wtorek, 14 lipca 2015

Droga jest celem cz. 6

JEŻELI czuję, że opanowuje mnie emocja, której nie akceptuję, TO przestaję się z nią identyfikować i obserwuję co się dzieje we mnie. Dziwna instrukcja; nie tak oczywista jak poprzednie. Gdyby nie rozmowa z Zenkiem, Marcin uznałby, że jest pozbawiona sensu. Większą część nocy próbuje przypomnieć sobie i zapisać w notesie słowa duszka. Na razie nie wszystko jest jasne, niektóre koncepcje wydają się naciągane, ale Marcin ufa w mądrość nietypowego przyjaciela. W końcu, gdy robi się widno, usypia twardym snem.

Kolejny dzień upływa zwyczajnie. Czy to na skutek rozmowy z Zenkiem, czy z powodu wielu obowiązków, lęki egzystencjalne się nie zjawiają. Nie słychać również Zenka, choć Marcin wiele razy nasłuchuje. Wieczorem po pracy i spóźnionym obiedzie Marcin trenuje, bierze kąpiel i ogląda film. Nie zapomina o uprzątnięciu przynajmniej jednej rzeczy w mieszkaniu. Patrząc z boku można by uznać, że mieszkanie jest schludne, ale Marcin wyrobił zwyczaj porządkowania i polubił go. Ostatnio przegląda książki i czasopisma. Kiedyś były dla niego ważne. Uważał za coś oczywistego, że leżą na półkach, wszak łączy się z nimi tyle miłych wspomnień. Uświadamia sobie jednak, że nie ma czasu, ani ochoty czytać ich ponownie. Część zostawia, część rozdaje znajomym, a czasopisma o grach komputerowych, które tak uwielbiał blisko dwadzieścia lat temu, przegląda przeżywając jeszcze raz piękne chwile z dzieciństwa i odkłada na makulaturę.

Każdego dnia znajduje niepotrzebną książkę, czasopismo, ubranie, pamiątkę z wakacji, część od starego roweru czy komputera. Odkrywa, że pozbywanie się przedmiotów, pragnień, sentymentalnych wspomnień ściąga z niego jakiś nienazwany ciężar. “Nie jesteś myślami, uczuciami, historią życia” - słowa Zenka stają się coraz bardziej zrozumiałe. Przychodzi mu na myśl, że odkąd utrzymuje porządek, polubił przebywać w swoim mieszkaniu. Kiedy było zagracone czuł się w nim obco. Przemykał między kuchnią, łazienką i komputerem, nieustannie pogrążony w myślach i uciekający w pracę. Czy zwyczajne porządkowanie, czasem po jednym przedmiocie dziennie, mogło przynieść taką zmianę na lepsze?

W połowie tygodnia Marcina pochłania praca. Oprócz prowadzenia swojego projektu musi do piątku wspomóc grupę z sąsiedniego pokoju. Połowę czasu zajmuje mu odpisywanie na maile i czytanie dokumentacji. Pod koniec dnia jest zmęczony i zdemotywowany - odnosi wrażenie, że przez cały dzień nie pchnął nic do przodu. Zaczyna się martwić, że przez te zmiany nie skończy na czas własnego projektu. Po powrocie do domu sprząta tylko po jednej rzeczy w pokoju i kuchni (wcześniej prawie zawsze układał więcej, bo instrukcja mówi o przynajmniej jednej rzeczy) i włącza komputer, żeby jeszcze popracować. Jednak zamiast pracować nad projektem przeskakuje bezrefleksyjnie między blogami, portalami i teledyskami na youtube.
“Znowu nic nie zrobiłem, nawet nie chce mi się odpalić kompilatora. Może powinienem zmienić pracę?” myśli.

“Zmiana pracy nic nie zmieni,” słyszy w głowie znajomy głos, “wystarczy poznać kilka faktów, zaakceptować je i dni takie jak dzisiejszy upłyną radośnie.”
“Stary, dobry Zenek. Przywracasz mi humor szybciej niż piwo. Co zrobiłem nie tak, że jest mi źle? Ach, zapomniałem, powinienem był się przecież skupić na świadomym przeżyciu tego zmartwienia.”
“Więc się skup i mów co się dzieje w ciele.”
“OK, nasłuchuję… Dziwne uczucie - w górnej części brzucha czuję jakby pęcznienie. I takie ciepło. Podobny napór w klatce piersiowej i lekki na czubku głowy. Powoli ustępują, zostało trochę wibracji w brzuchu. Znowu czuję się lekko.”
“A niepokoje?”
“Rozwiały się. Nie martwię się niczym.”
“W czym był problem?”
“Zapomniałem o instrukcji. Pojawiły się lęki i niepokoje, a ja zamiast je przeżyć, pozwolić odejść i rajonalnie pomyśleć nad dalszym działaniem, dałem się porwać stresowi.”
“He, he, mądrze odpowiedziałeś, ale tym razem pytam o prozaiczny powód zmartwienia.”
“Zmartwił się pracownik, programista. Miał dziś zaplanowaną ważną pracę nad swoim projektem, ale został ukochany pomaganiem jakimś nowicjuszom, którzy nie potrafią kodować w C++. Poszłoby mi szybko, ale nie mogłem się skupić, bo ciągle o coś pytali, nie potrafili nawet dokładnie opisać nad czym pracują, więc sam musiałem się wgryźć w temat. Jednocześnie czytałem dokumentację, odpisywałem na maile i próbowałem namierzyć ich błędy w kodzie. Zrobiłem może jedną trzecią tego co planowałem, ale kiedy przyjdzie mój deadline, góry nie będzie obchodzić, że oddelegowali mnie do innego projektu.”

“Zen to robienie jednej rzeczy w jednym momencie. Umysł człowieka nie jest stworzony do wielozadaniowości. Kiedy jednocześnie próbujesz skupić się nad kodem i nadchodzi mail lub ktoś przerywa ci pracę pytaniem, twoja pamięć krótkotrwała szybko się opróżnia. Wystarczy odciągnąć uwagę od zadania przez kilkanaście sekund, żebyś utracił informacje, które umysł wyciąga z pamięci długotrwałej przez 15 minut koncentracji. Nic dziwnego, że pracujesz mniej wydajnie i jesteś zestresowany. Kilka takich przerywników może zdezorganizować cały dzień pracy. Masz też przeświadczenie, że na wszystko brakuje ci czasu, ponieważ nie udaje ci się wejść w stan koncentracji. Pracowałeś ciężko cały dzień, a umysł wynagradza cię wyrzutami sumienia i przekonaniem, że nic nie zrobiłeś.”
“Do licha, bardzo często czuję się dokładnie tak jak opisałeś! Ale z tego co mówisz wynika, że instrukcja o nie identyfikowaniu się z emocją niewiele by tu wskurała, bo nie wiedziałem o tym, że nie można robić kilku rzeczy na raz. Zawsze myślałem, że potrafię ogarnąć kilka spraw jednocześnie.”
“W tym wypadku miałeś nikłe szanse, że dzięki samoświadomości poznasz, jak działają mechanizmy pamięci krótko i długotrwałej. Zazwyczaj jednak nie potrzebujesz wiedzieć jaka teoria stoi za pożądanym zachowaniem. Gdybyś rozpoznał stan niepokoju i wygasił go, odłożyłbyś maile do czasu zakończenia ważniejszego zadania, a kolegom powiedziałbyś, że wysłuchasz ich później. Czułbyś, że to skuteczniejsze rozwiązanie, niż zajmowanie się wszystkim naraz.”
“Rozumiem. Coś jak: jeśli chcę mieć siłę, to podnoszę ciężary, ale nie muszę wiedzieć jakie procesy zachodzą wtedy w mięśniach.”
“Dobre porównanie.”
“OK - metoda zadziałała błyskawicznie, uspokoiłem się. Co teraz?”
“Teraz znikam - pa!” powiedział Zenek i znikł; to znaczy głowa przestała odbierać przekaz od duszka.

“Wzioł i zniknoł. Głupie pytanie - co teraz? Teraz trzeba pomyśleć. Mam system: kartkę z instrukcjami, w tym technikę radzenia sobie z emocjami i wiem, że powinienem koncentrować się na jednym zadaniu, zamiast ogarniać kilka tematów jednocześnie.”
“Zapomniałem dodać - kiedy intensywnie myślisz i wchodzisz w stan koncentracji, najlepiej przepracuj co najmniej 40-60 minut. Jeśli nic cię nie rozprasza i odczuwasz przyjemność z pracy, pozostawaj w tym stanie dłużej, nawet do kilku godzin. Natomiast minimalny czas, jaki potrzebujesz, żeby napełnić pamięć krótkotrwałą, wejść w stan koncentracji, wykonać efektywnie pracę i poczuć satysfakcję z wykonanego zadania, to około 15-20 minut. Teraz już naprawdę znikam, paaaaa!” krzyknął gdzieś z najgłębszych zamarków głowy Zenek i tym razem naprawdę zniknął.
“Spisać wszystko, zanim zapomnę. Z tą koncentracją coś kojarzę, kiedyś czytałem o stanie “flow”: jeśli zadanie nie jest zbyt banalne, ani zbyt trudne i sprawia przyjemność, to człowiek nie liczy czasu i zatapia się w pracy. Ale nie wiedziałem, że niemożność wprowadzenia się w stan koncentracji może skutkować wyrzutami sumienia z powodu zmarnowanego dnia. Muszę to uwzględnić w instrukcji.

Załóżmy, że pracuję jak dotychczas i pozwalam innym na przerywanie moich zadań, a jeśli na koniec dnia mam wyrzuty sumienia, to pozbywam się ich metodą obserwacji emocji. W takim wypadku nie muszę pisać nowej instrukcji. Pozornie skuteczne rozwiązanie, ale sam Zenek powiedział, że gdybym już w pracy wygasił stan niepokoju, to odsunąłbym rozpraszające kontakty, wykonał pracę w skupieniu i potem zajął się odpowiadaniem na pytania i prośby. Nie dość, że praca sprawiałaby satysfakcję, to byłbym efektywniejszy i pod koniec dnia czuł, że solidnie wykonałem robotę. Ta metoda bardziej mi odpowiada. Jak napisać do tego instrukcję... Może: “JEŻELI ktoś lub coś przerywa mi pracę i nie muszę zająć się tym natychmiast, TO odnotowuję na kartce, żeby zająć się tym po wykonaniu aktualnego zadania i jak najszybciej wracam do pracy.” Nie brzmi zbyt literacko, ale instrukcja ma być jednoznaczna, a nie elegancka.”

Marcin przegląda aktualny spis instrukcji w zeszycie:
JEŻELI wchodzę do kuchni, TO zmywam lub odkładam z suszarki co najmniej jedno naczynie lub ścieram blat.
KAŻDEGO DNIA porządkuję przynajmniej jedną rzecz w kuchni, np. szukam przeterminowaną żywność, niepotrzebne przedmioty, ścieram kurz z szafki/lodówki itp.
KAŻDEGO DNIA porządkuję przynajmniej jedną rzecz w pokoju.
KAŻDEGO DNIA porządkuję przynajmniej jedną rzecz w salonie.
KAŻDEGO ROBOCZEGO DNIA piszę co najmniej jedno zdanie dokumentacji.
KAŻDEGO ROBOCZEGO DNIA piszę co najmniej jedno zdanie regulaminu lub strony www o zawodach rowerowych.
JEŻELI czuję, że opanowuje mnie emocja, której nie akceptuję, TO przestaję się z nią identyfikować i obserwuję, co się dzieje we mnie.
JEŻELI ktoś lub coś przerywa mi pracę i nie muszę zająć się tym natychmiast, TO odnotowuję na kartce, żeby zająć się tym po wykonaniu aktualnego zadania i jak najszybciej wracam do pracy.

Niektóre instrukcje zostały wykreślone, na przykład:
JEŻELI siadam przy biurku, TO porządkuję przynajmniej jedną rzecz - biurko jest już uporządkowane i nie zanosi się na powrót bałaganu (cóż za sukces!).
JEŻELI sprawdzam pocztę, TO archiwizuję co najmniej jeden mail - również ta instrukcja spełniła swoje zadanie, skrzynka pocztowa jest skatalogowana i na bieżąco porządkowana.

Ile nowych instrukcji dopisze jeszcze Marcin? Ile nowych nawyków wypracuje? Wprowadzenie w życie zaledwie kilku instrukcji diametralnie zmieniło jego życie. Do czego będzie zdolny, gdy wdroży nawyki uwalniające motywację, kreatywność, twórczość? A może wraz z wiekiem skieruje się ku kontemplacji życia? W końcu według Zenka by odnaleźć sens i szczęście nie trzeba zdobywać kobiety, bogactw czy uznania, tylko nauczyć się jak być szczęśliwym. To szczęście przychodzi małymi krokami wraz z harmonią, jaką wprowadza wokół siebie: uporządkowane otoczenie, odwiązywanie się od przeszłości, świadome przeżywanie lęków o przyszłość, by rozpłynęły się, zamiast angażować energię w rozwiązywanie wydumanych problemów.

Marcin decyduje, że zaległości z pracy odrobi następnego dnia, stosując najnowszą instrukcję. Z lekkim sercem wychodzi na rower, a po powrocie wyszukuje w sieci informacje powiązane z terminami, którymi operuje Zenek. Jego uwagę przyciąga artykuł o iluzji czasu. “Czas”, pisze autor, “istnieje tylko w naszych umysłach. To co się wydarzyło pozostaje wspomnieniem, to co się wydarzy jest przypuszczeniem, projekcją lub fantazją, zatem i przeszłość i przyszłość istnieją wyłącznie w naszych umysłach. Prawdziwe jest tylko wieczne teraz. Zawsze trwa chwila obecna. Kto potrafi żyć tu i teraz, ten żyje naprawdę. Kto zaś spędza czas na rozpamiętywaniu minionych momentów bądź nieustannych obawach co los przyniesie, nie żyje naprawdę, lecz śpi. Uważa siebie bowiem za myśli, które istnieją w ramach innych konstrukcji myślowych. Przebudzenie to doświadczanie chwili obecnej, która jest rzeczywistością. Wyzwolenie się z więzów fałszywej tożsamości zbudowanej na wspomnieniach, pragnieniach i osądach.”

Kiedyś, nim poznał Zenka, Marcin uznałby powyższy tekst za bełkot nawiedzonego kaznodziei. Teraz treść jest zrozumiała, wręcz oczywista. “Słowa nie są prawdą, są drogowskazem do prawdy. Nie stwarzaj w głowie kolejnego raju, który pragniesz osiągnąć. Ujrzyj to co jest: świat, rzeczywistość, zespól się z ja jestem i celebruj moment. Teraźniejszości nie opisujesz jak przeszłych zdarzeń czy planów na przyszłość. W teraźniejszości jesteś. Kontemplując ten moment, zatapiając się w istnieniu obcujesz z Bogiem. Nie potrzebujesz studiować żadnych ksiąg, ani tym bardziej praktykować skomplikowanych rytuałów. Wszystko czego potrzebujesz, żeby żyć naprawdę zawsze posiadałeś; odwrotnie: nie istnieje nic innego ponad to co masz, to kim jesteś, co przybliży ciebie do pełni jestestwa.”

Czytając ten fragment Marcin doświadcza lekkości. Wstaje, podchodzi do okna i patrzy na drzewa. Głosy w głowie, które zawsze brał za siebie, przez chwilę tracą władczą moc i są tym, czym są: błąkającymi się myślami. Rozpiera go radość na widok gałęzi kołysanych przez wiatr, szumiących liści, cieni tańczących w świetle ulicznych lamp. “Może skoczę po aparat i cyknę fotę na bloga. Będzie jakaś odmiana od opisów kolejnych rajdów i testów sprzętu. Chociaż… kogo zainteresuje niesamowity widok za oknem? Kurczę, późno już. Obejrzę serial i idę spać. Albo poczytam?” Nie spostrzega gdy znów daje się ponieść fantazjom...

czwartek, 9 lipca 2015

Zaczęło się?

Zamieszczony po raz pierwszy 2 lata temu wykres S&P500 z naniesionymi hossami po krachu wyglądał tak:


Aktualnie wykres prezentuje się tak:


Za szczyt przyjąłem maj bieżącego roku. Gdyby był to punkt przełomowy, w najbardziej optymistycznym przypadku (analogia do 1994 roku), spadki osiągnęłyby poziom zaledwie 2000 pkt i trwały ok. roku. W najbardziej negatywnym (2007-2009) dołek wypada na 900 pkt za prawie półtora roku. Co ciekawe analogia do bessy 1980-1982, gdy S&P500 wybił wreszcie szczyt po kilkunastoletniej bessie strukturalnej, wskazuje na zejście do poziomu ok. 1580 pkt, czyli w okolice szczytów z 2000 i 2007 roku. Byłby to wręcz książkowy przykład: wybicie na nowe szczyty, test trendu i ..

poniedziałek, 6 lipca 2015

Droga jest celem cz. 5

Marcin potrzebuje czasu, by poukładać informacje.
“Podsumujmy, co usłyszałem od ciebie. Najpierw potwierdziłeś, że właściwie jestem maszyną. To co brałem za myśli i uczucia jako atrybuty “mnie”, to reakcje zgodne z prawami świata. Naukowcy znajdują ich przyczyny i budują modele, dzięki którym mogą przewidywać jak zachowują się organizmy. Powiedziałeś, że tak naprawdę mnie nie ma. To też mogę zaakceptować. Pomyślałem, że człowiek jest jak komputer: ciało to hardware, umysł to oprogramowanie, a dusza to prąd. Całość postrzegamy jako spójny obiekt, ale przecież komputer ma wymienne podzespoły, prąd nie należy do niego, choć go “ożywia”, oprogramowanie znika z pamięci operacyjnej po odłączeniu prądu. Materia, która przybrała pewną formę, funkcje logiczne, które realizowane są za pomocą układów elektronicznych dzięki energii dostarczonej przez prąd. Nazwa “komputer” jest tylko umowna: jeśli zmienię formę materii, na przykład usuwając część podzespołów lub wymienię oprogramowanie, to czy nadal będzie to “ten” komputer? A jeśli usunę procesor i pamięć RAM jedni powiedzą, że to już nie komputer, a inni że nim nadal jest. Ale wciąż nie rozumiem, dlaczego nie mogę uważać siebie za maszynę?”
“Gdyż tworzysz wtedy kolejny koncept siebie, a już ustaliliśmy, że to tylko umowny model. To co możesz powiedzieć o sobie, to “ja jestem”. Nie możesz też dokładnie określić gdzie jesteś - czy jesteś całym ciałem, czy tylko tymi organami, które podtrzymują przetrwanie i świadome myślenie? Na każdą komórkę twojego ciała przypada 10 mikroorganizmów. Nie mógłbyś bez nich żyć, ale czy są częścią ciebie, czy odrębnymi bytami?”
“No dobrze - z jednej strony twierdzisz, że mnie nie ma, a z drugiej mówisz, że jedyne prawdziwe zdanie to “ja jestem”. Przeczysz sam sobie.”
“Nie istniejesz jako obiektywny, oddzielny, niezależny od świata byt. Jesteś częścią rzeczywistości. Tak jak nie istnieje oddzielona od oceanu fala, Marcin-człowiek jest tylko użytecznym konceptem. A “ja jestem”? Ludzie stworzyli różne słowa opisujące stany, w których doświadczają istnienia: jaźń, prawdziwe JA, świadomość, jedność, źródło. Kiedy pogodzisz się z utratą wirtualnego “ja”, tego zbioru definicji, zasad i uwarunkowań z którymi się utożsamiłeś, i zwrócisz się ku jaźni, doświadczysz tego co święci, którzy przestali szukać sensu w konceptach.”
“Wtedy odrzucę dobra doczesne i zacznę wąchać kwiatki”, zauważa z uśmiechem Marcin.
“Albo wyruszysz rowerem dookoła świata i zbudujesz informatyczne imperium. Zrobisz co uznasz za stosowne.”
“He, he, czy godzi się świętemu trwonić czas na mamonę, zamiast modłów?”
“Świętemu godzi się to, co się godzi. Podejmuje świadomie decyzje i akceptuje ich konsekwencje. Nie działa dla poklasku, bogactwa ani innych pragnień. Nie kierują nim lęki, bo wie, że pojawiające się wtedy myśli są tylko nabytymi w ciągu życia schematami postępowania.”
“Sam tworzy sobie zasady? To niebezpieczne.”
“Przeciwnie. Kieruje się zasadami, według których działa świat. Ponieważ cały czas praktykuje świadome życie zgodne z rzeczywistością, potrafi rozpoznać to co prawdziwe.”

“Czyli mam odrzucić koncepcję maszyny i szukać stanu “ja jestem”?”
“Nie masz odrzucać koncepcji, tylko mieć świadomość, że jest ona koncepcją. Stanu “jestem” też nie musisz szukać, bo przebywasz w nim cały czas. Potrzebujesz trochę czasu i ćwiczeń, żeby to sobie poukładać. Na koniec dzisiejszego spotkania przekażę ci kilka wskazówek i technik, jak praktykować świadome życie. Przy następnym spotkaniu opowiesz mi czy coś się zmieniło w twoim życiu.”
“Zaczekaj, wezmę notes.” Marcin sięga po długopis i zeszyt, w którym wcześniej zapisywał instrukcje. Zenek odczekuje chwilę i zaczyna:
“Zacząłem wywód od analizy emocji. Przypomnijmy: w twoim ciele pojawiają się różne stany, którym nadałeś etykiety. Tak jak w przykładzie ze zrozumieniem, wydaje nam się, że znamy racjonalną przyczynę pojawiania się tych stanów, ale to złudzenie kontroli. Mówisz: stresuję się pracą, a nie jesteś świadom, że przez cały dzień jesteś lekko poirytowany, gdyż organizm regeneruje się po wczorajszych zawodach rowerowych. Ciężki wysiłek spowodował reakcje stresowe, a te przyciągnęły myśli, które wcześniej pojawiały się, gdy byłeś zestresowany. Wydaje ci się, że się martwisz, ale gdybyś skupił się na obserwacji swojego ciała, odkryłbyś, że zmęczenie utrzymuje się tego dnia cały czas. Innym razem jest odwrotnie: samopoczucie jest neutralne, gdy nagle przypominasz sobie, że zapomniałeś wysłać ważny e-mail w pracy. Tym razem myślenie o konsekwencjach powoduje pojawienie się nieprzyjemnego stanu, któremu ludzie nadali etykietę “stres”.

W obu tych przypadkach mamy do czynienia z powiązaniem nieprzyjemnego stanu i myśli, ale ludzie wierzą, że stresują ich te myśli. Tymczasem zarówno stres jak i myśli pojawiają się w organiźmie niezależnie od woli. Dlatego zamiast mówić “jestem zestresowany”, powinieneś raczej powiedzieć “stres jest we mnie”. Zamiast mówić “rozmyślam”, powinieneś użyć zwrotu “myśli płyną we mnie”. Świadoma obserwacja uczuć i myśli, które się pojawiają, jest pierwszym krokiem do uwolnienia się od odgrywania uwarunkowanych zachowań i zwrócenia ku stanowi “jestem”. Stan, w którym przestajesz utożsamiać się z konceptem siebie, a skupiasz na odczuwaniu rzeczywistości, to medytacja. Umysł może oceniać, osądzać, ale wiesz że te myśli, które płyną nie są tobą, podobnie jak uczucia, które targają ciałem.”
“Czekaj. Nie rozumiem. Nie mam wpływu na swoje myśli?”
“Już o tym mówiliśmy - źródłem myśli jest mózg, a ciebie nie ma w mózgu. Mózg robi to, do czego wyewoluował: rozpoznaje wzorce, wartościuje. Dopóki utożsamiasz te myśli ze sobą, jesteś zdany na łaskę pragnień i lęków, które sprzężone są ze spekulacjami umysłu. Zamiast żyć naprawdę, interpretujesz życie. Kiedy spacerujesz, jesteś zatopiony w myślach; nawet gdy przypadkowo zwrócisz uwagę na piękny krajobraz, widzisz obiekty zamiast całości. Bezwiednie nazywasz je, myślisz “jakie piękne dziś słońce za chmurą, a to drzewko jakie kolorowe” i zaraz wracasz do świata myśli.”
“A to nie naturalny stan człowieka? Myślę, więc jestem. Tym się różnimy przecież od zwierząt.”
“Skoro możesz zaobserwować myśliciela, to znaczy że nim nie jesteś.”

“Faktycznie, to jest dobre. Mogę zaobserwować uczucia i myśli, które płyną w ciele. Jestem zatem czymś więcej? Obserwatorem?”
“Nie buduj kolejnej tożsamości. Jesteś, który jesteś. Naukowcy zapewne kiedyś zlokalizują układ w mózgu odpowiadający za świadome doświadczanie uczuć lub kierowanie uwagi na stany w ciele. Być może już to zrobili. Czy będziesz wtedy stwarzał nowy, głębszy koncept siebie? To wciąż będzie model. Warto stosować go do polepszenia jakości życia czy osiągania celów, ale nie utożsamiaj się z nim, bo życie przejdzie ci koło nosa. W każdej epoce ludzie wierzą w jakąś wizję człowieka, zamiast po prostu żyć. Kiedyś wierzono powszechnie w duchy, w czasie rewolucji przemysłowej filozofowie zafascynowani lokomotywami i fabrykami skłaniali się ku wizji człowieka-maszyny mechanicznej. Dzisiaj wierzą, że ludzie są informacją, którą w przyszłości skopiują do superkomputerów. Ale skąd dziś możemy wiedzieć, jaki nowy model zostanie wymyślony?”

“Jak praktykować świadomą obserwację? Powiedziałeś, że to medytacja. Myślałem, że medytacja polega na siedzeniu w niewygodnej pozycji i powtarzaniu jakichś mantr.”
“Pod słowem medytacja kryją się różne praktyki duchowe. Użyłem tego terminu w znaczeniu, które przemawia do racjonalnie ukształtowanych ludzi Zachodu. Opowiem ci to na przykładzie. Czy kiedykolwiek zostałeś okradziony?”
“Tak. Dwa lata temu ktoś ukradł mi ulubiony rower z piwnicy (dlatego teraz nowy trzymam w domu).”
“Co wtedy czułeś?”
“Straszną bezsilność, a czasami wściekłość. Rozpamiętywałem pół nocy stratę i złorzeczyłem skurwielowi, który to zrobił.”
“Tak właśnie działamy, kiedy identyfikujemy siebie z fałszywą tożsamością: ciałem, myślami, zawodem, który wykonujemy, funkcją społeczną. Niektórzy używają terminu “ego” lub “fałszywe ja” na opisanie tej tożsamości. Mówisz, że rozpamiętywałeś stratę i złorzeczyłeś. Jak byś odpowiedział, pamiętając czego się właśnie nauczyłeś, na trochę inaczej sformułowane pytanie: jakie uczucia były wtedy w tobie?”
“Bezsilność przemieszana ze wściekłością i żal spowodowany stratą cały czas przenikały ciało. Oczywiście, jestem świadom, że to nieprzyjemne uczucia, które mają tylko takie nazwy.”
“Zatem nieprzyjemne stany były w tobie. Nie byłeś wtedy chory, nie cierpiałeś głodu, więc z dużym prawdopodobieństwem gdyby nie kradzież, czułbyś się wtedy normalnie. Ale myśli o utraconym rowerze cały czas wzbudzały żal, wściekłość i bezsilność. Nie cierpiałeś prawdziwy ty, cierpienie było w tobie, bo cierpiał właściciel rowera, z którym wtedy się utożsamiałeś. To ta wirtualna tożsamość podsuwała obrazy rowera, wyimaginowanych złodziejów, snuła plany zemsty, pytania dlaczego ten kraj jest taki porypany i tym podobne. A ponieważ nie potrafiłeś się od niej uwolnić, myśli cały czas podtrzymywały przykre uczucia.”

“A co mogłem wtedy zrobić? Próbować myśleć o czymś innym? Stłamsić złość?”
“To by nic nie dało. Wypieranie nieprzyjemnego uczucia, wypychanie bólu ze świadomości może przynieść więcej szkód, niż podtrzymywanie cierpienia. Jedyne, co możesz zrobić to świadomie przeżyć ból, nie przywiązując się do niego. Skupić się na uczuciach, które kotłują się w ciele, obserwować myśli, które szaleją domagając się uwagi. Kiedy skierujesz się do “ja jestem”, ból wygaśnie, ponieważ myśli nie są w stanie wzbudzać nieprzyjemnych uczuć, jeżeli nie identyfikujesz się z nimi. Nieprzyjemne uczucia znikną, myśli się wyszumią, a umysł pozostanie jasny.”
“Ale to nie zmieni mojego położenia.”
“Owszem zmieni. Możesz zawiadomić policję, rozwiesić kartki na osiedlu, popytać sąsiadów, ale użalanie się na coś, na co nie masz wpływu, szkodzi tylko tobie. Umiejętność zostawienia żalu za sobą, pogodzenia się z losem i parcia do przodu jest domeną ludzi wielkich. A ty właśnie poznałeś metodę, jak to zrobić.”
“A gdyby umarł mi ktoś bliski? Też miałbym zostawić żal za sobą i machnąć ręką?”
“Nie sugeruję, żebyś zignorował uczucia, ale żebyś przeżył je świadomie. W przypadku śmierci bliskiej osoby ból będzie tak samo ciężki, jak gdybyś identyfikował się z ego. Jednak szybciej wrócisz do życia i pogodzisz się z rzeczywistością, ponieważ nie zbudujesz kolejnej tożsamości cierpiącego z powodu utraty. OK. Myślę, że na dziś teorii ci wystarczy. Dopiszesz teraz instrukcję do swojego systemu, która ma za zadanie wyrobić nawyk nie ulegania schematycznym zachowaniom pod wpływem emocji. Czy po dzisiejszym wykładzie potrafisz ją sformułować?”

“Nie wiem. Zbyt dużo nowych koncepcji. Kiedy mówiłeś to wszystko, rozumiałem cię, ale teraz mam mętlik w głowie. Podoba mi się pomysł z obserwowaniem myśli i uczuć.”
“Dobry trop. Czy jest jakaś emocja, z którą masz problem? Na przykład szybko się irytujesz, lękasz czegoś?”
“Aktualnie nie mam dziewczyny, więc jestem spokojny”, śmieje się Marcin. “W pracy też idzie mi dużo lepiej, odkąd zacząłem traktować projekty jak procesy, a nie zadania do wykonania. Tak się jednak zastanawiam, że obok sporadycznych lęków egzystencjalnych jest chyba jedna rzecz, która nie daje mi spokoju. Przenika mnie jakby poczucie winy, że nie daję z siebie wszystkiego, że powinienem zrobić coś produktywnego, że kiedy oglądam serial w domu, to tracę czas - uciekam przed czymś. Nie potrafię skonkretyzować pragnienia, jakie stoi za tymi lękami. Może to tylko przyzwyczajenie do niepokoju, które zostało po wcześniejszej niechęci do pisania dokumentacji i regulaminów.”
“Świetnie. Popracujesz nad tym uczuciem. Kiedy się zorientujesz, że jesteś pod jego wpływem, skup się na odczuwaniu sygnałów płynących z ciała. Obserwuj jakie myśli mu towarzyszą, ale nie próbuj ich powstrzymywać, ani nie daj się wciągnąć w ich wir. Po prostu bądź i patrz, jak śpiewała Kora.”
“Poznam wtedy przyczynę niepokoju? Wydaje mi się, że wynika ona z obowiązującego w obecnej kulturze podejścia do życia, że najważniejsza jest praca, trzeba być użytecznym...”
“Przyczyna jest nieistotna. Kiedy zaczniesz świadomie przeżywać to uczucie, ono straci swoją moc. O obowiązującej kulturze chętnie porozmawiam na następnym spotkaniu, ale teraz ważniejsze jest, żebyś zbierał doświadczenia ze świadomego przeżywania emocji.”
“To jaką konkretnie instrukcję wpisać do systemu?”
“Na przykład: JEŻELI czuję, że opanowuje mnie emocja, której nie akceptuję, TO przestaję się z nią identyfikować i obserwuję co się dzieje we mnie.”

Marcin zapisuje instrukcję i jeszcze przez chwilę rozmawia z Zenkiem. Przy pożegnaniu podkreśla, że bardzo zależy mu na kolejnym spotkaniu.
“Powinno się udać. Nawet gdyby nie dane nam było się spotkać już nigdy więcej, przez jakiś czas będziesz słyszał moje podszepty w swojej głowie, gdy wyczuję, że wskazana jest interwencja. Nie bój się, rozpoznasz mnie”, mówi Zenek i znika.

niedziela, 28 czerwca 2015

Droga jest celem cz. 4

“Do tworzenia i zmiany nawyków wrócimy później, kiedy będziesz uczył się świadomie osiągać swoje wielkie cele. Teraz zastanówmy się nad naturą emocji. Zacznijmy choćby od wyrzutów sumienia. Czym one według ciebie są?”
“To takie uczucie, które pojawia się, kiedy zrobimy lub pomyślimy coś, czego nie chcieliśmy robić i czujemy się źle z tego powodu.”
“Powiedziałeś swoją definicję wyrzutów sumienia. Ta definicja operuje słowami-symbolami. Zakłada istnienie takich terminów jak “chcieć”, “zrobić”, “pomyśleć”. Te słowa opisują inne uczucia lub zjawiska. A gdybym poprosił cię o zejście na niższy poziom, na którym nie operujesz już zależnościami typu działanie-reakcja, tylko opisem tego czym są wyrzuty sumienia w twoim ciele?”
“Nie bardzo rozumiem.”
“Skąd wiesz, że to co odczuwasz w danym momencie, to wyrzuty sumienia?”
“Po prostu wiem. Odczuwam nieprzyjemne uczucie jakby udręczenia połączone z pragnieniem natychmiastowej naprawy zła, kóre wyrządziłem.”
“Bliżej, ale dalej skupiasz się na opisie zjawisk. Organizm przechodzi w jakiś stan, a ludzie nadają mu nazwę: “głód”, “lęk”, “radość”, “wyrzuty sumienia” i wiążą z innymi abstrakcyjnymi pojęciami jak “pokarm”, “przyszłość”, “zwycięstwo”, “zło”. Tworzy się siatka zależności między słowami-symbolami reprezentującymi rzeczywiste zjawiska. Ale to nie słowa są rzeczywiste - prawdziwe są tylko odczucia, które kryją się za etykietami. Prawdziwe jest doświadczanie stanu, który został nazwany “wyrzuty sumienia”, natomiast sama nazwa jest tylko fikcyjnym symbolem.”


“To raczej zrozumiałe. Zwierzęta nie operują słowami, ale też doświadczają podobnych stanów co ludzie. Bywają zazdrosne, radosne, wściekłe, współczujące a pies koleżanki ma wyrzuty sumienia, kiedy nie utrzyma moczu w domu. My się różnimy od nich tym, że potrafimy znaleźć przyczyny naszych uczuć. Właśnie dzięki temu, że je nazwaliśmy i połączyliśmy z innymi nazwanymi zjawiskami, tworząc logiczne zależności. Pies zrozumie bez słów, że postąpił źle sikając na podłogę i po jakimś czasie spełni wolę właściciela, żeby wytrzymać do spaceru. Ale człowiek dzięki istnieniu języka zrozumie, że postąpił źle, kiedy na przykład nie pomógł koledze wypełnić wniosku albo nie dolał oleju i zatarł silnik w samochodzie. Problemy nieosiągalne dla zwierząt, które wymieniają informację w sposób niewerbalny. Moja praca - programowanie - polega na manipulowaniu słowami w taki sposób, żeby uzyskać informacje zbyt trudne do przeliczenia przez umysł.”
“Przykład z programem komputerowym jest trafny. Choć wydaje nam się, że na monitorze widzimy coś rzeczywistego, na przykład tekst książki, to taki opis jest tylko przybliżeniem niezliczonej ilości zjawisk. Jeśli zejdziemy na poziom cząstek, zauważymy stany napięć w tranzystorach, elektrony w przewodach, fotony emitowane przez monitor, które docierają do oczu, na siatkówce oka pobudzają neurony i wysyłają impulsy elektryczne synapsami aby wygenerować w mózgu obraz, który “widzisz”. Elektrony, napięcie, synapsy, to nadal koncepty, których prawdziwej natury nie znamy, jednak są bliższe rzeczywistości, niż abstrakcyjne pojęcia jak umysł czy wyrzuty sumienia. W innej części mózgu z obrazu wyłuskane zostają liczby, słowa, z których wyciągany jest sens i w organiźmie pojawia się stan, któremu nadaliśmy etykietę “zrozumienie”.


Ten sam stan zrozumienia może pojawić się w wyniku interpretacji sygnałów, wygenerowanych przez aparat słuchu (rozumienie słyszanych słów) lub na skutek rozmyślania. Czasami “rozumienie” pojawia się samoistnie w czasie snu lub pod wpływem narkoktyku. Ludziom wydaje się wtedy, że pojęli istotę wszechświata, ale po fakcie nie potrafią powiedzieć nic konkretnego. Dlaczego? Ponieważ jest to tylko uczucie, specyficzny stan organizmu sprzężony z etykietą “rozumienie”. Uczucie pojawia się na przykład zawsze po rozwiązaniu łamigłówki, więc gdy człowiek doświadcza go w wyniku przypadkowego pobudzenia mózgu, wydaje mu się, że coś rozumie. A że nie istnieje sensowny komunikat do zrozumienia, dorabia sobie opowieść w stylu “pojąłem sens istnienia”. Czy nie tego pragnie twój niespokojny umysł, gdy szuka Boga? Żeby uczucie rozumienia przepełniło ciało, gdy otrzyma odpowiednią informację będącą dowodem na jego istnienie?”


“Czyli: przyczyną moich lęków egzystencjalnych nie jest niemożność odpowiedzi na pytania o sens istnienia, tylko pragnienie przeżycia stanu rozumienia?”
“Więcej - przeżywasz zwykły lęk, dla którego wymyśliłeś przyczynę  i “lekarstwo” w postaci uczucia rozumienia. Obawa przed nieznanym jest naturalnym mechanizmem umysłu. Ludzie boją się przyszłości, gdy ledwo wiążą koniec z końcem, studenci boją się egzaminów i samodzielnego życia, matki boją się o dzieci. Ty masz dobrą pracę i zdrowie, więc umysł znalazł bardziej abstrakcyjny powód do podtrzymywania lęku: sens istnienia. Powód idealny, bo niemożliwy do wytłumaczenia.”
“Zaczynam to chwytać. Wierzyłem, że znajdę wytłumaczenie na śmierć, uwierzę w nie, lęk odpuści i poczuję ulgę. Ale ten lęk po prostu we mnie jest i nawet gdybym w coś uwierzył, umysł znalazłby inny powód, by go podtrzymywać?”
“Bingo! Być może wiele razy stworzyłeś lub znalazłeś w książkach odpowiedź na pytanie o Boga i przez jakiś czas odczuwałeś ulgę od lęku. Ale potem wkradało się zwątpienie, zacząłeś się bać, że ta odpowiedź jest niewystarczająca. Niepostrzeżenie lęk wracał, zmieniała się tylko przyczyna.”
“Czyli będę szczęśliwy, gdy uwolnię się od tego lęku.” Marcin myśli na głos. “Lęk nie ma przyczyny, po prostu jest. Jako dziecko bałem się ciemności, jako nastolatek martwiłem się co pomyślą o mnie koledzy, na studiach bałem się gdzie znajdę pracę, teraz boję się głównie, że wszystko zniknie po śmierci.  Jak się uwolnić od lęku?”


“Lęk sam w sobie nie jest zły. Jest uczuciem, które pozwoliło ludziom przetrwać. Jeśli istniały wystarczająco złożone gatunki go pozbawione, w procesie ewolucji wyginęły. Lęk nie jest również jedynym uczuciem, które w nadmiarze sprawia, że cierpimy. Towarzyszy mu gniew, zazdrość, arogancja. Ucząc się co jest dobre, a co złe próbujemy wypierać istnienie tych emocji, ponieważ otrzymały łatkę “złe”. Dlaczego są złe? Bo nadużywane psują społeczności. Ale użyte świadomie w pewnych przypadkach przynoszą dobre owoce. Emocja jest impulsem, który pozwala podjąć natychmiastową decyzję bez analizowania wszystkich okoliczności. Gniew na niesprawiedliwość może pchnąć polityka do rozbicia skorumpowanego układu. Zazdrość, że innemu się udało może zmobilizować człowieka do powstania z dna. Arogancja jest czasami niezbędna, żeby porwać się na rzeczy wielkie i dokończyć je, nim świadomość własnej niewiedzy ostudzi nam głowę. Choć nadal są to niebezpieczne emocje, złość, zazdrość, smutek, lęk i tak dalej są niezbędnymi składnikami człowieczeństwa. Nie będziesz jednak szczęśliwy, jeśli nie nauczysz się przeżywać ich wtedy, kiedy są potrzebne.


Musisz być też świadomy, że szczęśliwego, przepełnionego akceptacją i sensem spełnionego życia nie możesz utożsamiać z ziemskimi wyznacznikami sukcesu. Weźmy jako przykład dwóch żydowskich braci z przedwojennej Polski. Jeden cierpiał z powodu permanentnego lęku przed wojną, a drugi wiódł szczęśliwe życie, za które dziękował Bogu każdego dnia. W końcu pierwszy wyemigrował ze strachu do Ameryki. Drugi został i gdy Niemcy podbili Polskę, zginął wraz z całą rodziną.  Nieznośny lęk pierwszego z braci uratował jego życie, a ufność i wiara w dobro zgubiły drugiego.


Znasz zapewne słowa Jezusa: królestwo moje jest nie z tego świata. Ludzie myślą, że chodzi tu o jakieś mityczne królestwo niebieskie, które czeka na nas po śmierci. Tymczasem “ten świat” odnosi się do porządku ustalonego przez ludzi. Ludzie wierzą w świat państw, kultur, religii, norm społecznych. Stworzyli program, który jest równie wirtualny, co myśli. Chrystus ujrzał prawdziwe oblicze świata i zaakceptował go. Królestwo Boże to Rzeczywistość. Przyjmując je nie lękasz się nawet śmierci, która jest największą porażką świata myśli i pragnień.”
“Trochę mnie to przeraża. Ostatecznie łatwiej mi zaakceptować ideę, że jestem maszyną z atomów i po śmierci zniknie wszystko co jest mną, niż znaleźć się w stanie obojętności wobec śmierci.”
“To jest współczesna postawa ludzi Zachodu. Zastąpili koncept Boga Stworzyciela naukowym modelem świata i zbudowali na jego bazie koncept człowieka-maszyny, dla którego śmierć jest ostatecznym końcem. Jedni wypierają śmierć ze świadomości, uciekając w konsumpcję i kolekcjonowanie wrażeń, inni popadają w zobojętnienie, rozpacz lub cynizm. Odgrywając rolę maszyny prawie nigdy nie żyją naprawdę, gdyż całe życie spędzają rozmyślając, marząc i pragnąc.”
“Ale wszystkie badania potwierdzają, że działamy jak maszyny z super komputerami. Nauka opisuje przypadki ludzi, którzy w wyniku uszkodzenia mózgu przestawali odczuwać empatię, miłość - cechy przypisywane duszy. Inni tracą pamięć, świadomość. Nie ma miejsca na metafizykę.”
“Nie neguję prawdziwości tego, co ustaliła nauka. Zwracam twoją uwagę na wiarę w koncept maszyny. Utożsamiając się z nim, redukujesz swoje człowieczeństwo i wyciągasz wnioski pasujące do modelu, a nie rzeczywistości. Nauka nie rości sobie prawa do wytłumaczenia wszystkiego - doskonale opisuje to, co potrafimy zmierzyć i doświadczyć. Ba, dobra teoria naukowa potrafi nawet przepowiedzieć to, co dopiero zostanie zmierzone, ale wciąż jest tylko narzędziem do operowania na modelach, a nie na rzeczywistości. W każdej epoce historycznej oraz kulturze dominuje jakieś wyobrażenie kim jest człowiek i ludzie postrzegają siebie poprzez jego filtry. Zachowują się i myślą jak nakazuje wyobrażenie, nie zdając sobie sprawy, że prawdziwe życie jest czymś innym.”


“Skoro nie jestem maszyną, to kim jestem?”
“Nikim. I wszystkim. Oto największy psikus jaki zrobiła nam rzeczywistość. Nie ma ciebie. Tak jak nie istnieje koncept opisujący rzeczywistość, nie istnieje również koncept ciebie. Wszystko co myślisz o sobie - Marcin, mężczyzna, programista, ciało-umysł-dusza, maszyna, mózg, charakter, osobowość - to tylko opisy. Wyobrażenia stworzone przez umysł, który potrzebuje poczucia sensu, aby spełniać swoją ewolucyjnie ukształtowaną rolę.”
“Gubię się w tym. Jak to mnie nie ma - siedzę przed tobą, słyszysz mnie, myślę, czuję.”
“Ustalmy zatem gdzie jesteś. Czy twoja ręka należy do ciebie?”
“Wiem do czego zmierzasz. Ręka należy do mnie, ale gdybym ją stracił, to już nie byłaby częścią mnie. Myślę, że “ja” to świadomość, która jest funkcją różnych części mózgu. Kiedyś wierzyłem, że świadomość jest czymś więcej, że ożywia ciało-maszynę, ale ostatnio czytałem książkę naukową o strukturach mózgu odpowiedzialnych za uczucia, racjonalne myślenie, emocje. Człowiek może żyć bez uczuć, pamięci, można nawet podtrzymywać jego funkcje życiowe, kiedy straci świadomość. Ale według mnie jego już wtedy nie ma. Pozostaje istotą ludzką, której należy się godność, ale z punktu widzenia “ja”, zniknął.”
“Mówisz zniknął, a ja mówię, że w tej formie nigdy go nie było. Co składa się na świadomość, o której mówisz?”
“Cechy charakteru, osobowość, historia życia, sposób myślenia.”
“Przychodzi na świat młody człowiek. Jego podstawowy sposób funkcjonowania jako osobnika gatunku ludzkiego zdeterminowany jest przez geny. W procesie poznawania świata tworzą się połączenia w mózgu, które warunkują zachowanie. Kombinacja obu tych składników składa się na cechy, które wymieniłeś. Historia życia to raczej wirtualny koncept. Przechowywana jest fizycznie w mózgu w postaci wspomnień. Mamy zatem struktury w ciele, które wchodzą w reakcje ze światem oraz tym samym ciałem. Gdzie tu jest miejsce na ciebie?”
“W tych reakcjach: uczuciach, myślach, woli.”
“Jesteś pewien? Czym są myśli? Reakcje w mózgu, impulsy między neuronami, które oddziałują na ciało. Do świadomości przedziera się wierzchołek góry lodowej. Wiemy, że myślenie opiera się na skojarzeniach. Usłyszysz jakiś kawałek w radiu przejeżdżającego samochodu, aktywuje się wspomnienie z akademika, w którym namiętnie słuchałeś ten utwór. Wspomnienie przyciąga obraz przyjaciela ze studiów, z obrazem łączą się słowa, na przykład jego imię. Wypowiedzenie w głowie imienia przedziera się do świadomości, kierujesz na nie uwagę i pojawia się zainteresowanie: “ciekawe co u niego słychać”. Jeśli nie podtrzymasz uwagi, za sekundę nie jesteś nawet świadomy, że wspominałeś przyjaciela, bo “myślisz” już o czymś innym. Zupa skojarzeń cały czas bulgocze w twojej głowie, utworzenie w niej zwartego logicznego potoku wymaga koncentracji, która szwankuje w czasie upału lub choroby. Wtedy nie możesz się na niczym skupić, bo mózg zużywa energię na chłodzenie lub zwalczanie infekcji.


Uczucia? Mechanizmy, które przez miliardy lat ewoluowały w organizmach. Wyzwalają określone reakcje, zwiększające szanse na przetrwanie i przekazanie genów. Przypomnij sobie, jak rozłożyliśmy na czynniki proces czytania tekstu na komputerze. Zredukowaliśmy go do wymiany kwantów energii między atomami, do poziomu w którym pojęcia widzenia i rozumienia straciły sens. A przecież atom, kwant energii, to nadal tylko modele. Kiedy naukowcy doszli do etapu badania atomów, okazało się, że są prawie całkowicie puste. Chmury elektronów otaczają mikroskopijną kropeczkę - jądro, zawierające prawie całą masę atomu. A i ta kropeczka okazała się później układem protonów i neutronów, które z kolei składają się z silnie powiązanych kwarków i tak dalej.”
“O tym już mówiliśmy. Może istnieć najbardziej podstawowy obiekt z najbardziej podstawową funkcją interakcji z drugim obiektem, lub można zawsze zejść na niższy poziom. A te poziomy zachowują się w rytm jakiejś logiki. Kwarki, atomy, cząsteczki, związki chemiczne, DNA, wirusy, bakterie, komórki, życie złożone, planety, układy gwiezdne, galaktyki… Do czego zmierzasz?”
“Do tego, że gdy wystarczająco długo będziesz szukał odpowiedzi na pytanie: kim jestem?, dojdziesz do wniosku, że nie istniejesz jako odrębny byt. W swoim umyśle tworzysz obraz siebie, ale to koncept, a nie coś odrębnego od świata zewnętrznego.”
“Skoro mnie nie ma, to kto siedzi przed tobą?”
“Chcesz, żebym powiedział jakąś definicję? Nie istnieje prawdziwe określenie dla żadnej istoty. Tak samo jak nie ma definicji rzeczywistości. Lubię metaforę Anthony’ego de Mello: jesteś tańcem Boga. Pamiętasz jakimi słowami Bóg przedstawił się Mojżeszowi w Biblii?”
“Jestem, który jestem. W ten sposób przedstawiłeś się podczas pierwszego spotkania.”

“Właśnie. Jestem, który jestem. Czy możesz powiedzieć coś innego prawdziwego o sobie?”

wtorek, 23 czerwca 2015

Nowy paradygmat?

Za czasów QE wykrystalizowała się dość prosta strategia: jest dodruk dolara, jest wzrost walut względem USD, towarów i akcji, czyli Risk On. Gdy kończy się QE, aktywa spadają, dolar i obligacje drożeją, mamy zatem Risk Off. Niedawno wystartował QE w strefie Euro i reguły gry się zmieniły:


Od października 2014 ktoś już najwyraźniej wiedział, że ECB też będzie drukował, bo dotychczas odwrotnie skorelowany z USDEUR indeks DAX, zaczął zachowywać się bliźniaczo. Przyjmuję zatem roboczo, że teraz euro wyznacza cykl Risk On/Off - gdy słabnie, wszystko powinno rosnąć, gdy się umacnia, mamy spadki.

Szybki rzut oka na PLNEUR vs WIG:


Tutaj korelacja jest cały czas zachowywana - gdy złoty umacnia się wobec euro, drożeją też polskie akcje. Przeanalizujmy zatem jeden i drugi wykres w dłuższej ramie czasowej:


Od blisko 2 lat WIG zmaga się z poziomem szczytu z 2011 roku. Aktualnie tkwi na wsparciu oscylatorów oraz średnich kroczących. Czy mamy do czynienia z dystrybucją, czy akumulacją? Myślę raczej o tej drugiej, ale nie wykluczam mocniejszego strząśnięcia - tutaj moje zdanie nie zmienia się od miesięcy, można zajrzeć na wcześniejsze analizy. Czekam co pokaże eur...

piątek, 19 czerwca 2015

Highway to Hel(l)



Rok temu w noc świętojańską pobiegliśmy w ramach TriCity Ultra nasze pierwsze 100 km na Hel. Wszystko co było pierwsze wspomina się z sentymentem. Już nigdy nie pobiegnę pierwszego maratonu, pierwszego ultra czy pierwszej setki. W sobotę rano ruszamy na Hel ponownie, tym razem z miejscowości Niebo i celujemy w nieco większy kilometraż (140). Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem zachód słońca przed najkrótszą nocą zobaczymy na plaży w Dębkach:



Nastawiam się na przygodę, radość biegania i pizzę. Trochę mi smutno, że zostawiam dzieciaki na cały weekend, w tygodniu postaram się, żeby przypomniały sobie tatusia. Tymczasem jednak odzywa się zew krwi, musimy dobrze się wyspać, bo następną noc spędzimy na nogach.




Aktualizacja z 21.06

Zmordowani, ale szczęśliwi:


Zwiedziliśmy kawał pięknych Kaszub: kurchany, jeziora, wzgórza i lasy. Obejrzeliśmy zachód słońca nad morzem, załapaliśmy się na każdy rodzaj pogody: upał, przyjemny chłodek, deszcz oraz zimną, zamgloną noc. Do 120-stego kilometra czuliśmy się świetnie, potem ból nóg, stawów, ścięgien i mięśni sprowadził kryzysy. Ale tym razem nie było odwrotu - po 145 kilometrach mogliśmy strzelić tę fotkę.

czwartek, 18 czerwca 2015

Droga jest celem cz. 3


Zenek znika. Marcin przez jakiś czas przetwarza w myślach wydarzenia tego wieczora, następnie podnosi z biurka kubek po kawie i wychodzi do kuchni. Zmywa kubek i odkłada na suszarkę. Choć wykonał co najmniej jedno zadanie po wejściu do kuchni, czuje niedosyt. Uważa, że porządku nie przybyło, ponieważ dopiero co parzył w tym kubku kawę. Podnosi zatem brudny nóż ze stołu, myje go i tym razem czuje satysfakcję. Wychodząc z rowerem zabiera worki ze śmieciami.

Przez trzy kolejne dni kończy ważny projekt w pracy i wraca późnym wieczorem. Nie ma sił nawet na przygotowanie kolacji, ale nie porzuca systemu. Łapie się na tym, że czasami wchodzi do kuchni bez celu tylko po to, by umyć chociaż jedną łyżeczkę bądź zetrzeć okruchy z kawałka blatu, na którym wcześniej stał brudny talerz. W sobotę odsypia nadgodziny i postanawia ugotować leczo. Gdy wchodzi do kuchni, pierwszy raz rejestruje, że coś się zmieniło. Nie widać jeszcze porządku, ale jest dużo lepiej. Z tej okazji bierze się za mycie patelni (wszystkie sztućce i kubki ze zlewu już umył, zostawił tylko to co najgorsze). Siłą rozpędu zmywa resztę naczyń. Do wieczora kuchnia jest wysprzątana. Tak jak obiecał Zenek - bez żadnego wysiłku. Niestety duszek od ostatniego spotkania się nie pojawił.

Zachęcony sukcesem, Marcin postanawia poszerzyć listę instrukcji i spisać je w specjalnym zeszycie. Dotychczas miał tylko jedną: “JEŻELI wchodzę do kuchni, TO sprzątam co najmniej jedną rzecz.” Ponieważ kuchnia jest już sprzątnięta, zostaje mu utrzymywanie czystości, zmienia zatem treść instrukcji na: “JEŻELI wchodzę do kuchni, TO zmywam lub odkładam z suszarki co najmniej jedno naczynie lub ścieram blat.” Wtedy przypomina sobie o płatkach, które sypią się na głowę w czasie otwierania szafki. Wyciąga paczkę, sprawdza datę ważności i odkrywa, że powinien je zjeść najpóźniej dwa lata temu. Ile takich bomb ekologicznych ma jeszcze w kuchni? Najpierw chce dopisać przegląd żywności do instrukcji, ale po krótkim namyśle stwierdza, że to nie będzie takie łatwe jak zmycie naczyń i ułożenie suchych na miejsce. Dopisuje więc kolejną instrukcję: “KAŻDEGO DNIA porządkuję przynajmniej jedną rzecz w kuchni, np. szukam przeterminowaną żywność, niepotrzebne przedmioty, ścieram kurz z szafki/lodówki itp.” Pozbycie się przeterminowanych produktów żywnościowych i niepotrzebnych przedmiotów z kuchni wymaga przeszukiwania mebli, przypomnienia kiedy się ostatnio dany przedmiot używało i zastanowienia czy go zostawić i używać, czy wynieść do piwnicy, czy po prostu wyrzucić. To sporo działań, mało kto świadomie porządkuje swoją kuchnię do tego stopnia, dlatego jedno działanie dziennie wystarczy.

Czas zabrać się również za pokój. Przegląd ubrań, książek i walających się wszędzie dokumentów ląduje w instrukcji numer 3: “KAŻDEGO DNIA porządkuję przynajmniej jedną rzecz w pokoju.” Specjalna instrukcja odnosi się do biurka, które zawalił setkami papierów, płyt CD, pisaków i drobnych przedmiotów: “JEŻELI siadam przy biurku, TO porządkuję przynajmniej jedną rzecz.” Marcin często krząta się po mieszkaniu, a zazwyczaj i tak kończy przy biurku przed komputerem, więc okazji do sprzątania ma sporo. I dobrze, bo podoba mu się obserwowanie jak sterty papierów nikną. Większość ląduje w pojemniku z makulaturą, dla części tworzy teczki z archiwum, a całkiem sporo ląduje w teczce z napisem “spalić”. Kiedy porządkuje pisaki i długopisy zauważa, że wiele z nich już nie pisze. Ile razy potrzebował szybko coś zapisać, brał pierwszy długopis z brzegu i okazywało się, że tusz wysechł. Zdenerwowany odkładał go na bok i szukał kolejny. Gdyby wyrzucał od razu zużyte materiały, zaoszczędził by czas i nerwy.

Uporządkowanie biurka zajmuje mu tylko 3 dni i może już usunąć instrukcję nr 4 (od teraz utrzymywanie porządku na biurku mieści się w kompetencjach instrukcji nr 3). W pracy bierze się wreszcie za skrzynkę pocztową: “JEŻELI sprawdzam pocztę, TO archiwizuję co najmniej jeden mail.” Czasami sprawdza pocztę kilka razy w ciągu godziny, ponadto wiele maili pogrupowanych jest w wątki, zawierające nawet po kilkadziesiąt maili, a które może przekopiować w całości, zatem porządkowanie skrzynki idzie bardzo sprawnie. Już pierwszego dnia przerzuca do katalogów ponad setkę maili. Najlepsze jest to, że nic go nie goni. Nie musi uporządkować skrzynki - on ją już utrzymuje w porządku. Postanawia, że w folderze “Odebrane” zostaną tylko aktualne sprawy, natomiast wszystkie inne wątki zarchiwizuje. Nie dość, że będzie mu o wiele łatwiej przeszukiwać historie kontaktów, będzie miał też szybki wgląd w bieżące zadania. Kiedy uporządkuje skrzynkę pocztową, zostanie mu 20 aktywnych wątków. Szybko zauważy, że ponad połowa z nich to mało istotne problemy, o których ciągle zapominał: sprawdzić jakiś plik, pobrać materiały z ftp, podpisać dokument. Gdy w katalogu miał tysiące maili, ginęły przesłonięte przez ważne sprawy, a teraz, gdy lista aktywnych wątków powinna być jak najkrótsza, drażnią. Marcin będzie potrzebował ledwie pół godziny, by pozamykać te drobnostki i w “Odebranych” zostanie tylko 8 wątków związanych z pracą.

Póki co żadne z cyklicznych zadań wpisanych do systemu nie wymaga od niego walki ze sobą. Wręcz przeciwnie - są tak łatwe, że chętnie je wykonuje, bo po każdym małym działaniu czuje satysfakcję. Widzi ile spraw, które wcześniej go przerastały pchnął do przodu i szuka z optymizmem kolejnych wyzwań. Jednym z nich jest napisanie dokumentacji do programu, nad którym aktualnie pracuje. Przy wcześniejszych projektach zaczynał pisać dokumentację tuż po oddaniu programu i strasznie tego nie lubił. Stresował się już na 2 tygodnie przed deadlinem, ale i tak zaczynał dopiero kilka dni przed i zarywał nocki.

Jakie najprostsze zadanie, które nie spowoduje niechęci może wykonać? Żeby zadanie miało sens, musi to być przynajmniej napisanie jednego zdania. Termin oddania dokumentacji upływa za dwa miesiące, co w dniach roboczych daje ok. 40 dni. 40 zdań nie wystarczy do napisania dokumentacji, ale Marcin z doświadczenia wie, że jak już zacznie pisać, to czasami idzie bardzo sprawnie. Jeśli musisz napisać dokument, to praca wydaje się nudna i odsuwasz ją od siebie. Jeśli musisz napisać jedno zdanie, to bez trudu otwierasz edytor tekstu, wczytujesz kod źródłowy i wybierasz funkcjonalność, którą chcesz opisać. Skoro już przygotowałeś to wszystko i napisałeś pierwsze zdanie, drugie, trzecie i czwarte przychodzi bez wysiłku. A jeśli po pierwszym się nie chce, to zamykasz edytor - zadanie przecież wykonałeś i masz prawo do krótkiej chwili satysfakcji z okazji dobrze wykonanego zadania.

Marcin dopisuje instrukcję: “KAŻDEGO ROBOCZEGO DNIA piszę co najmniej jedno zdanie dokumentacji.” Efekty przerosną jego oczekiwania - napisze ją już po miesiącu, a później będzie ją tylko uzupełniał pod koniec dnia pracy, aż do skończenia projektu. Odda dokumentację razem z programem i urządzi z tej okazji imprezkę w swoim względnie uporządkowanym (na pewno czystym) mieszkaniu.

Do ogarnięcia zostały zawody rowerowe. Regulamin i teksty do strony powinien oddać za pół roku, więc dotychczas z lekkim sumieniem odsuwał pisanie na później. Czy będzie mu się chciało od dziś pisać nawet jedno zdanie, skoro może to zrobić później? Czy jeśli wpisze do swojej listy zbyt wiele zadań w stylu “KAŻDEGO DNIA…”, nie zaczną go w swojej masie przytłaczać? Zenek ostrzegał, żeby nie podejmować się od razu zbyt wielu zadań, bo zaczną angażować pokłady siły woli. Decyzję o wpisaniu instrukcji “KAŻDEGO ROBOCZEGO DNIA piszę co najmniej jedno zdanie regulaminu lub strony www o zawodach rowerowych” podejmie dopiero po uporządkowaniu poczty. Podobnie jak w przypadku pisania dokumentacji pójdzie mu sprawnie i wyśle zaskoczonym kolegom teksty już miesiąc przed terminem.

Któregoś dnia niespodziewanie zajwia się Zenek. Marcin bardzo się cieszy: “Martwiłem się, że już cię nigdy nie zobaczę”, zaczyna.
“Chciałem cię odwiedzić wcześniej, ale zapomniałem ścieżkę do tego wszechświata.”
“Myślałem, że wy anioły jesteście tutaj zsyłane przez Boga”, żartuje Marcin.
“W życiu nie spotkałem anioła, w sumie to nawet nie wierzę w ich istnienie, choć widziałem rzeczy, jakie się filozofom na Ziemi nie śniły.”
“No, ale chyba w Boga wierzysz?” Widać lekkie zakłopotanie w oczach Marcina.
“Bóg to tylko słowo. Jeśli za tym słowem kryją się wyobrażenia o miłosiernym starcu czy przenikającym wszystko kochającym duchu, to Bóg staje się konceptem, w który wierzysz lub nie. Koncept jest wyobrażeniem w twoim umyśle, nie jest rzeczywisty. Miliardy wierzących wierzą w miliardy wirtualnych bogów istniejących tylko w ich umysłach. Jeśli natomiast powiem, że Bóg to Rzeczywistość, wszystko co jest, to czy możesz zdefiniować Rzeczywistość? Ona po prostu jest, w niej jest wszystko. Nie możesz jej opisać, nie możesz stworzyć jej modelu, w który uwierzysz. Możesz ją tylko doświadczać, będąc jednocześnie jej częścią.”
“Wolałbym usłyszeć od ciebie, że istnieje dobry Bóg i życie po śmierci. Jesteś przecież dowodem na to.”

“Jestem, który jestem. Nie mam pojęcia skąd i dlaczego się wziąłem. Kiedyś byłem człowiekiem, teraz jestem duszkiem Zenkiem. Ale czy jest ciągłość między tamtym człowiekiem, a tym duszkiem? Tamten człowiek posiadał ciało, osobowość, charakter, zapamiętane przeżycia i poglądy zapisane w połączeniach neuronalnych, które odeszły wraz ze śmiercią ciała. Czy jestem jego duszą, która pamięta życie, czy może wytworem jakiejś niepojętej cywilizacji, która dokonała transferu świadomości człowieka do bytu będącego poza zasięgiem ludzkiej nauki? Wszystko co wiem o sobie, to to że jestem. Reszta to interpretacja.”
“Możesz chyba też powiedzieć, że jesteś częścią Rzeczywistości”, zauważa Marcin.
“A może tylko urojeniem twojego umysłu, w którego istnienie uwierzyłeś?”
“Nie ułatwiasz mi życia. Faktycznie brałem pod uwagę, że dotknęły mnie jakieś halucynacje. W “Pięknym umyśle” pokazali, jak schizofrenik zaprzyjaźnił się z facetem, który istniał tylko w jego głowie. Na gruncie naukowego obiektywizmu to byłoby najbardziej oczywiste wytłumaczenie, choć struktury mojego mózgu odpowiedzialne za wierzenia opowiadają się za twoim istnieniem. Wydaje mi się, że o tym systemie z nawykami nigdzie nie czytałem i moja podświadomość nie mogłaby go wymyślić, a potem przekazać mi poprzez postać duszka, którego widzę tylko ja.”

“Sam widzisz jak to jest z wiarą - nie jesteś w stanie przyjąć za pewnik nawet tego co widzisz, słyszysz i odczuwasz, bo tak bardzo odbiega od normalności. Dlatego nawet gdybym faktycznie był aniołkiem wysłanym przez dobrotliwego Boga z siwą brodą, początkowo uwierzyłbyś i się radował, ale z czasem zacząłbyś wątpić, czy to wszystko się nie przyśniło, czy nie było wynikiem urazu psychicznego. Albo zacząłbyś wątpić, czy ten który mnie wysłał jest wszechmocnym, nieskończonym Bogiem, czy tylko jakimś bardziej złożonym bytem, który może stwarzać światy, ludzi, ale sam również został stworzony przez bardziej niepojętą istotę.”
“Nawet jeśli istniejesz tylko w moich myślach, to cieszę się że się spotkaliśmy. Konsekwencje są dla mnie pozytywne. Wchodząc na ścieżkę utrzymywania porządku w swoim otoczeniu, pozbyłem się większości trosk. Nie stałem się jeszcze szczęśliwy, ale jest mi znacznie łatwiej.”
“Nie jesteś szczęśliwy?”
“Sam nie wiem. Osiągnąłem wszystko o czym marzyłem: mam wielu znajomych, dobrą pracę, pieniądze, sukcesy sportowe, mieszkanie bez kredytu. Osiągnąłem mistrzostwo w dziedzinie, którą się zawsze pasjonowałem - programowanie i projektowanie systemów. Ale brakuje mi wiary. Im więcej mam i zdobywam, tym bardziej smuci mnie, że to wszystko utracę, gdy umrę. Kiedy byłem dzieckiem nie znałem teorii ewolucji, kosmologii i atomów. Świat to był mój dom z podwórkiem i szkołą, a w niebie mieszkał dobry Bóg, który mnie kochał. Zwierzątka w bajkach tworzyły zgraną paczkę przyjaciół, żołnierze w filmach toczyli heroiczne bitwy w imię najwyższych ideałów, a prorocy z ilustrowanej Biblii rozmawiali z aniołami. Świat był taki jak trzeba, miał niezaprzeczalny sens.”

“Dzisiaj”, kontynuuje, “widzę tylko jego okrutne oblicze: malownicze lasy to arena nieustannej walki o przetrwanie, ludzie giną w bezsensownych wojnach w imię bzdurnych ideologii, Jezus z Ewangelii okazuje się być zlepkiem mitów egipskich i hebrajskich. Wystarczy odpowiednio bliski wybuch supernowej, by zdmuchnąć wszelkie życie na Ziemi, postępująca entropia zamieni kiedyś wszechświat w lodową pustynię. Jesteśmy nic nie znaczącym pyłkiem w bezkresnym wszechświecie, w którym suma wszystkich energii wynosi zero. Wszystko to powstało z punktu, nie mającego celu ani sensu i dąży z powrotem do nicości.”

"Cierpisz, ponieważ próbujesz objąć rzeczywistość umysłem. Chcesz zredukować ją do modelu, który będzie się zachowywał jak ona i przewidzi jej zachowanie. Umysł wierzy, że wtedy dotrze do prawdy i uzyska spokój. Przeraża go i jednocześnie ciekawi nieznane, a czy może istnieć większe wyzwanie niż sens istnienia?

Pamiętasz jak przyrównałem Boga do Rzeczywistości? Niepojętej, nieskończonej, nie dającej się opisać? Myśliciele, którzy próbowali objąć umysłem nieskończoność ocierali się o szaleństwo. Inni redukują Rzeczywistość do kilku równań i wierzą, że poznali istotę wszechrzeczy. Choć nie znamy ograniczeń naszych umysłów i aparatów badawczych, wierzą że nauka tłumaczy już prawie wszystko. Nawet jeśli ludzkość znajdzie opis wszystkiego, co jest w stanie zarejestrować, pozostanie wśród jednych nadzieja, że istnieje coś ponad, a wśród innych zwątpienie w model ostateczny. Nic nie jest w stanie przynieść umysłowi spokoju."

"Z tego co mówisz wynika, że nigdy nie będę szczęśliwy."
"Nie. Z tego wynika, że nie osiągniesz szczęścia na drodze rozumowej. To czy uznasz jakieś wytłumaczenie świata za prawdziwe i w nie uwierzysz, nie będzie miało wpływu na twoje poczucie sensu."
"Dziwne jest to co mówisz. Myślałem, że kiedy odnajdę Boga, odnajdę też sens i szczęście."
"Wciąż próbujesz stworzyć Boga w swojej głowie. Nie szukaj Go, doświadczaj Go tu i teraz, w tej Rzeczywistości. Święci i mędrcy przez dziesiątki lat studiowali pisma i medytowali, by odnaleźć sens i cel istnienia. W końcu dochodzili do wniosku, że świat nie ma sensu, życie jest celem samo w sobie. Celebrowali codzienne czynności i czerpali radość z samego faktu istnienia."

"Jakoś nie widzę siebie czerpiącego radość z wąchania kwiatków i gapienia się w chmurki."
"OK, spróbuję z innej strony. Powiedziałeś, że sam nie wiesz czy jesteś szczęśliwy. Brak wiary przeszkadza ci w osiągnięciu spokoju."
"Nie tylko to. Mam też inne potrzeby, które nie są zaspokojone i ich brak jest przyczyną moich zmartwień. Mam marzenia, których osiągnięcie przyniosłoby mi spełnienie."
"Opowiedz o nich."

Marcin zastanawia się chwilę i zaczyna wymieniać: "Chcę znaleźć miłość życia, być bogaty, mieć wiarę, spełnić się zawodowo. Jak większość ludzi."
"Dlaczego chcesz znaleźć miłość życia?"
"Żeby z nią spędzać czas, mieć dzieci, podróżować, dzielić pasje."
"Co się stanie, kiedy będziesz już bogaty?"
"Nie będę się martwić o byt. Będę mógł pracować dla przyjemności, nie będę musiał pisać dokumentacji."
"A gdy będziesz miał wiarę, to..."
"Nie będę miał lęków egzystencjalnych."
"Zostaje spełnienie zawodowe."
"Chciałbym zbudować jakiś system, który ułatwi ludziom życie, pchnie cywilizację do przodu. Mam różne pomysły, niektóre wdrażam w pracy. Gdybym stworzył taki system, poczułbym się potrzebny, ludzie by mnie cenili - wybiłbym się z tłumu. To chyba nic złego?"
“Nie, skąd. To całkiem rozsądne potrzeby i marzenia. Chcę tylko zwrócić uwagę na pewne założenie, które przyjąłeś: uzależniłeś swoje szczęście od osiągnięcia tych celów.”
“To chyba normalne - będę szczęśliwy, kiedy zrealizuję swoje potrzeby i marzenia.”
“Gdyby tak było, ludzie nie rozwodziliby się, milionerzy nie chodziliby do psychoterapeutów, a sławni artyści nie topiliby smutków w alkoholu.”
“Wiem, że to nie łatwe, ale wierzę że mi się uda. Życie bez celów jest nic nie warte.”
“Nie mam zamiaru odwodzić ciebie od tych celów. Są wartościowe i warto, żebyś za nimi podążał.”
“Przed chwilą zasugerowałeś jednak, że nie stanę się szczęśliwy, jeśli je osiągnę.”
“Owszem, znalezienie drugiej połówki, sukcesy zawodowe czy zdobycie majątku nie gwarantują szczęścia. Mogą dać ci satysfakcję na jakiś czas, ale równie dobrze mogą cię zniewolić i łudzić, że szczęście jest blisko, musisz tylko coś jeszcze osiągnąć, zdobyć, poświęcić i tak dalej.”
“Co zatem powinienem zrobić, żeby być szczęśliwym?”
“Pomyśl. Droga jest celem.”

“Hmmm. Powiedziałeś, że święci dochodzili do wniosku, że życie jest celem samo w sobie i zaczynali cieszyć się z codziennych czynności. Czyli powinienem nauczyć się cieszyć z faktu, że istnieję?”
“Właśnie tak. Bądź szczęśliwy. Niezależnie od okoliczności - czy masz kobietę, czy nie masz, czy jesteś bogaty, czy biedny, czy spełniasz się zawodowo, czy robisz coś nudnego, czy wierzysz w Boga, czy jesteś ateistą - możesz być szcześliwy. Jeśli będąc nieszczęśliwym wejdziesz w związek, są małe szanse, że osiągniesz szczęście. Przez jakiś czas zaślepiony hormonami będziesz adorował każdą chwilę z ukochaną, ale gdy stan zakochania wygaśnie, wrócą stare problemy.

Badaczka związków międzyludzkich doszła do wniosku, że recepta na udane pożycie jest prosta: “kochaj siebie, a nie ważne z kim się zwiążesz.” Buszmeni Khoisan więcej tańczą i odpoczywają niż pracują: “Po co mielibyśmy cokolwiek sadzić, skoro na świecie jest tyle orzeszków mongongo?”. Ludzie z prymitywnych plemion nie patrzą na siebie jak na odrębne byty zamieszkujące Ziemię. Traktują siebie jako część natury, ich świat jest poukładany i pełen duchów. Lęki egzystencjalne to domena głównie świata Zachodu, który poprzez materializm i postępującą świadomość mechanizmów rządzących światem porzucił koncept Boga osobowego. Genialny plan inteligentnego stworzenia okazał się trwającym miliardy lat procesem ewolucji najprostszych cząstek do złożonych organizmów.”

“O tym ci właśnie mówiłem. Bawiłem się kiedyś w programowanie automatów komórkowych. Tworzysz na przykład mały obiekt graficzny i implementujesz mu kilka prostych funkcji, opisujących jak ma się zachować, gdy trafi na inny obiekt. Potem odpalasz symulację miliona obiektów i patrzysz co się dzieje. Na zbliżeniu efekt przypomina chaos, ale gdy oddalisz perspektywę, zaczynasz obserwować wzory. A jeśli taki zbiór komórek tworzących jakiś wzór potraktujesz jako nową komórkę i znowu powielisz miliony razy, to zwiększając perspektywę o kolejny rząd, otrzymasz nowe logiczne obrazy. Taka ma być teoria wszystkiego - znaleźć element podstawowy, z którego wyprowadzone zostaną wszystkie znane prawa. Nie ma tu miejsca na Boga, miłość, dobro - są tylko równania. Fajnie, że miliardy ludzi nie ma lęków egzystencjalnych, bo wierzą w duchy, życie pozagrobowe, energię chi, wieczną świadomość, ale przy odpowiedniej dawce wiedzy nie wrócisz na ten poziom, choćbyś nie wiem jak pragnął.”
“Może istnieje jakaś funkcja podstawowa, a może zawsze da się zejść poziom niżej i wznieść wyżej. Może cały nasz wszechświat jest komórką czegoś niewyobrażalnie bardziej złożonego, a najmniejszy budulec atomu odrębnym wszechświatem. A może jesteśmy tylko symulacją w czyjejś grze komputerowej? Wszystko i nic - umysł szaleje, a ty utożsamiasz swoje poczucie sensu z ogarnięciem kolejnych teorii. Doszedłeś do etapu “świat nie ma sensu” - naucz się akceptować rzeczywistość i celebrować życie.

Ścieżka bycia szczęśliwym nie wyklucza pozostałych - możesz równocześnie bogacić się, rozwijać zawodowo, duchowo, zgłębiać nowe teorie kosmologiczne i umawiać z dziewczynami. Cele stają się wyzwaniem, przygodą, a nie warunkiem osiągnięcia spokoju, szczęścia czy spełnienia. Sukcesy w każdej z tych dziedzin wzmocnią twoje postępy na drodze do spełnienia, ale nie przywiązując się do nich unikniesz łechtania ego i brania do siebie bólu porażek. Po kilku krokach do szczęścia możesz uświadomić sobie, że niektóre cele już cię nie interesują. Pewnego dnia możesz rzucić wszystko i ruszyć rowerem dookoła kuli ziemskiej albo postanowisz zostać milionerem, żeby polecieć w kosmos.”
“Brzmi jak bajka. Ale nauczenie się czerpania radości z tego, że jestem, pewnie nie będzie tak proste, jak posprzątanie mieszkania…”
“Może być łatwiejsze, niż ci się wydaje. Uporządkowanie swojego otoczenia to pierwszy ważny krok ku harmonii. Dzięki prostej technice wykształcenia pozytywnych nawyków sprzątania już go zrobiłeś.”
“Faktycznie. Świadomość, że utrzymuję w porządku swoje mieszkanie i miejsce pracy odjęło mi sporo zmartwień. Mam już zdecydowanie mniej wyrzutów sumienia, kiedy surfuję po sieci lub oglądam seriale”, uśmiecha się Marcin.