Wczoraj chciałem dodać nowy wpis, ale iceweasel (debianowy firefox) nie mógł załadować okna bloggera. Wiedziałem, że dłużej już nie mogę odwlekać upgrade'u systemu.
Na Linuksie to dość stresująca czynność, gdyż całkowita podmiana oprogramowania prawie nigdy nie udaje się bez bólu. Szczególnie, jeśli od czasu poprzedniego upgrade'u dystrybucji minęło półtora roku.
W teorii jest to cudowne rozwiązanie: wpisujesz 'aptitude update; aptitude dist-upgrade' i system w tle ściąga nowe wersje pakietów aby zastąpić stare. Jeśli robisz to w miarę regularnie, to podmiana jest bezbolesna. Gorzej, jeśli w międzyczasie wchodzi nowa wersja menadżera okien, niektóre pakiety są wycofane lub rozbite na inne. Wówczas pojawiają się tzw. konflikty.