czwartek, 22 października 2026

Maraton Wiłkokuk

 Po pamiętnym maratonie Wiłkopedzie w kwietniu 2025 roku kierunek na urlopowy maraton 2026 mógł być tylko jeden: osada Wiłkokuk położona na przeciwległym krańcu Sejneńszczyzny. Suwalszczyzna to rodzinne strony mojej żony, moje korzenie są pomorskie. Ponad 20 lat urlopów w tej krainie. Przebiegłem i przejechałem rowerem niezliczone trasy, i nigdy mi się nie nudzi. Kocham tę krainę, ludzi, krajobrazy.

Zeszłoroczną relację zacząłem od opisu psychologicznych przemian i mitycznych czakr. W maju 2026 przekroczyłem bramę. Nie miejsce tutaj na pisanie o tym. Za świeże to wszystko, nie wiem jak ugryźć, żeby przystępnie opisać procesy. Zaraportuję tylko suche fakty: po gardle przyszedł czas na czoło, tzw. tzecie oko. Długo odkrywałem i uczyłem się rozluźniać napięcia. Aż pewnego majowego dnia wszystko razem puściło i po całym rdzeniu kręgowym zaczęły płynąć w górę i w dół, po rdzeniu kręgowym od kości ogonowej do tyłu czaszki ekstatyczne doznania, które rozlewały się na całe ciało. Nauczyłem się aktywować czakry i wchodzić w głębokie medytacje. Opiszę to kiedyś, jak będę gotowy i doedukowany. To jest ważny temat, może najważniejszy w naszym życiu. Droga jest kręta, zajmuje lata, ale nie jest losowa. Dlatego nie można zgadywać, wprowadzać w błąd, bo konsekwencje zabłądzenia mogą być niebezpieczne.

W lipcu pojechaliśmy wreszcie na wakacje do Krasnopola. To były pierwsze wakacje podczas których przepełniał mnie głównie spokój i akceptacja. Nie wszystkie stare troski odeszły. Całe życie towarzyszy mi niewypowiedziana nostalgia za każdą piękną chwilą, która odeszła. Próbuję łapać je i zatrzymać na zawsze. Może dlatego piszę? Chodzę po starych ścieżkach, słucham muzykę, wracają wspomnienia i aktywuje się ta tęsknota. A może żal, że wszystko w końcu odchodzi. Po doświadczeniu pełni znacznie łatwiej mi doświadczać tego stanu. Odczuwam radość z przywołanych wspomnień, a żal za odchodzeniem zastępuje wdzięczność.


W takim nastroju spędzałem urlop. Przepełniony wdzięcznością i wreszcie w pełni doceniający mijające chwile. Na nic nie czekałem, niczego nie pragnąłem, rozkoszowałem się byciem.


Bieg

Ćwiczenia duchowe odbiegają od klasycznych treningów ciała, dlatego nie miałem najlepszej formy. Głównie chodziłem plus doszły ćwiczenia oddechowe bardzo ważne w praktyce Kriya Yogi. Ale to nie miało znaczenia dla maratonu. To mój rytuał, wycieczka w teren i w głąb siebie.

Przygotowania - rutyna. Butelka 0.5l wody, wafelek Princessa w czekoladzie, 5 zł moneta w przepasce, z którą biegam jakąś dekadę i sandały, w których rok wcześniej biegłem Monte Coltignone. Na śniadanie jajecznica, kawa i razowiec. Trasa prosto do celu i z powrotem, żadnych kółek.


Początek ciężki. Notuję w pamięci, żeby odpuścić jajecznicę na rzecz jajek gotowanych. Zawsze mi po niej ciężko, już od pamiętnej wyprawy na Łemkowynę w 2015, kiedy Tomek usmażył śniadanie dla całej drużyny. Jajecznica sprawdza się na chłodzie w górach, ale latem wystarczą gotowane. Lżej się trawią podczas biegu i też trzymają przez 20 km.

Próbuję słuchać kilka podcastów, ale nic nie wchodzi. Ściągam słuchawki. Wolę na razie po prostu chłonąć. Uwielbiam wiosenną zieleń. Pod koniec lipca nie ma po niej śladu, dużo żółkniejących suchych traw. Za to ile polnych kwiatów!


Niebo lekko zachmurzone, choć cieplej niż się spodziewałem. Obym znowu się nie odwodnił.. 

6-sty km, plaża w Sumowie.


Wracają wspomnienia sprzed kilkunastu lat. Przecież to było tak niedawno. Przyjeżdżaliśmy tu z małymi dziećmi. Świat był dla nich przygodą, byliśmy dla nich najważniejsi.


Czy byliśmy wtedy szczęśliwsi? Ja nie. Miałem dużo stresów, ambicji, oczekiwań. Dzieci dawały odskocznię od matrixa. Wtedy myślałem, że wchodząc w ich świat ukrywam przed nimi rzeczywistość. Życie je doświadczy, niech się bawią, nigdy później nie będą już tak w pełni żyć. Ale to one były bliżej rzeczywistości niż ja, próbujący zbudować swoje miejsce w siatce ludzkich zależności.

Mijam Daniłowce, Białowierśnie. Częściej z górki, po asfalcie. Zadbane gospodarstwa, zagajniki, jezioro. Zdarzy się jeszcze stara chatka.


Do Gib biegnę na pamięć. Biegłem tu do sauny, w trasie na Kukle, czasem przyjeżdżam rowerem. Tym razem wybieram skrót między polami i przed wbiegnięciem na asfalt wpadam sandałem w błoto. Taka odmiana.


Skręcam na Wiłkokuk. Liczyłem na szuter wśród drzew, tymczasem niedawno położono asfalt. Gorzej dla stóp. Zaskakująco sporo samochodów mnie mija. Tzn. w ogóle ktoś mnie co jakiś czas mija. Zakładałem, że biegnę na koniec świata, a tu nawet kurier InPostu śmignął furgonetką. Po 3 km asfalt zakręca na Zelwę a ja szutrem docieram do znaku:


Wiłkokuk prawie zdobyty! Jeszcze tylko przebiec między dwoma jeziorami na drugą stronę.


Mijam może 5 domów i koniec. Półmaraton zrobiony, można wciągnąć węgle z wafla. Zawracam.

Zaczyna kropić. Przy wyjeździe z Wiłkokuka zatrzymuje się kurier z InPostu:

- Może podwieźć?

- Dziękuję, ale biegnę maraton. Miłego dnia!

I dosłownie kiedy kurier podnosi okno, zrywa się ulewa. Taka, że poboczem płynie strumyk. To mi rozwiązuje problem kończącej się wody, mokre ubranie zapewni chłodzenie. Gorzej ze stopami, które poobcierały się w mokrych skarpetkach jak pędziłem z powrotem do Gib.


Każdy urlop ma swoją listę przebojów, utwory które namiętnie słucham podczas spacerów i kojarzą mi się później z tym okresem. Na maratonie padło na jedyną płytę Trees of Eternity: Hour of the Nightingale. Wokalistka zmarła na raka krótko po nagraniach, a płyta wyszła już po jej śmierci. Śpiewała subtelnym, eterycznym głosem. Pojedyncze utwory słuchałem od lat, ale dopiero w te wakacje całą płytę. Kiedy za Gibami skończyło padać, włożyłem słuchawki i na godzinę wszedłem w trans.

Dotarłem znowu do Sumowa. Tym razem miałem już chęć na podcast. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W ramach eksperymentu wyłączam moderację komentarzy.

Zasady komentowania:
- żadnego spamu i reklam (także linków do serwisów w nazwie użytkownika),
- komentarze obraźliwe będą usuwane,
- proszę o zachowanie kultury i brak kłótni; różnice zdań należy wyrażać poprzez dyskusję wspartą argumentami.

Podtwórca