Co jakiś czas natrafiam w sieci na wykresy np. wielkiej formacji megafona, która miałaby się zrealizować w Stanach. Wg autorów tych projekcji (zazwyczaj bazujących na falach Elliotta albo astrologii finansowej) indeksy amerykańskie zejdą poniżej dołków z 2009 roku. Cóż, na świecie wszystko jest możliwe, ale nie postawiłbym złotówki na takie projekcje. Z prostego powodu - w obecnym systemie pieniądza fiat rynki są skazane na wzrosty, ponieważ aby system trwał, musi zachodzić nieustanna kreacja pieniądza. Popatrzmy jak przybywało dolarów w ciągu ostatnich 14-stu lat:
Od 2000 roku "total money" wzrosło z ok. 43 bilionów do blisko 120 bln. Do 2008 roku było to "zdrowy" wzrost oparty o kredyt (zdrowy z punktu widzenia monetarystów, którym nie przeszkadzało dmuchanie bani na nieruchomościach), ale nawet gdy doszło do słynnej deflacji, Fed natychmiast uruchomił drukarki i uzupełnił braki w bilansach. Kiedy firmy i ludzie nie brali kredytów, brał je rząd, co jakiś czas serwując obywatelom szopkę pod tytułem podnoszenie limitu zadłużenia (mogliby ustawić ten limit do PKB i bolączki by zniknęły, ale może o to chodzi, żeby był show).
W internecie możemy znaleźć dziesiątki wykresów pokazujących, że aktualne wyceny akcji są księżycowe. Choć uważam, że mamy do czynienia z przegrzaniem i przewartościowaniem w USA czy Niemczech, to daleki jestem od twierdzenia, że na akcjach jest bańka porównywalna do tej z 2000 roku. Wystarczy do tego prosta matematyka (wielkości podaję na oko z wykresu, nie chodzi o dokładne wyliczenia, ale pokazanie skali) :
top 2000: 1550
total money: 43 bln
top/money: 36
top 2007: 1560
total money: 83
top/money: 18.8
top 2014: 1850
total money: 120
top/money: 15.4
Gdybym miał dane pod ręką i więcej czasu, pobawiłbym się w poszukiwanie średnich i ekstremalnych kapitalizacji giełd, ale myślę że z tych wyliczeń widać, że o ile oczekiwanie solidnej korekty ala flash-crash ma racjonalne uzasadnienie, to granie pod armagedon jest obarczone bardzo wysokim ryzykiem.
Permabears mają jeszcze 2 argumenty w zanadrzu:
1. Rekordowy sentyment na giełdach ("ostatecznie jeśli wzrosty potrwają, to będę jednym z tych 10%, który zapłaci 90% byków"). Jest to dobry wskaźnik na mocniejszą korektę, ale po pierwsze nie wiadomo jaki będzie sentyment na dnie korekty, a po drugie nie zwracają uwagi na inwestorów, którzy siedzą w obligacjach i przechodzą na rynki akcyjne.
2. 24-letnia bessa na NIKKEI. Japonia jest specyficznym krajem - zamkniętym dla obcych z hermetycznym rynkiem i silnym kultem pracy (kraje bez takiego kultu przebywają w permanentnej inflacji). Kiedy pękała bańka na akcjach i nieruchomościach, odwracał się również trend demograficzny, jednak ubywających Japończyków nie zastąpili imigranci. Bank centralny nie drukował też waluty jak szalony, co widać choćby na tym wykresie:
800 u szczytu bańki w 1989 roku vs ok. 1000 pod koniec 2007. Jak na 18 lat to tyle co nic - tymczasem w Stanach od 2000 do 2014 mamy wzrost blisko 3-krotny! Zupełnie inne kraje, zupełnie inna polityka monetarna. Jak to mawiają misie przez zaciśnięte zęby po każdej pompce: "liczy się tylko dodruk".
Nie biorę pod uwagę krajów nie prowadzących własnej polityki pieniężnej jak np. Grecja, której giełda jest na poziomach z 1990 roku. Gdyby nie mieli euro, drukarki pracowałyby pełną parą, a świeżutkie drahmy pompowałyby giełdy, towary, ziemię i co tam jeszcze się da.
Blog o inwestowaniu, grze na giełdzie, rozwoju osobistym, przemyślenia na temat egzystencji, poszerzanie świadomości. Czasem trochę o żarciu i bieganiu - życie :) Napisz do mnie: deedees małpa o2 kropcia pl
czwartek, 20 lutego 2014
piątek, 14 lutego 2014
Spadaj pan
Zgodnie z krachowymi analogiami S&P500 wczoraj lub dziś ustanowi lokalny szczyt niższy niż z początku stycznia i rozpocznie się niekontrolowany zjazd. Postanowiłem zagrać pod tę projekcję (właściwie to pogrywam już od listopada zeszłego roku skracając szczyty i redukując na dołkach). Popatrzmy na wykres:
Na GPW mamy sporo możliwości zagrania na krótko bez lewara, np. certyfikaty na spadki DAX czy ES.F (z różnymi dźwigniami, największa to x4) . Nikogo nie namawiam do gry przeciwko takiemu trendowi! Sam unikam lewara i krótkie pozycje stanowią niewielką część portfela. Są opcją na wypadek mocnego spadku - wtedy dadzą szybko zarobić, natomiast ewentualne dalsze wzrosty nie zagrożą portfelowi, ponieważ z poziomu 1820 pkt wzrost na np. 2000 to tylko 10%. Bez problemu wytrzymam taką stratę dodatkowo pogrywając longi z trendem krótkoterminowym.
Dla mnie sztuka spekulacji polega na kupieniu tanio i sprzedaniu drogo (lub na odwrót). Kiedy cena dochodzi do absurdalnych poziomów nagle okazuje się, że wszyscy zaczynają grać z trendem. Natrafiłem na kilka takich wpisów na blogach - gracze, którzy dotychczas poszukiwali długoterminowych zagrań, teraz kupują longi i piramidują pozycje na zachodnie indeksy. Rynek zrobił się dla nich prosty, wystarczy kupić na SMA50/100/200 i dokładać gdy rośnie. W 2013 rzadko widywałem podobne analizy, choć wtedy ta prawidłowość się krystalizowała.
Silną alternatywą dla spadków teraz jest "horror 2010", czyli okres styczeń-kwiecień 2010:
Wtedy podobnie jak teraz mocniejsza fala spadkowa przyszła na przełomie stycznia i lutego, a potem przez ponad miesiąc indeks piął się po 0.1-0.2% każdego dnia, robiąc nowy szczyt. Był to niezwykle męczący okres dla misiów, kiedy wielu wymiękło nastąpił flash-crash i cała piramidka zawaliła się w 2 dni.
Za tą analogią może też przemawiać zachowanie NASDAQ100:
który hiperbolicznie pnie się w kierunku kolejnego fibo.
WIG20 oczami zagranicy:
czwarte podejście do linii bessy. Kiedyś wreszcie puści i może być gorąco. Co ciekawe zachowanie indeksu pasuje do obu koncepcji dla S&P500:
1. jeśli teraz crash w Stanach, to u nas zejście np. na dolną bandę lub niżej,
2. jeśli Stany idą na nowy szczyt, to my możemy razem z innymi rynkami wschodzącymi wybić wyraźnie opór i kiedy tamci zaczną spadki, my przetestujemy dotychczasową linię bessy jako wsparcie.
Towary
Czekam na zamknięcie miesiąca - jeśli aktualne świece nie zmienią się, to oznacza że wystartowała inflacyjna część hossy (dolar w dół, surowce w górę) :
tu bym jednak uważał, bo na walutach i indeksach pochodnych od nich, trendy są bardzo zdradliwe - sygnały, które wzorcowo działają dla akcji, tutaj częściej są pułapkami.
Podsumowując:
- zbudowana bezpieczna pozycja krótka na S&P500 i DAX pod scenariusz załamania rynku i spadku S&P500 poniżej 1600,
- krótkoterminowa gra na FW20, ostatnio głównie L,
- zamknięta pozycja na kawie (wzrosty były zbyt szalone, ale jeśli rynek da jeszcze szansę to zaczaję się na cukier i/lub pszenicę),
- zostały 2 spółki z newconnect (LUG i Galvo),
- większość środków w gotówce.
Na GPW mamy sporo możliwości zagrania na krótko bez lewara, np. certyfikaty na spadki DAX czy ES.F (z różnymi dźwigniami, największa to x4) . Nikogo nie namawiam do gry przeciwko takiemu trendowi! Sam unikam lewara i krótkie pozycje stanowią niewielką część portfela. Są opcją na wypadek mocnego spadku - wtedy dadzą szybko zarobić, natomiast ewentualne dalsze wzrosty nie zagrożą portfelowi, ponieważ z poziomu 1820 pkt wzrost na np. 2000 to tylko 10%. Bez problemu wytrzymam taką stratę dodatkowo pogrywając longi z trendem krótkoterminowym.
Dla mnie sztuka spekulacji polega na kupieniu tanio i sprzedaniu drogo (lub na odwrót). Kiedy cena dochodzi do absurdalnych poziomów nagle okazuje się, że wszyscy zaczynają grać z trendem. Natrafiłem na kilka takich wpisów na blogach - gracze, którzy dotychczas poszukiwali długoterminowych zagrań, teraz kupują longi i piramidują pozycje na zachodnie indeksy. Rynek zrobił się dla nich prosty, wystarczy kupić na SMA50/100/200 i dokładać gdy rośnie. W 2013 rzadko widywałem podobne analizy, choć wtedy ta prawidłowość się krystalizowała.
Silną alternatywą dla spadków teraz jest "horror 2010", czyli okres styczeń-kwiecień 2010:
Wtedy podobnie jak teraz mocniejsza fala spadkowa przyszła na przełomie stycznia i lutego, a potem przez ponad miesiąc indeks piął się po 0.1-0.2% każdego dnia, robiąc nowy szczyt. Był to niezwykle męczący okres dla misiów, kiedy wielu wymiękło nastąpił flash-crash i cała piramidka zawaliła się w 2 dni.
Za tą analogią może też przemawiać zachowanie NASDAQ100:
który hiperbolicznie pnie się w kierunku kolejnego fibo.
WIG20 oczami zagranicy:
czwarte podejście do linii bessy. Kiedyś wreszcie puści i może być gorąco. Co ciekawe zachowanie indeksu pasuje do obu koncepcji dla S&P500:
1. jeśli teraz crash w Stanach, to u nas zejście np. na dolną bandę lub niżej,
2. jeśli Stany idą na nowy szczyt, to my możemy razem z innymi rynkami wschodzącymi wybić wyraźnie opór i kiedy tamci zaczną spadki, my przetestujemy dotychczasową linię bessy jako wsparcie.
Towary
Czekam na zamknięcie miesiąca - jeśli aktualne świece nie zmienią się, to oznacza że wystartowała inflacyjna część hossy (dolar w dół, surowce w górę) :
tu bym jednak uważał, bo na walutach i indeksach pochodnych od nich, trendy są bardzo zdradliwe - sygnały, które wzorcowo działają dla akcji, tutaj częściej są pułapkami.
Podsumowując:
- zbudowana bezpieczna pozycja krótka na S&P500 i DAX pod scenariusz załamania rynku i spadku S&P500 poniżej 1600,
- krótkoterminowa gra na FW20, ostatnio głównie L,
- zamknięta pozycja na kawie (wzrosty były zbyt szalone, ale jeśli rynek da jeszcze szansę to zaczaję się na cukier i/lub pszenicę),
- zostały 2 spółki z newconnect (LUG i Galvo),
- większość środków w gotówce.
poniedziałek, 3 lutego 2014
Bujanie z wystrzałem w tle (wyniki ankiety)
Dziękuję za oddanie głosów w ankiecie:
Wyniki nieznacznie premiują obóz niedźwiedzi (zakładając, że 2400 to poziom neutralny, mamy 47% misiów i 53% byczków). Jeśli jednak przyjmiemy za poziom konsolidacji obszar między 2200 a 2600 pkt, to zauważymy, że aż 45% graczy nie wierzy w silniejszy impuls w ciągu blisko połowy roku. Ostatnie 2 i pół roku przyzwyczaiło nas do beztrendzia na WIG20, zatem nie dziwi taki rozkład opinii:
28% misie,
45% neutralni,
27% byczki.
Moja analiza nastroju blogerów i komentujących wskazuje na dominujące podejście:
Wszystkie wskaźniki fundamentalne oraz makro są jeszcze w strefie 'komfortu', nie pojawiły się żadne sygnały, które tradycyjnie przepowiadały bessę (np. podwyżki stóp procentowych, spadające PMI, CLI itd.). Gdyby spadki rozpoczęły się teraz (a właściwie w listopadzie 2013), to byłby to ewenement.
Zwróciłbym jednak uwagę, że gdy w połowie 2012 roku startowała hossa na WIG, większość tych wskaźników również nie wskazywała typowego początku rynku byka - wskaźniki wyprzedzające spadały, nie zaczął się nawet cykl obniżek stóp procentowych. SWIG80 pozostający od listopada w formacji 'budowanie szczytu' daje nam jeszcze statystycznie ok. pół roku na zmianę trendu, a to wystarczająco dużo czasu na 'przygotowanie' wskaźników.
Tym czego poszukuję, jest najbardziej prawdopodobny scenariusz dla szerokiego rynku. Jeśli szeroki rynek ma rosnąć, to ładuję się w akcje, bo nawet strzelając na chybił-trafił zarobię. Jeśli ma spadać, tym bardziej ładuję się w krótkie, bo wtedy wszystko razem pikuje na łeb, na szyję. Jeśli ma iść w bok, to jest problem, bo trzeba szukać wiarygodnych sygnałów na wybranych aktywach, trzymać większość gotówki w odwodzie i jak się nie jest świetnym traderem, łatwo oddać wypracowane wcześniej zyski.
Nie zgadzam się z opinią, że niejednoznaczna prognoza jest bezwartościowa. Niejednoznaczna prognoza z wieloma wariantami daje mi informację, że należy stać z boku i oczekiwać, który z nich zwycięży. Czekam na gotówce już od kilku miesięcy i wciąż nie mogę namierzyć jednoznacznego sygnału, który uwiarygodniłby jeden z głównych scenariuszy dla szerokiego rynku. Np. dominujący scenariusz z początków 2011 roku zakładał silne spadki, scenariusz z lata 2012 wsparty wycenami fundamentalnymi spółek zakładał hossę na małych i średnich spółkach. Dominujący od października 2013 scenariusz dla polskiego rynku zakłada budowanie szczytu, zatem zostaje krótkoterminowe pogrywanie na akcjach i pochodnych.
Zbliżający się dominujący scenariusz zakłada zakończenie konsolidacji na rynkach rozwijających się i zmianę trendu lub wejście w konsolidację rynków rozwiniętych. Spójrzmy na wykresy:
EM są w trendzie bocznym, DM w rosnącym. Jak zinterpretować mój scenariusz:
Wariant 1: DM wchodzą w konsolidację, towary kończą bessę, EM wybijają górą. Wariant uwiarygodniony tradycyjnymi cyklami, rynki wschodzące, oparte o sprzedaż surowców, korzystają z wciąż taniego dolara i zbyt wolnego ograniczania dodruków (np. ograniczenie QE zbalansowane stymulacją ECB).
Wariant 2: Ograniczenie płynności i koniec taniego dolara powodują, że rynki rozwinięte załamują się, a EM i towary wybijają dołem. Ten wariant uwiarygodniają trendy spadkowe względem dolara na walutach państw surowcowych jak Australia, Turcja, RPA czy Rosja i w konsekwencji mocno rosnące tam stopy procentowe, które duszą gospodarki.
Widzimy zatem, że nie mam jeszcze jednoznacznego scenariusza, pod który mógłbym położyć pieniądze jak to było w 2011 (s-ki, certy na spadki), 2012 czy 2013 (akcje małych i średnich spółek). Oczywiście wariantów jest znacznie więcej, to że wyodrębniłem akurat te 2, to mój subiektywny wybór. Teraz poszukuję sygnałów, które przeważą szalę na jeden z nich. Początek roku trochę silniej skłania mnie do opcji nr 2, szczególnie, że pojawiają się pierwsze symptomy zmiany trendu w USA.
Przypomnijmy jeden z zeszłorocznych wykresów ( http://podtworca.blogspot.com/2013/04/rynek-byka-w-usa-po-krachu.html ) :
Na dziś wygląda on tak:
Zgodnie z założeniami sprzed prawie roku akcje amerykańskie mocno urosły i weszły w rejony pierwszych rynków niedźwiedzia: 1987 (wtedy był szybki krach zamiast bessy) i 2007. Kolejne analogie dają jeszcze ponad rok hossy, ale np. w 1980 również było mocne strząśnięcie, po którym na pół roku wróciły wzrosty.
Załamanie na Apple nie powstrzymało jednak wzrostów NASDAQ, który ma obecnie nowego lidera w postaci Google:
Pierwsze istotne opory biegną dopiero powyżej 1500$ za akcję!
Interpretacja: panika może się pojawić w każdym momencie i wtedy będę szorcił, ale jeśli Google będzie kontynuował wzrosty, to przyczaję się z krótkimi na rynki, gdy dojdzie do 1.5k, bo indeksy raczej nie będą w tym czasie spadać wbrew liderowi.
Podsumowując:
jesteśmy blisko wybicia. Jedna z analogii przewiduje nawet panikę startującą w przyszłym tygodniu, która zawiozłaby S&P500 na 15xx a WIG20 mógłby zobaczyć jedynkę z przodu (pod tę analogię, gdyby indeksy rosły przez najbliższy tydzień przyszykowałem scenariusz zagrania, jednak wyniki ankiety nie uwiarygodniły go, dlatego nie został tu opisany). Równie dobrze wybicie może być na północ i rajd na rynkach wschodzących oraz towarach. Np. metale przemysłowe ostatnio spadały, ale kawa urosła i zacząłem ją redukować z ostatecznym celem 150$.
Dla GPW scenariusz krótkoterminowych zagrań pozostaje w mocy, scenariusz zagrań z trendem czeka na zwycięstwo jednego z dwóch opisanych wariantów.
Wyniki nieznacznie premiują obóz niedźwiedzi (zakładając, że 2400 to poziom neutralny, mamy 47% misiów i 53% byczków). Jeśli jednak przyjmiemy za poziom konsolidacji obszar między 2200 a 2600 pkt, to zauważymy, że aż 45% graczy nie wierzy w silniejszy impuls w ciągu blisko połowy roku. Ostatnie 2 i pół roku przyzwyczaiło nas do beztrendzia na WIG20, zatem nie dziwi taki rozkład opinii:
28% misie,
45% neutralni,
27% byczki.
Moja analiza nastroju blogerów i komentujących wskazuje na dominujące podejście:
Wszystkie wskaźniki fundamentalne oraz makro są jeszcze w strefie 'komfortu', nie pojawiły się żadne sygnały, które tradycyjnie przepowiadały bessę (np. podwyżki stóp procentowych, spadające PMI, CLI itd.). Gdyby spadki rozpoczęły się teraz (a właściwie w listopadzie 2013), to byłby to ewenement.
Zwróciłbym jednak uwagę, że gdy w połowie 2012 roku startowała hossa na WIG, większość tych wskaźników również nie wskazywała typowego początku rynku byka - wskaźniki wyprzedzające spadały, nie zaczął się nawet cykl obniżek stóp procentowych. SWIG80 pozostający od listopada w formacji 'budowanie szczytu' daje nam jeszcze statystycznie ok. pół roku na zmianę trendu, a to wystarczająco dużo czasu na 'przygotowanie' wskaźników.
Tym czego poszukuję, jest najbardziej prawdopodobny scenariusz dla szerokiego rynku. Jeśli szeroki rynek ma rosnąć, to ładuję się w akcje, bo nawet strzelając na chybił-trafił zarobię. Jeśli ma spadać, tym bardziej ładuję się w krótkie, bo wtedy wszystko razem pikuje na łeb, na szyję. Jeśli ma iść w bok, to jest problem, bo trzeba szukać wiarygodnych sygnałów na wybranych aktywach, trzymać większość gotówki w odwodzie i jak się nie jest świetnym traderem, łatwo oddać wypracowane wcześniej zyski.
Nie zgadzam się z opinią, że niejednoznaczna prognoza jest bezwartościowa. Niejednoznaczna prognoza z wieloma wariantami daje mi informację, że należy stać z boku i oczekiwać, który z nich zwycięży. Czekam na gotówce już od kilku miesięcy i wciąż nie mogę namierzyć jednoznacznego sygnału, który uwiarygodniłby jeden z głównych scenariuszy dla szerokiego rynku. Np. dominujący scenariusz z początków 2011 roku zakładał silne spadki, scenariusz z lata 2012 wsparty wycenami fundamentalnymi spółek zakładał hossę na małych i średnich spółkach. Dominujący od października 2013 scenariusz dla polskiego rynku zakłada budowanie szczytu, zatem zostaje krótkoterminowe pogrywanie na akcjach i pochodnych.
Zbliżający się dominujący scenariusz zakłada zakończenie konsolidacji na rynkach rozwijających się i zmianę trendu lub wejście w konsolidację rynków rozwiniętych. Spójrzmy na wykresy:
![]() |
| Rynki rozwijające się. |
![]() |
| MSCI World, czyli głównie rynki rozwinięte. |
EM są w trendzie bocznym, DM w rosnącym. Jak zinterpretować mój scenariusz:
Wariant 1: DM wchodzą w konsolidację, towary kończą bessę, EM wybijają górą. Wariant uwiarygodniony tradycyjnymi cyklami, rynki wschodzące, oparte o sprzedaż surowców, korzystają z wciąż taniego dolara i zbyt wolnego ograniczania dodruków (np. ograniczenie QE zbalansowane stymulacją ECB).
Wariant 2: Ograniczenie płynności i koniec taniego dolara powodują, że rynki rozwinięte załamują się, a EM i towary wybijają dołem. Ten wariant uwiarygodniają trendy spadkowe względem dolara na walutach państw surowcowych jak Australia, Turcja, RPA czy Rosja i w konsekwencji mocno rosnące tam stopy procentowe, które duszą gospodarki.
Widzimy zatem, że nie mam jeszcze jednoznacznego scenariusza, pod który mógłbym położyć pieniądze jak to było w 2011 (s-ki, certy na spadki), 2012 czy 2013 (akcje małych i średnich spółek). Oczywiście wariantów jest znacznie więcej, to że wyodrębniłem akurat te 2, to mój subiektywny wybór. Teraz poszukuję sygnałów, które przeważą szalę na jeden z nich. Początek roku trochę silniej skłania mnie do opcji nr 2, szczególnie, że pojawiają się pierwsze symptomy zmiany trendu w USA.
Przypomnijmy jeden z zeszłorocznych wykresów ( http://podtworca.blogspot.com/2013/04/rynek-byka-w-usa-po-krachu.html ) :
Na dziś wygląda on tak:
Zgodnie z założeniami sprzed prawie roku akcje amerykańskie mocno urosły i weszły w rejony pierwszych rynków niedźwiedzia: 1987 (wtedy był szybki krach zamiast bessy) i 2007. Kolejne analogie dają jeszcze ponad rok hossy, ale np. w 1980 również było mocne strząśnięcie, po którym na pół roku wróciły wzrosty.
Załamanie na Apple nie powstrzymało jednak wzrostów NASDAQ, który ma obecnie nowego lidera w postaci Google:
Pierwsze istotne opory biegną dopiero powyżej 1500$ za akcję!
Interpretacja: panika może się pojawić w każdym momencie i wtedy będę szorcił, ale jeśli Google będzie kontynuował wzrosty, to przyczaję się z krótkimi na rynki, gdy dojdzie do 1.5k, bo indeksy raczej nie będą w tym czasie spadać wbrew liderowi.
Podsumowując:
jesteśmy blisko wybicia. Jedna z analogii przewiduje nawet panikę startującą w przyszłym tygodniu, która zawiozłaby S&P500 na 15xx a WIG20 mógłby zobaczyć jedynkę z przodu (pod tę analogię, gdyby indeksy rosły przez najbliższy tydzień przyszykowałem scenariusz zagrania, jednak wyniki ankiety nie uwiarygodniły go, dlatego nie został tu opisany). Równie dobrze wybicie może być na północ i rajd na rynkach wschodzących oraz towarach. Np. metale przemysłowe ostatnio spadały, ale kawa urosła i zacząłem ją redukować z ostatecznym celem 150$.
Dla GPW scenariusz krótkoterminowych zagrań pozostaje w mocy, scenariusz zagrań z trendem czeka na zwycięstwo jednego z dwóch opisanych wariantów.
piątek, 31 stycznia 2014
Ankieta WIG20
Zapraszam do udziału w naszej tradycyjnej zabawie w typowanie WIG20 na koniec czerwca. Za nami 2 miesiące spadków na giełdzie i bliskość wsparć. Czy to optymalne miejsce na kupno? Wskaźniki wyprzedzające zwiastują ożywienie, z drugiej strony Fed obcina płynność.
Omówienie wyników z wykresami i moim punktem widzenia jak zwykle po uzbieraniu ponad 100 głosów.
Omówienie wyników z wykresami i moim punktem widzenia jak zwykle po uzbieraniu ponad 100 głosów.
czwartek, 30 stycznia 2014
Double kick
Niedawno rozważałem czy towary rozpoczną tradycyjnie hossę na koniec cyklu, czy jednak zwycięży dolar i rynki pogrążą się w deflacyjnym skurczu. Okazuje się jednak, że odwrotna korelacja dolara i towarów nie jest normą i zdarzają się okresy, w których drożeją zarówno surowce, jak i główna waluta rozliczeniowa. Ponieważ nie dysponuję indeksem towarowym posiadającym wystarczająco długą historię, do pokazania braku korelacji w długim terminie użyłem kukurydzy, która jest bardzo ważnym surowcem rolnym w USA:
W 2005 roku rozpoczęła się bardzo silna odwrotna korelacja cen towarów i wartości dolara - dolar słabł, paliwa, żywność i metale puchły. W 2008 pamiętne pęknięcie bańki na ropie i krach na giełdach. Jednakże po kilku latach anty-korelacji warunki mogły się zmienić i możemy być świadkami nie tylko wzrostu cen surowców, ale również umocnienia dolara (a raczej osłabienia walut słabych gospodarek względem dolara). Byłoby to dla mieszkańców rynków wschodzących bardzo niekorzystne zjawisko, bo wzrosty cen importowanych surowców rosłyby podwójnie. Dodajmy do tego wysokie stopy procentowe (vide ostatni wystrzał w Turcji) i mamy stagflację: pędząca inflacja + zduszony rozwój (czyli realnie spadek PKB).
W 2005 roku rozpoczęła się bardzo silna odwrotna korelacja cen towarów i wartości dolara - dolar słabł, paliwa, żywność i metale puchły. W 2008 pamiętne pęknięcie bańki na ropie i krach na giełdach. Jednakże po kilku latach anty-korelacji warunki mogły się zmienić i możemy być świadkami nie tylko wzrostu cen surowców, ale również umocnienia dolara (a raczej osłabienia walut słabych gospodarek względem dolara). Byłoby to dla mieszkańców rynków wschodzących bardzo niekorzystne zjawisko, bo wzrosty cen importowanych surowców rosłyby podwójnie. Dodajmy do tego wysokie stopy procentowe (vide ostatni wystrzał w Turcji) i mamy stagflację: pędząca inflacja + zduszony rozwój (czyli realnie spadek PKB).
środa, 22 stycznia 2014
Pewnie jak w banku
Do zgadywania szczytów potrzeba dużo cierpliwości. Euforyczne wzrosty zakończone krachami zdarzają się rzadko na indeksach. Prędzej dotykają pojedynczych aktywów lub towarów (np. złoto/srebro w 2011). Zazwyczaj trend się wypłaszcza, indeks przechodzi w konsolidację i wychodzi z niej dołem.
Z tego powodu wielu graczy trendowych nie próbuje zgadywać szczytów - przesuwają zlecenia stop loss poniżej poprzednich dołków i czekają na wybicie z konsolidacji. Wybije górą, to poczekają na korektę i przesuną SL, wybije dołem, to poniosą niewielką stratę i opuszczą rynek. To podejście uważane przez wielu za optymalne ma kilka wad (fałszywe wybicia), ale przekonuję się, że w zestawieniu z rygorystyczną selekcją spółek, jest najlepszym w hossie.
Livermore mawiał, że nigdy nie jest za drogo, żeby kupić, ani zbyt tanio, żeby sprzedać. To motto przyświeca trend-followerom, mało kto jednak pamięta, że najsłynniejszy spekulant wszechczasów równie często bankrutował, co zdobywał majątek na giełdzie. Czasem po prostu lepiej nie kupować zbyt drogich akcji licząc, że znajdziemy frajera, który je odbierze drożej, podobnie jak nie warto szorcić drastycznie przecenionych dobrych, niezagrożonych spółek w czasie paniki. Dlatego poszukiwanie szczytów i dołków (a raczej obszarów zbytniego ryzyka odwrócenia trendu) na indeksach jest jednym z ważniejszych narzędzi, jakimi operuję.
Od listopada pojawia się coraz więcej sygnałów zmiany trendu. Z ważniejszych wykresów, którymi aktualnie operuję są SWIG80 miesięczny, który w listopadzie wygenerował sygnał "konsolidacja - budowanie szczytu", czyli okres w którym np. WIG może pokazywać wciąż trend wzrostowy, ale szeroki rynek idzie w bok, część spółek wchodzi w trendy spadkowe, inne dalej biją szczyty. Kolejny to WIG20_PE, który osiągnął wartości ze szczytów 2007/2010/2011.
Fundamentalne wskaźniki wyprzedzające nadal preferują hossę w Polsce, ale jak przedstawiłem na przykładzie WIG/SWIG80 - w konsolidacyjnym budowaniu szczytu trafienie na spółkę, która urośnie jest równie prawdopodobne co na taką, która spadnie, dlatego wolę stać z boku i podgryzać pochodne. Do grona kolejnych wskaźników technicznych dołączyły natomiast banki:
Indeks bankowy zakończył obie poprzednie hossy wymalowaniem podwójnego szczytu z dywergencją na MACD. Gdyby sytuacja miała się powtórzyć w 2014 roku, przez najbliższe tygodnie powinniśmy obserwować wzrosty i testowanie szczytu z 2007 roku. W tym wypadku prognozowanie wyrysowania formacji, która jeszcze nie istnieje, nie jest jałowym zajęciem, ponieważ widać wyraźnie, że w okolicy 9 tys. punktów otrzymamy bardzo podobną strukturę wykresu i wskaźnika.
Ten scenariusz koliduje nieco z prognozami realizowanego aktualnie szczytu na S&P500 czy DAX, jednak jeśli założyć że i te indeksy zbudują podwójne szczyty, nie jest już tak mało prawdopodobny. Możemy założyć, że SPX/DAX wykonają pierwszą falkę spadkową, podczas której polski WIG zachowa się silniej, a potem gdy tamte indeksy odbiją, polskie banki ruszą na nowe szczyty.
Oczy skierowane na PKO:
Z tego powodu wielu graczy trendowych nie próbuje zgadywać szczytów - przesuwają zlecenia stop loss poniżej poprzednich dołków i czekają na wybicie z konsolidacji. Wybije górą, to poczekają na korektę i przesuną SL, wybije dołem, to poniosą niewielką stratę i opuszczą rynek. To podejście uważane przez wielu za optymalne ma kilka wad (fałszywe wybicia), ale przekonuję się, że w zestawieniu z rygorystyczną selekcją spółek, jest najlepszym w hossie.
Livermore mawiał, że nigdy nie jest za drogo, żeby kupić, ani zbyt tanio, żeby sprzedać. To motto przyświeca trend-followerom, mało kto jednak pamięta, że najsłynniejszy spekulant wszechczasów równie często bankrutował, co zdobywał majątek na giełdzie. Czasem po prostu lepiej nie kupować zbyt drogich akcji licząc, że znajdziemy frajera, który je odbierze drożej, podobnie jak nie warto szorcić drastycznie przecenionych dobrych, niezagrożonych spółek w czasie paniki. Dlatego poszukiwanie szczytów i dołków (a raczej obszarów zbytniego ryzyka odwrócenia trendu) na indeksach jest jednym z ważniejszych narzędzi, jakimi operuję.
Od listopada pojawia się coraz więcej sygnałów zmiany trendu. Z ważniejszych wykresów, którymi aktualnie operuję są SWIG80 miesięczny, który w listopadzie wygenerował sygnał "konsolidacja - budowanie szczytu", czyli okres w którym np. WIG może pokazywać wciąż trend wzrostowy, ale szeroki rynek idzie w bok, część spółek wchodzi w trendy spadkowe, inne dalej biją szczyty. Kolejny to WIG20_PE, który osiągnął wartości ze szczytów 2007/2010/2011.
Fundamentalne wskaźniki wyprzedzające nadal preferują hossę w Polsce, ale jak przedstawiłem na przykładzie WIG/SWIG80 - w konsolidacyjnym budowaniu szczytu trafienie na spółkę, która urośnie jest równie prawdopodobne co na taką, która spadnie, dlatego wolę stać z boku i podgryzać pochodne. Do grona kolejnych wskaźników technicznych dołączyły natomiast banki:
Indeks bankowy zakończył obie poprzednie hossy wymalowaniem podwójnego szczytu z dywergencją na MACD. Gdyby sytuacja miała się powtórzyć w 2014 roku, przez najbliższe tygodnie powinniśmy obserwować wzrosty i testowanie szczytu z 2007 roku. W tym wypadku prognozowanie wyrysowania formacji, która jeszcze nie istnieje, nie jest jałowym zajęciem, ponieważ widać wyraźnie, że w okolicy 9 tys. punktów otrzymamy bardzo podobną strukturę wykresu i wskaźnika.
Ten scenariusz koliduje nieco z prognozami realizowanego aktualnie szczytu na S&P500 czy DAX, jednak jeśli założyć że i te indeksy zbudują podwójne szczyty, nie jest już tak mało prawdopodobny. Możemy założyć, że SPX/DAX wykonają pierwszą falkę spadkową, podczas której polski WIG zachowa się silniej, a potem gdy tamte indeksy odbiją, polskie banki ruszą na nowe szczyty.
Oczy skierowane na PKO:
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Co rok to prorok
Analizując dziś wykres 50 największych europejskich spółek, zauważyłem że prognoza sprzed roku spełniła się w 100% :
W komentarzu napisałem wówczas:
"Na razie zakładam, że sygnał nie jest fałszywy i do okolic 3000 punktów będziemy się dość bezpiecznie wspinać. Na tym poziomie widzimy serię ciekawych oporów, lukę wielkiej bessy z 2008 roku, więc w okienku między fibo38.2 a zniesieniem 50% bessy 2007-2009 zmienność powinna znacząco wzrosnąć, kończąc czas "łatwego" zarobku na odbijających od dna cenach akcji."
Tak się składa, że oczekiwana zmienność powinna pojawić się właśnie w obecnym terminie. Szeroki konsensus rynkowy zakłada kontynuację (a nawet przyspieszenie) wzrostów po pokonaniu wszelkich możliwych oporów przez indeksy amerykańskie i niemieckie. Biorąc pod uwagę impet tamtejszych trendów nie można wykluczyć mocnego wybicia EUROSTOXX50 ku zniesieniu 61.8% przy 3500 pkt.
Dla naszego rynku dominujący trend informacyjny zakłada, że właśnie kończymy solidną korektę przed dalszą hossą, a bessa (jeśli wystąpi, bo niektórzy piszą już o wielkiej hossie pokoleniowej) najwcześniej wystartuje w okolicach kwietnia.
Na wykresie STXE.F zaznaczyłem strzałkami 2 wcześniejsze momenty, które uważam za wysoce podobne do aktualnej sytuacji. Pierwszy wystąpił w styczniu 2010 roku, pamiętam dokładnie tamten okres, bo wróciłem wtedy do kontraktów po pierwszej nieudanej przygodzie i na styczniowo-lutowej panice osiągnąłem pierwsze sukcesy na pochodnych (które równie szybko przekułem w straty na męczących wzrostach do kwietnia). Kolejna data to luty 2011 i początek bessy (wtedy wskazywałem swoje silnie niedźwiedzie nastawienie http://podtworca.blogspot.com/2011/02/bessa-wszystkich-wessa.html ).
Uważam, że istnieje wysoka szansa na powtórzenie scenariusza ze stycznia 2010, czyli silna korekta w Europie i Stanach. Dla S&P500 zakres spadków oceniam na 1580 pkt (podwójne linie pionowe to moja stara prognoza-nadzieja na wyrysowanie dywergencji na MACD, która nie udała się do końca, bo oscylator na drugim szczycie nie biegnie niżej jak to było w 2000 i 2007 roku) :
Dla polskich indeksów ciężko znaleźć mi jakieś wiążące sygnały (poza kombinacjami jak w poprzednim wpisie). Wielokrotnie wskazywałem poziomy SWIG80 czy MWIG40, do których czułem się bezpiecznie z akcjami. Poziomy te zostały zdobyte, a później rynek zaczął spadki. Fundamentalnie spółki polskie są wyceniane z lekkim plusem, zgodnie z optymistycznymi prognozami dla gospodarki. AT dla indeksu WIG wygląda byczo (obrona wsparcia na szczycie hossy 2011), dopóki nie zejdzie w okolice 47 tys. nie ma się czym martwić. Nie sądzę jednak, żeby Polska trzymała się mocno w przypadku spadków na DM.
Reasumując:
- oczekuję co najmniej mocnej korekty w Europie i Stanach, wsparcie dla S&P500 na 1580,
- nie sądzę, żeby polska giełda w takim wypadku była silna, kluczowe wsparcie dla WIG na ok. 47 tys.,
- w przypadku dalszej pompy w USA i Niemczech zwijam krótkie i psioczę na drukarzy :)
- nie zakładam na razie wielkiej bessy czy krachu, najbardziej prawdopodobny scenariusz to wspomniana korekta, czy będzie coś gorszego to już kwestia czarnych łabędzi i unknown-unknown (lub known-uknown w postaci długu i bliskich konsekwencji dla rządów).
W komentarzu napisałem wówczas:
"Na razie zakładam, że sygnał nie jest fałszywy i do okolic 3000 punktów będziemy się dość bezpiecznie wspinać. Na tym poziomie widzimy serię ciekawych oporów, lukę wielkiej bessy z 2008 roku, więc w okienku między fibo38.2 a zniesieniem 50% bessy 2007-2009 zmienność powinna znacząco wzrosnąć, kończąc czas "łatwego" zarobku na odbijających od dna cenach akcji."
Tak się składa, że oczekiwana zmienność powinna pojawić się właśnie w obecnym terminie. Szeroki konsensus rynkowy zakłada kontynuację (a nawet przyspieszenie) wzrostów po pokonaniu wszelkich możliwych oporów przez indeksy amerykańskie i niemieckie. Biorąc pod uwagę impet tamtejszych trendów nie można wykluczyć mocnego wybicia EUROSTOXX50 ku zniesieniu 61.8% przy 3500 pkt.
Dla naszego rynku dominujący trend informacyjny zakłada, że właśnie kończymy solidną korektę przed dalszą hossą, a bessa (jeśli wystąpi, bo niektórzy piszą już o wielkiej hossie pokoleniowej) najwcześniej wystartuje w okolicach kwietnia.
Na wykresie STXE.F zaznaczyłem strzałkami 2 wcześniejsze momenty, które uważam za wysoce podobne do aktualnej sytuacji. Pierwszy wystąpił w styczniu 2010 roku, pamiętam dokładnie tamten okres, bo wróciłem wtedy do kontraktów po pierwszej nieudanej przygodzie i na styczniowo-lutowej panice osiągnąłem pierwsze sukcesy na pochodnych (które równie szybko przekułem w straty na męczących wzrostach do kwietnia). Kolejna data to luty 2011 i początek bessy (wtedy wskazywałem swoje silnie niedźwiedzie nastawienie http://podtworca.blogspot.com/2011/02/bessa-wszystkich-wessa.html ).
Uważam, że istnieje wysoka szansa na powtórzenie scenariusza ze stycznia 2010, czyli silna korekta w Europie i Stanach. Dla S&P500 zakres spadków oceniam na 1580 pkt (podwójne linie pionowe to moja stara prognoza-nadzieja na wyrysowanie dywergencji na MACD, która nie udała się do końca, bo oscylator na drugim szczycie nie biegnie niżej jak to było w 2000 i 2007 roku) :
Dla polskich indeksów ciężko znaleźć mi jakieś wiążące sygnały (poza kombinacjami jak w poprzednim wpisie). Wielokrotnie wskazywałem poziomy SWIG80 czy MWIG40, do których czułem się bezpiecznie z akcjami. Poziomy te zostały zdobyte, a później rynek zaczął spadki. Fundamentalnie spółki polskie są wyceniane z lekkim plusem, zgodnie z optymistycznymi prognozami dla gospodarki. AT dla indeksu WIG wygląda byczo (obrona wsparcia na szczycie hossy 2011), dopóki nie zejdzie w okolice 47 tys. nie ma się czym martwić. Nie sądzę jednak, żeby Polska trzymała się mocno w przypadku spadków na DM.
Reasumując:
- oczekuję co najmniej mocnej korekty w Europie i Stanach, wsparcie dla S&P500 na 1580,
- nie sądzę, żeby polska giełda w takim wypadku była silna, kluczowe wsparcie dla WIG na ok. 47 tys.,
- w przypadku dalszej pompy w USA i Niemczech zwijam krótkie i psioczę na drukarzy :)
- nie zakładam na razie wielkiej bessy czy krachu, najbardziej prawdopodobny scenariusz to wspomniana korekta, czy będzie coś gorszego to już kwestia czarnych łabędzi i unknown-unknown (lub known-uknown w postaci długu i bliskich konsekwencji dla rządów).
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















