niedziela, 26 czerwca 2022

Master and servant

 Dzisiaj odpowiemy sobie na pytanie dlaczego państwa zachodnie wspierają od wieków Rosję w podbijaniu i tłamszeniu sąsiednich narodów.

Odwieczna zasada stosunków międzyludzkich opiera się na wykorzystywaniu słabszych do pracy na rzecz silniejszych. W zależności od formy organizacji i epoki historycznej układ może wyglądać: chłopi-feudałowie, klasy niższe-wyższe, państwa drugiej kategorii-państwa rdzenia, robotnicy-właściciel w czasach wysokiego bezrobocia itd. Nie będę rozpisywał się nad niezliczonymi przykładami, i tak intuicyjnie rozumiemy sens wypowiedzi. Przenieśmy zatem poziom abstrakcji na państwa.


Modele eksploatacji siły roboczej

We współczesnym świecie mamy różne modele. Kilka dominujących:

- Amerykański: korporacje eksploatują państwa amerykańskiej strefy wpływów; ponadto USA stworzyły bardzo efektywny system motywowania obywateli (American Dream + wolności osobiste) oraz system ochrony rodzimych monopoli globalnych, dzięki którym sprawują cyfrową kontrolę nad większością świata.

- Chiński: rozpoczął się od eksploatacji własnych poddanych, jednakże od początku był ukierunkowany na stworzenie rodzimej wersji zachodnich rozwiązań. Rządząca elita udostępniła swoich niewolników, żeby skopiować a następnie wyprzeć zachodnie firmy. Obecnie stara się zamienić w podwykonawców inne narody, a własnych poddanych zamienić w obywateli (przynajmniej na poziomie ekonomicznym, bo w praktyce pozbawionych politycznych swobód, co nie rokuje za dobrze).

- Zachodnio-europejski: protoplasta systemu amerykańskiego. Początkowo opierał się na standardowym eksploatowaniu swoich ludzi, ale wraz z podbijaniem zamorskich ludów pozwolił wprowadzać wewnątrz wolności osobiste, które zaowocowały ewolucją do społeczeństwa obywatelskiego.

- System utopijny, do którego dąży ludzkość: ludzie wykonują pracę w sposób wolny, nie opierając się na przymusowej pracy innych, ponieważ tanie, niechciane zawody wykonują maszyny. 

Nas zainteresują dwa ostatnie, ponieważ dobrze ilustrują obecne podejście Niemiec do rosyjskiej agresji na Ukrainę.


Kryzys UE

Europa Zachodnia, czyli de facto rdzeń Unii Europejskiej, przegrywa wyścig cywilizacyjny. Ameryka i Chiny w ramach swoich systemów mają wciąż narzędzia do ekspansji gospodarczej. Amerykanie chcą latać na Marsa, zostawać miliarderami, Chińczycy mają wciąż setki milionów obywateli, którzy będą ciężko pracować, żeby wejść do klasy średniej. Dlatego jedni i drudzy stawiają na nowoczesne technologie i wyścig zbrojeń, żeby odstraszać konkurenta.

Europejczycy skupili się na utrzymaniu przywilejów klas posiadających i utrzymaniu wygodnego życia. Innowacje zostały oddane środowiskom akademickim, które z natury nie są innowatorami, tylko adaptorami technologii opracowywanych przez biznes i inżynierów. Środowisko akademickie ubiera biznesowe odkrycia w ramy modeli, które naucza w szkołach wyższych.

Celebracja życia nie jest niczym złym, pod warunkiem że zdajemy sobie sprawę, że żyjemy w niepewnym środowisku, narażeni na katastrofy i świętowanie musimy przeplatać walką o przetrwanie. Tymczasem Europejczycy opierają wygody na systemie stworzonym przez poprzednie pokolenia i pracę narodów bez przyszłości. 

W takim systemie Rosja od wieków jest przydatnym partnerem dla państw europejskich. Zamienia narody Europy Wschodniej i Azji w służących, którzy za miskę strawy wydobywają/uprawiają surowce i sprzedają za grosze na zachód, który zajmuje się przetwarzaniem ich w wysokomarżowe produkty. Co więcej, rosyjska elita sprawująca władzę nad służącymi, i tak wydaje majątki z eksportu na bardzo drogie zbytki w Europie Zachodniej. Miliardy z ropy wracają do producentów szampanów, torebek, perfum, luksusowych willi nad alpejskimi jeziorami itd. Tanie surowce z 1/4 świata pozwalają Europie utrzymywać wysoki poziom życia.


Polskie iluzje

My Polacy żyjemy złudzeniami, że Zachód obchodzą prawa człowieka i wolności narodów. Pojedynczy obywatele rzeczywiście tym żyją, jednak państwa mają swoje interesy. Im w obcych systemach więcej zniewolonych ludzi, którzy pracują za miskę ryżu dla systemu zachodniego, tym łatwiej utrzymać dobrobyt. Dlatego Niemcy i Francja z zasady popierają Rosję. Czy to w czasie zaborów, czy po upadku ZSRR. Upadek pierwszej RP oznaczał dla Europy Zachodniej tylko zmianę dostawcy surowców. Jaka różnica czy towary z eksploatacji chłopów pańszczyźnianych dostarczali polscy magnaci, czy rosyjscy książęta. 

Owszem, z Rosją jest cykliczny problem, bo elita oprócz przejadania zysków, rozbudowuje nieustannie siły zbrojne, jednak "gdyby nie ci mieszający Amerykanie, system byłby stabilny". 


Trik europejskich wartości

Oczywiście żaden zachodnioeuropejski rząd nie przyzna się publicznie do tak cynicznej polityki. Siła Zachodu opiera się na wolnościach obywatelskich, o których marzą ludzie z państw drugiej kategorii. Dlatego Ukraińcy krzyczą o obronie "wolności i demokracji". Krzyczą też Polacy, ale to jest bicie grochem o ścianę, ponieważ rządzą nami ludzie mało rozgarnięci, którzy łapią się na najprostsze sztuczki.

Zachód cyklicznie produkuje nadbudówki do szczytnych haseł równości i demokracji, które dla aspirujących są nie do pogodzenia z wewnętrzną strukturą społeczną. Nie ma znaczenia że przestrzegasz zasad demokracji, jeśli nie wielbisz tęczy i nie sprowadzasz kolorowych emigrantów (żółci się nie liczą). Gdyby chodziło tylko o tolerancję i rządy prawa, ewolucja państw postępowałaby szybko. Tylko, że wtedy rosłaby ilość ludzi aspirujących do lepszego życia, a takiego bez rozwoju technologii OZE i recyklingu nie da się zorganizować dla 8 miliardów ludzi. Stąd jeśli nie przestrzegasz nowych zasad bycia tolerancyjnym, jesteś ciemnogrodem, który należy ograniczać.

Nie ma znaczenia, że kiedy dzieci obecnej rewolucji gender osiągną wiek dorosły i wpadną w swoje depresje, zbudują nowy zachodni świat w opozycji do dzisiejszego. Trzy pokolenia wcześniej Zachód więził gejów, w latach 60/70-tych seksualizował dzieci, dzisiaj każe im decydować o swojej płci. Z nich wyrośnie kolejne nieszczęśliwe pokolenie, które przeprowadzi nowe eksperymenty na swoich bądź importowanych dzieciach.

Ponieważ "kraje zacofane" nie są skore do wprowadzania co kilka dekad nowych zasad wolności i równości, Zachód łatwo przekonuje swoje społeczeństwa, że ktoś silniejszy (Niemcy, Rosja, Chiny) powinien decydować o ich losie. Jesteśmy ignorantami jako gatunek, wisi nam los sąsiadów, a co dopiero innych ludów.

Gdyby Polacy byli mądrzy, na zewnątrz wspieraliby pomysły UE, a wewnątrz i tak robili swoje. Kulturowo mamy wylane na ekscesy, niech sobie Zachód zaprasza drag queens do przedszkoli, u nas można postawić jasne granice. Głupotą jest epatowanie przywiązaniem do wartości i wystawianie się od ostrzał w sytuacji, gdy mierniki jakości życia przeczą intencjom (samobójstwa, alkoholizm, śmiertelność na drogach itd.).


Przyszłość UE

Obecnie decyduje się przyszłość UE. Niemcy z Francją chcieli utrzymania systemu surowce za technologię, Rosjanie chcieli restytucji ZSRR i budowy systemu w oparciu o eksploatację własnych obywateli, zapewne skuszeni sukcesem Chin. Ten układ zdaje się sypać, ale jego upadek nie jest przesądzony. W Rosji elity mogą usunąć Putina, a Francuzi z Niemcami szybko dojdą do porozumienia z "nowym rządem", aby był pokój, czyli po staremu. Gdyby nie Anglosasi, UE przełknęłaby podbicie Ukrainy, w końcu "należy respektować prawo imperium rosyjskiego do ziem i ludów, które w swojej historii podbiło". 

Problem UE leży w nieumiejętności wyzwolenia w obywatelach pędu do rozwoju. Brak zagrożeń zewnętrznych, koncentracja własności wśród elit zainteresowanych produkcją dóbr luksusowych, dopłatami do majątków (ziemia i nieruchomości). W XVII wieku podobne procesy zubożyły przodującą wcześniej gospodarczo Italię na rzecz Europy Północno-Zachodniej. 

Model europejski ma niezaprzeczalne atuty, dla większości ludzi Europa jest najlepszym miejscem do życia. Po pierwsze jednak nie ma nic za darmo, po drugie nic nie trwa wiecznie. Bez stworzenia ram dla ambitnych ludzi, by stawiali przełomowe dla ludzkości kroki, staniemy się skansenem dla azjatyckich i amerykańskich turystów.

poniedziałek, 13 czerwca 2022

Blisko, blisko

 Po dzisiejszej sesji zbliżamy się do poziomów, na których zamierzam zbudować pozycję spekulacyjną pod wakacyjne odbicie.


Dow Jones Industrial Average - najsilniejszy. Jak to w bessie - płynne blue chipy spadają na końcu. Poniżej 30 tys. fibo38.2 i test luki:


S&P500 - 50% zniesienia hossy na 3514:


Najsłabszy Nasdaq - fibo61.8 na 10330:


I nasz WIG w drodze na 50700 (fibo 61.8):



Nie twierdzę, że to już koniec bessy, ale pasowałoby wkrótce kolejne dłuższe odbicie.



niedziela, 29 maja 2022

Wytrwałość a efekt

Dzisiaj napiszę wam dlaczego ludzie biegają ultramaratony, wspinają się na Mount Everest lub ogólnie ryzykują zdrowie w niebezpiecznych, niepraktycznych przedsięwzięciach.

 Kilka lat temu w trakcie zdobywania szczytu Nanga Parbat zmarł Tomasz Mackiewicz. Medialna burza nad losem himalaisty wdarła się do mojej bańki informacyjnej. Jeden z blogerów skomentował w stylu "obejrzeliśmy spektakularne samobójstwo". Poparło go wielu komentujących, dodając argumenty: "mógł wybrać tańszy sposób", "każdy ma marzenia, dlaczego mamy składać się na akcje ratunkowe nieodpowiedzialnych ludzi". Zaczęto wygarniać mu, że lepiej mógł zająć się dziećmi z poprzedniego małżeństwa lub długami firmy. Zarzucano mu tchórzostwo i ucieczkę przed życiem.

Uważam, że było dokładnie odwrotnie. Tomasz Mackiewicz był odważnym, ciężko pracującym, wytrwałym i odpowiedzialnym człowiekiem. Inaczej nie podjąłby i nie zrealizował wielu wcześniejszych ambitnych wypraw. Pokażę to wam na prostym przykładzie.

Od 9 lat biegam ultra i maratony. Jeśli widzicie takiego gościa z boku, może się wydać, że motywuje go pragnienie zdobycia przysłowiowych 5 minut sławy. Jednak zdecydowana większość ultrasów to zamknięte w sobie typki, które mało kogo interesują poza wąskim gronem im podobnych. Raporty roczne z sezonu ultra piszę głównie dla siebie i kolegów, z którymi dzieliłem przygody. Przeciętny wpis giełdowy generuje 10 razy więcej wejść. Po co zatem poświęcać tysiące godzin na treningi, przygotowania, a potem umierać na trasie przez kilkanaście godzin?

Biegi ultra są proste, choć nie łatwe. Maraton miał być ukoronowaniem. Jednak po przebiegnięciu apetyt urósł: podwójny maraton, 100 km, 150 km. Sport wciąga tak wielu ludzi, ponieważ występuje w nim korelacja: im więcej pracy i zaangażowania, tym lepsze wyniki. Jeśli bardzo chcesz, to prędzej czy później osiągasz cel. Czy jest to przebiegnięcie długiego dystansu, czy zdobycie wysokiej góry.

Niestety w życiu tak nie jest. W związku, przy wychowywaniu dzieci,  na giełdzie czy w biznesie. To są tak złożone, nieliniowe procesy, że czasami zbyt duże zaangażowanie i zbyt ciężka praca przeszkadzają w osiąganiu pozytywnych wyników. Skala tego, czego "nie wiesz, że nie wiesz", jest zbyt wielka,  żeby nawet poprawnie zdefiniować co chcesz osiągnąć. Człowiek nastawiony na osiąganie celów chwyta się pozornie racjonalnych pojęć typu "wykształcić dziecko", "zrobić X projektów w firmie", "przeanalizować N spółek", bez świadomości, że cała para idzie w gwizdek, bo nie potrafi poprawnie wyciągnąć wniosków z porażek. Myśli, że jeśli jeszcze mocniej uderzy, to wreszcie przebije głową mur.

Znacznie łatwiej jest, kiedy oddamy sterowanie swoimi losami w tych dziedzinach na zewnątrz. Niech pracodawca martwi się o zdobywanie pieniędzy na moją pensji, niech państwo zadba o wypłacenie mi emerytury. To racjonalny i sensowny wybór dla większości ludzi. Nie osądzajmy jednak tych, którzy polegli, bo próbowali inaczej.


sobota, 21 maja 2022

Rydzyk fidzyk

W minionym tygodniu wszedłem w akcje all in. Główne pozycje przedstawiłem w ostatnim wpisie, z wymienionej czwórki bardzo dobrze zachowują się Azoty i Monnari. Rzutem na taśmę wróciłem na Votum, które traktuję jednak jak covidówki w 2020 - spółka jednego story, w pozytywnym scenariuszu trzeba dobrze poprowadzić pozycję, by ewakuować się przy oznakach euforii.

Dlaczego agresywnie spozycjonowałem się w akcjach, choć niedawno pisałem o ryzyku zdarzenia płynnościowego?

1. Polski rynek pozostaje silny. Spółki value na które postawiłem w planie 2022 rosną pomimo spadających indeksów.

Cena do zysku dla WIG jest na poziomach dołków bessy:


W tygodniu utworzyłem ankietę jak przewidujecie przyszłe zachowanie wskaźnika:


Kiedy jednak patrzę na raporty za pierwszy kwartał 2022 Azotów, XTB, spółek surowcowych, stalowych, to nie jestem przekonany, że rynek będzie dalej ignorował ich historyczne zyski w świetle utrzymujących się trendów.

Inwestorzy utrwalili przekonanie, że spółki cykliczne oddają wszystkie zyski, kiedy mija koniunktura, dlatego wolą łapać noże na spadającym techu. Zyski zgromadzone na koncie wydają się bardziej iluzoryczne od potencjalnych przyszłych zysków z atrakcyjnych opowieści.


2. Małe spółki wykonały zakres "pierwszej fazy" spadków:


Od 2007 roku to 5-ta taka sytuacja. 2 razy rynek spadał dalej, 2 razy zaczynał hossę (z silnymi korektami po drodze jak np. w 2012).

Aby ocenić prawdopodobieństwo kierunku wybicia spójrzmy na bliźniaczy do C/Z wykres kapitalizacja vs EBIT dla całego rynku:


Zarówno w 2008 jak i pod koniec 2018, kiedy pierwsza faza poprzedziła kontynuację spadków, wskaźnik był na wysokich poziomach. Obecnie jest jak w dołkach 2009, 2011/2012 i 2018.

3. Poland can into space

Mój konik od roku: all gpw vs all nyse index rośnie od 2 lat:




4. Wojna

O wojnie przestałem pisać. Sytuacja za bardzo mnie przytłacza. Zbyt długo studiowałem historię, żeby wierzyć w rychłe zakończenie wojny. W 1914 żołnierze ochoczo ruszali w sierpniu na front, by zdobyć stolicę wroga przed świętami. Wojny przeciągają się na lata, a zmagania między imperiami trwają dekady. Zapomnijcie o szybkim happy endzie.

Na początku inwazji napomknąłem, że wojna na Ukrainie to de facto proxy war między USA i Chinami. Prześledźmy esencję faktów:

1. W 2020 i 2021 Chiny magazynują potężne ilości paliw i zboża.

2. Rosja stawia NATO nierealne żądania. Ogranicza dostawy gazu do Europy i blokuje eksport nawozów.

3. Na prośbę Chińczyków Putin przesuwa inwazję na koniec olimpiady w Pekinie. Dzień przed rosyjską inwazją Chiny dokonują ataku cybernetycznego na Ukrainę.

4. Pod pretekstem Covida Chiny zamykają główny port świata w Szanghaju.

Wojna materiałowa trwa od lat (2018 - Trade War) i jak zawsze w długich trendach, z czasem nasila się. Do coraz większej liczby ludzi dociera, że atak był ukartowany przez obie strony.

Co 100 lat ludzkość zmaga się o prymat nad światem. Do prowadzenia wojny potrzebne są surowce, huty i fabryki. Przed inwazją rosyjską łudziłem się, że nowy cykl towarowy będzie związany z inwestycjami w infrastrukturę, transformację źródeł energii i recykling. Teraz, gdy wszystkie kraje gwałtownie rozkręcają zbrojenia, nabieram pewności, że to one będą głównym zasysaczem kapitału.

Wczoraj przypadkowo obejrzałem kawałek programuj informacyjnego jednej ze stacji. Wojna, nowa epidemia (małpia ospa), największe upały od 100 lat, wypalanie dżungli amazońskiej pod uprawy. Ludzie, którzy to oglądają żyją od 2 lat w strachu. Po obu stronach barykady. Społeczeństwo jest oswajane.


sobota, 14 maja 2022

PPP czy Przegląd Portfela Podtwórcy

Ponieważ rynek wciąż nie przedstawił nam decydujących sygnałów czy zamierza pogłębiać bessę, czy na jakiś czas wykreślił dołek, nie będzie tradycyjnej analizy stanu indeksów. Analizy w krótszych interwałach wrzucam na Twittera. Zgodnie z przyjętą strategią na 2022 staram się dowieźć portfel bez strat do końca bessy i zachować amunicję pod agresywne zakupy we wczesnej fazie hossy. 

Ok. 60% portfela skoncentrowana jest w 4 spółkach, które wielokrotnie pojawiały się na blogu:


1. XTB

Od 2021 największa pozycja.


Spółka wygenerowała w 1 kwartale 2022 historyczny zysk, większy od prognoz na cały rok. Obecnie skupiają się na ulepszaniu oferty zamiast na skalowaniu. Zapewne to zapowiedź spadku tempa pozyskiwania nowych klientów, których mogło nieźle wyzerować w tym roku. XTB musi przedstawić jakąś alternatywę do golenia klientów na market makingu, żeby kojarzyć się z instytucją finansową, a nie kasynem.

Wskaźniki finansowe są bardzo zdrowe, biznes się rozwija, wycena wskazuje na niedowartościowanie, zarząd bez zastrzeżeń, a kurs zdecydowanie bije WIG w trakcie bessy - nie mam powodów do sprzedaży. Jeśli jednak zacznie się hossa, a XTB dalej będzie się bujał w przedziale 15-20, zamknę pozycję i rozproszę po jakichś swig80/newconnectowych perłach. Wkrótce na konto wpadnie kolejna pokaźna dywidenda, przyszłoroczna powinna być jeszcze wyższa.

Mój scenariusz marzenie: XTB to nowy CD Projekt z czasów wczesnego Wieśka:



2. Grupa Azoty

We wtorek spółka przedstawiła szacunki wyników za 1 kwartał:


882 miliony zysku netto przy kapitalizacji spółki 4 miliardy. Jesienią 2021 zacząłem akumulować akcje (pierwsze zakupy już w 2018) po tym jak wszyscy już mieliśmy informacje o brakach nawozów w sklepach. I niewiele się zmieniło - kilka razy można było dokonać zakupów poniżej 30 zł. W pierwszej połowie 2023 mają ukończyć wielką inwestycję Polimery, która kosztuje 50% więcej od obecnej kapitalizacji spółki. To tyle w kwestii efektywności rynków. 

Jednak życie już mnie nauczyło, że fundamenty mają sens tylko wtedy, gdy zgadzają się z wykresem. I tutaj też na szczęście wykres zgadza się z tabelkami księgowymi:




Akcje od 2 lat znajdują się w trendzie wzrostowym. Kolejne korekty spadkowe kończą się na wyższych poziomach (wtedy dobieram), po czym kurs wspina się na nowe szczyty trendu. Średnie działają wzorcowo jako wsparcia, a 7-letnia linia trendu spadkowego została złamana piękną białą świecą miesięczną w marcu.

W mojej ocenie spółka powinna w 2023 w ramach hossy cyklicznej przynajmniej podejść pod szczyt z 2015 (ok. 112 zł), ale nie zdziwi mnie wycena 200 zł po pierwszych wynikach z Polimerów gdzieś na przełomie 2023/2024.

Moje optymistyczne założenia co do kontynuacji wysokich zysków są pochodną analiz makro (m.in. słynne growth/value), które przedstawię kiedyś w odrębnym wpisie.


3. Monnari

Spółka modowa z niezbyt chwalebną przeszłością giełdową, ale mimo wszystko mieszczącą się w standardzie poważności (w przeciwieństwie do np. Solara). Grupa Kapitałowa Monnari jest w trakcie sprzedaży części nieruchomości i terenów w ramach Ogrodów Geyera i wkrótce będzie mieć więcej gotówki od obecnej kapitalizacji, jednocześnie posiadając znaczący majątek i rentowny biznes odzieżowy, przeżywający boom po pandemii 2020-2021.

Bardzo zdrowy bilans, pomijalne ryzyko bankructwa

Średnioterminowy trend wzrostowy dotarł do oporu długoterminowego trendu spadkowego i póki co nie widać popytu:


Akumuluję spółkę od 2020, dobieram każdy głębszy spadek poniżej 3 zł. To na co technicy czekają, to długa biała miesięczna świeca na bardzo wysokim obrocie.

Docelową cenę ciężko prognozować, bo jak już zauważyłem na wstępie, nie jest to spółka przyjazna akcjonariuszom. Kurs w dużej mierze zależy od prezesa Misztala, który niekoniecznie musi mieć interes w wysokiej cenie akcji. Mimo wszystko w przyszłej hossie obstawiam przynajmniej 8 zł, a jeśli będzie intencja dystrybucji przez sternika, to sky is the limit. Formację akumulacji 2020-2021 kiedyś już analizowałem i póki co się sprawdza.


4. Mercator

Ostatnia spółka w zestawieniu to świeży, tegoroczny zakup (średnia ok. 60 zł), dlatego prezentuję wykres w kresce dziennej.

Ponieważ przez cały trend spadkowy stałem z boku, puszczałem bokiem powszechne psioczenie na prezesa. Obejrzałem ostatnią konferencję wynikową i byłem pozytywnie nastawiony do perspektyw spółki. No to w piątek gruchnęła informacja, że prezes pożycza od spółki 130 milionów i już mniej optymistycznie patrzę w przyszłość Mercatora. To nie jest gość, z którym chciałbym robić interesy.

Mimo wszystko obecna cena Merca i jego fundamenty (brak długów, nadpłynność, nowe fabryki, przyszłe przychody) jest daleko zaniżona. Zakładam, że jest wysoka szansa na odbicie zdechłego kota w skali bessa-hossa, co w praktyce oznacza reakcję na ogromną zmienność jakiej doświadczyła spółka w ostatnich 2 latach. Pierwszy poziom fibo (217 zł) byłby idealnym miejscem do sprzedaży:


Dlaczego założyłem, że dołek jest już za nami? W szczycie paniki spółka była wyceniana poniżej gotówki na koncie, myślę, że taka okazja drugi raz się nie powtórzy. A jeśli znowu znajdą się chętni/zmuszeni do sprzedaży, to chętnie dokupię poniżej 60 zł.

Dlaczego przyjąłem drugie założenie, że pomimo kiepskiej opinii o prezesie, akcje dadzą zarobić w latach 2023-2024? Jako przykład podam spółkę IDM z lat 2007-2010. To byli kanciarze, przy nich prezes MRC jest aniołkiem, a mimo to po wielkiej bessie 2007-2009 IDM dał zrobić od dołka ponad 300%:


To po prostu wynika z dynamiki ciał zrzuconych z dużej wysokości ;)


Podsumowanie

We wpisie przedstawiłem główne pozycje, których jestem najbardziej pewien, że utrzymam do sygnałów wypalenia przyszłej hossy bądź "za szybkiej, za dużej" premii.

Nie zakotwiczajcie się jednak na tym co napisałem: na giełdzie sytuacja jest dynamiczna, wszystko może się zmienić z dnia na dzień, a ja dostosuję pozycję do wypadków zamiast trzymać się sztywno prognoz. To co wiem, co przewiduję, skłania mnie do trzymania tych akcji. Nie jestem jednak w stanie w żaden sposób oszacować czego nie wiem, że nie wiem :)

Utrzymywałem sporą pozycję na Kernelu (postawiłem na brak wojny i przegrałem), Bayerze (spoko zysk, ale bez perspektyw na setki procent, a potrzebowałem cash na dobieranie liderów), Transpolonii (zredukowałem do mniej istotnego poziomu), Comp (słabizna, pomimo atrakcyjnych fundamentów; miałem przeczekać na nim bessę, ale zamęczył mnie spadkami i rachitycznym odbiciem, więc zamknąłem).

Jak ostatnio pisałem, buduję pozycję na Sanoku, która ma już znaczenie dla portfela.

Zapraszam do dyskusji i podważania moich argumentów/wyborów.


poniedziałek, 2 maja 2022

Projekcja zrealizowana, co dalej?

 Przedstawiona w marcu projekcja zachowania WIG podobnie jak w 2011:



zrymowała:


S-ki zapłaciły, nawet portfel akcyjny urósł wbrew szerokiemu indeksowi. Urosły XTB, Mercator, Grupa Azoty, Bayer, wysoko trzymają się Monnari i Transpolonia.

Idealnie byłoby teraz, gdyby analogia do lat 2011-2012 była kontynuowana. Kolejny rajd w okolice 65 tys. i znowu korekta. Niestety tutaj zaczynają się schody: przeszkadza wysoka wartość ceny do wartości księgowej:


Historycznie dno bessy osiągane było dopiero w okolicach 1, obecny poziom 1.35 bywał nawet szczytem hossy w 2013.

Sytuację ratuje podzielenie całkowitej kapitalizacji WIG_POLAND_MV przez całkowitą wartość księgową WIG_POLAND_BV:


oraz WIG_PE:

Spółki pokazują solidne zyski, rotacja z tech do klasycznych branż postępuje. Większość z moich spółek portfelowych śpi na gotówce (XTB, MRC, TRN, wkrótce MON i być może mocno oddłuży się ATT, jeżeli rząd pozwoli im zarabiać na rekordowo wysokich cenach nawozów). W środowisku wysokich stóp procentowych brak zadłużenia działa podwójnie na korzyść spółki: gotówka ulokowana na wyższy procent dodaje do zysku, podczas gdy zadłużona konkurencja traci na rosnących odsetkach i lewar zjada im zyski.


Co dalej?

Niestety trzeba się przygotować na "zdarzenie płynnościowe". Fed ściąga płynność i gdy zaczynają pękać zabezpieczenia, nie ma znaczenia jakość spółek: instytucje muszą wyprzedawać akcje, szczególnie te, na których nie mają strat.

Wklejałem jakiś czas temu analizę indeksu zmienności VIX (interpretowanego właśnie jako indeks płynności) i poziom 40 nadal nie został osiągnięty:


Wydaje się zatem, że finalna panika obecnej fali spadkowej dopiero przed nami. Pytanie jakie spółki polecą najmocniej. Wszystkie poziomy (MRC, Allegro i CD Projekt) z mojej październikowej prognozy zostały już osiągnięte. 

Ciekawe, że po 180 zł pełno było chętnych na kupno CDP, ale przy 120 większość widzi już RGR z zasięgiem 60 zł. Nie zamierzam i tak kupować tej spółki, ale shortów już na nią nie otworzę.

Allegro również jest poza moim kręgiem zainteresowań, chociaż zejście na kilkanaście zł byłoby już kuszące. Niestety nie mam zbyt wiele wolnych środków, za mocno załadowałem się w obecny portfel, a muszę trzymać gotówkę pod depo na ewentualne S-ki zabezpieczające (głównie psychikę) w czasie paniki.

Natomiast Mercatora agresywnie kupowałem gdy spadł na zakładany poziom 60 zł i żywo interesują mnie dalsze losy spółki. Patrząc zupełnie na świeżo, perspektywy rysują się pozytywnie: brak długów, nowa fabryka, śmieszna wycena po odjęciu gotówki. 

Zacząłem też skupować spółkę Sanok z założeniem, że kiedyś jeszcze opony będą ludziom potrzebne. Nie rekomenduję zakupu, nie miejcie do mnie pretensji, jeśli skopiujecie i stracicie. Patrzę długoterminowo, założenie jest, że sprzedam w hossie, gdy kapitalizacja zbliży się do przychodów rocznych:


Mam 2/3 założonej pozycji, ostatni pakiet czeka na 10 zł.


Podsumowanie

Na tym etapie bessy nie powinienem mieć tak dużej pozycji akcyjnej (ponad 90% portfela). Jednakże posiadane spółki są w trendzie wzrostowym lub jak Mercator wykazują oznaki ubicia dna. Jedynie Sanok nie wykazuje oznak zmiany trendu i kupiłem go stosując stare podejście łapania okazji. Wziąłem na klatę sporą stratę na Kernelu, ale udało się ją zasypać kilkoma udanymi zagraniami na pochodnych, skasowaniem wystrzału na Wojasie i wzrostami na reszcie spółek.

Zdarzenie płynnościowe (lokalna panika, wyprzedaż lub krach) nie oszczędzi w krótkim terminie żadnej z nich i mogę tylko liczyć, że uda mi się coś przyciąć na S-kach, żeby nie zwracać uwagi na spadki akcji. Przeżyłem już kilka krachów i jedyne czego wtedy żałuję, to że nie wytrzymałem z zakupami do krachowych poziomów. Docelowo widzę ceny każdej z moich spółek znacznie wyżej na przełomie 2023/2024.

Nie potrafię w tym momencie określić ani timingu, ani poziomów ewentualnego przyspieszenia. Po prostu czekam i obserwuję co pokaże rynek. Celem jest dowiezienie portfela do hossy bez głębszych strat.

Póki co dość dobrze sprawdza się ścieżka uśrednionej bessy dla SWIG80:




sobota, 23 kwietnia 2022

Chaos A.D. 2022

Chance deals with order in disorder 

while chaos deals with disorder in order.

Radhakrishna Rao


Tonący brzytwy się chwyta.

Polskie przysłowie


Długo, za długo, zbierałem się do tego wpisu. Za rzadko ostatnio biegam maratony, mniej trenuję, to i mnie piję, a wtedy ciężko o "natchnienie" :) Ale dzisiaj, specjalnie na potrzeby wyrzucenia wreszcie z głowy tego co kotłuje się od miesięcy, otwieram winko i jedziemy.

Ci, którzy czytają mnie dłużej wiedzą, że lubię popełniać długoterminowe prognozy. Nie opieram się w nich o jakieś konkretne scenariusze, ale o analizę ryzyka. W skrócie: np. jesteś rolnikiem i widzisz, że w twojej okolicy wszyscy drenują łąki/pola oraz karczują stare wierzby i krzewy przy rowach melioracyjnych, żeby mieć więcej ziemi uprawnej, możesz założyć, że za jakiś czas spadnie na nich katastrofalna susza. Nie musisz być geniuszem ani ekspertem, żeby wydedukować oczywistą zależność. 

Problem nr 1 z takim założeniem leży w czynniku czasowym: z każdym rokiem, w którym trend poszerzania areału kosztem bioróżnorodności się opłaca, wychodzisz na durnia. Im dłużej trwa trend, tym silniejsze u homo sapiens przekonanie, że to zależność odwieczna.

Problem nr 2: nawet jeśli przygotujesz się indywidualnie na katastrofę, na niewiele może się to zdać, jeśli wszyscy wokół tego nie zrobili. Fala może zmieść ciebie razem z nimi.

I wreszcie problem nr 3: bardzo ciężko prawidłowo się przygotować. Nie dość, że trzeba wydedukować potencjalne ryzyka, to i tak nie wiemy jak wielkie jest "to czego nie wiemy, że nie wiemy". Może przyjdzie susza i wszyscy stracą uprawy poza tobą, ale rząd przyjdzie z pomocą i wypłaci im wysokie odszkodowania. Tymczasem ty zostaniesz z marnymi zbiorami, za które dostaniesz niewielkie pieniądze, bo w innym zakątku świata jest nadpodaż surowca i zbankrutujesz. Myślałeś niezależnie, miałeś rację, przygotowałeś się a i tak przegrałeś.


Chronos to Chaos

Po tym wstępie możemy przystąpić do analizy. Na początku pandemii zwróciłem uwagę na historycznie istotną relację ceny złota do srebra i towarzyszące jej wielkie globalne przetasowania: 

https://podtworca.blogspot.com/2020/03/zoto-i-momenty-przeomowe-we-wspoczesnej.html

Żeby nie przynudzać długimi opisami, stwórzmy sobie chronologię wydarzeń z dość subiektywnie dobranymi faktami i możliwymi interpretacjami:

2021: Po latach uzależniania Europy od tanich paliw Rosja przykręca gwałtownie kurek z gazem; w efekcie ceny gazu oraz produktów pochodnych (nawozy) notują rekordy.

Moja interpretacja: celem operacji było zaszantażowanie i zneutralizowanie europejskiego oporu przed planowaną inwazją na Ukrainę. Widać to dziś w reakcji władz niemieckich, które wciąż nie mogą się pogodzić z porażką 20-letniej polityki opartej o tanią energię z Rosji.

Plan Rosji częściowo się udał: Europa Zachodnia nie pozbierała się i czekała na "normalizację" stosunków.

2021: Rosja używając Białorusi zwozi tysiące imigrantów z krajów afrykańskich i arabskich na wschodnie granice UE (Litwa, Łotwa, Polska) i próbuje wypchnąć ich do UE.

Moja interpretacja: celem było sparaliżowanie państw bałtyckich i Polski przed planowaną inwazją. Gdyby państwa ugięły się pod naporem medialnej kampanii i wpuściły te kilka tysięcy imigrantów, kanał handlu ludźmi gwałtownie by się powiększył. Rosyjska propaganda przyprawiłaby Polakom i Bałtom łatkę rasistów, by związać ręce mediom przed "denazyfikacją" Ukrainy.

Plan Rosji się nie udał: Polska zamknęła granicę i odcięła media od powielania rosyjskiej propagandy.

Luty 2022: Rosja napada na Ukrainę. 

Moja interpretacja: celem było szybkie opanowanie państwa ukraińskiego, użycie szantażu gazowego i handlu ludźmi jako karty przetargowej wobec Europy Zachodniej.

Plan Rosji się nie udał: Ukraina obroniła niepodległość. Wsparcie wywiadowcze, dostawy know-how i sprzętu od NATO, a przede wszystkim postawa Ukraińców i ich armii oraz strukturalna słabość Rosji nie pozwoliły osiągnąć agresorowi celów strategicznych.

Niestety najgorsze dopiero się rozkręca...

2022: Rosyjskie okręty minują Morze Czarne i blokują ukraińskie porty, uniemożliwiając eksport zbóż. Rosyjska armia niszczy infrastrukturę przemysłowo-rolną na Ukrainie. Stawia to w bardzo ciężkiej sytuacji państwa z Bliskiego Wschodu i Afryki zależne od importu towarów rolnych z Ukrainy.

Moja interpretacja: Celem Rosji jest wywołanie głodu w Afryce i innych krajach rozwijających się. Afryka jest najszybciej zaludniającym się kontynentem z najmłodszą populacją: 



Bodajże tylko jedno państwo afrykańskie jest eksporterem netto żywności. Prawie wszystkie zależą od importu, w tym silnie z Ukrainy i Rosji.



Podobnie jak wcześniej z gazem i imigrantami, Rosja celowo używa setek milionów zagrożonych głodem ludzi do zaszantażowania centrów decyzyjnych na świecie. Wojny światowe nie wybuchają w państwach ze starą populacją. Rzezie na polach bitewnych Europy z początku XX wieku były możliwe dzięki wielodzietnym rodzinom. W momencie gdy rodzina wychowywała 1-2 dzieci, wysyłanie młodych mężczyzn na front straciło sens.

Przegrywająca Rosja używa wszystkich swoich lewarów do siania chaosu. Głód w Afryce i miliony zdesperowanych młodych mężczyzn to przepis na klęskę humanitarną, wojny, rewolucje, masowe wędrówki ludów i napór na granice nieprzygotowanej UE. Inflacja cen towarów w 2008 zapoczątkowała rewolucje w krajach arabskich


2022: Chiny zamykają kluczowe dla światowego obiegu towarów porty w ramach polityki Zero Covid. Co więcej: zatrzymują produkcję strategicznych towarów m.in. żywności skazując własnych mieszkańców na ryzyko głodu.

To jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Zarówno jednak ten, jak i poprzedni punkt przemawiają za tezą, że za poczynaniami państw i narodów nie istnieje głębszy, wielowymiarowy i długoterminowy plan. Działania podejmowane są ad-hoc dla krótkoterminowych korzyści grup rządzących (im bardziej autorytarne państwo, tym mniej licznych), skrojone pod ograniczenia umysłowe i wiek przywódców. Inflacja osłabia Zachód? Kontrolujemy fabrykę świata, zatrzymajmy  więc produkcję i zobaczmy czy się nie posypią. Im więcej chaosu wygenerują Rosja i Chiny, tym większa szansa, że problemy wewnętrzne da się rozwiązać zamordyzmem, bo obce wywiady będą zajęte zaprowadzaniem porządku u siebie. Społeczeństwa przyzwyczajone do odwiecznej biedy łatwiej przełkną kolejny kryzys, jeśli wszędzie na świecie będzie równie źle.

Państwa autorytarne regularnie przegrywają, ponieważ każdy kto w nielicznych okresach prosperity dorobi się majątku, marzy o tym, żeby zwiać do cywilizacji, by tam uchronić majątek i zbudować przyszłość rodziny. To sprawia, że ich mocarstwowość jest iluzoryczna, bo w chwili testu brakuje inteligentnych ludzi chętnych poświęcić się dla sprawy - każdy próbuje ratować tyłek nim jeszcze nie zamknęli granic.

Rosja postrzega przestrzeganie prawa przez państwa zachodnie jako ich słabość. Przyspawany do stołka Putin ostentacyjnie poniżał zmieniających się na przestrzeni lat polityków zachodnich i łamał traktaty, kiedy było mu wygodnie. Zakłada, że wie jak zachowa się przeciwnik, ponieważ zna reguły których ten nie może złamać, a jednocześnie sam nie podlega żadnym zasadom. Tymczasem to właśnie respektowanie reguł i traktatów jest największą siłą Zachodu. Świadomość, że politycy przemijają, a umowy trwają, wiąże silniej niż wiara w wodza. Gdy wódz się stacza, pociąga ze sobą autorytarne państwo. Dlatego Rosja przegra niezależnie od tego jak potoczą się walki na Ukrainie. Ratunku szukają w eskalacji chaosu na świat i wierze, że Niemcy odbudują im przemysł zbrojeniowy.

Podobną strategię dokładania do pieca wybrał Xi Jinping. Jedni twierdzą, że jeśli wycofa się z zamykania ludzi w domach straci twarz. Świat już zapomina o Covidzie, ci którzy jeszcze w styczniu straszyli zapchanymi szpitalami usuwają po cichu wpisy z sociali, tymczasem w Chinach pandemia służy do fizycznego zniewolenia setek milionów ludzi. W efekcie staje produkcja na całym świecie, co niektórzy uznają za rodzaj sankcji nałożonych przez Chiny na Zachód.

Nie wiem jak wyjaśnić te ruchy, natomiast widzę jak wpływają na quasi-stabilne zasady, które obowiązywały w ostatnich latach. O ile blokowanie przez Rosję eksportu gazu paraliżuje Europę, a żywności podpala afrykańską beczkę prochu, chińska blokada eksportu kluczowych komponentów  dla przemysłu spowolni wysoko rozwinięte gospodarki Zachodu.

Kij jest jednak obosieczny: rosyjska produkcja żywności uzależniona jest od importu zachodnich sadzonek i nasion. Wyżywienie 8 miliardów ludzi na Ziemi jest możliwe dzięki modyfikacjom genetycznym dokonywanym w laboratoriach państw rozwiniętych i intensywnemu nawożeniu ziemi. Przerwanie tego łańcucha sprawi, że setki milionów ludzi nie będzie miało nic do stracenia i ruszy ku krajom "mlekiem i miodem płynących".

Póki co wciąż trwa gospodarcze przeciąganie liny, ale to tylko złudna stabilizacja, pod którą wrze Chaos A.D. 2022.

O działaniach zapobiegawczych i jaki porządek może wyłonić się po kryzysie zrobię odrębny wpis.


niedziela, 3 kwietnia 2022

Cykl sektorowy w USA

Jako wegetarianin cyklista przykładam ogromną wagę do wszelkich zależności czasowych na wykresach. Hossa-bessa, Kitchiny, Kuznetsy, Fibonacci to moja dewiza.

Na początek spójrzmy na model zachowania branż USA na tle cyklu gospodarczego:


Szczęśliwie dla nas na każdy sektor istnieje ETF, możemy zatem porównać siłę sektorów na przestrzeni ostatniego roku:


Ręczne porównywanie wykresów byłoby trudne, stworzyłem zatem dwa wskaźniki (jeden porównuje podobieństwo rozkładu sił, drugi bierze dodatkowo pod uwagę trendy):


Interpretacja wykresu jest taka: im niższa wartość, tym większe podobieństwo do obecnego rozkładu sił.

Zaznaczmy zatem lokalne ekstrema:


I nanieśmy znalezione daty na wykres S&P500:


Podobnie jak w przypadku WIG i szerokiego rynku, również dla giełdy amerykańskiej stworzyłem syntetyczny indeks "All NYSE", grupujący bez wag wszystkie spółki z NYSE, które pozostały na giełdzie (podlega zatem tzw. błędowi przeżywalności - w skład indeksu nie wchodzą spółki, które wypadły z giełdy):


Podsumowanie:

1. Branże w USA zachowują się podobnie jak w czasie cyklicznych bess 2007-2009, 2011-2012, 2014-2016, 2018-2020.

2. W każdym przypadku w skali roku wystąpiła jeszcze fala wyprzedaży. W 2012 była niewielka po pół roku, w 2020 potężna dopiero rok później. Możemy zatem obserwować miesiące wspinania po ścianie strachu, jak i krach. Gdy spojrzymy na głębokość spadków, zauważymy że minimalny zasięg bessy cyklicznej został już wykonany:



4. Dla mojej strategii to czytelny sygnał, że nie rozpoczęliśmy jeszcze fazy młodej hossy. Oznacza to, że:
- należy utrzymywać pozycję gotówkową,
- nie dać się ponieść lokalnym euforiom i nie gonić rosnących spółek,
- nie ma się co przywiązywać do ostatnich zysków na długoterminowych pozycjach, ponieważ z dużym prawdopodobieństwem zostaną jeszcze poddane korekcie,
- utrzymuję pozycję na spółkach pokazujących siłę i tanich fundamentalnie, gdyż od 2 lat utrzymuje się przewaga szerokiego rynku w PL względem US:



To tyle na dzisiaj, trzymajcie się. Czekajmy i działajmy na rzecz lepszych czasów..

niedziela, 20 marca 2022

WIG dalej książkowo

WIG20 odrobił 50% strat od dotychczasowego dołka bessy:



Zupełnie "przypadkowo" biegnie tam średnia 45-dniowa (nieudany atak) oraz wyłamane wsparcie 3-miesięcznej konsolidacji, na której indeks wyrysował RGR. Formacja wzrostowa to A-B-C, czyli klasyczna korekta.

Celowo używam terminów z klasycznej Analizy Technicznej, bo ostatnio odnoszę wrażenie, że jest wyszydzana. Możliwe, że jestem zwodzony przez losowość, jednak postanowiłem na tym poziomie zabezpieczyć swoje pozycje.

Sytuacja przypomina mi rok 2011 po krachu:





niedziela, 13 marca 2022

Głód

Rosja i Ukraina odpowiadają za ok. 33% światowego eksportu jęczmienia, 30% pszenicy, 20% kukurydzy i 80% oleju słonecznikowego. O tym, że ceny żywności eksplodują w 2022 wiedziałem już po rozpoczęciu przez Rosję wojny ekonomicznej. To dlatego mimo ryzyka wojny kurczowo trzymałem się Kernela, Azotów, zbudowałem pozycję na Ciechu i Bayerze. Choć nie spodziewałem się takiej eskalacji konfliktu, kauzacja między cenami gazu, nawozów i żywności była oczywista już w zeszłym roku.

Dzisiaj wiemy już czemu służyło przykręcenie Europie gazu, sparaliżowanie produkcji nawozów a potem zwożenie na wschodnie granice UE arabskich migrantów. Rosja potrzebowała zaszantażować zachód gospodarczo i wykreować napięcia społeczne w Unii, żeby mieć wolną rękę do aneksji osamotnionej Ukrainy. Polska mimo wsparcia agentów rosyjskich w UE wybroniła się: zamknęła granice, przetrwała sankcje na Turów i od samego początku aktywnie wspiera Ukrainę.

Moja pozycja na Kernelu została zmasakrowana i musiałem ją zamknąć. Pisałem o tym ostatnio: moja część mózgu odpowiadająca za wiarę przesłoniła część racjonalną. Dalej wierzę, że Ukraina obroni niepodległość, a jej surowce rolne zasilą wkrótce świat, jednak jako doświadczony gracz nie mogę teraz utrzymywać tej pozycji. Zakładam, że takie pozycje są masakrowane ok. 90% od szczytu (dawałoby to cenę 6 zł za akcję) nim wychodzi odbicie. Jeśli się pomylę, będę szczęśliwy, życzę Ukraińcom zwycięstwa i budowania przyszłości z dala od rosyjskiej biedy.

USA nie może odpuścić Ukrainy. Jeśli Putin oderwie wschód Ukrainy, nikt nie uwierzy już w gwarancje NATO. Będzie to jasny sygnał, że zachód jest w odwrocie, a putiniści mieli rację: zblazowane, podzielone społeczeństwa patrzą tylko na swój prywatny, krótkoterminowy interes. Niemcy i Rosja będą dalej podporządkowywać Środkową Europę, a Chiny będą wzmacniać międzynarodową pozycję. Jeśli USA chcą utrzymać rolę światowego imperium, muszą skonsolidować zachód i zlikwidować rosyjską agenturę w Niemczech.

Jednocześnie musimy mieć świadomość, że USA nie jest zainteresowane szybkim militarnym zwycięstwem. Gdyby tak było, siły powietrzno-rakietowe NATO rozniosłyby w puch rosyjskie lotnictwo i artylerię pod byle pretekstem (np. bombardowanie ludności cywilnej), a dozbrojone ukraińskie wojska pokonałyby pozbawione wsparcia ogniowego rosyjskie wojska.

Rosja musi zostać pogrążona gospodarczo, żeby inne szantażowane i rozsadzane od środka przez agenturę państwa samodzielnie wyszły spod jej wpływów pod skrzydła zjednoczonego zachodu. Ukraina daje im przykład. Ukraina jest w rzeczywistości proxy war między USA i Chinami o podział stref wpływów. Dlatego niestety musimy przygotować się na dalsze ofiary, niszczenie miast i eskalację. Rosji został tylko terror i pogłębianie chaosu na świecie w nadziei, że część państw zachodnich pęknie i ustąpi w zamian za paliwa i żywność. Jeśli zachód utrzyma sankcje, w ciągu kilku tygodni rosyjska infrastruktura technologiczna zacznie się sypać a państwo imploduje. Miejmy nadzieję, że istnieje jakiś plan zagospodarowania schedy po kolejnej rosyjskiej smucie, w przeciwnym wypadku czekają nas lata wojen o ustalenie nowego porządku w Azji i Europie Wschodniej.

Wróćmy do pierwszego akapitu: konsekwencje wstrzymania eksportu żywności w takiej skali będą katastroficzne dla biednych krajów. Szok surowcowy z 2008 roku zapoczątkował Arabską Wiosnę: serię przewrotów w państwach Afryki i Bliskiego Wschodu. Spójrzmy na wykres pszenicy jak gracze:



W latach 1968-1974 i 2000-2008 ceny urosły ok. 460/480%. Obecnie trwający trend od 2016 przyniósł wzrost 190%. Ceny na tych poziomach powinny utrzymywać się na tych poziomach przynajmniej przez kilka miesięcy. To będzie oznaczało wojny w krajach 3 świata i kolejne fale masowych migracji do Europy.

Ciężko jest dzisiaj oderwać się od rzeczywistości i skupić na suchej grze. Rzeczywistość w naszej długości geograficznej dotyka nas bezpośrednio. Musimy działać, uciekać do przodu, żeby nasze dzieci miały przyszłość w Polsce. 


sobota, 5 marca 2022

Ucieczka do przodu

 Co jakiś czas podejmuję temat perspektyw Polski. 4 lata postawiłem prognozę o czekającej nas w 2025 roku depresji ( http://podtworca.blogspot.com/2018/08/polska-depresja-2025.html ). Dzisiaj chciałbym skupić się na szansie, jaką mamy, by tej tragedii uniknąć. To nie jest tak, że wszystkie karty są już rozdane i jedyne co zostało, to opracowanie prywatnej drogi ratunku. Jako społeczeństwo możemy nie tylko uniknąć kryzysu - możemy dokonać zmiany w funkcjonowaniu systemu, by zbudować silne państwo, którego Rosja nie będzie w stanie tknąć. Tę zmianę możemy dokonać uciekając do przodu.

Przeprowadźmy szybką analizę sytuacji.


Przebudzenie

Agresja Rosji na Ukrainę wstrząsnęła światem i wybudziła nas z konsumpcyjnego letargu. Polacy przestają marzyć o nowym większym domu czy wakacjach na Teneryfie i myślą jak zabezpieczyć przyszłość rodzin czy majątek. Niektórzy już ustawiają się w kolejce do urzędu po paszport... 


Prorok

Wojna wywindowała notowania Jarosława Kaczyńskiego, który od lat wskazywał putinowską, imperialną Rosję jako żywotne zagrożenie dla Polski. Dzisiaj wszyscy przyznają mu rację.  Z automatu tym złym staje się Tusk, który próbował lawirować między Niemcami i Rosją. Ludzi łatwo napuścić pokazując wyrwane z kontekstu spotkania dyplomatyczne sprzed kilkunastu lat. Nie liczą się budowy rozpoczęte w czasach PO, dzięki którym w dużej mierze uniezależniliśmy się od rosyjskich surowców. Niezależnie kto rządził Polską przez ostatnie kilkanaście lat, strategiczne projekty były realizowane zgodnie z polską racją stanu.


Ograniczenia Wodza

Niestety w tym typowym dla wczesnej fazy szoku upatrywaniu ratunku w Wodzu, kryje się kluczowe zagrożenie dla Polski. Kaczyński jest mistrzem w rozgrywkach politycznych, trafnie przewidział zagrożenie rosyjskie, ale nie zna się na wszystkim. Putin też był podobno mistrzem strategii i zagrał tak świetnie, że za chwilę jego państwo cofnie się w rozwoju o kilkadziesiąt lat. Kolejny narodowy przywódca Erdogan zeszmacił walutę i zrobił z Turków biedaków.

Obaj ci przywódcy: Putin i Erdogan nie znają się na gospodarce. Otaczają się klakierami, którzy albo nie mają kompetencji, albo boją się wyrazić własne zdanie. Im dłużej autokrata rządzi, tym większym staje się ignorantem. Próbuje zarządzać ręcznie procesami gospodarczymi, nie oglądając się na niezależne instytucje, które celowo rozsadza, żeby nie krępowały mu rąk. Kiedy Niemcy przegrywali drugą wojnę, Hitler obwiniał za porażki generałów i osobiście "dowodził" armiami. Kiedy Alianci lądowali w Normandii, dywizje pancerne Wehrmachtu nie mogły zareagować bez zgody fuhrera, który akurat spał i nie było odważnego, żeby go obudzić. Potem uparł się na fatalną ofensywę w Ardenach, która stała się cmentarzyskiem resztek niemieckiego sprzętu.

 Podobnie niestety może być z Kaczyńskim. Skoro przewidział rosyjskie zagrożenie, to z pewnością wie też jak mu przeciwdziałać. I tu niestety kryje się przepaść między tym co sobie człowiek może wyobrazić, a tym co naprawdę trzeba zrobić.


Kluczowa decyzja

Wyobraźcie sobie, że pracujecie w fabryce jako menadżer i widzicie, że wasze produkty są drogie i wadliwe z powodu starych maszyn, kiepskiej organizacji pracy i przerostu zatrudnienia. Idziecie do dyrektora i nalegacie: szefie, kupmy najnowsze maszyny jak konkurencja, zatrudnijmy specjalistów,  zredukujmy przerośniętą biurokrację. Ale góra ignoruje wasze pomysły. Aż pewnego dnia przychodzi kryzys, firma staje na krawędzi, wszyscy patrzą na was i przytakują: on miał rację. Zwalniają dyrektora, zatrudniają was na jego miejsce i proszą o ratunek.

Wszystko fajnie, tylko czy zorganizujecie nowoczesne przedsiębiorstwo od nowa, znając tylko stary, niewydolny model? Co innego zobaczyć zagrożenie, a co innego stworzyć lekarstwo.

I tu dochodzimy do wielkiego ryzyka, przed którym teraz stoi Polska: Jarosław Kaczyński nie potrafi  zbudować silnego, nowoczesnego państwa. Tak jak nie potrafi zbudować go Putin czy Erdogan. Jeśli pozwolimy, żeby przejął pełnię realnej władzy i zaakceptujemy fasadowość instytucji państwowych, to pójdziemy drogą, która doprowadziła Rosjan do zguby.

Zobaczcie na Ukraińców: mają dzisiaj młodych przywódców, są zorganizowani, oddani sprawie i walczą do końca. Ale nie łudźmy się, że byłoby to możliwe bez wsparcia wywiadowczego i materiałowego z Zachodu. Przewaga technologiczna Zachodu nad Rosją jest miażdżąca, tak wielka, że pozwala efektywnie wykorzystywać szczupłe ukraińskie siły do zadawania wrogowi strat i kompromitowania Rosji na arenie międzynarodowej.

Amerykanie, Francuzi czy Anglicy nie zawdzięczają swojej siły genialnemu wodzowi. Rządzący nimi  przywódcy zazwyczaj szybko tracą w sondażach, są wyśmiewani i obrzucani błotem przez elektorat. A mimo to państwa, które reprezentują są silne, ponieważ mogą na masową skalę produkować nowoczesną broń, która zmiotłaby rosyjską armię na Ukrainie.

Ukraina: młode, nowoczesne przywództwo oparte o nieformalne sojusze z bardziej zaawansowanymi państwami. Żeby wygrać, słuchają/zatrudniają mądrzejszych, bardziej doświadczonych, działają,  analizują, improwizują.

Rosja: rządzona przez stare dziadostwo oderwane od rzeczywistości, gardzące słabszymi państwami, nierespektujące traktatów. Żeby wygrać opracowują plany i nakazują dołom wdrażanie bez względu na informacje zwrotne.

Dzisiaj Polska stoi przed wyborem, którą z tych dróg obierze. Kiedy Jarosław Kaczyński mówi, że rzuci dodatkowe miliardy poza budżetem na obronę, naród mu przyklaskuje. Mało kto zaczyna jednak dostrzegać w złotym zachowanie podobne do tureckiej liry sprzed lat. Dla wodza poświęcenie waluty w imię bezpieczeństwa państwa nie jest wielkim kosztem. Jego wyobrażenia nie uwzględniają konsekwencji psucia waluty, ingerowania w procesy ekonomiczne. To wszystko znajduje się w obszarze "nie wie, czego nie wie". Będzie raczej liczył czołgi czy samoloty, niż potencjały produkcyjne.


Ucieczka do przodu

W 2018 napisałem co możemy zrobić:

- postawić na kapitalizm; stworzyć spółki publiczno-prywatne z naukowcami, inżynierami które realizowałyby konkretne cele, jak zwiększenie udziału OZE w energetyce najniższym kosztem, utworzyć banki wody na wydrenowanych terenach itp.; państwo musi otaczać ochroną takie spółki i dostarczać zleceń, żeby wyhodować polską krzemową dolinę;

Teraz jest ostatni moment, żeby przestawić wajchę. To nie jest tak, że przespaliśmy czas. NCBiR inwestuje środki unijne i państwowe w nowoczesne projekty. Miliony, które poszły w gaming zaowocowały globalnym sukcesem polskich studiów. To była łatwiejsza część: nie mamy fabryk technologicznych produktów końcowych, ale mamy pokolenie wykształconych, głodnych sukcesu ludzi. Do założenia studia growego wystarczy komputer i mózg. 

Komputer i inżynier nie wystarczy jednak do zbudowania robota, drona czy zdalnie sterowanego czołgu. Do tego potrzeba stworzyć środowisko zorientowane na rozwój z jasno wytyczonymi celami: loty w kosmos, sztuczna inteligencja, roboty, pozyskiwanie energii ze słońca i efektywne składowanie. To są wyzwania cywilizacyjne, które zostaną osiągnięte przez ludzkość w najbliższych latach/dekadach.

Uśmiechniecie się pod nosem: Polska i loty w kosmos? Poland cannot into space :) W krajach rządzonych przez dziadów na takie wyzwania reaguje się schematycznie: powołuje się komisję, ustala budżet, komisja debatuje nad potrzebami, potem zwiększa swój budżet. Wreszcie po latach opracowuje wielki skomplikowany plan na wielki skomplikowany problem. Klasyczny przepis na porażkę.

W środowisku zorientowanym na rozwój działa się odwrotnie: na wielki skomplikowany problem nie istnieje wielkie skomplikowane rozwiązanie. Stawiasz ambitny cel i pytasz: jaki pierwszy krok muszę wykonać, żeby wysłać satelitę w kosmos? Czym dysponuję, komu się udało, ile pieniędzy potrzebuję na pierwszy krok? Kopiujesz od tych, którzy już to robią. Z czasem może się okazać, że lot w kosmos nie jest już potrzebny, bo w trakcie intensywnych działań zbudowałeś zespół, który stworzył unikatową technologię, którą kupują od ciebie producenci rakiet czy łazików księżycowych.

To jest kultura startupowa, którą Państwo Polskie powinno organizować w oparciu o kapitalizm i GPW: powołanie spółek z udziałem twórców (organizatorów, inżynierów, naukowców) i państwa. Te spółki otrzymywałyby kontrakty na pilnie potrzebne komponenty. Większa część wynagrodzenia twórców wynikałaby z wyceny udziałów na giełdzie. W przypadku sukcesu zostawaliby milionerami; Skarb Państwa korzystałby na wzroście wartości firm. Zyskiwałby zdolność operacyjną. Środki potrzebne na te startupy byłyby kroplą w morzu wielkich inwestycji w rodzaju przekop Mierzei, 500+ czy 13-sta emerytura.

Potencjalne zyski nieograniczone - każda opracowana i wdrożona unikatowa technologia umożliwia sięganie po kolejne. Weźmy takiego Muska: wymarzył sobie kiedyś, że zbuduje bazę na Marsie. Jaki ciąg przeróżnych technologii musi opracować? Efektywne w eksploatacji rakiety (SpaceX). Zasilanie - na Marsie węglem nie da się palić, więc trzeba ciągnąć ze słońca (Solar); pojazdy będą na prąd (Tesla). Bazę trzeba będzie wkopać w ziemię (Boring). Każda przeszkoda przekształcana jest w wyzwanie i urynkawiana. Każda ze spółek musi zarabiać - na rynku lub dzięki dotacjom rządowym. Wszystkie niezbędne technologie i systemy produkcji powstają równolegle. Spółki Muska układają się w symbiotyczny system, który umożliwi kolonizowanie Układu Słonecznego. A nawet jeśli nie, to dzięki niemu Ameryka utrzyma supremację nad światem.


Izrael

Izrael jest przykładem państwa, które pomimo niewielkiej liczby ludności wykształciło podobny system. Musieli stać się najbardziej innowacyjni i skuteczni we wrogim środowisku. We współpracy z USA produkują satelity szpiegowskie, ich firmy są ważnymi składnikami globalnych korporacji. 

Przez kilka lat pracowałem z zespołami izraelskimi. Kulturowo jesteśmy całkiem podobni. Wieki wspólnej historii zrobiły swoje. Co ich różniło od Polaków: cisnęli na cel. Często metodą brute force, narzucając swoje rozwiązania. To nie jest cecha, której nie możemy zaadaptować. Potrzeba na to wyraźnej woli społeczeństwa, żebyśmy takie firmy budowali i osiągali cywilizacyjne cele.


Podsumowanie

Ktoś trafnie napisał: Ukraińcy walczą ofiarnie, bo mają przyszłość. Rosjanie przyszłości nie mają. Dopóki istnieje rosyjski imperializm będą się bujać od smuty do smuty. My stoimy na zakręcie: albo oddamy swoją wolność przywódcy i zanurzymy się w iluzjach jak Rosjanie wierzący, że Putin wie co robi, albo zaczniemy kopiować prymusów, żeby kiedyś do nich dołączyć.

Rosja połamie sobie zęby na Ukrainie. Świat widzi:

- zdemoralizowaną armię, która porzuca sprzęt wart miliardy,

- prymitywną gospodarkę uzależnioną od eksportu surowców i importu technologii, 

-  totalną propagandę, która nie wytrzymuje konfrontacji z innymi źródłami, więc władza musi odcinać ludzi od internetu,

- zamordyzm, tłamszenie protestów, zabijanie wrogów władzy, dokręcanie śruby.

Powiecie mi, że u nas też się chce rzygać od propagandy, że Zachód realizuje własne interesy. Jasne - zgadzam się, tyle że każdy z nas ma wybór co przeczyta, może wyjść i nawrzeszczeć na władzę, może zbluzgać Kaczyńskiego czy Bidena. Nikt go za to nie wyśle do łagru.

Nie możemy zgodzić się, żeby w Polsce ruszyły podobne procesy w imię bezpieczeństwa. Władza nie musi wszystkiego kontrolować; im więcej stworzymy liczących się w świecie firm, im większe PKB wypracujemy, które pozwoli wyposażyć armię, tym silniejsi będziemy jako całość.


sobota, 26 lutego 2022

Suma wszystkich strachów

Życie jest przewrotne. Do samego końca żyłem iluzją, że Rosja nie zacznie pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Że jakoś to będzie: uznają "niepodległość" Donbasu, obstawią armią i będą jak w Gruzji używać "republiki" do destabilizowania sąsiada. Jeszcze w środę wieczorem napisałem, że na giełdzie wchodzimy w fazę kapitulacji, więc teoretycznie powinienem spodziewać się czegoś grubszego. A jednak rano na wieść o agresji zamurowało mnie, jak większość świata. Rynki runęły. Nie miałem serca nawet zajmować się akcjami - świadomość, że w 2022 roku wojna w takiej skali wróci do Europy jest szokująca.

Pierwszego dnia chyba nikt nie dawał Ukraińcom szansy. Najwięcej wiary okazywali żołnierze Ukrainy i ich Prezydent. Kiedy mówili, że będą walczyć do końca i po prostu zginą, łamało się serce. Ale od drugiego dnia zaczęło do mnie docierać, że Rosja nie może tej wojny wygrać, dopóki Zachód dostarcza Ukraińcom broń i dane wywiadowcze. Zdjęcia zniszczonego sprzętu, porzucone jednostki pierwszego rzutu, które miały przejąć strategiczne punkty, a zostały wyparte przez obrońców. Zaczęły pojawiać się pierwsze informacje o poddających się Rosjanach. W nocy Ukraińcy odbili część utraconych miast i mostów.


Wielka Wojna Ojczyźniana

Społeczeństwo rosyjskie zbudowane jest na micie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Pokonanie Niemców w Drugiej Wojnie Światowej jest religią i głównym tematem filmów historycznych od 75 lat. Żeby obronić kraj, a potem zdobyć stolicę wroga, ZSRR potrzebował mobilizować kilka milionów mężczyzn rocznie. I większość z nich ginęła: łącznie szacuje się liczbę zabitych na kilkanaście milionów żołnierzy.

Ofiary w ludziach do jednak nie wszystko. ZSRR nie przetrwałby, gdyby nie dostawy żywności, paliw i broni z Anglii i Ameryki. Jest to temat przemilczany, większość ludzi skupia się na bitwach i porównaniach liczby czołgów czy samolotów, jednak wojnę wygrywają silniejsze gospodarki. Jeżeli twój wróg nie może odtworzyć czołgów po bitwie, albo jego dywizje zatrzymały się z braku paliwa, to nie zrealizuje celów strategicznych. Może wygrywać bitwy, jednak w końcu nie ma czego wystawić do kolejnych.

ZSRR oczywiście produkował silne czołgi na bezpiecznym zapleczu. Mógł to robić, bo nie musiał przejmować się produkcją ciężarówek, które przypływały w ramach Lend-Lease Act. Zacytujmy Wikipedię:

Według aktualnych szacunków rosyjskich historyków, w ramach pomocy ZSRR otrzymał 427 tys. samochodów, 22 tys. samolotów, 13 tys. czołgów, 9 tys. traktorów, 2 tys. lokomotyw, 11 tys. wagonów, 3 mln t benzyny lotniczej, 350 tys. t materiałów wybuchowych, 15 mln par butów, 70 mln m² tkanin ubraniowych, 4 mln opon oraz 200 tys. km drutu telefonicznego[2].

Dla porównania w czasie wojny (od II półrocza 1941) produkcja własna ZSRR wyniosła ok. 265,6 tys. samochodów. Produkcja parowozów wynosiła: w 1940 r. – 914 szt., w 1941 r. – 708 szt., w 1942 r, – 9 szt., w 1943 r. – 43 szt., w 1944 r. – 32 szt., w 1945 r, – 8 szt. Produkcja wagonów towarowych w latach 1942–1945 wyniosła 1087 szt.[3]

To nie wszystko. Strategiczne Lotnictwo Aliantów od 1942 wykonywało naloty precyzyjne na niemieckie zakłady, rafinerie, porty i miasta kompletnie paraliżując produkcję Rzeszy. Nawet gdyby Sowieci nie byli w stanie przeprowadzić ofensywy, prędzej czy później społeczeństwo niemieckie nie wytrzymałoby nalotów dywanowych. To kolejny temat nieznany szerszej publice i często bagatelizowany przez historyków. Zainteresowani tematem koniecznie powinni obejrzeć film:

Jak naloty strategiczne na Trzecią Rzeszę zrewolucjonizowały sposób prowadzenia wojny

https://www.youtube.com/watch?v=AHPZ0NQrYgY

Filarem wiary w Wielką Wojnę Ojczyźnianą jest wspólna ofiara wszystkich narodów ZSRR. Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Kazachów, Ormian, Gruzinów i wielu innych. To dlatego do samego końca Ukraińcy nie mogli uwierzyć, że "bracia" Rosjanie napadną ich kraj. Dzisiaj to Ukraina toczy Wielką Wojną Ojczyźnianą, tyle że Hitlera zastąpił Putin.

Różnica jest taka, że Hitler dysponował milionami żołnierzy i gospodarką całej podbitej Europy, nie nękanej jeszcze alianckimi nalotami. Tymczasem Rosja rzuciła na Ukrainę między 50-150 tys. żołnierzy. Część z nich to elita rosyjskiej armii, ale większość to zdemoralizowani, zmanipulowani poborowi. Z każdą zwycięską potyczką, za przykładem wspaniałych przywódców: prezydenta Zełenskiego i mera Kijowa Witalija Kliczki, tysiące Ukraińców zaciąga się do armii. 

Jeżeli Ukraina wystawi milion żołnierzy uzbrojonych w nowoczesną natowską broń, zasilanych dostawami żywności, leków i paliw, Putin musiałby wystawić przynajmniej dwa miliony mięsa armatniego, przekonać do inwazji na "bratni" naród i szybko wyprodukować kilka tysięcy nowych czołgów i samolotów. Dopóki są zasilani bronią, Ukraińcy mogą tracić miasta, przegrywać bitwy, ale niemożliwe jest, żeby 100 tysięcy rosyjskich okupantów utrzymało zdobyte tereny.


Mit Niezwyciężonej Armii

Cały sens rosyjskiego ataku opierał się o wiarę w zastraszenie Ukraińców. Że uklękną i złożą broń przed niezwyciężoną rosyjską armią. I ten strach sparaliżował - jednak nie obrońców, a większość zgnuśniałej Europy.

Rosyjska armia opiera swoją siłę o dwa filary: terror (spuścizna po Mongołach) i artylerię ciężką. Jeśli nie mogą złamać przeciwnika, mordują i torturują jego bliskich, bombardują systematycznie  jego miasta. Póki co obu tych broni nie mogą wprowadzić na oczach świata przeciwko 40-milionowemu państwu. Bombardowanie miasta europejskiego kompletnie zniszczy rosyjską reputację wśród sympatyków Rosji w UE. Na razie jedyne co mogli zrobić w wojnie psychologicznej, to wypuścić filmiki o nadchodzących czeczeńskich bandytach Kadyrowa.

W pierwszych dwóch dniach walk Rosja straciła więcej sprzętu niż produkuje przez lata. Wystarczyło, że NATO dostarczyło zdeterminowanym Ukraińcom lekką broń obronną i informuje o ruchach agresora. I to mimo, że zostawiono Rosjanom panowanie w powietrzu i możliwość bombardowania celów ukraińskich.  Konwencjonalna rosyjska armia szybko się wykrwawia. Ukraińcy nie boją się Rosjan, jeśli posiadają równorzędną (a często lepszą) broń. Według analiz Rosji wystarczy broni i zapasów na ok. 10 dni.

3/4 rosyjskich sił zostało zaangażowanych w tę napaść. Odsłonięty został Kaukaz i niespokojny ostatnio Kazachstan.


Strategia nieobliczalnego szaleńca

Putin przegrywa wojnę. Nawet jeśli zdobędzie Kijów i zabije ukraińskich przywódców, Naród Ukraiński będzie kontynuował swoją Wojnę Ojczyźnianą. Pozbawiony perspektyw homo sovieticus nie jest atrakcyjną ofertą dla Ukraińca, który popracował w Polsce i zobaczył jak wygląda kraj podłączony do zachodniego systemu gospodarczego.

I tu niestety dochodzimy do dość smutnej konkluzji: Rosja będzie eskalować konflikt. Putin walczy już nie o zwycięstwo Rosji, tylko o przeżycie. Podobnie jak wielu despotów przed nim, po latach otaczania się miernotami i klakierami, usuwaniu wszelkiej krytyki, uwierzył w swój geniusz (tu mały off-top: kadencyjność w demokracji to jeden z większych wynalazków ludzkości), zagrał va banque i kompletnie przestrzelił.

Obecnie widzę dwa główne scenariusze:

1. Rosja poddaje się niejawnie Amerykanom; przystępuje do jakiegoś tajnego sojuszu. Jeśli NATO przestanie nagle wysyłać broń do Ukrainy, chłodzić głowy Ukraińców, Polaków i Bałtów, namawiać do rozmów, a Rosjanie będą kontynuowali zdobywanie miast, to będzie znak, że coś takiego jest rozgrywane. Putin zostanie przy władzy, bądź odejdzie na "emeryturę" i zostawi wielką Rosję pompatycznie nominowanemu następcy.

2. Putin ma ok. tydzień-dwa na odwrócenie karty. Mit niezwyciężonej rosyjskiej armii upadł. Każdy już widzi, że wyśmiewani przez Rosję Ukraińcy masakrują im czołgi, a wielkie rosyjskie lotnictwo zostałoby zdmuchnięte przez NATO w pierwszym dniu walk. Jedyne co pozostało z mocarstwowości to arsenał atomowy.

Od początku inwazji Rosjanie wypuszczają przecieki, że jakaś brudna bomba zostanie zdetonowana w Rosji. Ograniczony atak chemiczny bądź biologiczny na swoich byłby pretekstem do zapowiedzi totalnej wojny atomowej z każdym, kto pomaga Ukrainie. Jest to przerażająca perspektywa, ale dla przypartego do muru Putina nie będzie już i tak nic do stracenia.

Możliwość wystąpienia takiego scenariusza obserwuję też na wykresach giełdowych, bo mimo paniki na giełdach, część indeksów zachodnich nie testowała jeszcze wsparć. Jesteśmy nadal w fazie kapitulacji i coś groźnego wisi w powietrzu. Po pandemii i wojnie chyba już tylko zapowiedź zagłady nuklearnej mogłaby bardziej przerazić świat.

Chciałbym się mylić, zawsze można wierzyć, że Putin pójdzie po rozum do głowy i dogada się z Ukrainą lub zostanie cichcem obalony.

Czasy mamy ciężkie i jeszcze wiele dramatycznych wydarzeń zburzy nasz dotychczasowy obraz świata. Bierzmy jednak przykład z Ukraińców i nie lękajmy się zła, nie ulegajmy kłamstwu i strachowi. Zło oparte o przemoc odejdzie, być może szybciej niż wszystkim się wydaje.


środa, 23 lutego 2022

Akcja kapitulacja

Pod koniec października w analizie:

http://podtworca.blogspot.com/2021/10/gieda-analiza-cykli.html

napisałem:

Jak każda hossa ma swoich liderów, tak i w bessie patrzę na głównych słabeuszy. Oni pierwsi wybijają nowe dołki i sygnalizują kontynuację słabości. Kiedy pojawią się dywergencje, będzie to oznaka wyczerpywania trendu i sygnał do szukania okazji pod zakupy. Zerknijmy na kilku "zwiadowców":

(...)

Allegro

Allegro jest jedną z niewielu spółek, na których pogrywam na spadki. Papier według moich analiz powinien mieć cenę z 2 z przodu, ale oczywiście żadna podbitka mnie nie zdziwi.

(...)

Mercator

Największa gwiazda hossy 2020. Kusi wejść po tych cenach gdy patrzę na wskaźniki finansowe, ale już nie raz się sparzyłem na takich okazjach. Zabójczy trend, spadki cen rękawic, nadpodaż towaru na rynku i śliski zarząd. Wolę obserwować i stracić okazję niż kapitał. Gdyby jednak kurs wszedł w "panic mode" i runął na 50-60 zł, to będzie najlepszy kandydat do szybkiego odbicia, i wtedy oczywiście zagram.

(...)

CD Projekt

Spółkę lubię jak prawie każdy Polak, ale wciąż jest droga. Zakładam, że lada moment wsparcie pęknie i kurs podąży w okolice 120 zł.

Wszystkie te trzy spółki nie przejawiają oznak zmiany trendu. Jednocześnie są silne fundamentalnie, bez istotnych ryzyk. Jeśli wystąpi zakładane przeze mnie globalne zdarzenie pro-spadkowe, to na nich powinniśmy najlepiej zobaczyć panikę.


Mamy końcówkę lutego i 2 z 3 spółek dotarły na wyznaczone pułapy cenowe. Nie doceniłem CD Projektu, który pokazuje siłę na tle spadkowego rynku. Jak wiecie, zacząłem już kupować Merca zgodnie z zasadą, że jeśli kapitalizacja spółki zbliża się do gotówki na koncie, to za jakiś czas rynek powinien racjonalniej wycenić pozostałe aktywa. Na 50 widzę bardzo silne wsparcie.

We wtorek 22.02.2022 mieliśmy panikę i bardzo niskie otwarcie, po którym rynek zaczął odrabiać straty. Ostatnia faza po panice to kapitulacja, którą zaczynam dostrzegać na niektórych spółkach (m.in. Mercatorze). Gracze rzucają ręcznik. Przez cały trend spadkowy od 770 zł do ok. 100 na forum Bankiera, pomijając wpisy trollów, komentowano wyniki, liczono kontenery z towarem, wyceniano aktywa firmy. Teraz gracze prześcigają się w zgadywaniu jak najniższych poziomów cenowych.

Pamiętam takie zachowanie Lotosa w 2008/2009 roku. Spółka spadała bez większych korekt. Im niższy kurs, tym mocniejsze nachylenie krzywej spadkowej. Zsynchronizujmy szczyty MRC 2020 i LTS 2007:


Dla niedoświadczonego gracza trend trwający kilka miesięcy staje się jedyną rzeczywistością. Sam to przeżyłem w latach 2008/2009. Ostatnia fala wielkiej bessy trwała do marca 2009 i ustawiła moją grę na lata. Uwarunkowałem się wtedy na szybkie branie zysków, bo kurs i tak spadnie i wybije nowe dno. Dzięki temu udało mi się dotrwać do hossy 2009 (także dlatego, że wszedłem na rynek w trakcie Lehman-krachu w październiku - gdybym zaczynał w szczycie 2007, to pewnie nie miałbym czym grać).

Strategia BiS (bierz i sp..laj) pozbawia gracza szans na największe zyski w trakcie hossy. W dołku 2009 Lotos kosztował 7.21 zł, dwa lata później dotarł do 49 zł. Do tej ceny mogli dotrwać tylko ci, którzy uśredniali z wysokich poziomów i sprzedawali na break even. Jeśli ktoś zbierał od np. 20 do 8 zł, to mało prawdopodobne, że utrzymał tak długo zyski - psychologię gracza kupującego w trendzie spadkowym najlepiej oddaje ten cytat Jessego Livermore'a:

After spending many years in Wall Street and after making and losing millions of dollars I want to tell you this: It never was my thinking that made the big money for me. It always was my sitting. Got that? My sitting tight! It is no trick at all to be right on the market. You always find lots of early bulls in bull markets and early bears in bear markets. I’ve known many men who were right at exactly the right time, and began buying or selling stocks when prices were at the very level which should show the greatest profi t. And their experience invariably matched mine - that is, they made no real money out of it. Men who can both be right and sit tight are uncommon. I found it one of the hardest things to learn. But it is only after a stock operator has fi rmly grasped this that he can make big money. It is literally true that millions come easier to a trader after he knows how to trade than hundreds did in the days of his ignorance.


Kapitulacja

No dobra, ale czy to już czas na zakupy? Niekoniecznie - na przykładzie Newconnect pokażę Wam jak postrzegam teraz rynek.


Akcje z NC sprzedałem niemal na szczycie w sierpniu 2020, o czym informowałem tutaj:

W komentarzach informowałem, że dokonuję przesunięć w portfelu. Pozycje covidowo-fotowoltaiko-newconnectowe zostały pozamykane (poza częścią NC, która nie odpaliła lub jest nadal nisko wyceniana).

Po półtora roku spadków NCINDEX dotarł na zniesienie fibo61.8. Teoretycznie tutaj może ubić dno. Możliwy jest też spadek na ok. 315, gdzie czeka luka na test. Nikt nie wie czy kurs tam spadnie, dlatego póki co spółki z tego indeksu mnie nie interesują. To jest właśnie stan między paniką a kapitulacją. Rynek bez problemu wykona skok w dół na poziomy, które przedstawiłem w zeszłym tygodniu, wystarczy do tego jakiś ruch Putina bądź Fedu.

Uważam, że medialne nagłaśnianie Ukrainy ma na celu zamaskować ruchy Fedu - im bardziej rynki spadną, tym mniej będzie musiał ściągnąć płynności z rynku. W Chinach trwa destrukcja długu, który finansował największą bańkę na nieruchomościach w historii ludzkości. W marcu przewidywana jest pierwsza podwyżka stóp procentowych. Jest wiele czynników, które mogą zapoczątkować falę wyprzedaży, na której skapitulują ostatnie byki.

A jednak pomimo tych wszystkich ryzyk trzymam długoterminowy portfel fundamentalny. Ostatnio trochę spadł, jednak są to marginalne ruchy. Wartość księgowa spółek w których mam udziały to 17.818 mld przy rynkowej wycenie 9.4112 mld. Każda zarabia, 4 z nich wypłaciły dywidendy. Trzy powinny poprawić wyniki dzięki wysokim cenom sprzedawanych produktów.

Jeśli wystąpi światowa wyprzedaż akcji, to żadne fundamenty nie uchronią moich spółek przed spadkami. Pod to właśnie zostawiłem gotówkę i pogrywam S-kami. W dłuższej perspektywie nie mogę jednak pozwolić sobie na utratę tej pozycji, ponieważ w kolejnym cyklu hossy wierzę w fundamenty portfela. 

Celem jest zatem dowiezienie pozycji do końca spadkowego cyklu. Nie wiem kiedy on nastąpi. Podobnie kapitulacja o której piszę nie oznacza dołka na giełdzie: oznacza dołek w impulsie. Po impulsie może wystąpić silna korekta, a potem powrót spadków. Jest to nawet scenariusz preferowany, nie sądzę, żeby rynek po raz drugi wykonał V-odbicie jak w 2020. Prędzej jakieś podwójne dno W jak 2011-2012 czy nawet potrójne, jakie widzieliśmy w 2016.


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails