Dziękuję za oddane głosy. Dzisiaj nie będę się rozpisywał, myślę że w obecnej sytuacji lepsze efekty da nam wypunktowanie najistotniejszych informacji.
1. Krajowy sentyment:
Dzisiaj już wszyscy wiedzą, że jest bessa. Potwierdza to nawet nasze zaangażowanie w akcje. Również należę do większości, która wytypowała pierwszą odpowiedź (0-20% kapitału w akcjach).
Saldo wpłat i umorzeń do funduszy akcyjnych było w lutym ujemne:
natomiast wpływy do bezpiecznych funduszy gotówkowych i pieniężnych rekordowe.
O bessie piszą grający w oparciu o fundamenty, analizę techniczną oraz cykle i makro (poza jednym blogerem, który zawsze widzi hossę, nawet gdy akcje spadają kilkadziesiąt procent ;)
Gwoli ścisłości należy podkreślić jednak, że 40% czytelników tego bloga zaangażowało w akcje ponad 40% swoich płynnych kapitałów. Szkoda, że nie przeprowadziłem tej ankiety w marcu i październiku 2017, mielibyśmy dane porównawcze. Z pewnością w najbliższych latach powtórzę badanie.
Argument za kupnem akcji.
2. Wyceny krajowych spółek:
Nie jest tanio jak w dołkach poprzednich bess. Zejście na linię trendu wzrostowego sprowadziłoby wyceny w okolice dołków bessy 2015-2016.
Nie jest drogo, ale zejście na drugi poziom możliwe.
3. WIG20USD vs S&P500:
Droga Ameryka, umiarkowanie tania Polska.
Widzę tu długoterminową zmianę trendu premiującą polskie akcje.
4. Światowe indeksy:
Brytyjski UK100 pokazuje co może się zdarzyć, gdy rynek wychodzi z wieloletniej bessy. Po 18 latach, 2 wielkich bessach i męczących konsolidacjach mało kto spodziewa się wieloletnich wzrostów.
MSCI Emerging Markets ETF:
Nowy szczyt po 10 męczących latach. Korekta jak najbardziej wskazana, ale długoterminowo to byczy sygnał. Przypomnę po raz n-ty analogię:
Jeśli uznamy analogię szczyt bańki 2007 na rynkach wschodzących = szczyt bańki na NASDAQ 2000, to wtórna bessa 8 lat później (2015-2016) odpowiada bessie z 2008. A potem wystartowała hossa do niebios...
Argument za mocnymi wzrostami w długim terminie.
Podsumowanie:
Rynek jest skutecznie wyczyszczony z przypadkowych inwestorów. Może krótkoterminowo timing jeszcze nie ten, ale w tym kwartale zamierzam przejść z zaangażowania 0-20% przynajmniej do 21-40%.
Ciągle brakuje mi przysłowiowej kropki nad 'i', powszechnej kapitulacji i scenariuszy przyszłej katastrofy, w które sam zacznę wierzyć. Wojna celna z Chinami wydaje się dobrym scenariuszem do rozgrywania rynków.
Nie piszę o dolarze, wygaszaniu programów płynnościowych czy wspomnianej wojnie celnej, bo gazetowe teorie oparte o nie są zbyt abstrakcyjne. Skoro prawie wszyscy mylili się w sprawie wpływu QE na rynki, dlaczego teraz mieliby odgadnąć jak zachowają się ceny aktywów. Na chłopski rozum ściąganie płynności powinno spuścić powietrze z balona, tylko że na chłopskim rozumowaniu się nie zarabia na giełdzie.
Blog o inwestowaniu, grze na giełdzie, rozwoju osobistym, przemyślenia na temat egzystencji, poszerzanie świadomości. Czasem trochę o żarciu i bieganiu - życie :) Napisz do mnie: deedees małpa o2 kropcia pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ankieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ankieta. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 8 kwietnia 2018
niedziela, 14 maja 2017
Podsumowanie ankiety, sytuacja na rynku
Dziękuję za głosy oddane w ankiecie. Choć akcje znajdują się w wielu portfelach, nie widać śladów euforii:
Krótki termin
Dominuje oczekiwanie na korektę, która ma być okazją do zakupów. Z technicznego punktu widzenia wydaje się to słuszną taktyką, bo:
- WIG20 wyrażony w dolarach pokazuje wykupienie i dotarł do oporów:
- polecam również zapoznać się z porcją wykresów na blogu Pokonać giełdę, które sygnalizują ryzyko dla akcji,
- akcje amerykańskie są drogie, zanikła zmienność, spotykam się z wieloma analogiami do okresu sprzed flash-crash.
Z drugiej strony indeks nieważony całego rynku jest w miejscu, z którego w ostatnich 3 latach ruszały fale wzrostowe:
Dotychczasowe korekty spadkowe trwały ok. 2 miesiące, obecna zachowuje się niemal wzorcowo. Oscylatory zostały schłodzone i zakręcają w górę.
Dalsze spadki byłyby oznaką zmiany średnioterminowego trendu.
Średni termin
Od ponad roku utrzymuje się sygnał L na rynki rozwijające się i przez najbliższe lata oczekuję przepływu kapitału z drogiej Ameryki do reszty świata. W najcięższych chwilach 2016 ten wykres trzymał mnie przy akcjach i skłaniał do powiększania pozycji:
Skłaniam się do analiz, według których dołek na GPW mieliśmy w styczniu 2016 i statystycznie przynajmniej przez półtora roku akcje powinny rosnąć (czyli gdzieś do lipca-września). Jeśli WIG20 zacznie korektę teraz, zapewne wyjdę z PZU i banków, bo na nich mam wysoki zysk. Powiększę natomiast pozycję na sektorach defensywnych, które rosną w późniejszym etapie (Orange i energetyki).
Akcje mierzone C/wk są już dość drogie, jak w szczytach z 2011 i 2013-2015 roku, ale daleko im do poziomów z 2007:
10 lat temu pękła bańka na deweloperach mieszkań, obecnie mamy bańkę deweloperów gier, a w Stanach pękła bańka na centrach handlowych. Podobna fala bankructw galerii handlowych czeka wkrótce Polskę (rok-dwa po USA).
Dlatego w drugiej połowie tego, lub na początku przyszłego roku spodziewam się cyklicznej bessy w Polsce. Jaki będzie jej przebieg nie mam oczywiście pojęcia, ale celuję raczej w szybki kraszek i powrót do wzrostów, ponieważ:
Długi termin
Choć cena do wartości księgowej akcji jest już dość wysoka, cena do zysków operacyjnych ma jeszcze szerokie pole do wzrostów:
Jeżeli wyższe poziomy nie zostaną osiągnięte podczas obecnego cyklu hossa-bessa, to zakładam raczej krótką i płytką bessę (podobną do tej z lat 2004-2005), jako przystanek przed dalszymi zwyżkami cen akcji, które jak pokazywałem niedawno są wyceniane z dyskontem wobec obligacji i depozytów.
A co do S&P500, od 5 lat dość dobrze sprawdza mi się ta analiza:
Strzałkami zaznaczyłem miejsca, dla których szukałbym analogii do obecnej sytuacji.
I taki mały smaczek na koniec, WIG20USD vs S&P500:
Krótki termin
Dominuje oczekiwanie na korektę, która ma być okazją do zakupów. Z technicznego punktu widzenia wydaje się to słuszną taktyką, bo:
- WIG20 wyrażony w dolarach pokazuje wykupienie i dotarł do oporów:
- polecam również zapoznać się z porcją wykresów na blogu Pokonać giełdę, które sygnalizują ryzyko dla akcji,
- akcje amerykańskie są drogie, zanikła zmienność, spotykam się z wieloma analogiami do okresu sprzed flash-crash.
Z drugiej strony indeks nieważony całego rynku jest w miejscu, z którego w ostatnich 3 latach ruszały fale wzrostowe:
Dotychczasowe korekty spadkowe trwały ok. 2 miesiące, obecna zachowuje się niemal wzorcowo. Oscylatory zostały schłodzone i zakręcają w górę.
Dalsze spadki byłyby oznaką zmiany średnioterminowego trendu.
Średni termin
Od ponad roku utrzymuje się sygnał L na rynki rozwijające się i przez najbliższe lata oczekuję przepływu kapitału z drogiej Ameryki do reszty świata. W najcięższych chwilach 2016 ten wykres trzymał mnie przy akcjach i skłaniał do powiększania pozycji:
Skłaniam się do analiz, według których dołek na GPW mieliśmy w styczniu 2016 i statystycznie przynajmniej przez półtora roku akcje powinny rosnąć (czyli gdzieś do lipca-września). Jeśli WIG20 zacznie korektę teraz, zapewne wyjdę z PZU i banków, bo na nich mam wysoki zysk. Powiększę natomiast pozycję na sektorach defensywnych, które rosną w późniejszym etapie (Orange i energetyki).
Akcje mierzone C/wk są już dość drogie, jak w szczytach z 2011 i 2013-2015 roku, ale daleko im do poziomów z 2007:
10 lat temu pękła bańka na deweloperach mieszkań, obecnie mamy bańkę deweloperów gier, a w Stanach pękła bańka na centrach handlowych. Podobna fala bankructw galerii handlowych czeka wkrótce Polskę (rok-dwa po USA).
Dlatego w drugiej połowie tego, lub na początku przyszłego roku spodziewam się cyklicznej bessy w Polsce. Jaki będzie jej przebieg nie mam oczywiście pojęcia, ale celuję raczej w szybki kraszek i powrót do wzrostów, ponieważ:
Długi termin
Choć cena do wartości księgowej akcji jest już dość wysoka, cena do zysków operacyjnych ma jeszcze szerokie pole do wzrostów:
![]() |
| źródło: makrosfera.net |
Jeżeli wyższe poziomy nie zostaną osiągnięte podczas obecnego cyklu hossa-bessa, to zakładam raczej krótką i płytką bessę (podobną do tej z lat 2004-2005), jako przystanek przed dalszymi zwyżkami cen akcji, które jak pokazywałem niedawno są wyceniane z dyskontem wobec obligacji i depozytów.
A co do S&P500, od 5 lat dość dobrze sprawdza mi się ta analiza:
Strzałkami zaznaczyłem miejsca, dla których szukałbym analogii do obecnej sytuacji.
I taki mały smaczek na koniec, WIG20USD vs S&P500:
czwartek, 11 maja 2017
Ankieta: podejście do rynku
Czas tego posta jest nieprzypadkowy. Pojawiło się wiele sprzecznych sygnałów, w tym dość istotne na rynku amerykańskim. Zapraszam do wzięcia udziału w ankiecie - uwaga: tym razem można zaznaczyć więcej niż jedną odpowiedź!
Po zebraniu odpowiedniej liczby głosów przedstawię tradycyjnie analizę i wykresy.
Po zebraniu odpowiedniej liczby głosów przedstawię tradycyjnie analizę i wykresy.
wtorek, 28 lutego 2017
Wyniki zaskakują (mnie)
Wszyscy jedziemy na tym samym wózku,
od strachu ratuje nas tylko defekt muzgó!
Dziękuję za oddane głosy. Odpowiedzi nie pozostawiają złudzeń - w zdecydowanej większości siedzimy w akcjach i nie chcemy się ich pozbywać (należę do 58%). Powinienem pytać Was dalej - jaki macie staż giełdowy? Jak długo utrzymujecie pozycje? Czy trzymacie zyski, czy czekacie na wyjście ze strat po bessie 2015/2016 (a w przypadku małych spółek często i od 2013 roku).
Przyznaję, że nie takich odpowiedzi się spodziewałem. Moja teoria była mniej więcej taka:
- po marazmie od 2011 roku oraz fiasku akcjonariatu obywatelskiego na rynku zostały niedobitki, które nauczyły się grać głównie w skali dni/tygodni - kupić, urwać 10-30% i zwiać,
- wzrosty trwające od grudnia 2016 przyciągnęły sporo świeżej krwi, która jeszcze nie poznała smaku strat; kupują pod "fundamenty", czyli analizy przeczytane w gazecie lub forum i sprzedają "na wydaje mi się szczycie", żeby odebrać po korekcie i dalej zarabiać (piszę ze swojego doświadczenia sprzed lat ;)
- jest nieokreślona grupa, która od kilku lat zarabia na deweloperach gier - CDR, 11Bit, taktyka bez znaczenia, bo tu się jeszcze nie dało stracić;
- wreszcie ostatnia grupa, stare wiarusy, kilkanaście lat na GPW, które kupują tanio, sprzedają drogo.
Z tych 4 grup jedynie po wiarusach i części grup 2 i 3 spodziewałbym się długoterminowego trzymania akcji. Ale nie po blisko 60% respondentów! Dlatego kolejny raz zadaję sobie pytania:
- czy bloga czytają głównie ci, którzy zgadzają się z prezentowaną tu linią?
- czy wyniki z ankiet możemy przełożyć na ogół grających na GPW?
Jeżeli macie swoje przemyślenia, teorie, proszę napiszcie w komentarzach. Wyłączam na kilka dni moderację (chyba, że znowu jakiś spamerski automat wrzuci mi kilkaset reklam) i zapraszam do dyskusji.
niedziela, 19 lutego 2017
Wyniki ankiety, analiza i przemyślenia
Dziękuję za wszystkie oddane głosy. Spójrzmy na wyniki:
Przyznam, że spodziewałem się trochę innych odpowiedzi: obserwując szerokie kręgi znajomych najczęściej spotykam się z poglądem, że nieruchomość to jedyna sensowna forma lokaty kapitału. Wiele osób posiadało przed boomem ziemię lub nieruchomości i w dość krótkim czasie stała się majętna. Inni odziedziczyli lub kupowali w trakcie boomu i czerpią przychody z wynajmu.
W teorii cena nieruchomości powinna rosnąć wraz z inflacją i dodatkowo generować pasywny przychód, dlatego wydaje mi się, że gdyby ankietę przeprowadzić na jakimś powszechnym portalu typu onet czy wp, ta opcja by zwyciężyła.
Najmniej głosów padło na lokaty, choć badania oszczędności Polaków pokazują, że lokowanie pieniędzy w gotówkę czy lokaty jest najpowszechniejszym sposobem oszczędzania. Wiara w kruszce znacząco ucierpiała po 6 latach bessy, a najwięcej głosów padło na akcje, które od listopada zeszłego roku mocno rosną. Czy to oznaka euforii na giełdzie? Raczej dowód, że zaglądają tu już niemal wyłącznie gracze giełdowi :)
Ostatnio coraz mniej wiary pokładam we wskaźnikach sentymentu. Przytaczałem niedawno przykłady fałszywych sygnałów euforii na giełdzie w latach 2004-2005. Im większy był zapał kupujących, tym dłużej i mocniej akcje rosły, choć klasyczna interpretacja nakazywałaby oczekiwać krachu. Cena jakiegoś aktywa szybuje pod niebiosa, ponieważ szerokie masy go pragną, i jeśli to aktywo faktycznie przechowuje wartość lub otwiera nowe możliwości (np. ziemia i wejście Polski do UE), taka sytuacja może utrzymywać się latami. Czasami tylko przeradza się w manię i nabrzmiewa w balon, który z hukiem pęka.
Każda z opcji w ankiecie to w rzeczywistości scenariusz, w który mniej lub bardziej wierzymy. On może działać w określonym miejscu i czasie. W Ameryce od lat działa scenariusz ostatni, ale Ameryka wygrała 2 wojny światowe i została globalnym liderem. W Polsce po nacjonalizacji i hiperinflacji majątek został u tych, którzy posiadali ziemię, nieruchomości i kontakty. Po upadku PRL doszli do nich przedsiębiorcy. Giełda urodziła milionerów, ale głównie po stronie tych, którzy sprzedawali na niej akcje wprowadzanych firm. Z lokowania oszczędności na giełdzie dorobiły się nieliczne jednostki.
Przez kilka lat bardzo popularny był scenariusz "pieniądze, obligacje, akcje to tylko papiery, które rządy mogą bez konsekwencji drukować, dlatego trzeba inwestować w złoto i srebro." O ile w Ameryce wyznawcy tego scenariusza sporo stracili, słaby PLN uchronił od strat polskich posiadaczy złota (ze srebrem poszło już gorzej, straciło połowę wartości od szczytów):
Warte podkreślenia jest również to, że póki co od jakichś 20 lat oszczędzanie na lokatach jest najbezpieczniejszym i najpewniejszym sposobem, a za ostatnią dekadę zdeklasowało akcje.
Obstawiając któryś ze scenariuszy podejmujemy pewien zakład. Mój aktualny zakład opiera się na kilku filarach:
- Polska pozostanie w orbicie Zachodu,
- UE się nie rozpadnie,
- prawo i jego przestrzeganie w Polsce będą dalej upośledzone.
Dlatego nie wierzę w sens długoterminowego, obliczonego na kilkadziesiąt lat inwestowania na naszej giełdzie. Nie wierzę, że staniemy się innowacyjnym państwem z pierwszej ligi. Prymusi pompują miliardy w technologie, my w węgiel i rolnictwo. Firmy Elona Muska tworzą więcej wartości, niż cała polska gospodarka.
Inwestowanie na GPW ma sens tylko w ramach istotnych cykli (rotacja emerging-developed markets, hossa-bessa). Po hossie trzeba ciąć pozycje do kości, bo w bessie wszystkie chwyty dozwolone - nacjonalizacje, wycofywanie spółek po zaniżonej cenie, rozwadnianie kapitału w celu wypchnięcia drobnicy. Taką cenę płaci się za nieprzestrzegania prawa. Obecna władza rozumuje mniej więcej tak: najważniejszy jest naród, a naród to państwo, państwo to partia, a partia z woli narodu sprawuje władzę, dlatego zgodnie z prawem ma prawo do wszystkiego. Nie sądzę, żeby ci, którzy przyjdą po nich zrezygnowali z takiej spuścizny.
Z drugiej strony - pozostawanie w strukturach zachodnich zapewnia pewien standard. Nikt nam raczej legalnie nie odbierze nieruchomości, akcji czy lokat.
Dlatego scenariusz, w który obecnie wierzę brzmi:
trzeba nauczyć się grać; trzeba wyceniać wszystkie aktywa (akcje, pieniądze, dług, nieruchomości) i wiedzieć kiedy przesuwać między nimi środki. Trzeba interesować się jak zmieniają się reguły gry - jednym z pierwszych posunięć PiS było zlikwidowanie wolnego obrotu ziemią. W Grecji wobec niemożliwości ściągania podatków z pracy i aktywów płynnych, rząd opodatkował nieruchomości i doprowadził do zapaści na rynku. Takie są niestety warunki na peryferiach bloku cywilizacyjnego.
Przyznam, że spodziewałem się trochę innych odpowiedzi: obserwując szerokie kręgi znajomych najczęściej spotykam się z poglądem, że nieruchomość to jedyna sensowna forma lokaty kapitału. Wiele osób posiadało przed boomem ziemię lub nieruchomości i w dość krótkim czasie stała się majętna. Inni odziedziczyli lub kupowali w trakcie boomu i czerpią przychody z wynajmu.
W teorii cena nieruchomości powinna rosnąć wraz z inflacją i dodatkowo generować pasywny przychód, dlatego wydaje mi się, że gdyby ankietę przeprowadzić na jakimś powszechnym portalu typu onet czy wp, ta opcja by zwyciężyła.
Najmniej głosów padło na lokaty, choć badania oszczędności Polaków pokazują, że lokowanie pieniędzy w gotówkę czy lokaty jest najpowszechniejszym sposobem oszczędzania. Wiara w kruszce znacząco ucierpiała po 6 latach bessy, a najwięcej głosów padło na akcje, które od listopada zeszłego roku mocno rosną. Czy to oznaka euforii na giełdzie? Raczej dowód, że zaglądają tu już niemal wyłącznie gracze giełdowi :)
Ostatnio coraz mniej wiary pokładam we wskaźnikach sentymentu. Przytaczałem niedawno przykłady fałszywych sygnałów euforii na giełdzie w latach 2004-2005. Im większy był zapał kupujących, tym dłużej i mocniej akcje rosły, choć klasyczna interpretacja nakazywałaby oczekiwać krachu. Cena jakiegoś aktywa szybuje pod niebiosa, ponieważ szerokie masy go pragną, i jeśli to aktywo faktycznie przechowuje wartość lub otwiera nowe możliwości (np. ziemia i wejście Polski do UE), taka sytuacja może utrzymywać się latami. Czasami tylko przeradza się w manię i nabrzmiewa w balon, który z hukiem pęka.
Każda z opcji w ankiecie to w rzeczywistości scenariusz, w który mniej lub bardziej wierzymy. On może działać w określonym miejscu i czasie. W Ameryce od lat działa scenariusz ostatni, ale Ameryka wygrała 2 wojny światowe i została globalnym liderem. W Polsce po nacjonalizacji i hiperinflacji majątek został u tych, którzy posiadali ziemię, nieruchomości i kontakty. Po upadku PRL doszli do nich przedsiębiorcy. Giełda urodziła milionerów, ale głównie po stronie tych, którzy sprzedawali na niej akcje wprowadzanych firm. Z lokowania oszczędności na giełdzie dorobiły się nieliczne jednostki.
Przez kilka lat bardzo popularny był scenariusz "pieniądze, obligacje, akcje to tylko papiery, które rządy mogą bez konsekwencji drukować, dlatego trzeba inwestować w złoto i srebro." O ile w Ameryce wyznawcy tego scenariusza sporo stracili, słaby PLN uchronił od strat polskich posiadaczy złota (ze srebrem poszło już gorzej, straciło połowę wartości od szczytów):
Warte podkreślenia jest również to, że póki co od jakichś 20 lat oszczędzanie na lokatach jest najbezpieczniejszym i najpewniejszym sposobem, a za ostatnią dekadę zdeklasowało akcje.
Obstawiając któryś ze scenariuszy podejmujemy pewien zakład. Mój aktualny zakład opiera się na kilku filarach:
- Polska pozostanie w orbicie Zachodu,
- UE się nie rozpadnie,
- prawo i jego przestrzeganie w Polsce będą dalej upośledzone.
Dlatego nie wierzę w sens długoterminowego, obliczonego na kilkadziesiąt lat inwestowania na naszej giełdzie. Nie wierzę, że staniemy się innowacyjnym państwem z pierwszej ligi. Prymusi pompują miliardy w technologie, my w węgiel i rolnictwo. Firmy Elona Muska tworzą więcej wartości, niż cała polska gospodarka.
Inwestowanie na GPW ma sens tylko w ramach istotnych cykli (rotacja emerging-developed markets, hossa-bessa). Po hossie trzeba ciąć pozycje do kości, bo w bessie wszystkie chwyty dozwolone - nacjonalizacje, wycofywanie spółek po zaniżonej cenie, rozwadnianie kapitału w celu wypchnięcia drobnicy. Taką cenę płaci się za nieprzestrzegania prawa. Obecna władza rozumuje mniej więcej tak: najważniejszy jest naród, a naród to państwo, państwo to partia, a partia z woli narodu sprawuje władzę, dlatego zgodnie z prawem ma prawo do wszystkiego. Nie sądzę, żeby ci, którzy przyjdą po nich zrezygnowali z takiej spuścizny.
Z drugiej strony - pozostawanie w strukturach zachodnich zapewnia pewien standard. Nikt nam raczej legalnie nie odbierze nieruchomości, akcji czy lokat.
Dlatego scenariusz, w który obecnie wierzę brzmi:
trzeba nauczyć się grać; trzeba wyceniać wszystkie aktywa (akcje, pieniądze, dług, nieruchomości) i wiedzieć kiedy przesuwać między nimi środki. Trzeba interesować się jak zmieniają się reguły gry - jednym z pierwszych posunięć PiS było zlikwidowanie wolnego obrotu ziemią. W Grecji wobec niemożliwości ściągania podatków z pracy i aktywów płynnych, rząd opodatkował nieruchomości i doprowadził do zapaści na rynku. Takie są niestety warunki na peryferiach bloku cywilizacyjnego.
niedziela, 8 stycznia 2017
Ankietowani skutecznie przewidzieli wzrosty na GPW!
Panuje powszechne przekonanie, że ogół inwestorów zawsze się myli. Jeśli gremialnie przewidują wzrosty, to będą spadki i na odwrót. Z tego względu dużą uwagę przykłada się do wskaźników nastroju inwestorów.
Tymczasem zeszły rok na blogu zaprzeczył temu poglądowi. W 2016 dwukrotnie oddawaliśmy głosy w ankiecie "ile wyniesie WIG20 na koniec roku". W czerwcu gdy WIG20 oscylował koło 1800 pkt, obstawiliśmy średnio 1965 pkt na koniec roku, a na koniec października przy WIG20 wracającym pod 1800 obstawiliśmy 1922 pkt. Rzeczywisty wynik na koniec roku wyniósł w zaokrągleniu 1948 - zaskakująco blisko obu naszych typów! Gdy w ramach zabawy wyciągniemy średnią z obu prognoz (1965+1922)/2, otrzymamy zaokrąglony wynik 1944 - to już zaledwie 4 pkt różnicy, 0.2%!
Czyżbyśmy zatem natrafili na jakiegoś Graala inwestowania? W żadnym wypadku. Wskaźniki sentymentu są po prostu kolejnym narzędziem, które niesie wartość w zależności od kontekstu. Gdy w 2012 ankietowani na tym blogu gremialnie obstawiali spadki, kontrariańska prognoza wzrostowa miała wysokie umocowanie. Mieliśmy świeżo w pamięci krachy z 2008 i 2011 roku. Ale już w 2013 i 2014 dominowały nastroje neutralne i jak się okazało po czasie rynek również dryfował. Od końca 2013, przez cały kolejny rok szukałem przesłanek do ogłoszenia bessy, ale ankietowani nie chcieli popaść w euforię. Z jednej strony mieliśmy wtedy bessę SWIG80, z drugiej trend boczny na MWIG40, WIG i WIG20.
Ciekawą sytuację przyniósł 2015 rok. Szkoda, że nie umieściłem wtedy ankiety na blogu, bo może doznałbym otrzeźwienia. Będąc przekonanym, że od listopada 2013 mamy bessę, uznałem dołek z grudnia 2014 na SWIG80 za koniec bessy i zacząłem kupować akcje małych spółek, które szybko zyskały na wartości. Na szczęście nie tykałem WIG20, który nie spełniał wtedy moich kryteriów okazyjności. Gdy WIG formował szczyt w maju 2015 należałem do tłumu krzyczącego "hossa!". Nawet gdy w listopadzie 2015 WIG20 spadł poniżej 2000, traktowałem to jako chwilową aberrację i historyczną okazję kupna.
Zajrzyjmy na momenty, w których publikowałem ankiety w ubiegłym roku:
Idealnie w lokalnych szczytach. Przypadek? Nie - to właśnie wtedy na WIG20 padały pierwsze sygnały kupna po dłuższych spadkach i byłem ciekawy, czy zmierzenie naszego sentymentu podpowie, że to już. Obstawialiśmy jednak koniec roku powyżej ówczesnej ceny i wkrótce byki za to zapłaciły, choć ostatecznie to nasza uwspólniona cena wygrała.
Sytuacja ze wskaźnikami nastrojów nie przedstawia się zatem tak różowo, jak się potocznie wydaje. Popatrzmy jeszcze na nastroje amerykańskich inwestorów na przestrzeni kilkunastu lat:
Po wybiciu podwójnego dna wielkiej bessy z lat 2000-2003 inwestorzy popadają w euforię, a potem przez prawie cały rok jest tylko lepiej w miarę jak indeks rośnie. Nawet gdy wykres sentymentu osiąga historycznie wysoki wynik w marcu 2004, akcje przechodzą przez kilka miesięcy lekką korektę, choć zgodnie z potoczną interpretacją wskaźnika powinniśmy spodziewać się krachu.
Mam różne przypuszczenia dlaczego tak się dzieje. Po pierwsze zupełnie inny przekrój ludzi oddaje głosy, gdy rynek jest po długim okresie hossy i wszyscy się nim interesują, niż gdy przez ostatnie 3 lata idzie w bok lub spada. Ci, którzy przetrwali krach dotcomów i kupowali amerykańskie akcje po 2003 roku mieli wszelkie argumenty za super-byczym nastawieniem, ale takich niuansów indeks nastroju nie ma już możliwości zmierzyć. Trzeba rozróżnić rynek na którym zostali starzy wyjadacze od rynku masowego.
Po drugie wskaźnik sentymentu jest wtórny względem ceny, podobnie jak wskaźniki syntetyczne. W bessie należy sprzedawać euforię, w hossie panikę, gra w drugą stronę może być niebezpieczna, bo tendencja może się utrzymywać dłużej.
Regularnie obserwuję wskaźniki sentymentu i analizuję swoje nastawienie. Nauczyłem się jednak, by zwracać na nie uwagę w momentach skrajnych w połączeniu z analizą wykresów, ceny, wolumenu, waluacji aktywów - dopiero wtedy pomagają zbudować kompletniejszy obraz. Obecnie pojawiło się sporo obaw o wzrosty, bo liczba byków skoczyła pod 60%. Mnie to nie martwi - ewentualne spadki by mnie nawet ucieszyły, bo chciałbym otworzyć więcej pozycji na wzrosty, ale po cichu liczę na kontynuację wzrostów. "You know, it's a bull market".
W 2015 mieliśmy 9 miesięcy spadków z rzędu, dlaczego rynek nie miałby rosnąć przez 9 miesięcy non-stop? Skracanie pozycji na korektach trendu wzrostowego to największy błąd jaki popełniałem w dwóch poprzednich rynkach byka. Tym razem będę utrzymywał i powiększał pozycję, bo wykres mi aż krzyczy, że to młoda hossa. A że w Stanach już za moment krach, a deflacja czeka za rogiem, obligacje na wsparciu, a jak odbiją, to akcję powinny spaść - zapewne będą to motywy do mocniejszej wyprzedaży na GPW, ale jak to mawiał Old Turkey "My dear boy, if I sold that stock now I’d lose my position; and then where would I be?"
Tymczasem zeszły rok na blogu zaprzeczył temu poglądowi. W 2016 dwukrotnie oddawaliśmy głosy w ankiecie "ile wyniesie WIG20 na koniec roku". W czerwcu gdy WIG20 oscylował koło 1800 pkt, obstawiliśmy średnio 1965 pkt na koniec roku, a na koniec października przy WIG20 wracającym pod 1800 obstawiliśmy 1922 pkt. Rzeczywisty wynik na koniec roku wyniósł w zaokrągleniu 1948 - zaskakująco blisko obu naszych typów! Gdy w ramach zabawy wyciągniemy średnią z obu prognoz (1965+1922)/2, otrzymamy zaokrąglony wynik 1944 - to już zaledwie 4 pkt różnicy, 0.2%!
Czyżbyśmy zatem natrafili na jakiegoś Graala inwestowania? W żadnym wypadku. Wskaźniki sentymentu są po prostu kolejnym narzędziem, które niesie wartość w zależności od kontekstu. Gdy w 2012 ankietowani na tym blogu gremialnie obstawiali spadki, kontrariańska prognoza wzrostowa miała wysokie umocowanie. Mieliśmy świeżo w pamięci krachy z 2008 i 2011 roku. Ale już w 2013 i 2014 dominowały nastroje neutralne i jak się okazało po czasie rynek również dryfował. Od końca 2013, przez cały kolejny rok szukałem przesłanek do ogłoszenia bessy, ale ankietowani nie chcieli popaść w euforię. Z jednej strony mieliśmy wtedy bessę SWIG80, z drugiej trend boczny na MWIG40, WIG i WIG20.
Ciekawą sytuację przyniósł 2015 rok. Szkoda, że nie umieściłem wtedy ankiety na blogu, bo może doznałbym otrzeźwienia. Będąc przekonanym, że od listopada 2013 mamy bessę, uznałem dołek z grudnia 2014 na SWIG80 za koniec bessy i zacząłem kupować akcje małych spółek, które szybko zyskały na wartości. Na szczęście nie tykałem WIG20, który nie spełniał wtedy moich kryteriów okazyjności. Gdy WIG formował szczyt w maju 2015 należałem do tłumu krzyczącego "hossa!". Nawet gdy w listopadzie 2015 WIG20 spadł poniżej 2000, traktowałem to jako chwilową aberrację i historyczną okazję kupna.
Zajrzyjmy na momenty, w których publikowałem ankiety w ubiegłym roku:
Idealnie w lokalnych szczytach. Przypadek? Nie - to właśnie wtedy na WIG20 padały pierwsze sygnały kupna po dłuższych spadkach i byłem ciekawy, czy zmierzenie naszego sentymentu podpowie, że to już. Obstawialiśmy jednak koniec roku powyżej ówczesnej ceny i wkrótce byki za to zapłaciły, choć ostatecznie to nasza uwspólniona cena wygrała.
Sytuacja ze wskaźnikami nastrojów nie przedstawia się zatem tak różowo, jak się potocznie wydaje. Popatrzmy jeszcze na nastroje amerykańskich inwestorów na przestrzeni kilkunastu lat:
Po wybiciu podwójnego dna wielkiej bessy z lat 2000-2003 inwestorzy popadają w euforię, a potem przez prawie cały rok jest tylko lepiej w miarę jak indeks rośnie. Nawet gdy wykres sentymentu osiąga historycznie wysoki wynik w marcu 2004, akcje przechodzą przez kilka miesięcy lekką korektę, choć zgodnie z potoczną interpretacją wskaźnika powinniśmy spodziewać się krachu.
Mam różne przypuszczenia dlaczego tak się dzieje. Po pierwsze zupełnie inny przekrój ludzi oddaje głosy, gdy rynek jest po długim okresie hossy i wszyscy się nim interesują, niż gdy przez ostatnie 3 lata idzie w bok lub spada. Ci, którzy przetrwali krach dotcomów i kupowali amerykańskie akcje po 2003 roku mieli wszelkie argumenty za super-byczym nastawieniem, ale takich niuansów indeks nastroju nie ma już możliwości zmierzyć. Trzeba rozróżnić rynek na którym zostali starzy wyjadacze od rynku masowego.
Po drugie wskaźnik sentymentu jest wtórny względem ceny, podobnie jak wskaźniki syntetyczne. W bessie należy sprzedawać euforię, w hossie panikę, gra w drugą stronę może być niebezpieczna, bo tendencja może się utrzymywać dłużej.
Regularnie obserwuję wskaźniki sentymentu i analizuję swoje nastawienie. Nauczyłem się jednak, by zwracać na nie uwagę w momentach skrajnych w połączeniu z analizą wykresów, ceny, wolumenu, waluacji aktywów - dopiero wtedy pomagają zbudować kompletniejszy obraz. Obecnie pojawiło się sporo obaw o wzrosty, bo liczba byków skoczyła pod 60%. Mnie to nie martwi - ewentualne spadki by mnie nawet ucieszyły, bo chciałbym otworzyć więcej pozycji na wzrosty, ale po cichu liczę na kontynuację wzrostów. "You know, it's a bull market".
W 2015 mieliśmy 9 miesięcy spadków z rzędu, dlaczego rynek nie miałby rosnąć przez 9 miesięcy non-stop? Skracanie pozycji na korektach trendu wzrostowego to największy błąd jaki popełniałem w dwóch poprzednich rynkach byka. Tym razem będę utrzymywał i powiększał pozycję, bo wykres mi aż krzyczy, że to młoda hossa. A że w Stanach już za moment krach, a deflacja czeka za rogiem, obligacje na wsparciu, a jak odbiją, to akcję powinny spaść - zapewne będą to motywy do mocniejszej wyprzedaży na GPW, ale jak to mawiał Old Turkey "My dear boy, if I sold that stock now I’d lose my position; and then where would I be?"
piątek, 28 października 2016
Ankieta WIG20
Zapraszam do udziału w ankiecie. W czerwcu typowaliśmy przedział w jakim WIG20 zakończy 2016 rok. Sprawdźmy jakie są nasze przewidywania na koniec października.
Tradycyjnie po zebraniu ok. 100 głosów przedstawię wnioski, wykresy i prognozy.
Tradycyjnie po zebraniu ok. 100 głosów przedstawię wnioski, wykresy i prognozy.
niedziela, 12 czerwca 2016
Wyniki ankiety
Dziękuję za oddane głosy i zabieram się do analizy. Spójrzmy na wynik:
W pierwszym odruchu miałem ochotę nakreślić optymistyczny scenariusz, podobnie jak w połowie 2012 roku. Podobnie jak wtedy najmniej głosujących spodziewało się wzrostów powyżej 2200-2300. Różnica jest niestety taka, że wówczas WIG20 bujał się w przedziale 2000-2100 i spadki obstawiało ok. 39% osób, przedział 2000-2300 36% a wzrosty zaledwie 25%.
Tymczasem dzisiaj WIG20 spadł poniżej 1800, zatem przyjmując ówczesne miary zdecydowana większość obstawia wzrosty. Nawet jeśli za poziom neutralny przyjmiemy przedział 1700-1900 (muszę rozbić na pół liczby głosów z tych przedziałów) otrzymamy wynik:
spadki poniżej 1700 = (22+6.5)/110 ~ 26%
neutralnie 1700-1900 = (6.5+13)/110 ~ 18%
wzrosty powyżej 1900 = (13+27+7+8+7)/110 ~ 56%
Wartość oczekiwana (przyjmując połowę za wartość reprezentującą przedział):
(22*1500+13*1700+26*1900+27*2100+7*2300+8*2500+7*2700)/110 =
1965.4545
jest blisko 200pkt wyższa niż obecna wartość indeksu.
Obawiam się, że może to oznaczać wyciskanie inwestorów z akcji aż do fazy głębokiej kapitulacji. Przyjrzyjmy się 50 największym europejskim spółkom sprzed 4 lat:
i obecnie:
(zaznaczyłem odpowiednio poziom z ostatniego notowania pierwszego wykresu, maksimum z 2015 i aktualne zamknięcie)
4 lata temu prawdopodobieństwo przemawiało za bykami, obecnie każdy znajdzie tyle samo argumentów za odbiciem jak i kontynuacją spadków.
Jaka jest zatem moja taktyka na najbliższy czas? Jestem przede wszystkim zakładnikiem obranej strategii, która zakłada wykorzystanie obecnej bessy do zbudowania portfela długoterminowego pod przyszłą hossę. Pisałem dziesiątki razy, ale powtórzę: zmarnowałem 2 hossy posiadając w portfelu bardzo dobre i bardzo tanie spółki, które później urosły 5-10-20 krotnie, ponieważ brałem pewny zysk 20-100% (czyli gdy urosły 1.2-2 krotnie). Dlatego w gruncie rzeczy spadki są mi na rękę, gdyż pozwalają powiększyć pozycję.
Ciężko jest wejść w stratę, gdy już było się parę procent na plusie, jednak na osłodę skapnie trochę dywidend (to trochę to aktualnie 8.08% z posiadanych papierów, które wypłacą dywidendy). Jeszcze ciężej będzie utrzymać ten wymęczony spadkami i korektami portfel, gdy rozpoczną się wzrosty - bo te kiedyś nadejdą, choćbyśmy mieli czekać kolejny rok. Kto wie, może to już kwestia tygodni, czasowo jesteśmy w sytuacji podobnej do początków 2003 roku:
Kolejny argument za niepozbywaniem się akcji to "prawo dziadowskiej gospodarki", które mówi że "w dostatecznie długim terminie waluta i akcje nie mogą spadać równocześnie". Popatrzmy na argentyński Merval i Peso (USDARS):
oraz rosyjski MICEX i USDRUB:
Interpretacja jest prosta - kiedy waluta się szmaci, obywatele uciekają z oszczędnościami w nieruchomości, ziemię i akcje. Ponadto dla zagranicznych inwestorów aktywa stają się tak tanie, że mogą je wykupić za kieszonkowe.
Pozostaje jeszcze kwestia ryzyka politycznego. PiS jest mentalnym spadkobiercą PRL, więc musi odzyskać przedsiębiorstwa dla państwa. A państwo to partia, zatem zyski z firm mają trafiać do partyjnych aparatczyków i ich rodzin, a nie jakichś tam akcjonariuszy. Dzięki tej światłej polityce WIG20USD zachowuje się już gorzej od rosyjskiego RTS w każdej dostępnej na stooq ramie czasowej (1 rok, 3 lata, 5, 10, 20):
W pierwszym odruchu miałem ochotę nakreślić optymistyczny scenariusz, podobnie jak w połowie 2012 roku. Podobnie jak wtedy najmniej głosujących spodziewało się wzrostów powyżej 2200-2300. Różnica jest niestety taka, że wówczas WIG20 bujał się w przedziale 2000-2100 i spadki obstawiało ok. 39% osób, przedział 2000-2300 36% a wzrosty zaledwie 25%.
Tymczasem dzisiaj WIG20 spadł poniżej 1800, zatem przyjmując ówczesne miary zdecydowana większość obstawia wzrosty. Nawet jeśli za poziom neutralny przyjmiemy przedział 1700-1900 (muszę rozbić na pół liczby głosów z tych przedziałów) otrzymamy wynik:
spadki poniżej 1700 = (22+6.5)/110 ~ 26%
neutralnie 1700-1900 = (6.5+13)/110 ~ 18%
wzrosty powyżej 1900 = (13+27+7+8+7)/110 ~ 56%
Wartość oczekiwana (przyjmując połowę za wartość reprezentującą przedział):
(22*1500+13*1700+26*1900+27*2100+7*2300+8*2500+7*2700)/110 =
1965.4545
jest blisko 200pkt wyższa niż obecna wartość indeksu.
Obawiam się, że może to oznaczać wyciskanie inwestorów z akcji aż do fazy głębokiej kapitulacji. Przyjrzyjmy się 50 największym europejskim spółkom sprzed 4 lat:
i obecnie:
4 lata temu prawdopodobieństwo przemawiało za bykami, obecnie każdy znajdzie tyle samo argumentów za odbiciem jak i kontynuacją spadków.
Jaka jest zatem moja taktyka na najbliższy czas? Jestem przede wszystkim zakładnikiem obranej strategii, która zakłada wykorzystanie obecnej bessy do zbudowania portfela długoterminowego pod przyszłą hossę. Pisałem dziesiątki razy, ale powtórzę: zmarnowałem 2 hossy posiadając w portfelu bardzo dobre i bardzo tanie spółki, które później urosły 5-10-20 krotnie, ponieważ brałem pewny zysk 20-100% (czyli gdy urosły 1.2-2 krotnie). Dlatego w gruncie rzeczy spadki są mi na rękę, gdyż pozwalają powiększyć pozycję.
Ciężko jest wejść w stratę, gdy już było się parę procent na plusie, jednak na osłodę skapnie trochę dywidend (to trochę to aktualnie 8.08% z posiadanych papierów, które wypłacą dywidendy). Jeszcze ciężej będzie utrzymać ten wymęczony spadkami i korektami portfel, gdy rozpoczną się wzrosty - bo te kiedyś nadejdą, choćbyśmy mieli czekać kolejny rok. Kto wie, może to już kwestia tygodni, czasowo jesteśmy w sytuacji podobnej do początków 2003 roku:
Kolejny argument za niepozbywaniem się akcji to "prawo dziadowskiej gospodarki", które mówi że "w dostatecznie długim terminie waluta i akcje nie mogą spadać równocześnie". Popatrzmy na argentyński Merval i Peso (USDARS):
oraz rosyjski MICEX i USDRUB:
Interpretacja jest prosta - kiedy waluta się szmaci, obywatele uciekają z oszczędnościami w nieruchomości, ziemię i akcje. Ponadto dla zagranicznych inwestorów aktywa stają się tak tanie, że mogą je wykupić za kieszonkowe.
Pozostaje jeszcze kwestia ryzyka politycznego. PiS jest mentalnym spadkobiercą PRL, więc musi odzyskać przedsiębiorstwa dla państwa. A państwo to partia, zatem zyski z firm mają trafiać do partyjnych aparatczyków i ich rodzin, a nie jakichś tam akcjonariuszy. Dzięki tej światłej polityce WIG20USD zachowuje się już gorzej od rosyjskiego RTS w każdej dostępnej na stooq ramie czasowej (1 rok, 3 lata, 5, 10, 20):
środa, 8 czerwca 2016
Ankieta 06.2016
Witajcie. Kilka razy Wasze odpowiedzi w ankietach pozwoliły wysnuć ciekawe wnioski. Zapraszam do udziału w kolejnej i tradycyjnie po przekroczeniu 100 głosów odniosę się do wyników i opiszę swoją taktykę na najbliższe miesiące.
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Wyniki ankiety, na co czekamy?
Dziękuję za oddanie głosów w ankietach. Wyniki:
Przyjmując wartości pośrednie dla typowanych wartości WIG20 (np. 2100 dla przedziału 2000-2200) oczekiwany przez nas poziom na koniec czerwca wynosi:
echo "scale=2; (3*1900 +43*2100 +17*2300 +25*2500 + 21*2700 + 16*2900)/125"|bc
2405.60
Widać zatem lekką przewagę niedźwiedzi. Podobnie sprawa ma się z aktualnie przyjętą strategią - optymistów jest zaledwie 37%, a aż 38% graczy próbuje zarobić na spadkach. To bardzo duża różnica w stosunku danych na temat przeciętnego uczestnika rynku - może świadczyć o innym profilu czytających bloga lub.. strollowaniu ankiety :) Miałem przez chwilę takie podejrzenia, gdy nagle pojawiło się w piątek po ok. 8 niedźwiedzich odpowiedzi w obu ankietach, jednakże później proporcje się z grubsza utrzymywały, więc zakładam, że operuję na wiarygodnych danych.
Co mogę powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa, to to że jesteśmy daleko od punktu przełomowego na miarę czerwca 2012. Szeroki rozrzut oczekiwań współgra z 6-miesięcznym trendem bocznym. Możliwa jest niemrawa kontynuacja hossy, jak i przerodzenie się ruchu bocznego w bessę. Zbadanie sentymentu nie pokaże prostego sygnału w stylu "skoro większość widzi spadki, to urośnie". Mieliśmy liczne przykłady w Stanach sytuacji odwrotnej - im bardziej byczy był sentyment, tym szybciej rosły akcje i słabsze były korekty. Podobnie w czasie bessy może się utrzymywać pesymizm, który kulminuje paniką i dopiero wtedy analiza przewidywań graczy oraz ich pozycji (gotówka, złoto, brak akcji) pomaga zbudować optymalną pozycję.
Przyjmuje się, że cykl hossa-bessa trwa w Polsce ok. 40 miesięcy. Faktycznie jeśli nanieść trendy boczne, wzrostowe i spadkowe na indeks WIG250 ujrzymy ok. 39-miesięczne cykle:
Biorąc styczeń 2012 za początek aktualnego cyklu mamy dopiero 28 miesięcy, do końca zostało zatem średnio 11 miesięcy na zbudowanie szczytu i spadki lub dalsze spadki (przy założeniu, że szczyt był w listopadzie 2013.
W 4 przypadkach cykle zakończyły się mocnymi spadkami (w 2 wypadkach trwającymi aż 20 miesięcy), raz w latach 2004-2005 roku ruchem bocznym. Nie wiem jak zakończy się aktualny cykl, jednak założenie, że trwająca już 6 miesięcy korekty zakończy spadki i wrócimy do wzrostów jest moim zdaniem ryzykowne. Wydaje mi się, że prawdziwe okazje będą w marcu-kwietniu 2015 roku - dolar się wyszumi, surowce uklepią dno, a na GPW zaroi się od okazji.
Przyjmując wartości pośrednie dla typowanych wartości WIG20 (np. 2100 dla przedziału 2000-2200) oczekiwany przez nas poziom na koniec czerwca wynosi:
echo "scale=2; (3*1900 +43*2100 +17*2300 +25*2500 + 21*2700 + 16*2900)/125"|bc
2405.60
Widać zatem lekką przewagę niedźwiedzi. Podobnie sprawa ma się z aktualnie przyjętą strategią - optymistów jest zaledwie 37%, a aż 38% graczy próbuje zarobić na spadkach. To bardzo duża różnica w stosunku danych na temat przeciętnego uczestnika rynku - może świadczyć o innym profilu czytających bloga lub.. strollowaniu ankiety :) Miałem przez chwilę takie podejrzenia, gdy nagle pojawiło się w piątek po ok. 8 niedźwiedzich odpowiedzi w obu ankietach, jednakże później proporcje się z grubsza utrzymywały, więc zakładam, że operuję na wiarygodnych danych.
Co mogę powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa, to to że jesteśmy daleko od punktu przełomowego na miarę czerwca 2012. Szeroki rozrzut oczekiwań współgra z 6-miesięcznym trendem bocznym. Możliwa jest niemrawa kontynuacja hossy, jak i przerodzenie się ruchu bocznego w bessę. Zbadanie sentymentu nie pokaże prostego sygnału w stylu "skoro większość widzi spadki, to urośnie". Mieliśmy liczne przykłady w Stanach sytuacji odwrotnej - im bardziej byczy był sentyment, tym szybciej rosły akcje i słabsze były korekty. Podobnie w czasie bessy może się utrzymywać pesymizm, który kulminuje paniką i dopiero wtedy analiza przewidywań graczy oraz ich pozycji (gotówka, złoto, brak akcji) pomaga zbudować optymalną pozycję.
Przyjmuje się, że cykl hossa-bessa trwa w Polsce ok. 40 miesięcy. Faktycznie jeśli nanieść trendy boczne, wzrostowe i spadkowe na indeks WIG250 ujrzymy ok. 39-miesięczne cykle:
Biorąc styczeń 2012 za początek aktualnego cyklu mamy dopiero 28 miesięcy, do końca zostało zatem średnio 11 miesięcy na zbudowanie szczytu i spadki lub dalsze spadki (przy założeniu, że szczyt był w listopadzie 2013.
W 4 przypadkach cykle zakończyły się mocnymi spadkami (w 2 wypadkach trwającymi aż 20 miesięcy), raz w latach 2004-2005 roku ruchem bocznym. Nie wiem jak zakończy się aktualny cykl, jednak założenie, że trwająca już 6 miesięcy korekty zakończy spadki i wrócimy do wzrostów jest moim zdaniem ryzykowne. Wydaje mi się, że prawdziwe okazje będą w marcu-kwietniu 2015 roku - dolar się wyszumi, surowce uklepią dno, a na GPW zaroi się od okazji.
piątek, 4 kwietnia 2014
Ankieta WIG20 i strategie
Kiedy nie wiadomo gdzie podąży rynek, najlepiej spytać Czytelników :) Zapraszam do udziału w tradycyjnej ankiecie:
Dodałem również pytanie o strategię na aktualny okres. Wiem, że wielu opcji brakuje, jednak można je dopasować, a chodzi głównie o rozpoznanie jaki typ podejścia dominuje na rynku. Oczywiście wszystkie te informacje służą wyciągnięciu wniosków, które opiszę w kolejnym poście.
Dodałem również pytanie o strategię na aktualny okres. Wiem, że wielu opcji brakuje, jednak można je dopasować, a chodzi głównie o rozpoznanie jaki typ podejścia dominuje na rynku. Oczywiście wszystkie te informacje służą wyciągnięciu wniosków, które opiszę w kolejnym poście.
poniedziałek, 3 lutego 2014
Bujanie z wystrzałem w tle (wyniki ankiety)
Dziękuję za oddanie głosów w ankiecie:
Wyniki nieznacznie premiują obóz niedźwiedzi (zakładając, że 2400 to poziom neutralny, mamy 47% misiów i 53% byczków). Jeśli jednak przyjmiemy za poziom konsolidacji obszar między 2200 a 2600 pkt, to zauważymy, że aż 45% graczy nie wierzy w silniejszy impuls w ciągu blisko połowy roku. Ostatnie 2 i pół roku przyzwyczaiło nas do beztrendzia na WIG20, zatem nie dziwi taki rozkład opinii:
28% misie,
45% neutralni,
27% byczki.
Moja analiza nastroju blogerów i komentujących wskazuje na dominujące podejście:
Wszystkie wskaźniki fundamentalne oraz makro są jeszcze w strefie 'komfortu', nie pojawiły się żadne sygnały, które tradycyjnie przepowiadały bessę (np. podwyżki stóp procentowych, spadające PMI, CLI itd.). Gdyby spadki rozpoczęły się teraz (a właściwie w listopadzie 2013), to byłby to ewenement.
Zwróciłbym jednak uwagę, że gdy w połowie 2012 roku startowała hossa na WIG, większość tych wskaźników również nie wskazywała typowego początku rynku byka - wskaźniki wyprzedzające spadały, nie zaczął się nawet cykl obniżek stóp procentowych. SWIG80 pozostający od listopada w formacji 'budowanie szczytu' daje nam jeszcze statystycznie ok. pół roku na zmianę trendu, a to wystarczająco dużo czasu na 'przygotowanie' wskaźników.
Tym czego poszukuję, jest najbardziej prawdopodobny scenariusz dla szerokiego rynku. Jeśli szeroki rynek ma rosnąć, to ładuję się w akcje, bo nawet strzelając na chybił-trafił zarobię. Jeśli ma spadać, tym bardziej ładuję się w krótkie, bo wtedy wszystko razem pikuje na łeb, na szyję. Jeśli ma iść w bok, to jest problem, bo trzeba szukać wiarygodnych sygnałów na wybranych aktywach, trzymać większość gotówki w odwodzie i jak się nie jest świetnym traderem, łatwo oddać wypracowane wcześniej zyski.
Nie zgadzam się z opinią, że niejednoznaczna prognoza jest bezwartościowa. Niejednoznaczna prognoza z wieloma wariantami daje mi informację, że należy stać z boku i oczekiwać, który z nich zwycięży. Czekam na gotówce już od kilku miesięcy i wciąż nie mogę namierzyć jednoznacznego sygnału, który uwiarygodniłby jeden z głównych scenariuszy dla szerokiego rynku. Np. dominujący scenariusz z początków 2011 roku zakładał silne spadki, scenariusz z lata 2012 wsparty wycenami fundamentalnymi spółek zakładał hossę na małych i średnich spółkach. Dominujący od października 2013 scenariusz dla polskiego rynku zakłada budowanie szczytu, zatem zostaje krótkoterminowe pogrywanie na akcjach i pochodnych.
Zbliżający się dominujący scenariusz zakłada zakończenie konsolidacji na rynkach rozwijających się i zmianę trendu lub wejście w konsolidację rynków rozwiniętych. Spójrzmy na wykresy:
EM są w trendzie bocznym, DM w rosnącym. Jak zinterpretować mój scenariusz:
Wariant 1: DM wchodzą w konsolidację, towary kończą bessę, EM wybijają górą. Wariant uwiarygodniony tradycyjnymi cyklami, rynki wschodzące, oparte o sprzedaż surowców, korzystają z wciąż taniego dolara i zbyt wolnego ograniczania dodruków (np. ograniczenie QE zbalansowane stymulacją ECB).
Wariant 2: Ograniczenie płynności i koniec taniego dolara powodują, że rynki rozwinięte załamują się, a EM i towary wybijają dołem. Ten wariant uwiarygodniają trendy spadkowe względem dolara na walutach państw surowcowych jak Australia, Turcja, RPA czy Rosja i w konsekwencji mocno rosnące tam stopy procentowe, które duszą gospodarki.
Widzimy zatem, że nie mam jeszcze jednoznacznego scenariusza, pod który mógłbym położyć pieniądze jak to było w 2011 (s-ki, certy na spadki), 2012 czy 2013 (akcje małych i średnich spółek). Oczywiście wariantów jest znacznie więcej, to że wyodrębniłem akurat te 2, to mój subiektywny wybór. Teraz poszukuję sygnałów, które przeważą szalę na jeden z nich. Początek roku trochę silniej skłania mnie do opcji nr 2, szczególnie, że pojawiają się pierwsze symptomy zmiany trendu w USA.
Przypomnijmy jeden z zeszłorocznych wykresów ( http://podtworca.blogspot.com/2013/04/rynek-byka-w-usa-po-krachu.html ) :
Na dziś wygląda on tak:
Zgodnie z założeniami sprzed prawie roku akcje amerykańskie mocno urosły i weszły w rejony pierwszych rynków niedźwiedzia: 1987 (wtedy był szybki krach zamiast bessy) i 2007. Kolejne analogie dają jeszcze ponad rok hossy, ale np. w 1980 również było mocne strząśnięcie, po którym na pół roku wróciły wzrosty.
Załamanie na Apple nie powstrzymało jednak wzrostów NASDAQ, który ma obecnie nowego lidera w postaci Google:
Pierwsze istotne opory biegną dopiero powyżej 1500$ za akcję!
Interpretacja: panika może się pojawić w każdym momencie i wtedy będę szorcił, ale jeśli Google będzie kontynuował wzrosty, to przyczaję się z krótkimi na rynki, gdy dojdzie do 1.5k, bo indeksy raczej nie będą w tym czasie spadać wbrew liderowi.
Podsumowując:
jesteśmy blisko wybicia. Jedna z analogii przewiduje nawet panikę startującą w przyszłym tygodniu, która zawiozłaby S&P500 na 15xx a WIG20 mógłby zobaczyć jedynkę z przodu (pod tę analogię, gdyby indeksy rosły przez najbliższy tydzień przyszykowałem scenariusz zagrania, jednak wyniki ankiety nie uwiarygodniły go, dlatego nie został tu opisany). Równie dobrze wybicie może być na północ i rajd na rynkach wschodzących oraz towarach. Np. metale przemysłowe ostatnio spadały, ale kawa urosła i zacząłem ją redukować z ostatecznym celem 150$.
Dla GPW scenariusz krótkoterminowych zagrań pozostaje w mocy, scenariusz zagrań z trendem czeka na zwycięstwo jednego z dwóch opisanych wariantów.
Wyniki nieznacznie premiują obóz niedźwiedzi (zakładając, że 2400 to poziom neutralny, mamy 47% misiów i 53% byczków). Jeśli jednak przyjmiemy za poziom konsolidacji obszar między 2200 a 2600 pkt, to zauważymy, że aż 45% graczy nie wierzy w silniejszy impuls w ciągu blisko połowy roku. Ostatnie 2 i pół roku przyzwyczaiło nas do beztrendzia na WIG20, zatem nie dziwi taki rozkład opinii:
28% misie,
45% neutralni,
27% byczki.
Moja analiza nastroju blogerów i komentujących wskazuje na dominujące podejście:
Wszystkie wskaźniki fundamentalne oraz makro są jeszcze w strefie 'komfortu', nie pojawiły się żadne sygnały, które tradycyjnie przepowiadały bessę (np. podwyżki stóp procentowych, spadające PMI, CLI itd.). Gdyby spadki rozpoczęły się teraz (a właściwie w listopadzie 2013), to byłby to ewenement.
Zwróciłbym jednak uwagę, że gdy w połowie 2012 roku startowała hossa na WIG, większość tych wskaźników również nie wskazywała typowego początku rynku byka - wskaźniki wyprzedzające spadały, nie zaczął się nawet cykl obniżek stóp procentowych. SWIG80 pozostający od listopada w formacji 'budowanie szczytu' daje nam jeszcze statystycznie ok. pół roku na zmianę trendu, a to wystarczająco dużo czasu na 'przygotowanie' wskaźników.
Tym czego poszukuję, jest najbardziej prawdopodobny scenariusz dla szerokiego rynku. Jeśli szeroki rynek ma rosnąć, to ładuję się w akcje, bo nawet strzelając na chybił-trafił zarobię. Jeśli ma spadać, tym bardziej ładuję się w krótkie, bo wtedy wszystko razem pikuje na łeb, na szyję. Jeśli ma iść w bok, to jest problem, bo trzeba szukać wiarygodnych sygnałów na wybranych aktywach, trzymać większość gotówki w odwodzie i jak się nie jest świetnym traderem, łatwo oddać wypracowane wcześniej zyski.
Nie zgadzam się z opinią, że niejednoznaczna prognoza jest bezwartościowa. Niejednoznaczna prognoza z wieloma wariantami daje mi informację, że należy stać z boku i oczekiwać, który z nich zwycięży. Czekam na gotówce już od kilku miesięcy i wciąż nie mogę namierzyć jednoznacznego sygnału, który uwiarygodniłby jeden z głównych scenariuszy dla szerokiego rynku. Np. dominujący scenariusz z początków 2011 roku zakładał silne spadki, scenariusz z lata 2012 wsparty wycenami fundamentalnymi spółek zakładał hossę na małych i średnich spółkach. Dominujący od października 2013 scenariusz dla polskiego rynku zakłada budowanie szczytu, zatem zostaje krótkoterminowe pogrywanie na akcjach i pochodnych.
Zbliżający się dominujący scenariusz zakłada zakończenie konsolidacji na rynkach rozwijających się i zmianę trendu lub wejście w konsolidację rynków rozwiniętych. Spójrzmy na wykresy:
![]() |
| Rynki rozwijające się. |
![]() |
| MSCI World, czyli głównie rynki rozwinięte. |
EM są w trendzie bocznym, DM w rosnącym. Jak zinterpretować mój scenariusz:
Wariant 1: DM wchodzą w konsolidację, towary kończą bessę, EM wybijają górą. Wariant uwiarygodniony tradycyjnymi cyklami, rynki wschodzące, oparte o sprzedaż surowców, korzystają z wciąż taniego dolara i zbyt wolnego ograniczania dodruków (np. ograniczenie QE zbalansowane stymulacją ECB).
Wariant 2: Ograniczenie płynności i koniec taniego dolara powodują, że rynki rozwinięte załamują się, a EM i towary wybijają dołem. Ten wariant uwiarygodniają trendy spadkowe względem dolara na walutach państw surowcowych jak Australia, Turcja, RPA czy Rosja i w konsekwencji mocno rosnące tam stopy procentowe, które duszą gospodarki.
Widzimy zatem, że nie mam jeszcze jednoznacznego scenariusza, pod który mógłbym położyć pieniądze jak to było w 2011 (s-ki, certy na spadki), 2012 czy 2013 (akcje małych i średnich spółek). Oczywiście wariantów jest znacznie więcej, to że wyodrębniłem akurat te 2, to mój subiektywny wybór. Teraz poszukuję sygnałów, które przeważą szalę na jeden z nich. Początek roku trochę silniej skłania mnie do opcji nr 2, szczególnie, że pojawiają się pierwsze symptomy zmiany trendu w USA.
Przypomnijmy jeden z zeszłorocznych wykresów ( http://podtworca.blogspot.com/2013/04/rynek-byka-w-usa-po-krachu.html ) :
Na dziś wygląda on tak:
Zgodnie z założeniami sprzed prawie roku akcje amerykańskie mocno urosły i weszły w rejony pierwszych rynków niedźwiedzia: 1987 (wtedy był szybki krach zamiast bessy) i 2007. Kolejne analogie dają jeszcze ponad rok hossy, ale np. w 1980 również było mocne strząśnięcie, po którym na pół roku wróciły wzrosty.
Załamanie na Apple nie powstrzymało jednak wzrostów NASDAQ, który ma obecnie nowego lidera w postaci Google:
Pierwsze istotne opory biegną dopiero powyżej 1500$ za akcję!
Interpretacja: panika może się pojawić w każdym momencie i wtedy będę szorcił, ale jeśli Google będzie kontynuował wzrosty, to przyczaję się z krótkimi na rynki, gdy dojdzie do 1.5k, bo indeksy raczej nie będą w tym czasie spadać wbrew liderowi.
Podsumowując:
jesteśmy blisko wybicia. Jedna z analogii przewiduje nawet panikę startującą w przyszłym tygodniu, która zawiozłaby S&P500 na 15xx a WIG20 mógłby zobaczyć jedynkę z przodu (pod tę analogię, gdyby indeksy rosły przez najbliższy tydzień przyszykowałem scenariusz zagrania, jednak wyniki ankiety nie uwiarygodniły go, dlatego nie został tu opisany). Równie dobrze wybicie może być na północ i rajd na rynkach wschodzących oraz towarach. Np. metale przemysłowe ostatnio spadały, ale kawa urosła i zacząłem ją redukować z ostatecznym celem 150$.
Dla GPW scenariusz krótkoterminowych zagrań pozostaje w mocy, scenariusz zagrań z trendem czeka na zwycięstwo jednego z dwóch opisanych wariantów.
piątek, 31 stycznia 2014
Ankieta WIG20
Zapraszam do udziału w naszej tradycyjnej zabawie w typowanie WIG20 na koniec czerwca. Za nami 2 miesiące spadków na giełdzie i bliskość wsparć. Czy to optymalne miejsce na kupno? Wskaźniki wyprzedzające zwiastują ożywienie, z drugiej strony Fed obcina płynność.
Omówienie wyników z wykresami i moim punktem widzenia jak zwykle po uzbieraniu ponad 100 głosów.
Omówienie wyników z wykresami i moim punktem widzenia jak zwykle po uzbieraniu ponad 100 głosów.
poniedziałek, 16 grudnia 2013
No easy money here
Po każdej udanej serii zagrań na pochodnych, kiedy rynek idzie bez zająknięcia w jednym kierunku, przychodzi otrzeźwienie w postaci ruchu bocznego. Mówię sobie wtedy "no easy money here", żeby mentalnie przygotować się na ciężki okres. Przez ostatnie lata niewiele to dawało, bo po każdym boczniaku dawałem sobie spokój z pochodnymi, po tym jak próbując grać na kontynuację trendu oddawałem wcześniejsze zyski. Wystarczyło co prawda zmniejszyć wielkość pozycji i rozszerzyć widełki SL, ale strach przed ucieczką "wielkich" zysków sprawiał, że robiłem odwrotnie - im mniejszy potencjalnie zakres ruchu, tym otwierałem większą pozycję, żeby zarobić tyle, co w trendzie. Kończyło się na wypadnięciu na drugiej bandzie z odpowiednio dużą stratą. Dużo czasu i zjedzonych zysków kosztowało mnie zrozumienie tego błędu..
W nieco innej skali podobny schemat przebiega na akcjach. Kupujemy je w hossie, żeby zarobić 50-100-1000%, ale przez większość czasu bujamy się z marginalnymi zyskami lub stratami. Dopiero przeskok na wyższy pułap powoduje, że zysk staje się "bezpieczny", jednak kolejne miesiące balansowania na tym poziomie i często pozorne zejścia na poprzedni sprawiają, że sprzedajemy w przysłowiowym dołku. Przez to nawet w hossie nie jesteśmy w stanie pobić rynku. Co gorsza gdy przychodzi bessa zadziwiająco wielu inwestorów zmienia taktykę na buy&hold. Dlaczego? Ponieważ szczyt prawie zawsze jest budowany mozolnym boczniakiem. Nawet jeśli kończy się euforycznym wystrzałem i równie szybkim odpadnięciem, to rynek konsoliduje się dając złudzenie, że zaraz zaatakuje ponownie. Inwestor mówi sobie - tym razem mnie nie przerobią, tym razem nie oddam w dołku. Potem jak cena schodzi na niższy pułap, chce już tylko oddać bez straty, a co potem to już można sobie sprawdzić na różnych grafikach z wykresami euforii-paniki, ale to na razie temat odległy od aktualnej sytuacji na akcjach (za to bliski posiadaczom metali szlachetnych - tym tematem zajmę się w innym artykule).
Na razie próbuję ustrzelić początek fazy bocznej na wykresach akcji. Przywołajmy wykres bazowy SWIG80:
Przez blisko rok pisałem, że sprzedam akcje przy 15000 na SWIG80. Sprzedałem trochę wcześniej, ale generalnie zrealizowałem plan. Niepewny listopad i słaby póki co grudzień skłoniły mnie do oznaczenia końca fazy wzrostowej w październiku. Nie oznacza to końca hossy - wg interpretacji rynek wszedł w fazę boczną, która może potrwać wiele miesięcy. Gdyby w grudniu została wyrysowana biała świeca, musiałbym zmienić oznaczenie i faza wzrostu trwałaby dalej, łącznie co najmniej 8 miesięcy. Jednak na razie wygląda na to, że posiadacze akcji będą przeżywać dramaty, jakie były moim udziałem na kontraktach - jak tylko sprzedadzą akcje, te zaraz odbiją, ale gdy je odkupią, żeby nie przegapić nowego szczytu, akcje znowu opadną na wsparcia. No easy money here. Jak ktoś kupuje dołki i sprzedaje górki będzie miał wiele okazji do zarobku, ale biada mu, jeśli zacznie się trend spadkowy - wtedy potrafi urwać łapki i jeśli nie lubi brać strat, to wpadnie w emocjonalny kocioł euforii-paniki.
Ankieta (dziękuję za oddane głosy) miała na celu uprawdopodobnić postawioną tezę. Obejrzyjmy wyniki:
Nie widać miażdżącej przewagi byków. Trzeba jednak wziąć pod poprawkę, że mamy już ponad 2 tygodnie spadków na giełdzie. Jeśli giełdy weszły w trend boczny i jesteśmy w fazie budowania szczytu, euforie będą pojawiać się przy wzrostach, a zniechęcenie przy spadkach, więc możemy mieć do czynienia z tym drugim przypadkiem. Popatrzmy na wyniki sprzed roku:
(uwaga - wyniki z lipca 2012)
Wtedy zaledwie 13% inwestorów wierzyło w hossę, dziś tylko 8% chce zarobić na bessie, o 1/3 spadła liczba oszczędzających poza giełdą. To dla mnie kolejne argumenty za ruchem bocznym.
Co praktycznego z tego wynika?
- Po pierwsze nie analizuję już fundamentów i raportów spółek, bo w ruchu bocznym liczy się technika. Trzeba wyczytać z wykresu skąd ewakuują się fundusze lub insiderzy.
- Ruch boczny po ruchu wzrostowym nie musi zakończyć się bessą (przypadek z 2005 roku).
Uważam jednak, że taki wariant jest mało prawdopodobny. Biorąc pod uwagę ostatnie szaleństwa na IPO, cykl DM/EM i spodziewane osłabienie rynków wschodzących względem rozwiniętych oraz ten wpis:
http://solarcycles.net/2013/12/13/equities-bear-market-coming/
akcje są w przededniu bessy (a możliwe, że szczyt hossy był w listopadzie).
W takich momentach patrzę również na liderów hossy:
W przypadku tuzów z MWIG40 nie można mówić o zmianie trendu. Na razie widać tylko korekty. Co innego analizowany tutaj Apple:
Kurs wygląda książkowo i aż się prosi o kolejną falę spadkową w okolice 300$. Nie mam akcji Apple i nie zamierzam na nich grać, jednak ciężar tej spółki (chyba nadal największa kapitalizacja na świecie) powinien mieć wpływ na NASDAQ i obrazować sentyment do branży.
Na koniec pro-forma wstawiam WIG20USD. Nic 2 razy się nie zdarza, wątpliwe, żeby indeks wyrysował od szczytu w 2007 roku bliźniaczo podobną strukturę jak w latach 1994-2003:
Nie było mnie niestety na rynku w 2001 roku, ciekaw jestem jakie były nadzieje i lęki uczestników.
W nieco innej skali podobny schemat przebiega na akcjach. Kupujemy je w hossie, żeby zarobić 50-100-1000%, ale przez większość czasu bujamy się z marginalnymi zyskami lub stratami. Dopiero przeskok na wyższy pułap powoduje, że zysk staje się "bezpieczny", jednak kolejne miesiące balansowania na tym poziomie i często pozorne zejścia na poprzedni sprawiają, że sprzedajemy w przysłowiowym dołku. Przez to nawet w hossie nie jesteśmy w stanie pobić rynku. Co gorsza gdy przychodzi bessa zadziwiająco wielu inwestorów zmienia taktykę na buy&hold. Dlaczego? Ponieważ szczyt prawie zawsze jest budowany mozolnym boczniakiem. Nawet jeśli kończy się euforycznym wystrzałem i równie szybkim odpadnięciem, to rynek konsoliduje się dając złudzenie, że zaraz zaatakuje ponownie. Inwestor mówi sobie - tym razem mnie nie przerobią, tym razem nie oddam w dołku. Potem jak cena schodzi na niższy pułap, chce już tylko oddać bez straty, a co potem to już można sobie sprawdzić na różnych grafikach z wykresami euforii-paniki, ale to na razie temat odległy od aktualnej sytuacji na akcjach (za to bliski posiadaczom metali szlachetnych - tym tematem zajmę się w innym artykule).
Na razie próbuję ustrzelić początek fazy bocznej na wykresach akcji. Przywołajmy wykres bazowy SWIG80:
Przez blisko rok pisałem, że sprzedam akcje przy 15000 na SWIG80. Sprzedałem trochę wcześniej, ale generalnie zrealizowałem plan. Niepewny listopad i słaby póki co grudzień skłoniły mnie do oznaczenia końca fazy wzrostowej w październiku. Nie oznacza to końca hossy - wg interpretacji rynek wszedł w fazę boczną, która może potrwać wiele miesięcy. Gdyby w grudniu została wyrysowana biała świeca, musiałbym zmienić oznaczenie i faza wzrostu trwałaby dalej, łącznie co najmniej 8 miesięcy. Jednak na razie wygląda na to, że posiadacze akcji będą przeżywać dramaty, jakie były moim udziałem na kontraktach - jak tylko sprzedadzą akcje, te zaraz odbiją, ale gdy je odkupią, żeby nie przegapić nowego szczytu, akcje znowu opadną na wsparcia. No easy money here. Jak ktoś kupuje dołki i sprzedaje górki będzie miał wiele okazji do zarobku, ale biada mu, jeśli zacznie się trend spadkowy - wtedy potrafi urwać łapki i jeśli nie lubi brać strat, to wpadnie w emocjonalny kocioł euforii-paniki.
Ankieta (dziękuję za oddane głosy) miała na celu uprawdopodobnić postawioną tezę. Obejrzyjmy wyniki:
Nie widać miażdżącej przewagi byków. Trzeba jednak wziąć pod poprawkę, że mamy już ponad 2 tygodnie spadków na giełdzie. Jeśli giełdy weszły w trend boczny i jesteśmy w fazie budowania szczytu, euforie będą pojawiać się przy wzrostach, a zniechęcenie przy spadkach, więc możemy mieć do czynienia z tym drugim przypadkiem. Popatrzmy na wyniki sprzed roku:
(uwaga - wyniki z lipca 2012)
Wtedy zaledwie 13% inwestorów wierzyło w hossę, dziś tylko 8% chce zarobić na bessie, o 1/3 spadła liczba oszczędzających poza giełdą. To dla mnie kolejne argumenty za ruchem bocznym.
Co praktycznego z tego wynika?
- Po pierwsze nie analizuję już fundamentów i raportów spółek, bo w ruchu bocznym liczy się technika. Trzeba wyczytać z wykresu skąd ewakuują się fundusze lub insiderzy.
- Ruch boczny po ruchu wzrostowym nie musi zakończyć się bessą (przypadek z 2005 roku).
Uważam jednak, że taki wariant jest mało prawdopodobny. Biorąc pod uwagę ostatnie szaleństwa na IPO, cykl DM/EM i spodziewane osłabienie rynków wschodzących względem rozwiniętych oraz ten wpis:
http://solarcycles.net/2013/12/13/equities-bear-market-coming/
akcje są w przededniu bessy (a możliwe, że szczyt hossy był w listopadzie).
W takich momentach patrzę również na liderów hossy:
W przypadku tuzów z MWIG40 nie można mówić o zmianie trendu. Na razie widać tylko korekty. Co innego analizowany tutaj Apple:
Kurs wygląda książkowo i aż się prosi o kolejną falę spadkową w okolice 300$. Nie mam akcji Apple i nie zamierzam na nich grać, jednak ciężar tej spółki (chyba nadal największa kapitalizacja na świecie) powinien mieć wpływ na NASDAQ i obrazować sentyment do branży.
Na koniec pro-forma wstawiam WIG20USD. Nic 2 razy się nie zdarza, wątpliwe, żeby indeks wyrysował od szczytu w 2007 roku bliźniaczo podobną strukturę jak w latach 1994-2003:
Nie było mnie niestety na rynku w 2001 roku, ciekaw jestem jakie były nadzieje i lęki uczestników.
piątek, 13 grudnia 2013
Ankieta u progu
W lipcu zeszłego roku umieściłem ankietę, która skutecznie "przewidziała" hossę ( http://podtworca.blogspot.com/2012/07/czas-kupowac-akcje-bo-do-konca-roku.html ) . Dziś zapraszam Was do udziału w kolejnej ankiecie:
Zostało niespełna kilka sesji do rozstrzygnięcia czy październikowa prognoza (WIG20 poniżej 2400) się spełni. Tradycyjnie po zebraniu ponad 100 głosów umieszczę swoje przemyślenia na temat giełd oraz prognozy.
Zostało niespełna kilka sesji do rozstrzygnięcia czy październikowa prognoza (WIG20 poniżej 2400) się spełni. Tradycyjnie po zebraniu ponad 100 głosów umieszczę swoje przemyślenia na temat giełd oraz prognozy.
poniedziałek, 14 października 2013
Kochajmy hossy, tak szybko odchodzą
Dziękuję Czytelnikom za wzięcie udziału w ankiecie.
Wyniki ankiety sugerują, że do końca roku WIG20 może skończyć poniżej 2400: 23% niedźwiedzie, 30% neutralni, 47% byki. Dla porównania badanie INI :
Optymizm porównywalny z lokalnymi szczytami z początku 2012 i 2013 roku.
Do końca roku pozostało 2 i pół miesiąca. Tymczasem analiza techniczna największych polskich indeksów pokazuje siłę dojrzałej hossy:
WIG pokonał szczyt z 2011 roku i dotarł do połowy długiej czarnej świecy ze stycznia 2008 roku. Zachowanie wykresu przypomina grudzień 1999 roku, kiedy indeks pokonał po szybkiej i mocnej korekcie szczyt poprzedniej hossy. Nawet zasięg czasowy od dołka z 95 roku i zakres późniejszych wzrostów są podobne. To ważna analogia, ponieważ coraz więcej analityków uważa aktualne wzrosty za początek cyklu dekadowego i doszukuje się powtórki wielkich wzrostów, jakie nastąpiły po 1993 i 2003 roku. Ja natomiast uważam, że jesteśmy już niedaleko od bessy, która zmasakruje Emerging Markets. Porównanie obecnej sytuacji do tej z przełomu 1999/2000 dobrze pasuje - jak wtedy najsilniejszy jest NASDAQ. Różnica jest taka, że wtedy był to ostatni rajd na rynkach rozwiniętych przed przejęciem pałeczki przez Emerging Markets i surowce, a teraz cykl zawrócił, co pokazuje Wojciech Białek (wykres z sierpnia br) :
Zatem zamiast cyklu dekadowego i niebotycznych wycen polskich spółek, spodziewam się na dzień dzisiejszy rychłego końca hossy i 2-3 letniego marazmu z dramatem w tle. Nie gram jeszcze na spadek, bo oczekuję inflacyjnej części hossy z rajdem na towarach, jednak nie trzymam już długoterminowo akcji (poza paroma niedobitkami). Co najwyżej kupuję akcje pod krótkie techniczne zagrania. Zatem - nadal uważam, że jesteśmy w hossie, jednak w każdym momencie może nastąpić tąpnięcie, które okaże się po czasie początkiem bessy. Ten rok przyzwyczaił nas do tego, że akcje szybko odrabiają straty po mocnych spadkach, dlatego już kolejna wyprzedaż może być pułapką na byka. Nie wiem kiedy to się może stać - dziś, za tydzień, za miesiąc, za kwartał, jednak najbliższy czas to nie jest dla mnie dobry okres na kupowanie wartościowych spółek. Co więcej - ewentualne mocniejsze spadki będą wg moich analogii pierwszą falą bessy, dlatego akcje fundamentalne kupię tylko pod korekty, a na prawdziwe długoterminowe okazję ustawię się znacznie później.
Wykres SWIG80, na bazie którego przez ponad rok trzymałem akcje, pokazuje na dzień dzisiejszy pół roku fali wznoszącej:
Z przedstawionej interpretacji wynika, że wzrosty trwają średnio ok. 9 miesięcy, spadki 10, a konsolidacja 13. W kresce tygodniowej SWIG80 dociera do połowy bessy z 2007-2009 roku, ale mocniejsze opory znajdują się dopiero na poziomie 16000 punktów:
Siłę pokazuje też MWIG40, dla którego wiele razy wskazywałem jako cel 3500 (dla SWIG 15 tys.) :
W tym wypadku nagromadzenie oporów leży najbliżej.
Ostatni analizowany dziś wykres to WIG20TR (total return) :
Technicznie wygląda pro-wzrostowo (jak ktoś lubi formacje typu RGR, to widać tu cup and handle, ale ja na takie formacje rzadko gram - chyba, że w krótkim terminie i zgodnie z trendem).
Wnioski: w latach 2003-2007 urosło wiele fortun, z których większość wyparowała już w kolejnym roku, jednak tamci ludzie pamiętają jaką okazją jest silny rynek byka. Kilka lat wzrostów może ustawić człowieka na całe życie. Zauważyłem wśród komentujących na różnych blogach spore ciśnienie na 3-cyfrowe wzrosty i kapitalizacje mocno oderwane od fundamentów. Tymczasem takie zachowanie spółek (tj. wysokie wzrosty powyżej godziwej wyceny) jest anomalią i zdarza się raz na kilkanaście lat. 6 lat po bańce na akcjach to w moim odczucie zdecydowanie zbyt krótki okres. Owszem - są i będą spółki przynoszące krocie, jak w ostatnich latach CD Projekt czy LPP, jednak tendencja nie powinna dotyczyć całego rynku.
W krótkim terminie wszystkie indeksy stoją pod istotnymi oporami, ale też wyglądają byczo. Prawdę powiedziawszy prędzej bym obstawił na podstawie AT 2800 na WIG20, niż 2200. Jednak sentyment osiągnął niebezpieczne poziomy, a ewentualny wystrzał na akcjach potraktuję jako okazję do pozbycia się resztek papierów, pogrania DT Longami i zbudowania pozycji krótkiej na opcjach.
PS Prośba do zorientowanych w astro o interpretację tego zdarzenia:
http://wiadomosci.onet.pl/nauka/nasa-pole-magnetyczne-slonca-niedlugo-sie-odwroci/36vdf
Czy istnieje jakaś korelacja z długoterminowymi cyklami na indeksach?
Wyniki ankiety sugerują, że do końca roku WIG20 może skończyć poniżej 2400: 23% niedźwiedzie, 30% neutralni, 47% byki. Dla porównania badanie INI :
Optymizm porównywalny z lokalnymi szczytami z początku 2012 i 2013 roku.
Do końca roku pozostało 2 i pół miesiąca. Tymczasem analiza techniczna największych polskich indeksów pokazuje siłę dojrzałej hossy:
WIG pokonał szczyt z 2011 roku i dotarł do połowy długiej czarnej świecy ze stycznia 2008 roku. Zachowanie wykresu przypomina grudzień 1999 roku, kiedy indeks pokonał po szybkiej i mocnej korekcie szczyt poprzedniej hossy. Nawet zasięg czasowy od dołka z 95 roku i zakres późniejszych wzrostów są podobne. To ważna analogia, ponieważ coraz więcej analityków uważa aktualne wzrosty za początek cyklu dekadowego i doszukuje się powtórki wielkich wzrostów, jakie nastąpiły po 1993 i 2003 roku. Ja natomiast uważam, że jesteśmy już niedaleko od bessy, która zmasakruje Emerging Markets. Porównanie obecnej sytuacji do tej z przełomu 1999/2000 dobrze pasuje - jak wtedy najsilniejszy jest NASDAQ. Różnica jest taka, że wtedy był to ostatni rajd na rynkach rozwiniętych przed przejęciem pałeczki przez Emerging Markets i surowce, a teraz cykl zawrócił, co pokazuje Wojciech Białek (wykres z sierpnia br) :
Zatem zamiast cyklu dekadowego i niebotycznych wycen polskich spółek, spodziewam się na dzień dzisiejszy rychłego końca hossy i 2-3 letniego marazmu z dramatem w tle. Nie gram jeszcze na spadek, bo oczekuję inflacyjnej części hossy z rajdem na towarach, jednak nie trzymam już długoterminowo akcji (poza paroma niedobitkami). Co najwyżej kupuję akcje pod krótkie techniczne zagrania. Zatem - nadal uważam, że jesteśmy w hossie, jednak w każdym momencie może nastąpić tąpnięcie, które okaże się po czasie początkiem bessy. Ten rok przyzwyczaił nas do tego, że akcje szybko odrabiają straty po mocnych spadkach, dlatego już kolejna wyprzedaż może być pułapką na byka. Nie wiem kiedy to się może stać - dziś, za tydzień, za miesiąc, za kwartał, jednak najbliższy czas to nie jest dla mnie dobry okres na kupowanie wartościowych spółek. Co więcej - ewentualne mocniejsze spadki będą wg moich analogii pierwszą falą bessy, dlatego akcje fundamentalne kupię tylko pod korekty, a na prawdziwe długoterminowe okazję ustawię się znacznie później.
Wykres SWIG80, na bazie którego przez ponad rok trzymałem akcje, pokazuje na dzień dzisiejszy pół roku fali wznoszącej:
Z przedstawionej interpretacji wynika, że wzrosty trwają średnio ok. 9 miesięcy, spadki 10, a konsolidacja 13. W kresce tygodniowej SWIG80 dociera do połowy bessy z 2007-2009 roku, ale mocniejsze opory znajdują się dopiero na poziomie 16000 punktów:
Siłę pokazuje też MWIG40, dla którego wiele razy wskazywałem jako cel 3500 (dla SWIG 15 tys.) :
W tym wypadku nagromadzenie oporów leży najbliżej.
Ostatni analizowany dziś wykres to WIG20TR (total return) :
Technicznie wygląda pro-wzrostowo (jak ktoś lubi formacje typu RGR, to widać tu cup and handle, ale ja na takie formacje rzadko gram - chyba, że w krótkim terminie i zgodnie z trendem).
Wnioski: w latach 2003-2007 urosło wiele fortun, z których większość wyparowała już w kolejnym roku, jednak tamci ludzie pamiętają jaką okazją jest silny rynek byka. Kilka lat wzrostów może ustawić człowieka na całe życie. Zauważyłem wśród komentujących na różnych blogach spore ciśnienie na 3-cyfrowe wzrosty i kapitalizacje mocno oderwane od fundamentów. Tymczasem takie zachowanie spółek (tj. wysokie wzrosty powyżej godziwej wyceny) jest anomalią i zdarza się raz na kilkanaście lat. 6 lat po bańce na akcjach to w moim odczucie zdecydowanie zbyt krótki okres. Owszem - są i będą spółki przynoszące krocie, jak w ostatnich latach CD Projekt czy LPP, jednak tendencja nie powinna dotyczyć całego rynku.
W krótkim terminie wszystkie indeksy stoją pod istotnymi oporami, ale też wyglądają byczo. Prawdę powiedziawszy prędzej bym obstawił na podstawie AT 2800 na WIG20, niż 2200. Jednak sentyment osiągnął niebezpieczne poziomy, a ewentualny wystrzał na akcjach potraktuję jako okazję do pozbycia się resztek papierów, pogrania DT Longami i zbudowania pozycji krótkiej na opcjach.
PS Prośba do zorientowanych w astro o interpretację tego zdarzenia:
http://wiadomosci.onet.pl/nauka/nasa-pole-magnetyczne-slonca-niedlugo-sie-odwroci/36vdf
Czy istnieje jakaś korelacja z długoterminowymi cyklami na indeksach?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















































