sobota, 14 maja 2022

PPP czy Przegląd Portfela Podtwórcy

Ponieważ rynek wciąż nie przedstawił nam decydujących sygnałów czy zamierza pogłębiać bessę, czy na jakiś czas wykreślił dołek, nie będzie tradycyjnej analizy stanu indeksów. Analizy w krótszych interwałach wrzucam na Twittera. Zgodnie z przyjętą strategią na 2022 staram się dowieźć portfel bez strat do końca bessy i zachować amunicję pod agresywne zakupy we wczesnej fazie hossy. 

Ok. 60% portfela skoncentrowana jest w 4 spółkach, które wielokrotnie pojawiały się na blogu:


1. XTB

Od 2021 największa pozycja.


Spółka wygenerowała w 1 kwartale 2022 historyczny zysk, większy od prognoz na cały rok. Obecnie skupiają się na ulepszaniu oferty zamiast na skalowaniu. Zapewne to zapowiedź spadku tempa pozyskiwania nowych klientów, których mogło nieźle wyzerować w tym roku. XTB musi przedstawić jakąś alternatywę do golenia klientów na market makingu, żeby kojarzyć się z instytucją finansową, a nie kasynem.

Wskaźniki finansowe są bardzo zdrowe, biznes się rozwija, wycena wskazuje na niedowartościowanie, zarząd bez zastrzeżeń, a kurs zdecydowanie bije WIG w trakcie bessy - nie mam powodów do sprzedaży. Jeśli jednak zacznie się hossa, a XTB dalej będzie się bujał w przedziale 15-20, zamknę pozycję i rozproszę po jakichś swig80/newconnectowych perłach. Wkrótce na konto wpadnie kolejna pokaźna dywidenda, przyszłoroczna powinna być jeszcze wyższa.

Mój scenariusz marzenie: XTB to nowy CD Projekt z czasów wczesnego Wieśka:



2. Grupa Azoty

We wtorek spółka przedstawiła szacunki wyników za 1 kwartał:


882 miliony zysku netto przy kapitalizacji spółki 4 miliardy. Jesienią 2021 zacząłem akumulować akcje (pierwsze zakupy już w 2018) po tym jak wszyscy już mieliśmy informacje o brakach nawozów w sklepach. I niewiele się zmieniło - kilka razy można było dokonać zakupów poniżej 30 zł. W pierwszej połowie 2023 mają ukończyć wielką inwestycję Polimery, która kosztuje 50% więcej od obecnej kapitalizacji spółki. To tyle w kwestii efektywności rynków. 

Jednak życie już mnie nauczyło, że fundamenty mają sens tylko wtedy, gdy zgadzają się z wykresem. I tutaj też na szczęście wykres zgadza się z tabelkami księgowymi:




Akcje od 2 lat znajdują się w trendzie wzrostowym. Kolejne korekty spadkowe kończą się na wyższych poziomach (wtedy dobieram), po czym kurs wspina się na nowe szczyty trendu. Średnie działają wzorcowo jako wsparcia, a 7-letnia linia trendu spadkowego została złamana piękną białą świecą miesięczną w marcu.

W mojej ocenie spółka powinna w 2023 w ramach hossy cyklicznej przynajmniej podejść pod szczyt z 2015 (ok. 112 zł), ale nie zdziwi mnie wycena 200 zł po pierwszych wynikach z Polimerów gdzieś na przełomie 2023/2024.

Moje optymistyczne założenia co do kontynuacji wysokich zysków są pochodną analiz makro (m.in. słynne growth/value), które przedstawię kiedyś w odrębnym wpisie.


3. Monnari

Spółka modowa z niezbyt chwalebną przeszłością giełdową, ale mimo wszystko mieszczącą się w standardzie poważności (w przeciwieństwie do np. Solara). Grupa Kapitałowa Monnari jest w trakcie sprzedaży części nieruchomości i terenów w ramach Ogrodów Geyera i wkrótce będzie mieć więcej gotówki od obecnej kapitalizacji, jednocześnie posiadając znaczący majątek i rentowny biznes odzieżowy, przeżywający boom po pandemii 2020-2021.

Bardzo zdrowy bilans, pomijalne ryzyko bankructwa

Średnioterminowy trend wzrostowy dotarł do oporu długoterminowego trendu spadkowego i póki co nie widać popytu:


Akumuluję spółkę od 2020, dobieram każdy głębszy spadek poniżej 3 zł. To na co technicy czekają, to długa biała miesięczna świeca na bardzo wysokim obrocie.

Docelową cenę ciężko prognozować, bo jak już zauważyłem na wstępie, nie jest to spółka przyjazna akcjonariuszom. Kurs w dużej mierze zależy od prezesa Misztala, który niekoniecznie musi mieć interes w wysokiej cenie akcji. Mimo wszystko w przyszłej hossie obstawiam przynajmniej 8 zł, a jeśli będzie intencja dystrybucji przez sternika, to sky is the limit. Formację akumulacji 2020-2021 kiedyś już analizowałem i póki co się sprawdza.


4. Mercator

Ostatnia spółka w zestawieniu to świeży, tegoroczny zakup (średnia ok. 60 zł), dlatego prezentuję wykres w kresce dziennej.

Ponieważ przez cały trend spadkowy stałem z boku, puszczałem bokiem powszechne psioczenie na prezesa. Obejrzałem ostatnią konferencję wynikową i byłem pozytywnie nastawiony do perspektyw spółki. No to w piątek gruchnęła informacja, że prezes pożycza od spółki 130 milionów i już mniej optymistycznie patrzę w przyszłość Mercatora. To nie jest gość, z którym chciałbym robić interesy.

Mimo wszystko obecna cena Merca i jego fundamenty (brak długów, nadpłynność, nowe fabryki, przyszłe przychody) jest daleko zaniżona. Zakładam, że jest wysoka szansa na odbicie zdechłego kota w skali bessa-hossa, co w praktyce oznacza reakcję na ogromną zmienność jakiej doświadczyła spółka w ostatnich 2 latach. Pierwszy poziom fibo (217 zł) byłby idealnym miejscem do sprzedaży:


Dlaczego założyłem, że dołek jest już za nami? W szczycie paniki spółka była wyceniana poniżej gotówki na koncie, myślę, że taka okazja drugi raz się nie powtórzy. A jeśli znowu znajdą się chętni/zmuszeni do sprzedaży, to chętnie dokupię poniżej 60 zł.

Dlaczego przyjąłem drugie założenie, że pomimo kiepskiej opinii o prezesie, akcje dadzą zarobić w latach 2023-2024? Jako przykład podam spółkę IDM z lat 2007-2010. To byli kanciarze, przy nich prezes MRC jest aniołkiem, a mimo to po wielkiej bessie 2007-2009 IDM dał zrobić od dołka ponad 300%:


To po prostu wynika z dynamiki ciał zrzuconych z dużej wysokości ;)


Podsumowanie

We wpisie przedstawiłem główne pozycje, których jestem najbardziej pewien, że utrzymam do sygnałów wypalenia przyszłej hossy bądź "za szybkiej, za dużej" premii.

Nie zakotwiczajcie się jednak na tym co napisałem: na giełdzie sytuacja jest dynamiczna, wszystko może się zmienić z dnia na dzień, a ja dostosuję pozycję do wypadków zamiast trzymać się sztywno prognoz. To co wiem, co przewiduję, skłania mnie do trzymania tych akcji. Nie jestem jednak w stanie w żaden sposób oszacować czego nie wiem, że nie wiem :)

Utrzymywałem sporą pozycję na Kernelu (postawiłem na brak wojny i przegrałem), Bayerze (spoko zysk, ale bez perspektyw na setki procent, a potrzebowałem cash na dobieranie liderów), Transpolonii (zredukowałem do mniej istotnego poziomu), Comp (słabizna, pomimo atrakcyjnych fundamentów; miałem przeczekać na nim bessę, ale zamęczył mnie spadkami i rachitycznym odbiciem, więc zamknąłem).

Jak ostatnio pisałem, buduję pozycję na Sanoku, która ma już znaczenie dla portfela.

Zapraszam do dyskusji i podważania moich argumentów/wyborów.


poniedziałek, 2 maja 2022

Projekcja zrealizowana, co dalej?

 Przedstawiona w marcu projekcja zachowania WIG podobnie jak w 2011:



zrymowała:


S-ki zapłaciły, nawet portfel akcyjny urósł wbrew szerokiemu indeksowi. Urosły XTB, Mercator, Grupa Azoty, Bayer, wysoko trzymają się Monnari i Transpolonia.

Idealnie byłoby teraz, gdyby analogia do lat 2011-2012 była kontynuowana. Kolejny rajd w okolice 65 tys. i znowu korekta. Niestety tutaj zaczynają się schody: przeszkadza wysoka wartość ceny do wartości księgowej:


Historycznie dno bessy osiągane było dopiero w okolicach 1, obecny poziom 1.35 bywał nawet szczytem hossy w 2013.

Sytuację ratuje podzielenie całkowitej kapitalizacji WIG_POLAND_MV przez całkowitą wartość księgową WIG_POLAND_BV:


oraz WIG_PE:

Spółki pokazują solidne zyski, rotacja z tech do klasycznych branż postępuje. Większość z moich spółek portfelowych śpi na gotówce (XTB, MRC, TRN, wkrótce MON i być może mocno oddłuży się ATT, jeżeli rząd pozwoli im zarabiać na rekordowo wysokich cenach nawozów). W środowisku wysokich stóp procentowych brak zadłużenia działa podwójnie na korzyść spółki: gotówka ulokowana na wyższy procent dodaje do zysku, podczas gdy zadłużona konkurencja traci na rosnących odsetkach i lewar zjada im zyski.


Co dalej?

Niestety trzeba się przygotować na "zdarzenie płynnościowe". Fed ściąga płynność i gdy zaczynają pękać zabezpieczenia, nie ma znaczenia jakość spółek: instytucje muszą wyprzedawać akcje, szczególnie te, na których nie mają strat.

Wklejałem jakiś czas temu analizę indeksu zmienności VIX (interpretowanego właśnie jako indeks płynności) i poziom 40 nadal nie został osiągnięty:


Wydaje się zatem, że finalna panika obecnej fali spadkowej dopiero przed nami. Pytanie jakie spółki polecą najmocniej. Wszystkie poziomy (MRC, Allegro i CD Projekt) z mojej październikowej prognozy zostały już osiągnięte. 

Ciekawe, że po 180 zł pełno było chętnych na kupno CDP, ale przy 120 większość widzi już RGR z zasięgiem 60 zł. Nie zamierzam i tak kupować tej spółki, ale shortów już na nią nie otworzę.

Allegro również jest poza moim kręgiem zainteresowań, chociaż zejście na kilkanaście zł byłoby już kuszące. Niestety nie mam zbyt wiele wolnych środków, za mocno załadowałem się w obecny portfel, a muszę trzymać gotówkę pod depo na ewentualne S-ki zabezpieczające (głównie psychikę) w czasie paniki.

Natomiast Mercatora agresywnie kupowałem gdy spadł na zakładany poziom 60 zł i żywo interesują mnie dalsze losy spółki. Patrząc zupełnie na świeżo, perspektywy rysują się pozytywnie: brak długów, nowa fabryka, śmieszna wycena po odjęciu gotówki. 

Zacząłem też skupować spółkę Sanok z założeniem, że kiedyś jeszcze opony będą ludziom potrzebne. Nie rekomenduję zakupu, nie miejcie do mnie pretensji, jeśli skopiujecie i stracicie. Patrzę długoterminowo, założenie jest, że sprzedam w hossie, gdy kapitalizacja zbliży się do przychodów rocznych:


Mam 2/3 założonej pozycji, ostatni pakiet czeka na 10 zł.


Podsumowanie

Na tym etapie bessy nie powinienem mieć tak dużej pozycji akcyjnej (ponad 90% portfela). Jednakże posiadane spółki są w trendzie wzrostowym lub jak Mercator wykazują oznaki ubicia dna. Jedynie Sanok nie wykazuje oznak zmiany trendu i kupiłem go stosując stare podejście łapania okazji. Wziąłem na klatę sporą stratę na Kernelu, ale udało się ją zasypać kilkoma udanymi zagraniami na pochodnych, skasowaniem wystrzału na Wojasie i wzrostami na reszcie spółek.

Zdarzenie płynnościowe (lokalna panika, wyprzedaż lub krach) nie oszczędzi w krótkim terminie żadnej z nich i mogę tylko liczyć, że uda mi się coś przyciąć na S-kach, żeby nie zwracać uwagi na spadki akcji. Przeżyłem już kilka krachów i jedyne czego wtedy żałuję, to że nie wytrzymałem z zakupami do krachowych poziomów. Docelowo widzę ceny każdej z moich spółek znacznie wyżej na przełomie 2023/2024.

Nie potrafię w tym momencie określić ani timingu, ani poziomów ewentualnego przyspieszenia. Po prostu czekam i obserwuję co pokaże rynek. Celem jest dowiezienie portfela do hossy bez głębszych strat.

Póki co dość dobrze sprawdza się ścieżka uśrednionej bessy dla SWIG80:




sobota, 23 kwietnia 2022

Chaos A.D. 2022

Chance deals with order in disorder 

while chaos deals with disorder in order.

Radhakrishna Rao


Tonący brzytwy się chwyta.

Polskie przysłowie


Długo, za długo, zbierałem się do tego wpisu. Za rzadko ostatnio biegam maratony, mniej trenuję, to i mnie piję, a wtedy ciężko o "natchnienie" :) Ale dzisiaj, specjalnie na potrzeby wyrzucenia wreszcie z głowy tego co kotłuje się od miesięcy, otwieram winko i jedziemy.

Ci, którzy czytają mnie dłużej wiedzą, że lubię popełniać długoterminowe prognozy. Nie opieram się w nich o jakieś konkretne scenariusze, ale o analizę ryzyka. W skrócie: np. jesteś rolnikiem i widzisz, że w twojej okolicy wszyscy drenują łąki/pola oraz karczują stare wierzby i krzewy przy rowach melioracyjnych, żeby mieć więcej ziemi uprawnej, możesz założyć, że za jakiś czas spadnie na nich katastrofalna susza. Nie musisz być geniuszem ani ekspertem, żeby wydedukować oczywistą zależność. 

Problem nr 1 z takim założeniem leży w czynniku czasowym: z każdym rokiem, w którym trend poszerzania areału kosztem bioróżnorodności się opłaca, wychodzisz na durnia. Im dłużej trwa trend, tym silniejsze u homo sapiens przekonanie, że to zależność odwieczna.

Problem nr 2: nawet jeśli przygotujesz się indywidualnie na katastrofę, na niewiele może się to zdać, jeśli wszyscy wokół tego nie zrobili. Fala może zmieść ciebie razem z nimi.

I wreszcie problem nr 3: bardzo ciężko prawidłowo się przygotować. Nie dość, że trzeba wydedukować potencjalne ryzyka, to i tak nie wiemy jak wielkie jest "to czego nie wiemy, że nie wiemy". Może przyjdzie susza i wszyscy stracą uprawy poza tobą, ale rząd przyjdzie z pomocą i wypłaci im wysokie odszkodowania. Tymczasem ty zostaniesz z marnymi zbiorami, za które dostaniesz niewielkie pieniądze, bo w innym zakątku świata jest nadpodaż surowca i zbankrutujesz. Myślałeś niezależnie, miałeś rację, przygotowałeś się a i tak przegrałeś.


Chronos to Chaos

Po tym wstępie możemy przystąpić do analizy. Na początku pandemii zwróciłem uwagę na historycznie istotną relację ceny złota do srebra i towarzyszące jej wielkie globalne przetasowania: 

https://podtworca.blogspot.com/2020/03/zoto-i-momenty-przeomowe-we-wspoczesnej.html

Żeby nie przynudzać długimi opisami, stwórzmy sobie chronologię wydarzeń z dość subiektywnie dobranymi faktami i możliwymi interpretacjami:

2021: Po latach uzależniania Europy od tanich paliw Rosja przykręca gwałtownie kurek z gazem; w efekcie ceny gazu oraz produktów pochodnych (nawozy) notują rekordy.

Moja interpretacja: celem operacji było zaszantażowanie i zneutralizowanie europejskiego oporu przed planowaną inwazją na Ukrainę. Widać to dziś w reakcji władz niemieckich, które wciąż nie mogą się pogodzić z porażką 20-letniej polityki opartej o tanią energię z Rosji.

Plan Rosji częściowo się udał: Europa Zachodnia nie pozbierała się i czekała na "normalizację" stosunków.

2021: Rosja używając Białorusi zwozi tysiące imigrantów z krajów afrykańskich i arabskich na wschodnie granice UE (Litwa, Łotwa, Polska) i próbuje wypchnąć ich do UE.

Moja interpretacja: celem było sparaliżowanie państw bałtyckich i Polski przed planowaną inwazją. Gdyby państwa ugięły się pod naporem medialnej kampanii i wpuściły te kilka tysięcy imigrantów, kanał handlu ludźmi gwałtownie by się powiększył. Rosyjska propaganda przyprawiłaby Polakom i Bałtom łatkę rasistów, by związać ręce mediom przed "denazyfikacją" Ukrainy.

Plan Rosji się nie udał: Polska zamknęła granicę i odcięła media od powielania rosyjskiej propagandy.

Luty 2022: Rosja napada na Ukrainę. 

Moja interpretacja: celem było szybkie opanowanie państwa ukraińskiego, użycie szantażu gazowego i handlu ludźmi jako karty przetargowej wobec Europy Zachodniej.

Plan Rosji się nie udał: Ukraina obroniła niepodległość. Wsparcie wywiadowcze, dostawy know-how i sprzętu od NATO, a przede wszystkim postawa Ukraińców i ich armii oraz strukturalna słabość Rosji nie pozwoliły osiągnąć agresorowi celów strategicznych.

Niestety najgorsze dopiero się rozkręca...

2022: Rosyjskie okręty minują Morze Czarne i blokują ukraińskie porty, uniemożliwiając eksport zbóż. Rosyjska armia niszczy infrastrukturę przemysłowo-rolną na Ukrainie. Stawia to w bardzo ciężkiej sytuacji państwa z Bliskiego Wschodu i Afryki zależne od importu towarów rolnych z Ukrainy.

Moja interpretacja: Celem Rosji jest wywołanie głodu w Afryce i innych krajach rozwijających się. Afryka jest najszybciej zaludniającym się kontynentem z najmłodszą populacją: 



Bodajże tylko jedno państwo afrykańskie jest eksporterem netto żywności. Prawie wszystkie zależą od importu, w tym silnie z Ukrainy i Rosji.



Podobnie jak wcześniej z gazem i imigrantami, Rosja celowo używa setek milionów zagrożonych głodem ludzi do zaszantażowania centrów decyzyjnych na świecie. Wojny światowe nie wybuchają w państwach ze starą populacją. Rzezie na polach bitewnych Europy z początku XX wieku były możliwe dzięki wielodzietnym rodzinom. W momencie gdy rodzina wychowywała 1-2 dzieci, wysyłanie młodych mężczyzn na front straciło sens.

Przegrywająca Rosja używa wszystkich swoich lewarów do siania chaosu. Głód w Afryce i miliony zdesperowanych młodych mężczyzn to przepis na klęskę humanitarną, wojny, rewolucje, masowe wędrówki ludów i napór na granice nieprzygotowanej UE. Inflacja cen towarów w 2008 zapoczątkowała rewolucje w krajach arabskich


2022: Chiny zamykają kluczowe dla światowego obiegu towarów porty w ramach polityki Zero Covid. Co więcej: zatrzymują produkcję strategicznych towarów m.in. żywności skazując własnych mieszkańców na ryzyko głodu.

To jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Zarówno jednak ten, jak i poprzedni punkt przemawiają za tezą, że za poczynaniami państw i narodów nie istnieje głębszy, wielowymiarowy i długoterminowy plan. Działania podejmowane są ad-hoc dla krótkoterminowych korzyści grup rządzących (im bardziej autorytarne państwo, tym mniej licznych), skrojone pod ograniczenia umysłowe i wiek przywódców. Inflacja osłabia Zachód? Kontrolujemy fabrykę świata, zatrzymajmy  więc produkcję i zobaczmy czy się nie posypią. Im więcej chaosu wygenerują Rosja i Chiny, tym większa szansa, że problemy wewnętrzne da się rozwiązać zamordyzmem, bo obce wywiady będą zajęte zaprowadzaniem porządku u siebie. Społeczeństwa przyzwyczajone do odwiecznej biedy łatwiej przełkną kolejny kryzys, jeśli wszędzie na świecie będzie równie źle.

Państwa autorytarne regularnie przegrywają, ponieważ każdy kto w nielicznych okresach prosperity dorobi się majątku, marzy o tym, żeby zwiać do cywilizacji, by tam uchronić majątek i zbudować przyszłość rodziny. To sprawia, że ich mocarstwowość jest iluzoryczna, bo w chwili testu brakuje inteligentnych ludzi chętnych poświęcić się dla sprawy - każdy próbuje ratować tyłek nim jeszcze nie zamknęli granic.

Rosja postrzega przestrzeganie prawa przez państwa zachodnie jako ich słabość. Przyspawany do stołka Putin ostentacyjnie poniżał zmieniających się na przestrzeni lat polityków zachodnich i łamał traktaty, kiedy było mu wygodnie. Zakłada, że wie jak zachowa się przeciwnik, ponieważ zna reguły których ten nie może złamać, a jednocześnie sam nie podlega żadnym zasadom. Tymczasem to właśnie respektowanie reguł i traktatów jest największą siłą Zachodu. Świadomość, że politycy przemijają, a umowy trwają, wiąże silniej niż wiara w wodza. Gdy wódz się stacza, pociąga ze sobą autorytarne państwo. Dlatego Rosja przegra niezależnie od tego jak potoczą się walki na Ukrainie. Ratunku szukają w eskalacji chaosu na świat i wierze, że Niemcy odbudują im przemysł zbrojeniowy.

Podobną strategię dokładania do pieca wybrał Xi Jinping. Jedni twierdzą, że jeśli wycofa się z zamykania ludzi w domach straci twarz. Świat już zapomina o Covidzie, ci którzy jeszcze w styczniu straszyli zapchanymi szpitalami usuwają po cichu wpisy z sociali, tymczasem w Chinach pandemia służy do fizycznego zniewolenia setek milionów ludzi. W efekcie staje produkcja na całym świecie, co niektórzy uznają za rodzaj sankcji nałożonych przez Chiny na Zachód.

Nie wiem jak wyjaśnić te ruchy, natomiast widzę jak wpływają na quasi-stabilne zasady, które obowiązywały w ostatnich latach. O ile blokowanie przez Rosję eksportu gazu paraliżuje Europę, a żywności podpala afrykańską beczkę prochu, chińska blokada eksportu kluczowych komponentów  dla przemysłu spowolni wysoko rozwinięte gospodarki Zachodu.

Kij jest jednak obosieczny: rosyjska produkcja żywności uzależniona jest od importu zachodnich sadzonek i nasion. Wyżywienie 8 miliardów ludzi na Ziemi jest możliwe dzięki modyfikacjom genetycznym dokonywanym w laboratoriach państw rozwiniętych i intensywnemu nawożeniu ziemi. Przerwanie tego łańcucha sprawi, że setki milionów ludzi nie będzie miało nic do stracenia i ruszy ku krajom "mlekiem i miodem płynących".

Póki co wciąż trwa gospodarcze przeciąganie liny, ale to tylko złudna stabilizacja, pod którą wrze Chaos A.D. 2022.

O działaniach zapobiegawczych i jaki porządek może wyłonić się po kryzysie zrobię odrębny wpis.


niedziela, 3 kwietnia 2022

Cykl sektorowy w USA

Jako wegetarianin cyklista przykładam ogromną wagę do wszelkich zależności czasowych na wykresach. Hossa-bessa, Kitchiny, Kuznetsy, Fibonacci to moja dewiza.

Na początek spójrzmy na model zachowania branż USA na tle cyklu gospodarczego:


Szczęśliwie dla nas na każdy sektor istnieje ETF, możemy zatem porównać siłę sektorów na przestrzeni ostatniego roku:


Ręczne porównywanie wykresów byłoby trudne, stworzyłem zatem dwa wskaźniki (jeden porównuje podobieństwo rozkładu sił, drugi bierze dodatkowo pod uwagę trendy):


Interpretacja wykresu jest taka: im niższa wartość, tym większe podobieństwo do obecnego rozkładu sił.

Zaznaczmy zatem lokalne ekstrema:


I nanieśmy znalezione daty na wykres S&P500:


Podobnie jak w przypadku WIG i szerokiego rynku, również dla giełdy amerykańskiej stworzyłem syntetyczny indeks "All NYSE", grupujący bez wag wszystkie spółki z NYSE, które pozostały na giełdzie (podlega zatem tzw. błędowi przeżywalności - w skład indeksu nie wchodzą spółki, które wypadły z giełdy):


Podsumowanie:

1. Branże w USA zachowują się podobnie jak w czasie cyklicznych bess 2007-2009, 2011-2012, 2014-2016, 2018-2020.

2. W każdym przypadku w skali roku wystąpiła jeszcze fala wyprzedaży. W 2012 była niewielka po pół roku, w 2020 potężna dopiero rok później. Możemy zatem obserwować miesiące wspinania po ścianie strachu, jak i krach. Gdy spojrzymy na głębokość spadków, zauważymy że minimalny zasięg bessy cyklicznej został już wykonany:



4. Dla mojej strategii to czytelny sygnał, że nie rozpoczęliśmy jeszcze fazy młodej hossy. Oznacza to, że:
- należy utrzymywać pozycję gotówkową,
- nie dać się ponieść lokalnym euforiom i nie gonić rosnących spółek,
- nie ma się co przywiązywać do ostatnich zysków na długoterminowych pozycjach, ponieważ z dużym prawdopodobieństwem zostaną jeszcze poddane korekcie,
- utrzymuję pozycję na spółkach pokazujących siłę i tanich fundamentalnie, gdyż od 2 lat utrzymuje się przewaga szerokiego rynku w PL względem US:



To tyle na dzisiaj, trzymajcie się. Czekajmy i działajmy na rzecz lepszych czasów..

niedziela, 20 marca 2022

WIG dalej książkowo

WIG20 odrobił 50% strat od dotychczasowego dołka bessy:



Zupełnie "przypadkowo" biegnie tam średnia 45-dniowa (nieudany atak) oraz wyłamane wsparcie 3-miesięcznej konsolidacji, na której indeks wyrysował RGR. Formacja wzrostowa to A-B-C, czyli klasyczna korekta.

Celowo używam terminów z klasycznej Analizy Technicznej, bo ostatnio odnoszę wrażenie, że jest wyszydzana. Możliwe, że jestem zwodzony przez losowość, jednak postanowiłem na tym poziomie zabezpieczyć swoje pozycje.

Sytuacja przypomina mi rok 2011 po krachu:





niedziela, 13 marca 2022

Głód

Rosja i Ukraina odpowiadają za ok. 33% światowego eksportu jęczmienia, 30% pszenicy, 20% kukurydzy i 80% oleju słonecznikowego. O tym, że ceny żywności eksplodują w 2022 wiedziałem już po rozpoczęciu przez Rosję wojny ekonomicznej. To dlatego mimo ryzyka wojny kurczowo trzymałem się Kernela, Azotów, zbudowałem pozycję na Ciechu i Bayerze. Choć nie spodziewałem się takiej eskalacji konfliktu, kauzacja między cenami gazu, nawozów i żywności była oczywista już w zeszłym roku.

Dzisiaj wiemy już czemu służyło przykręcenie Europie gazu, sparaliżowanie produkcji nawozów a potem zwożenie na wschodnie granice UE arabskich migrantów. Rosja potrzebowała zaszantażować zachód gospodarczo i wykreować napięcia społeczne w Unii, żeby mieć wolną rękę do aneksji osamotnionej Ukrainy. Polska mimo wsparcia agentów rosyjskich w UE wybroniła się: zamknęła granice, przetrwała sankcje na Turów i od samego początku aktywnie wspiera Ukrainę.

Moja pozycja na Kernelu została zmasakrowana i musiałem ją zamknąć. Pisałem o tym ostatnio: moja część mózgu odpowiadająca za wiarę przesłoniła część racjonalną. Dalej wierzę, że Ukraina obroni niepodległość, a jej surowce rolne zasilą wkrótce świat, jednak jako doświadczony gracz nie mogę teraz utrzymywać tej pozycji. Zakładam, że takie pozycje są masakrowane ok. 90% od szczytu (dawałoby to cenę 6 zł za akcję) nim wychodzi odbicie. Jeśli się pomylę, będę szczęśliwy, życzę Ukraińcom zwycięstwa i budowania przyszłości z dala od rosyjskiej biedy.

USA nie może odpuścić Ukrainy. Jeśli Putin oderwie wschód Ukrainy, nikt nie uwierzy już w gwarancje NATO. Będzie to jasny sygnał, że zachód jest w odwrocie, a putiniści mieli rację: zblazowane, podzielone społeczeństwa patrzą tylko na swój prywatny, krótkoterminowy interes. Niemcy i Rosja będą dalej podporządkowywać Środkową Europę, a Chiny będą wzmacniać międzynarodową pozycję. Jeśli USA chcą utrzymać rolę światowego imperium, muszą skonsolidować zachód i zlikwidować rosyjską agenturę w Niemczech.

Jednocześnie musimy mieć świadomość, że USA nie jest zainteresowane szybkim militarnym zwycięstwem. Gdyby tak było, siły powietrzno-rakietowe NATO rozniosłyby w puch rosyjskie lotnictwo i artylerię pod byle pretekstem (np. bombardowanie ludności cywilnej), a dozbrojone ukraińskie wojska pokonałyby pozbawione wsparcia ogniowego rosyjskie wojska.

Rosja musi zostać pogrążona gospodarczo, żeby inne szantażowane i rozsadzane od środka przez agenturę państwa samodzielnie wyszły spod jej wpływów pod skrzydła zjednoczonego zachodu. Ukraina daje im przykład. Ukraina jest w rzeczywistości proxy war między USA i Chinami o podział stref wpływów. Dlatego niestety musimy przygotować się na dalsze ofiary, niszczenie miast i eskalację. Rosji został tylko terror i pogłębianie chaosu na świecie w nadziei, że część państw zachodnich pęknie i ustąpi w zamian za paliwa i żywność. Jeśli zachód utrzyma sankcje, w ciągu kilku tygodni rosyjska infrastruktura technologiczna zacznie się sypać a państwo imploduje. Miejmy nadzieję, że istnieje jakiś plan zagospodarowania schedy po kolejnej rosyjskiej smucie, w przeciwnym wypadku czekają nas lata wojen o ustalenie nowego porządku w Azji i Europie Wschodniej.

Wróćmy do pierwszego akapitu: konsekwencje wstrzymania eksportu żywności w takiej skali będą katastroficzne dla biednych krajów. Szok surowcowy z 2008 roku zapoczątkował Arabską Wiosnę: serię przewrotów w państwach Afryki i Bliskiego Wschodu. Spójrzmy na wykres pszenicy jak gracze:



W latach 1968-1974 i 2000-2008 ceny urosły ok. 460/480%. Obecnie trwający trend od 2016 przyniósł wzrost 190%. Ceny na tych poziomach powinny utrzymywać się na tych poziomach przynajmniej przez kilka miesięcy. To będzie oznaczało wojny w krajach 3 świata i kolejne fale masowych migracji do Europy.

Ciężko jest dzisiaj oderwać się od rzeczywistości i skupić na suchej grze. Rzeczywistość w naszej długości geograficznej dotyka nas bezpośrednio. Musimy działać, uciekać do przodu, żeby nasze dzieci miały przyszłość w Polsce. 


sobota, 5 marca 2022

Ucieczka do przodu

 Co jakiś czas podejmuję temat perspektyw Polski. 4 lata postawiłem prognozę o czekającej nas w 2025 roku depresji ( http://podtworca.blogspot.com/2018/08/polska-depresja-2025.html ). Dzisiaj chciałbym skupić się na szansie, jaką mamy, by tej tragedii uniknąć. To nie jest tak, że wszystkie karty są już rozdane i jedyne co zostało, to opracowanie prywatnej drogi ratunku. Jako społeczeństwo możemy nie tylko uniknąć kryzysu - możemy dokonać zmiany w funkcjonowaniu systemu, by zbudować silne państwo, którego Rosja nie będzie w stanie tknąć. Tę zmianę możemy dokonać uciekając do przodu.

Przeprowadźmy szybką analizę sytuacji.


Przebudzenie

Agresja Rosji na Ukrainę wstrząsnęła światem i wybudziła nas z konsumpcyjnego letargu. Polacy przestają marzyć o nowym większym domu czy wakacjach na Teneryfie i myślą jak zabezpieczyć przyszłość rodzin czy majątek. Niektórzy już ustawiają się w kolejce do urzędu po paszport... 


Prorok

Wojna wywindowała notowania Jarosława Kaczyńskiego, który od lat wskazywał putinowską, imperialną Rosję jako żywotne zagrożenie dla Polski. Dzisiaj wszyscy przyznają mu rację.  Z automatu tym złym staje się Tusk, który próbował lawirować między Niemcami i Rosją. Ludzi łatwo napuścić pokazując wyrwane z kontekstu spotkania dyplomatyczne sprzed kilkunastu lat. Nie liczą się budowy rozpoczęte w czasach PO, dzięki którym w dużej mierze uniezależniliśmy się od rosyjskich surowców. Niezależnie kto rządził Polską przez ostatnie kilkanaście lat, strategiczne projekty były realizowane zgodnie z polską racją stanu.


Ograniczenia Wodza

Niestety w tym typowym dla wczesnej fazy szoku upatrywaniu ratunku w Wodzu, kryje się kluczowe zagrożenie dla Polski. Kaczyński jest mistrzem w rozgrywkach politycznych, trafnie przewidział zagrożenie rosyjskie, ale nie zna się na wszystkim. Putin też był podobno mistrzem strategii i zagrał tak świetnie, że za chwilę jego państwo cofnie się w rozwoju o kilkadziesiąt lat. Kolejny narodowy przywódca Erdogan zeszmacił walutę i zrobił z Turków biedaków.

Obaj ci przywódcy: Putin i Erdogan nie znają się na gospodarce. Otaczają się klakierami, którzy albo nie mają kompetencji, albo boją się wyrazić własne zdanie. Im dłużej autokrata rządzi, tym większym staje się ignorantem. Próbuje zarządzać ręcznie procesami gospodarczymi, nie oglądając się na niezależne instytucje, które celowo rozsadza, żeby nie krępowały mu rąk. Kiedy Niemcy przegrywali drugą wojnę, Hitler obwiniał za porażki generałów i osobiście "dowodził" armiami. Kiedy Alianci lądowali w Normandii, dywizje pancerne Wehrmachtu nie mogły zareagować bez zgody fuhrera, który akurat spał i nie było odważnego, żeby go obudzić. Potem uparł się na fatalną ofensywę w Ardenach, która stała się cmentarzyskiem resztek niemieckiego sprzętu.

 Podobnie niestety może być z Kaczyńskim. Skoro przewidział rosyjskie zagrożenie, to z pewnością wie też jak mu przeciwdziałać. I tu niestety kryje się przepaść między tym co sobie człowiek może wyobrazić, a tym co naprawdę trzeba zrobić.


Kluczowa decyzja

Wyobraźcie sobie, że pracujecie w fabryce jako menadżer i widzicie, że wasze produkty są drogie i wadliwe z powodu starych maszyn, kiepskiej organizacji pracy i przerostu zatrudnienia. Idziecie do dyrektora i nalegacie: szefie, kupmy najnowsze maszyny jak konkurencja, zatrudnijmy specjalistów,  zredukujmy przerośniętą biurokrację. Ale góra ignoruje wasze pomysły. Aż pewnego dnia przychodzi kryzys, firma staje na krawędzi, wszyscy patrzą na was i przytakują: on miał rację. Zwalniają dyrektora, zatrudniają was na jego miejsce i proszą o ratunek.

Wszystko fajnie, tylko czy zorganizujecie nowoczesne przedsiębiorstwo od nowa, znając tylko stary, niewydolny model? Co innego zobaczyć zagrożenie, a co innego stworzyć lekarstwo.

I tu dochodzimy do wielkiego ryzyka, przed którym teraz stoi Polska: Jarosław Kaczyński nie potrafi  zbudować silnego, nowoczesnego państwa. Tak jak nie potrafi zbudować go Putin czy Erdogan. Jeśli pozwolimy, żeby przejął pełnię realnej władzy i zaakceptujemy fasadowość instytucji państwowych, to pójdziemy drogą, która doprowadziła Rosjan do zguby.

Zobaczcie na Ukraińców: mają dzisiaj młodych przywódców, są zorganizowani, oddani sprawie i walczą do końca. Ale nie łudźmy się, że byłoby to możliwe bez wsparcia wywiadowczego i materiałowego z Zachodu. Przewaga technologiczna Zachodu nad Rosją jest miażdżąca, tak wielka, że pozwala efektywnie wykorzystywać szczupłe ukraińskie siły do zadawania wrogowi strat i kompromitowania Rosji na arenie międzynarodowej.

Amerykanie, Francuzi czy Anglicy nie zawdzięczają swojej siły genialnemu wodzowi. Rządzący nimi  przywódcy zazwyczaj szybko tracą w sondażach, są wyśmiewani i obrzucani błotem przez elektorat. A mimo to państwa, które reprezentują są silne, ponieważ mogą na masową skalę produkować nowoczesną broń, która zmiotłaby rosyjską armię na Ukrainie.

Ukraina: młode, nowoczesne przywództwo oparte o nieformalne sojusze z bardziej zaawansowanymi państwami. Żeby wygrać, słuchają/zatrudniają mądrzejszych, bardziej doświadczonych, działają,  analizują, improwizują.

Rosja: rządzona przez stare dziadostwo oderwane od rzeczywistości, gardzące słabszymi państwami, nierespektujące traktatów. Żeby wygrać opracowują plany i nakazują dołom wdrażanie bez względu na informacje zwrotne.

Dzisiaj Polska stoi przed wyborem, którą z tych dróg obierze. Kiedy Jarosław Kaczyński mówi, że rzuci dodatkowe miliardy poza budżetem na obronę, naród mu przyklaskuje. Mało kto zaczyna jednak dostrzegać w złotym zachowanie podobne do tureckiej liry sprzed lat. Dla wodza poświęcenie waluty w imię bezpieczeństwa państwa nie jest wielkim kosztem. Jego wyobrażenia nie uwzględniają konsekwencji psucia waluty, ingerowania w procesy ekonomiczne. To wszystko znajduje się w obszarze "nie wie, czego nie wie". Będzie raczej liczył czołgi czy samoloty, niż potencjały produkcyjne.


Ucieczka do przodu

W 2018 napisałem co możemy zrobić:

- postawić na kapitalizm; stworzyć spółki publiczno-prywatne z naukowcami, inżynierami które realizowałyby konkretne cele, jak zwiększenie udziału OZE w energetyce najniższym kosztem, utworzyć banki wody na wydrenowanych terenach itp.; państwo musi otaczać ochroną takie spółki i dostarczać zleceń, żeby wyhodować polską krzemową dolinę;

Teraz jest ostatni moment, żeby przestawić wajchę. To nie jest tak, że przespaliśmy czas. NCBiR inwestuje środki unijne i państwowe w nowoczesne projekty. Miliony, które poszły w gaming zaowocowały globalnym sukcesem polskich studiów. To była łatwiejsza część: nie mamy fabryk technologicznych produktów końcowych, ale mamy pokolenie wykształconych, głodnych sukcesu ludzi. Do założenia studia growego wystarczy komputer i mózg. 

Komputer i inżynier nie wystarczy jednak do zbudowania robota, drona czy zdalnie sterowanego czołgu. Do tego potrzeba stworzyć środowisko zorientowane na rozwój z jasno wytyczonymi celami: loty w kosmos, sztuczna inteligencja, roboty, pozyskiwanie energii ze słońca i efektywne składowanie. To są wyzwania cywilizacyjne, które zostaną osiągnięte przez ludzkość w najbliższych latach/dekadach.

Uśmiechniecie się pod nosem: Polska i loty w kosmos? Poland cannot into space :) W krajach rządzonych przez dziadów na takie wyzwania reaguje się schematycznie: powołuje się komisję, ustala budżet, komisja debatuje nad potrzebami, potem zwiększa swój budżet. Wreszcie po latach opracowuje wielki skomplikowany plan na wielki skomplikowany problem. Klasyczny przepis na porażkę.

W środowisku zorientowanym na rozwój działa się odwrotnie: na wielki skomplikowany problem nie istnieje wielkie skomplikowane rozwiązanie. Stawiasz ambitny cel i pytasz: jaki pierwszy krok muszę wykonać, żeby wysłać satelitę w kosmos? Czym dysponuję, komu się udało, ile pieniędzy potrzebuję na pierwszy krok? Kopiujesz od tych, którzy już to robią. Z czasem może się okazać, że lot w kosmos nie jest już potrzebny, bo w trakcie intensywnych działań zbudowałeś zespół, który stworzył unikatową technologię, którą kupują od ciebie producenci rakiet czy łazików księżycowych.

To jest kultura startupowa, którą Państwo Polskie powinno organizować w oparciu o kapitalizm i GPW: powołanie spółek z udziałem twórców (organizatorów, inżynierów, naukowców) i państwa. Te spółki otrzymywałyby kontrakty na pilnie potrzebne komponenty. Większa część wynagrodzenia twórców wynikałaby z wyceny udziałów na giełdzie. W przypadku sukcesu zostawaliby milionerami; Skarb Państwa korzystałby na wzroście wartości firm. Zyskiwałby zdolność operacyjną. Środki potrzebne na te startupy byłyby kroplą w morzu wielkich inwestycji w rodzaju przekop Mierzei, 500+ czy 13-sta emerytura.

Potencjalne zyski nieograniczone - każda opracowana i wdrożona unikatowa technologia umożliwia sięganie po kolejne. Weźmy takiego Muska: wymarzył sobie kiedyś, że zbuduje bazę na Marsie. Jaki ciąg przeróżnych technologii musi opracować? Efektywne w eksploatacji rakiety (SpaceX). Zasilanie - na Marsie węglem nie da się palić, więc trzeba ciągnąć ze słońca (Solar); pojazdy będą na prąd (Tesla). Bazę trzeba będzie wkopać w ziemię (Boring). Każda przeszkoda przekształcana jest w wyzwanie i urynkawiana. Każda ze spółek musi zarabiać - na rynku lub dzięki dotacjom rządowym. Wszystkie niezbędne technologie i systemy produkcji powstają równolegle. Spółki Muska układają się w symbiotyczny system, który umożliwi kolonizowanie Układu Słonecznego. A nawet jeśli nie, to dzięki niemu Ameryka utrzyma supremację nad światem.


Izrael

Izrael jest przykładem państwa, które pomimo niewielkiej liczby ludności wykształciło podobny system. Musieli stać się najbardziej innowacyjni i skuteczni we wrogim środowisku. We współpracy z USA produkują satelity szpiegowskie, ich firmy są ważnymi składnikami globalnych korporacji. 

Przez kilka lat pracowałem z zespołami izraelskimi. Kulturowo jesteśmy całkiem podobni. Wieki wspólnej historii zrobiły swoje. Co ich różniło od Polaków: cisnęli na cel. Często metodą brute force, narzucając swoje rozwiązania. To nie jest cecha, której nie możemy zaadaptować. Potrzeba na to wyraźnej woli społeczeństwa, żebyśmy takie firmy budowali i osiągali cywilizacyjne cele.


Podsumowanie

Ktoś trafnie napisał: Ukraińcy walczą ofiarnie, bo mają przyszłość. Rosjanie przyszłości nie mają. Dopóki istnieje rosyjski imperializm będą się bujać od smuty do smuty. My stoimy na zakręcie: albo oddamy swoją wolność przywódcy i zanurzymy się w iluzjach jak Rosjanie wierzący, że Putin wie co robi, albo zaczniemy kopiować prymusów, żeby kiedyś do nich dołączyć.

Rosja połamie sobie zęby na Ukrainie. Świat widzi:

- zdemoralizowaną armię, która porzuca sprzęt wart miliardy,

- prymitywną gospodarkę uzależnioną od eksportu surowców i importu technologii, 

-  totalną propagandę, która nie wytrzymuje konfrontacji z innymi źródłami, więc władza musi odcinać ludzi od internetu,

- zamordyzm, tłamszenie protestów, zabijanie wrogów władzy, dokręcanie śruby.

Powiecie mi, że u nas też się chce rzygać od propagandy, że Zachód realizuje własne interesy. Jasne - zgadzam się, tyle że każdy z nas ma wybór co przeczyta, może wyjść i nawrzeszczeć na władzę, może zbluzgać Kaczyńskiego czy Bidena. Nikt go za to nie wyśle do łagru.

Nie możemy zgodzić się, żeby w Polsce ruszyły podobne procesy w imię bezpieczeństwa. Władza nie musi wszystkiego kontrolować; im więcej stworzymy liczących się w świecie firm, im większe PKB wypracujemy, które pozwoli wyposażyć armię, tym silniejsi będziemy jako całość.


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails