niedziela, 22 stycznia 2012

1260 - kluczowy test

Target wyznaczony w zeszłotygodniowej analizie został osiągnięty. Jesteśmy w bardzo ciekawym punkcie - sporo sygnałów zmiany trendu (hossa) oraz pozostające w mocy długoterminowe sygnały spadkowe na wielu aktywach.

Rynek amerykański jest już mocno przegrzany i należy mu się korekta. Niemal wzorcowy poziom biegnie na ok. 1257, gdzie mamy fibo23.6 oraz SMA200:


Jeszcze mocniej wygląda NASDAQ100, który już wybił lipcowy szczyt:


Ewentualny test sma200 wiązałby się z korektą 38.2% fali spadkowej od dołka z października.

Z czasów QE1 i QE2 pamiętamy, że rekordowy sentyment byczy pozwalał podnosić indeksy jeszcze przez kilka tygodni po 0.1-0.2% dziennie, zanim nastąpiło mocne strząśnięcie. Jednak postanowiłem już budować pozycję krótką pod test 1260 na S&P500. Co stanie się później jest dla mnie aktualnie kwestią otwartą, gdyż obie strony mają silne argumenty.

sobota, 21 stycznia 2012

Plany giełdowe na 2012

Niedawno się chwaliłem, że tak świetnie mi idzie i proszę - mocna kontra byka i wszystko, co zarobiłem od początku roku, oddałem z nawiązką. I nagle coś we mnie pękło - tyle razy pisałem, że myślenie o pieniądzach przeszkadza w grze, a potem wciąż do tego powracałem.

Efekt był taki, że jak grałem z trendem szło mi dobrze, ale zgarniałem jakieś 20% tego, co dawał rynek, a jak trend się odwracał, to różnie bywało - jak byłem ostrożny, to nawet udawało mi się grać z nowym trendem. Jednak gdy wcześniej passa była długa i przyzwyczaiłem się, że zawsze zarabiam, byłem nadmiernie pewny siebie i to prowadziło do katastrofy, którą później mozolnie odbudowywałem.

Tak było właśnie ostatnio - szarżowałem, lewarowałem się i gdy rynek dał ewidentne sygnały odbicia, zamiast uciąć marginalne straty, lewarowałem się bardziej, żeby w przypadku korekty wyjść z pozycji z zyskiem. Przekombinowałem - luka nie została domknięta i cofnęło mnie gdzieś do grudnia. Ale to bez znaczenia - ta mocniejsza strata oczyściła mnie.

Temat rozwinę w innym wpisie, bo to jest ściśle związane z tematyką przebudzenia, a stresy i oczekiwania giełdowe były jednymi z ostatnich, które zatruwały umysł. Na razie napiszę, że nagle bez względu na pozycję, poczułem całkowity spokój i akcpetację rzeczywistości giełdowej oraz swoich pomyłek. Wypłaciłem też tyle środków, że teraz praktycznie gram za pieniądze kasyna - to daje mi ogromny komfort psychiczny. To pozwoliło mi usunąć poczucie straty, gdy przegrywam i uwolnić się od potrzeby natychmiastowego odrabiania jej (co tylko pogarszało sytuację).

Nie mam również problemu z budowaniem pozycji pod dłuższy ruch, co wiąże się z początkowymi stratami, które jak już ruszy w naszym kierunku szybko znikają i zamieniają się w zyski. Tak mi to działa na foreksie i zadziała na GPW.
CDN

wtorek, 17 stycznia 2012

Panika misia

Pamiętam dobrze sesję z końca października, gdy niedźwiedzie zostały dosłownie zmiażdżone długą białą świecą. Czegoś takiego spodziewam się dzisiaj podczas testu 1308 na S&P500:

niedziela, 15 stycznia 2012

Olej napędowy po 7zł! A co z prundem?

Portale zaczynają się prześcigać z prognozowaniem ceny litra oleju napędowego. 5 zł padło, 6zł zaliczone, czas na 7, 8 a nawet 10 w którymś z portali. Tymczasem szybki rzut na wykres ropy WTI w PLN pokazuje, że ceny zbliżyły się do istotnego ekstremum:


Postanowiłem zatem odnowić pozycję na certyfikatach na spadki ropy RCSCRAOPEN. Poprzednia zarobiła, choć apetyt był dużo większy. Zamieszanie wokół Iranu skutecznie odstrasza od szorcenia ropy, jednak po przeanalizowaniu zagrań z poprzednich lat, zauważyłem, że prawie zawsze zarabiałem na szorceniu hiperboli.

Mogę długo czekać na zysk, pozycja jest na razie niewielka i w sumie psychicznie wolę uśredniać stratę (w przypadku skrajnego wychylenia), niż dobierać drożej. Regresja do średniej, to jest to, co lubię grając bez lewara.

Wykres RCSCRAOPEN na razie nie zachęca do otwierania pozycji:


Na szybkie zagranie widzę szansę na 'kup po 187, oddaj po 211'. Na dłuższy termin marzą mi się okolice 300zł.

Drożeje też prąd (prąd co roku drożeje). Dotychczas z tego powodu często kupowałem PGE:


Uważałem tę defensywną spółkę za świetną lokatę i często kupowałem gdy była tania, by oddać kilka procent wyżej. Ostatni raz miałem PGE bodajże we wrześniu, żeby skasować dywidendę. Spółka zniknęła z kręgu mojego zainteresowania, gdy zaczęła mozolnie odrabiać straty, ponieważ gracza interesują tylko mocne, krótkoterminowe ruchy.

Myślałem, że to świetna inwestycja dla emerytów - regularna coroczna dywidenda, pokrycie w konkretnych, namacalnych aktywach (elektrownie, sieci przesyłowe etc.). Tymczasem od kilku miesięcy jestem bardzo zaintrygowany tematem mitycznej zimnej fuzji. Informacje o kolejnych mini-elektrowniach i generatorach pojawiają się na coraz liczniejszych portalach. Nie umiem ocenić ich wiarygodności, oceńcie sami:

http://www.zimna-fuzja.pl/2011/11/andrea-rossi-podpisuje-kontrakt-z-national-instruments/

Jeśli ktoś chce natychmiast zbombardować tę ideę, artykuł o profesorze Rossi pojawił się również w mainstreamowych mediach:


http://www.washingtontimes.com/news/2011/mar/17/nuclear-future-beyond-japan/

Nowe technologie energetyczne pięknie zgrałyby się z wieloletnim szczytem na towarach, który nakreśliłem w tym wpisie:

http://podtworca.blogspot.com/2011/10/megatrendy.html

Czyżby jednak PGE czy Tauron nie miały być tak bezpiecznymi przystaniami dla kapitału jak się wydawało? To potwierdzałoby tezę, że przyszły rynek byka będzie należał do zaawansowanych technologii.

wtorek, 10 stycznia 2012

Jeden wykres i trochę smęcenia

Dziś tylko jeden wykres:



Kotłuje mi się pare fajnych wpisów w głowie, ale przyznam się szczerze - nie mam motywacji, żeby je tu przelać. Może nie dojrzały jeszcze, może brakuje im puenty.

Rok zaczął się pozytywnie. Dobrze mi idzie. Za dobrze, gram za dużo, za często i  za każdym razem wygrywam. To się zawsze źle kończy :) Po dobrej serii miałem odejść, ale widziałem okazje, nie grałem na siłę. I okazje zapłaciły. Nie dać się ponieść chciwości, marzeniom.

Pare lat już siedzę w tematach przebudzenia. I obserwuję realny wpływ. Przede wszystkim spokój. Od jakichś 2 miesięcy jest niemal nieustanny. Wspaniałe uczucie. Niedawno przeżyłem tzw. natchnienie. Kiedyś dawało mi niesamowitą energię do pracy. Siedziałem w euforii całymi dniami i nocami nad projektami. Robiłem dużo, szybko i efektywnie.

Niedawno przeżyłem ten stan świadomie. I zauważyłem, że wcale nie jest taki super - towarzyszy mu nieustanna pętla nakręcania się na zrobienie dużego projektu, marzenia o sukcesie, dzielenie skóry na niedźwiedziu. Gdyby nie ten stan, wiele dokonań ludzkości zostałoby w obłokach marzeń, jednak ja go chyba po raz pierwszy w życiu centralnie zlałem. Coś tam porobiłem, jak zwykle od radia w głowie mniej spałem, ale głównie obserwowałem ten stan i pozwalałem mu się wyszumieć, by odszedł i dał mi spokój.

Spokój wrócił i co lepsze, nie przyszło wypalenie. Twórcy często się spalają po takim szale kreowania. Aplikują różne używki, żeby wykrzesać choć trochę energii, która jeszcze niedawno sama wytryskała z wnętrza. Uwolniłem się od tego i jest mi o wiele lepiej. Uwolniłem się wreszcie od celowości tworzenia. "To droga jest celem", wreszcie jestem tego świadomy. Tak samo jest z grą nie giełdzie - nie gram, żeby być bogatym. Odkąd gram, żeby grać, idzie mi dobrze. Dopiero gdy myślę o pomnażaniu pieniędzy, przestaję skupiać się na grze i tracę.

środa, 4 stycznia 2012

Dwa wykresy

Zaglądam na wykres S&P500 i coś mi przypomina..

Ależ to nasz lider hossy 2009-2011 w okresie do listopada:


A tak potoczyło się później..


Podsumowanie (giełdowe) 2011

Od listopada zeszłego roku moja aktywność w ilości, jak i objętości nowych wpisów znacząco spadła. Złożyła się na to końcówka dużego projektu oraz sporo nowych zadań stojących przed firmą.

Przez cały rok z różnym natężeniem grałem na giełdzie. Był okres, że zaczynałem wierzyć, że niedługo będę mógł się na bieżąco utrzymywać z gry na kontraktach, ale po dłuższych seriach skubania małych zysków zderzałem się z rynkiem i popełniałem wszystkie błędy typowe dla amatora, w jedną sesję niwecząc dorobek z 2 tygodni. Większa strata niż zazwyczaj, chęć natychmiastowego odegrania, przelewarowanie, nadaktywność i efekty znamy.

Potem poradzono mi, żeby wypłacać część zysków. Ta rada okazała się cenna, gdyż pozwoliła zmniejszyć destrukcyjny wpływ myślenia o pieniądzach. Za dużo myślałem o procencie składanym i wykładniczym pomnażaniu kapitału. Jak się nie umie siedzieć na zyskownej pozycji, to powiększanie portfela nie ma sensu.

Na plusy zapisuję sobie umiejętność czytania wykresów, ogólnej sytuacji rynkowej i zarządzanie kapitałem. Pomimo braków w umiejętnościach traderskich pozwoliły mi one nieprzerwanie zyskiwać od kwietnia. Co zabawne, od listopada, gdy byłem zajęty głównie pracą, moje wyniki były najbardziej stabilne i stale rosnące. Jeśli wchodziłem na rynek, to tylko na pewne sygnały, miałem niezłą passę na kotraktach na PKO.

Z kontraktów na akcje zyski były wyższe, niż z FW20, bo mogłem je bez stresu uśredniać, dobierać, czekać na TP. Ale od grudnia zmienność zanika i zostało mi tylko skalpowanie na FW20. Akcje szykują się do skoku - pytanie czy będzie to fala C wieńcząca chwilowo bessę, czy rynek zrobi jednak coś innego. Także dolar od miesiąca niewiele się rusza, więc nie wchodzę na rachunek FX.

Niestety nadal nie umiem trzymać długo zysków. Chciałem się tego nauczyć na certach na spadki ropy, ale redukowałem je zawsze jak zyskiwały - i okazało się, że była to najlepsza taktyka, bo zaraz ropa odbijała. Udało mi się wywalić prawie wszystkie przed weekendem, gdy ogłoszono manewry Iranu i wiadomo było, że to sygnał startu dla Brent. Resztówki wyrzuciłem w poniedziałek i jestem zadowolony - nigdy więcej już tego dziadostwa nie kupuję. Miał być wybity górą klin spadkowy, póki co zrobił się z niego kanał spadkowy:


Nie ma na GPW dużego wyboru instrumentów nielewarowanych do szorcenia, a ropa Brent była chyba najsilniejszym towarem na świecie. Po ponad 3 latach aktywnej gry pojąłem, że lepiej grać na spadki czegoś, co jest słabe :) Zarobiłem na certach pare procent tylko dzięki słabości złotówki.

Cele na 2012? Żadnych finansowych. Będę kontynuował granie w takiej formie jak przez ostatnie miesiące. Na spokojnie, cierpliwie czekać na znajomą formację, koniecznie popartą obrotem. Wydłużać trzymanie zysku, gdy zmienność jest wysoka a trend wyraźniejszy. Gdyby zaczęła się hossa utrzymać zyski z akcji, aż osiągną conajmniej 50%. No i przede wszystkim grać dalej na rynku, po 4 tys. godzin praktyki człowiek staje się doświadczonym rzemieślnikiem, a po 10 tys. mistrzem :)