Taką spółką była Ambra, przeceniona z 20zł na 1.17 (na stooq historyczne wartości są skorygowane o dywidendy), którą wyzbierałem średnio po 1.55 i planowałem trzymać do 10zł. Nic z tego nie wyszło, bo szybko wyprzedałem pakiet, a potem jeszcze kilka razy wracałem za mniejsze kwoty i oddawałem wyżej żałując, że gdybym nic nie robił, to bym 10-razy więcej zarobił:
![]() |
Znacznie gorzej poszło na Lotosie, którego miałem ze średnią 16zł, a sprzedałem z 50% stratą po 8 2 dni przed dołkiem:
2009 rok był bonanzą dla tych, którzy wiedzieli jak trzymać zyski. Przygotowując się na kolejną hossę postanowiłem nie popełnić wcześniejszych błędów i trzymać zyski. Jednak jak wiadomo inwestorzy jak generałowie, są przygotowani do ostatniej wojny, dlatego przegrywają nowe. Hossa rozpoczęta w połowie 2012 roku pokiereszowała mnie tak mocno, że gdy przyszły prawdziwe wzrosty w 2013 roku zacząłem zbyt szybko ucinać zyski. Przyczyną była ta inwestycja:
Udało mi się zakupić pakiety blisko dna i szybko zarobić ponad 30%. Jednak pomny doświadczeń z 2009 roku nie chciałem zadowolić się byle zyskiem - liczyłem na min. 80% zysku przy pierwszym zniesieniu fibo. Jak widać spółka zrobiła psikusa i nigdy póki co nie wróciła w tamte rejony, a ja wymęczony nieustannym zbijaniem każdego wybicia pożegnałem się rok później z Tesgasem ze stratą, bo redukowałem się zawsze w dołku..
Podobnie było z Agorą: najpierw szybki zysk od dołka, by potem wpaść w stratę, którą jednak tym razem wykorzystałem do powiększenia pakietu, ale i tak zniechęcony zachowaniem spółki oddałem ją z niewielkim zyskiem:
Choć w 2012 kupiłem sporo akcji w okolicach dołków, musiałem czekać prawie rok, żeby zaczęły zarabiać. W tym czasie ich kursy bujały się od -30 do +40%, a moja cierpliwość i długoterminowe plany wyczerpywały się. Przybliżmy sytuację na wykresie:
Hossie na WIG20 towarzyszyła bessa na Całym rynku (głównie przez Newconnect, bo małe spółki z WIG szły w bok). Choć rozpoczynałem rok 2013 w byczym nastroju, moja wiara w sens trzymania zysku była już zachwiana przez ciągłe wahania na Colianie, Agorze i Tesgasie. Przez to sknociłem najlepsze pozycje jakie zająłem w życiu. Pierwszą było Monnari, które tak mi się podobało fundamentalnie i technicznie, że zaczynałem wietrzyć jakieś przekręty w księgach, bo przecież nie taka spółka nie może kosztować 1zł:
Przekrętu nie było, gruby wyzbierał akcje i rozpoczął wielkie pompowanie, które skończy się wielką dystrybucją. Choć zarobiłem łącznie 100% na Monnari, to inwestycja okazała się porażką wziąwszy pod uwagę, że kurs oscylował niedawno blisko 15zł - 1500%, tyle można było wyciągnąć. Drugą wtopą była ATG, również kupiona w idealnym momencie - koniec akumulacji, wybicie na wysokim obrocie:
Zamiast 400% zainkasowałem 40% zysku. Gdzie popełniłem błąd? Pomijając dewastujące doświadczenia z 2012, moim głównym błędem było przeświadczenie, że akcje rosną bezpiecznie do wartości godziwej, czyli gdzieś w okolice wartości księgowej, a potem jest już tylko ryzykowna spekulacja. Skoro Monnari było handlowane za 1zł, a wartość księgowa wynosiła bodajże 3.4zł, to stosunek zysku do ryzyka wyglądał bardzo atrakcyjnie. W okolicy 2.36 wyznaczyłem poziom redukcji (na wypadek gdyby kurs wywinął numer podobny do Tesgasa czy Agory), a resztę miałem sprzedać po 3.4.
Tymczasem to założenie było kompletnie oderwane od rzeczywistości - wartość księgowa nie ma większego znaczenia przy wzrostach. Nawet zyski nie są najważniejsze. Najważniejsze jest czy akcje spółki przechodzą w silne ręce, bo tylko duży, większościowy udziałowiec będzie pchał kurs do góry wbrew wszelkim wyliczeniom i logice. I tutaj, gdy już fundamenty mówią nam, że jest bezpiecznie, a komunikaty potwierdzają wchodzenie funduszy, najważniejsza jest Analiza Techniczna. Jest trend wzrostowy, wybicia zgodne z trendem, wsparcia. Wtedy się zarabia.
Czy odrobiłem lekcje z dwóch poprzednich rynków byka? Jaki kształt na wykresie przybierze kolejna hossa? Na razie kupiłem trochę walorów, które obserwowałem przez rok. Na przykładzie dwóch spółek: jedna już sprzedana, bo kompletnie nie potrafię określić tu fundamentów i obawiałem się powtórki z Tesgasa/Agory:
druga kupiona z założeniem, że będę dobierał na korektach i trzymał dopóki nowe dołki będą powyżej poprzednich:
Cechą wspólną wszystkich spółek, które pojawiły się w tym wpisie była niska wartość księgowa w momencie zakupu, ale broniona realnymi przychodami z działalności podstawowej. Taka jest moja taktyka - długo czekać na optymalny moment, kupić perełkę w dołku i... No właśnie - za tym "i" są różne drogi. Czasem chwycisz 100% zysku i wściekasz się, że mogłeś polować na 1000%, a czasami zamieniasz te 100% w stratę i wkurzasz się na swoją pazerność.
Podskórnie czuję, że 2015 jest rokiem akumulacji na GPW. Może będzie jakiś szybki pogrom - podwójne dno pasowałoby po V-hossie 2009 i długiej akumulacji z 2012, ale to co było tanie i zarabia raczej mocno nie spadnie. Fundusze napompowały to co ciągnęło indeksy, jakieś LPP, CCC, Azoty. Nie patrzę na takie spółki, bo są drogie - nawet jeśli kontynuują trendy wzrostowe; nie kupiłem ich w dołku, więc teraz nie ryzykuję, że przy C/WK w okolicy 7 fundy podbijają na kolejny szczebel, bo mogą zrobić pułapkę jak w wrześniu 2014 na LPP.


































