistością, a ja pierwszy raz odczuję na własnej skórze dobrą zmianę.

Wiem, drzewa giną, kilkunastu ludzi odstrzelili w zeszłym roku myśliwi, partia rozbija się limuzynami po Polsce. Są to różne tragedie, ale dotychczas dotykały innych. Teraz ktoś chce uderzyć we mnie. Oczywiście nie mam zamiaru wydawać kilka razy więcej na książki. Kryminałów Cobena, Krajewskiego czy Kinga nie kupię za więcej jak 15zł. Zapewne częściej zajrzę do biblioteki, przerzucę się na czytanie angielskich ebooków (w końcu Kindle przestanie się kurzyć), nadrobię zaległości w filmach i serialach. 

Trzeba też patrzeć pozytywnie: zostanie więcej kasy w portfelu, nie będę musiał przepychać porcelany małżonce, żeby dostawić kolejny rząd makulatury. Może powstaną jak za komuny podziemne wydawnictwa, będzie można z dreszczykiem emocji kupić bibułę spod lady w wegańskiej knajpie. Kumpel przywiezie z Anglii francuski komiks, który wciąż jeszcze można zamówić z Amazona. Przetrwaliśmy PRL, przetrwamy PRL-bis.


niedziela, 24 kwietnia 2016

Polska w odwrocie

Po ustanowieniu dołka w styczniu polskie akcje szły do góry jak po sznurku. Korekta 40-60% całego wzrostu nie byłaby niczym szczególnym na giełdzie. Szczególnie, że pojawił się bardzo silny motyw zewnętrzny: na 13 maja planowana jest obniżka ratingu Polski. Nic dziwnego, że gwałtownie tracą wszystkie aktywa: waluta, obligacje i akcje. Spójrzmy na wykresy:

 Na USDPLN do 4 zł nie ma paniki.

 WIG20 mógłby przetestować lukę na 1860.


Środkowa linia wideł Andrewsa okazała się skutecznym oporem dla WIG20USD.

Formacja rysowana na obligacjach 10-letnich coraz bardziej przypomina trójkąt, co w perspektywie roku-dwóch może zapowiadać koniec taniego pożyczania.

Nas interesuje odpowiedź na pytanie, czy obecny odwrót jest zwiastunem poważnych kłopotów kraju, czy paro-tygodniową zagrywką big money pod obniżenie ratingu i odebranie aktywów podczas paniki. Jako, że złoty chodzi właściwie odwrotnie skorelowany do dolara, a polskie akcje są skorelowane z akcjami rynków wschodzących, obserwuję ich wykresy:


EEM.US testuje od dołu średnią 15-miesięczną. Bardziej pasuje mi tu konsolidacja, niż powrót do silnych spadków. Zachodzi równość czasowa fal spadkowych 2007-2009 i 2014-2016.

Na dolarze nic nie widzę poza tym, że trend wzrostowy ustalony:


W czym zatem upatruję nadziei dla akcji i nie chcę się ich pozbywać? Cóż, jako posiadacza masy małych spółek z dobrymi fundamentami, ale ignorowanych przez poważny kapitał, interesuje mnie głównie nieważony indeks całego rynku, a ten dopiero włączył trzeci bieg:



niedziela, 6 marca 2016

Giełdowe podsumowanie 2015

Już marzec a nie skrobnąłem w tym roku prawie nic o giełdzie. Przyczyna jest dość prozaiczna - nie mam specjalnie czegoś nowego do dodania w stosunku do tego, co pisałem w zeszłym roku. Przez cały 2015 budowałem pozycję na akcjach i nie zredukowałem jej mimo silnych spadków na GPW w drugiej połowie roku. Sierpniowe tąpnięcie sprowadziło wartość moich aktywów na minus, ale sprzedałem tylko akcje spółek, które mogą borykać się z problemami płynnościowymi. Ponieważ w portfelu miałem prawie wyłącznie małe spółki, a SWIG80 dość szybko odbił, nie było jakiejś masakry. Korzystając z załamki na WIG20 zacząłem też kupować mocno przecenione "blue chipy", choć wcześniej nie planowałem mieć ich w portfelu. Ok. 1.5% dodały do portfela dywidendy, a kilka technicznych zagrań na akcjach, opcjach i kontraktach wpłynęło łącznie na symbolicznie dodatni PIT za 2015.

Obecnie mam aż 31 spółek i powiększam pozycję na tych, które technicznie są w trendach wzrostowych. Oprócz tego certyfikaty na ropę, w tym lewarowane i zaczynam budować pozycję long na gazie. I co tu dużo gadać - mimo kupowania płynnych niedowartościowanych spółek z wysokim współczynnikiem Altmana, gotówką na koncie, przychodami z realnej działalności i płacących dywidendy, portfel zachowuje się jak indeks WIG.

Dostrzegam wady mojego podejścia - wiele z tych spółek nie ma przyszłości poza regresją do średniej. Pogrywałem trochę na Tauronie i PGE zgodnie z założeniami taktyki "bierz 5% i w nogi". Na PGE zgarnąłem dywidendę, uśredniłem w dołku i wyrzuciłem na jakiejś lokalnej górce. Ale w styczniu ceny były już tak niskie, że kupiłem pakiety obu spółek na długi termin. W zeszłym tygodniu dobrałem też Bogdankę i ZEPAK. Do tego Orange, PKO, Energa, PZU i już robi się 1/3 portfela wypełniona mułami, po których nawet w silnej hossie nie spodziewam się więcej niż 50-100% zysku.

Pierwsza trójka najbardziej zyskownych inwestycji to Decora, Projprzem i Procad. Zawdzięczam to głównie trafieniu w dołek i niestety na żadnej z tych spółek nie widzę przestrzeni do spektakularnych wzrostów. Dotarły do mnie w końcu słowa Buffeta, że lepiej kupić bardzo dobrą spółkę w dobrej cenie, niż przeciętną spółkę w bardzo dobrej cenie. Zostało mi jeszcze sporo amunicji, jednak wciąż nie potrafię kupić przyszłych perełek. Nawet jeśli technicznie widzę na jakiejś spółce potencjał do spektakularnego trendu wzrostowego, galaktyczne plany ekspansji, to szybkie spojrzenie na przychody do kapitalizacji i C/Wk natychmiast studzi mój zapał. Kto wie - może jeśli hossa ruszy i akcje znowu będą silnie rosły, mój punkt widzenia się zmieni.

Przygodę z giełdą zacząłem w 2008 roku (a jeśli doliczyć epizod z funduszami akcyjnymi, to w 2007), więc nagromadziło się doświadczeń. Pierwszy PIT złożyłem za 2008 rok i od tamtego czasu, tylko w 2012 roku zaliczyłem stratę. Jako spóźnione dziecko wielkiej hossy z lat 2003-2007 załapałem się na straconą dekadę na GPW - indeksy pozostają mniej więcej na tych poziomach, co 10 lat temu. Przetrwałem, bo w miarę skutecznie realizowałem zasadę "timing is everything" połączoną z wnikliwą analizą fundamentów i cykli. Nie dorobiłem się na giełdzie fortuny z tych samych względów :)

Główna taktyka przynosząca zyski polegała na kupowaniu wybić w czasie hossy i zgarnianiu ok. 30-100% na skutecznym zagraniu. W 2015 roku porzuciłem ten sposób gry na rzecz budowania pozycji na lata. Dopóki nie zobaczę fundamentalnego zagrożenia makro dla Polski staję się zakładnikiem tego scenariusza:


Wierzę, że wyżowe pokolenie obecnych 30-40 latków, które powoli przejmuje kontrolę nad krajem stać na wykreowanie kolejnej fali długoterminowej hossy. Gdy wchodziliśmy na rynek i zakładaliśmy rodziny, potrzebowaliśmy mieszkań, przyczyniliśmy się do gwałtownego boomu kredytowego, który pękł i gospodarka potrzebowała czasu na przetrawienie. Jeżeli obecny rząd tego nie spieprzy (a widzę w długim terminie kolosalne zagrożenie związane z niszczeniem kultury prawnej, które może skierować nas na drogę Argentyny czy Wenezueli), to otwiera się przed nami splot korzystnych możliwości porównywalny z tym z końca średniowiecza, który przyniósł Polsce kilkukrotny wzrost i złoty wiek.

Temat zdecydowanie na osobny wpis, natomiast już dziś trzeba myśleć czy inwestować swoje oszczędności w Polsce, czy zdecydować się na emigrację finansową. Póki co kupuję Polskę, bo choć jest przeciętna, to jest tania. Jeżeli okaże się, że kupiłem tanio bardzo dobrą Polskę, wygram życie ;)

sobota, 19 grudnia 2015

Prawdziwy cel wojny w Polsce

Nie miałem ostatnio czasu, by obejrzeć wiadomości, ale orientuję się, że mamy w Polsce jakąś wojnę. Widziałem, że był wielki protest przeciwko powołaniu sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Co prawda PO po przegranych wyborach Bronka wywinęła podobny numer, ale wtedy media nie krzyczały, że się pali, więc wszyscy mieli na to wylane. No i w sumie przeszedłbym nad tym do porządku dziennego, ale przeglądając portale w nadziei, że wreszcie zobaczę na pierwszej stronie artykuły w stylu "krach i pożoga na giełdzie", zobaczyłem galerię z tego protestu i w niej takie zdjęcia:


Potem znajomi z fejsa zaczęli o sobie pisać, że są najgorszym sortem Polaków, więc postanowiłem sprawdzić o co biega i znalazłem wypowiedź Jarka:

To powrót do metod z lat 2005 – 2007, ale także z czasów rządu Jana Olszewskiego, czyli też naszych, bo to był też rząd Porozumienia Centrum. To się powtarza. Ten nawyk donoszenia na Polskę za granicę. W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej. I to jest właśnie nawiązywanie do tego. To jest w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków. Ten najgorszy sort właśnie w tej chwili jest niesłychanie aktywny bo czuje się zagrożony. 

Wojna, później komunizm, później transformacja przeprowadzona tak, jak ją przeprowadzono właśnie ten typ ludzi promowała, dawała mu wielkie szanse. On dziś boi się, że te czasy się zmienią, że przyjdzie czas, że tak jak to być powinno – inny typ ludzi, mających motywacje wyższe, patriotyczne będzie wysunięty na czoło i to będzie dotyczyło wszystkich dziedzin życia społecznego, także ze strony gospodarczej. Tu jest ten wielki strach o to, jaki rodzaj Polaków będzie miał te największe szanse. Czy ci, dla których wszelkie sprawy związane z czymś szerszym, niż własny interes, narodem, godnością narodową, są ważne. Czy ci, dla których to nie ma żadnego znaczenia, a cała filozofia sprowadza się do takiego powiedzenia „nie ma takich grabi, które by od siebie grabiły”

Niech sobie przypomnę. W XVII wieku niejaki Hieronim Radziejowski tak bardzo nienawidził polskiego króla, że namówił szwedzkiego do napaści na Rzeczpospolitą (wcześniej próbował spiskować m.in. na dworze wiedeńskim). W efekcie 5-letniej wojny Polska straciła 40% ludności i już nigdy się nie podźwignęła. 140 lat później zniknęła z mapy, bo paru typkom tak bardzo nie podobała się Konstytucja 3 maja, że poprosili w Targowicy carycę Katarzynę o przywrócenie demokracji szlacheckiej w Polsze. Przez następne 120 lat świat (europejski) uważał, że Polacy nie zasługują na własne państwo, bo i tak się pokłócą, a przegrani polecą do sąsiadów po pomoc. To lepiej niech już rządzi nimi ten sąsiad.

Faktycznie, wplątywanie obcych służb, królów, armii w nasz grajdołek nigdy nie wyszło Polsce na dobre. Zgadzam się z Jarkiem, że raczej chujowi obywatele RP tak robią. Ale czy sympatyczni skądinąd ludzie z tego zdjęcia rzeczywiście donoszą obcym mediom o dyktaturze w Polsce? Cóż, nie sądzę. Jeszcze niedawno na jakimś heheszkowym portalu zbijano się z Rosjan, którzy tak łykali propagandę w czasie wojny z Ukrainą, że uwierzyli w strollowany artykuł jak to oddział NATO wylądował na polu i zgwałcił wszystkie krowy, albo że Ukraińcy ukrzyżowali 7-letniego chłopca. Cóż, po tym co się tu wyprawia nie zdziwiłby mnie nowy masowy protest, gdyby Gazeta napisała, że PiSiaki też gwałcą krowy.

Zanim zostanie mi przyklejona gęba polityczna, określam się: nie po drodze mi z PiS do tego stopnia, że oglądanie przygłupów pokroju Kurskiego czy Brudzińskiego skutecznie zniechęciło mnie lata temu do telewizji. Złodziejaszków z PO oceniałem równie nisko dopóki nie wybuchła tzw. "afera taśmowa". Pokazała ona, że na górze nie jest tak źle - nagrani ministrowie nie byli w nic umoczeni, interesowali się światem, narzekali na lokalną niemoc. Autentycznie poczułem wtedy, że mentalnie jesteśmy częścią Zachodu, a nie Rosji.

Co zatem jest nie tak? Skąd taki masowy opór przed Kaczyńskim. Skąd nieprawdopodobna kariera nowego Dyzmy: Rysia Petru? Przecież w PiS są nie tylko debile, działają tam też wyważeni konserwatyści. Dlaczego wali się do nich ze wszystkich medialnych armat? Dlaczego nikomu nie przeszkadzało ułaskawianie mafiosów i morderców przez poprzednich prezydentów, a larum po ułaskawieniu fanatycznego pro-państwowca Kamińskiego rozeszło się aż na portale o kotach?

Od kilku lat działa w Polsce niewidzialna armia, której budżet w 2015 roku szacowany jest na 53 miliardy zł (3% PKB). Dla porównania budżet Ministerstwa Obrony Narodowej to ok. 38 miliardów. Kto dysponuje blisko połowę większą kwotą niż polska Armia? Mafia wyłudzająca podatek VAT. Nie mówimy tu o jakichś Słowikach czy Dziadach. Za 50 miliardów nie kupuje się łysych z bejsbolami. Za 50 miliardów można sfinansować armię większą, niż 100 tys. żołnierzy Wojska Polskiego wyposażonych w czołgi, 1000 generałów i samoloty F-16.

Czym jest ten niewidzialny twór? Mieszanki lokalnych i zagranicznych służb, sitwy prokuratorskie, sędziowskie, mafia polska, ruska, czeczeńska, służby PRL, oligarchowie, potentaci medialni? Nie mam pojęcia! Ale 3% PKB nie wsiąka sobie w ziemię ot tak. Nie mówimy o kasie, która nie została zapłacona przez firmy, tylko o pieniądzach jakie przelewane są przez urzędy skarbowe na konta fikcyjnych spółek. Państwo Polskie płaci jakimś anonimowym gangsterom więcej niż swojej armii! Czy siły te będą na tyle zdeterminowane w utrzymaniu swojej realnej władzy, by po fiasku nagonki medialnej ściągać do Polski pomoc z zewnątrz albo zabijać urzędników, jak św. pamięci Michała Falzmanna?

Zbieram się od roku do opisania wstrząsających wniosków z lektury "Dlaczego narody przegrywają" i uwierzcie mi - za każdym razem gdy ułożę wpis w głowie, dostaję doła, bo dochodzi do mnie beznadzieja naszego [Polaków] położenia. Od tego doła nie chce się pisać. Jeżeli interesuje was, dlaczego od 500 lat Ameryka Łacińska jest biedna i czy ta bieda ma związek z faktem, że rządzą nią do dziś potomkowie konkwistadorów, sięgnijcie po cegłę panów Acemoglu i Robinsona. A jeśli nie macie czasu i szukacie szybkiej odpowiedzi dlaczego jako naród przegrywamy, przestudiujcie zasady ustroju pańszczyźnianego.

Wszystko wybaczę PiSowi, mogę nawet oglądać TV, jeśli poprawnie wskażą i usuną mafię niszczącą przyszłość Polaków. Na razie jednak podkurwiają społeczeństwo: a to chcą usuwać gimnazja (po co, skoro Polska awansowała do elity światowej we wczesnym szkolnictwie), a to chcą znieść reformę 6-latki do szkół (po 5 latach wprowadzania, pozdrowienia dla wszystkich posyłających dzieci do prywatnych przedszkoli, będziecie płacić 9 stów miesięcznie jeszcze rok dłużej). Przywrócenie przywilejów emerytalnych - skąd na to kasa? Pewnie tradycyjnie pójdą pożyczyć od Żyda - spieszcie się, bo jeszcze da się na 3%, potem będziecie musieli opylić resztki Taurona i PGE. Cena co prawda już niezbyt dobra, ledwie połowa tego co 5 lat temu, ale parę miliardów jeszcze wleci.

Od nowej władzy nie oczekiwałem nic twórczego, liczyłem za to że nie będą kradli. Niestety, na razie remis z PO, wstawili swoich na stołki i już doją - nihil novi, złodzieje tacy sami. Teraz chcą psuć to, co już działa - będzie opór jak sk..syn. Myślicie, że ci protestujący 3 lata temu w obronie przedszkolaków jeszcze się tym interesują? Dzieciaki poszły do szkoły rok szybciej, nauczyły się czytać, nadal biegają i wrzeszczą - pozostały dziećmi. Nikogo to już nie interesuje, nawet fundacja tej krzykliwej baby zajmuje się już tylko wypłacaniem pensji zarządowi (czyli krzykliwej babie i jej mężowi). Przepis na utrzymanie władzy jest prosty:
1. nie kraść,
2. nie dotykać tego co jako tako funkcjonuje, bo spieprzycie,
3. zlokalizować i usuwać sitwy oraz święte krowy (pamiętaj Gazeto, liczę wtedy na artykuł o gwałceniu!)

czwartek, 12 marca 2015

Grosz do grosza

Jedną z zalet (dla rządu) posiadania własnej waluty jest możliwość dodrukowanie tejże. Kryzys się przedłuża, brakuje na podwyżki dla swojaków upakowanych w administracji lub trzeba kupić poparcie którejś ze zorganizowanych grup (z szarą masą na szczęście nie trzeba się liczyć)? Zaciąga się kredyt za granicą, wprowadza fajnie nazwany program społeczny i państwo kula się dalej. Niestety w pewnym momencie zasób pożyczkodawców się kurczy, żądają wyższych odsetek za ryzyko, więc rząd musi kombinować z emisją obligacji we własnej walucie, aby sfinansować deficyt. Kurs rodzimej waluty zaczyna się osłabiać (oczywiście z winy zachodnich spekulantów) a ceny na półkach sklepowych rosną. Rośnie też coś jeszcze i to często szybciej niż produkty podstawowej potrzeby: akcje spółek.

Wytłumaczenie jest proste - podaż nowej waluty trafia w pierwszym rzędzie do znajomych królika, a ci nie są w stanie (i nie chcą) skonsumować wszystkiego. Szukają sposobu na utrzymanie/zwiększenie bogactwa: "inwestują" w krajach rozwiniętych, żeby w razie przewrotu mieć miękkie lądowanie dla siebie i rodziny oraz zwiększają swoje wpływy w lokalnej gospodarce. Jak powstrzymać drenaż narodowego majątku przez wąską elitę napiszę w serii artykułów, teraz napomknę, że im więcej zorganizowanych grup społecznych korzystających ze wspólnego dobra tym lepiej dla państwa (dlatego np. zmieniłem całkowicie swoje nastawienie do związków zawodowych, ale o tym innym razem). Przykładem państwa w którym lokalny dodruk wywołał eksplozję giełdy jest odcięta od zagranicznego kredytu Argentyna:

Merval rośnie szybciej, niż więdnie peso

W Polsce na szczęście nie doszliśmy jeszcze do etapu druku złotego, rząd nigdy nie zaciągał kredytów tak tanio. Ale to się niestety zmieni. Aby upilnować rządzących potrzebne są tysiące organizacji i związków, wiodąca rola krajowych mediów oraz koncentracja kapitału w krajowych rękach. W Polsce wygląda to tak: uzwiązkowienie wynosi kilkanaście procent (w Szwecji 75%), media pomimo przejęcia większości gazet przez zachodnie koncerny pozostają w krajowych rękach dzięki TV, kapitał w filiach kontrolowanych przez centrale zachodnich banków. To za mało by upilnować "układ". Słowo to po fatalnych rządach PiS zostało wyrzucone z dyskursu publicznego, niestety trafnie opisuje elity sprawujące władzę w Polsce - niechętne oddolnym inicjatywom i organizacjom publicznym, nawet w obliczu rosyjskiego zagrożenia i jawnej cybernetycznej napaści nie chcą pozwolić obywatelom organizować ochotniczych struktur obronnych. Mi ostatecznie opadły łuski z oczu po zachowaniu władz po wyborach. Arogancja, stygmatyzowanie ludzi domagających się publicznego sprawdzenia głosów i szybkie zniszczenie kart do głosowania podważyły wiarę wielu Polaków w uczciwość oraz sens wyborów.

Póki co jednak pozostajemy gospodarczo na fali wznoszącej i pozostaje nam mieć nadzieję, że zdążą wyłonić się inne grupy pragnące partycypować w podziale dochodu narodowego. Nie ma nic lepszego by pilnować uczciwych zasad.

OK, po tym przydługim wstępie mogę przejść do dzisiejszej analizy. Czy państwo pożycza, czy dodrukowuje, czy jest zdrowy wzrost inflacyjny, czy kryzysowe programy, efekt w erze pieniądza papierowego jest zawsze ten sam: zwiększanie podaży. Podaż pieniądza M3 zwiększyła się z 0.5 biliona w 2007 do 1 biliona PLN w styczniu 2015:


Podwojeniu pieniądza w obiegu w ciągu niecałych 8 lat nie towarzyszył wzrost kapitalizacji spółek publicznych. Kapitalizacja indeksu SWIG80 zdążyła spaść w 2008 3-krotnie, aktualnie utrzymuje się kilkanaście procent poniżej szczytu z 2007 roku:


Podzielmy zatem kapitalizację małych spółek przez ilość pieniądza:


W długim terminie widzimy szerokie pole do wzrostów, które mogą odbyć się nawet mimo słabych wyników spółek. Zwyczajnie pieniądza zrobi się na tyle dużo w rękach grup nie zainteresowanych bieżącą konsumpcją, że będą szukały miejsc ucieczki przed inflacją. Chyba, że będą uciekali przed czymś innym:

Na koniec taka anegdotka. Znajomy z niemieckim obywatelstwem sprzedaje bardzo okazyjnie nieruchomość, którą lata temu kupił w Polsce jako inwestycję. Dlaczego tak tanio? Podobno Niemcy są przekonani, że Rosja zajmie Polskę...

środa, 18 lutego 2015

Pomieszanie z poplątaniem

Od dłuższego czasu przymierzam się do wpisu o perspektywach Polski w kontekście teorii autorów książki "Dlaczego narody przegrywają" i wciąż nie czuję się na siłach by unieść temat. Teoria brzmi bardzo atrakcyjnie na dziesiątkach opisanych w książce przykładów upadłych państw i cywilizacji, jednakże znalazłem już kilka poważnych luk. Główną luką jest nie uwzględnienie przez naukowców polityki mocarstw w swoim modelu, choć nawet w podanych przykładach nie raz zwracali uwagę na sukces lub porażkę danej nacji na skutek działania obcego mocarstwa. A właśnie ten element staje się niezwykle palący w kontekście aktualnej inwazji Rosji na Ukrainę. Potrzeba więcej czasu i piwa, więc dziś tylko krótki raport giełdowy.

Poczyniłem pierwsze zakupy przed sugerowaną przez moje modele wielką hossą na GPW. Nie wiem kiedy ona nastąpi i czy nie poprzedzi jej jeszcze jakiś krach związany z balonem w USA, ale dopóki znajdujemy się w elitarnym klubie pod szyldem Unii Europejskiej w sojuszu z największą potęgą w dziejach ludzkości, możemy przynajmniej marzyć o lepszym jutrze i liczyć na dalszy rozwój. Te marzenia tracą właśnie nasi sąsiedzi Ukraińcy.

Na zachodzie bez zmian:


Balon puchnie, zbliżając się do najdłużej trwających rynków byka. Wraz z balonem puchną nierówności społeczne, aktualnie zaczyna się już rozpatrywać narodowe bogactwo nie w rękach 1%, ale 0.1% najbogatszych. Zauważyłem, że na blogach pojawia się coraz więcej projekcji oddalających bessę w Stanach na 2017 rok, zatem to już długo nie potrwa. Dla nas najlepszy byłby wariant 1987 - szybki krach, oczyszczenie atmosfery i wzrosty na całym świecie.

Teraz 2 wykresy, które przez Newconnect rozjechały mi się. Pierwszy to cały rynek:


Do realizacji pełnego cyklu akumulacji-hossy-dystrybucji-bessy brakuje ok. 8 miesięcy. Tymczasem cykl na SWIG80 ma już 38 miesięcy i jest bliski wygenerowania potężnego sygnału kupna!


Wszystko przez przesunięcie dołka - grudzień 2011 dla SWIG80 i lipiec 2012 dla C_. W ten sposób powstała szeroka luka czasowa zwiększająca niepewność. I faktycznie - część spółek zachowuje się jak w latach 2003-2007, a inne pogłębiają dołki.

Przejdźmy teraz do analizy czasowej całego rynku:

Licząc bessę od szczytów 1994 i 2007 jesteśmy w okolicach końca 2001 roku. Ale licząc od startu mega-hossy w 1992 i 2002 wychodzi koniec 2004. Mimo to w obu przypadkach już tylko miesiące konsolidacji/spadków dzielą nas od bardzo dynamicznej hossy.

Cykl WIG20_PE nadal pro-niedźwiedzi:


Obligacje - są bardzo drogie. Czy siedzi w nich kapitał, który czeka na lepsze czasy, żeby przeskoczyć do akcji? Nawet jeśli, to często wyprzedaż obligacji łączyła się z krachami na GPW (10ply.b i WIG20SHORT) :


Podsumowując:

- jesteśmy 8 lat od historycznego szczytu, rynek przemielił w tym czasie kilka rzutów dzieci hossy; na GPW zostali starzy wyjadacze, a nowi marzyciele wybierają forex albo Newconnect:


- wciąż należymy do Unii Europejskiej, jedynego bloku stąd do Korei Południowej, w którym obowiązują jakieś standardy prawa, dostępu do informacji, ograniczenia monopoli i inne narzędzia niezbędne do utrzymania rozwoju,

- indeks złotego wybił dołem wieloletnie wsparcie, brakuje testu okolic dolnego cienia (niedźwiedzie dla polskiego rynku) :


- WIG20USD w trendzie spadkowym, WIG20_PE w połowie drogi do dna, rentowności obligacji mogą dynamicznie wzrosnąć wg wykresu, co zbiega się często z falami paniki na akcjach, USA krok od bessy,

- SWIG80 bliski wygenerowania sygnału kupna, cały rynek ok. 8 miesięcy do nowego cyklu.


Wiele argumentów za jeszcze jedną falą spadkową, ale długoterminowo jaskółki za powrotem akcji do łask.

piątek, 30 stycznia 2015

O Polsce inaczej

Przymierzam się od jakiegoś czasu do dłuższej publikacji o Polsce na bazie książki "Dlaczego narody przegrywają", ale nie przetrawiłem jeszcze wystarczająco tematu. Tymczasem polecam Wam lekturę bardzo ciekawego wywiadu, który wykracza poza żałosne kłótnie "lewaków" i "narodowców":

http://wyborcza.pl/magazyn/1,137770,15785648,Folwark_polski.html


wtorek, 16 września 2014

Krew w piah

ROZWIĄŻ LABIRYNT UWAŻAJĄC. 
ZRUB TO Z OŁUWKIEM Z GUMKĄ. 
WYBIEŻ START.
Hania 5 lat

Listy pisane przez dzieci do św. Mikołaja są bardzo zabawne. Pełne błęduw ortograficznych i nieskładne. Dziecko pisze jak słyszy, więc:

u to u, a nie u lub ó,
h to h, a nie h lub ch,
ż to ż, a nie ż lub rz (chyba, rze zostało nauczone odwrotnie, wtedy rz to ż, a nie ż lub rz)

dochodzi jeszcze sporo pomyłek typu pisanie "en" zamiast "ę", "f" za "w" itd. Te jednak w przeciwieństwie do u/ó, h/ch, ż/rz albo da się usłyszeć, albo opierają się o dość proste zasady bez wyjątkuw i dziecko szybko je przyswoi, kiedy pujdzie do szkoły. Natomiast z u/ó, h/ch, ż/rz będzie zmagać się przez lata kartkuwek, poprawek, przenudnych lekcji, czasem nie zaliczy sprawdzianu z powodu ortuw lub stanie się obiektem kpin ruwieśnikuw.

Kiedyś rurznice w wymowie u/ó, h/ch, ż/rz były słyszalne, dlatego ortografia sprawiała mniej kłopotów i miała sens. Dźwięczne 'h', twarde 'ó' - w średniej miałem nauczycielkę historii, z kturej mowy mugłbym pisać nieznane mi wyrazy z tymi głoskami poprawnie. Dzisiaj jednak jurz tak się nie muwi, więc opanowanie dziesiątek reguł i setek wyjątkuw porzera drogocenny czas lekcyjny, ktury morznaby przeznaczyć na naukę naprawdę przydatnej w rzyciu wiedzy: jak być twurczym, jak radzić sobie ze stresem, jak gospodarować pieniędzmi, jak dbać o przyjaciuł itd.

Wiecie dlaczego Azjaci z Dalekiego Wshodu są lepsi od nas z matematyki? (to rze są, potwierdzają badania naukowe). Bynajmniej nie z powodu rzekomo wrodzonej wyrzszej inteligencji, bo na starcie mają ją taką jak Europejczycy/Amerykanie. Są lepsi z matemetyki z dwuh powoduw:

- ih liczebniki są bardzo krutkie, jedno-sylabowe, np. 4-si, 7-qi, dlatego są w stanie bez problemu zapamiętać np. 10-cyfrowy numer telefonu (człowiek zapamiętuje w tzw. pamięci aktywnej to, co da się wymuwić przez ok. 2-3 sekundy), tymczasem europejskie liczebniki są często 2 sylabowe (cztery, siedem). Dlatego dzieci azjatyckie uczą się szybko liczyć i mają "pamięć" do liczb, a europejskie często zostają "humanistami".

- złorzone liczby są nazwane spujnie, tak jak są pisane w systemie pozycyjnym, czyli 11 to dziesięć-jeden, 18 dziesięć-osiem, 23 dwa-dziesięć-trzy, a nie jedenaście (najpierw liczba jedności, a potem dziesiątek), osiemnaście (to samo), dwadzieścia-trzy (blisko, ale nie to samo co 23). Ten logiczny zgrzyt w nazywaniu liczb 11-19 inaczej nirz wszystkih pozostałyh wprowadza haos, ktury dla 6-9 latkuw tworzy obraz matematyki, opartej w tym czasie głuwnie na obliczeniah, jako czegoś skomplikowanego i nieintuicyjnego. Najpierw trzeba przełorzyć słowa na liczbę, dokonać obliczeń i z powrotem zamienić wynik na słowa. Tymczasem mali Azjaci cały czas operują na liczbah.

Wyobraźmy sobie, jak efektywne byłoby nauczanie matematyki, gdybyśmy zamiast obecnyh liczb stosowali np. takie:
den, dwa, trzy, ry, pieć, sześ, dem, siem, wieć, dzieś,
dzie-den, dzie-dwa, dzie-trzy, dzie-ry, dzie-pieć, dzie-sześ, dzie-dem, dzie-siem, dzie-wieć, dwa-dzieś,
dwa-dzie-den, dwa-dzie-dwa itd.

Uporządkowanie liczebnikuw byłoby na tym etapie zbyt durzą ingerencją (morze za 200 lat?), ale praktycznie natyhmiast morznaby wprowadzić reformę polegającą na usunięciu z pisowni liter:
ó, ż, ch

u to u,
h to h,
rz to rz (jak sz, cz, drz)

- dzieci umiałyby pisać poprawnie kilka lat szybciej nirz dziś,
- w szkołah uwolniłoby się sporo godzin języka polskiego na naprawdę przydatne tematy,
- pisalibyśmy szybciej na klawiaturah, bo zniknęłyby 2 specjalne znaki ż i ó,
- jurz nikt nie miałby problemu z napisaniem grzegrzułka.

Jest jeszcze jeden argument. Czasami czytam dumne komentarze Polakuw pod artykułami o najtrudniejszyh językah świata, rze polski jest w czołuwce pod względem skomplikowania i czasu potrzebnego do nauki. Opanowanie ojczystego języka zabiera nam średnio 2 lata więcej czasu nirz Anglikom. I z czego tu się cieszyć?? Rze marnotrawimy bezcenne godziny nauki na komplikowanie sobie rzycia? Rze poza paroma pasjonatami egzotyki, biznesmenami i sąsiednimi Słowianami nikt na świecie nie hce się uczyć polskiego? Ilu pisarzy pogrzebaliśmy, bo nie było komu ih tłumaczyć, ilu potencjalnyh wynalazcuw, inrzynieruw poległo na maturze z polskiego z powodu błęduw ortograficznyh.

Ku pamięci kupa, wpisał się Alojzy Dupa.

wtorek, 1 lipca 2014

Wstępny sygnał

Po 9 miesiącach opadania WIG250 dał wstępny sygnał sprzedaży, ale na potwierdzenie trzeba poczekać do końca miesiąca:


Historycznie po sygnale rynek spadał 6-20 miesięcy.

WIG póki co wciąż nad wsparciem:


Hossa 2012-2013 wzniosła indeks o ok. 61.8% hossy 2009-2011:


Na WIG sygnał S nie padł.

Na wielu blogach pojawiają się wpisy o pewności hossy. W krajach na dorobku, które sporadycznie dodrukowują walutę hossa jest naturalnym efektem inflacji. Jednakże złoty póki co trzyma się dość mocno, więc z tej strony nie oczekuję wsparcia dla cen akcji.

Na przyspieszenie rozwoju gospodarczego nie liczę - nie z tą zdegenerowaną elitą, która konserwuje folwark pańszczyźniany. Do niedawna jeszcze wierzyłem, że sprawy dryfują ku lepszemu, tymczasem wskaźniki mierzące aktywność gospodarczą, wolność, innowacyjność pokazują co innego - Polska przestaje gonić Zachód, a w wielu dziedzinach się cofa. Demokratycznie wybierani wójtowie i prezydenci miast obstawiają swoją rodzinką urzędy. Nie dość, że wysysają publiczne pieniądze, to spada jakość usług realizowanych przez niedokształcone pociotki. Służby państwowe zamiast zająć się rozbijaniem lokalnych sitw skupiają się tradycyjnie na gnębieniu ludzi przedsiębiorczych. Ostatnio przy okazji Nowaka padło na lekarzy. Nie pochwalam ukrywania dochodów, szczerze to nawet się dziwię, że ludzie chcą tyle ryzykować dla 20% zysków (a w wielu przypadkach można płacić jeszcze mniej, np. 9% podatku od umów o dzieło), ale grajdoł zwany Polską buja się tylko dzięki tym, którym się chce, którzy pracując nad poprawą swojego losu wzbogacają całe społeczeństwo. Państwo polskie tymczasem ma im do zaoferowania tylko piąchę w nos, podczas gdy wójt z prokuratorem może bezkarnie łamać prawo i żadna służba państwowa nie kiwnie palcem.

Kiedy ludziom dzieje się gorzej, TV napuszcza ich na lekarzy czy rolników (bo płacą KRUS, bo mają dopłaty). Ten sam matołek, który czuje ból dupy z powodu willi hodowcy krów zapieprzającego codziennie od 6 do 22 z sobotą i niedzielą włącznie, nie oburza się na bezczelną korupcję władzy. Władza kradnie z definicji, w przygłupich serialach komediowych postać wójta złodziejaszka mającego prawo w dupie i sztamę z policją to stała oś fabuły.

Jak w takiej sytuacji mieć nadzieję, że w kraju zmieni się na lepsze? Jak z tej degrengolady ma się urodzić kolejna wielka hossa? Niech przestrogą dla piewców wiecznej hossy będzie indeks ateński, który aktualnie buja gdzieś w latach 90-tych:



poniedziałek, 23 czerwca 2014

Przewrót czerwcowy

Inaczej rzecz się ma z Rooseveltem. On dysponował w dyskusji ze Stalinem ważnym argumentem - była nim pomoc militarna dla ZSRR. Wciąż jednak bał się, że Stalin zawrze separatystyczny pokój z Niemcami. On się Polską nie interesował. Sprawa polska była dlań istotna tylko w kontekście poparcia amerykańskiej Polonii w wyborach prezydenckich. W stosunku do Stalina był naiwny. Co gorsza, usiłował razem z nim grać przeciw Churchillowi. To on pierwszy zgodził się na linię Curzona. Dla Roosevelta miała to być niewielka cena za udział ZSRR w wojnie. Mówił Stalinowi i Churchillowi, że Polska stwarza kłopoty od pięciuset lat".
Stanley Cloud (wywiad w wyborcza.pl/1,76498,2389627.html )



O polityce piszę rzadko, ale jeśli już coś lądowało na blogu pod tagiem 'polityka', to była to bezwzględna krytyka frajera Tuska, który pozbawił Polaków szans na dogonienie Zachodu pod względem materialnym, ograniczył perspektywy ostatniej fali wyżu do funkcji zarządców folwarku a resztę zredukował do chłopów pańszczyźnianych. Nie ma sensu powtarzać tu argumentów, które łatwo można prześledzić w archiwum wpisów.

Nie chciałem pisać o aferze taśmowej, bo nie wiedząc kto i dlaczego publikuje nagrania tańczymy jak nam gra. Zamiast tego wolałem się skupić na naszym kolejnym biegu ultra na Hel. Po wczorajszych publikacjach rozmów Sikorskiego stwierdziłem, że jednak zabiorę głos. Przede wszystkim autentycznie się cieszę, że wśród psychopatów nie mających skrupułów w inicjowaniu wojen, ataków terrorystycznych i zamachów, mamy polityka idealistę. Ktoś się zaraz odezwie, że w polityce naiwniacy są pożywką dla Franków z House of Cards, ale ja stoję po stronie Radka (choć jest bufonem) i wierzę w szczęśliwszą ludzkość, która opiera się na jakichś zasadach. Nie wiem co może szokować w oczywistych słowach jakie wypowiedział, że dla każdego imperium zawsze byliśmy mięsem armatnim. Myślicie, że Amerykanom będzie smutno, że polski minister nie wierzy w ich szczere intencje? Przeczytajcie cytat z początku wpisu, bo takich spraw jak np. tuszowanie Katynia i Holocaustu przez Amerykanów było w historii naszych relacji na pęczki.

Okazuje się również, że rozmowa Belki miała zupełnie inny charakter, niż przedstawiają media:
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=289396584571975&set=a.208759412635693.1073741828.208749719303329&type=1&theater
(polecam przede wszystkim lekturę komentarza autora)
Pozwolę sobie przekleić kilka cytatów pro publico bono:

"Więc o co chodziło gdy mówiono o finansowaniu budżetu państwa i wspomożeniu rządowi?
Po prostu Belka chciał wprowadzić OMT (Outright Monetary Transactions), które kilka miesięcy wcześniej (wzresień 2012) wprowadził Mario Draghi w EBC, czyli monetyzację SPW (skarbowych papierów wartościowych) na rynku wtórnym. Sam na tej taśmie mówi, że pod określonymi warunkami, że tylko w ekstremalnych sytuacjach, że to ma być jak broń atomowa, że ma być ale lepiej jej nigdy nie użyć. Omawiałem to na zajęciach [autor: Polityka Gospodarcza UWr] mówią czasem, że taki "chuck norris effect" z bazooką. Taki straszak. Lepiej go mieć, ale nigdy nie użyć. Tu Belka mówi o bombie atomowej. 
...

O tym jak media wyrywają zdania czy nawet słowa z kontekstu niech posłużą dwa fragmenty.
1. Słynny już cytat: Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje". A co było dalej? Dalej Sienkiewicz mówi: 
- Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje, dlatego że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, nie rozumiejąc, że państwo jest całością. Tam, gdzie państwo działa jako całość, ma zdumiewającą skuteczność. Tylko jakoś nikt nie chce korzystać z tej…
- Nie ma kultury współpracy instytucji - wtrąca Belka.
Sienkiewicz: - Dokładnie. Jak się ją wymusza różnymi gestami, takimi, śmakimi, to się okazuje, że można dostać jakieś przyzwoite narzędzia.
Belka: - Masz w nas absolutnego sojusznika. To jest rzecz, która nas, można powiedzieć, prześladuje wręcz. Brak współpracy instytucji państwowych. (1h. 11m. 28s.)

2. Jak to media mówią w skandaliczny sposób Sienkiewicz manipuluje i wpływa na prokuraturę. Jasne. Dokładnie o tym mówi. Ale posłuchajmy całości:
Sienkiewicz: W wywiadzie telewizyjnym nawrzeszczałem na Prokuratura że są kompletne cipy. Robię raport dla prokuratury by wypakować im wszystko w twarz. Po czym tydzień później zadzwonił Pan Prokurator Generalny. Przyszedł. Zadzwoniłem po wszystkie możliwe media. Wchodził w świetle kamer, fleszy. Obiecał oddelegowanie w każdej okręgówce prokuratorów, że będą się szkolić razem z policjantami. Serdecznie podziękowałem za współpracę. I mam w tej chwili w każdej okręgówce prokuratora, który w zakresie kibolstwa, rasizmu jest zapięty z moimi policjantami i na wrzesień planujemy wspólne warsztaty, szkolenia. Właściwie tak jak to powinno być od początku. Przy całym rozkichaniu państwa polskiego takie rzeczy da się robić. To jest absolutnie możliwe, tylko trzeba chcieć.
(1h 11m. 19s.)

------------------

Sorry, ale w tych wszystkich taśmach nie widzę nic szokującego, w porównaniu z tym, co wyprawiali ubóstwiani w swoich krajach Churchill czy Roosevelt. Ot kilku polityków gada przy obiadku, paru sensownie, paru żałośnie. Jakiś polski think tank właśnie zalicza wpadkę szukając drukowanych pieniędzy, których nie było. Co ważne - z żadnej z tych poważniejszych rozmów (poza pionkami typu Nowak) nie wynika, żeby politycy załatwiali sobie jakieś prywatne interesiki. Moja krytyka rządu dotyczy braku wyobraźni i wizji rozwoju Polski silnej bogatymi obywatelami, ale nie widzę w tych rozmowach żadnych gangsterów grabiących państwo, jak próbują to przedstawiać od lat "niezależne" media (jak się coraz częściej okazuje wspierane finansowo przez obce służby, żeby rozsadzać od środka państwo polskie).

W czasie gdy Polacy emocjonują się upadkiem moralnym polityków, którzy jedzą obiad za 1000zł na koszt NBP, za naszą wschodnią granicą toczą wojnę dwaj sąsiedzi. Przywódcy Rosji wysyłają czeczeńskich bandytów do ukraińskich miast, nakręcają swój naród na wojenną gorączkę, straszą polskimi najemnikami i koncentrują armię na granicy. W takiej scenerii ktoś próbuje rozwalić polski rząd, który najsilniej wspiera Ukrainę. Rząd kiepski, nie mający oferty dla Polaków w sile wieku, a jednocześnie nie mający konkurencji w żadnej sile politycznej i prowadzący umiarkowaną, przewidywalną politykę.

Za mało wiem o tym chaosie, żeby cokolwiek wnioskować, ale nie podoba mi się ta sytuacja, bo to chyba w czasach bezkrólewie wybuchały w Polsce wojny domowe, które ostatecznie doprowadziły I RP do upadku. Mam dwie luźne teorie, kto może za tym stać:

- grupa od seryjnego samobójcy, czyli siła zorientowana na zniszczenie niezależnej państwowości polskiej. Ludzie odpowiedzialni za śmierć np. generała Petelickiego i innych pro-państwowców. Jeśli po tych wydarzeniach zapanuje w Polsce chaos, kłótnie i nie wyłoni się jakaś wiarygodna "partia odnowy", a w tym samym czasie na Ukrainie dojdzie do dramatycznych przewrotów, to mogą być oni. W takim wypadku popieram polski rząd, dopóki nie pojawi się sensowna alternatywa.

- wujo zza oceanu, który postanowił zbudować u nas drugą Koreę Południową i niedługo przedstawi nam  wiarygodnych fachowców, na których naród tłumnie zagłosuje jak w 2001 na SLD tudzież w 2007 na PO. Świeża krew, profesjonalizm, 2-3 języki obce, osiągnięcia w zarządzaniu, budowaniu itd. W takim wypadku niech idzie w diabły Tusk, którego przydługie rządy doprowadziły do degrengolady na poziomie lokalnym i zawłaszczenia urzędów przez klany.


Jak widać nie biorę nawet pod uwagę wewnętrznego spisku jakichś niezależnych patriotów. Musieliby być głupcami działając w ten sposób i w tym czasie.