wtorek, 5 maja 2020

Krach skasowany, co dalej?

Krach na szerokim rynku skasowany:


Znacznie gorzej sprawuje się WIG20, czyli tam gdzie karty rozdaje zagranica. Dołki z 2016 i luka marcowa na razie nie do przejścia:



Co dalej?

W krótkim terminie nic nie wiadomo. Jedni mówią UP, drudzy DOWN, trzeci FLAT. Jedni, drudzy lub trzeci trafią.

Ale w dłuższym wyrysowują się pewne zależności.

Bessa na SWIG80 od stycznia 2018 (w rzeczywistości spadki były od wiosny 2017), wtedy gdy startowała globalna bessa, obecny ruch mieści się w średnim cyklu bessy:

Tutaj porównanie długotrwałej bessy na WIG20USD 2014-2016 z bessą SWIG80 2017-2020:



I na koniec: rentowność obligacji 10-letnich vs dywidendy z WIG:



20-stokrotny spadek w kilkanaście lat. To nam pokazuje jak iluzoryczne są ceny. Wszystko przeżywa okresy, gdy wydaje się wiele warte i okresy gdy postrzegane jest jak bezwartościowe: gotówka, nieruchomości, złoto, ziemia, udziały w biznesie, ropa, żywność, papierosy, spółki dywidendowe czy wzrostowe.

sobota, 2 maja 2020

SPX: bessy w super cyklu hossy

Od 1942 możemy wyznaczyć 2 super cykle hossy na S&P500: 1942-1968 i 1974-2000 oraz kilkunastoletnie rynki niedźwiedzia 1968-1982, 2000-2013 (okresy się nakładają, bo początek hossy liczymy od dołka bessy, a koniec bessy od definitywnego wybicia kilkunastoletniego szczytu):



Bessy w trakcie super cyklu hossy znacząco różnią się od okresów super bessy. O ile w bessie pokoleniowej 1968-1982 bessy trwały po kilkanaście miesięcy, w czasie hossy 1982-2000 były krótkie i bardzo dynamiczne. Przeanalizujmy 4 z nich: 1987, 1990, 1994 i 1998:

val spx1987hi = TickerEntry(1987, 8, 26, 0)
val spx1990hi = TickerEntry(1990, 7, 16, 0)
val spx1994hi = TickerEntry(1994, 2, 2, 0)
val spx1998hi = TickerEntry(1998, 7, 20, 0)

i porównajmy z obecną bessą 2020:


i uśredniona ścieżka:



w dłuższym terminie:


Jeżeli przyjmiemy, że w 2009 zaczął się kolejny cykl super hossy, potwierdzony definitywnym wybiciem szczytów 2000 i 2007 w 2013, to obecna bessa nie odbiega znacząco od średniej. Ba, widzimy nawet, że skala wzrostów była najniższa z badanych okresów, co powinniśmy raczej wiązać z rekordowo niską inflacją w tym okresie.

Czy to oznacza, że wkrótce (po sell in may?) wrócą wzrosty? Nie wiem. Nie fiksuję się jednak na wielomiesięczną bessę, którą widzi tylu komentatorów.

piątek, 1 maja 2020

Reminiscencje Twórcy Systemów cz. 6: Programming Linux Games

Jestem wielkim fanem bardzo prostego modelu, który idealnie oddaje jak się czujemy i postępujemy w zetknięciu z jakąś nową dziedziną. Na początku nie wiemy czego nie wiemy, dlatego jesteśmy w fazie “nieświadomej niekompetencji”. Tutaj zachowujemy się różnie: czasem wydaje się, że wystarczy tylko sprawdzić tu, przestawić tam i się zrobi, proste jak drut. A czasem odwrotnie: nie wiadomo z której strony ugryźć, lepiej nawet się nie zabierać. No, ale zaczynamy coś dłubać, oglądać tutoriale i monolit zaczyna rozpadać się na podproblemy. Dociera do nas jak wiele jest niewiadomych - to znak, że jesteśmy w fazie 2: “świadomej niekompetencji”. Odpowiada to lokalnemu dołkowi na krzywej uczenia.



Jeśli jesteśmy wytrwali lub ktoś nam po prostu każe, rozwiązujemy kolejne podproblemy, rozpraszamy chmurę niepewności i przesuwamy się do fazy “świadomej kompetencji”. Wiemy co trzeba zrobić, żeby osiągać konkretne cele, ale musimy się napracować. Ostatnia, 4 faza: “nieświadoma kompetencja” to autopilot. Ktoś przychodzi do ciebie z problemem, rzucasz przez ramię “spróbuj Emacsem przez Sendmail” i dziwisz się, że dalej stoi w przejściu, zamiast brać się do roboty. Na każdy powszechnie występujący problem masz błyskawiczne rozwiązanie, na problemy złożone masz schemat rozwiązania. Ponieważ nie musisz tych patternów wymyślać, wydaje ci się, że są naturalne. Nie pamiętasz godzin spędzonych na łączeniu odpowiednich faktów, które doprowadziły do stanu kompetencji.

Pierwsze dwa lata studiów to z grubsza życie studenckie, nauka żeby zdać, praktyka programowania i SC-CS, czyli StarCraft i Counter Strike. Dorabiam pisaniem elektronikom i telekomunistom programów na zaliczenie. Możecie oceniać to negatywnie, ale wtedy tak było; chłopacy byli przerażeni, bardzo chcieli zdać, nie widzieli innej drogi. Brałem niskie stawki i długo tłumaczyłem program, nim wypuściłem delikwenta. Byłem w tym tłumaczeniu całkiem dobry, na gotowym programie uczyli się więcej niż na zajęciach. A po wyjściu klienta zaraz z chłopakami na piwko do Melmaka, klubu studenckiego w naszym akademiku, żeby przepić wypłatę.

Na trzecim roku CS i Melmak zaczęły mi się nudzić. Dojrzałem wreszcie do Linuxa. Jako młody informatyk byłem na wznoszącej ku fazie świadomej kompetencji. Linux był powszechnie wykorzystywany na uczelni i oferował bogactwo darmowych narzędzi. Przez kilka miesięcy rozpracowuję Red Hata, zmieniam środowisko Borland C++ na  KDevelopa.

Wtedy Leny pożycza mi książkę: Programming Linux Games. Poradnik jak krok po kroku podłączać multimedia, wykorzystując przenośną bibliotekę SDL. Objawienie. Mam już wszystko co niezbędne, żeby pisać gry! Środowisko pracy, język programowania i bibliotekę do obsługi multimediów.

Link do wszystkich części: https://podtworca.blogspot.com/2020/04/reminiscencje-tworcy-systemow.html

środa, 29 kwietnia 2020

Wyniki ankiety: zaangażowanie w akcje

Dziękuję wszystkim za oddanie głosów. Wyniki:



37% - cash is the king
28% - niskie lub średnie zaangażowanie w akcje
35% - wysokie lub all in

Porównajmy wyniki z Indeksem Nastrojów Inwestorów Indywidualnych:


Wniosek jest tylko jeden: ankietujący nie ściemniają :D

Wynik odpowiada także sytuacji na WIG, który odrobił połowę krachu:


W bliskiej perspektywie dojdzie do wybicia. Wcześniej większość spodziewała się drugiego dna, dzisiaj jedne 36% preferuje wzrost, drugie 36% spadek. Nie mam pojęcia w którą stronę podąży rynek, w polskich realiach na sell in may preferowany jest tradycyjny dół.

Choć ani ankieta, ani technika nie dają sygnału, chciałem podzielić się z wami pewnym spostrzeżeniem. Sporo ostatnio słyszę, że szeroki napływ nowego narybku na GPW jest oznaką końca korekty. Leszcze mają zostać wciągnięte w pułapkę i odejść w skarpetkach. Uważam, że jest odwrotnie - to właśnie ci nowi, którzy przychodzą dzisiaj na giełdę skorzystają najwięcej. Ich umysły nie są skażone wiecznymi spadkami. Możliwe, że w tej bessie dostaną jeszcze kopniaka, jak ja dostałem na początku 2009, kiedy przyszedłem na giełdę w dołku krachu 2008. Ale późniejsze wzrosty pozwolą im odrobić straty bez względu na nikłe umiejętności.

Jako ilustrację niech posłuży kariera słynnego inwestora Stanleya Druckenmillera. Po ledwie 2 latach w pracy został awansowany na dyrektora equity research, przeskakując 8 doświadczonych pracowników. Na pytanie dlaczego taki żółtodziób awansuje, dostał odpowiedź:

For the same reason they send 18-year-olds to war. You’re too dumb, too young, and too inexperienced not to know to charge. We around here have been in a bear market since 1968.’ (this was 1978) ‘I think a big secular bull market’s coming. We’ve all got scars. We’re not going to be able to pull the trigger. So I need a young, inexperienced guy to go in there and lead the charge.


wtorek, 28 kwietnia 2020

Ankieta - zaangażowanie w akcje

Zapraszam was do kolejnej ankiety. Tym razem dowiemy się, ile kapitału trzymamy w ryzykownych aktywach.
Mam pewną teorię, popartą kilkoma historycznymi spostrzeżeniami, jednak trzeba sprawdzić, czy dane pasują.

Jaki procent Twojego portfela stanowią akcje i fundusze akcyjne
 
pollcode.com free polls

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Reminiscencje Twórcy Systemów cz. 5: Koncentracja, perspektywa, zaciemnienie

Dzisiaj napiszę o dwóch kluczowych cechach najlepszych twórców systemów oraz poruszę ideę studiów wyższych.



Powszechnie spotykam się z opinią, że studia to strata czasu i w obecnych czasach można zostać wysoko opłacanym specjalistą bez wyższego wykształcenia. Nie zaprzeczę, znam kilku świetnych programistów, którzy rzucili studia we wczesnych latach i nie przeszkodziło im to w karierze. To ludzie operatywni, nie boją się rzucić dobrej posady i wyemigrować na jakiś czas do UK, albo jeszcze lepiej - założyć firmę w Polsce i pracować zdalnie za zachodnie stawki.

To co łączy ich z najlepszymi (z których większość jednak studia kończyła) to koncentracja. Umiejętność wprowadzania siebie w stan wielogodzinnego skupienia na wykonywanej pracy. Będę ten temat tłukł przy innych częściach reminiscencji, bo wielokrotnie w swoim życiu spotykałem się z niezrozumieniem roli koncentracji w korporacjach, szczególnie na rozmowach kwalifikacyjnych.

Lubię określenie stosowane przez Japończyków: zen. Zen to robienie jednej rzeczy w jednym momencie. Weźmy takiego ogrodnika, który praktykuje zen: spędza cały dzień w ogródku, wykonuje prostą pracę, ale się nie nudzi. Nie patrzy ile jeszcze zostało. Jest w pełni skoncentrowany na “tu i teraz”, przekopuje grządki jedną za drugą. 1 by 1. Życie nie ucieka mu na rozmyślaniu, planowaniu, reagowaniu - on to życie w pełni przeżywa. Jeśli potrafisz w swojej profesji wejść w zen, nie masz problemów z zawalaniem terminów. Kiedy ktoś się ciebie spyta “kiedy to będzie gotowe”, możesz mu z czystym sumieniem odpowiedzieć “będzie gotowe, kiedy będzie gotowe”.

W kulturze zachodniej przyjął się termin ‘flow’. Flow różni się od zen tym, że zadanie wymaga intelektualnego wysiłku. Niesie ze sobą wyzwanie, pobudza umysł do twórczego rozwiązania nie do końca zdefiniowanego problemu. Problem nie może być zbyt łatwy, żeby się nie znudzić, ani zbyt trudny, żeby się nie zniechęcić. W programowaniu i projektowaniu systemów raczej przebywa się we flow, powiedzmy że to pewien podzbiór zen.

Studia wyższe dają perspektywę. Jak przekonywałem w ‘pierwszej mapie’, jesteśmy zakotwiczeni w pierwszych podejściach do nowych problemów. Jak odnoga korzenia rozwijamy się w wąskim obrębie. Nawet jeśli zapuszczamy ten korzeń głęboko, nie wiemy o istnieniu innych rozgałęzień. Studia dają nam wgląd w inne odnogi, które zazwyczaj nas mniej interesują, ale czasami są game-changerami. Takim game-changerem na pierwszym semestrze były dla mnie układy cyfrowe - choć wiedziałem, że nie będę elektronikiem, wyjaśnienie przejścia od najprostszych funkcji logicznych do układów realizujących złożone funkcje otworzyło mi oczy na podstawową cechę systemów: składają się z wielu warstw operujących na własnych zasadach. Zrozumiałem logiki na jakich operują dane warstwy i transformacje pomiędzy sąsiadującymi warstwami.

Po dobrych studiach zaczynasz umiejscawiać węzły układu korzennego i wspinać się wyżej, do węzłów z których odchodzą pozostałe odnogi.

Ostatni temat dzisiejszego wpisu: zaciemnienie. Trzecia cecha twórców systemów: umiejętność selekcji co jest istotne, a co jest szumem. Kiedyś po sieci krążył wpis byłego pracownika Microsoftu, dlaczego wypuszczają tyle dupnych super-hiper bibliotek, kodeków i innych bajerów, które nie wiadomo do czego służą i są przeklinane przez programistów. Na początku XXI wieku MS był nielubianym monopolistą, którego każdy chciał podgryźć. I ten były pracownik napisał: jedyny cel tych wszystkich nowinek wymyślanych przez marketingowców i operatorów powerpointa to skierowanie konkurencji na mielizny. Robili kampanię, że każda firma potrzebuje najnowszy model danych (nazwijmy go roboczo MOX) od Microsoftu, i najlepsi inżynierowie w firmach software’owych byli oddelegowani do implementacji MOXa. Nikt tego MOXa nie potrzebował, nikt go nie używał, ale każdy szanujący się system B2B posiadał jego obsługę.

I podobnie jest na studiach: większość przedmiotów to zaciemnianie. Jak widzisz, że dany przedmiot to lipa, wąska odnóżka korzenia bez rozgałęzień, to robisz tylko niezbędne minimum, żeby go zaliczyć.

sobota, 25 kwietnia 2020

Maraton w czasach pandemii

Bieganie znowu jest legalne od poniedziałku, więc postanowiłem przeznaczyć piątek na tradycyjny reset maratonem. Biegam coś dłuższego średnio co miesiąc od lat. Pozwala mi to spojrzeć na życie z perspektywy, wyrwać się z codziennego kołowrotu. I nie inaczej był wczoraj. Zacząłem z planem, potem go porzuciłem, a potem naszły mnie głębokie refleksje...

1. Zbiorniki wodne

Mieszkam w powstałym praktycznie w ciągu ostatnich kilkunastu lat Gdańsku Południe. To teren pagórkowaty z licznymi parowami, strumieniami i bagnami, które zostały w większości uregulowane i chronią położone poniżej miasto przed powodziami. Do centrum 7 km, do plaży 12, za obwodnicę na Kaszuby 3. I to właśnie ten ostatni kierunek najczęściej wybieramy na dłuższe (15+ km) wybiegania, ponieważ obfituje w lasy i jeziora.

Początkowo chciałem sfotografować każdy zbiornik wodny na osiedlu. Pokazać, że pozornie nudne osiedle na obrzeżach Gdańska może kryć ciekawe miejsca, nie kojarzone z atrakcjami miasta takimi ja zabytki czy plaże. Przy okazji też zobaczyć na własne oczy skutki suszy.

"Mój" największy skarb, to położony tuż obok bloku zdziczały park z pałacem. Uwielbiam wiosną słuchać śpiew ptaków, stukanie dzięciołów. Na co dzień wychodzę tam dla zdrowia psychicznego  pokręcić się i pogapić w zieleń. Poziom wody w stawie niestety obniżył się, widać to szczególnie po odsłoniętych korzeniach drzew.



Obok parku wciąż zachował się obszar nieużytków, który częściowo ma pozostać dziki. Kryje się tam kolejny staw:


Po drugiej stronie wzgórza teren został już gęsto zabudowany (dzielnica Ujeścisko) ze sztucznym zbiornikiem koło szkoły:


Biegnę jarem na osiedle obok. Mają dwa stawy. W pierwszym nie można pływać:


A w drugim chyba można, bo nie ma znaku :)


Biegnę kilkaset metrów dalej i:


Potem jakiś kilometr w dół do lasku na punkt widokowy.

Stąd przybyłem

Tam zmierzam

Jarem między Orunią Górną a działkami biegnę do Parku Oruńskiego.



Zatrzymuję się przy kanale Raduni:




Wchodzę do parku:



I wracam pod dom zaliczając sztuczne zbiorniki:


Znowu szkoła - czyżby jakaś prawidłowość?

Przy zbiorniku obok szkoły zakręcam pod przedszkole. Obok zachował się mój ulubiony "górski" jar. Tutaj już widać suszę, strumień ledwo płynie:



Jestem już z powrotem na naszym osiedlu:


Wtedy przypominam sobie, że koło szkoły sportowej powstaje kolejny park ze stawem, więc skręcam tam:


I w końcu kieruję się nad główne zbiorniki retencyjne:

staw 1

ten sam staw 1

przejście 

i staw 2

Powrót tą samą trasą?


Tak, ale drugą, dziką stroną.



Po przebiegnięciu ok. 16 km kieruję się za obwodnicę.

2. Jest pięknie, elektrownia Straszyn

Po drugiej stronie cichnie hałas i przechodzi mi ochota na rejestrowanie każdego stawu. Poddaję się chwili i kolejne kilometry po prostu biegnę. Różnych oczek wodnych, bagien, strumieni jest sporo, jednak niektóre koryta suche na wiór.

W Straszynie skręcam w kierunku jeziora i wzdłuż Raduni docieram do elektrowni wodnej. Widoki piękne:








3. Po co to wszystko?

26 km w nogach, świeci słońce, obmywam się wodą i przypominam sobie, że przez całą trasę wypiłem tylko 0.25 litra soku. Kieruję się na Bąkowo, do naszego tradycyjnego sklepiku, w którym zawsze uzupełniamy promile w krwi, gdy biegamy w pasie Otomin-Kolbudy-Straszyn.

Zmęczenie i pragnienie skłaniają do głębszych refleksji. Po co prowadzę bloga, kanał na Twitterze i inne aktywności. Skąd to pragnienie, by pisać, czy mam coś sensownego do powiedzenia? Przesuwają mi się w myślach ostatnie zdarzenia, gdy próbowałem znaleźć z niektórymi ludźmi nić porozumienia i było to tak trudne.

Wtedy dochodzi do mnie, że czynnikiem decydującym o postrzeganiu sytuacji jest czas. Człowiek skupiony na dniu dzisiejszym, który nie analizuje własnej historii ani skutków swoich poczynań, nie jest w stanie zrozumieć dalekosiężnych planów. Postrzega rzeczywistość jako jest mi dobrze, jest mi źle, więc jeśli teraz jest mu źle, bo wiązał jakieś nadzieje z tobą, a nie widzi że w przyszłości może być o wiele lepiej, będzie cię obwiniał. Nie pamięta też przysług, które mu wyświadczyłeś, przekręca przeszłość kierując się aktualnym stanem.

Są też ludzie, którzy myślą w długim terminie, ale ograniczają się do planowania w skali własnego życia. Susza, pustynnienie kraju, wymieranie gatunków? Olać, to już po ich śmierci. Celem jest zgromadzenie majątku i wydanie go przed śmiercią zgodnie z maksymą, że do grobu nic nie zabierzesz. Nie oceniam negatywnie takiego podejścia, życie mamy jedno i warto je najlepiej przeżyć. Niestety musimy mieć świadomość, że nasze wygody mają często negatywne konsekwencje dla innych ludzi i żywych istot.

Cel mojego życia wykracza poza jego kres. To, że piszę o roślinach, sporcie, odejściu od kolektywnego myślenia, kopalin, masowych hodowli zwierząt, przywróceniu naturalnej retencji wód nie ma na celu wkurzać ludzi, tylko uchronić nas przed negatywnymi konsekwencjami naszych własnych poczynań. Odzwierzęce epidemie, schorzenia cywilizacyjne, depresje, pustynnienie kraju - wszystkiego tego moglibyśmy uniknąć, odwrócić negatywny bieg.

Dlatego każdy głos od Was, że dzięki blogowi zaczęliście zmieniać podejście do odżywiania, ruchu, konsumpcji nadaje sens pisaniu. Wiem, że wszystko co robię pozostanie niszowe, nie trafię z tym przekazem do szerokiej publiczności. Jestem jak średniowieczny mnich kopista, który przepisuje latami starożytną księgę, by wiedza przetrwała. Albo budowniczy katedry, który nigdy nie ujrzy finału swego dzieła, bo jego misją jest dołożenie cegiełki ku chwale Boga.

W końcu docieram do sklepu. Zimne bezalkoholowe i chałwa stawiają mnie na nogi. Zostało ok 12 km do mety. Cykam fotkę dla chłopaków:


 I kieruję się na jezioro Otomińskie.