Pokazywanie postów oznaczonych etykietą usd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą usd. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 marca 2017

Rynkowe pułapki

Zewsząd spotykam się z poglądem, że hossa jest już bardzo dojrzała, bo trwa 8 lat i za każdym rogiem czai się jeśli nie krach, to przynajmniej bessa. O ile przyszłych ruchów cen nie potrafię przewidzieć, to w kwestii hossy mam odmienne zdanie. Spójrzmy na amerykański indeks S&P500:


Owszem - 360% zwrot za ostatnie 8 lat robi wrażenie, ale jeśli policzymy zysk od szczytu z 2000 roku, mamy tylko 54% zysku za 17 lat. Wszystko zależy od perspektywy.

Prezentowany od kilku lat wykres cykli na S&P500 sugeruje, że w roku 2015 akcje przeszły łagodną bessę:



Wyjdźmy poza rynek amerykański. Jeśli przyjąć definicję, że bessa to spadek cen o 20%, to na największym ETFie skupiającym światowe akcje w latach 2007-2017 wystąpiły aż 3 bessy:


ETF na rynki wschodzące to właściwie nieustanna bessa od 10 lat:


Przyzwyczailiśmy się, że wartość firm w długim terminie nie rośnie, tylko oscyluje. Jednakże przez cały ten okres rosła ilość pieniądza, rozwijała się infrastruktura, poprawiała sytuacja ludzi, zwiększały pensje. Kapitał płynął jednak do bezpiecznych instrumentów. Widać to szczególnie na polskim rynku, gdy porównamy dywidendy z obligacjami:


oraz lokatami:


Do szczęścia przydałby mi się jeszcze wykres rentowności z wynajmu mieszkań, ale myślę, że i tutaj widzielibyśmy rosnącą z czasem atrakcyjność dywidend względem wynajmu.

Dość często natrafiam również na porównanie obecnej sytuacji do roku 2000: akcje amerykańskie biły wtedy rekordy, dolar był najsilniejszą walutą, ropa od roku odbijała, nawet polski WIG wykonał podobną hossę:


Z tego względu wielu komentujących nie traktuje akcji jako długoterminowej inwestycji, bo za rogiem czai się bessa w USA, a w Polsce gdyby historia miała zarymować nadeszłaby 3-letnia bessa.

Ze względu na atrakcyjny zwrot z dywidend myślę, że jeśli już brać pod uwagę pesymistyczny scenariusz, to jesteśmy gdzieś w okolicach 2002 roku:

Dolar uformował wtedy szczyt, a WIG20 oddał wkrótce całe wypracowane odbicie. Muszę przygotować się i na taki scenariusz, aczkolwiek wciąż zakładam, że bliższa rzeczywistości jest taka analogia:


Przemawiają za nią obrazy techniczne na rynkach rozwiniętych, tu dla przykładu Wielka Brytania:


czy prezentowany wcześniej ETF ACWI, który po bessie z 2015 wybił nowe szczyty i rozprawił się ze straconą dekadą. W takim scenariuszu pozostawanie poza rynkiem może być większą pułapką, niż nacięcie się na kolejny dech bessy.

A jakie są wasze analizy? Jakie szanse i zagrożenia dostrzegacie za trzymaniem akcji polskich/zagranicznych spółek?

niedziela, 24 kwietnia 2016

Polska w odwrocie

Po ustanowieniu dołka w styczniu polskie akcje szły do góry jak po sznurku. Korekta 40-60% całego wzrostu nie byłaby niczym szczególnym na giełdzie. Szczególnie, że pojawił się bardzo silny motyw zewnętrzny: na 13 maja planowana jest obniżka ratingu Polski. Nic dziwnego, że gwałtownie tracą wszystkie aktywa: waluta, obligacje i akcje. Spójrzmy na wykresy:

 Na USDPLN do 4 zł nie ma paniki.

 WIG20 mógłby przetestować lukę na 1860.


Środkowa linia wideł Andrewsa okazała się skutecznym oporem dla WIG20USD.

Formacja rysowana na obligacjach 10-letnich coraz bardziej przypomina trójkąt, co w perspektywie roku-dwóch może zapowiadać koniec taniego pożyczania.

Nas interesuje odpowiedź na pytanie, czy obecny odwrót jest zwiastunem poważnych kłopotów kraju, czy paro-tygodniową zagrywką big money pod obniżenie ratingu i odebranie aktywów podczas paniki. Jako, że złoty chodzi właściwie odwrotnie skorelowany do dolara, a polskie akcje są skorelowane z akcjami rynków wschodzących, obserwuję ich wykresy:


EEM.US testuje od dołu średnią 15-miesięczną. Bardziej pasuje mi tu konsolidacja, niż powrót do silnych spadków. Zachodzi równość czasowa fal spadkowych 2007-2009 i 2014-2016.

Na dolarze nic nie widzę poza tym, że trend wzrostowy ustalony:


W czym zatem upatruję nadziei dla akcji i nie chcę się ich pozbywać? Cóż, jako posiadacza masy małych spółek z dobrymi fundamentami, ale ignorowanych przez poważny kapitał, interesuje mnie głównie nieważony indeks całego rynku, a ten dopiero włączył trzeci bieg:



piątek, 23 maja 2014

Dwie złote zasady giełdy i co nas może czekać

Zasada 1: Nie skracaj rynku, którego rząd drukuje własną walutę (dla bardziej doświadczonych traderów: kupuj rynki, których rząd drukuje walutę)




Zasada 2: Nie kupuj waluty kraju, który drukuje swoją walutę (lub dla bardziej zaawansowanych: skracaj walutę kraju, który drukuje swoją walutę):


na dolarze widać okresy chwilowego wstrzymywania dodruku
za to na jenie i wcześniej NIKKEI idealnie uchwycony moment startu druku

Dlaczego sformułowałem te zasady jako zakazy gry, a nie reguły wejścia na rynek? Ponieważ 80% traderów traci, więc należy mieć zasady radykalnie ograniczające ryzyko, a dopiero potem szukać sposobności zarabiania.

Od jakiegoś czasu mamieni jesteśmy dodrukiem w Europie. Nie chcę spekulować pod jego start lub brak, wiem jednak, że jeśli faktycznie ECB rozpocznie QE, to na pewno nie kupię euro ani nie będę skracał europejskich parkietów, dopóki dodruk będzie trwał. Znajdzie się milion argumentów, że to nic nie da, że Grecja, Hiszpania czy Portugalia idą na dno, ale te rynki dawno temu już zanurkowały, a teraz czekają tylko na świeżutką walutę, która magicznie rozwiąże problemy.

QE w Stanach sprowadziło demokrację do oligarchii, 1% najbogatszych kontroluje już 20% majątku narodowego, blisko 10% obywateli stoi w kolejkach po bony żywnościowe. Żadne imperium nie przetrwało rządów magnaterii, dlatego jestem gorącym przeciwnikiem druku w UE w takiej formie, jaką przeprowadziła Ameryka. Traktowanie reszty narodu jak idiotów, którzy nie widzą niesprawiedliwości w podziale wypracowanego majątku ma krótkie nóżki - w końcu propaganda nie wystarczy do zachęcania ludzi, aby poświęcali swoje życie w wyprawach wojennych, które nie służą wolnościowym ideałom, tylko interesom garstki ludzi (kiedyś służyły interesom wszystkich mieszkańców imperium, dlatego łatwiej było wierzyć, że są to wojny sprawiedliwe).

Po ataku na WTC miliony Amerykanów zgłaszało się na ochotnika, żeby bronić kraj. Na fali patriotycznej euforii długo nie widzieli sprzeczności, że bronią go w Afganistanie, a za chwilę w Iraku. Dziś na wojny wyjeżdżają głównie spragnieni przygody młodzieńcy i najemnicy, którzy lubią tę zabawę i świadomość, że w każdym calu górują nad przeciwnikiem. Co będzie gdy trafią na równorzędnego, zdeterminowanego przeciwnika? Zwieją, bo nikt rozsądny nie poświęci życia dla paru miliardów więcej na koncie jakiegoś Buffeta.

Demoralizacja małymi kroczkami wdziera się do społeczeństwa, aż nie ma komu bronić państwa, nie ma komu dbać o dobro wspólne. Tak właśnie skończyła Rzeczpospolita, która pozwoliła magnaterii zdusić szlachtę. "Z samych panów zguba Polaków" powtarzali ludzie, którzy wbrew propagandzie PRL stanowili bardzo świadomą grupę społeczną. W ciągu dwóch stuleci szlachta rozciągnęła wpływy Polski między dwa morza, ale rosnące wpływy magnaterii pozwoliły skorumpować sejmy i sparaliżować państwo. Dzieła zniszczenia dopełniły walki o wpływy między magnatami, posiłkowanie się zagranicznymi agenturami, co w efekcie doprowadziło do zniknięcia Polski z map.

Wróćmy do giełdy - 50 największych europejskich spółek:


Zmagania przy 50% zniesieniu wielkiej bessy. Zaglądam na hiszpański IBEX lub francuski CAC - indeksy były na tych poziomach 15, 16 lat temu. To nie są poziomy do wygodnego szorcenia, jest ciśnienie na dodruk. Z tej przyczyny nie szukam tu okazji do krótkiej pozycji, raczej chciałbym spadków, żeby móc kupić tanio certyfikaty na wzrosty.

Scenariusz mógłby wyglądać tak: tąpnięcie na rynku, pesymizm, fatalne dane z gospodarek UE, straszenie krachem, media przypominają sobie od funduszu Eurogeddon, ECB ogłasza przy aplauzie publiczności start dodruku i wtedy trzymamy się 2 złotych zasad giełdy.

czwartek, 8 maja 2014

Rzut oka na ważniejsze wykresy i analiza sytuacji

Sporo czasu upłynęło od ostatniego giełdowego wpisu, ale też i niewiele mogę dodać dzisiaj do tego, co już opublikowałem. Indeksy zachodnie nadal są w tzw. topping process, polskie indeksy w trendach bocznych lub spadkowych. Zacznijmy od naszego rodzimego WIG:


Broni średnia 200 i 233-dniowa, wsparcie linii trendu wzrostowego i fibon. Krótkich wolę tu nie trzymać. Denko puści dopiero gdy Stany się sypną, więc wydaje się, że przez najbliższe sesje można coś ugrać na longach.

Czy warto kupować akcje na długi termin? Wiele razy dowodziłem, że teraz to co najwyżej na krótki termin pod zagrania techniczne. Akcje należało kupować w 2012 i trzymać przez 2013, co dobrze pokazuje zestawienie WIG z ADLINE (akumulacja-dystrybucja, czyli liczba akcji rosnących do spadających) :


W ciągu ostatnich lat mieliśmy zaledwie 3 dłuższe okresy, w których większość akcji rosła! To taki czas, w którym nie jest aż tak ważne co kupisz, bo rynek wybacza błędy i pozwala sprzedać drożej. Pół roku w 2009, 2 miesiące w 2012 i pół roku w 2013. Oto szczodrość rynku - 20% czasu na easy money (łącznie ok. rok na 5), choć 80% tego czasu przypadło na 2 hossy :)

Następca SWIG80, czyli WIG250:


Dywergencja na MACD, niższe dołki, niższe szczyty, poniżej średnich - póki co trend spadkowy. Jeśli jest w bessie, to z pewnością nie takiej jak w 2011 - wtedy MIŚSie się osuwały, aż runęły. Teraz mogą schodzić mniejszymi tąpnięciami i budować spore korekty dające nadzieję na powrót hossy. Tak jak hossa 2012-2013 była zupełnie inna od tej z lat 2009-2010. Na krach tutaj nie liczę, bo akcje powinny odbierać silne ręce skoncentrowane na długim terminie.

Wspomniany topping process na S&P500, miejsce na wzrosty się kurczy:


Hamerykany idą na rekord wszech czasów w liczbie zbalonionych wskaźników, jednak jeśli w lutym był  margin debt peak, to można pogrywać 'sell on new high' :

z http://www.advisorperspectives.com/dshort/

Padło pytanie o certy na spadki EURO STOXX50. Ja się w nie nie pakuję, bo Europa jest wciąż tania, a jak coś jest tanie, to rząd drukuje, żeby było drogie:


Na koniec dolar:


Łagodny trend spadkowy, trzyma tylko wsparcie na MACD. Pewnie jak zwykle cisza przed burzą, tylko jak długo potrwa? Timing ciężka rzecz, trzeba czekać aż obwieszczą w gazetach śmierć zielonego.

środa, 2 kwietnia 2014

Make or break

Rosja:
Miedź:

Dolar:



Ponownie odbudowałem krótką pozycję na nielewarowanych instrumentach + trochę kontraktów na akcje. Będę już na tym siedział, aż spełni się jedno z powyższych:
- rynek zrobi to co zazwyczaj, czyli regresję do średniej i spuści powietrze z balona amerykańskich akcji,
- rynek udowodni, że rekordowe wyceny mają swoje uzasadnienie w jakimś zdarzeniu, które dopiero nastąpi, np. wylew gotówki na ulicę, pogoń siły nabywczej za akcjami i zracjonalizuje wyceny aktywów.




piątek, 14 lutego 2014

Spadaj pan

Zgodnie z krachowymi analogiami S&P500 wczoraj lub dziś ustanowi lokalny szczyt niższy niż z początku stycznia i rozpocznie się niekontrolowany zjazd. Postanowiłem zagrać pod tę projekcję (właściwie to pogrywam już od listopada zeszłego roku skracając szczyty i redukując na dołkach). Popatrzmy na wykres:


Na GPW mamy sporo możliwości zagrania na krótko bez lewara, np. certyfikaty na spadki DAX czy ES.F (z różnymi dźwigniami, największa to x4) . Nikogo nie namawiam do gry przeciwko takiemu trendowi! Sam unikam lewara i krótkie pozycje stanowią niewielką część portfela. Są opcją na wypadek mocnego spadku - wtedy dadzą szybko zarobić, natomiast ewentualne dalsze wzrosty nie zagrożą portfelowi, ponieważ z poziomu 1820 pkt wzrost na np. 2000 to tylko 10%. Bez problemu wytrzymam taką stratę dodatkowo pogrywając longi z trendem krótkoterminowym.

Dla mnie sztuka spekulacji polega na kupieniu tanio i sprzedaniu drogo (lub na odwrót). Kiedy cena dochodzi do absurdalnych poziomów nagle okazuje się, że wszyscy zaczynają grać z trendem. Natrafiłem na kilka takich wpisów na blogach - gracze, którzy dotychczas poszukiwali długoterminowych zagrań, teraz kupują longi i piramidują pozycje na zachodnie indeksy. Rynek zrobił się dla nich prosty, wystarczy kupić na SMA50/100/200 i dokładać gdy rośnie. W 2013 rzadko widywałem podobne analizy, choć wtedy ta prawidłowość się krystalizowała.

Silną alternatywą dla spadków teraz jest "horror 2010", czyli okres styczeń-kwiecień 2010:


Wtedy podobnie jak teraz mocniejsza fala spadkowa przyszła na przełomie stycznia i lutego, a potem przez ponad miesiąc indeks piął się po 0.1-0.2% każdego dnia, robiąc nowy szczyt. Był to niezwykle męczący okres dla misiów, kiedy wielu wymiękło nastąpił flash-crash i cała piramidka zawaliła się w 2 dni.

Za tą analogią może też przemawiać zachowanie NASDAQ100:


który hiperbolicznie pnie się w kierunku kolejnego fibo.

WIG20 oczami zagranicy:


czwarte podejście do linii bessy. Kiedyś wreszcie puści i może być gorąco. Co ciekawe zachowanie indeksu pasuje do obu koncepcji dla S&P500:

1. jeśli teraz crash w Stanach, to u nas zejście np. na dolną bandę lub niżej,

2. jeśli Stany idą na nowy szczyt, to my możemy razem z innymi rynkami wschodzącymi wybić wyraźnie opór i kiedy tamci zaczną spadki, my przetestujemy dotychczasową linię bessy jako wsparcie.

Towary

Czekam na zamknięcie miesiąca - jeśli aktualne świece nie zmienią się, to oznacza że wystartowała inflacyjna część hossy (dolar w dół, surowce w górę) :


tu bym jednak uważał, bo na walutach i indeksach pochodnych od nich, trendy są bardzo zdradliwe - sygnały, które wzorcowo działają dla akcji, tutaj częściej są pułapkami.

Podsumowując:

- zbudowana bezpieczna pozycja krótka na S&P500 i DAX pod scenariusz załamania rynku i spadku S&P500 poniżej 1600,

- krótkoterminowa gra na FW20, ostatnio głównie L,

- zamknięta pozycja na kawie (wzrosty były zbyt szalone, ale jeśli rynek da jeszcze szansę to zaczaję się na cukier i/lub pszenicę),

- zostały 2 spółki z newconnect (LUG i Galvo),

- większość środków w gotówce.




czwartek, 30 stycznia 2014

Double kick

Niedawno rozważałem czy towary rozpoczną tradycyjnie hossę na koniec cyklu, czy jednak zwycięży dolar i rynki pogrążą się w deflacyjnym skurczu. Okazuje się jednak, że odwrotna korelacja dolara i towarów nie jest normą i zdarzają się okresy, w których drożeją zarówno surowce, jak i główna waluta rozliczeniowa. Ponieważ nie dysponuję indeksem towarowym posiadającym wystarczająco długą historię, do pokazania braku korelacji w długim terminie użyłem kukurydzy, która jest bardzo ważnym surowcem rolnym w USA:


W 2005 roku rozpoczęła się bardzo silna odwrotna korelacja cen towarów i wartości dolara - dolar słabł, paliwa, żywność i metale puchły. W 2008 pamiętne pęknięcie bańki na ropie i krach na giełdach. Jednakże po kilku latach anty-korelacji warunki mogły się zmienić i możemy być świadkami nie tylko wzrostu cen surowców, ale również umocnienia dolara (a raczej osłabienia walut słabych gospodarek względem dolara). Byłoby to dla mieszkańców rynków wschodzących bardzo niekorzystne zjawisko, bo wzrosty cen importowanych surowców rosłyby podwójnie. Dodajmy do tego wysokie stopy procentowe (vide ostatni wystrzał w Turcji) i mamy stagflację: pędząca inflacja + zduszony rozwój (czyli realnie spadek PKB).


czwartek, 16 stycznia 2014

Dolar toczy swój garb uroczy

Zbliża się szósty rok, odkąd dolar ze śmiecia po 2 zł stał się królem za blisko 4 zł. Imponujący półroczny rajd do początków 2009 roku przez kolejne 3 lata rozbudzał nadzieje niedźwiedzi na kolejny deflacyjny krach, jednakże niespotykane dotąd w historii pakiety stymulujące powstrzymały aprecjację światowej waluty i zdusiły zmienność. Echo krachu 2008 z 2011 roku zbiegło się z odwróceniem dekadowej przewagi siły rynków rozwijających się nad dojrzałymi:

źródło: http://wojciechbialek.blox.pl
Kapitał zaczął wracać z przegrzanych gospodarek EM przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych. Trend na walutach tych krajów względem dolara wrócił do wzrostów lub pozostał w ruchu bocznym. Prześledźmy kilka takich walut. Rand afrykański (RPA) wybija wielki trójkąt i sugeruje powrót do historycznego trendu:


Podobnie może zachować się rosyjski rubel, jeśli technologie pozyskiwania ropy z łupków uniezależnią USA od importu tego surowca:


Również niesiona chińskim popytem Australia dostała zadyszki:



Jednakże faktyczne trendy ustalą się dopiero po wybiciu na surowcach:


Według klasycznego modelu po akcjach przychodzi czas na surowce i gdyby na nie przepłynął kapitał, dolar znowu powinien się osłabić (scenariusz różowy poniżej), a realna inflacja uderzyć w kieszenie zwykłych ludzi. Z drugiej strony straszeni jesteśmy deflacją, gdyż w większości krajów rozwiniętych demografia zaliczyła szczyt i liczba ludzi maleje. W tym scenariuszu surowce powinny wpaść w długoterminowy trend spadkowy, a dolar pomimo dodruków wzmocnić się (scenariusz niebieski) :



Dopóki nie nastąpi rozstrzygnięcie trzymam środki głównie w gotówce, ponieważ polska gospodarka jest zaliczana do rynków wschodzących i spadki na surowcach zmasakrują nasze akcje. Wtedy będę grał kontraktami S-ki i kupował certyfikaty na spadki indeksów. Jeśli natomiast ruszy hossa na towarach i razem z nią kolejna fala hossy na GPW, sposobów na zarobienie na wzrostach będzie jeszcze więcej.

Kto śledził wpisy na blogu wie, że od listopada szukam sygnałów rozpoczęcia bessy. Póki co WIG od tamtego czasu spada, ale to jeszcze nic nie przesądza. Większość uczestników rynku jest przekonana o kontynuacji hossy. W grudniu przedstawiłem analizę, na podstawie której wnioskuję, że skończyła się łatwa hossa, w której wszystko rośnie i rynek pozostaje w trendzie bocznym, który historycznie poprzedzał częściej bessy, ale zdarzyły się też odstępstwa w latach 2003-2007, kiedy konsolidacja służyła akumulacji.

Od wyznaczonego końca "łatwej hossy" minęły 3 miesiące, średni okres budowania szczytu to aż rok, niestety rozrzut jest ogromny, bo w latach 2009-2011 były to 22 miesiące, a w 2007 0, bo nastąpiło natychmiastowe załamanie cen. Ostatnio konsolidacje były długie, możemy zatem zgodnie z zasadą przemienności oczekiwać wyraźniejszych trendów. Klasyczne sygnały AT preferują długie dla WIG, jeśli wierzymy że szczyt już był lub się formuje, musimy kombinować.

Jedną z takich kombinacji jest analiza P/E dla WIG20:


Dynamiczny wyskok ceny do zysku powyżej 18 (strzałki w górę) powodował w 2 przypadkach start bessy, a w jednym wielomiesięcznej korekty.

Podsumujmy:
- brak rozstrzygnięcia na dolarze i commo,
- polskie akcje w boczniaku lub po szczycie,
- indeksy amerykańskie w chmurach, wszystkie klasyczne wskaźniki (p/e, sentyment, dług pod akcje do pkb) na ekstremalnych poziomach.

Wniosek: czekam na wykrystalizowanie się silnego trendu po marazmie ostatnich lat. Na dzień dzisiejszy preferuję start bessy w Polsce i mocną korektę w Stanach np. w okolice szczytów 2000/2007 (ok. 1580) . W przypadku najbliższej przyszłości (np. rok) dolara i surowców nie potrafię się wypowiedzieć, dopóki indeksy CRB i DX.F nie wejdą w trendy.

wtorek, 29 października 2013

Zwodnicza magia wykresów

Oglądając hiperboliczne wykresy złota, akcji czy mieszkań wielu ludzi żałuje, że nie zarobiło na nich fortuny. "Mogłem kupić więcej akcji", "mogłem się nie bać wejść w złoto", "mogłem sprzedać mieszkanie na górce" itd. Jednocześnie zdecydowana większość inwestujących w drogie, podlegające hiperbolicznemu wzrostowi cen aktywa traci. Nie zauważają bowiem, że imponujące zmiany cen, wyrażone procentowo nie są wcale wielkie. Kiedy złoto przebijało 1600 usd za uncję, ludzie rzucili się na zakupy pod rekomendację z ceną 2000. Kupowali drogo, żeby zarobić potencjalnie 20%, przy czym jeśli doliczyć różnice między ceną kupna i sprzedaży, kosztów przesyłki oraz opóźnienia w realizacji transakcji, mogli co najwyżej liczyć na zarobienie jakichś 10% i to przy pozytywnym założeniu, że cena osiągnie te 2000$ (co jak wiemy się nie udało).

Popatrzmy na wykres liniowy banku Pekao:


Załóżmy, że PEO kreśli korektę A-B-C od szczytu z 2007 roku i fale A oraz C będą równe. Dawałoby to zasięg wzrostu do luki bessy ze stycznia 2008 w okolicy 230 zł. Zasięg między obecnym oporem a hipotetycznym zasięgiem wygląda imponująco, jednak jeśli odniesiemy go do aktualnej ceny bliskiej 200zł, to jest to zaledwie 15%. Przejdźmy teraz na skalę logarytmiczną:


Analogiczny wzrost 15% Pekao wykonało 6 razy pod rząd w 2009 roku oraz kilka razy w trakcie obecnej hossy. "Gdybym wtedy kupił" należy sobie powiedzieć, a nie żałować nie podłączenia się do dojrzałego ruchu. Na hiperboli można zarobić na instrumentach pochodnych, gdy walczy się o zarobek w punktach, a nie X%, ale do tego potrzeba wysokich umiejętności i żelaznej konsekwencji, żeby nie przegapić momentu pęknięcia bańki.

Do umieszczenia tego wpisu zachęciła mnie analiza kilku polskich blue-chipów, które wyglądają bardzo byczo. PZU po 514? Proszę bardzo:


Na wykresie możemy zobaczyć długie białe świece, ale akcje wg tego scenariusza mogą zarobić tylko 9%. A ryzyko rośnie..

Na koniec wykres certyfikatów na spadki ropy i WIG20SHORT:


Mam z tymi certami rachunki do wyrównania za 2011 rok ;) Myślę, że wraz z rosnącym wydobyciem łupków, rozwijaniem technologii w USA i uniezależnieniu tego kraju od dostaw ropy z importu, zobaczymy wielką zwałę na ropie oraz wzrosty na dolarze, co da podwójnie zarobić na certach. Dlatego do analiz biorę również rosyjski RTS i USDRUB:


Dopóki nie będzie wybicia, nie ma co zajmować pozycji, jednak obstawiam wyjście górą i kolejne tchnienie wielkiej bessy na EM, zapoczątkowanej w 2007 roku.