Pokazywanie postów oznaczonych etykietą analogie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą analogie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 września 2018

Raport z rynku

Rynek jaki jest, każdy widzi. Małe spółki tąpnęły we wrześniu i wszyscy zastanawiamy się jak długo i głęboko będą jeszcze spadać. Przeanalizujmy obecną bessę na szerokim rynku na tle wcześniejszych rynków niedźwiedzia:

Widzimy, że rynek spadał dłużej tylko w latach 2000-2002.

Świat:


Najbardziej interesuje mnie indeks rynków wschodzących, czyli tych, które ominęła hossa w ostatnich 10 latach. Zakładałem ruch korekcyjny znoszący ok. 50% hossy 2017, jak widać kurs ETFa spadł blisko, ale nie idealnie. Czy jeszcze przetestuje poziomy poniżej 40$ nie mam pojęcia - w skali miesięcznej to tylko kilka świeczek, które nie mają znaczenia gdy ogląda się dekady, natomiast dla ludzkiej psychiki to ciężkie dni i tygodnie.

Jak napisałem ostatnio: zmieniłem pracę i nie mam czasu na giełdę. Czasem zerknę na sesję giełdową, coś dobiorę, ale główna pozycja została już zbudowana. Pozostała amunicja czeka na start hossy.

Najbardziej pasowałby mi scenariusz wielomiesięcznej akumulacji/ubijania dna, wtedy można na spokojnie dokładać akcje do pozycji (tzw. odbicie U). Wariant szybkiego odbicia V jak w 2009 oznacza, że większość nie zdąży kupić akcji w dobrych cenach - na ten scenariusz mam wystarczająco rozbudowaną pozycję.

Jest jeszcze wariant negatywny L - brak odbicia i wieloletnie kiszenie po minimach. Coś jak akcje greckie czy portugalskie w ostatniej dekadzie. Na ten wariant pozostaje mi tylko selekcja spółek pod kątem wypłacanych dywidend i aktywne pogrywanie na krótkie ruchy. Bessa typu L oznaczałaby, że problemy prognozowane przeze mnie na rok ok. 2025 ujawnią się szybciej.

Póki co zakładam, że akcje polskie są bardzo niedowartościowane względem innych klas aktywów i w skali kilku lat powinny rosnąć. Spójrzmy np. na wysokość dywidend spółek z WIG vs lokaty:


Dywidendy WIG vs obligacje 10-letnie:


I sentyment do akcji na GPW:

Odkąd istnieją te wykresy, polskie spółki jeszcze nigdy nie były tak nisko wyceniane. W rozwiniętym państwie kapitalistycznym obecne wyceny potraktowałbym jak okazję życia, w Polsce niestety nie jest to oczywiste: państwo nie chroni akcjonariuszy mniejszościowych przed przekrętami "grubasów", ba, samo działa na szkodę kontrolowanych przez siebie zdrowych spółek, żeby realizować partyjne interesy. Po przeprowadzeniu wywiadów na temat PPK jestem pewien, że ten program będzie kompletną klapą. Nikt nie chce w nim uczestniczyć, wpadną tam tylko ci, którzy kładą lachę na wszystko i nie będzie im się chciało zanieść papierka z wypisem.

Dostałem kilka maili z zarzutami, że tak surowo oceniam obecne władze, pojawiły się nawet sugestie, że jestem z peło, czy innego kodu. Odkąd sięgam pamięcią krytykowałem posunięcia każdej władzy, choć po latach często pozytywnie patrzę na tego czy innego polityka. Jestem pro-państwowcem, zależy mi na sprawnej i silnej Polsce, w której moje dzieci będą miały przyszłość. To że wyciągam wnioski z nieudolności i ciemnoty PiS, nie znaczy że popieram polityków z opozycji, którym wciąż wydaje się, że jedyne czego pragną Polacy to przyjacielskiego poklepania po plecach przez zachodnich cool Europejczyków.

Mniejsza o to, szkoda strzępić języka, miało być o rynku. Mój główny plan się nie zmienia:

- 2018 rok miał być rokiem turbulencji i okazji do zakupów na lata; na razie pierwsza część przepowiedni się spełnia;

- do ok. 2024 liczę na ostatnią hossę na GPW przed wieloletnim strukturalnym kryzysem w Polsce;

- polskie akcje są rekordowo tanie do lokat i obligacji państwowych;

- w czasie gwałtownych ruchów cen akcji nie czytam newsów i nie patrzę w notowania; wolę zajrzeć na wykresy ze świecami miesięcznymi i szacunkowymi stopami zwrotu na następne 10 lat - tutaj stosunek ryzyko-nagroda jest bardzo korzystny; jak to mawiają Amerykanie: short term pain, long term gain :)

wtorek, 28 sierpnia 2018

Polowanie na trend

WIG20USD technicznie, jak go widzi świat:


Po 11 latach bessy i konsolidacji marzy mi się wreszcie trend wzrostowy. Kilka lat hossy, takiej prawdziwej, której jeszcze nie miałem okazji przeżyć na parkiecie. Zaczynałem grę na giełdzie we wrześniu 2008, krach z października był niesamowitym doświadczeniem, które uformowało mnie na lata i pozwoliło zarabiać na bardzo trudnym rynku. Ale prawdziwe pieniądze robi się kiedy kapitał płynie na rynki, a naszym zadaniem jest siedzieć, nie kombinować i utrzymywać pozycję.

Na dziś technika pokazuje zmianę trendu. Dla porównania przypominam sobie NIKKEI z 2012 roku:



Może nie ta skala czasowa, ale tamto wybicie uświadomiło mi, jak zmienne są rynki. Mogą bujać w miejscu 4 lata, a później iść w jednym kierunku jak po sznurku i odstawiać wszystkie wskaźniki fundamentalne, makro i cykle. Czasem nie ma co kombinować, czasem najważniejsza jest zwykła analiza techniczna.

niedziela, 19 sierpnia 2018

Analiza szerokiego rynku

Nie samym głodem żyje człowiek, pora więc na analizę giełdową. Na tapetę biorę wykres szerokiego rynku (wszystkie spółki z GPW), który wielokrotnie wskazywał mi kiedy redukować, a kiedy powiększać pozycję. Odwoływałem się od jakiegoś czasu do pewnej analogii, którą dzisiaj przedstawię bardziej szczegółowo.


Rozpatrzmy 3 bessy od 2007 roku.

1. Ok. roczny silny trend spadkowy.
2. Korekta, która daje nadzieję, że to już koniec spadków. W obecnej bessie ta korekta wystąpiła w styczniu, i był jedyny miesiąc w tym roku, kiedy fundusze akcyjne zanotowały dodatnie saldo wpłat.
3. Wyprzedaż akcji po przebiciu poprzedniego dołka.
4. Faza uspokojenia, w której szeroki rynek się osuwa, ale najlepsze spółki są już w trendach wzrostowych lub konsolidują się przed hossą.

Według tej analizy możemy być już w fazie uspakajania bessy. Zaznaczam, że na tym wykresie taką samą wagę posiada wydmuszka z Necwonnecta wyceniana na 2 miliony, jak i moloch z WIG20 za kilkadziesiąt miliardów.

Dla mnie jest to okres budowania pozycji przed przyszłą hossą. Wyszukuję mocno przecenione w czasie bessy spółki, które wytwarzają realne towary/usługi, zarabiają pieniądze, wypłacają dywidendy (które przy niskiej wycenie biją lokaty na głowę). Niektóre pozycje muszę ucinać krótko po kupnie - zazwyczaj to spółki, które posiadały świetne wskaźniki w czasach taniego pieniądza, ale odkąd Fed przykręca kurek z dolarem, kapitał na świecie się kurczy i spółki te tracą płynność. W ten sposób płacę za odstępstwo od zasady, żeby kupować spółki z niskim zadłużeniem i sporą ilością gotówki na koncie - czasem łapanie noża po mocnym spadku zbyt bardzo kusi (ostatnio taka sytuacja PCM).

Moja strategia akumulacji zakłada, że nie dojdzie do głębszego krachu. Muszę być jednak ubezpieczony również na wypadek wywindowania dolara w celu rozłożenia na kolana słabszych gospodarek. Do tego dobrze nadają się spółki z WIG20 - rządzi tam zagranica; w tym roku całkiem dobrze wychodzą mi krótkoterminowe zagrania (głównie kupowanie panik i wywalanie na odbiciu, ale też kilka razy przyszorciłem).

Większość analiz z którymi się zetknąłem, przewiduje koniec bessy na mniej więcej wiosnę 2019. Z tej analizy wynika, że dołek może być szybciej i warto nie spóźnić się na zakupy. Powoli dochodzę do 50% wypełnienia portfela akcjami (plus ok. 10% w ETFach). Jest jeszcze amuniacja na reakcję.


niedziela, 12 sierpnia 2018

Rzut oka na prehistoryczne wykresy

Coraz rzadziej odpalam komputer stacjonarny z Linuxem. Kiedy miałem firmę, stała na nim cała infrastruktura, pierwsze co robiłem po przebudzeniu to włączałem komputer, uruchamiałem skrypty startowe i dopiero szedłem do łazienki. Po powrocie do biurka czekały już gotowe do pracy programy deweloperskie, przeglądarki i aplikacje giełdowe.

Obecnie, w erze smartfonów i laptopów komputer stacjonarny włączam głównie w weekendy. Jest już wiekowy, ale nadal ma przewagi nad laptopem: porządne głośniki, duży monitor, zaciąga pocztę z kont, do których zapomniałem już haseł i.. jako jedyna maszyna pozwala odpalić analizy techniczne napisane w javie na stooqu. To wciąż moje ulubione narzędzie do AT, choć ostatnio coraz częściej wklejam analizy robione w nowej wersji html5. Niestety nowe narzędzie stooq nie pozwala zapisywać analiz, a w starej wersji mam kilka kwiatków, które od lat pozwalają mi monitorować sytuację na indeksach.

Weźmy np. pojawiający się od 2012 roku analizator rynków byka w USA:

W 2015 skutecznie wytypował start bessy, a na 2018 przewidywał silniejszą korektę w hossie. Można się spierać czy w 2015 roku była bessa w USA, ja stoję na stanowisku, że była (czytałem niedawno, że przeciętna spółka z indeksu S&P500 straciła wtedy ok. 30%), nie ma natomiast wątpliwości, że na rynku polskim mieliśmy silną bessę, która zjadła blisko 1000 punktów na WIG20.

Dla miesięcznego WIGu nie znalazłem jakiejś magii, pozostajemy w mocy kanału wzrostowego:


Ciekawą analizę znalazłem dla SWIG80_PB:


Nie mam pojęcia kiedy powstała, ale jeśli zauważona wcześniej analogia wygląda sensownie.

A zatem moja strategia nie zmienia się, mimo lokalnych kraszków i wieszczenia armagedonów, wykorzystuję paniki do powiększania pozycji i pozostaję jak:







wtorek, 24 kwietnia 2018

Czekanie

Szeroki rynek spada:

Dla trzymających akcje dobra wiadomość jest taka, że według poprzednich analogii największe spadki powinniśmy mieć już za sobą. Dla nie posiadających akcji dobra wiadomość jest taka, że będzie można je kupić taniej. Kiedy? Jeśli analogie zagrają, jest szansa na dołek na szerokim rynku za 4-7 miesięcy. Ale pewnie tak długo nie wyczekam - dobre spółki odbiją szybciej, może niektóre już ustanowiły dno i ruszają do nowej hossy?

WIG_POLAND_MARKET_VALUE / WIG_POLAND_BOOK_VALUE :


Wykres jaki jest każdy widzi. Przed 2007 1.25 byłoby tanio, od 2008 bessy przyzwyczaiły nas do wartości 20% niższych.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Podsumowanie ankiety i wykresy

Dziękuję za oddane głosy. Dzisiaj nie będę się rozpisywał, myślę że w obecnej sytuacji lepsze efekty da nam wypunktowanie najistotniejszych informacji.

1. Krajowy sentyment:




Dzisiaj już wszyscy wiedzą, że jest bessa. Potwierdza to nawet nasze zaangażowanie w akcje. Również należę do większości, która wytypowała pierwszą odpowiedź (0-20% kapitału w akcjach).

Saldo wpłat i umorzeń do funduszy akcyjnych było w lutym ujemne:

natomiast wpływy do bezpiecznych funduszy gotówkowych i pieniężnych rekordowe.

O bessie piszą grający w oparciu o fundamenty, analizę techniczną oraz cykle i makro (poza jednym blogerem, który zawsze widzi hossę, nawet gdy akcje spadają kilkadziesiąt procent ;)

Gwoli ścisłości należy podkreślić jednak, że 40% czytelników tego bloga zaangażowało w akcje ponad 40% swoich płynnych kapitałów. Szkoda, że nie przeprowadziłem tej ankiety w marcu i październiku 2017, mielibyśmy dane porównawcze. Z pewnością w najbliższych latach powtórzę badanie.

Argument za kupnem akcji.



2. Wyceny krajowych spółek:


Nie jest tanio jak w dołkach poprzednich bess. Zejście na linię trendu wzrostowego sprowadziłoby wyceny w okolice dołków bessy 2015-2016.

Nie jest drogo, ale zejście na drugi poziom możliwe.


3. WIG20USD vs S&P500:


Droga Ameryka, umiarkowanie tania Polska.

Widzę tu długoterminową zmianę trendu premiującą polskie akcje.


4. Światowe indeksy:

Brytyjski UK100 pokazuje co może się zdarzyć, gdy rynek wychodzi z wieloletniej bessy. Po 18 latach, 2 wielkich bessach i męczących konsolidacjach mało kto spodziewa się wieloletnich wzrostów.

MSCI Emerging Markets ETF:

Nowy szczyt po 10 męczących latach. Korekta jak najbardziej wskazana, ale długoterminowo to byczy sygnał. Przypomnę po raz n-ty analogię:


Jeśli uznamy analogię szczyt bańki 2007 na rynkach wschodzących = szczyt bańki na NASDAQ 2000, to wtórna bessa 8 lat później (2015-2016) odpowiada bessie z 2008. A potem wystartowała hossa do niebios...

Argument za mocnymi wzrostami w długim terminie.


Podsumowanie:

Rynek jest skutecznie wyczyszczony z przypadkowych inwestorów. Może krótkoterminowo timing jeszcze nie ten, ale w tym kwartale zamierzam przejść z zaangażowania 0-20% przynajmniej do 21-40%.

Ciągle brakuje mi przysłowiowej kropki nad 'i', powszechnej kapitulacji i scenariuszy przyszłej katastrofy, w które sam zacznę wierzyć. Wojna celna z Chinami wydaje się dobrym scenariuszem do rozgrywania rynków.

Nie piszę o dolarze, wygaszaniu programów płynnościowych czy wspomnianej wojnie celnej, bo gazetowe teorie oparte o nie są zbyt abstrakcyjne. Skoro prawie wszyscy mylili się w sprawie wpływu QE na rynki, dlaczego teraz mieliby odgadnąć jak zachowają się ceny aktywów. Na chłopski rozum ściąganie płynności powinno spuścić powietrze z balona, tylko że na chłopskim rozumowaniu się nie zarabia na giełdzie.

środa, 7 lutego 2018

Nie lekceważ analizy technicznej

Skuteczna gra na giełdzie jest jak MMA (Mixed Martial Arts - mieszane sztuki walki). Mistrz w jednej dyscyplinie, czy to będą zapasy, boks czy ju-jitsu nie ma szans na zwycięski puchar. Musi poznać techniki innych sztuk walki, żeby poradzić sobie w walce wręcz, w klinczu, parterze czy wyrwać się z dźwigni. Są okresy, w których jeden styl dominuje, np. na początku tryumfy święciło brazylijskie ju-jitsu, dopóki jego techniki nie zostały zaadoptowane przez innych zawodników i na czoło wysunęli się zapaśnicy. Ale i na nich znalazły się metody: duszenia, knock-outy, więc okazało się, że bez umiejętności kopania i boksowania daleko się nie zajedzie.

Dzisiejsze (6.02.2018) spadki na giełdzie były do przewidzenia. Nie wymądrzam się po fakcie, pisałem od tygodni, że większość moich analogii premiuje spadki:

Jak widać moja czysto subiektywna analiza techniczna najsłabszych spółek dzisiejszej sesji, zakłada kontynuację spadków większości z nich, lub przynajmniej konsolidację przez kolejne tygodnie. Dlaczego skupiam się na najsłabszych? Ponieważ jestem wierny swoim analizom cykli oraz małych spółek, które pokazują bessę na szerokim rynku. W bessie patrzy się na słabeuszy, bo oni pierwsi dają sygnał do spadków, analogicznie w hossie najsilniejsze spółki rosną pierwsze.
Ważą się losy mojego planu na 2018, ponieważ dalsze wzrosty mogą oznaczać, że zostanę głównie z gotówką i będę musiał się zdrowo nagłówkować, jak optymalnie odbudować pozycję akcyjną.


http://podtworca.blogspot.de/2018/01/swig80-przez-pryzmat-dzisiejszych.html

Hossy dają zazwyczaj dobrze zarobić technikom fundamentalnym, dlatego często zdarza im się pisać, że analiza techniczna nie działa. Na dowód pokazują jakiś niezrealizowany RGR czy wykupione RSI po którym indeks urósł 200% i wyśmiewają koncept analizy rynku w oparciu o cenę i czas. Jest to jednak fałszywe podejście - równie dobrze gracz techniczny mógłby powiedzieć, że analiza fundamentalna nie działa, bo kupował niski C/Wk i wtopił na Fonie, Atlantisie i IDMie.

Jestem na giełdzie 10-ty rok. Przez ten czas obserwowałem wzrost i upadek wielu ciekawych blogów pisanych przez inwestorów wyznających jedną prostą zasadę. Były portfele skoncentrowane, kupowanie małych, dobrze rokujących spółek, kupowanie wybić hossy, polowanie na początek krachu, kupowanie kruszców pod analizy giełd towarowych i wiele, wiele innych. Niestety ich autorzy mimo ciekawych analiz, celnych spostrzeżeń i bardzo wnikliwej pracy, nie potrafili wyjść poza metody i scenariusze, do których się przywiązali.

Okazywało się, że koncentracja działa w USA, a w Polsce co najwyżej w latach 2005-2007 i 2009-2010, a w innym okresie masakruje portfel. Poszukiwacz pereł z NC angażował się tym mocniej, im bardziej portfel tracił, nim spółka poległa jeździł nawet na walne i pisał o procesach sądowych. Technik brylował na wysokiej zmienności lat 2007-2011, dopóki nie zjadła go kilkuletnia konsolidacja na WIG20, a inwestor w kruszce pisał coraz rzadziej wraz z każdym kolejnym rokiem bessy na metalach, aż w końcu skasował bloga.

Niestety rynki nie pasują do jednego modelu, w dodatku nieustannie się zmieniają, więc poza swoją bazową metodą gry należy nieustannie przyswajać kolejne techniki pozwalające się w niej utrzymać.

Nie piszę tego wszystkiego, żeby się wymądrzać. Jestem przeciętnym graczem, lata temu marzyłem, by móc utrzymywać się z aktywnej gry na giełdzie, ale nie byłem w stanie wypracować skutecznych metod na osiąganie wysokich zysków oraz pokonać barier psychicznych. Inwestowanie/granie jest dla mnie formą oszczędzania i powiększania kapitału. Nie porównuję swoich wyników z jakimś indeksem giełdowym, np. WIG, tylko z lokatami. Wystarczy mi do szczęścia zarobić tyle co na lokacie gdy na rynku akcyjnym jest bessa, a w hossie wyciągnąć choć 2/3 z tego, co daje indeks.

Mało? Dla tych, którzy potrafią zrobić miliony z tysięcy z pewnością, ale nie oszukujmy się - ilu takich krąży na Ziemi? Większość w długim terminie traci i rezygnuje z oszczędzania poprzez rynki kapitałowe. Na blogach Bossy lata temu był opublikowany artykuł (niestety nie mogę znaleźć linka, może komuś się powiedzie) o zarządzającym jednego z najlepszych funduszy, który przez lata bił rynek. Pewnego dnia postanowił policzyć, ile średnio zarobili jego klienci - okazało się, że średnio klienci stracili. Kupowali fundusz, kiedy bił rekordy, sprzedawali kiedy tracił.

Wracając do głównej myśli wpisu: zdecydowaną większość zysków zawdzięczam analizom fundamentalnym. Kilka lat temu pogrupowałem wszystkie wcześniejsze zagrania, od tych trwających sekundy, do pozycji trzymanych ponad rok na kategorie:


-->
odbicie od wsparcia/oporu AT midterm wbrew trendowi nadrzednemu
pod zmiane trendu pod linia trendu/sma
skalp fw20 kontynuacja trendu intraday
bez planu
pod kontynuacje trendu AT midterm z trendem glownym
ruch do wsparcia/oporu AT midterm z trendem glownym
odbicie od ekstremum AT wbrew trendowi
long term AF

Kolory jak łatwo się domyśleć oznaczają sumaryczny wynik dla klasy zagrań - od mocno ujemnego (czerwień), przez lekko dodatni (mdła zieleń) po zauważalne zyski (zieleń). W 2018 "long term AF" musiałoby zmienić kolor na ultra-zielony, albo wszystkie inne zielenie wyblaknąć. Sama tabelka jest jednak informacją niepełną: zyski na akcjach fundamentalnych zawdzięczam analizom technicznym indeksów, spółek, cykli, sentymentu i wielu innym czynnikom, które wpływają nie tylko na to co kupuję, ale też kiedy oraz w jakiej ilości.

To analizie technicznej zawdzięczam utrzymanie wypracowanych zysków. Dzięki niej udało mi się uniknąć zauważalnych strat podczas wszystkich bess od 2008 roku (jedyny rok zamknięty na minusie to 2012 i to głównie przez nieudolną grę na FW20). Dzięki analizom technicznym skutecznie wytypowałem odpowiedni czas na budowanie pozycji długiej na akcjach dobieranych ze względu na fundamenty. Nawet jeśli tym razem nie trafię z analizami, to było warto.

Analiza techniczna to nie zbiór kilku technik, tylko złożony proces wyszukiwania zależności cenowo-czasowych, które w danym okresie działają. Śmieszy mnie badanie skuteczności jakiegoś wskaźnika na przestrzeni X lat, jeśli ten wskaźnik działa raz na jakiś czas, gdy spełnionych jest mnóstwo warunków (również nie-technicznych).

Stosowanie analizy technicznej nie oznacza, że musimy stosować się do jakichś sygnałów kupna czy sprzedaży. Czasami analizy mogą służyć nie zrobieniu czegoś. Np. interesuje mnie spółka Y, fundamenty wskazują na lekkie niedowartościowanie, ale technika pokazuje trend spadkowy na spółce oraz indeksie, do którego należy. Najbliższe wsparcia są odległe, a cykle wskazują na etap bessy. Statystyka pokazuje, że rozsądniej jest wrzucić spółkę do obserwacji lub zbudować pozycję niewielkimi pakietami, niż wejść od razu za całość.

No dobra, tyle pisania to dajmy na koniec jakiś wykres:


Jesteśmy rok od szczytu hossy na szerokim rynku. Zgodnie z dotychczasowym zachowaniem (wyjątkiem są lata 2004-2005, do których dość często porównuję obecny okres) indeks wykonał korektę wzrostową i zmierza w kierunku dna. W 4/5 przypadków dno zostało wybite i w ciągu 2-14 miesięcy indeks dalej spadał. Jeśli zatem zobaczymy dalsze spadki na małych spółkach (na co liczę), na przełomie marca i kwietnia rozpocznę budowanie pozycji akcyjnej pod nową hossę.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Pierwsza część scenariusza prawie wypełniona

Według listopadowej analogii:


SWIG80 wykonał minimum korekty:


Choć zakładam, że indeks powinien powalczyć z poziomem 15200, a WIG ma wielkie szanse na pobicie szczytu wszechczasów:


zacząłem redukowanie pozycji i wyprzedałem większość akcji kupionych w październiku-listopadzie. Zapewne niektóre z nich nie będą już tańsze, trzymam się jednak scenariusza z wtórnym dołkiem na SWIG80 i turbulencjami w 2018 roku.

Po roszadach w indeksach akcje SWIG80 już nie są tanie:


Większe zakupy kuszą, bo portfel znowu podszedł pod szczyt. Spodziewałem się raczej długotrwałego przebywania na minusie względem maksymalnego zysku, tymczasem kilka papierów podskoczyło kilkadziesiąt procent. Jeśli nadejdzie kolejna fala bessy na małych spółkach żal będzie oddać te zyski, podobnie szkoda byłoby zobaczyć falę hossy, jeśli zredukowało się pozycję. Taki urok giełdy.

sobota, 30 grudnia 2017

Garść prognoz na 2018 i później

Zakreślony w poprzednim wpisie plan na 2018 nie obejmuje podstawowych założeń mojej długoterminowej strategii. Choć pisałem o tym w co drugim giełdowym wpisie, powtórzę: moja strategia zakłada granie z trendami opartymi o cykle, w szczególności kilkuletnie cykle przepływu kapitału między rynkami rozwiniętymi i rozwijającymi się (ok. 6-7 lat) oraz cykle hossy-bessy na GPW (ok. 3.5 roku).

Akcje

2018 według moich analiz powinien być rokiem specyficznym, ponieważ cykl wzrostowy na rynkach rozwijających się, do których należy Polska, powinien zderzyć się z fazą spadkową cyklu hossa-bessa. Stąd moje przygotowania do możliwych turbulencji i wysokiej zmienności. Na GPW szukałbym podobieństwa do tego, co działo się na amerykańskim rynku w 2011/2012 roku. U nas był wtedy krach, u nich szybkie sczyszczenie rynku i powrót hossy:


Jednym słowem dalej gram pod analogię, którą również prezentuję od kilku lat, że:
- bańka 2007 w Polsce była odpowiednikiem bańki dotcomów z 2000 r.,
- bessa 2015/2016 na WIG20 była odpowiednikiem bessy 2007/2008 w USA (w obu przypadkach wtórny dołek po ok. 8 latach od szczytu bańki),
- hossa 2016/2017 na WIG20 była odpowiednikiem hossy 2009/2010.

PLN

Tak przedstawia się koszyk walut rynków rozwijających się do dolara.
Polski złoty ubił dno szybciej:


Zakładam, że w skali najbliższych kilku lat zobaczymy kontynuację umacniania złotego. Akurat 2018 może skorygować jego siłę, ale raczej nie spodziewam się już dolara i franka powyżej 4zł czy euro blisko 5.

Jednocześnie uważam, że jeśli:

- Polska uniknie poważniejszych turbulencji,
- rząd nie przywróci reform emerytalnych,
- w ciągu kilku lat zobaczymy dolara czy franka poniżej 3zł,

będzie to ostatni dzwonek na pozbycie się kredytów walutowych i kupienie za silnego złotego aktywów zagranicznych przed wysoce prawdopodobnym załamaniem systemu emerytalnego. Kryzys demograficzny z grubsza widzę tak:

- jeśli Polska nie przyjmie euro, to rząd będzie drukował walutę i posypie się PLN, akcje mogą przechować wartość jak np. w Argentynie,
- jeśli Polska przyjmie euro, w wyniku dewaluacji na wartości stracą akcje, mieszkania, ziemia itd.

Na razie jednak moja pozycja to:

Long PLN, czyli nie kupuję walut.

Surowce

Przepływ kapitału do rynków rozwijających się oznacza zwiększony popyt na surowce. Poprzedni cykl napędzały surowce potrzebne do budowy gigantycznej infrastruktury, głównie w Chinach oraz w końcowej fazie paliwa i kruszce.



Na nowy kierunek ekspansji gospodarczej typowane są kraje leżące nad Oceanem Indyjskim oraz Afryka. Ponadto już w tym roku ruszyły do góry tzw. metale ziem rzadkich używane do produkcji np. aut elektrycznych.

Tutaj moja luźna projekcja zachowania indeksu surowcowego CRB:



Nie umiem ocenić, które surowce urosną najmocniej, może któryś z czytelników orientuje się w temacie, natomiast jako gracz "cyklista" otworzyłem już pewne pozycje:

- ETFy na uran i technologie solarne, czyli ekspozycja na producentów energii, którzy mają zastąpić paliwa kopalne,
- kupiłem mocno przecenione spółki spożywcze na GPW jak Colian, Otmuchów, Atlanta Poland czy Indykpol.

Jak widać wierzę w kilkuletni trend wzrostowy na towarach, więc będzie wiele okazji do zajęcia pozycji na odpowiednich spółkach, funduszach i towarach.



wtorek, 21 listopada 2017

Plan dalszej gry

Niedawno pisałem, że przyspieszenie spadków na małych spółkach skłoniło mnie do powrotu na rynek. Podbieram regularnie niewielkie pakiety akcji z myślą o przyszłej hossie na małych spółkach, jednak jeśli zbyt mocno i szybko odbijają, to redukuję pozycję. Zaangażowanie portfela w akcjach GPW to obecnie ok. 28% + ok. 10% w ETFy, co razem daje prawie 40% zainwestowanych pieniędzy.

Podtrzymuję swoją prognozę, że SWIG80 kopiuje zachowanie WIG20 z lat 2015-2016, zatem gdyby listopad przyniósł dołek na małych spółkach (co obstawiam opierając się na długości trwania spadków oraz najniższym w historii odczycie sentymentu indywidualnych inwestorów), to dołek ten byłby odpowiednikiem dołka na WIG20 ze stycznia 2016. Czekałby nas zatem jeszcze retest dna w skali pół roku, jak wtedy w czerwcu 2016 przy okazji Brexitu oraz kolejne miesiące ubijania dna, które byłyby idealną okazją do zbudowania portfela.

Obejrzyjmy analogię na wykresie:

Jak widać zatem, pomimo wzrostów na WIG20 zachowuję się jakby była bessa. I faktycznie, szeroki nieważony indeks wszystkich spółek na GPW jest w regularnej bessie:

Tu w mojej wersji (uwaga - indeks zbudowany jest wyłącznie ze spółek, które przetrwały na parkiecie do dziś, zatem nie uwzględnia bankrutów, wykupów i wycofanych z innych powodów):


ADLINE tradycyjnie pikuje w dół:


Okresy kiedy ten indeks idzie w bok lub rośnie, to te rzadkie momenty, gdy bezwzględnie należy mieć akcje. To wtedy robione są największe wzrosty szeroką ławą, wtedy kiepskie spółki często wyprzedzają te dobre, częściowo wynagradzając całe lata zawodzenia właścicieli.

Plan jak każdy plan może ulec zmianie, jeśli sytuacja na rynkach się zmieni.

sobota, 28 października 2017

First out, first in

Kiedy w sierpniu zaczynałem wyprzedaż portfela akcji rozciągniętą do początków października, nie przypuszczałem, że ledwie 3 tygodnie później zacznę odbudowywać pozycję. Spadki z ostatnich 2 tygodni były bardzo gwałtowne, a ceny wielu fundamentalnych papierów spadły na atrakcyjne poziomy.

Atrakcyjne poziomy w  bessie to pojęcie względne, nie ważne ile cena wcześniej spadła, zawsze można stracić kolejne kilkadziesiąt procent. Coś mi jednak podpowiada, że spadki obserwowane od kilku miesięcy na małych spółkach i szerokim rynku nie są elementem klasycznej dewastującej bessy.

Zerknijmy na wykresy:




Rynek leci w dół i nie ma na razie żadnych oznak zmiany trendu. Jednak kilka czynników sprawia, że kolejne fale spadkowe będę wykorzystywał do kupowania akcji.

1. Po pierwsze: czy nieustanne spadki na SWIG80 nie przypominają wam czegoś? Pamiętacie maj 2015? Ja tak. Byłem wtedy w stanie euforii, wydawało mi się, że po latach flauty rusza pokoleniowa hossa. Tymczasem indeks dużych spółek WIG20 rozpoczął pierwszą w swojej historii serię 9 spadkowych miesięcy. Kiedy naruszył 2000 punktów zacząłem kupować akcje molochów z przekonaniem, że trafiła mi się okazja życia. Ale 2000 było ledwie przystankiem w drodze na 1650 punktów, a "okazje życia" były dostępne jeszcze przez cały rok. Dopiero w 2017 WIG20 zaczął błyskawicznie odrabiać straty.

A jak było z małymi i średnimi spółkami w tym roku? Kiedy SWIG80 budował szczyt w marcu b.r. byłem bliski euforii i robiłem mentalne ćwiczenia z trzymania akcji w bańce. Kiedy Trakcja, którą miałem od 12zł, przebiła 18zł, widziałem już 30zł na horyzoncie. Dzisiaj Trakcja kosztuje 8zł. Spółka od szczytu straciła więcej, niż jest obecnie warta. Nie twierdzę, że zamierzam odkupić akurat tę spółkę, budowlanka jest bardzo ryzykowną branżą. Historia polskich inwestycji pokazuje, że ryzyko bankructwa rośnie wraz z liczbą zdobywanych kontraktów. Niemniej znowu można znaleźć na rynku spółki siedzące na gotówce, płacące co roku wysokie dywidendy i zupełnie zapomniane przez rynek.




2. Wspomniane dywidendy. 2015 i 2016 rok zamknąłem z zyskiem dzięki dywidendom i nie obrażę się, jeśli 2018 rok zapisze się w mojej pamięci podobnie. Marzy mi się rok ubijania dna na małych spółkach, dający okazje do kupna zdrowych biznesów za ułamek ich wartości. Oczywiście byłbym wtedy sfrustrowany, bo większość kupowanych akcji przez miesiące spadałaby dalej, ale co zrobić, taki styl inwestowania wybrałem i w takim stylu potrafię zarabiać :)

Aktualnie div yield dla SWIG80 osiągnął 2.5%, 5 razy więcej niż lokaty w mBanku:



3. Sentyment. Obecny rok charakteryzuje się kolejną anomalią: wzrostom cen akcji towarzyszy ucieczka drobnych inwestorów z giełdy. Zupełnie inaczej było jeszcze w 2013:

źródło: https://10-procent-rocznie.blogspot.com

Wygląda to tak, jakby ludzie po latach ciągłych zawodów ze strony GPW postanowili zamykać pozycję jak tylko wyjdą na 0 po wcześniejszych zakupach na szczytach. We wzrosty polskich akcji wierzy już tylko zagranica, która cały czas kupuje polskie aktywa..

ETF na Polskę


4. Wielki cykl przepływu kapitału między rynkami rozwiniętymi a rozwijającymi się, czyli EEM/DM ratio. Ja gram pod scenariusz, że cykl  premiuje teraz rynki rozwijające się w tym Polskę, choć np. W. Białek obstawia szczyt słabości emerging markets dopiero w okolicach przyszłego roku przy okazji turbulencji w Chinach. Więcej pisałem tutaj:
https://podtworca.blogspot.com/2017/07/wielka-rotacja.html

Tyle na razie za wzrostami. Mam również argumenty przemawiające za spadkami. Tak już jest od kilku lat: wszystko co działało w latach poprzednich jest już znane i nie daje zarobić. Rynek raczej fluktuje, niż chodzi synchronicznie jak do 2012 roku. Kapitał przepływa między branżami, nigdy nie wiadomo, którą z nich postanowi wywyższyć, a którą zepchnie z klifu. Zapewne nadejdą jeszcze czasy, kiedy będą rosły prawie wszystkie akcje, na razie kapitał woli polskie mury i obligacje.



wtorek, 3 października 2017

Analogie i sygnały, których nie lekceważę

Dziś dwa tematy bez zbędnej gadaniny.

1. Niesamowita cykliczna zależność, trwająca ponad 100 lat dla lat kończących się na 7:


Temat podchwycony przez połowę blogów i serwisów giełdowych, wykres mówi sam za siebie, jest październik, powinien być krach ;) Z mojej strony mogę dodać, że już na początku roku wyznaczyłem październik jako kres trzymania akcji w hossie, choć jak wiemy hossy na małych spółkach nie ma już od miesięcy. W związku z tym przechodzimy do drugiego tematu:

2. Słabość małych spółek:

6 miesięcy spadków z rzędu nie zdarzało się w hossie, więc zakładam że mamy na maluchach bessę. Na szczęście dla nas (tj. trzymających dotychczas akcje) spadki były bardzo łagodne i dzięki rosnącemu WIG20 portfele raczej rosły. Co więcej w latach 2005, 2011 czy 2014 do dołka było już 2-4 miesiące, więc pod taki scenariusz nie opłaca się sprzedawać. Z drugiej strony są również przypadki z lat 1998, 2001 i 2008, kiedy akcje zostały zmasakrowane, a bessa potrafiła trwać jeszcze wiele miesięcy.

Ja postanowiłem psychicznie odpocząć, 2017 był dla mnie bardzo łaskawym rokiem i na razie widzę więcej ryzyka, niż szans, więc kontynuuję wyprzedawanie akcji. Zostało już niewiele kapitału w akcjach, głównie w spółkach, które nie uczestniczyły we wzrostach, są niedowartościowane, mają środki pieniężne itd. Na początku roku takich spółek miałem ponad 50 (ok. 80% portfela w akcjach), obecnie została mniej niż połowa, dodatkowo zredukowana do bezpiecznych poziomów (ok. 20% portfela w akcjach). Mogę na nich przeczekać do kolejnej hossy.

Obserwuję również pewne zachowanie charakterystyczne dla bessy:
- dynamiczne spadki na spółkach z kiepską sytuacją finansową,
- spadki na spółkach ze ściemnianymi wynikami,
- trend na szerokim nieważonym rynku: stabilny-spadkowy:


To tylko moje aktualne spostrzeżenia, na plus dla akcji przemawia kiepski sentyment i bardzo atrakcyjne dywidendy na tle innych form lokowania oszczędności. Długoterminowo zamierzam pakować się w akcje, ale skoro większość spada, to niech spadną jeszcze bardziej. Może uda się kupić małe i średnie spółki w takich promocjach jak WIG20 pod koniec 2015 i przez prawie cały 2016.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Krach, post-krach i co dalej?

3 lata temu (wrzesień 2014) przedstawiłem koncepcję wtórnego dna na akcjach, występującego ok. 7-8 lat po krachu:



Do analizy wykorzystałem Dow Jones z czasów krachu 1929 oraz ówczesny MWIG40. Spodziewałem się wówczas adekwatnych spadków. Jak wiemy na indeksie średnich spółek wtórna bessa nie wystąpiła (przebywał blisko 2 lata w konsolidacji), silne spadki dotknęły natomiast indeks WIG20, który runął w okolice 1650pkt.

Przyjrzyjmy się zatem indeksom:
- S&P500 z czasów Wielkiej Depresji,
- NASDAQ w XXI wieku,
- WIG bieżący:




Szczyty baniek nie są idealnie zsynchronizowane, ale pewien schemat jest wyraźnie widoczny:

1. pęknięcie bańki i jazda w dół bez trzymanki,

2. kilkuletnie mozolne odreagowanie, które nawet nie zbliża się do szczytów z czasów bańki,

3. wtórny krach po ok. 8 latach od szczytu bańki, ceny akcji spadają w okolice dna pierwszego krachu (na indeksie WIG nie ma takiego spadku, gdyż dodawane są do niego dywidendy, na WIG20 widzielibyśmy to lepiej).

Zakładając, że jest to pewien schemat obrazujący zachowanie aktywów od powszechnego zainteresowania po zapomnienie, nasuwa się pytanie - co dalej?

1. Scenariusz z Wielkiej Depresji - po panice 1938, której odpowiednikiem byłyby spadki WIG w 2015, rynek nieznacznie odbił a potem osuwał się jeszcze przez 4 lata, nim rozpoczął prawie 30-letni rynek byka. Myślę, że tak źle z polskimi akcjami nie będzie, bo nie doświadczyliśmy załamania gospodarczego.

2. Scenariusz krachu 2008 - po ustanowieniu dna w marcu 2009 roku NASDAQ wszedł w silną hossę trwającą mimo korekt do dziś:




Pod ten scenariusz się przygotowuję. 2016/2017 na WIG byłby odpowiednikiem pierwszej fali wzrostów z 2009/2010 roku na NASDAQ. 2018 powinien przynieść silniejszą korektę (cykliczną bessę) ala 2011.

Jest to tylko pewna mapa, pod którą planuję grę. Wnioskowanie z 2 przypadków jest nienaukowym podejściem, ale jak wskazywałem w poprzednich wpisach, istnieje wiele innych przesłanek za akumulowaniem akcji w długim horyzoncie. Z tego powodu, choć zakładam tymczasowe wyjście z akcji na przełomie 2017/2018 roku w celu oczyszczenia umysłu i ustawienia się pod odebranie ich taniej (bazowy scenariusz przedstawiony powyżej), rozważam dwa inne scenariusze:
- że akcje odjadą po moim wyjściu - wtedy będę je kupował drożej na korektach trendu wzrostowego,
- że spadki mnie zaskoczą i zostanę z akcjami - wtedy będę czekał aż ceny odbiją i brał dywidendy.


sobota, 22 lipca 2017

Czy to już bessa?

2016 był dla mojego portfela trudnym rokiem. Kupowałem mnóstwo przecenionych spółek ze świetnymi fundamentami, ale mało kto był nimi zainteresowany i kursy dalej się osuwały lub trwały w męczących konsolidacjach. Nawet dywidendy, czasem z dwucyfrowym procentem, mało kogo kusiły. Kapitał wybierał spółki rosnące, obiecujące jeszcze lepsze wyniki pomimo wysokiego współczynnika ceny do wartości księgowej.

Teraz sytuacja się odwróciła. Szeroki rynek się osuwa, liderzy utknęli w konsolidacjach, a spółki z mojego portfela zaliczają co rusz odpały. Największą niespodziankę sprawił mi LUG, którego po latach trzymania zacząłem nazywać zŁUGiem. Wykres mówi sam za siebie:


Pierwszy pakiet kupiłem 5 lat temu, później dałem się złapać na kilka wybić po świetnych wynikach, ale kurs zawsze wracał w okolice dna. Rok temu po kolejnym spadku byłem tak wkurzony, że myślałem już o wywaleniu tych akcji, ale fundamentalnie nie miałem się do czego przyczepić, więc w końcu uśredniłem.

Wystarczy jedna taka perła na kilkadziesiąt spółek, by portfel mozolnie pokonywał szczyty. Pod warunkiem jednak, że nie jesteśmy w bessie. W ciągu 9 lat na GPW przeżyłem kilka fal wyprzedaży i wiem, że lepiej nie siedzieć wtedy na akcjach. W trakcie paniki wszystko leci na pysk, szczególnie małe spółki, które bez oporu oddają połowę wartości w ciągu tygodnia. Dlatego jestem wyczulony, by nie dać się złapać na bessę, nawet jeśli przyjmuje ona płaską formę, jak w latach 2004-2005 lub 2014-2015, ponieważ nie znam z góry rozmiarów spadków. Z drugiej strony nie chcę sprzedać akcji zbyt wcześnie, bo miałem już kilka razy akcje, które urosły 10-20 krotnie (tak, tak, miało się Monnari po 1zł i to tuż przed odpałem), a ja zadowoliłem się zarobkiem na pozycji 50-100%.

Obecna hossa, jeśli liczyć start od dołka ze stycznia 2016 roku, jest już dojrzała. Sytuacja przypomina mi okres sprzed 7 lat, czyli lato 2010. Wtedy też polski rynek był wymęczony przedłużającą się korektą, a do rajdu ruszyły energetyczne muły. W optymistycznej wersji dawałoby to nam jeszcze ok. pół roku wzrostów na wyselekcjonowanych akcjach i branżach.

Przeanalizujmy kilka wykresów.

Najgorzej sprawuje się stooqowy indeks nieważony wszystkich spółek:

Styczeń i luty bieżącego roku przypomniały nam stare dobre czasy, gdy rosło wszystko, a największe gnioty robiły 100% w kilka dni. Miałem nadzieję, że po krótkiej korekcie rynek szybko wróci do wzrostów i wyrysuje z 5 kolejnych wzrostowych świeczek miesięcznych, jak to wielokrotnie wcześniej bywało:


Niestety 'easy money has been made' i musiałem zadowolić się poleganiem na dość dużej pozycji zbudowanej ze spółek WIG20, ponieważ te dalej rosły, gdy reszta rynku utknęła w korekcie:


'Timing is everything', a timing mówi nam, że po 16 miesiącach od dołka cyklicznej bessy, kolejny rynek niedźwiedzia uderzał dopiero kilka miesięcy później. Uważny czytelnik zauważy, że dołki nie są idealnie wyznaczone, np. w 2011 WIG był niżej niż w 2012, a mimo to start hossy wyznaczyłem w 2012, podczas gdy w 2016 za dołek przyjąłem styczeń, mimo że wtórny dołek pojawił się po czerwcowym referendum w sprawie Brexitu. Przyjmuję taki zapis na podstawie analiz, których nie będę teraz przytaczał, ale wierzcie mi na słowo, pojawiały się w trakcie ostatnich 6 lat ;)

Roboczo zakładam, że kolejnej fali hossy spod znaku 'wszystko rośnie' już nie będzie. Jeśli się pojawi, to będę mile zaskoczony, ale wolę poczynić plany na gorsze scenariusze. Zerknijmy na fundamenty:

Cena do wartości księgowej: wysoko w stosunku do lat 2012-2016, neutralnie do pozostałych.

P/E:


Cena do zysku jest na atrakcyjnych poziomach w stosunku do ostatnich 4 lat i neutralna względem lat wcześniejszych. Dobry wynik w środowisku niskich stóp procentowych i niskiej inflacji.

div yield:


Dywidendy wciąż są atrakcyjne, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę kiepskie odsetki z obligacji i marginalne zyski z lokat.

Na koniec zajrzyjmy co wskaże nam dawno nie prezentowany analizer, gdy podrzucimy mu 100 ostatnich sesji z SWIG80:




Cisza przed burzą? Dwa razy przedłużająca się korekta przy bardzo niskiej zmienności zakończyła się wybiciem w górę, a raz kontynuacją spadków i krachem.

Konkludując:
Za kontynuacją hossy przemawiają:
- wciąż atrakcyjne wyceny akcji,
- timing,
- niski sentyment, niewielki udział inwestorów indywidualnych na rynku;
za bessą przemawia sytuacja techniczna na szerokim rynku. Ja jeszcze trzymam akcje, niektóre redukuję gdy zbyt mocno i zbyt szybko rosną, inne podbieram po spadkach zakładając, że to korekta w hossie.