niedziela, 25 czerwca 2023

Maratony 2022

 Mija połowa 2023, a nie napisałem jeszcze podsumowania sezonu maratonów 2022.

Był to kolejny rok, w którym nieco odpuściłem. Przebiegłem zaledwie 3 maratony i ani jednego ultra. Biegałem i spacerowałem dla przyjemności, a długie dystanse potraktowałem jak święta. I to było dobre.


Maraton Podtwórcy (lipiec 2022)

https://podtworca.blogspot.com/2022/07/droga-maraton-podtworcy.html

Pierwszy maraton po wielu miesiącach przerwy. Zapadł mi w pamięć. Wrócę do niego opisując tegoroczny maraton w Parku Wigierskim.


Maraton Wakacje 2022

https://podtworca.blogspot.com/2022/09/maraton-wakacje-22.html

Nic dodać, nic ująć do relacji. Miło spędzony czas z przyjaciółmi przed planowaną wspólną wyprawą.


Grand Prix Maraton 3 Jezior

https://podtworca.blogspot.com/2023/01/grand-prix.html

Kwintesencja wspólnej wyprawy. Jak przejście przez szafę do Narnii: jeszcze wczoraj byłem zanurzony w sprawach życiowych, dzisiaj sączę z przyjaciółmi piwko w górach, a wszelkie troski cierpliwie czekają zamknięte w przegródce "otworzyć w poniedziałek".


Z wiekiem odkrywam czym naprawdę jest świętowanie. To pozbycie się oczekiwań. Jeśli na coś czekasz, przepalasz czas, który jest twoim najcenniejszym aktywem. W tym sensie świętem jest zwykły dzień, w którym wychodzisz na spacer bez żadnego celu w głowie. Możesz w tym czasie snuć plany i marzenia, ale nie wynika to z niezadowolenia ze stanu, w którym przebywasz, tylko chęci eksplorowania czegoś nowego.

Kiedyś potrzebowałem ciężkiego, długiego biegu, żeby wydrenować ciało z energii i odciąć mózg od myślenia i analizowania. Wtedy osiągałem coś podobnego do stanu medytacji. Ale do tego potrzebowałem formy, inaczej zmęczenie generowało nieustanne myślenie "ile jeszcze". Lekkie, indywidualne maratony mają zasadniczą zaletę: nie męczą. Wystarczy trochę przyrody, utwór muzyczny i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się uczucie, którego doznawałem wielokrotnie w dzieciństwie i do którego tęskniłem, dopóki go nie zapomniałem. Zachwyt nad tym, co jest. Pełne zatopienie w wykonywanej czynności, czy było to rysowanie, gra z kolegami, czy czytanie komiksu.

C.D.N. w podsumowaniu maratonów 2023.


niedziela, 18 czerwca 2023

Nowe szczyty hossy

Główne indeksy GPW: WIG, WIG20, MWIG40, SWIG80 i NCINDEX wciąż nie pobiły szczytów poprzedniej hossy. Najbliższy rekordu jest indeks małych spółek:

WIG:
Słabiej radzi sobie MWIG40:

I WIG20 klasa sama w sobie:


Skąd zatem tytułowe nowe szczyty hossy?

Na indeksie wszystkich spółek z GPW. Konstrukcja indeksu: budujemy portfel ze wszystkich spółek, kupując inicjalnie każdą za taką samą kwotę w momencie pierwszego notowania.


Ostatnio indeks przyspieszył wzrosty. 

Nie każdy indeks bije szczyt. Zbudujmy indeks nieważony ze spółek WIG_GRY:

Kawał drogi do szczytu, nie dziwi więc, że najwięcej tu graczy.

Znacznie lepiej radzi sobie nieważony WIG BUDOWNICTWO zbudowany z obecnego składu indeksu:



Portfel z rozłożonych po równo spółek WIG_BUDOW idzie na szczyt z 2007, podczas gdy ważony indeks wygląda tak:


Oczywiście różnica wynika z braku w obecnym składzie spółek, które zbankrutowały lub wypadły z giełdy i indeksu za ułamek kwoty typu Hydrobudowa czy PBG. Ale mimo to widzimy, że cała bessa 2022 była tylko płytką korektą przed kolejną falą wzrostową.

Od październikowego calla akcje płacą. Najgorsze co można zrobić, to sprzedać świetną spółkę tylko dlatego, że urosła. Po co nam gotówka, jeśli akcje rosną? Lepiej trzymać gotówkę na koncie, kiedy akcje spadają. Sprzedając dobrą spółkę mamy problem: musimy znaleźć inną, bo na sprzedaną już nie wrócimy, w końcu skasowaliśmy zysk i wyrzuciliśmy ją z głowy. Bardzo trudno jest odkupić drożej spółkę, na której dopiero co wzięliśmy zysk. 

Ostatnio miałem tak z Mirbudem: kiedy zszedł poniżej 7 zł, wyznaczyłem kolejne wsparcie na 6 i zamknąłem pozycję. Ale coś mnie strasznie uwierało, że nie mam na tej spółce pozycji i po 2 dniach wróciłem. Straciłem tylko na prowizji i w dodatku niepotrzebnie zaksięgowałem zysk podatkowy. Mirbud idzie na drugie miejsce na podium. Może zawalczyć o połowę kapitalizacji Budimexa. 



czwartek, 8 czerwca 2023

Tożsamość Gracza - dyskusja

W piątek uruchomiliśmy wysyłkę audiobooków, a w poniedziałek pierwsze egzemplarze książki Tożsamość Gracza - Jak przetrwać na rynku trafiły do Czytelników. Wymieniłem z Wami maile, otrzymałem prywatne wiadomości i kilka komentarzy na blogu/twitterze.

Czy książka okazała się pomocna? Czy otworzyła oczy na nowe zagadnienia? A może nie zgadzacie się z jej tezami?

Dla mnie osobiście najpierw przetłumaczenie książki Livermore'a, a później napisanie Tożsamości okazały się bardzo pomocne. Po pierwsze uświadomiłem sobie, że wiem już wszystko co niezbędne. Nowe techniki czy książki mogą rzucić światło na jakieś nisze, ale żadnej przełomowej wiedzy już nie zdobędę. Trzeba koncentrować się na egzekucji pomysłów, rozwijaniu zasad i adaptacji do rynku.

Drugie spostrzeżenie: nie ma znaczenia ile zarobisz - w inwestowaniu nie ma mety, dopóki masz oczekiwania. Wiem, że nieustannie się powtarzam, że liczy się proces, ale i tak regularnie to zapominam. I za każdym razem, gdy sobie uświadomię, że jestem już u celu, bo kontynuuję to, co chciałem robić, uderza mnie jak to prawdziwe. Jeżeli polubisz proces, w którym jesteś, cele są tylko efektem ubocznym.

Finansowo książka spełniła cel minimum: zwróciły się wszystkie poniesione na sklep, obsługę i druk koszty. W przypadku tego tytułu jakikolwiek zysk nic u mnie nie zmieni, ponieważ od początku nie planowałem komercyjnego sukcesu. Ważne było wyłącznie to, żeby książka była ponadczasowa - nie w takim sensie, że wybitna, tylko żeby niosła prawdę, którą dostrzeże człowiek dojrzały i znajdzie inspiracje do dalszych poszukiwań. Stąd książka ma 132 strony a nie 500 z wykresami ile to byś zarobił, gdybyś oszczędzał na 10% przez 50 lat, a teksty wprowadzające napisane są w taki sposób, aby zniechęcić początkujących. 

Jeżeli książka ma wartość, to sięgną po nią ci, którzy przetrwają pierwsze lata i dalej będą poszukiwać. A jeśli za rok, kiedy wygasną wszystkie abonamenty, nikt już nie będzie pamiętał o jej istnieniu, to cóż - pozostanie wspomnienie o bardzo twórczych kilku miesiącach, kiedy to teksty same wypływały z głowy. I o spacerach z audiobookiem Wyspa Camino Johna Grishama, kiedy to czułem się jak prawdziwy pisarz :)

Zapraszam do dyskusji i proszę o recenzje. 

czwartek, 1 czerwca 2023

Przebudzenie to proces

 Minęło ze 20 lat odkąd zetknąłem się z Przebudzeniem Anthonego de Mello. Idea, że nie jesteśmy naszymi myślami była rewolucyjna. Kilka lat później, kiedy zacząłem grać na giełdzie i musiałem radzić sobie ze stresem i ekscytacją, wróciłem do czytania i oglądania różnych "przebudzonych" typu Eckhart Tolle. Okazało się, że nie jestem też Obserwatorem, który te myśli widzi i doświadcza emocji.

Mniejsza o teorie - ważniejsza w długim terminie okazała się praktyka uważności. Kierowanie uwagi na ciało doświadczające różnych stanów, pozwoliło odłączyć racjonalizujący umysł od reakcji zachodzących w ciele. Kiedy operujemy na poziomie konceptualnym, w ogóle nie dostrzegamy tego co się dzieje wewnątrz nas. Odgrywamy role wyuczone dawno temu i wzmacniane po każdym odtworzeniu. Czasem dochodzi do nas, że coś jest nie tak, więc mówimy "stresuję się, bo to", "denerwuję się, bo tamto". A czasami po prostu pijemy piwko i te nazwane emocje na chwile odchodzą.

Kierując regularnie uwagę do wewnątrz, kiedy czujemy opór przed rzeczywistością czy inny dyskomfort, zaprzęgamy umysł do znalezienia rozwiązania. Jeśli dyskomfort wynika z antycypacji przyszłego zdarzenia bądź innych konsekwencji, używam metod z książki "Pstryk - Jak zmieniać, żeby zmienić" i systemu Getting Things Done: jeśli możesz coś zrobić, poszukaj pierwszego prostego rozwiązania, które działa i zacznij działać. Wkrótce chmura niepewności zamieni się w serię drobnych zadań do rozwiązania, które wymagają albo twojego działania, albo oczekiwania na działanie stron trzecich.

W mojej praktyce najczęściej jednak dyskomfort przyciągający pochmurne myśli wynikał ze zwykłego przemęczenia organizmu od współczesnego, niezdrowego trybu życia. Równocześnie z Przebudzeniem rozpoczęła się moja droga fizycznego zdrowienia. Im starszy się stawałem, tym zdrowszy. W miarę jak poznawałem zasady odżywiania, ruchu, postów, krioterapii, snu, aplikowałem je do swojego trybu życia. Słuchanie własnego ciała to najlepszy sposób na uzdrowienie emocji.

Niedawno natrafiłem na ciekawy wątek wśród medytujących, związany z dolegliwościami żołądkowymi. Uznali, że to efekt uboczny medytacji. Zastanowiłem się nad tym, korzystając z wiedzy nabytej na innych polach. Układ trawienny ma swój własny układ nerwowy, nazywany też "drugim mózgiem". Jeśli obserwujemy swoje emocje, bardzo często odczuwamy je w okolicach brzucha. W moim przypadku również następował podobny proces, tj. odczuwanie mdłości na różne pokarmy w reakcji na obserwację. To właśnie z tego powodu skręciłem na dietę roślinną, zaaplikowałem posty, zrezygnowałem z cukru i alkoholu (zostawiłem furtkę na sporadyczne święta, ale mogę obyć się całkowicie bez niego).

Czy to jednak osłabienie? Po prostu wykształciła mi się w jelitach inna flora bakteryjna, którą dokarmiam kiszonkami, żeby utrzymać różnorodność. Z jednej strony stałem się nieodporny na silne dawki alkoholu (którego i tak nie piję), słodyczy czy mięsa, którego nie jem od 12 lat, z drugiej zjadam miksy roślin, których inni by nie strawili albo wręcz dostali alergii z powodu zbyt dużej dawki i braku odpowiednich szczepów bakterii w jelitach. Przez lata to właśnie brzuch prowadził mnie do uzyskania stanu pozytywnej neutralności. Czyli takiego, w którym nie odczuwam dyskomfortu. 

Ale to nie jest stan permanentny. Kiedy usunąłem zdrowotne przyczyny kiepskich nastrojów, pewne schematy nadal wracają. To pochodzące jeszcze z głębokiego dzieciństwa algorytmy radzenia sobie ze stresującymi sytuacjami, których celem jest zapewnienie dziecku przetrwania. Nie znam dokładnych przyczyn tych sytuacji, nie to jest istotne: przyczyny zatarły się dawno temu, to co zostało, to utrwalony sposób postępowania, wryty w sam rdzeń wykształcającego się mózgu. Moi dziadkowie przeżyli wojnę, traumatyczne przeżycie dla całego pokolenia i przenieśli lęki na swoje potomstwo. W jakiejś formie te lęki trafiły z moich rodziców na mnie. Każdy niesie w sobie bagaż traum przodków.

Mój nieustannie powracający wewnętrzny przymus jest bardzo prosty (jak u większości ludzi, trudno żeby automatyczna reakcja dziecka była skomplikowana): ciągle coś robić, tworzyć, uczyć się i chwytać się nadziei, że jest coś po śmierci. Czegokolwiek jednak nie zrobiłem, nie dawało mi to satysfakcji. Kiedyś myślałem, że jak w ciągu roku zarobię pewną kwotę na giełdzie, to moje życie się odmieni - będę mógł skupić się na tworzeniu bez myślenia za co będziemy żyć. Ale nawet jak później zdarzało mi się ugrać tą kwotę w ciągu jednej sesji, moje poczucie bezpieczeństwa nie zmieniało się.

Piszę w czasie przeszłym, bo dzięki praktykowaniu obserwacji odpuściłem. Nadal tworzę za dużo niepotrzebnych "projektów", ale już nie przywiązuję do nich oczekiwań. Za dużo brałem odpowiedzialności na to co robię. Spalałem się, jeśli moje projekty nie zarabiały tym, którzy mi za nie zapłacili. Teraz po prostu robię uczciwie tak, żeby czuć przyjemność z pracy i daję sobie czas na odpoczynek po ukończeniu utworu.

Być może Tobą również często kieruje jakiś wewnętrzny przymus, że "tak trzeba". Choć jest on banalny dla osób z boku, to dla nas jest niedostrzegalny, ponieważ stanowi fundament naszej osobowości. Traktujemy go jak punkt wyjścia, wzorzec do porównań, a to co odstaje traktujemy jak "nienormalne". Trzeba się pokazać, trzeba być kimś, muszą cię szanować.

Jeśli czujesz nawracające niespełnienie z powodu jakichś powinności, masz do czynienia z takim właśnie algorytmem z wczesnego dzieciństwa. Większość ludzi nigdy się nad tym nie zastanawia. Jeśli algorytmy nie są zbyt uciążliwe, zabierają je do grobu. Niektórym pomaga psychoterapia. Czasami udaje się znaleźć przyczynę kompulsywnej reakcji. Zrozumienie schematu pomaga uwolnić się od niego: co sobie uświadamiasz, to też kontrolujesz. Czego sobie nie uświadamiasz, kontroluje ciebie.

Mi wystarczyło praktykowanie przebudzenia. Pauza za każdym razem, kiedy czuję, że coś jest nie tak. Wtedy świadoma obserwacja pozwala dostrzec impulsy i towarzyszące im myśli, że trzeba zachować się w określony sposób. Potem mogę nawet zdecydować, że wykonam wewnętrzny rozkaz. W końcu gdybym nie miał tak silnego przymusu wykonywania różnych prac, nie miałbym tego, co mam. Ale dzisiaj chcę celebrować życie. Dojrzewając jestem świadom jego kruchości i kończę każdy dzień z wdzięcznością, że był mi dany. Dlatego w trakcie pauzy mogę też zdecydować: nie tym razem. Sorry mózg, nie wykonam rozkazu, idę na spacer posłuchać muzyki.