niedziela, 7 lipca 2024

Śmieciuchy rok później, piątkowy sygnał

 Dokładnie rok temu opublikowałem indeks śmieci złożony z narodowych czempionów. Wybrałem spółki strategiczne Orlen, KGHM, JSW, Energa i Azoty. Od razu zaznaczę, że termin "śmieci" odnosi się do postrzegania tych spółek przez pryzmat drobnych inwestorów, którzy zostali oszukani przez Skarb Państwa. Polski rząd najpierw sprzedał Polakom te spółki po wysokich cenach, po czym serią mniej lub bardziej bezczelnych (Energa, JSW) pomysłów drenuje je z kapitału i kpi z drobnicy domagającej się chociaż dywidend, bo na zarobek ze wzrostu kapitalizacji nie mają zazwyczaj co liczyć.

Cóż, mój plan wyzbierania spółek wycenianych razem na 40% wartości księgowej i sprzedaży ich 100% wyżej, kiedy będą wyceniane na 80% wartości spalił na panewce. Na JSW straciłem (trzymam dalej, uśredniłem po ok. 26 zł), Orlen sprzedałem na 0, Azoty i Energa miały mały udział, więc na pierwszej trochę straciłem a na drugiej trochę zarobiłem (obie sprzedane). Najlepiej wyszedłem na KGHMie, na którym skoncentrowałem pozycję i skeszowałem 1/4 po ruchu 110->150. A zatem posiadam 2 spółki z inicjalnej pozycji.

Obecna c/wk dla indeksu to 0.5, zatem w rok można było mimo wszystko zarobić 25%:


Aktualna strategia:

- JSW: zakładam, że ubijamy dno, więc jeśli spadnie w okolice 26-28, znowu uśrednię i oddam w okolicy 31-32. Kilka kółek i pozycja wyjdzie na 0 przy cenie 30 zł. Nadal liczę, że sprzedam papier wyżej.

- Azoty: spółka padła ofiarą rosyjskiej agresji i polityki UE. Unia nałożyła sankcje na rosyjski gaz, ale nie na rosyjskie i białoruskie nawozy, do produkcji których tenże gaz jest kluczowym składnikiem. Dlatego zostawiam spółkę w obserwowanych, bo choć jej sytuacja wygląda tragicznie, zawsze jest szansa, że UE zejdzie ze ścieżki likwidacji europejskiego przemysłu.

- KGHM: to moja największa pozycja. Potwierdzony trend wzrostowy. Patrzę na wykresy miedzi i srebra za ostatnie 20 lat i widzę tu szanse na przynajmniej kilka miesięcy wzrostów w ramach impulsu tej hossy.




Piątkowy sygnał


W piątek przed południem napisałem komentarz:

Dzisiaj wypada według mojej projekcji z grudnia zeszłego roku ostatni moment na sprzedaż małych/średnich spółek i kupno walut. Nie zachęcam, sam mam wątpliwości, ale zabezpieczyłem pozycje i zdywersyfikowałem się na taką ewentualność.

To nie jest jakiś mocny sygnał. Ot projekcja z grudnia zeszłego roku zapaliła początek spadków na małych spółkach i lokalną słabość na walutach. 

SWIG80:

MWIG40:


WIG:





Inverted PLN - indeks zbudowany z walut:
List[String]("audpln", "cadpln", "chfpln", "eurpln", "gbppln", "jpypln", "usdpln")

projekcja i realizacja 2024:


Kupiłem więc trochę walut, chociaż jak pisałem wcześniej, główne zakupy planowałem na USDPLN za 3.60 i CHFPLN po 4.20. Jest duże prawdopodobieństwo, że będzie z tymi zakupami jak rok wcześniej z indeksem śmieci: za wcześnie :) Mam nadzieję, że nie o cały rok.

Zamknę pozycję szybciej, gdyby zadziałał wzorzec: dołek w lipcu, górka na przełomie września/października.


To tyle ode mnie. Trzymajcie się, pilnujcie kapitału, rozgrywajcie zwycięskie partie. Rynek zawsze daje okazje. Nie musisz być dobry w każdej fazie rynku. W 2023 byłem ultra bykiem, gwizdałem na recesję i z niedowierzaniem patrzyłem na graczy wciąż szukających okazji do gry na spadki. Ale teraz role się odwróciły: to ja się boję, sprzedaję za szybko lub kupuję za mało i nawet otwieram pozycje przeciwko trendowi (waluty). Z kolei ci gracze surfują na pionowych trendach i odrabiają z nawiązką.

W książce opisałem swój system AST, obecne pozycjonowanie jest jego kwintesencją. Ważne, żeby rok w rok działał procent składany.

niedziela, 30 czerwca 2024

The end is near

 Wpisy z ostatniego miesiąca to wyszukiwanie kolejnych znaków końca hossy. To nie oznacza, że chcę upolować górkę - proces formowania szczytu może trwać cały rok. Ekstrema cykli są integralną częścią mojego systemu, ponieważ określają moje szanse przetrwania w przypadku popełnienia błędu. 

Przykładowo: pomyliłem się w ocenie sygnału w lipcu zeszłego roku, biorąc go za szeroko-rynkowy impuls hossy. Wkrótce rynek wszedł w kilkumiesięczną korektę, z której wiele małych spółek w ogóle się nie podniosło. Mimo tego zamknąłem rok 2023 z dobrym wynikiem, ponieważ cykl hossy wchodził dopiero w fazę dojrzałą i miałem szeroki margines bezpieczeństwa.

Obecnie sytuacja jest inna: cykl jest dojrzały i w każdym momencie może przyjść silna fala wyprzedaży, po której wiele spółek się nie podniesie przez kolejny rok, dwa a może nawet nigdy. Błędy na tym etapie są bardzo kosztowne.

Bazowo zakładam, że do wyborów w USA powinniśmy być względnie bezpieczni. Wciąż liczę na fazę surowcową, w której klasycznie urośnie ropa, co pociągnie za sobą recesję i obniżki stóp procentowych. Tyle teoria, życie jak zwykle narysuje scenariusz, który wszystkich zaskoczy.

Jeden z sygnałów potencjalnie wyprzedzających to korelacja przeciętnej spółki do indeksu. Stworzyłem indeks spółek z NYSE i dwa wskaźniki: korelacja 100-sesyjna przeciętnej spółki do indeksu i korelacja 30-sesyjna:


Jak widać w trakcie formowania cyklicznych szczytów coraz mniej spółek chodzi podobnie do uśrednionego z nich wykresu. Ale gdy przychodzą spadki, zdecydowana większość synchronizuje się z otoczeniem i korelacja rośnie.

Rekordowo niskie odczyty na tym wykresie nie są niestety miarodajne, ponieważ ten wykres powstaje na danych, które zbieram od ok. 2 lat, więc podlega silnie błędowi przeżywania. Spółki co chwila wypadają z NYSE, coraz mniej z nich ma wieloletnią historię, także im głębiej wstecz, tym mniejsza próbka i bardziej zaburzone wyniki.


Co w praktyce oznacza dla mnie zachowanie tego wykresu?

1. Szeroki rynek w USA pokazuje oznaki słabości. Nie dość, że nie zbliżył się do poziomów z 2021, to rzuca się w oczy jak silna była wyprzedaż na przełomie marca i kwietnia. Coś zostało wtedy złamane na rynku, ale jest skutecznie maskowane siłą S&P500 i NASDAQa. Dorzućmy do tego sezonowość VIXa i zapowiadają się kolejne gorące wakacje:


2. Pozycja w gotówce przekroczyła 50% i szukam sposobu na efektywne ulokowanie. Mam dysonans, ponieważ chciałbym kupić obligacje, ale powinna wystartować jeszcze faza surowcowa, która generuje inflację i spadki na obligacjach. 

Macie jakieś pomysły?


sobota, 15 czerwca 2024

Porównanie klas aktywów

Zmierzmy relację między amerykańskimi obligacjami 10-letnimi (poprzez wykres T-note), ropą crude, złotem i indeksami NASDAQ oraz S&P500:


Wykres powstał poprzez porządkowanie co miesiąc indeksów od najsilniejszych do najsłabszych w ostatnich 12 miesiącach. Zatem na dzień 15.06.2024 najlepszą stopę zwrotu za ostatnie 12 miesięcy przyniósł NASDAQ, potem S&P500, złoto, ropa i najsłabiej zachowały się obligacje 10-letnie.

Tworzę z tego indeks podobieństwa obecnego układu do historycznych comiesięcznych zestawień (czerwony) oraz wersję uwzględniającą także trendy (pomarańczowy):


Następnie wybieram daty wg klucza: im bliższa wartość indeksów "dist" i "distAndTrend" do zera, tym układ bardziej podobny do obecnego. Zaznaczyłem daty zielonymi kółkami.

dates = [(2024,5,31), (2020,8,30), (2017,5,31), (2014,6,30), (2007,8,31)]


Następnie sprawdziłem jak zachowały się uśrednione ścieżki dla każdej z dat we wcześniejszych 2 i kolejnych 6 latach.

S&P500:


Złoto:


Ropa:


T-note:


Czy coś z tego będzie? Choć nie przywiązuję większej wagi do tych projekcji, wyłapuję pewne tendencje.


sobota, 8 czerwca 2024

Cykliczne szczyty na MWIG40

Trzymam się planu zarysowanego w grudniu 2023, który zakłada cykliczny szczyt w czerwcu 2024 dla akcji małych i średnich spółek. Póki co dla SWIG80 wygląda to tak:


Lepiej sprawdza się trajektoria dla MWIG40:



Co dalej?

Sprawdźmy jak formowały się dołki i szczyty w cyklicznych hossach na MWIG40:


Po bessie 2007-2009 hossa miała kształt V i trwała do 2011. W ostatnich miesiącach hossy przez kilka miesięcy indeks mozolnie wspinał się na nowe szczyty.

W kwietniu 2011 zaczęła się bessa, która radykalnie przyspieszyła w sierpniu i zaliczyliśmy całkiem solidny krach. W styczniu 2012 indeks ruszył w górę, ale w marcu zawrócił na drugie dno w czerwcu. Bessa miała kształt W.

Hossa 2012-2013 szła w górę całkiem żwawo, po czym w listopadzie wyrysował się szczyt. Bessa cykliczna na MWIG40 była konsolidacją, trwającą do stycznia 2016 z drugim dnem w czerwcu po udanym referendum w sprawie Brexitu.

Wreszcie w połowie 2016 ruszyła hossa, która trwała ledwie do marca 2017 i zakończyła się dystrybucją do stycznia 2018. Po niej nastąpiła długa, męcząca bessa z kulminacyjnym krachem covidowym w lutym-marcu 2020.

Po niej mieliśmy pamiętną hossę 2020-2021, w której rynek łapczywie rósł, jakby chciał odrobić 3 lata flauty 2017-2020. Tym razem szczyt hossy był wyraźny (odwrócone V), bez rozbudowanej fazy dystrybucji, podobnie jak w 2007 roku.

Bessa 2021-2022 była przetykana silnymi korektami i podobnie jak w 2009 następująca po niej, bieżąca hossa przyjęła kształt V odbicia.

Z opisu tych przypadków widzimy, że nie było dwóch podobnych cykli hossa-bessa. Rynki byka mają bardzo zbliżony kształt, ale formowanie szczytu i późniejsze bessy za każdym razem są inne. Dlatego zakładam, że i tym razem będzie inaczej. Ponieważ hossa 2020-2021, jej szczyt i następująca po niej bessa wyglądają trochę jak cykl 2005-2009 w miniaturze, roboczo zakładam, że obecna hossa mogłaby być analogiem hossy 2009-2011:

- faza 1: bardzo silne odbicie całego rynku (marzec 2009 - maj 2010 vs październik 2022 - lipiec 2023)

- faza 2: powolna wspinaczka zakończona dystrybucją (maj 2010 - kwiecień 2011), później jeszcze kilka miesięcy osuwania przed krachem. Zauważmy, że od lipca 2023 do czerwca 2024 mamy zbliżony czas trwania tej fazy.

Za scenariuszem przemawia gasnąca szerokość wzrostów, na którą zwracam uwagę od jakiegoś czasu.

Nie przywiązuję się do tej projekcji - dużo ważniejszy będzie kształt przyszłej bessy cyklicznej. Czy przyjmie, podobnie jak w 2011-2012 kształt W, czy może będzie płaska jak 2013-2016 przed kolejnym impulsem w ramach hossy pokoleniowej? Z racji naprzemienności daję niskie szanse na ponowną V bessę, czyli jednostajne spadki i równie mocne odbicie.

sobota, 1 czerwca 2024

Polska: Depresja 2025 cz. 3

 Poprzednie części:

2018 - https://podtworca.blogspot.com/2018/08/polska-depresja-2025.html

2021 - https://podtworca.blogspot.com/2021/03/polska-depresja-2025-cz-2.html

Jak się uchronić:

https://podtworca.blogspot.com/2022/03/ucieczka-do-przodu.html


Wracam do prognozy (a raczej wróżby) wielkiego kryzysu w naszym kraju w 2025 roku. 6 lat temu data wydawała się bardzo odległa. W 2024, ledwie rok przed terminem, nie widać na horyzoncie przesłanek do recesji, a co dopiero depresji.

Lata temu łatwo było szafować argumentami uzasadniającymi tezę (klasyczny błąd konfirmacji - widzimy tylko to, co nam pasuje, jesteśmy ślepi na argumenty przeciwne). 

Na dzień dzisiejszy po jasnej stronie postawiłbym argumenty:

1. Bardzo dobrze zintegrowaliśmy się ze światową gospodarką. W dużych miastach powstały oddziały międzynarodowych korporacji, w których setki tysięcy Polaków zakumulowały kapitał i know-how. W razie problemów złoty powinien się osłabić i praca wykwalifikowanych pracowników znowu będzie tania.

2. Organizacyjnie nigdy nie byliśmy mocni, za to potrafimy świetnie kombinować. To nas blokuje przed cywilizacyjnymi wyzwaniami, ale daje umiejętności niezbędne do przetrwania kryzysów, zaborów czy okupacji.


Na minus:

1. Rosyjska inwazja. Konflikty światowe trwają dłużej i niosą większe zniszczenia, niż się na początku wszystkim wydaje. Wojna we Wschodniej Europie eskaluje od 10 lat. W tym czasie Chiny stały się globalnym dominatorem produkcji. Niedawno czytałem, że w 2 lata budują tyle okrętów wojennych, ile posiada cała Royal Navy. Europa stacza się w skansen. Zobaczcie jak wygląda produkcja stali w milionach ton:


Na 1.8 mld ton wyprodukowanych na świecie w 2023 aż ponad 1 mld przypada na Chiny, 140 mln na Indie, 87 mln Japonia, 80 mln US, 75 mln Rosja. Jedyne państwo z UE to Niemcy z produkcją całych 35 mln ton, ale zieloni wytrwale pracują, żeby trend dalej spadał. Wyobraźcie sobie, że za rok wojna rozszerza się na cały świat i nagle trzeba wyprodukować miliony dronów, tysiące czołgów, samolotów, setki okrętów. Przy odcięciu od produkcji metali Europa może co najwyżej produkować modele cyfrowe do gier komputerowych.

Rosja bez chińskiej kroplówki jest bankrutem, jednak w przypadku globalnego konfliktu, gdyby Chiny rzuciły wyzwanie USA, każda ze stron będzie chciała mieć ją po swojej stronie. Załóżmy, że wybucha wojna między US i Chinami (niekoniecznie bezpośrednia, może to być starcie na morzach, o Tajwan czy jakieś szlaki handlowe). A wtedy Rosja mówi: możemy zaatakować od strony Mongolii, jeżeli oddacie nam Układ Warszawski. Myślicie, że ktoś by się w Pentagonie szczypał czy poświęcić kilka pionków, żeby zaszachować króla?


2. Nieruchomości. Bańka w Chinach pękła w 2021, ceny w Europie Zachodniej generalnie zaczęły spadać w 2022. Także w Polsce, dopóki rząd nie przejął na siebie pompowania cen. W celu zatrzymania recesji na rynku nieruchomości, polscy podatnicy płacą bankom rekordowe odsetki za dług zaciągany przez kupujących. W efekcie deweloperzy mogli podwyższyć ceny o 30%.

Przejaskrawiam? Niestety to jest ekstrakcja prawdy. Niedostępne mieszkania dla młodych, rekordowo niska dzietność. Wzrost cen mieszkań jest w interesie tak szerokich grup interesu, na czele z politykami i elitami, które wpakowały w nie swoje oszczędności, że prędzej doprowadzą państwo do depresji, niż pozwolą rynkowi uregulować ceny. Usuwając ryzyko z inwestycji doprowadzili do kruchości całego systemu.

Jeśli usłyszymy w mediach, że rząd planuje interwencyjny skup mieszkań za rezerwy walutowe w celu udostępnienia ubogim Polakom własnego kąta, możecie być pewni, że szczury uciekają z tonącego okrętu.


Technika:

1. Aktualizacja wykresów Wojciecha Białka (przesunięcie WIG o 17 lat, co odpowiada okresowi pół pokolenia od przejęcia władzy przez juntę wojskową, późniejszym jej upadku i przystąpieniu państwa do UE lub NATO):



2. Ryzyko światowej recesji wspomaga scenariusz polskich turbulencji. Nie jesteśmy samotną wyspą, każdy ma mniejsze lub większe problemy i Polska na tej mapie nie wygląda jakoś źle. Ba, na ten moment wydaje się, że mamy bardziej odporną gospodarkę od średniej światowej. Tymczasem zegar tyka: kiedy odwrócona krzywa rentowności zawraca na dodatnie poziomy, Amerykę dotyka recesja. 


To tylko jeden z całej gamy wykresów ukazujących ekstrema widziane w 1929 czy 2000 roku (nierówności majątkowe, koncentracja kapitału w korporacjach-behemotach). 


Podsumowanie

W 2018 łatwo było mi stawiać prognozę o depresji za 7 lat, mając do dyspozycji kilka wykresów i cykle demograficzne. Z czasem karty zaczęły się odsłaniać i w połączeniu z naturalną tendencją do nadziei na lepsze, zakładam póki co cykliczną bessę na rynku połączoną z globalną recesją, do której raczej nie powinno dojść przed wyborami w Ameryce.

Największym ryzykiem jest wojna. Przyzwyczailiśmy się do niej i traktujemy jak lokalny problem Ukrainy. To poważny błąd. Póki co wyludniające się stare imperium zaatakowało wyludniającą się byłą kolonię. Rosja pokazała jednak, że w systemie autorytarnym można odciąć ludzi od zdobyczy cywilizacji i kontrolować za pomocą propagandy i przemocy, podobnie jak w XX wieku. Łudziliśmy się, że wysokie straty wywołają bunt w społeczeństwie i kacapia upadnie jak po nieudanej inwazji na Afganistan. Zamiast tego obserwujemy nieustępliwe mięsne szturmy i straty na poziomie I Wojny Światowej. Jeżeli władze chińskie są w stanie zasiać podobną determinację w milionach swoich żołnierzy, to słabo widzę zachodni porządek.

Pytacie mnie często, jak się przygotować. 

Od 20 lat obowiązuje w Polsce zasada: kto się nie kredytuje pod zakup nieruchomości, ten frajer. Komu dawałem kiedyś rady, żeby uczył się inwestowania i oszczędzał, może mieć teraz do mnie pretensje, że lepiej było kupić kawalerki na wynajem, inkasować czynsze i zarobić na wzroście cen. I prawdopodobnie dalej tak będzie: ryzyka rozejdą się po kościach, a ten kto za dużo analizuje, sam sobie krzywdę robi.

Przeciętny człowiek obstawia najbardziej prawdopodobny scenariusz i zazwyczaj ma rację. Jak się dobrze trafi z timingiem, można tak przejść przez całe życie. Gracz jednak musi przygotować się także na scenariusze możliwe, choć mało prawdopodobne. To są podstawy przetrwania na rynku, które obowiązują także w życiu. Ale o tym napiszę już innym razem...




środa, 15 maja 2024

Techniczny przegląd sektorów

 Założenia mojego planu gry na 2024:

- jesteśmy na GPW w fazie wykańczania cyklicznej hossy zapoczątkowanej w październiku 2022,

- kształt przyszłej bessy zdeterminują dwa czynniki: wciąż bardzo niskie wyceny niektórych branż i spółek oraz recesja wynikająca z odwrotu krzywej rentowności obligacji USA z ujemnego terytorium. Dlatego zakładam raczej rotację między branżami (i możliwość dobrego zarobku w bessie, tak jak to było w 2022), ale także jakieś zdarzenie płynnościowe (krach?) wynikające z czarnego łabędzia, który jak nazwa wskazuje, jest zdarzeniem nieoczekiwanym,

- wybory w USA powinny dać płynnościowy parasol ochronny przed zdarzeniem płynnościowym, zatem bessa mogłaby przyjąć postać szarpanej konsolidacji w 2024 (rotacja) i jakiegoś szybkiego spadku dopiero w 2025.


W których sektorach powinniśmy zatem szukać szczęścia anno domini 2024? Zapraszam do wymiany poglądów.

Alfabetycznie:

WIG_BANKI


Kto ma banki, ten skonsumował piękny trend. Myślę, że główny ruch już za nami i kolejne miesiące przyniosą albo wspinaczkę wzdłuż zielonej linii, albo jakąś konsolidację. 


WIG_BUDOWNICTWO


Tu wszystko jest możliwe, zwierzęta są szczęśliwe, a dzieci, wiem coś o tym, latają samolotem.

Kolejny zwycięzca obecnej hossy. W maju został wygenerowany impuls ku historycznym szczytom. To by dawało potencjał jeszcze 40% wzrostu. Nie potrafię tego ogarnąć, ale tak to wygląda póki co. Najlepsze spółki z indeksu wchodzą w parabole, więc dlaczego nie?

Chętnie poznałbym analizę kogoś znającego branżę.


WIG_CHEMIA

Po dwóch liderach czas na przegranego tej hossy:


Ten indeks to głównie nawozy azotowe, więc czekamy na jakiś impuls.


WIG_ENERGIA


Wieczny przegrany na GPW. Wkrótce powinien dobić do oporu linii trendu spadkowego. Co dalej? Ch.., du.., kamieni kupa.


WIG_GÓRNICTWO


Indeks robiony KGHMem. Chciałoby się sprzedać go po te 220, a jak wyjdzie, czas pokaże. Na JSW i Bogdankę czekam niżej, obstawiam korupcję, ustawki z goldmanami i inne przekręty, które zawsze serwuje nam ta branża. Potem może przełożą wajchę, a może zrobią jeszcze większy przekręt. Kto ich tam wie?


WIG_GRY


Konsekwentnie omijam branżę (na GPW). Myślę, że jeszcze dużo towaru do upchnięcia zostało. 


WIG_INFORMATYKA


Indeks konsekwentnie od 10 lat w długoterminowym trendzie wzrostowym. Po takim wykresie aż się chce poszukać tematy do zagrania pod kontynuację. Macie coś na oku?


WIG_LEKI


Kiedyś, jak nie umiałem jeszcze grać, zrobiłbym tu piękną analizę odbicia. A teraz to nawet nie wiem jak kreski narysować. Choć znalazłem jeden temat dla siebie, spółka nazywa się KRK i coś tam na IKZE zakopałem.


WIG_MEDIA


10 lat w bok, rok w górę, 3 w bok i tak sobie płynie. 


WIG_MOTORYZACJA


Kto obstawi, że trend wytrzyma?


WIG_NIERUCHOMOŚCI


Kredyt 2%, 0%. Co tu jeszcze można zrobić, żeby utrzymać trend? Interwencyjny skup mieszkań za dolary?


WIG_ODZIEŻ


Technicznie wygląda, że Hindenburg szykuje ustawienie rozliczenia kolejnej serii na WIG20.


WIG_PALIWA


9 lat w dół, ~3 lata w górę, 8.5 lat w dół, ~3 lata w górę - jeśli cykl się utrzyma, to wzrosty najwcześniej za rok. Jednak Unimota trzymam od 2022, a na PKN symboliczny pakiet zgarnia dywidendy.


WIG_SPOŻYWCZY

Czyli Wig Ukraina. Na razie wycenia zwycięstwo Rosji albo korupcji na Ukrainie.



------

I to tyle z mojej strony. Jak widać hossa jest bardzo selektywna nie tylko w stosunku do spółek, ale i całych sektorów. Jedne rosną jak w 2007, inne nie są w stanie oderwać się od dna.



niedziela, 5 maja 2024

Gasnąca szerokość rynku

W grudniowym planie na 2024 zamieściłem projekcję dla SWIG80 z planem ewakuacji w czerwcu: 


Na dzień dzisiejszy realizacja wygląda tak:


Jeszcze lepiej sprawdza się projekcja dla MWIG40:


Dlatego dzisiaj wezmę ten indeks na tapetę.

Technicznie wykres pozostaje w trendzie wzrostowym. Projekcja także zakłada jeszcze jedną falę hossy gdzieś od połowy maja. Cena do zysku nie jest wysoka na tle historycznym:


Niskie C/Z mimo wzrostów cen spółek jest pochodną inflacji. Spółki podwyższyły ceny, więcej zarobiły, ale też w związku z inflacją ich przyszłe zyski muszą być wyższe, żeby zrekompensować utratę wartości pieniądza w czasie.

Zróbmy małą kalkulację. Odwróćmy wskaźnik cena/zysk i pomnóżmy przez 100%: zysk/cena * 100%, aby otrzymać zwrot z akcji MWIG40 i porównajmy z rentownością obligacji 10-letnich:


podzielmy teraz zwrot z obligacji przez zwrot z akcji MWIG40:


Na tle wysokich rentowności z obligacji cena do zysku dla MWIG40 nie jest już tak atrakcyjna. Widzimy tu wyraźnie cykl hossa-bessa dla akcji i od blisko roku jesteśmy już w trendzie spadkowym.

Mamy tu do czynienia z tradycyjnie najsilniejszym polskim indeksem. Jeszcze gorzej przedstawia się sytuacja na szerokim rynku, uwzględniającym wszystkie spółki z GPW.

Zacznijmy od spółek pozostających ponad średnią 200-dniową. Wskaźnik wyznaczył cykliczny szczyt w lipcu 2023 i od tego czasu powoli opada. Sytuacja przypomina mi okres 2010-2011. Podobne zachowanie widać też w latach 1999-2000:


Słabość widzę również we wskaźnikach: spółki rosnące przynajmniej 25% rok do roku, 50% YoY i spadające 50% rok do roku:


Spadków na szczęście jeszcze nie widać (ledwie 8% spółek spadło 50% lub więcej rok do roku), ale ponownie zauważalne jest podobieństwo do okresu 2010-2011 (1999-2000 też, ale zawęziłem wykres, żeby było coś widać).

----

Czy powyższe projekcje i analogie oznaczają bessę albo nawet krach? Na razie tego nie widać. Czarnych łabędzi nie jesteśmy niestety w stanie przewidywać. Na rynku jest wiele strachu o eskalację wojny, o krzywą rentowności, ale wiele z tego jest już w cenach. Chiny odbijają z niemal depresyjnych poziomów, a w USA przed wyborami krach byłby samobójem politycznym urzędującego prezydenta.

Rynek pokazuje nam znaki. Dla mnie to faza, w której sygnały kupna na przewartościowanych aktywach to często fałszywki i nie podążam już za nimi. Z kolei nie wpadam też w panikę na wyprzedażach, bo i sygnały sprzedaży na tym, co spada od lat, są często fałszywkami pod wyczyszczenie pozycji przed zmianą trendu. Z założenia przejdą mi ostatnie wystrzały na rozgrzanych spółkach, niejedną pozycję zacznę też budować przedwcześnie. Realizuję spokojnie swój plan.


niedziela, 28 kwietnia 2024

10 lat z ultra

Sobotę 27 kwietnia uczciłem powrotem na trasę biegu TriCity Ultra. 10 lat wcześniej, 26 kwietnia 2014 r. przebiegliśmy w czteroosobowym składzie 80 km przez najpiękniejsze zakątki Gdańska, Sopotu, Gdyni i z powrotem. Relacja z tamtego biegu znajduje się tutaj:

https://podtworca.blogspot.com/2014/04/filozoficznie-po-ultra.html

Ostatni raz coś dłuższego biegliśmy z chłopakami w 2021 (90 km w Bieszczadach). W kolejnych latach odpuściłem ultra i biegałem tylko maratony. Jednakże magia naszego darmowego biegu po trójmiejskich lasach, morenach i turystycznych atrakcjach (zorganizowaliśmy łącznie 6 edycji, które znalazły grono sympatyków) cyklicznie mnie przyciągała i nie mogłem odpuścić okrągłej dziesiątej rocznicy. W styczniu wysłałem do znajomych zaproszenie na wydarzenie i zacząłem przygotowania.


Przygotowania

Obawiałem się tego startu. Dekadę temu rzucałem się na kolejne wyzwania, dużo trenowałem i poprawiałem swoje rekordy. Ale jak wszystko, tak i  ten czas przeminął. Od prawie 3 lat głównie spaceruję, ok. 3 razy w tygodniu truchtam 5 km pętelki. Spacery urozmaicam czasem ćwiczeniami na atlasach rozmieszczonych wzdłuż alejek i przy placach zabaw. To wystarcza do utrzymania bazowej formy pod maratony turystyczne. Ale nie do ultra.

Nie obawiałem się zwiększenia intensywności treningów. Naoglądałem się i naczytałem trenerów, przebiegłem dziesiątki długich biegów (ten opisywany był równo 90-tym 40+ km), wiem jak to zrobić efektywnie. Zacząłem się natomiast bać, że nie odpuszczę, kiedy organizm da mi sygnały, że nie daje rady. Zeszły rok przesiedziałem z psychologią i zdiagnozowałem u siebie objawy osób zmuszających ciało siłą woli do kontynuacji wysiłku bez względu na kontuzje, dolegliwości żołądkowe, odwodnienie czy kołatanie serca. Niejeden taki piewca "zdrowego" stylu życia zszedł przedwcześnie na zawał, bo nie chciał się poddać.

Jedyny sposób, żeby nie walczyć z głową i organizmem, to porządne przygotowanie. Opracowałem 3-miesięczny plan treningowy z 2 maratonami po drodze, progresywnym zwiększaniem wysiłku i kompensacją przed startem. I konsekwentnie go realizowałem. Mimo to noc przed startem podświadomie tliły się obawy. Może 3 miesiące to za mało czasu? Może zwyczajnie nie chciałem kolejny raz odczuwać bólu? Jakakolwiek była przyczyna, spokój został zakłócony, bo przespałem tylko 2.5 godziny, pozostałe 4 zaś przeleżałem czekając na budzik.

Mimo to rano byłem rześki i zmotywowany. Porządne śniadanie i kubek kawy zapewniają niezbędne kalorie na podtrzymanie spalania tłuszczowego na pół trasy. Kiedyś eksperymentowałem ze śniadaniem opartym o jajka, ale mdliło mnie przez pierwsze godziny. Dlatego przerzuciłem się na kanapki z hummusem i dużymi ilościami warzyw. Do plecaka spakowałem litr wody mineralnej, litr kefiru, ciastka maltanki w czekoladzie, batonika i wafelka. Dlaczego taka kombinacja wyjaśnię w dalszej części.


1. Gdańsk

Ela zawiozła nas (Miśka vel Joszczi, Piotra i mnie) do centrum, żebyśmy ponownie stanęli pod pomnikiem Neptuna, króla mórz. Na miejscu zjawił się jeszcze Witek, weteran górskich szlaków. Punkt 7 ustawiliśmy się do zdjęcia i ruszyliśmy ku przygodzie.


Punkt pierwszy: żółtym szlakiem na Górę Gradową. W ogóle okazało się, że sporo tych gór mieliśmy na pierwszych kilometrach: Wronia, Pogańska, Cygańska, Kopernika itd. aczkolwiek żadna nie przekracza 100 metrów wysokości :D Niemniej jak się te wszystkie moreny i klify z trasy poskłada, to wychodzi łącznie 1.5 km przewyższeń.

Z Góry Gradowej jest piękna panorama Gdańska, ale że mój aparat nie umie w panoramy, zrobiłem zdjęcie naszej ekipy oglądającej panoramę. Przy okazji - wszystkie zdjęcia w trybie selfie są odbite w poziomie z powodów, których nie odkryłem, odkąd mam telefony z aparatem.


Dalej szlak prowadzi parkami do Wrzeszcza. Wolne tempo sprzyjało dyskusjom i wspomnieniom. Pogoda idealna na bieg: początkowo chłodno, trochę chmurek, ale słonecznie. Później temperatura powoli rosła do 20 stopni. Mijaliśmy Politechnikę, Jaśkową Dolinę, wszystko malowniczymi wzgórzami porośniętymi lasem.

Koło 13 km, na rozstaju szlaków w Matemblewie, Misiek i Piotrek mieli zawrócić. Nie przygotowali się do długiego biegu, próbowali dogadać się, żeby przełożyć bieg na za miesiąc, "wtedy zrobimy 50 km" mówili, ale pozostałem nieugięty, jako że data była niemal w punkt (10 lat i 1 dzień). Żeby każdy wyszedł z twarzą, i byśmy pozostali kolegami, przybyli na start i zrobili rano towarzyski trening. Wówczas Witek wyciągnął krople mocy i tak uczciliśmy ostatnią wspólną chwilę.


2. Gdańsk TPK

Dalej ruszyliśmy z Witkiem zielonym szlakiem. Chociaż zdarzyło nam się spotkać na biegach, pierwszy raz mieliśmy okazję bliżej się poznać. Na długich biegach rodzi się szczególna więź. Przed nami godziny na szlaku, subtelnie rosnące zmęczenie i odzywające się stare, zapomniane kontuzje.

Szlak zielony to najtrudniejszy i najbardziej pagórkowaty szlak TPK. Pisałem to chyba w każdej relacji z 6 poprzednich edycji TriCity Ultra, żeby się więc nie powtarzać, załączam fotkę jednej z moren.



Witek ledwie tydzień wcześniej biegł w Pieninach, nadwyrężył stopę na zbiegach, ale chciał  poczuć atmosferę TU i przynajmniej dotrzeć do Gdyni. Chociaż zostaliśmy tylko we dwóch, biegły z nami i tworzyły tą atmosferę duchy poprzednich oficjalnych edycji :D Rozmawialiśmy o psychologii, górach, słynnych wyprawach na ośmiotysięczniki, zakończonych wypadkami i roztrząsaliśmy co mogło pójść nie tak. Mężczyźni w pewnym wieku mają zaskakująco sporo podobnych refleksji.

Na punkcie widokowym Pachołek w Oliwie zrobiliśmy przystanek na uzupełnienie kalorii. Tutaj w poprzednich edycjach odłączali się uczestnicy, którzy chcieli zaliczyć półmaraton, dlatego robiliśmy grupowe zdjęcie. Chcąc dochować tradycji, zrobiłem i ja zdjęcie całej naszej grupy.


W tym miejscu wyjaśnię skąd kefir w prowiancie. Mój organizm coraz gorzej znosi słodycze na długich dystansach. Jestem w stanie zjeść równowartość jednej czekolady, potem reaguję odruchem wymiotnym na słodkie. Biorąc pod uwagę, że w takim biegu organizm spala wg mądrych apek sportowych ok. 6 tys. kalorii to trochę mało. Zauważyłem jednak po latach eksperymentów, że popijając ciastko czy wafelka kwaśnym kefirem łatwiej zwalczyć opór żołądka.


3. Sopot-Gdynia TPK

Biegliśmy i rozmawialiśmy dalej. Na punkcie widokowym Zajęcze Wzgórze/Glinna Góra (120 m) przystanęliśmy popatrzeć na Sopot i morze. Ile razy bym tam nie pobiegł, widok zawsze zachwyca.

Korzystając z zamieszania przy ustawianiu do zdjęcia zdrzemnąłem się przez pół sekundy.


Kolejny punkt na którym robiliśmy grupowe zdjęcia podczas TU to schodki koło strzelistego kościoła, obok którego wznosi się pomnik naszego Papieża na takiej jakby fajce albo fali, która wynosi go w górę.


Chwilę później osiągnęliśmy kraniec zielonego szlaku i zmieniliśmy kolor na czerwony, prowadzący do Gdyni.

W Karwinach dołączył do nas Kamil, który co ciekawe biegł z nami po gdyńskich klifach w 2014 roku w czasie pierwszego TU. 


Witkowi coraz bardziej doskwierała stopa na zbiegach. Spełnił swój plan dotarcia do Gdyni już w Karwinach, ale towarzyszył nam jeszcze przez kilka kilometrów. Ostatecznie po pokonaniu wspólnie prawie 40 km pożegnaliśmy się. Na pamiątkę strzeliłem chłopakom fotkę na przeprawie przez strumyk.


Z Kamilem omawialiśmy trendy w programowaniu, globalne perturbacje gospodarcze i ich wpływ na polskie firmy. 


4. Gdynia i klify

I tak dotarliśmy do centrum Gdyni. Na liczniku 48 km i odczuwalny deficyt kaloryczny. Dotychczas zjadłem maltanki i batonika. Na wafelka nie mogłem już patrzeć. W żabce kupiłem kanapkę z jajkiem i wyciskany sok grejpfrutowy. Ambrozja, siły wróciły.

Kolejny żelazny punkt: ORP Błyskawica zaliczony.


Plażą miejską i bulwarem zmierzamy na Klif Redłowski. Lata temu kręciło mnie wyszukiwanie wszelkich pagórków i kęp drzew na każdym etapie trasy. Tym razem najchętniej biegłbym plażą aż do mety. Ale nie można przecież pominąć widoków z klifu oraz nadbrzeżnych baterii i siatki bunkrów z czasów wojny.



Większość Klifu Orłowskiego obejrzeliśmy jednak od dołu. Niesamowite jak czas go zmienia. Zwalone drzewa, obsunięte kępy roślin. Przy orłowskim molo, podobnie jak 10 lat wcześniej, pożegnałem się z Kamilem. Dzięki niemu i Witkowi przebycie 56 km okazało się bardzo przyjemnym doświadczeniem. Mieliśmy wolniejsze tempo niż kiedyś, ale też mniej przystanków. 



5. Sopot-Gdańsk plaża

Ultra to jednak ultra. Trzeba się przygotować na zmęczenie i ból. Póki co jednak wciąż pięknie: założyłem słuchawki i puściłem składankę starych przebojów. Truchtając wzdłuż plaży do Sopotu mijałem uśmiechniętych ludzi, zakochane pary, rodziny z małymi dziećmi, a tłum na koncercie Robbiego Williamsa śpiewał Angels:

And through it all she offers me protection

A lot of love and affection

Whether I'm right or wrong

And down the waterfall

Wherever it may take me

I know that life won't break me

Nigdy nie zapomnę tej chwili.

W sopockiej żabce dokupiłem wodę, a na uzupełnienie kalorii sok z marchwi. Nie zdało się to na długo. Każde uderzenie w kostkę brukową jest nieprzyjemne, czy się truchta, czy idzie. W przeciwieństwie do wielu wcześniejszych biegów dbałem o nawodnienie. Nie czułem charakterystycznego pobolewania głowy.

Trzecie molo - w Brzeźnie - kończy ten etap trasy. Czas na ostatni fragment TriCity Ultra: powrót do centrum.



6. Stadion, Stocznia, Główne Miasto.

Niby większość czasu biegnę, ale nie udaje mi się ani razu zejść poniżej 7 minut na kilometr. Biegnę, żeby szybciej dotrzeć do końca. A potem przechodzę w chód, bo obojętnieję. Muzyka bardzo pomaga. Czasem dzięki muzyce całe to zmęczenie i ból znikają.

Jeden z ostatnich punktów: zdjęcie przy stadionie Energii, który okazuję się teraz stadionem Polsat Plus. Kciuk w górę nawiązuje do fotki sprzed 10 lat.


Na wysokości Stoczni kończą mi się kalorie. Czuję nadchodzące odcięcie. Dopijam kefir i raz dwa staję na nogi. Powinienem wykonać zdjęcie przy 3 krzyżach, ale już mi się nie chce. Stopy bolą od stąpania po kamiennych kocich łbach.

Czuję już koniec, odchodzi zmęczenie i ból. W mieście mnóstwo turystów. Przeciskam się bulwarem do Zielonej Bramy i ruszam w ostatnią prostą Drogą Królewską. Wreszcie meta TriCity Ultra przy Złotej Bramie.


Siadam na słupku. Nogi odpoczywają, jest wciąż przyjemnie ciepło. Czekam na Elę.