środa, 30 września 2015

WIG20 w kanałach

Dziś kilka zabaw z wykresami długoterminowymi:

WIG20 
Indeks polskich blue chipów po cenach zamknięcia w skali miesięcznej - blisko mocnego wsparcia.


Linie po ekstremach wyglądają trochę gorzej, jest miejsce do kilkunastoprocentowego zjazdu - to by dopiero była okazja!



S&P500 - porównanie bessy z czasów Wielkiego Kryzysu do sytuacji po 1994 - czasowo niemal w punkt.

poniedziałek, 21 września 2015

Ładnie kreślą

Sierpniowy kraszek narobił smaku na 'big short', czyli szybki, duży zysk z krótkich pozycji. W 2014 roku dwa razy próbowałem zarobić na tzw. fali C :


Czyli: po pierwszej silnej fali wyprzedaży, która łamie jakieś istotne wsparcie (np. sma200), mamy szybką korektę 3-falową znoszącą ok. 50-62% spadku, po której występuje kolejna fala wyprzedaży. Obie próby złapania trendu spadkowego (styczeń i październik) zakończyły się porażką:


Tym razem sytuacja wygląda lepiej dla niedźwiedzi, ponieważ:
- Została wyłamana znacznie ważniejsza średnia (sma200, a nie sma50) i dodatkowo wygenerowany został tzw. krzyż śmierci. Przez ostatnie lata ten sygnał dawał jednak fałszywe sygnały, podobnie jak wszystkie wskaźniki makro sugerujące wysokie przewartościowanie amerykańskich akcji.
- Indeks nie odrobił natychmiast strat, tylko zaczął się konsolidować, kreśląc trójkąt; nie zdołał również zakryć luki z 21 sierpnia i zniósł przepisowe ~60% spadku.

Formacja wygląda aż za pięknie i każdy ją widzi, ale w ostatnim roku wiele aktywów czy walut wpadło w silne trendy spadkowe (ropa, miedź, eur, aud itd.), choć trzymały się długo i co chwila padały fałszywe sygnały sprzedaży.

Długoterminowo nadal obstawiam łagodną bessę w Polsce, podobną do tej z lat 2004-2005 która powinna skończyć się jeszcze w tym roku. Spadki wykorzystuję do powiększania pozycji w akcjach. Co ciekawe gdy zapuściłem dziś dawno nie odkurzanego analizera S&P500, dostałem tylko 1 analogię:



1953 rok, czyli przystanek w silnej hossie po Wielkim Kryzysie.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Trochę perspektywy

Wyczekiwałem tych spadków przez cały 2014 rok, ale rynek znowu był sprytniejszy i poczekał aż kupię za dużo :) W styczniu zacząłem tracić cierpliwość i powoli wracałem na rynek:
http://podtworca.blogspot.com/2015/01/nie-o-take-besse-zesmy-walczyli.html
Była to dobra decyzja, bo bardzo szybko zarobiłem na fali wzrostowej. Jednak w pewnym momencie powstał dylemat - jeśli zainkasuję zyski, mogą ominąć mnie prawdziwe wzrosty (opisywałem to wiele razy na przykładzie Monnari czy ATM Grupy), jeśli natomiast wzrosty są tylko falą B bessy i nadejdzie mordercza fala C, zyski zamienią się w straty.

Ostatecznie wybrałem rozwiązanie pośrednie - nieznacznie powiększałem pozycje, pozostawiając większą część portfela w gotówce. Niestety z czasem pozycja w akcjach stawała się coraz większa i obecnie dochodzi do blisko połowy. Dobierałem na sygnałach kupna akcje, które pozostają w świeżych trendach wzrostowych. Dzisiejsze spadki były pierwszymi, które odczułem na portfelu, ale gdy patrzę na akcje w skali miesięcznej, to właściwie nic się nie stało:

Atrem - kupowany między kwietniem a majem - wciąż jest zysk, ale co z tego
skoro długoterminowe wsparcie trendu wzrostowego biegnie na 4 zł...

Niektóre spółki jak Procad czy 08Octava mocno się oddaliły od ceny zakupu i korekty zjadają tylko zysk, inne jak Komputronik czy Tesgas weszły w stratę. Nastawiam się psychicznie, że będzie dużo gorzej, ale akcji nie oddam. Po pierwsze choć wszyscy piszą o krachu i bessie, rynek jest całkiem silny i ma wiele do nadrobienia:


Analizuję ten indeks (cały rynek) od lat i dzisiejszy kraszek niespecjalnie zmienił cokolwiek w wieloletnim odbiorze. Gorzej wygląda już SWIG80:


ale i tutaj jest światełko w tunelu - do końca 40-miesięcznego cyklu hossa-bessa zostały "tylko" 4 miesiące. Jeszcze raz C_ pozbawiony tym razem kresek:


Akcje spadają od 8 lat, w tym czasie tylko raz - w 2009 roku - mieliśmy do czynienia z silną hossą na szerokim rynku. Większość uczestników rynku od 8 lat traci pieniądze, w pierwszym półroczu 2015 (oficjalne dane z GPW) udział inwestorów indywidualnych w obrocie akcjami spadł do najniższego poziomu: 12%. Tyko na rynku Newconnect indywidualni rządzą: 79% udział w obrocie. Być może dlatego ten indeks wygląda tak:


Nie mam złudzeń: jeśli mamy do czynienia z falą C, to spadki mogą dojść do absurdalnych poziomów. Obserwowałem to w 2008, gdy zaczynałem przygodę z giełdą i z głupia frant udało mi się kupić blisko dna październikowej paniki, obserwowałem w 2011, gdy od miesięcy grałem na spadki. Tym razem po ponad roku czekania wróciłem do akcji za wcześnie (a raczej nie pozbyłem się ich na czas), ale nie żałuję - spadki są mi na rękę, bo moje analizy wskazują, że po tej bessie nadejdzie wreszcie moda na akcje i chcę kupić nadpłynne spółki jak najtaniej, aby trzymać je przez lata. Gdybym kupił PKO po 40zł albo PGE za 20, to pewnie miałbym stresa, ale niewielkie pakiety za 28 i 16 nie spędzają mi snu z powiek - chętnie dobiorę taniej. Może uda się przyszorcić kontraktami i opcjami, choć wolałbym poczekać na jakąś korektę spadków.

środa, 19 sierpnia 2015

3 grosze w kwestii strategii

Ostatni wpis o strategii (a raczej taktyce) gry na płynnych, dywidendowych mułach spotkał się z  emocjonalnym przyjęciem. Zauważyłem, że nie przekazałem bardzo istotnej informacji: jeśli za pomocą narzędzi technicznych identyfikuję silne wsparcie, które daje nadzieję na uformowanie lokalnego dna, to nie kupuję tylko raz z nadzieją na 5% zysk. Interesuje mnie "uklepywanie" dna, czyli kilkuprocentowe ruchy o wysokiej zmienności. Wówczas jest szansa na kilka zyskownych zagrań. Rozpatrzmy to na przykładzie PGE. Dotychczas obróciłem nim 4 razy osiągając stopy zwrotu (po uwzględnieniu prowizji): 5.48%, 1.41%, 2.16%, 0.5% . Razem daje to 9.55% . Po ostatniej transakcji pakiet oczywiście odebrałem taniej.

PGE spełnia wszystkie opisane wcześniej założenia tj.:

- spadł na wsparcia z okolic rocznego max i wyznaczył nowe roczne minima,
- płynność finansowa bez zarzutu (Altman 7.81, blisko 5 mld gotówki i kredytów),
- niskie c/wk (0.64) i c/z (7.48),
- wkrótce wypłaci dywidendę ok. 4.5%

Załóżmy teraz kilka scenariuszy dla mojego pakietu:
- pesymistyczny nr 1:
  spółka dalej pikuje bez korekty i przełamuje kolejne wsparcia - wówczas JEŻELI jej sytuacja fundamentalna się nie zmienia, czekam - może dobiorę na kolejnym wsparciu licząc na korektę, na której zredukuję, żeby obniżyć cenę. Jeśli będę na minusie jeszcze przez miesiąc zainkasuję dywidendę 4.5% i mogę czekać wiele miesięcy na powrót do ceny zakupu - w końcu żadna lokata tyle nie płaci. Łączny zysk wyniesie 9.55% + 4.5% = 14.05% - całkiem przyzwoicie. JEŻELI pogorszy się sytuacja fundamentalna spółki i jej spadki okażą się uzasadnione, zainkasuję stratę pomniejszoną o dotychczas ugrane 9.55%.
- pesymistyczny nr 2:
 spółka zaczyna gwałtownie rosnąć (korekta typu V) - owszem zainkasuję kilka %, ale moja przygoda z PGE skończy się na długi czas, łącznie zarobię 9.55% + ostatnia transakcja
- optymistyczny nr 1:
 spółka zacznie ubijać dno w kształcie L - każdy wystrzał do góry będzie zbijany do dna i będę mógł wiele razy obracać pakietem, osiągając łącznie np. 20% lub więcej
- optymistyczny nr 2:
 po uklepaniu dna pojawi się wiarygodna dla mnie formacja techniczna nowego trendu wzrostowego, wówczas ostatnie zagranie będę mógł wykonać większym pakietem.

Mam nadzieję, że teraz obrane reguły stały się jaśniejsze.

Przy okazji pozdrowienia dla hejtera, który brylował po jednej spadkowej sesji: pierwszy zysk z TPE już wzięty, zgodnie z regułami gry czekam na odebranie pakietu, PKO polecane na blogu po 26.xx już po 28.8 (ale jak napisałem ostatnio, na PKO wyjątkowo nie będę pogrywał, bo trafiło do portfela fundamentalnego pod przyszłe dywidendy).

czwartek, 13 sierpnia 2015

3 spółki i trochę strategii

Motyw kupowania dużych, płynnych, bezpiecznych od bankructwa i płacących sowite dywidendy spółek z WIG20 przewija się od początku bloga. I niemal zawsze jest podejmowany w czasie bessy na tych spółkach. Odpowiedź jest oczywista: te spółki nie rosną z dnia na dzień o 100%, jak wiele maluchów, ale też nie tracą 30% w 2 dni po ogłoszeniu niekorzystnego newsa.

Kupuję niewielkie pakiety takich spółek, gdy mam ochotę trochę pograć. Póki co zawsze wychodzę z niewielkim zyskiem, ale tylko dlatego, że nie kupuję ich na długi termin. Interesuje mnie "dywidenda", czyli zysk 4-5%, dlatego patrzę na nie, gdy spełnione są założenia:
- spółka spada od dłuższego czasu,
- płynność finansowa i wskaźniki fundamentalne są atrakcyjne, brak jakichkolwiek zagrożeń,
- wskaźniki c/z, c/wk stają się bardzo atrakcyjne,
- spółka wypłaci dywidendę, która w razie dalszych spadków przyniesie zysk.

Na dziś biorę na warsztat PGE, TPE i PKO. PKO nie wypłaci w tym roku dywidendy, TPE już to zrobił, a PGE dopiero wypłaci 0.78PLN, co przy aktualnej cenie daje ok. 4.6% brutto.

Zaczynam od TPE (a dokładniej fut na TPE - FTPE), który jest najsłabszy w zestawieniu. Teoretycznie silniejsze spółki nie powinny już spadać, gdy najsłabsze ogniwo osiąga dno. Wsparcie biegnie na 3.30:


Załóżmy, że kupię po 3.30 pakiet, wówczas 3.30 * 105% = 3.47 . Max z tego roku to ponad 5.5 zł.

PGE - ustalenie prawa do dywidendy 28 września, sporo czasu. 2 wsparcia osiągnięte, duża szansa, że odbije, mi wystarczy 5%.


FPKO - zgodnie z wcześniejszymi analizami poziom 27 osiągnięty. Nie wykluczam dalszych spadków, ale 5% raczej w tym roku zarobię. PKO zresztą postanowiłem kupić na dłużej. Łamię w ten sposób wcześniejsze zasady co do gry, jednak kusi mnie budowanie długoterminowego portfela ala Buffet. Dotychczas kupowałem akcje pod hossę i sprzedawałem, gdy z moich analiz wynikało, że nadchodzi bessa. PKO mogłoby być taką inwestycją w płynność: kupić tanio i przez lata wyciągać wysokie dywidendy. Kto nie chciałby kupić Wells Fargo w latach 80-tych:


Niestety jest jeden problem: Polska to nie Ameryka, tutaj bankructwa, golenie lokalsów i reset własności są wpisane w system, dlatego w perspektywie 20 lat powinienem się raczej spodziewać scenariusza greckiego:
Koszmar inwestora - wyjść na 0 po 25 latach

Dlatego zapewne jeśli uzbiera mi się większy kapitał, zacznę szukać przystani na długoterminowe oszczędności w bardziej cywilizowanych zakątkach globu.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Don't panic when everyone is panic

PKO zaliczyło dziś prognozowane 26 z hakiem i choć nie zanosi się, żeby na tym miało się skończyć, dla mnie to czas niewielkich zakupów. Nikomu nie polecam naśladowania moich ruchów, niejeden sparzył się kupując w ciemno blogowe prognozy. Właściwie od ostatniego giełdowego wpisu nic się nie zmieniło: indeks nieważony całego rynku idzie w górę (dzisiaj mimo paniki zanotował najwyższy wynik od 4 lat!), a WIG20 w dół. Stąd mój portfel złożony głównie z małych spółek stoi w miejscu, bo ich wzrosty równoważą spadki na tanio kupowanych bankach, dywidendowych energetykach i ropie. Czasem coś przytnę na opcjach, czasem wtopię, czasem wpadnie dywidenda.

Bankowa panika sprowadziła indeks WIG_BANKI zaledwie na zniesienie fibo38.2 od dołków z 2009:



Nie jest to poziom, przy którym kupuje się akcje za grosze, ale jeśli popatrzymy na c/wk dla PKO, to zbliża się już do historycznego dołka:


Przez ostatnie 11 lat PKO wypłaciło 12.57 zł dywidendy na akcję. Jak ktoś kupował niespełna rok temu po 40 zł, to mniej więcej tyle już stracił na jednej akcji... Ale teraz są po 27.6 i kiedy spółka wróci do wypłacania dywidend div yield zrobi się atrakcyjny.

Jak napisałem, kupuję bardzo ostrożnie małymi pakietami. Mimo, że uważam obecne ceny wielu akcji za bardzo atrakcyjne w skali 5 lat, to przeżyłem już krachy na akcjach, towarach, walutach i wiem, że z trendem się nie dyskutuje. Fale spadkowe są bardzo dewastujące i trwają tak długo, aż każdy zwątpi. Niektórzy przetrzymają pozycję, ale pozbędą się jej, gdy tylko wyjdą z dużej straty na 0, a potem będą się wkurzać, że mogli zarobić krocie. I tak wyjdą lepiej od tych, którzy chcieli przetrzymać bankrutów. Dlatego kluczowe jest zarządzanie wielkością pozycji. A także wyczucie rynku, opracowanie planu trzymania pozycji, reagowania w sytuacjach nieprzewidzianych.

Nie widzę jeszcze kulminacji paniki, długoterminowych hiobowych prognoz przy rekordowo niskich cenach. Pozostaje czekać i cieszyć się słońcem.

niedziela, 26 lipca 2015

Droga jest celem cz. 7

Czwartek rozpoczyna niezwyczajnie. Kiedy rano otwiera oczy, czuje napierającą falę niepokoju przed pracą. Zamiast (jak zawsze) opracować plan, w jaki sposób poradzi sobie ze spodziewanymi problemami, a potem powtarzać w myślach ten plan po każdym nawrocie lęku, przypomina sobie, że to nie on się stresuje, tylko stres jest w nim. JEŻELI czuję, że opanowuje mnie emocja, której nie akceptuję, TO przestaję się z nią identyfikować i obserwuję co się dzieje we mnie. Stan lękowy przenika ciało, myśli z recepturami naprawczymi huczą w głowie, ale Marcin jest gdzieś indziej. Pozwala wyszumieć się myślom i emocjom, a potem obserwuje jak cichną i zanikają. Pozbawiony balastu ze zdziwieniem odkrywa, że proste poranne czynności mogą nieść radość.


Pracę rozpoczyna od poinstruowania kolegów co i jak powinni wykonać i prosi, by przez kolejne dwie godziny pozwolili mu skupić się na swoim projekcie. Wyłącza komunikatory, wycisza komórkę; w ciągu kolejnych dziesięciu minut głęboko się koncentruje i odcina od zewnętrznego gwaru. Po godzinie w czasie krótkiej przerwy sprawdza czy nie nadeszły jakieś istotne wiadomości. Odpisuje na kilka krótkich maili i wychodzi do kuchni zaparzyć kawę. Tam objaśnia kolegom z sąsiedniego pokoju parę kwestii, po czym wraca do pracy. Przed południem kończy etap projektu i idzie sprawdzić, jak sobie radzą. Okazuje się, że pozbawieni możliwości biegania do niego z każdym pytaniem koledzy radzą sobie całkiem przyzwoicie. Rozpracowali większość zagadnień, a te z którymi mieli problemy wypunktowali. Rozwiązują je wspólnie z Marcinem i umawiają się na kolejny przegląd pod koniec pracy.


Minęło ledwie pół dnia pracy, a Marcin czuje się, jakby zrobił więcej, niż pod koniec poprzedniego dnia. Zenek kolejny raz miał rację - o naszym poczuciu satysfakcji z pracy nie decyduje ilość wykonanych zadań, tylko przejście przez etap od koncentracji do działania w pełnym skupieniu. Nagle słyszy w głowie znajomy głos: “Dobra robota, szybko się uczysz! Nie zawsze będzie tak lekko jak dziś. Kiedy mija pierwszy entuzjazm po wprowadzeniu nowych zwyczajów, ludzie zazwyczaj wracają do starych nawyków. Jeżeli jednak będziesz pamiętał o stosowaniu nowych instrukcji, będziesz świadomie wybierał właściwe postępowanie, aż utrwali się jako standardowy wzorzec. Dziś wieczorem wpadnę do ciebie po raz ostatni i wyjaśnię jak trwale programować zmiany, a teraz wracaj do roboty. Ahoj!”


Wracając autem z pracy Marcin wciąż myśli o spotkaniu z duszkiem. Jego ekscytację przerywa widok wielkiego, ciągnącego się po horyzont sznura samochodów. Zapowiada się co najmniej godzina stracona w korku. “Niee! Akurat dziś? Do jasnej cholery!” Może już zapomnieć o treningu na rowerze. A taki był udany dzień! Dlaczego nie wybrał objazdu, tylko pchał się główną trasą? Ostatnio prawie nie było na niej samochodów, dziś jak na złość jeden, wielki korek. Dlaczego zawsze gdy mu zależy, świat robi mu na złość? “Halo! Tu ziemia! Obudź się!” Czy to jego głos? Sterownik “gniew” wyłacza się, Marcin budzi się z rękami zaciśniętymi na kierownicy i lewą nogą wdeptującą sprzęgło. “JEŻELI czuję, że opanowuje mnie emocja, której nie akceptuję, TO przestaję się z nią identyfikować i obserwuję, co się dzieje we mnie.” JA JESTEM przeżywa TU I TERAZ. Czuje napięcie w barkach, pulsowanie w głowie, napór w brzuchu. Przez głowę przelatują niezliczone myśli “dałem się ponieść; w dupę z tym buddyzmem, jestem wkurzony! to przejdzie, spokojnie; nie muszę się uspokajać, chcę wyrzucić z siebie złość! olać złość, chyba mija; ale, że ten korek musiał być akurat dziś?...” Marcina nie ma w tych myślach. Stoi z boku i obserwuje, jak myśli, uczucia gniewu, żalu mieszają się z ulgą i ciekawością. Nie kieruje na nie uwagi, wie że są tylko myślami, skupia się na odczuwaniu sygnałów płynących ciała. W ciągu dwóch minut impulsy ulegają wytłumieniu, aż przestają być odczuwalne. Wraz z nimi zanikają powiązane myśli i emocje.


“Przeżyłeś świadomie atak złości. Nie powstrzymywałeś go, więc nie miał z kim walczyć, nie podtrzymywałeś na nim uwagi, więc stracił paliwo. Brawo!”
“Wszystko widziałeś?” uśmiecha się Marcin.
“Tak. Czekam na ciebie w domu, wracaj spokojnie i ciesz się chwilą, która trwa!”
“Dobra, dobra żartownisiu. Tylko nie ześlij mi awarii samochodu, bo wtedy taki szlak mnie trafi, że żadna instrukcja nie pomoże.”


Godzinę później Marcin siedzi z herbatą naprzeciwko Zenka. Przez chwilę dyskutują o wydarzeniach ostatnich dni i śmieją się z wielkich małych problemów. Potem duszek przerywa na poważnie:
“Przyszedłem się pożegnać. Nie zobaczymy się już więcej, nie usłyszysz mnie również w głowie.”
“Kiedyś musiało to nastąpić. Nie ma szansy na jakąś mentalną konsultację od czasu do czasu?”
“Nie tym razem. Przede mną zbyt wiele nowych zadań. Ale nie martw się, świetnie sobie radzisz. Jestem spokojny o twój rozwój.”
“O to się nie martwię. Zwyczajnie będę za tobą tęsknić.”
“Też cię polubiłem, ale taki już los świadomych istot. Kiedy tęsknota będzie zbyt silna, zawsze możesz przeczekać ją metodą na obserwację”, mówiąc to Zenek puszcza oczko.
“Marna pociecha. Ale dziękuję ci za wskazanie drogi - celu mojej egzystencji. Martwi mnie czy będę świadomy jeśli z niej zboczę? Wciąż prawie nic nie wiem. Wskazałeś mi horyzont, a teraz zostawiasz samego.”
“Trenuj samoświadomość. Jak najczęściej doświadczaj emocji i myśli, nie tylko wtedy gdy źle się czujesz. Również euforia, którą utożsamiamy ze szczęściem jest tylko chwilową emocją. Pozwalaj jej trwać, ale nie podtrzymuj na siłę i nie tęsknij za nią, bo jej brak stanie się przyczyną cierpienia. Kiedy będziesz czerpał radość z życia, nie będzie szczególnie istotne czy będziesz siedział na ławce w parku, czy osiągał sukcesy w firmie.”
“Jestem jeszcze młody i głodny sukcesu, więc siedzenie w parku zostawię na emeryturę. Czytałem zresztą, że powinno się oddzielić pracę od domu czy hobby. Po powrocie do domu zapominać o tym, co działo się w pracy, na urlopie skupić się na wypoczynku.”
“To dobre rozwiązanie, ale musisz być świadomy czy nie odgrywasz tylko roli w każdej z tych sytuacji. Ludzie stresują się w pracy, więc szukają w książkach czy internecie jak sobie z tym radzić. Dowiadują się, że powinni przełączyć się w inny tryb po powrocie do domu i nie myśleć o problemach.  Wnioskują zatem, że aby nie podtrzymywać stresu, należy się mu przeciwstawić. Wiesz już jednak, że obie te drogi są tylko dwiema nieskutecznymi stronami tej samej metody. Gdy zepchniesz niepokój do nieświadomości, zamienisz go w lęk, który będzie się aktywował każdego poranka przed wyjściem do pracy.”
“Cóż zatem czynić Wujku Dobra Rado?”
“Przyjmij życie i z tej perspektywy świadomie wybieraj role. Nie chodzi o to, żebyś stworzył nową tożsamość JA JESTEM i analizował jak powinieneś zachować się w każdej sytuacji, by pozostać wiernym sobie. To również byłoby odgrywanie sztucznej roli. W większości przypadków czy to w pracy, czy wśród przyjaciół, będziesz zachowywał się jak dotychczas z tą różnicą, że wyczujesz momenty, w których niedostrzegane wcześniej emocje będą cię popychały do określonej reakcji. To może być na przykład nieuzasadnione poczucie strachu lub niechęci do jakiejś osoby. Może temu uczuciu ulegniesz, może nie, ważne jest byś był czujny i świadomy, że nie ta osoba jest przyczyną twojej reakcji, ale twoja emocja.


Zamień zachodni nacisk na zewnętrzne objawy sukcesu na osiągnięcie spełnienia wewnątrz. Poznałeś technikę na osiąganie spokoju i jasnego umysłu. Praktykując ją będziesz częściej żył w sposób świadomy, zamiast odtwarzać uwarunkowane zachowania. Gdy będziesz w pracy, będziesz pracował, gdy będziesz w domu, będziesz w domu, gdy będziesz z przyjaciółmi, będziesz z przyjaciółmi. Niezależnie od zewnętrznych okoliczności będziesz czuł, że jesteś tam, gdzie powinieneś być, w chwili, w której powinieneś być: w tu i teraz.”
“Myślę, że czasami opór wobec tego jak żyję może być potrzebny. Na przykład będę spełniał się w pracy i w rodzinie, ale pewnego dnia zacznę czuć, że czegoś mi brakuje, i powiedzmy zacznę się interesować astronomią, jeździć w góry czy zbierać znaczki. Bez buntu wobec tu i teraz nie zacząłbym porządkować swojego otoczenia, bez poczucia braku sensu nie zainteresowałbym się wyścigami rowerowymi.”
“Akceptacja życia nie polega na tym, że wszystko wokół ci się podoba. Odczuwanie niezadowolenia z zastanej sytuacji jest naturalnym ludzkim odruchem i nie ma sensu go wypierać. Różnica tkwi w uwarunkowanym buncie wobec tego co jest, a w świadomym odczuwaniu potrzeby zmiany. W pierwszym przypadku ludzie narzekają na los lub korzystają z utartych rozwiązań typu chwilowe polepszanie nastroju używkami, zmiana partnera czy pracy. W drugiej sytuacji nie zżywasz się z problemem, tylko pozwalasz poczuciu braku zadowolenia ujawnić się w ciele, by je przeżyć i poszukać odpowiedzi. Czasem intuicyjnie wiesz jak powinno być, czasem nie wiesz - czujesz dysonans, ale ani intuicja, ani rozum nie potrafią znaleźć rozwiązania. Nie poddajesz się jednak rozpaczy; nasłuchujesz i uczysz się, bo żeby dokonać trwałej zmiany potrzebujesz wiedzy, planowania i codziennej praktyki. Nie wszystko w życiu jest tak proste jak posprzątanie mieszkania.”
“Ano nie wszystko. Liczyłem, że pouczysz mnie jeszcze jak być bardziej twórczym, planować przedsięwzięcia i takie tam sprawy.”
“Bycie twórczym sprowadza się do regularnej, uważnej praktyki. Jeżeli potrafisz każdego dnia ćwiczyć się w jakiejś sztuce, po latach osiągniesz mistrzowską biegłość. Kultywuj metodę małych kroków, którą zapisałeś w swoim systemie: porządkuj otoczenie, rozpoczynaj działania i czekaj na pojawienie się motywacji, by je kontynuować. Sprzątnąłeś pokój, choć układałeś po jednej rzeczy dziennie. Napisałeś zawartość strony internetowej, choć miałeś pisać ledwie jedno zdanie każdego roboczego dnia. Więcej nie muszę ci mówić, bo jesteś wytrwały i wypracujesz własne sposoby, by tworzyć na miarę twoich ambicji.”
“I za to wypijmy” Marcin wznosi toast butelką piwa.
“Ja tylko wącham” śmieje się Zenek.