Główna teza książki jest taka, że wszystkie dziedziny życia możemy podzielić na 'Przeciętnostan' i 'Ekstremistan'. W Przeciętnostanie obowiązuje rozkład normalny, czyli prawdopodobieństwo wystąpienia odchylenia od średniej spada wykładniczo. Przeciętny jest wzrost człowieka (możemy z grubsza oszacować, że 99% dorosłych ludzi mieści się w jakimś przedziale typu 1.50-2.10 metra), ludzie w rozwiniętym kraju żyją przeciętnie 80 lat i dla każdego wieku można oszacować ile lat jeszcze człowiek pożyje (i tutaj już robimy niebezpieczne założenie, które później wyjaśnię).
Ekstremistan z kolei to środowisko nieprzewidywalne. W praktyce prawie wszystko co nas otacza. Weźmy taką giełdę. Czy coś nam mówi średnia cena akcji? Weźmy taki Lotos - stabilna spółka Skarbu Państwa. Od dekad produkuje paliwa. Tymczasem w ciągu 13 lat cena waha się między 6 a 100 zł. Każda spółka prędzej czy później zbankrutuje, zostanie przejęta lub w inny sposób opuści giełdę. Spółka chodzi według jakiegoś schematu (wyceny przepływów) po czym następuje "czarny łabędź" - jakiś trup z szafy czy super kontrakt i cena diametralnie się zmienia. Tymczasem powszechnie używane do prognoz i ocen narzędzia opierają się o statystykę bazującą na liniowych zależnościach.
Do zobrazowania Ekstremistanu Taleb używa wykres "zadowolenia z życia indyka". Indyk sobie żyje, dostaje jedzenie, zdobywa jakąś wiedzę o świecie zewnętrznym i nabiera przekonań o tym, jak wygląda życie. Jego "projekcje" przyszłości zakładają kontynuację trendu wzrostowego. Aż pewnego dnia przychodzi farmer, ścina indykowi łeb i robi pieczeń na Święto Dziękczynienia. Czy indyk miał jakąkolwiek szansę przewidzieć swój los? Nie.
I tak samo jest z naszymi projekcjami. Myślimy liniowo w nieliniowym świecie. Taleb unaocznia nam jak bardzo myślenie liniowe i rozkład normalny są wżarte w system. Po każdym kryzysie naukowcy, ekonomiści, analitycy mówią "tego nie dało się przewidzieć", "nasze modele tego nie przewidywały", ale teraz już będziemy przygotowani. Modele zbudowane w oparciu o przeszłe zdarzenia tworzą nowe reguły, do których dostosowują się gracze i w ten sposób generują podstawy do kolejnej awarii systemu. Próba wygładzania naturalnej zmienności koncentruje ryzyko i kończy się jeszcze gorszym wybuchem.
To nie jest nowa koncepcja, znam ją od lat, kiedyś fajnie zobrazował mi to artykuł o wielkich pożarach w Kaliforni. Natura od tysięcy lat 'generowała' pożary w lasach, które wypalały małe gałęzie, a nawet umożliwiały uwolnienie nasion z szyszek, które pękały pod wpływem temperatury. Starym grubym drzewom te pożary nic nie robiły. Kiedy jednak straż pożarna zaczęła gasić te pożary, suche drewno zaczęło zalegać w lasach. Brak naturalnych pożarów, koncentracja paliwa - to musiało i doprowadziło do pożaru, który pochłonął kilkusetletni drzewostan.
Inna cenna uwaga Taleba - to co bierzemy za losowość, czyli np. gry hazardowe w kasynie czy mechanikę kwantową w rzeczywistości jest nieistotną przypadkowością z dziedziny Przeciętnostanu. Taką losowość bez problemu obliczamy i kontrolujemy. Prawdziwym czynnikiem ryzyka w kasynie nie są wcale odchylenia w wartościach oczekiwanych gier losowych, ale zdarzenia nie brane pod uwagę takie jak oszustwa, napaści, pożar czy oszukujący pracownicy.
Kolejne genialne spostrzeżenie: nie tylko nie potrafimy przewidywać przeszłości. Nie potrafimy też odczytać poprawnie przeszłości. To co bierzemy za przeszłość jest tylko narracją, którą stworzyliśmy na podstawie dostępnych danych. Taleb obrazuje to rozpuszczoną bryłką lodu - nie jesteśmy w stanie odtworzyć jej pierwotnej formy z rozlanej wody. Tymczasem zdecydowana większość naukowców wyciąga wynioski z historii i buduje na ich bazie teorie.
Innym popełnianym przez naukowców błędem jest wnioskowanie pozytywne typu: jesteś zdrowy, ponieważ test wypadł negatywnie. W rzeczywistości możemy tylko stwierdzić, że test nie wykazał choroby. Nie zdajemy sobie sprawy jak wiele państwowych przepisów jest opartych o takie założenia. Np. kiedyś naukowcy stwierdzili, że sztuczne mleko jest odpowiednikiem kobiecego, ponieważ ma te same składniki odżywcze. Przez całe dekady przedwcześnie karmiono niemowlaki sztucznym mlekiem, nim okazało się, że w mleku ludzkim są naturalne przeciwciała i niezliczone ilości innych niezbędnych składników, których nie posiada sztuczne. Nie zapominając o bardzo ważnym aspekcie psychologicznym karmienia dziecka piersią.
I tu mam zarzut do Taleba, który najpierw błyskotliwie opisuje te wszystkie idee, po czym głosi własne teorie, które bez problemu można obalić. Np. stwierdza, że człowiek nie jest stworzony do monotonnego życia - jedzenia w tych samych porach, monotonnego wysiłku, że myśliwi wychodzili na polowanie na czczo, gonili ofiarę, a potem dopiero jedli. I wyciąga z tego wniosek, że jego metoda: chodzenie na długie spacery bez męczenia się i czasami szybkie zrywy jest metodą idealną, natomiast bieganie maratonów jest wbrew naturze. W swoim stylu obśmiewa sportowców i pławi w dygresjach.
Tymczasem ja jako biegacz maratonów znam zupełnie inne story: myśliwi prehistoryczni i niektóre plemiona afrykańskie do teraz stosują metodę polowania, polegającą na zabieganiu zwierzęcia na śmierć. Tylko ludzie mogą oddychać niezależnie od stawiania kroków (zwierzęta nabierają powietrze wraz ze skokiem), tylko ludzie oddają ciepło z potem (zwierzęta muszą się zatrzymać i wydychać ciepło przez pysk). To pozwala nam wytrwale gonić zwierzynę przez np. 2 doby, aż zwierzę padnie ze zmęczenia i przegrzania. Jesteśmy urodzonymi biegaczami i łatwość (przy odpowiednim treningu) zaliczenia maratonu jest tego dowodem. Rozpisałem się tyle, żeby pokazać, że prawdopodobnie cała książka jest przetykana niesprawdzonymi i fałszywymi przekonaniami Taleba. Nie przeczą one jednak podstawowym założeniom o chaotycznej naturze zdarzeń i błędach we wnioskowaniu.
![]() |
| Fragmenty dokumentu BBC Persistence hunting |
Taleb proponuje naśladowanie natury, czyli różnorodność, unikanie koncentracji. Podejrzewam, że opisał te koncepcje w książce Antykruchość. Jest to zgodne z ideami, które sam promuję i wdrażam w swoim życiu (testowanie różnych form pracy - biznes, etat, wprowadzanie ciała w stany ekstremalne jak posty, ekspozycja na mróz, bieganie ultramaratonów).
I tu dochodzę do drugiej części tytułu, czyli "jak przewidzę kryzys w Polsce". W Polsce widzimy dwa zasadnicze czynniki ryzyka:
1. Polacy inwestują powszechnie w nieruchomości, które nie wytwarzają bogactwa, a wymagają środków na konserwację. W efekcie zabezpieczeniem ok. 40% kredytów dla sektora niefinansowego (ludzie i firmy) (źródło) są mury, które mają wartość tylko wtedy, jeśli do Polski będzie napływać ludność do pracy.
2. Polski rząd koncentruje własność pod szyldem państwowym. Wyrzuca z rynku prywatną konkurencję dla swoich monopoli, przesuwa środki ze zdrowych firm do pasożytniczych struktur. W efekcie wszyscy: państwo, chore i zdrowe firmy jadą na tym samym wózku. Kryzys państwa uderzy hurtem we wszystkich, ponieważ Skarb Państwa jest 'too big to fail' i wciąż się rozrasta.
Z obu powodów przewiduję wielki kryzys w Polsce ok. 2025 roku (mam nadzieję, że nie szybciej). Na pewno się mylę co do czasu, ale szanse, że unikniemy katastrofy są niewielkie. Rządzący nie wyciągają wniosków, nie widzą ryzyka, dopóki nie jest już za późno. Są jak ekonomiczni nobliści: robią to, co działa liniowo od lat, a potem mówią: nikt nie mógł tego przewidzieć.
Receptą na oba problemy jest naśladowanie natury: rozproszenie własności, dywersyfikacja inwestycji. Nic nie może rozrastać się w sposób niekontrolowany. Im jest większe, tym bardziej kruche i tym bardziej spektakularnie upada.
Recepta nr 2 to porzucenie większości narzędzi statystycznych, które opisują Przeciętnostan, a nie Ekstremistan. Należy rozważać potencjalne Czarne Łabędzie i przygotowywać na nie scenariusze reakcji. Posiadać margines bezpieczeństwa, nie przeoptymalizować systemu. Zbyt dopracowany system jest nadwrażliwy i szybko zostanie ugodzony przez chaotyczną rzeczywistość - my gracze giełdowi znamy to wszystko bardzo dobrze.













































