piątek, 29 lipca 2022

Droga (Maraton) Podtwórcy

 Leżałem wieczorem z komórką. Zastanawiałem się, dlaczego kilkanaście lat wcześniej wymyśliłem bez dłuższych rozważań nazwę bloga "Podtwórca". Miałem wtedy 27 lat, dwa lata wcześniej skończyłem studia, rzuciłem pracę i założyłem małe studio gamedev. Z wykształcenia programista, za to z bogatym doświadczeniem w rysowaniu komiksów i pisaniu powieści w czasach podstawówki (i adekwatną do tego wieku jakością wykonania), zabrałem się za produkcję gier i programów edukacyjnych. Bycie podtwórcą oznaczało dla mnie radosną, nieskrępowaną twórczość. Mogłem pisać i rysować jak chciałem, podkładać głosy postaciom, jednak świadomy ich niedostatku nie mogłem nazwać siebie prawdziwym twórcą. W latach 2005-2010 nie było jeszcze nasycenia rynku profesjonalistami, więc moje amatorskie dziełka znajdowały odbiorców.



Wychowałem się na polskich komiksach. Większość autorów uczyła się w boju, wczesne prace Papcia Chmiela czy Szarloty Pawel wyglądają jak prace dzieci. Ale mały dzieciak widział w nich coś innego: liczył się odlot do krainy wyobraźni, który zresztą pani Szarlota potraktowała literalnie (np. bohaterowie wchodzili do wanny, która stawała się batyskafem w jeziorze Loch Ness czy z windy przenosili się do samolotu).

Wpisałem zatem w googla "podtwórca" i zaskoczył mnie jeden z wyników: podtwórca jako tłumaczenie terminu sub-creator, stosowanego przez J.R.R. Tolkiena do określenia twórcy mitów i światów, jako wartości pochodnej od prawdziwego Dzieła Stwórcy. To mi się spodobało. Choć nadal rysuję jak dziecko i mam niedopracowany warsztat pisarski, od lat uwierało mnie zamknięcie w łatce niedorobionego twórcy. W wielu dziedzinach mógłbym osiągnąć mistrzostwo, jednak zawsze wolałem skierować te pozostałe 80% wysiłku potrzebne do nauki ostatnich 20% ćwiczeń na kolejne dyscypliny. 

Interesuje mnie wszystko, dlatego muszę tak organizować czas i koncentrację, żeby uczyć się maksymalnie efektywnie. Cena jaką płacę za to podejście, to zawsze bycie niedostatecznie profesjonalnym. Profit: szerokie spojrzenie, zbliżenie się do mistrzów, żeby pojąć ich zawód i wykorzystanie tej wiedzy w innych dyscyplinach. Jak w motto, które umieściłem odruchowo na twitterze: Podróże na krańce, by zrozumieć normę.

Definicja Tolkiena pasuje do tego co robiłem przez całe życie. Chciałem, by każdy z moich autorskich programów niósł wartość dla odbiorcy. Czy to nauka informatyki, czy gra przygodowa przemycająca wątki filozoficzne. Zamiast zatem traktować swój pseudonim jako skażenie wiecznym amatorstwem, zmieniłem sposób myślenia o nim i stałem się dumnym Podtwórcą: kopistą prawdy :)

Żeby poukładać sobie wszystko w głowie, postanowiłem pobiec na drugi dzień maraton. Jako główny cel obrałem klasztor Wigierski. I tenże maraton spisuję w punktach, jako dzieło życia mego:


I

2.5 km: Memento Mori



Dawno temu odrzuciłem iluzję spełnionego, konsumpcyjnego życia. Wiecznej pogoni za pieniędzmi i posiadaniem dóbr. Nie mogłem się na tym zresztą skupić, bo od dziecka obsesyjnie myślałem o śmierci. Pragnąłem prawdy i absolutu, a nade wszystko odpowiedzi co ze "mną" będzie, gdy umrę. A im więcej myślałem, im głębiej szukałem, tym mniej mnie było. W końcu umarłem za życia, bo nie znalazłem siebie w żadnej tkance ciała ani w żadnej koncepcji umysłowej.

Zostało tylko przeświadczenie, że nie można zmarnować żadnego dnia, żadnej chwili. Dawno temu wierzyłem, że za młodu należy ciężko pracować, by pożyć w spokoju na emeryturze. Teraz wiem, że spokoju trzeba nauczyć się tu i teraz, żeby życie nam nie uciekło. Spokoju nie ma na cmentarzu, tam już nie ma nas.


II

3 km: First Things First



Niedaleko cmentarza stoi stary wiejski kościół, w którym braliśmy ślub 17 lat wcześniej.


Niezależnie od planów twórczych czy zawodowych, od zawsze wiedziałem, że chcę mieć rodzinę. Przynajmniej dwójkę dzieci. Pracowałem dużo, bywało ciężko finansowo, ale instynktownie czułem, że nie mogę odwlekać rodzicielstwa. Dzisiaj jestem szczęśliwszy niż w wieku 20-30 lat. Wtedy miałem w sobie dużo niepokoju, obsesyjnego rozważania czy jakaś część duszy przetrwa po śmierci lub martwienia się przyszłością. Najpiękniejsze wspomnienia jakie pozostały to narzeczeństwo, zabawy z córkami. Stworzenie nowego życia jest wielkim dziełem.

 

III

7 km: Las



Zaczynasz samodzielne życie, obierasz cele i nagle okazuje się, że jesteś w lesie. Ciężko cokolwiek dojrzeć przez drzewa. Po latach doceniam ich piękno, dawniej wypatrywałem gór.


IV

8 km: Znak


Las trzeba pokonać. Wytrwale przeć do przodu (no dobra, miałem tu tylko 1 km, ale skąd mogłem wiedzieć, że jest taki krótki :) . Wreszcie pojawia się Znak - pierwsze nie-drzewo, choć z drewna.


V

9 km: Szczyt

Rozpoznajesz pierwszy szczyt.



Podziwiasz widoki.

I dochodzi do ciebie, że nie tak miało być. Euforia na szczycie jest chwilowa. Dostrzegasz, że musiałeś wiele poświęcić, żeby się tu znaleźć. W dodatku pada coraz mocniej.




VI

12 km: Uważność


Masz dopiero czwartą część maratonu za sobą. Jeśli będziesz myśleć tylko o kolejnych szczytach, ominą cię wydarzenia z drogi. Jeśli nie skupisz się na doświadczaniu drogi, finał nie będzie miał żadnego znaczenia. Będzie tylko nudną statystyką.



VII

21.5 km: Cel


Osiągasz pierwotny Cel maratonu. W wyobraźni popijałeś kawę w jego majestatycznym blasku. Na miejscu okazuje się, że odczuwasz tylko zmęczenie i irytację na ulewę.


VIII

25 km: Mgła


Na horyzoncie nic już nie widać. Las, drzewa, góra, klasztor - wszystko zlewa się w szarą masę. Kolejne kilometry wyglądają tak samo, a cele ograniczają do ukrywania telefonu przed zalaniem.


IX

29 km: Odpoczynek



Wreszcie znajdujesz sklep GSowski na tym pustkowiu Smauga. Dach daje schronienie, można zdobyć trochę kalorii. Przygotowujesz się na ciężką ostatnią dychę, wiesz że już nic cię nie złamie.


X

30 km: Widzenie


I właśnie wtedy, gdy nastawiłeś się na maratońską ścianę po 30-stym kilometrze, przychodzi zaskoczenie. Cukier uderza do krwi, zza chmur przebija słońce, droga zaczyna świecić, iglasty las pachnie grzybami. Wiesz, że jesteś właśnie w tym miejscu, w którym od początku miałeś być.


XI

30-41 km: Droga




Droga jest czystą przyjemnością. Gdzie nie spojrzysz, dostrzegasz piękno i porządek. Nie myślisz o finiszu. Jesteś sam w bezkresie Wszechświata, ale nie czujesz samotności. Jesteś częścią Całości. Ze słuchawek płynie muzyka, która wyryje się w pamięci, byś mógł wracać do tych momentów.


XII

42 km: Finał


Docierasz do kresu Drogi. Dostrzegasz, że piękno było już na pierwszym zakręcie. 

Wszystko było dobre; takie jakie miało być - także deszcz, zmęczenie i ból. 



Muzyka: Tiamat - Carry Your Cross and I'll Carry Mine










7 komentarzy:

  1. Ten wpis czyta się jak rock operę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny wpis. Jesteś KREATOREM.

    OdpowiedzUsuń
  3. Łał, Dedi, ale z Ciebie filozof! Czy na te maratony bierzesz ze sobą coś do obrony? Czytałeś zapewne jak w woj. lubelskim dwa psy zagryzły rowerzystę, a potem znaleziono jeszcze jednego zagryzionego przy koszeniu zboża. Ja rowerzystę zagryzły to równie dobrze mogłyby to zrobić z biegaczem - straszna śmierć! Chociaż jak się trochę zastanowić, to hm... naturalna. W dawnych czasach naszych przodków zagryzały wilki, niedźwiedzie, tygrysy szablozębne... Tak działa natura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, temat wbrew pozorom jest poważny. Na razie starań się mieć pod ręką jakiś badyl na niebezpiecznych terenach, ale od 10 lat przymierzam się do kupna gazu na psy.

      Usuń
  4. Witaj . Czy na Att nie tworzy się właśnie Rgr? Proszę spojrzeć fachowym okiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wpis pełen pozytywnych wartości i odpowiedniego podejścia do życia
    a to jest bardzo prawdziwe :
    "Teraz wiem, że spokoju trzeba nauczyć się tu i teraz, żeby życie nam nie uciekło. Spokoju nie ma na cmentarzu, tam już nie ma nas "
    Większość ludzi tego nie rozumie żyją szybko a materializm zdominował ich życie , biegną jak chomik w obrotowym kole bo ktoś
    im powiedział że to jest normalne i przyjmują to za pewnik .Praca , dom , sen wszystko w biegu większość nie ma czasu na głębszą refleksję na tym co nas otacza . Od paru lat na świecie pojawiają się pomysły skrócenia czasu pracy do 7 godzin lub 4 dni w tygodniu , myślę że to może być początek zmiany schematu myślenia o pracy . Kiedyś 8 godziny dzień pracy też wydawał się nierealny .W dzisiejszym świecie liczą się technologie i wydajność pracy a nie to ile czasu spędzamy w pracy .
    Tomek

    OdpowiedzUsuń
  6. "W I połowie 2022 r. na Głównym Rynku akcji GPW największy udział w obrocie mieli inwestorzy zagraniczni. Wyniósł on 63 proc., o 8 pp. więcej w porównaniu z poprzednim rokiem. Był to najwyższy udział w pierwszym półroczu w ciągu ostatnich 10 lat" - podała warszawska Giełda Papierów Wartościowych w piątkowym komunikacie.
    Z danych GPW wynika, że krajowi inwestorzy indywidualni wygenerowali 18 proc. obrotów, co stanowiło spadek o 6 pp. w stosunku do poprzedniego roku. Krajowi inwestorzy instytucjonalni wygenerowali 19 proc. obrotów, o 2 pp. mniej niż w I połowie 2021 r. W I półroczu 2022 r. wśród krajowych instytucji na pierwszym miejscu, z takim samym udziałem na poziomie 27,5 proc., znaleźli się animatorzy oraz inne podmioty instytucjonalne, na trzecim miejscu uplasowały się firmy (17,5 proc.).
    "Na rynku NewConnect największą rolę odgrywają krajowi inwestorzy indywidualni. W pierwszej połowie tego roku odpowiadali za 83 proc. obrotów, co stanowi spadek o 5 pp. rdr. Inwestorzy zagraniczni w tym samym czasie wygenerowali 6 proc. obrotów, tyle samo co przed rokiem. Instytucje odpowiadały za 11 proc. obrotów, o 5 pp. więcej niż w tym okresie przed rokiem. Wśród inwestorów instytucjonalnych handlujących na NewConnect w pierwszym półroczu tego roku firmy osiągnęły 39,7 proc. udziału w obrocie. Animatorzy wygenerowali 27,9 proc., a inne podmioty instytucjonalne - 27,5 proc." - podano w komunikacie.

    Chyba nie ma wątpliwości że kasę wyciągają od leszczy grubasy a leszcze rządzą na NC ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Ze względu na ataki spamerskie musiałem wprowadzić moderację, ale postaram się przeczytać go i odpisać jak najszybciej.

Pozdrawiam,
podtworca

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails