Na zarzuty o wywołanie inflacji przez QE Bernanke wciąż odpowiadał, że jest ona chwilowa. Ludzie się śmiali przez łzy z durnia a co przezorniejsi kupowali metale szlachetne.
Tymczasem 2 dni temu pojawiła się wiadomość, że Fed chce zwiększyć wymagane rezerwy finansowe dla największych banków, aby w przyszłości nie zaszła potrzeba ich ponownego bailoutowania. Jednym słowem banki zamiast mnożyć dolary w obiegu, musiałyby utrzymywać część na kontach Fedu.
Jednocześnie kończy się QE2, czyli sztuczne podtrzymanie "new money". Wydaje się nam, że liczba dolarów w obiegu zwiększyła się gigantycznie przez dodruki. Nic takiego nie miało miejsca - nowe dolary, za które Fed kupował dług USA zastępowały dolary znikające z systemu przez niespłacane kredyty i brak nowego długu. Fed próbował podtrzymać niewielką stabilną inflację (inflacja to zwiększenie pieniądza w obiegu a nie wzrost cen):
Ten sam wykres bez programów pomocowych Fedu:
Widać, że choć rząd USA wziął na swoje barki kreacje nowego pieniądza z długu (ludzie i firmy się delewarowali), liczba dolarów z kredytu nie rosła.
Dlaczego zatem towary i akcje dosłownie eksplodowały do góry? Przy sztucznie podtrzymywanej inflacji rzędu 3% wzrosty na rynkach po 30% to trochę przesada. Podobno w strachu przed przyszłą inflacją. Zamieszczony w kwietniu wykres 'cash level':
pokazuje, że te hiperboliczne wzrosty zawdzięczamy bankierom, którzy pożyczają kasę z Fedu prawie za free i pompują wszystko co się da. Ludzie muszą coś jeść i czymś dojechać do pracy, dlaczego więc nie skorzystać z nieograniczonej gotówki od drukarza i nie odsprzedać ludziom artykułów podstawowej potrzeby drożej.
QE2 dodatkowo wypychał inwestorów na bardziej ryzykowne aktywa, bo Fed skupował aż 3/4 nowego długu USA. Teraz mamy do czynienia z małym klinczem - limit długu został osiągnięty, więc teoretycznie przez jakiś czas nowych obligacji nie kupią. Jednocześnie Fed kończy dodruk kasy i żąda od banków zdeponowania większej gotówki na swoim koncie. Popatrzmy jeszcze raz na wykres dostępnej na NYSE gotówki. Jest rekordowo niski!
Nie jestem ekonomistą i choć dużo czytam, mam niewielki zasób wiedzy o gospodarce. Ale zaczyna mi to pachnieć powtórką z 2008 roku. Czyli: Fed ściąga płynność z rynku (banki muszą zwiększyć rezerwy), brakuje cashu, indeksy napompowane tanio pożyczonym dolarem carry trade. To pachnie krachem!
A gdzie inwestorzy uciekali pod koniec 2008 roku z akcji i towarów? W obligacje największej gospodarki świata "safe heaven":
Tyle, że teraz Kongres nie uchwalił zwiększenia limitu długu, więc nie będzie nowych bondów. A kto ma najwięcje obligacji USA?
Niedawno umieściłem wykres z prognozą zakończenia 30-letniej hossy na obligacjach USA. Czy Fed zostanie z tymi papierkami? Nie sądzę - być może jesteśmy świadkami największego geszeftu wszechczasów. Rynki w stanie przedzawałowym, "lekarstwo" ma jeden gracz, który w dodatku ustawia grę. Kiedy wszyscy rzucą się po lek, okaże się, że lek to zwykła woda a aptekarz właśnie wykupuje akcje przed nową 20-letnią hossą. Za 4 lata będziemy znali odpowiedź.
Wrzucam analizę USDPLN na wypadek odpalenia scenariusza płynnościowego:
Target 4.08 lub 4.95.




