środa, 26 kwietnia 2023

Tożsamość Gracza

 Dzisiaj o 12.00 ruszyła przedsprzedaż mojej książki Tożsamość Gracza - Jak przetrwać na rynku. Wspomniałem o książce w niedawnym wpisie Ewolucja gracza, który jest jednocześnie jednym z rozdziałów.

Na oficjalnej stronie książki możecie przeczytać wstęp, sprawdzić tytuły rozdziałów, no i oczywiście zamówić książkę i/lub audiobooka w przedsprzedaży, dzięki czemu unikniecie kosztów przesyłki i będziecie pierwsi w kolejce do wysyłki.

https://tozsamosc-gracza.pl/




W tym wpisie odpowiem na pytania, które mogą się Wam nasuwać i będę dodawał te, które zadacie w przyszłości.

1. Dlaczego napisałeś książkę?

Pisanie książek przez uczestników rynku nie jest mile widziane. Pierwszy wniosek, który się nasuwa to: "nie może zarobić na giełdzie, więc pisze o giełdzie". U mnie było odwrotnie: od lat kotłowały się we mnie historie i spostrzeżenia. Wszystko czego uczyłem się na własnej skórze i ubrałem w formę dzięki książkom, wywiadom i filmom, zaczynało łączyć się w spójną całość. Domagało się wyciągnięcia esencji. 

Ale ciągle czegoś mi brakowało: potwierdzenia na rynku, że moja wiedza i doświadczenie mają wartość. Teoretycznie miały, bo moja stopa zwrotu biła fundusze i indeksy. Ale to nie były wyniki na miarę moich ambicji. Gdybym został na etacie programisty, po prostu dokładałbym co miesiąc większość pensji i procent składany zrobiłby swoje. Ale w 2019 wróciłem do biznesu, w który musiałem dużo inwestować. Nie mogłem już nic dołożyć do portfela giełdowego.

Lata 2020-2021 były szczodre dla większości uczestników rynku, wiec nie mogłem przypisać sobie  zasług. Wszystko zmieniło się w 2022. Mój plan z początku tamtego roku zakładał tylko jedno: dowieźć wyniki do początku nowej hossy. Tymczasem w środowisku bessy wykręciłem swój najlepszy wynik w życiu. To nie był przypadek. Popełniałem błędy, ale przyznawałem się do nich, minimalizowałem ryzyko bez względu na emocje i dawne uprzedzenia. Przestałem mieć pewne złudzenia, które wcześniej kazały trzymać się nie działających metod. 

Pękła bariera, która blokowała mnie przed pisaniem. Wiedziałem już, że dalej nie ma tajemnic. Wiedziałem, że wszystko rozbija się o modyfikowanie zachowania. Tylko tyle i aż tyle.

Drugi powód jest prozaiczny. Mój timing od kilku lat działa. Nie wiem jak długo to będzie trwało, ale niewątpliwie zawdzięczam mu wyniki. Rośniemy już od 7 miesięcy, a mi się udało skoncentrować pozycję w dołku. Kiedy miesiącami zarabiasz, rośnie motywacja. Zduszam wszelkie oznaki euforii w zarodku, ale gdzieś to wkurzające poczucie mocy, które zawsze muszę potem odchorować, zapragnęło podświadomie wypłynąć. To było wyzwalające uczucie. Świadomość, że tworzę coś ponadczasowego, nawet jeśli kupi to kilka osób.

Chociaż czuję się spełniony, kiedy piszecie mi, że to co piszę Wam pomaga, nie będę ściemniał, że mam jakąś misję edukacyjną. Napisałem książkę, bo zarobiłem, a nie żeby zarobić :)


2. Co mi da ta książka?

Za "pewnymi złudzeniami" z odpowiedzi na poprzednie pytanie kryje się cała historia rozwoju filozofii i nauki o człowieku. Wiedza o tym, jak funkcjonujemy, co nami kieruje. Mój blog od początku porusza te wątki. Jeśli czytasz go z tego powodu, poczujesz znajome wibracje w książce. Jeśli uważasz to za pierdoły, zaglądasz na bloga po wykresy albo szukasz spółek do wejścia - też znajdziesz w książce sporo sytuacji o prowadzeniu pozycji, analizie gry i wyciąganiu prawidłowych lekcji. Jestem przede wszystkim empirykiem i obserwatorem, nie biorę w ciemno żadnej teorii. Nasiąkam ideami, testuję je i zostawiam tylko te działające.

W książce przedstawiam jakie mechanizmy nami kierują, jak można próbować je obejść i jak to wygląda na konkretnych sytuacjach rynkowych. Jest też trochę o prawdopodobieństwie i sporo o ryzyku, niepewności oraz flakach.

Bardzo dużo miejsca poświęcam analizie zachowań graczy przegrywających. To proste: skoro 80% przegrywa, 10% nie zarabia, 5% zarabia niewiele a tylko 5% zgarnia całą pulę, to mamy znacznie więcej danych czego nie należy robić, a nie na czym się skupiać. Ludzie uwielbiają czytać sylwetki mistrzów i geniuszy, szukają unikatowego składnika, który wpłynął na ich sukces. Skupiają się na zewnętrznych aspektach, tymczasem sukces wypływa z wewnętrznej dojrzałości wypracowanej na niezliczonych porażkach. Te podstawowe porażki popełnia 90% graczy dzień w dzień i nawet nie próbuje ich dostrzec, gdyż uważa je za część siebie. Usuwając cierpliwie drobne błędy, wykuwamy własną, unikalną drogę do mistrzostwa.


3. Czy dzięki książce będę wreszcie zarabiał?

Ostatni rozdział książki nosi tytuł Święty Graal Spekulacji. Aby uniknąć spekulacji, że sprzedaję jakąś trefną metodę, wklejam początek rozdziału:

Święty Graal Spekulacji to humorystyczne określenie mitycznych metod, mających oferować

stuprocentową skuteczność, dzięki którym amator ma nadzieję zawsze wygrywać. Takie metody

oczywiście nie istnieją. Straty są nieodłącznym kosztem tego biznesu. 

Ale  Duch Świętego Graala Spekulacji przenika całą tę książkę: to Proces, nie Wynik.

Lub: Droga, nie Cel. Wróciliśmy do początku. 

Wykonanie trzech kroków, z których każdy zajmuje lata: (...)

Ile książek i szkoleń by nie powstało, proporcje zarabiających do tracących się nie zmienią. Im więcej wyszkolonych graczy, tym trudniejsza gra. Ale to nie znaczy, że gra toczy się tylko na rynku. Życie jest grą na wielu płaszczyznach. Umiejętność ryzykowania, realizowania planu wbrew odruchowym emocjom i dostrzegania okazji to podstawy kształtowania swojej przestrzeni w środowisku niepewnej rzeczywistości. Jeśli zbudujesz tożsamość gracza, te okazje możesz dostrzec na zupełnie innych polach niż rynki kapitałowe.


4. Pokażesz PITa?

Nie. Nic nie będę udowadniał, nie będę tworzył zamkniętych grup, ani sprzedawał sygnałów. Książka to jednorazowy akt, osiągnięcie pewnego etapu dojrzałości. Pierwszą książkę napisałem w 2014 (Droga jest celem - za darmo na blogu). Szkoda, że nie zrobiłem jej korekty i edycji. Byłaby lepsza. Tym razem nie popełniłem tego błędu. Naprawdę czuję, że to jest to, co mogłem najlepszego napisać. Ale wiem też, że za bardzo się odkrywam. Nie chcę ani podziwu, ani zawiści, której jest znacznie więcej w publicznym życiu. Lubię życie, jakie zostało mi dane i jakie sobie wykuwam.


5. Dlaczego nie zatrudniłeś profesjonalistów do korekty, okładki, redakcji i audiobooka?

Nie z oszczędności, bo już zatrudniam profesjonalistów :) Gdybym pisał o zdrowiu czy bieganiu, skorzystałbym z ich umiejętności. Wtedy zrobiłbym wszystko co możliwe, żeby dobrze sprzedać taką książkę, bo wiem, że służyłaby każdemu. Wysiłek czytelnika byłby szybko i zauważalnie nagradzany.

Ale gra na giełdzie dla wielu ludzi jest pasmem cierpień i zawodu. Zrobiłem wiele, żeby zniechęcić do kupna tej książki ludzi podatnych na przegrywanie i obwinianie za to innych. Nie chcę ich bagażu emocjonalnego, zawiedzionych oczekiwań. Do przyjęcia pewnych prawd potrzeba dojrzeć. Zrobiłem wszystko w tej książce sam, bo biorę pełną odpowiedzialność za jej odbiór. Nie namawiam nikogo do gry. Z czystym sumieniem polecę książkę jako antidotum na destrukcyjne zachowania i ochronę przed ludźmi i podmiotami o złych intencjach, ale nie będę ściemniał, że kładka prowadząca do etapu zarabiania jest prościutka i przewidywalna.

Co do audiobooka, to uwielbiam je słuchać i czytać, moje nagrania spotkały się z bardzo pozytywnym odbiorem, więc do własnej książki lepszego lektora nie mógłbym znaleźć :)


6. Co z książką Livermore'a?

Udostępnię PDFa za darmo. Przetłumaczenie książki Livermore'a Jak handlować akcjami było impulsem do powstania Tożsamości. Początkowo byłem zawiedziony treścią - nie było w niej nic odkrywczego. Ale kiedy czytałem półgłosem tekst pod audiobooka, zrozumiałem, że już nic nowego dalej nie ma. To jest clue. Między wiedzą a egzekucją jest przestrzeń do rozwoju.


7. Czy będzie autograf w przedsprzedaży?

Tak. Nie zakładałem takiej opcji, ale otrzymałem od Was maile z takim życzeniem, więc chętnie coś skrobnę. Jeśli zaczną przychodzić maile, że ktoś sobie nie życzy autografu, dodamy odpowiednią opcję w koszyku.


8. 70 zł za 132 strony? To rozbój!

Początkowo chciałem zmieścić się nawet w 100, ale nie dało się. Stoję na stanowisku, że większość książek spokojnie zmieściłaby się w artykule, większość artykułów we wpisie blogowym, a większość wpisów w tweecie. Znowu wrócę do książki Livermore'a - on napisał 80 stron i uznał, że już koniec. Nic nowego nie doda po 40 latach kariery gracza. Wydawca zachęcił go do dopisania kilkudziesięciu stron z objaśnieniem Klucza Rynkowego, żeby wyszły te 133 strony. Przydatność sekretnego Klucza Livermore'a jest porównywalna ze wskaźnikiem MACD - komu by się chciało czytać 50 stron o konstruowaniu przestarzałego wskaźnika? Dla mnie książka Livermore'a kończy się na VII rozdziale.

Niestety, z punktu widzenia wydruku, przygotowania sklepu i kosztów wdrożenia, liczba stron jest drugorzędna. Ja po prostu nie chcę dopłacać do tego interesu - zrealizowałem jedno z marzeń, napisałem książkę, z której jestem dumny i tyle. Wierzę w ponadczasowość jej treści, choć nie wykluczam, że niektóre tezy zostaną obalone (albo lepiej dostosowane do realiów).

Dla mnie kluczowy jest odbiór książki przez ludzi, którzy mogą docenić jej treść. Nie chcę, żeby trafiła do ludzi, którzy będą zawiedzeni albo poczują się oszukani. Oni też takiej książki nie chcą. Stąd powtarzam: jeśli intuicja mówi Ci, że to nie jest interesująca książka dla Ciebie, zaufaj intuicji.


9. Książka dla graczy? A co z inwestorami?

Podstawowe zasady zarabiania są te same, ponieważ nie wynikają z rodzaju stosowanych technik, ale wytrenowanego bądź nabytego zespołu cech, które nazywam tożsamością gracza. Z tego też powodu nie stosuję popularniejszych określeń graczy giełdowych typu: inwestor, trader czy spekulant. Każde z nich niesie pewną specyfikację i ładunek emocjonalny, które zaciemniają nadrzędną tożsamość. Mistrz Gry przyjmuje rolę, która mu najbardziej pasuje, ale rozumie i czuje rynki podobnie do innego MG, który operuje na zupełnie innych rynkach, interwałach czasowych i używa odmiennego zestawu narzędzi.


---

Dziękuję za uwagę i zapraszam do dyskusji w komentarzach!


piątek, 21 kwietnia 2023

Czy będzie korekta?

Baza: cały czas w mocy pozostaje scenariusz ze stycznia:

http://podtworca.blogspot.com/2023/01/a-co-jesli-recesja.html

Weszliśmy w mało komfortową fazę rynku. Najszybszy, najłatwiejszy wzrost już za nami. Jeżeli mamy do czynienia ze standardową hossą cykliczną, można powiedzieć, że lada moment powinniśmy spodziewać się tradycyjnej korekty w połowie hossy:


Z matematyki pamiętamy, że nie ma większej i mniejszej połowy, ale jak to w życiu bywa, na giełdzie połowa może wystąpić po 1/3 czasu przeznaczonego na hossę jak i po 2/3. Gdzieś tam zawsze widać głębszą przecenę, czas na zwątpienie i przeparkowanie kapitału.

To ciężki test dla mojej strategii, nigdy nie lubię tej fazy. Wiem, że będę musiał oddać część zysków, do których przyzwyczaiły miesiące bicia szczytów przez portfel. I czekać, wątpić, wkurzać się. Wiem też, że nie mogę sprzedać, bo większość spółek z portfela zrobi większość wzrostu w ostatniej fazie hossy. A do tej jeszcze daleko. 

Na razie jest co prawda dużo byków na rynku, ale to nie jest ta faza, w której ludzie kupują akcje, bo nie widzą alternatywy. Teraz widzą okazje. Są w stanie zaakceptować obsunięcia, bo widzą, że spółki są niedowartościowane, rozwijają się i płacą atrakcyjne dywidendy. To inny optymizm niż ten z późnej hossy, kiedy w głowach graczy ustawia się już nowy paradygmat.

Na razie obserwujemy próbę powrotu generałów poprzedniej hossy. Widać to szczególnie w USA, gdzie szerokość rynku siadła, a ruch dalej robią big techy.

NASDAQ100 vs RUSSEL 2000:


Przyznam, że obstawiałem zmianę tego trendu w 2022. Pomyliłem się, wskaźnik wrócił do konsolidacji. Teraz trzeba obserwować, bo rynek wciąż nie pokazał kierunku wybicia. Big techy są bardzo drogie, value tanie. Jedni obstawiają, że inflacja odpuści i wrócimy do znanych nam trendów, inni że klasyczne branże przemysłowe, energetyczne i surowcowe będą miały swoje 5 minut. Ja nie wiem. Mam spółki z jednego i drugiego, i poza Azotami spisują się dobrze. ATT bym wywalił, ale został jeszcze jeden as w rękawie w postaci Polimerów i postanowiłem dać im szansę.

Widać tendencję również u nas. WIG_POLAND_PB, czyli cena do wartości księgowej dla indeksu dociera do obszaru ryzyka:


Ale jeśli podzielimy kapitalizację WIG_POLAND przez jego wartość księgową, rysuje się już zgoła odmienny obraz:


To jest właśnie potwierdzenie niezdecydowania. Wszyscy wiemy, że spółki Skarbu Państwa to spekulacyjne gnioty. Nie przynoszą żadnej wartości akcjonariuszom mniejszościowym, zyski są transferowane do partyjnych grup interesu (jak to zgrabnie ujął kiedyś Prezes: Układu). Oczywiście w powszechnym przekazie te pieniądze służą społeczeństwu, ale jak to w demokracji: ktoś to społeczeństwo musi reprezentować, i to ten ktoś konsumuje zyski. Mamy taki kapitalizm rozdwojony: z jednej strony udajemy, że mamy te wszystkie zarządy i rady nadzorcze, żeby na zewnątrz wyglądało, ale w środku to nasz swojski, zrozumiały przez wszystkich folwark. Kiedyś się tym oburzałem, teraz akceptuję jako wyraz naszej dziejowej filozofii organizacji państwa. Silniejsi od nas też to widzą i skrzętnie wykorzystują w długich cyklach rotacji kapitału.

Ale też sytuacja może się zmienić. Kapitał zagraniczny może uznać, że już czas zrobić pompę na tych wszystkich PGE, JSW, Azotach czy Orlenach. Orlen ma c/wk 0.5, Azoty 0.37. 


Wróćmy jednak do SWIG80, bo zaczyna robić się ciekawie. Zbliżyliśmy się do szczytu z 2007, który został nieznacznie naruszony w 2021:


Zaznaczyłem ile można było zarobić, kiedy indeks pobił szczyt poprzedniej hossy. Najlepszy wynik dał oczywiście 2005 rok. Nieźle było w 2004 i 2020. Wszystkie pozostałe okresy to porażka: akcje trochę urosły, tłum uwierzył w hossę i złapał się na rok-dwa, a nawet trzy lata spadków.

Czy tym razem będzie inaczej? Nie wiem i nikt nie wie. Mam przesłanki do założeń, że tak jak w 2020-2021 wybiliśmy poprzedni szczyt wyraźnie, tak w 2023-2024 mamy szansę odskoczyć jeszcze wyżej. To byłby taki cuuuuuuup & handle od ATH.

Na razie dwie ścieżki. Pierwsza - która wychwyciła idealnie dołek w 2022:

Nie przywiązujcie się do tej trajektorii. Jej celem było wychwycenie dołka, a nie późniejszej hossy. Zostawiłem ją, bo zaskakująco dobrze sobie wciąż radzi.

A druga ścieżka przedstawia pewien przedział dla hossy:


To by się nawet zgrało z konsolidacją pod ATH na SWIG80 do wakacji, na jesień 2023 pierwsze nieudane wybicie szczytu i po udanym teście druga część hossy z reklamami akcji i funduszy.

Jak widzicie w tytule tej projekcji, została zbudowana z rynków byka po 2008 roku. Jeżeli dopuścimy do analiz wielką hossę 2003-2007, to możemy i takie projekcje budować:


Nawet jeżeli zasięg wzrostowy jest mało prawdopodobny, podobne wykresy mają dla mnie zawsze wartość ze względu na czynnik czasowy. Czas nadal premiuje pozycje długie.


czwartek, 13 kwietnia 2023

Ewolucja gracza

Wkrótce na rynek trafi moja książka Tożsamość Gracza - Jak przetrwać na rynku. To najlepszy tekst, jaki napisałem w życiu. Wnioski z książki wykraczają daleko poza dziedzinę inwestowania, ale są z nią nierozerwalnie związane, ponieważ umiejętność gry w niepewnym środowisku jest immanentną cechą rynków - tak jak i rzeczywistości.



Sam proces powstawania książki jest zaskakująco zbieżny z opisywanymi w niej zagadnieniami i wnioskami. Zacząłem ją pisać w 2019 roku i szło gładko, dopóki nie uderzył we mnie w marcu 2020 krach covidowy. Tamto zdarzenie zachwiało moim ego gracza. Czułem się zniszczony przez rynek, choć intuicyjnie wiedziałem, że za chwilę wszystkie straty odrobię. I faktycznie - tamten rok okazał się najlepszym w dotychczasowej karierze na giełdzie, a potem każdy kolejny dokładał dowodów, że potrafię pływać w rynkowej sadzawce wśród rekinów, piranii i parzących meduz. 

Ale coś we mnie wtedy pękło: poczułem, że jeszcze nie czas na pisanie książki. Z perspektywy czasu widzę, że zbyt głęboko tkwiłem jeszcze wtedy w fazie 3 Ewolucji gracza, którą prezentuję w tym wpisie. Odstawiłem pisanie i przerzuciłem moce twórcze na biznes i bloga.

Dwa lata później, w czerwcu 2022, nagrałem audiobooka Historie z Wall Street. Nie miałem co do niego oczekiwań. Wcześniej skończyliśmy gamebooka Portret Owalny Edgara Allana Poe, w którym odegrałem postać głównego bohatera. Ludziom się spodobało, więc kilka miesięcy później, kiedy Fundacja Trading Jam udostępniła za darmo Boy Plungera, przeczytałem i jego. Kiedy w lutym 2023 skończyłem nagrywanie, zacząłem rozglądać się za kolejnymi książkami.

Wtedy postanowiłem przetłumaczyć książkę Livermore'a How To Trade in Stocks. To byłoby doskonałe uzupełnienie obu wcześniejszych audiobooków. Zamknięcie cyklu Wall Street z początków XX wieku. Mój research nie był zbyt profesjonalny, bo zaufałem informacji z ChatGPT, że książka jest w publicznej domenie, co potem okazało się błędne. Książka początkowo mnie trochę zawiodła, nie było tam nic nowego. Była też krótka, więc postanowiłem dopisać do niej esej Jak przetrwać Grę, w którym wytłumaczyłbym podstawy tez Livermore'a i wzbogacił o przykłady, i wydać obie pozycje razem. Ale kiedy zacząłem zestawiać treść książki Livermore'a z odkryciami psychologii z późniejszych okresów, dotarło do mnie, że Livermore opisuje własnymi słowami uniwersalne prawdy.

Ponieważ byłem zblokowany nierozstrzygniętymi prawami autorskimi do książki Livermore'a i miałem gotowy tekst do mojego eseju, przypomniałem sobie o rozgrzebanej książce sprzed 3 lat. Zajrzałem do niej i odkryłem, że wiele rozdziałów jest całkiem ciekawych. Niektóre koncepcje już zapomniałem (weszły w krew i nie zastanawiałem się dlaczego je stosuję). Przeredagowałem i połączyłem zatem oba teksty (Jak przetrwać Grę i Tożsamość Gracza) w jedną pozycję, i zacząłem dopisywać brakujące fragmenty. Nagle wszystko zaczęło się łączyć w spójną teorię procesu rozwoju Gracza.

Zapraszam do lektury.


6. Ewolucja gracza

Pojęcie ewolucji jako mechanizmu przystosowującego organizm do realiów rzeczywistości nieustannie przewija się w tej książce. Pisałem o heurystykach stosowanych przez nasz umysł, o przetrwaniu jako nadrzędnym celu gatunków. Tym razem terminu ewolucja użyję w kontekście rozwoju gracza. Na przykładzie prostego modelu uczenia zobaczycie, że nawet na rynku obowiązują podobne zasady adaptacji, co w środowisku dzikiej natury.

Faza 1: Nieświadoma niekompetencja (nie wiem, że nie wiem).

Graczowi w tej fazie wydaje się, że gra jest prosta, a rynki zrozumiałe. Przeciętny człowiek posiada zdanie na każdy temat. Nawet jeśli nigdy nie słyszał o Bangladeszu, wystarczy że przeczyta artykuł o problemach z farbowaniem kurkumy i nagle staje się specjalistą od Bengalu. Wie jak zreformować podatki, jak wygrać mundial i przeorganizować ruch uliczny. Po kilku losowych transakcjach na rynku, lekturze forum giełdowego, poradnika motywacyjnego i książki Buffeta ma również gotowy zestaw przekonań czym jest rynek i jak się na nim zarabia.

W tej fazie większość graczy wypada z rynku. Czasami w skarpetkach, jeśli chcieli zarobić szybko i dużo. Czasami wychodzą na zero, jeśli przeżycie niewielkiej straty było tak traumatyczne, że gdy tylko rynek pozwolił ją odrobić, natychmiast przenieśli wszystkie środki z konta maklerskiego na bezpieczne lokaty.

Czasami spotykam ludzi, którzy potrafią przebywać w tej fazie latami. Nieustannie wyszukują nowych guru, systemy, wskaźniki, i natychmiast wpadają w zachwyt. Stosują nową technikę, czasem stają się w niej ekspertami, ale kompletnie nie przekłada się to na ich portfel, który fluktuuje jak sinusoida. Mogą jednak pisać całe książki o rynku, blogi i serwisy finansowe, a przeciętny laik uzna ich za geniuszy spekulacji.

Inni uczciwie przyznają, że nie chce im się uczyć i podejmować wysiłku, nie mają głowy do giełdy. Chcą tylko bezpiecznie zarobić więcej niż na lokatach, więc idą do banku i kupują “produkty”, na które namówił ich sprzedawca w okienku. A później mają do niego pretensje i chcą odszkodowanie. Sprzedawca w banku musi wcisnąć im skomplikowane instrumenty finansowe, za które dostaje najwyższą prowizję, inaczej straci robotę.

Fazę 1 przepełnia nadzieja na zmianę losu, wielką fortunę. Nieszczęśnicy, którzy zaczęli grę w trendzie wzrostowym, doszli do wniosku, że są w tym nieźli. Stosowali podstawową heurystykę homo sapiens: jeśli inwestycja spada, poczekaj aż odbije i zgarnij niewielki zysk. Trend wzrostowy wybaczał błędy. Jednak pewnego słonecznego dnia trend się zmienił.


Faza 2: Świadoma niekompetencja (wiem, że nie wiem).

Rynek nie był już taki jak wcześniej i błyskawicznie odebrał z trudem zgromadzone zyski. A potem dołożył jeszcze dwa razy tyle strat. Ewolucja dokonuje brutalnej selekcji przekonań rynkowych. Aż gracz zostaje z mętlikiem w głowie i dociera do niego przerażająca prawda, że nie ma pojęcia co tu się wyrabia.

W tej fazie ginie kolejna duża część populacji graczy. Mieli szczęście początkującego, ale potem rynkowe grubasy ich oszukały. Szczęście początkującego jest wypadkową dwóch zjawisk. Pierwsze: jeśli zaprosisz do gry w rzut monetą grupę ludzi i połowa z nich obstawi orła, a druga połowa reszkę, to zawsze połowa będzie miała szczęście. Na rynku w trendzie wzrostowym grupa “szczęściarzy” będzie jeszcze liczniejsza. Ci, którzy stracą na starcie i stwierdzą, że to nie dla nich, szybko zapomną o grze. Ci, którzy przetrwają dłużej, będą opowiadać jak to dobrze szło na początku.

Drugie zjawisko: gracze, którzy przychodzą na giełdę ze świeżymi głowami, chłoną aktualny stan rynku. W ich mózgach utrwalają się “zasady giełdy”, które przez lata ciężko będzie wyplenić. Dopóki jednak trend trwa, zasady dają im przewagę nad tymi, którzy wyuczyli swoje mózgi zasad z poprzedniego cyklu. Jak w powiedzeniu: “generałowie zawsze są gotowi na poprzednią wojnę”, gracze z dłuższym stażem stają do walki z nieaktualnymi przekonaniami co do nowego rozdania rynkowego. Gracz nowicjusz z kolei całkiem nieźle odnajduje się na rynku, dopóki nie zmieni się trend i go nie poturbuje. A kiedy przychodzi kolejna hossa, przeżywa frustrację, ponieważ trzyma liderów z poprzedniego cyklu, którzy jak na złość odstają na minus względem rynku.

Fazę 2 charakteryzuje strach. Umysł gracza poddaje się kolejnej heurystyce, polegającej na wyolbrzymianiu wyobrażonych zdarzeń: za każdym rogiem czai się wielki krach, spółka z portfela może zbankrutować, zaraz uciekną okazje rynkowe. Ludowa mądrość ma i na to powiedzenie: “strach ma wielkie oczy”. Umysł skanuje media w poszukiwaniu sygnałów i buduje kasandryczne scenariusze. Ten mechanizm pozwala nam uczyć się na cudzych błędach. Gdybyśmy sami mieli wyciągać lekcję z katastrof, zwyczajnie byśmy nie przetrwali jako gatunek. Niestety jego ciemną stroną jest lęk i przewlekły stres. Człowiek może utknąć w pętli zamartwiania, nieustannie przeżywać wyobrażone czarne scenariusze.

Najczęstszą formą unikania strachu na rynku jest kopiowanie tych, którzy publicznie głoszą, że im się udaje. Ludzie chcą przebywać w stadzie. Tam czują się raźniej, mimo że w efekcie wraz ze stadem idą na rzeź. Wtedy wylewają frustracje na niedawnych guru, naganiaczy i antywskaźniki. Nie chcą zmierzyć się z własną niewiedzą, nie wierzą, że to w nich leży klucz do zarabiania na giełdzie, więc przerzucają się na kolejnego guru i cykl startuje od nowa.

Jeśli gracz się nie podda, wyrwie z objęć strachu, zacznie porzucać błędne przekonania i trzeźwo oceniać to, co go spotkało, rozpocznie się właściwy etap nauki gry.


Faza 3: Świadoma kompetencja (wiem, że wiem).

Gracz świadomie tworzy już systemy. Konfrontuje treści edukacyjne z własnymi doświadczeniami, eksperymentuje. Rynek wynagradza poprawne zachowania, pojawiają się satysfakcjonujące pieniądze. To wszystko może jednak szybko prysnąć, gdy warunki rynkowe się zmieniają. Gracz zaadaptował się do wcześniejszego rynku – jeśli nie dostrzeże w porę zmiany, doświadcza bolesnej porażki. Wtedy dochodzi do wniosku, że musi być bardziej elastyczny i dodaje nowe zasady. System staje się coraz bardziej skomplikowany. Gracz próbuje zabezpieczyć się przed każdą ewentualnością. Miesza istotne przyczyny zachowań rynku z chwilowymi aberracjami, innych w ogóle nie dostrzega, a jeszcze innych w ogóle nie zdążył poznać.

Fazę 3 charakteryzuje potrzeba poczucia kontroli. Gracz nadal chce przynależeć do grupy, ale nie kopiuje ślepo innych. Bezpieczeństwa szuka w skomplikowanych modelach, wierzy, że może przewidzieć przyszłość i uchronić się przed stratami. I właśnie wtedy, gdy jest zbyt pewny siebie, popada w samozadowolenie, nie dostrzega niebezpieczeństwa i ponosi najbardziej dotkliwe porażki.

Wielu z tych, którzy dotarli do etapu świadomego zarabiania, nigdy nie wychodzi z tej fazy. Akceptują realistyczne wyniki, czasem przyjmują twarde ciosy na szczękę.


Faza 4: Nieświadoma kompetencja (nie pamiętam, że wiem).

Poturbowany licznymi lekcjami, przyzwyczajony do permanentnego przebywania w zmiennym środowisku, gracz zaczyna upraszczać modele. Nauczył się pływać w oceanie niepewności. Nieświadomie stosuje ewolucyjnie wypracowane heurystyki. Intuicyjnie wie, gdzie nie wtykać nosa, wyczuwa szwindel na kilometr. W analityczną pracę angażuje się tam, gdzie detektory nie zapaliły czerwonych lampek. Wtedy w pełni wykorzystuje ogromną wiedzę, jaką przez lata zdobył na rynku.

Fazę 4 charakteryzuje pokora i cierpliwość. Gracz wie, że na rynku nie ma komfortu. Najlepsza pozycja nigdy nie jest komfortowa, ponieważ stoi w opozycji do tłumu. Nie jako ślepy kontrarianizm charakterystyczny dla fazy 1 czy 2, ale wynik pogłębionej analizy i umiejętności nie poddawania się wbudowanym odruchom umysłu. Gracz jest świadomy algorytmów sterujących jego automatycznym zachowaniem: operuje tam, gdzie potrafi je przekraczać, a unika sytuacji, w których algorytmy są silniejsze. 

Osobiście nie spotkałem ani jednego gracza, który potrafi przekroczyć ewolucyjne mechanizmy naszego mózgu i regularnie zarabiać na szybkich ruchach (scalping, day-trading) na wysokim lewarze. Wiem, że tacy istnieją, mają swoje kanały na socjalach, pokazują wyciągi z rachunków. Najpowszechniejszy model zarabiającego gracza jaki znam, to analityk fundamentalny, który dokonuje radykalnej selekcji spółek, rozsądnie dywersyfikuje kapitał, choć kiedy dostrzeże okazję, nie ma oporów przed koncentracją. Kupuje akcje na długi termin w czasie bessy, a w hossie, jeśli spółka osiąga tzw. wartość godziwą (fair value), dokłada techniczne sygnały końca trendu, żeby chronić zysk.

Większość początkujących marzy o złotym strzale, który radykalnie odmieni ich sytuację. Mówią: najpierw zdobędę pieniądze, a potem zacznę się uczyć. Dlatego nigdy do pieniędzy nie dochodzą. Zawodowcy wiedzą, że nie wymuszą na rynku okazji. Jeśli środowisko nie sprzyja, będą chronić kapitał i czekać na lepszy czas. Muszą zachować kapitał, bo doświadczyli siły procentu składanego. Są jak doświadczony komandos, który nie wybiega ślepo z okopu na “hurra”, bo przypadkowa kula może strzaskać mu głowę. Mimo miażdżącej przewagi nad umiejętnościami przeciwnika, zawsze starannie planują operację i czekają na optymalny moment do uderzenia, żeby zwielokrotnić szanse ataku i zminimalizować ryzyko utraty tego, co najcenniejsze.


sobota, 1 kwietnia 2023

Dlaczego Rosja napadła Ukrainę

1. Systemy

Wychowałem się na historycznych obrazach i litografiach, w wieku 13 lat znałem atlas historyczny na pamięć i pisałem własne "podręczniki" (czyli przepisywałem i przerysowywałem ulubione książki). Jeśli słyszę o jakimkolwiek wydarzeniu z XIX-XX wieku, prawdopodobnie mózg podsuwa mi obrazy z tej książki:


Jeden z ulubionych tematów: upadki imperiów. Nie mam oczywiście żadnego formalnego historycznego wykształcenia - tak jak w przypadku giełdy, zdrowia czy biegania. Skończyłem informatykę na polibudzie, zawodowo specjalizuję się w wymyślaniu i rozwijaniu systemów. 

Każdego dnia operuję miliardami danych, przerzucam je i przekształcam, żeby wydobyć informację. Lata pracy z kodem nauczyły mnie ścisłego porządkowania informacji - konsekwencji niezliczonych iteracji poprawiania i ulepszania. Czasem zdarza się, że potrzebuję coś poprawić czy dodać w swojej grze sprzed kilkunastu lat. W ciągu godziny jestem w stanie ogarnąć tysiące plików, dziesiątki tys. linii kodu i wstawić odpowiednie zmiany. Kluczem jest hierarchizacja modułów i ścisłe zasady przekazywania danych między nimi, bazujące na idei warstw sieci komputerowych. Jeśli poprawnie zdefiniujesz kontekst, w którym działają pewne zależności i zamkniesz go w czarnej skrzynce, otrzymujesz niezwykle potężny fundament, na którym postawisz kolejną warstwę abstrakcji. 

Ta nowa warstwa abstrakcji ma swój język logicznych zależności i swoje indywidualne struktury danych, inne niż warstwy niższe, na których została zbudowana. Jest o wiele potężniejsza. Pozwala ci robić rzeczy, jakich nie mogłeś sobie wyobrazić, kiedy operowałeś na niższych warstwach kodu.

Oczywiście logika tej warstwy jest redukowalna do zależności warstw niższych. Na tym polega cała inżynieria oprogramowania. Zawsze jesteś w stanie rozłożyć dowolny program komputerowy na ciąg  podstawowych rozkazów, zbudowanych z jednej funkcji logicznej opartej o 0 i 1. Problem w tym, że to nie działa w drugą stronę: nie odtworzysz logiki stojącej za wszystkimi warstwami skomplikowanego systemu, startując od zrzutu pamięci. 

Współczesna nauka wychodzi od odwrotnej konkluzji: dąży do zrozumienia reguł sterujących fundamentami, aby wyciągać wnioski o całym złożonym systemie. I tak np. stan człowieka redukowany jest do określonych parametrów organizmu jak stężenie hormonów czy innych substancji, a potem wpływając na te parametry lekarze próbują leczyć choroby. Na podobnej analogii socjolodzy czy ekonomiści próbują przewidywać zachowanie społeczeństw i państw w oparciu np. o zachowania jednostek je tworzących.

Redukcjonizm wynika ze zbyt dużej złożoności rzeczywistości. Jesteśmy w stanie stworzyć modele zachowania atomów, cząsteczek, komórek, tkanek, organów. Tylko, że z każdą kolejną warstwą rośnie niepewność: skala tego, czego nie wiemy, że nie wiemy. Przenosząc to na model informatyczny: nie wiemy czy poprawnie dokonujemy podziału warstw, czy poprawnie zdefiniowaliśmy dane przekazywane z warstw niższych, i przede wszystkim nie wiemy ile warstw i informacji pośrednich nasze modele pomijają.

Powód drugi, być może istotniejszy: w systemie informatycznym opartym o zasadę protokołów sieciowych, wymiana informacji może zachodzić tylko między bezpośrednio graniczącymi warstwami. Warstwa wyższa korzysta z interfejsu wystawionego przez warstwę niższą. Nie wie o istnieniu warstw budujących warstwę niższą i nie wie też o istnieniu warstwy wyższej. W rzeczywistym świecie wszystko się przenika: los państwa jest wypadkową zachowania jego warstw społecznych, instytucji, sąsiadów a także pojedynczych jednostek, liderów państwa. Jeden człowiek potrafi zmienić bieg historii. Nie da się przewidzieć przyszłości, nawet jeśli świetnie zidentyfikujemy i zamodelujemy pośrednie warstwy abstrakcji.

Niektórzy zatem preferują popularne dawniej podejście: wymyślają modele wysokopoziomowe bez wnikania w "szczegóły implementacyjne" i w oparciu o nie próbują przewidywać zachowanie człowieka, gospodarki czy imperiów. Te modele zawsze świetnie tłumaczą to co się wydarzyło, ale prawie nigdy nie są w stanie przewidzieć przyszłości. Przyczyna ta sama: zbyt duża złożoność systemu i zmieniające się zasady warstw niższych.


2. Cykl życia imperium

Po co ten przydługi wstęp? 

Uważam, że po dziesiątkach lat badań, pod warunkiem, że cały czas poddajemy je krytycznej analizie i zestawiamy z nowymi odkryciami, możemy nabyć intuicję, która czasem pozwala przez chwilę zbliżyć się do rzeczywistości i przewidzieć jakieś zjawiska.

26 lutego, 2 dni po inwazji rosyjskiej na Ukrainę, kiedy prawie wszystkie media odliczały godziny do upadku Kijowa, napisałem swoją analizę, dlaczego Ukraina się obroni:

https://podtworca.blogspot.com/2022/02/suma-wszystkich-strachow.html

Zdziwiło mnie, jak wiele z tamtych przewidywań i ocen się potwierdziło. Ale w jednym się pomyliłem: założyłem, że Rosjanie będą unikać bombardowań miast i okrucieństwa, żeby nie zrazić zachodniej opinii publicznej.

Tymczasem rzeczywistość pokazała, że od początku mieli przygotowane listy ludzi do likwidacji, ich artyleria równa miasta z ziemią, a z torturami i masowymi czystkami nawet się specjalnie nie kryją. Co więcej - niektóre akty okrucieństwa celowo podkreślają, jak choćby słynna przesyłka do Parlamentu Europejskiego młota, którym dokonali egzekucji dezertera. Nie jest to akt desperacji przegrywającej strony, tylko od początku zaplanowane zachowanie. 

*

Niedawno trafiłem na książeczkę (audiobook), która może rzucić światło na takie, a nie inne zachowanie Rosji: Cykl życia imperium autorstwa Johna Bagota Glubba. 

Po kilku dłuższych audiobookach miałem ochotę na coś krótkiego. 3-godzinny esej o zmierzchu imperiów, temacie który niezmiernie mnie interesuje, wydawał się optymalny. Ci, którzy mnie czytują, wiedzą również, że analizuję i wyszukuję różne cykle w grze giełdowej. Analizuję upadki imperiów, ale nie wpadłem na pomysł, żeby doszukiwać się cykli w tym procesie.

Założyłem słuchawki, wyszedłem na długi spacer i włączyłem Audiotekę. Słucham wstęp. Tradycyjne utyskiwanie na zmierzch zachodniej cywilizacji, feminazistki i upadek obyczajów. Zdziwiłem się, że tak ostry język przeszedł, dopóki nie usłyszałem nazwiska autora wstępu: Grzegorz Braun.

Traktuję tego człowieka jak ruską agenturę i początkowo chciałem zmienić audiobooka, ale coś mnie tknęło, żeby poznać źródło, na którym opiera swoje przekonania.

John Glubb przedstawił teorię cyklu życia imperium, obejmującego ok. 250 lat (10 pokoleń). Wyłożył ją zgrabnie w podsumowaniu, które przeklejam:

a) Nie wynosimy z historii należytej nauki, gdyż jest ona szczątkowa i opatrzona uprzedzeniami.
b) Zadziwiające ale okres 250 lat wydaje się być przeciętnym czasem trwania narodowej świetności.
c) Ten przeciętny wynik nie uległ zmianie przez 3000 lat, i w przybliżeniu równy jest on dziesięciu pokoleniom.
d) Etapami powstawania i upadku wielkich nacji wydają się być:
    I. Faza Pionierów (Zrywu)
    II. Faza Podbojów
    III. Faza Rozwoju Gospodarki
    IV. Faza Obfitości
    V. Faza Intelektu
    VI. Faza Schyłku.
e) Schyłek charakteryzują:
    - Pasywność
    - Pesymizm
    - Materializm
    - Rozwiązłość
    - Napływ cudzoziemców
    - Opiekuńczość państwa
    - Osłabienie religii.
f) Faza schyłku spowodowana jest:
    - Zbyt długim okresem bogactwa i sprawowania władzy
    - Egoizmem
    - Pociągiem do pieniędzy
    - Utratą poczucia obowiązku.
g) Dzieje wielkich państw są zadziwiająco podobne i zależą od wewnętrznych czynników.
h) Ich upadek przebiega rozmaicie, gdyż w ogromnym stopniu zależy od przyczyn zewnętrznych.

Autor omawia te fazy na przypadkach różnych imperiów:




Naród Daty powstania i upadku Trwał
Asyria 859-612 p.n.e. 247
Persja Cyrusa i jego następców 538-330 p.n.e. 208
Grecja Aleksandra i jego następców 331-100 p.n.e. 231
Republika Rzymska 260-27 p.n.e. 233
Imperium Rzymskie 27 p.n.e.- A.D. 180 207
Imperium Arabskie A.D. 634-880 246
Imperium Mameluków 1250-1517 267
Imperium Ottomańskie 1320-1570 250
Hiszpania 1500-1750 250
Imperium Rosyjskie Romanowów 1682-1916 234
Wielka Brytania 1700-1950 250


Nie będę wchodził w szczegóły teorii, ale polecam przeczytać lub posłuchać esej: po okrojeniu z wstępów i porad zajmuje tylko 23 strony.


3. Zdobywcy

Cechą charakterystyczną zmierzchu imperium jest pesymizm i wynikające z niego nihilizm i dekadencja. Ludzie chcą konsumować, bawić się, bo po śmierci nie czeka ich nic. Instytucje opanowane są przez akademików, którzy sens funkcji sprawowanych urzędów znają z podręczników. Nie mieli okazji doświadczyć osobiście zdarzeń, które stały za ich utworzeniem. Stolica imperium jest kosmopolityczna, ludność która stworzyła imperium stanowi mniejszość i ma niewiele do powiedzenia. 

Obiły wam się o uszy argumenty o dekadencji? Posłuchajcie przemówień Władimira Putina. 

Takie imperium wciąż jest postrzegane przez obywateli jako potęga. Ludzie nie wyobrażają sobie, że mogłoby się zawalić i eskalują żądania względem władz. Jednak jego fundamenty są skruszałe i jeśli pojawia się wystarczająco zdeterminowana grupa, potrafi obalić je w ciągu jednej nocy (przykład z Mamelukami).

Charakterystyczne są też konflikty wewnętrzne, które mnie również fascynują ilekroć czytam o upadku kolejnej potęgi. Oto wróg staje u bram, a imperium zamiast skonsolidować się i stawić czoło zagrożeniu, roztrwania armie w wojnach domowych. Frakcje zwalczają się nawzajem i korumpują urzędy. "Będzie jeszcze czas na zewnętrznego wroga, najpierw musimy zniszczyć opozycyjną grupę". 

*

W zachodnich analizach poczynań Rosji kładzie się nacisk na geografię (jakie ziemie musi kontrolować, żeby zabezpieczyć się przed inwazją, szlaki handlowe), możliwości gospodarcze, militarne, demografię itp. Analitycy patrzą na Rosję przez pryzmat złożonych systemów; wyodrębniają warstwy państwa i rozpatrują politykę przez pryzmat korzyści i zagrożeń. 

Zakładamy, że Kreml kieruje się interesem państwa w jego obecnej formie. Spójrzmy jednak na zachowanie Putina i jego świty przez pryzmat teorii Johna Glubba.

Przeciętny Rosjanin boi się dwóch rzeczy: Rosji i tego, że inni przestaną się bać Rosji. W takim systemie na szczyt wspinają się najbardziej bezwzględni. Żeby przetrwać nie możesz okazać słabości, musisz być gotowy zabić, by się utrzymać na górze. Nagrodą jest wielkie bogactwo. Inherentną cechą pogarda wobec słabych i poddanych. Ci na dole zawsze muszą się bać, bo władza obserwuje i ucisza niepokornych.

Zdobywcy upadających imperiów nie liczą się z poddanymi. Aleksander Wielki wytracił połowę armii celowo wracając przez pustynię Gedrozji, żeby ukarać żołnierzy za "tchórzostwo", bo odmówili dalszej walki na krańcach znanego świata. Mógł sobie pozwolić na śmierć starych wiarusów, bo podbił niezliczone ludy i bogactwa Persji. Nie dbał o naród z którego wyrósł, chciał zostać panem największego imperium w dziejach.

Władimir Putin nie raz powtarzał w wywiadach, że "kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana". Rosją rządzi grupa ludzi przekonanych, że są zdobywcami. Że jeśli będą wystarczająco zdeterminowani i bezwzględni, osiągną cele. Podobnie jak Aleksander Wielki, Czyngis-chan i inni zdobywcy przed nimi. Cena w Rosjanach jest nieistotna, bo jeśli zwyciężą, Kreml stanie się elitą nowego Imperium, jak wcześniej  potomkowie macedońskich czy mongolskich wojowników.

Celem jest (była?) upadła Europa. Przypomnijmy sobie paraliż Zachodniej Europy w początkach inwazji. Kraje Starej Unii były gotowe oddać Ukrainę za pokój, niektóre miesiącami ociągały się z pomocą. Gdyby nie zdecydowana postawa USA, Polska, Wielka Brytania i państwa naszego regionu nie byłyby w stanie zapobiec realizacji kolejnego etapu rosyjskiego podboju.

W oczach Kremla Zachodnia Europa spełnia wszystkie założenia ostatniej fazy teorii Johna Glubba. Rozbroiła się lata temu, zajmuje się konsumowaniem bogactw zgromadzonych przez pokolenia i ideologiami typu gender czy LGBT. Kreml nigdy nie ukrywał pogardy wobec tych cech Europy, jednocześnie karmiąc swój lud opowieściami o potędze i podbijaniu.

Teraz zrozumiałe staje się epatowanie przemocą, bombardowanie obiektów cywilnych, tortury. To miał być przekaz dla Europy: zobaczcie co czeka tych, którzy się sprzeciwiają. Nic nowego pod słońcem. Wszyscy zdobywcy tak postępowali.

Patrzymy na UE jak na monolit, ale nie zdajemy sobie sprawy z procesów historycznych. Kiedy upadał Rzym, kilkudziesięciotysięczne zagony barbarzyńskich wojowników potrafiły opanowywać wielkie, ludne prowincje i tworzyć z nich swoje państwa. Persowie widzieli w Arabach obdartusów, podobnie ich potomkowie postrzegali Mongołów czy Bizantyjczycy Turków. Gardzili dzikusami, ufali sile swojej armii i instytucji publicznych.

Nie brali pod uwagę tylko jednego: że te dzikusy nie mają nic do stracenia, że są zdeterminowani, żeby zdobyć ich bogactwa. Odwrotnie do sytych mieszkańców imperiów, którzy nie wyobrażali sobie poświęcenia rodowych majątków, a co dopiero życia w obronie Ojczyzny.

W świetle teorii Glubba poczynania Kremla nabierają sensu. Uznali, że Zachód nie stanowi militarnego zagrożenia. Zaleje się go falami emigrantów, żeby dalej pogrążał się w chaosie. Po inwazji ograniczy się do protestów, paru sankcji. Po zdobyciu Kijowa zorganizuje jakieś rokowania pokojowe, które będzie można złamać za kilka lat. To byłby czas na rozmontowanie Polski i innych państw, które "prowokują zbrojeniami Rosję". Potem, przy założeniu, że Stany będą spierać się z Chinami o hegemonię, nie stałoby już nic na drodze do bogactw Europy. Kilkaset tysięcy dzikich, fanatycznych wojowników wystarczyłoby do wprowadzenia kremlowskiej elity do władzy i stworzenia nowego Eurazjatyckiego Imperium. Jak pokazało zachowanie Niemiec w pierwszych miesiącach wojny, byłaby szansa na osiągnięcie tego celu bez jednego wystrzału...


4. Co dalej?

Załóżmy, że właśnie takie stały przesłanki za rozpoczęciem inwazji. Kreml ignorował sygnały z dołu, że armia nie jest gotowa do wojny. Wierzył w argument siły, determinację i podbój bez względu na koszty, bo oczekiwana nagroda była o wiele większa. Ale się przeliczył: Rosja okazała się za słabo zorganizowana, a armia za słaba, żeby pokonać wzmocnioną zachodnimi systemami wywiadowczymi i bronią Ukrainę. 

Mamy zatem pata. Zdobywcy nie mogą zrezygnować ze swojego celu. Jeżeli okażą słabość, rozsadzi ich dynamika wewnętrznych tarć. Już docierają sygnały, że różne frakcje zbierają siły, budują prywatne armie, które rzucą do walki o schedę po Putinie, kiedy ten przegra. Po tym procesie, jeśli Rosja przetrwa, w kraju będą setki tysięcy, a może i miliony zaprawionych w przemocy weteranów, gotowych do nowej wojny.

Zachód konsoliduje się i powoli odbudowuje armię. Ale nie oszukujmy się: nie ma w Europie woli do poświęcenia życia w obronie Ojczyzny. Ludzie (co zrozumiałe) chcą żyć, tworzyć, bawić się. Gdyby nie obecność USA, pasywnie przyjęliby nową zwierzchność. Elity europejskie zgodnie z logiką Fazy Schyłkowej wolą generować konflikty wewnętrzne o owady, klimat i CO2, niż wyznaczać ekspansywne cele charakterystyczne dla młodej cywilizacji.

Niestety procesy opisane przez Glubba w latach 70-tych, odnoszące się do zmierzchu Imperium Brytyjskiego, dotykają dziś Amerykę. Wkrótce stuknie 250 lat od powołania Stanów. Na przykładzie władz Fed widzimy, że fazę V (Intelektu) mamy już za sobą:



Wiara, że USA dalej będzie bronić europejskiego dobrobytu może doznać nagłego załamania. 

Nawet jeżeli Ukraina obroni niepodległość i odzyska utracone tereny, nie wrócimy do bajki. Za największe mocarstwa świata uznaje się dziś Stany i Chiny, Europa dryfuje gdzieś z boku. Do grona największych aspirują Indie. Rosyjskie zagrożenie będzie trwało jak długo będzie istnieć ich imperium, bo nie mają innego sensu istnienia.

Dlatego ponownie aktualne staje się przesłanie dla Polski: budujmy cywilizację, uciekajmy do przodu.

https://podtworca.blogspot.com/2022/03/ucieczka-do-przodu.html