Jak zainwestować milion radzi dzisiaj wybitny analityk Marek Zuber. Szerokiej publiczności znany z opowiadania pierdołów w TV, natomiast kilku inwestorom z pośredniczenia w sprzedaży akcji i obligacji bankrutów (przy okazji pozdrowienia dla akcjonariuszy POLJADLO).
Zobaczmy przepis na bogactwo:
Dwa fundusze akcji to 50 proc. naszego portfela, akcje deweloperów kupowane indywidualnie na giełdzie – 40 proc. i wreszcie trochę gotówki – zostawione na okazje.
Te 10% w gotówce to chyba na uśrednianie ;)
Jak tam rajd św. Mikołaja drodzy inwestorzy? Trafiliście na te 5% spółek, którymi bijemy rekordy? Dzisiaj w cenie spółki surowcowe, zatem nici z mojego przebiegłego planu równoległej bessy na spółkach i towarach - wystarczyło trochę więcej poczytać, żeby nie pisać głupot:
Zatem szykujmy się na przyszłoroczne rekordy cen benzyny. Tym razem Kaczor powinien spytać Donalda Dyzmę: czy wie pan ile kosztują ziemniaki? A litr benzyny? :) A Dyzma odpowie: to wszystko wina spekulantów!
No a ja biedny pomagam ile się da mojemu drogiemu premierowi, szorcę tę ropę, żeby benzynka po 5zł nie chodziła. Został mi ostatni bastion: fibo50% i tutaj mam nadzieję na mały zjazd brenta, tak na 80$ i zmykam z krótkich:
No chyba, że z marszu przebiją i wystrzelą na 105$, gdzie biegnie kolejne fibo i ten kanał wyżej. Na razie dolar trochę za mocny się wydaje, ale kto wie. Mamy hossę przecież :]
3 tygodnie listopada były okresem polowania. Grudzień póki co ledwie na 0. Trochę poszorciłem, więc w łapki dostałem, ale nadrobiłem Mosto-Płockiem i bujam się w miejscu. Longi jakoś strach brać, S-ki przed rozliczeniem serii odpuszczam.
Choć nie umiem na nich zarabiać, to cieszą mnie te hiperboliczne wzrosty - będzie z czego spadać. Im wyżej, tym lepiej, tym mocniejsza będzie regresja do średniej.
Na koniec zajrzyjmy na polecane przez Marka Zubera spółki deweloperskie. Indeks WIG_DEWEL:
Długa konsolidacja przy sma45 week. Ledwie naruszone fibo38.2 . Widać, że formuje się jakiś trójkąt albo klin. Zejdźmy na wykres dzienny:
Od dna indeks wykonał impuls 5-falowy w górę. Od ponad roku kreśli strukturę trójkąta/klina - niestety nie potrafię odczytać czy składa się on z piątek, czy trójek. Widzę głównie trójki i jakieś bardziej złożone układy korekcyjne, co może oznaczać, że jest to trójkąt korygujący wzrosty od dna - a zatem pan Zuber może trafić z prognozą i rzeczywiście zobaczymy rajd na deweloperach.
Jednak kupowanie teraz akcji deweloperów to czysta ruletka - lepiej poczekać na wybicie - jeśli pójdzie górą (np. na 3000pkt), wykona nawrotkę i wybicie zostanie wybronione - wtedy można bezpiecznie kupić akcje. Pamiętajmy, że lepiej stracić okazję, niż kapitał.
Blog o inwestowaniu, grze na giełdzie, rozwoju osobistym, przemyślenia na temat egzystencji, poszerzanie świadomości. Czasem trochę o żarciu i bieganiu - życie :) Napisz do mnie: deedees małpa o2 kropcia pl
czwartek, 9 grudnia 2010
wtorek, 7 grudnia 2010
Matematyka na giełdzie
Przeczytałem niedawno książkę "Matematyk gra na giełdzie" J.A. Paulosa, który utopił fortunkę na dotcomach, ciekawie wtyłumaczył kilka zjawisk i zgrabnie wyjaśnił, dlaczego AT nie działa :) Autor jest przykładem, że wiedza akademicka nie zawsze stoi w parze ze świadomością. Przez bite dwa lata uśredniał w dół akcje i opcje kupna na WorldCom aż do bankructwa swojej perły.
Książka przedstawia różne koncepcje na temat rynków kapitałowych, które są dla mnie bardziej intelektualną zabawą, jednak znalazło się kilka rzeczy, o których warto wiedzieć i stosować w praktyce. Co do AT, to moim zdaniem autor (z książki wynika, że jest zwolennikiem błądzeń losowych) nie wgłębił się w jej naturę i nie zgadzam się z jego przekonaniami. Moim zdaniem giełda jest, podobnie jak świat, chaotyczna. Rządzą nią pewne prawa, jednak czynników jest tak wiele i tak bardzo ukrytych przed nami, że nie potrafimy przewidywać ruchów cen.
Są jednak ludzie, których mózgi odnalazły ukryte zależności i dzięki temu robią na giełdzie fortuny. Nie musi to być uświadomiona umiejętność, są przecież ludzie autystyczni, którzy obliczają nieliniowe problemy w ułamku sekundy lub grają Chopina po pierwszym przesłuchaniu.
Co ciekawe autor przygotował dość proste matematyczne uzasadnienie takich przypadków: tak jak w serii 10 rzutów monetą trafia się statystycznie raz na 1024 razy seria 10 orłów, tak też nie powinien dziwić fakt, że są fundusze, które notują regularnie wysoką stopę zwrotu. Z teorii prawdopodobieństwa wynika, że takie fundusze wygrywające muszą występować, jak i muszą występować regularni looserzy.
W różnych okresach pewne taktyki gry przynoszą ponadprzeciętne zyski i dopiero ich szerokie zastosowanie sprowadza skuteczność do 0. Podoba mi się sposób, w jaki Paulos wytłumaczył zasadę regresji do średniej. Wśród sportowców rozpowszechniony był mit pechowego wpływu zdjęcia na okładce pewnego magazynu sportowego. Każdy rekordzista, który dostąpił zaszczytu bycia na pierwszej stronie, niemal natychmiast doznawał kontuzji lub tracił formę.
Tymczasem wytłumaczenie z matematycznego punktu widzenia jest proste: sportowcy są aktualnie bardzo dobrze wytrenowani i niewiele odstają od siebie umiejętnościami. Jednocześnie każdemu może przytrafić się seria suckesów - znowu podstawy prawdopodobieństwa. Po tej serii sukcesów oczy wszystkich zwracają się na sportowca, magazyny wrzucają jego podobiznę na pierwszą stronę po czym.. następuje regresja do średniej :)
Podobnie jest ze spółkami, walutami i towarami. Każda akcja budzi reakcję. Metodę regresji do średniej stosowałem od samego początku z całkiem dobrymi rezultatami. Nie wymaga ona wielkiej filozofii - w przypadku spółki oceniam najpierw fundamenty, stabilność i płynność; takie wymogi spełniał w tym roku PGE i PGN. Ceny poniżej wartości księgowej, dywidendy, można było założyć, że wkrótce nastąpi wychylenie w stronę lekkiego przewartościowania i będzie zarobek. I był.
Inny przykład to dolar. Zajrzyjmy na wykres dzienny ze średnimi sma200 i sma400:
Sądząc po średnich dolar może być lekko niedowartościowany, ale jest już zbyt blisko średnich, by podjąć dobrą decyzję na najbliższe tygodnie. Dobrą okazją do kupna było wychylenie z listopada, a wcześniej można było sprzedawać w czerwcu. Przejdźmy na wykres tygodniowy:
Widzimy, że od 2 lat dolar konsoliduje się przy średniej 200-tygodniowej. Względem niej nie jest ani przewartościowany, ani niedowartościowany. Przejdźmy zatem na wykres miesięczny:
Tym razem średnia 200-miesięczna biegnie znacznie powyżej aktualnych poziomów. Można zatem szukać okazji do gry na wzmocnienie dolara w perspektywie kilku najbliższych lat.
Taktyka regresji do średniej wymaga dobrego MM, jest z zasady anty-trendowa, choć można otwierać pozycje na krótszych interwałach po zmianie trendu krótkoterminowego. Na chłopski rozum stosuje ją większość graczy, którzy zgadują górki i dołki, jednak w ich przypadku nie ma podejścia metodycznego. "Kupuj gdy leje się krew, sprzedawaj gdy wszyscy są chciwi" to też jedno z pasujących powiedzeń.
Kolejne praktyczne spostrzeżenie, którego wagi nie docenia większość inwestorów: średni zwrot z inwestycji. Czy możemy stracić na inwestycji, która co miesiąc przynosi średnio 1% zysku w skali roku? Poprzednio napisałem, że celuję w podobny wynik. Zróbmy najprostsze wyliczenie:
Kapitał początkowy: 30000
1% 30300
1% 30603
1% 30909,03
1% 31218,12
1% 31530,3
1% 31845,6
1% 32164,06
1% 32485,7
1% 32810,56
1% 33138,66
1% 33470,05
1% 33804,75
średni zysk miesięczny: 1%
roczny zwrot z inwestycji: 12,68%
Teraz wprowadźmy kilka modyfikacji - nasz system notuje lepsze i gorsze miesiące, ale średnio i tak wyciąga 1% miesięcznie:
2% 30600
-3% 29682
5% 31166,1
3% 32101,08
1% 32422,09
-3% 31449,43
2% 32078,42
-4% 30795,28
1% 31103,24
4% 32347,37
2% 32994,31
2% 33654,2
średni zysk miesięczny: 1%
roczny zwrot z inwestycji: 12,18%
Stopa zwrotu już pół procenta niższa niż poprzednio. A co jeśli ryzykujemy bardziej, grając np. całym kapitałem?
30000
-30% 21000
0% 21000
0% 21000
40% 29400
0% 29400
0% 29400
-20% 23520
0% 23520
20% 28224
0% 28224
1% 28506,24
1% 28791,3
średni zysk miesięczny: 1%
roczny zwrot z inwestycji: -4,03%
Średnio zarabialiśmy 1% miesięcznie, by rok skończyć ze stratą 4.03% . Na koniec zabawmy się w gracza foreksowego, który chce szybko zarobić krocie na wysokim lewarze i wyciąga średnio 1% miesięcznie:
30000
-50% 15000
52% 22800
-50% 11400
52% 17328
-50% 8664
52% 13169,28
-50% 6584,64
52% 10008,65
-50% 5004,33
52% 7606,58
-50% 3803,29
52% 5781
średni zysk miesięczny: 1%
roczny zwrot z inwestycji: -80,73%
Z 30 zostało nam mniej niż 6 tys. Jest to powszechna pułapka, którą zastawiają na nas zarządzający funduszami - zarobiliśmy dla naszych klientów średnio 10% rocznie przez ostatnie 10lat! Wpłacasz a potem się okazuje, że ciężko pokonać w dłuższym terminie lokatę.
Widzimy, że w przyjętym interwale czasowym (np. miesiącu) lepiej pracować w pierwszym rzędzie nad zachowaniem kapitału a dopiero potem nad maksymalizacją stopy zwrotu. Tutaj tkwi również przyczyna niepowodzeń większości inwestorów. Załóżmy, że kupiłeś akcje 2 firm za dwie równe części kapitału - jedna urosła 20%, druga straciła 20%. Ostateczny wynik: 0, jednak decydujesz się na realizację zysku na pierwszej a drugą uśredniasz, żeby odrobić stratę. Skąd my to znamy? U większości niedojrzałych graczy największa pozycja jest zawsze ta najbardziej stratna.
Bardzo niedoceniany czynnik na giełdzie to prowizje. Dwóch inwestorów gra na akcjach spółki, której cena wynosi 1zł. Jeden chce sprzedać drugiemu 10tys. akcji, po czym odkupić je w tej samej cenie. Prześledźmy transakcje:
Przed sprzedażą:
Portfel 1:
0zł na koncie, 10tys. akcji wycenianych na 10000zł
Portfel 2:
10000zł na koncie
Suma: 20000zł.
Sprzedawca wystawia 10k akcji na S, ale nabywca kupuje tylko tyle, ile może po odjęciu prowizji:
Po transakcji:
Portfel 1:
9922.15zł na koncie, 39 akcji wartych 39zł
Portfel 2:
9961 akcji wycenianych na 9961zł, 0.15zł na koncie
Suma: 19922.3zł.
Teraz akcje wracają do poprzedniego właściciela:
Portfel 1:
0.61zł na koncie, 9883 akcji wartych 9883zł
Portfel 2:
78 akcji wycenianych na 78zł, 9844.46zł na koncie
Suma: 19806.07zł.
Jedna transakcja kupna-sprzedaży zabiera z rynku 0.78% wartości transakcji. Kiedy kupujesz i sprzedajesz pakiet akcji, z rynku znika 1.56% wartości transakcji. Jaki z tego płynie wniosek praktyczny? Jeśli na giełdy nie płynie kapitał z zewnątrz, twoje szanse na zarobek maleją. Maleją jeszcze szybciej kiedy w czasie bessy ludzie uciekają z funduszy.
Wniosek? Szukaj biura z niską prowizją lub ograniczaj liczbę transakcji. Ze wzlędu na psychiczne uwarunkowania, inwestowanie na długich odcinkach czasowych w moim wypadku póki co odpada. Dlatego wybrałem XTB, gdzie prowizja wynosi 0.25% od transakcji.
Na koniec odpowiedź, dlaczego nie gram na funduszach. Załóżmy, że nasz fund ma 60% szansy zarobić 1% w danym miesiącu i 40% stracić 1%. Wrzucamy dane do arkusza kalkulacyjnego:
Kapitał: 10000zł
1% 10100
1% 10201
1% 10303,01
1% 10406,04
1% 10510,1
-1% 10405
1% 10509,05
-1% 10403,96
1% 10508
-1% 10402,92
-1% 10298,89
1% 10401,88
Na koniec roku mamy ok. 4%. Gdybyśmy teraz sprzedali, zapłacimy podatek 19% i netto otrzymamy 3.25%. Jednak załóżmy, że gramy aktywnie i na koniec miesiąca wypłacamy pieniądze. Jeśli osiągamy zysk, płacimy 19% podatku:
1% 10081
1% 10162,66
1% 10244,97
1% 10327,96
1% 10411,61
-1% 10307,5
1% 10390,99
-1% 10287,08
1% 10370,4
-1% 10266,7
-1% 10164,03
1% 10246,36
Tym razem zysk to niecałe 2.5% . Kiedy tracimy, księgujemy 100% ubytku, jednak gdy zyskujemy, na konto trafia tylko 81% profitu. Doliczmy do tego wysokie prowizje funduszy i mamy odpowiedź, dlaczego większość Polaków na nich traci.
Znowu matematyka (i przepisy podatkowe) grają przeciwko nam. Dlatego lepiej byłoby kupić na giełdzie jakiś ETF, niestety póki co mamy taki tylko na WIG20.
PS Zapomniałem napisać o bardzo ważnej rzeczy, którą przypomniała mi książka: w układzie chaotycznym nie ma sensu prognozować za daleko w przód. Dlaczego? Ponieważ błędy bardzo szybko się kumulują. Z tego względu niemożliwe jest przewidywanie pogody na dłużej niż tydzień w przód.
Tymczasem inwestorzy (zwłaszcza elliotowcy) bardzo często rysują możliwe scenariusze z dokładną rozpiską fal. Jeśli oznaczasz pierwszy impuls z trafnością 60%, wystąpienie tego i kolejnego jest mniej prawdopodobne. W układzie quasi-losowym, w którym określasz przyszły ruch zawsze z szansą 60% i jest on niezależny od poprzedniego, szansa że twój np. 3 falowy ruch wystąpi wynosi tylko 0.6*0.6*0.6 = 21.6%!
Jeśli uznamy, że fale Elliota działają i mamy tu prawdopodobieństwo warunkowe (czyli np. jeśli wystąpi impuls A, to szansa, że pojawi się B jest 75%) prawdopodobieństwo całkowite będzie co prawda wyższe niż 21.6%, ale nadal niewielkie.
Mamy tu do czynienia z kolejną pułapką: np. rozrysowujesz impuls falowy na dłuższy okres i indeks idzie jak po sznurku. Wzrasta wtedy twoja wiara w zakreślony scenariusz - odwrotnie do szansy wystąpienia całego układu w rzeczywistości.
Książka przedstawia różne koncepcje na temat rynków kapitałowych, które są dla mnie bardziej intelektualną zabawą, jednak znalazło się kilka rzeczy, o których warto wiedzieć i stosować w praktyce. Co do AT, to moim zdaniem autor (z książki wynika, że jest zwolennikiem błądzeń losowych) nie wgłębił się w jej naturę i nie zgadzam się z jego przekonaniami. Moim zdaniem giełda jest, podobnie jak świat, chaotyczna. Rządzą nią pewne prawa, jednak czynników jest tak wiele i tak bardzo ukrytych przed nami, że nie potrafimy przewidywać ruchów cen.
Są jednak ludzie, których mózgi odnalazły ukryte zależności i dzięki temu robią na giełdzie fortuny. Nie musi to być uświadomiona umiejętność, są przecież ludzie autystyczni, którzy obliczają nieliniowe problemy w ułamku sekundy lub grają Chopina po pierwszym przesłuchaniu.
Co ciekawe autor przygotował dość proste matematyczne uzasadnienie takich przypadków: tak jak w serii 10 rzutów monetą trafia się statystycznie raz na 1024 razy seria 10 orłów, tak też nie powinien dziwić fakt, że są fundusze, które notują regularnie wysoką stopę zwrotu. Z teorii prawdopodobieństwa wynika, że takie fundusze wygrywające muszą występować, jak i muszą występować regularni looserzy.
W różnych okresach pewne taktyki gry przynoszą ponadprzeciętne zyski i dopiero ich szerokie zastosowanie sprowadza skuteczność do 0. Podoba mi się sposób, w jaki Paulos wytłumaczył zasadę regresji do średniej. Wśród sportowców rozpowszechniony był mit pechowego wpływu zdjęcia na okładce pewnego magazynu sportowego. Każdy rekordzista, który dostąpił zaszczytu bycia na pierwszej stronie, niemal natychmiast doznawał kontuzji lub tracił formę.
Tymczasem wytłumaczenie z matematycznego punktu widzenia jest proste: sportowcy są aktualnie bardzo dobrze wytrenowani i niewiele odstają od siebie umiejętnościami. Jednocześnie każdemu może przytrafić się seria suckesów - znowu podstawy prawdopodobieństwa. Po tej serii sukcesów oczy wszystkich zwracają się na sportowca, magazyny wrzucają jego podobiznę na pierwszą stronę po czym.. następuje regresja do średniej :)
Podobnie jest ze spółkami, walutami i towarami. Każda akcja budzi reakcję. Metodę regresji do średniej stosowałem od samego początku z całkiem dobrymi rezultatami. Nie wymaga ona wielkiej filozofii - w przypadku spółki oceniam najpierw fundamenty, stabilność i płynność; takie wymogi spełniał w tym roku PGE i PGN. Ceny poniżej wartości księgowej, dywidendy, można było założyć, że wkrótce nastąpi wychylenie w stronę lekkiego przewartościowania i będzie zarobek. I był.
Inny przykład to dolar. Zajrzyjmy na wykres dzienny ze średnimi sma200 i sma400:
Sądząc po średnich dolar może być lekko niedowartościowany, ale jest już zbyt blisko średnich, by podjąć dobrą decyzję na najbliższe tygodnie. Dobrą okazją do kupna było wychylenie z listopada, a wcześniej można było sprzedawać w czerwcu. Przejdźmy na wykres tygodniowy:
Widzimy, że od 2 lat dolar konsoliduje się przy średniej 200-tygodniowej. Względem niej nie jest ani przewartościowany, ani niedowartościowany. Przejdźmy zatem na wykres miesięczny:
Tym razem średnia 200-miesięczna biegnie znacznie powyżej aktualnych poziomów. Można zatem szukać okazji do gry na wzmocnienie dolara w perspektywie kilku najbliższych lat.
Taktyka regresji do średniej wymaga dobrego MM, jest z zasady anty-trendowa, choć można otwierać pozycje na krótszych interwałach po zmianie trendu krótkoterminowego. Na chłopski rozum stosuje ją większość graczy, którzy zgadują górki i dołki, jednak w ich przypadku nie ma podejścia metodycznego. "Kupuj gdy leje się krew, sprzedawaj gdy wszyscy są chciwi" to też jedno z pasujących powiedzeń.
Kolejne praktyczne spostrzeżenie, którego wagi nie docenia większość inwestorów: średni zwrot z inwestycji. Czy możemy stracić na inwestycji, która co miesiąc przynosi średnio 1% zysku w skali roku? Poprzednio napisałem, że celuję w podobny wynik. Zróbmy najprostsze wyliczenie:
Kapitał początkowy: 30000
1% 30300
1% 30603
1% 30909,03
1% 31218,12
1% 31530,3
1% 31845,6
1% 32164,06
1% 32485,7
1% 32810,56
1% 33138,66
1% 33470,05
1% 33804,75
średni zysk miesięczny: 1%
roczny zwrot z inwestycji: 12,68%
Teraz wprowadźmy kilka modyfikacji - nasz system notuje lepsze i gorsze miesiące, ale średnio i tak wyciąga 1% miesięcznie:
2% 30600
-3% 29682
5% 31166,1
3% 32101,08
1% 32422,09
-3% 31449,43
2% 32078,42
-4% 30795,28
1% 31103,24
4% 32347,37
2% 32994,31
2% 33654,2
średni zysk miesięczny: 1%
roczny zwrot z inwestycji: 12,18%
Stopa zwrotu już pół procenta niższa niż poprzednio. A co jeśli ryzykujemy bardziej, grając np. całym kapitałem?
30000
-30% 21000
0% 21000
0% 21000
40% 29400
0% 29400
0% 29400
-20% 23520
0% 23520
20% 28224
0% 28224
1% 28506,24
1% 28791,3
średni zysk miesięczny: 1%
roczny zwrot z inwestycji: -4,03%
Średnio zarabialiśmy 1% miesięcznie, by rok skończyć ze stratą 4.03% . Na koniec zabawmy się w gracza foreksowego, który chce szybko zarobić krocie na wysokim lewarze i wyciąga średnio 1% miesięcznie:
30000
-50% 15000
52% 22800
-50% 11400
52% 17328
-50% 8664
52% 13169,28
-50% 6584,64
52% 10008,65
-50% 5004,33
52% 7606,58
-50% 3803,29
52% 5781
średni zysk miesięczny: 1%
roczny zwrot z inwestycji: -80,73%
Z 30 zostało nam mniej niż 6 tys. Jest to powszechna pułapka, którą zastawiają na nas zarządzający funduszami - zarobiliśmy dla naszych klientów średnio 10% rocznie przez ostatnie 10lat! Wpłacasz a potem się okazuje, że ciężko pokonać w dłuższym terminie lokatę.
Widzimy, że w przyjętym interwale czasowym (np. miesiącu) lepiej pracować w pierwszym rzędzie nad zachowaniem kapitału a dopiero potem nad maksymalizacją stopy zwrotu. Tutaj tkwi również przyczyna niepowodzeń większości inwestorów. Załóżmy, że kupiłeś akcje 2 firm za dwie równe części kapitału - jedna urosła 20%, druga straciła 20%. Ostateczny wynik: 0, jednak decydujesz się na realizację zysku na pierwszej a drugą uśredniasz, żeby odrobić stratę. Skąd my to znamy? U większości niedojrzałych graczy największa pozycja jest zawsze ta najbardziej stratna.
Bardzo niedoceniany czynnik na giełdzie to prowizje. Dwóch inwestorów gra na akcjach spółki, której cena wynosi 1zł. Jeden chce sprzedać drugiemu 10tys. akcji, po czym odkupić je w tej samej cenie. Prześledźmy transakcje:
Przed sprzedażą:
Portfel 1:
0zł na koncie, 10tys. akcji wycenianych na 10000zł
Portfel 2:
10000zł na koncie
Suma: 20000zł.
Sprzedawca wystawia 10k akcji na S, ale nabywca kupuje tylko tyle, ile może po odjęciu prowizji:
Po transakcji:
Portfel 1:
9922.15zł na koncie, 39 akcji wartych 39zł
Portfel 2:
9961 akcji wycenianych na 9961zł, 0.15zł na koncie
Suma: 19922.3zł.
Teraz akcje wracają do poprzedniego właściciela:
Portfel 1:
0.61zł na koncie, 9883 akcji wartych 9883zł
Portfel 2:
78 akcji wycenianych na 78zł, 9844.46zł na koncie
Suma: 19806.07zł.
Jedna transakcja kupna-sprzedaży zabiera z rynku 0.78% wartości transakcji. Kiedy kupujesz i sprzedajesz pakiet akcji, z rynku znika 1.56% wartości transakcji. Jaki z tego płynie wniosek praktyczny? Jeśli na giełdy nie płynie kapitał z zewnątrz, twoje szanse na zarobek maleją. Maleją jeszcze szybciej kiedy w czasie bessy ludzie uciekają z funduszy.
Wniosek? Szukaj biura z niską prowizją lub ograniczaj liczbę transakcji. Ze wzlędu na psychiczne uwarunkowania, inwestowanie na długich odcinkach czasowych w moim wypadku póki co odpada. Dlatego wybrałem XTB, gdzie prowizja wynosi 0.25% od transakcji.
Na koniec odpowiedź, dlaczego nie gram na funduszach. Załóżmy, że nasz fund ma 60% szansy zarobić 1% w danym miesiącu i 40% stracić 1%. Wrzucamy dane do arkusza kalkulacyjnego:
Kapitał: 10000zł
1% 10100
1% 10201
1% 10303,01
1% 10406,04
1% 10510,1
-1% 10405
1% 10509,05
-1% 10403,96
1% 10508
-1% 10402,92
-1% 10298,89
1% 10401,88
Na koniec roku mamy ok. 4%. Gdybyśmy teraz sprzedali, zapłacimy podatek 19% i netto otrzymamy 3.25%. Jednak załóżmy, że gramy aktywnie i na koniec miesiąca wypłacamy pieniądze. Jeśli osiągamy zysk, płacimy 19% podatku:
1% 10081
1% 10162,66
1% 10244,97
1% 10327,96
1% 10411,61
-1% 10307,5
1% 10390,99
-1% 10287,08
1% 10370,4
-1% 10266,7
-1% 10164,03
1% 10246,36
Tym razem zysk to niecałe 2.5% . Kiedy tracimy, księgujemy 100% ubytku, jednak gdy zyskujemy, na konto trafia tylko 81% profitu. Doliczmy do tego wysokie prowizje funduszy i mamy odpowiedź, dlaczego większość Polaków na nich traci.
Znowu matematyka (i przepisy podatkowe) grają przeciwko nam. Dlatego lepiej byłoby kupić na giełdzie jakiś ETF, niestety póki co mamy taki tylko na WIG20.
PS Zapomniałem napisać o bardzo ważnej rzeczy, którą przypomniała mi książka: w układzie chaotycznym nie ma sensu prognozować za daleko w przód. Dlaczego? Ponieważ błędy bardzo szybko się kumulują. Z tego względu niemożliwe jest przewidywanie pogody na dłużej niż tydzień w przód.
Tymczasem inwestorzy (zwłaszcza elliotowcy) bardzo często rysują możliwe scenariusze z dokładną rozpiską fal. Jeśli oznaczasz pierwszy impuls z trafnością 60%, wystąpienie tego i kolejnego jest mniej prawdopodobne. W układzie quasi-losowym, w którym określasz przyszły ruch zawsze z szansą 60% i jest on niezależny od poprzedniego, szansa że twój np. 3 falowy ruch wystąpi wynosi tylko 0.6*0.6*0.6 = 21.6%!
Jeśli uznamy, że fale Elliota działają i mamy tu prawdopodobieństwo warunkowe (czyli np. jeśli wystąpi impuls A, to szansa, że pojawi się B jest 75%) prawdopodobieństwo całkowite będzie co prawda wyższe niż 21.6%, ale nadal niewielkie.
Mamy tu do czynienia z kolejną pułapką: np. rozrysowujesz impuls falowy na dłuższy okres i indeks idzie jak po sznurku. Wzrasta wtedy twoja wiara w zakreślony scenariusz - odwrotnie do szansy wystąpienia całego układu w rzeczywistości.
środa, 1 grudnia 2010
Budujemy mosty dla pana starosty, taktyka
Listopad okazał się dla mnie najlepszym miesiącem na giełdzie. Przez wrzesień-październik wyprzedawałem akcje i zacząłem kumulowanie pozycji spadkowych oraz dolara. Zbywanie akcji zakończyło się częściowym powodzeniem: akcje Reinholda, Arctic, Hardexu, Jupitera, Mostostalu Export oraz Jago są już znacznie tańsze. Ale jedna ze spółek - Stąporków urósł prawie 100% od ceny, po której go kupowałem. Mnie zadowoliło tradycyjnie 5% :] Myślę, że zawodowiec straciłby na większości z tych akcji 5% a na ZUKu odrobił z nawiązką.
Znacznie gorzej było w przypadku walut i certyfikatów na spadki ropy. W początkach listopada, kiedy rynki zerwały się do ostatniej szarży, skumulowana strata przekraczała 3000zł. Do tego na 2 dni przed pierwszymi poważnymi spadkami dołożyłem S na FW20. Nie jest to duża kwota, ale gdybym wtedy uciął straty, skasowałbym ciężko uciułany tegoroczny zysk.
Wreszcie przyszły spadki. Przez cały miesiąc grałem wyłącznie kontraktami i walutami. Odrobiłem wszystkie straty i dołożyłem ok. 1000zł zysku. Cieszy mnie, że zachowywałem się bardzo spokojnie. Wchodziłem tylko w wysoko prawdopodobne sygnały, w momentach niepewności pozbywałem się kontraktów. Kiedy siła niedźwiedzi była przytłaczająca, otwierałem kontrakty na FW20 i zgarniałem kilka punktów. Kiedy byki odzyskiwały inicjatywę, nie wahałem się ucinać małych strat.
Najważniejsze to nie przedobrzyć; wcześniej takie dobre passy stawały się przyczyną późniejszych porażek, bo traciłem czujność i dalej grałem "z trendem", nie widząc że ten się już zmienił. Co gorsza zamiast skupiać się na ucięciu strat i kupowaniu pozycji z trendem, uśredniałem stratne pozycje. W listopadzie miałem sporo takich pozycji, ale kumulowanych na szczęście inteligentniej niż w lutym-kwietniu, więc wyjście na plus odbyło się szybko.
Dzisiaj z pozycji spadkowych zostały zredukowane certyfikaty na spadki ropy. Choć ropa jest silna, rosnący USDPLN pozwolił mi oddać część certów w okolicach uśrednionej ceny kupna. Pozbyłem się pozycji, bo rynek kreślił trójkąty na wielu indeksach. Dzisiaj trójkąt ten (póki co) wybił S&P500:
Po cichu liczyłem, że to korekcyjna fala B, po której nastąpią dalsze silne spadki (fala C), ale tak się nie stało. Nie zarobiłem, ale co ważniejsze nie straciłem.
Każdy ma jakąś taktykę. Niektórzy otwierają wiele pozycji i z większości wypadają na stop lossach a tam gdzie trafiają w trend, wyciągają duże zyski. Próbowałem tego sposobu, jednak choć ładnie wygląda na papierze, nie pasuje do mojej psychiki/aktualnego doświadczenia. W 2009 roku czuło się siłę rynku, wtedy bywało, że angażowałem w akcje nawet 80% środków, w tym roku przeciętnie 40-60% kapitału leżało w gotówce. Duża niepewność.
Taktykę krystalizującą się w moim przypadku nazwałbym "przyczajony tygrys". Zobaczyć mocny sygnał i dopiero wtedy uderzyć jak największą siłą. Krótko i intensywnie; półtora tygodnia i straty z 3 miesięcy zniwelowane, kolejne półtora tygodnia by zamienić je w zysk. Jak to możliwe, że najpierw odrobiłem ponad 3k a potem zarobiłem tylko 1k? Pierwsze co zrobiłem, to zredukowałem ryzyko, choć byłem na pozycjach z trendem :] Łatwiej było kumulować pod prąd, niż popłynąć z nim. I na to przyjdzie czas.
Przez resztę czasu nie ma nawet co zerkać na notowania. O swoich zamiarach informuje wykres. Używam też dość sporego filtra dla AT w postaci tzw. regresji do średniej. W skrócie wygląda to tak, że sygnały kupna na bardzo przewartościowanych walorach traktuję z dużą dozą ostrożności. Podobnie sygnał sprzedaży przy historycznych minimach nie skłoni mnie do wejścia w krótką pozycję - i dlatego nie panikowałem przy rekordach na AUDUSD i USDJPY. Tak duże odchylenia musiały się skorygować. Teraz już bym tych pozycji nie otwierał, natomiast nie wchodziłbym również z trendem przy przełamywaniu historycznych wsparć/oporów. Lepiej kupować, kiedy sygnały pojawiają się przy niedowartościowanym rynku i sprzedawać, kiedy rynek jest przewartościowany.
Do taktyki tygrysa potrzebna jest zatem znajomość wielu gałęzi rynku i ich specyfiki, ponieważ zawsze jest jakiś trend. Czasami na akcjach nic się nie dzieje, na kontraktach marazm a jakaś para walutowa jest w silnym trendzie. Innym razem wystrzeliwuje trend na towarach rolnych albo ropie. Choć wydaje się, że wykresów jest mnóstwo, wcale nie trzeba codziennie ślęczeć nad nimi - dla wielu spółek, walut i towarów wykreśliłem długoterminowe wykresy i zaglądam do nich rzadko.
Umieszczałem na blogu kiedyś wieloletni wykres Jutrzenki czy pszenicy i np. na konkretne wzrosty na pszenicy nastawiłbym się dopiero latem przyszłego roku. Na wszystko przychodzi czas. Na razie muszę się dużo nauczyć na foreksie i kontraktach, wciąż jestem dopiero w przedsionku. Podobno żeby w ogóle wejść na pierwszy stopień FX trzeba najpierw wyzerować depozyt. Mój DD na FX był ok. 50%, ale wróciłem do punktu wyjścia, więc potraktuję go psychicznie jako tego przysłowiowego bankruta.
Jaką widzę zaletę zaprezentowanego podejścia? Grając niewielkimi pozycjami w krótkim terminie pod dość mocne sygnały silnie ograniczam ryzyko (oraz potencjalne zyski). Jednak posiadam już jakąś przewagę, skoro generuję zysk. Tak zmieniał się co miesiąc portfel w tym roku (z uwzględnieniem w kwietniu podatku za zeszły rok):
1,75% 2,26% -1,64% -0,80% 1,25% 1,31% 0,96% 1,50% 1,09% -0,85% 3,20%
Na koniec listopada zysk wyniósł 10.40%. Niewiele - w zeszłym roku zarobiłem łącznie 15%, w tym liczyłem na 20, a przecież wcale nie jest pewne, że dociągnę te 10. Załóżmy, że mój aktualny poziom umiejętności pozwala na wyciągnięcie 1% miesięcznie, czyli 12% w skali roku. A jako mistrz dobrnę do 3% miesięcznie. Wtedy osiągnąłbym zawrotny zysk 36%.
Na tym poziomie doświadczenia będę doskonalił takie podejście. Oczywiście nie zakładam stałego zysku co miesiąc - po cichu liczę, że kiedy rozpocznie się następna hossa, to nie oddam akcji po byle wzroście o 10%. Wiele akcji urosło w 2009 roku po kilkaset % i kto przeżył takie wzrosty wcześniej, wiedział że trzeba je trzymać, analizował SWIG80, rozpraszał kapitał na wiele spółek. Moje doświadczenia w tamtym okresie były tylko takie, że jak dziś cena jest X, to za tydzień będzie 0.9*X , więc trzeba się cieszyć z zysku 5% i uciekać.
Na dzisiaj jestem prawie bez pozycji. Odbieram powoli Hardexa (fundamenty, niedowartościowanie) i czysto spekulacyjnie kupiłem 2 Mostostale - Export i Płock. Obie firmy zostały zmasakrowane przez ostatnie miesiące i jest to klasyczne łapanie spadającego noża. W przypadku MSX opieram się o ten wykres:
i MSP:
Taka ciekawa zależność, że po wypłacie dywidendy spółka nurkuje :) Teoretycznie zasięg czasowy spadków już wykonany, więc jeśli szeroki rynek ruszy do góry, może zobaczymy i tu szybką korektę.
Jak widać przed budowlanką w Polsce zbierają się czarne chmury, przeceny dotyczyły w tym roku wszystkich mostków:
MSW i MSZ dziś ruszyły do góry, liczę że maruderzy pójdą w ich ślady. Hossa, że nie ma co :)
Znacznie gorzej było w przypadku walut i certyfikatów na spadki ropy. W początkach listopada, kiedy rynki zerwały się do ostatniej szarży, skumulowana strata przekraczała 3000zł. Do tego na 2 dni przed pierwszymi poważnymi spadkami dołożyłem S na FW20. Nie jest to duża kwota, ale gdybym wtedy uciął straty, skasowałbym ciężko uciułany tegoroczny zysk.
Wreszcie przyszły spadki. Przez cały miesiąc grałem wyłącznie kontraktami i walutami. Odrobiłem wszystkie straty i dołożyłem ok. 1000zł zysku. Cieszy mnie, że zachowywałem się bardzo spokojnie. Wchodziłem tylko w wysoko prawdopodobne sygnały, w momentach niepewności pozbywałem się kontraktów. Kiedy siła niedźwiedzi była przytłaczająca, otwierałem kontrakty na FW20 i zgarniałem kilka punktów. Kiedy byki odzyskiwały inicjatywę, nie wahałem się ucinać małych strat.
Najważniejsze to nie przedobrzyć; wcześniej takie dobre passy stawały się przyczyną późniejszych porażek, bo traciłem czujność i dalej grałem "z trendem", nie widząc że ten się już zmienił. Co gorsza zamiast skupiać się na ucięciu strat i kupowaniu pozycji z trendem, uśredniałem stratne pozycje. W listopadzie miałem sporo takich pozycji, ale kumulowanych na szczęście inteligentniej niż w lutym-kwietniu, więc wyjście na plus odbyło się szybko.
Dzisiaj z pozycji spadkowych zostały zredukowane certyfikaty na spadki ropy. Choć ropa jest silna, rosnący USDPLN pozwolił mi oddać część certów w okolicach uśrednionej ceny kupna. Pozbyłem się pozycji, bo rynek kreślił trójkąty na wielu indeksach. Dzisiaj trójkąt ten (póki co) wybił S&P500:
Po cichu liczyłem, że to korekcyjna fala B, po której nastąpią dalsze silne spadki (fala C), ale tak się nie stało. Nie zarobiłem, ale co ważniejsze nie straciłem.
Każdy ma jakąś taktykę. Niektórzy otwierają wiele pozycji i z większości wypadają na stop lossach a tam gdzie trafiają w trend, wyciągają duże zyski. Próbowałem tego sposobu, jednak choć ładnie wygląda na papierze, nie pasuje do mojej psychiki/aktualnego doświadczenia. W 2009 roku czuło się siłę rynku, wtedy bywało, że angażowałem w akcje nawet 80% środków, w tym roku przeciętnie 40-60% kapitału leżało w gotówce. Duża niepewność.
Taktykę krystalizującą się w moim przypadku nazwałbym "przyczajony tygrys". Zobaczyć mocny sygnał i dopiero wtedy uderzyć jak największą siłą. Krótko i intensywnie; półtora tygodnia i straty z 3 miesięcy zniwelowane, kolejne półtora tygodnia by zamienić je w zysk. Jak to możliwe, że najpierw odrobiłem ponad 3k a potem zarobiłem tylko 1k? Pierwsze co zrobiłem, to zredukowałem ryzyko, choć byłem na pozycjach z trendem :] Łatwiej było kumulować pod prąd, niż popłynąć z nim. I na to przyjdzie czas.
Przez resztę czasu nie ma nawet co zerkać na notowania. O swoich zamiarach informuje wykres. Używam też dość sporego filtra dla AT w postaci tzw. regresji do średniej. W skrócie wygląda to tak, że sygnały kupna na bardzo przewartościowanych walorach traktuję z dużą dozą ostrożności. Podobnie sygnał sprzedaży przy historycznych minimach nie skłoni mnie do wejścia w krótką pozycję - i dlatego nie panikowałem przy rekordach na AUDUSD i USDJPY. Tak duże odchylenia musiały się skorygować. Teraz już bym tych pozycji nie otwierał, natomiast nie wchodziłbym również z trendem przy przełamywaniu historycznych wsparć/oporów. Lepiej kupować, kiedy sygnały pojawiają się przy niedowartościowanym rynku i sprzedawać, kiedy rynek jest przewartościowany.
Do taktyki tygrysa potrzebna jest zatem znajomość wielu gałęzi rynku i ich specyfiki, ponieważ zawsze jest jakiś trend. Czasami na akcjach nic się nie dzieje, na kontraktach marazm a jakaś para walutowa jest w silnym trendzie. Innym razem wystrzeliwuje trend na towarach rolnych albo ropie. Choć wydaje się, że wykresów jest mnóstwo, wcale nie trzeba codziennie ślęczeć nad nimi - dla wielu spółek, walut i towarów wykreśliłem długoterminowe wykresy i zaglądam do nich rzadko.
Umieszczałem na blogu kiedyś wieloletni wykres Jutrzenki czy pszenicy i np. na konkretne wzrosty na pszenicy nastawiłbym się dopiero latem przyszłego roku. Na wszystko przychodzi czas. Na razie muszę się dużo nauczyć na foreksie i kontraktach, wciąż jestem dopiero w przedsionku. Podobno żeby w ogóle wejść na pierwszy stopień FX trzeba najpierw wyzerować depozyt. Mój DD na FX był ok. 50%, ale wróciłem do punktu wyjścia, więc potraktuję go psychicznie jako tego przysłowiowego bankruta.
Jaką widzę zaletę zaprezentowanego podejścia? Grając niewielkimi pozycjami w krótkim terminie pod dość mocne sygnały silnie ograniczam ryzyko (oraz potencjalne zyski). Jednak posiadam już jakąś przewagę, skoro generuję zysk. Tak zmieniał się co miesiąc portfel w tym roku (z uwzględnieniem w kwietniu podatku za zeszły rok):
1,75% 2,26% -1,64% -0,80% 1,25% 1,31% 0,96% 1,50% 1,09% -0,85% 3,20%
Na koniec listopada zysk wyniósł 10.40%. Niewiele - w zeszłym roku zarobiłem łącznie 15%, w tym liczyłem na 20, a przecież wcale nie jest pewne, że dociągnę te 10. Załóżmy, że mój aktualny poziom umiejętności pozwala na wyciągnięcie 1% miesięcznie, czyli 12% w skali roku. A jako mistrz dobrnę do 3% miesięcznie. Wtedy osiągnąłbym zawrotny zysk 36%.
Na tym poziomie doświadczenia będę doskonalił takie podejście. Oczywiście nie zakładam stałego zysku co miesiąc - po cichu liczę, że kiedy rozpocznie się następna hossa, to nie oddam akcji po byle wzroście o 10%. Wiele akcji urosło w 2009 roku po kilkaset % i kto przeżył takie wzrosty wcześniej, wiedział że trzeba je trzymać, analizował SWIG80, rozpraszał kapitał na wiele spółek. Moje doświadczenia w tamtym okresie były tylko takie, że jak dziś cena jest X, to za tydzień będzie 0.9*X , więc trzeba się cieszyć z zysku 5% i uciekać.
Na dzisiaj jestem prawie bez pozycji. Odbieram powoli Hardexa (fundamenty, niedowartościowanie) i czysto spekulacyjnie kupiłem 2 Mostostale - Export i Płock. Obie firmy zostały zmasakrowane przez ostatnie miesiące i jest to klasyczne łapanie spadającego noża. W przypadku MSX opieram się o ten wykres:
i MSP:
Taka ciekawa zależność, że po wypłacie dywidendy spółka nurkuje :) Teoretycznie zasięg czasowy spadków już wykonany, więc jeśli szeroki rynek ruszy do góry, może zobaczymy i tu szybką korektę.
Jak widać przed budowlanką w Polsce zbierają się czarne chmury, przeceny dotyczyły w tym roku wszystkich mostków:
MSW i MSZ dziś ruszyły do góry, liczę że maruderzy pójdą w ich ślady. Hossa, że nie ma co :)
niedziela, 28 listopada 2010
Dolar cz.3, target nr 1, long term
Choć fibo 38.2 nie zostało jeszcze zdobyte, EMA180 była dla mnie wystarczającym oporem do zamknięcia pozycji dolarowych:
Zostało tylko USDJPY, które trzymam na dłuższy termin. Ostatnie zawirowania w Korei mogą również skłonić inwestorów dalekowschodnich do przesunięcia oszczędności z drogiego jena do taniego dolara.
Krótki termin jest dla mnie zagadką, faktycznie większość par walutowych zjechała od szczytu eleganckimi korektami A-B-C na fibo 38.2% i dalszy ruch w górę nie byłby niczym nadzwyczajnym. A jednak zastanawia mnie widoczne wszędzie oczekiwanie na rajd św. Mikołaja. Tym co mogłoby totalnie zaskoczyć inwestorów byłby dalszy jednostajny spadek walut względem dolara, miedzi i słabszych indeksów giełdowych. A także załamanie DAXa i S&P500.
Na razie trzymam się z boku, obserwuję - jak pisałem listopad był bardzo udany, w 2 tygodnie odrobiłem kumulowane od września straty na forex. S-ki na kontrakty dały zarobek, certy na spadki ropy wyszły już prawie na 0. Być może będzie ostatni wystrzał, fala 5, ale co potem?
Zacznijmy od EURUSD miesięcznego (lata wcześniejsze to aproksymacja koszyka walut europejskich):
Zasięg czasowy cyklu wzrostowego wykonany. Od 2 lat trend spadkowy.
Dollar index:
Czy w ciągu roku-dwóch dojdzie do wybicia górą z tego wielkiego klina? Moim zdaniem tak - dolar umrze ostatni. Niedawno Stoję_i_Patrzę pisał, że Wietnamowi grozi hiperinflacja - ludzie w panice kupowali złoto i.. dolara właśnie. Będą po kolei umierać forint, złotówka, euro a kapusta będzie wciąż w cenie. Póki co SMA50 jest skutecznym wsparciem a SMA200 oporem.
Misiowym skrytożercom mówimy stanowcze NIE!
Zostało tylko USDJPY, które trzymam na dłuższy termin. Ostatnie zawirowania w Korei mogą również skłonić inwestorów dalekowschodnich do przesunięcia oszczędności z drogiego jena do taniego dolara.
Krótki termin jest dla mnie zagadką, faktycznie większość par walutowych zjechała od szczytu eleganckimi korektami A-B-C na fibo 38.2% i dalszy ruch w górę nie byłby niczym nadzwyczajnym. A jednak zastanawia mnie widoczne wszędzie oczekiwanie na rajd św. Mikołaja. Tym co mogłoby totalnie zaskoczyć inwestorów byłby dalszy jednostajny spadek walut względem dolara, miedzi i słabszych indeksów giełdowych. A także załamanie DAXa i S&P500.
Na razie trzymam się z boku, obserwuję - jak pisałem listopad był bardzo udany, w 2 tygodnie odrobiłem kumulowane od września straty na forex. S-ki na kontrakty dały zarobek, certy na spadki ropy wyszły już prawie na 0. Być może będzie ostatni wystrzał, fala 5, ale co potem?
Zacznijmy od EURUSD miesięcznego (lata wcześniejsze to aproksymacja koszyka walut europejskich):
Zasięg czasowy cyklu wzrostowego wykonany. Od 2 lat trend spadkowy.
Dollar index:
Czy w ciągu roku-dwóch dojdzie do wybicia górą z tego wielkiego klina? Moim zdaniem tak - dolar umrze ostatni. Niedawno Stoję_i_Patrzę pisał, że Wietnamowi grozi hiperinflacja - ludzie w panice kupowali złoto i.. dolara właśnie. Będą po kolei umierać forint, złotówka, euro a kapusta będzie wciąż w cenie. Póki co SMA50 jest skutecznym wsparciem a SMA200 oporem.
Misiowym skrytożercom mówimy stanowcze NIE!
czwartek, 25 listopada 2010
Gdyby Józef miał łeb Donalda
Tak mi przyszło na myśl, kiedy zobaczyłem dziś plakat wyborczy Dyzmy. Jak obstawiacie - kto będzie winien bankructwa Polski po 4 latach rządów Platformy:
a) spekulanci
b) PiS i Lech Kaczyński
c) kułacy z KRUS
d) dopalacze
środa, 24 listopada 2010
Dolar cz.2, ropa, geopolityka itp. Strategia na bliższy i dalszy czas, analizer.
Mamy dziś bardzo ciekawą sytuację. Z jednej strony dolar, który pnie się na fibo 38.2 i spadająca miedź rysująca prawdopodobnie A-B-C:
a z drugiej kliny spadkowe na wielu indeksach. W ostatniej chwili pozbyłem się dziś ostatnich S-ek, bo właśnie FW20 wybił górą:
Interpretacja elliotowska (po mojemu;) : spadek od szczytu 5-falowy, zatem to nie koniec korekty; aktualnie bardzo możliwy impuls a-b-c w górę w okolice 2700-2720 i fala C na dolne ograniczenie kanału wzrostowego.
Przydałoby się na tym poziomie zamknąć certy na spadki ropy i odebrać niżej, ale animator zrobił inwestorów w konia i nie wystawia certów na sprzedaży. Od miesiąca uruchamia tylko na certyfikaty na kupnie, można więc było sprzedać je po rerkordowo niekorzystnych cenach, ale okazyjnie kupić już nie :) Jak pozbędę się tych certów, kończę przygodę z Raiffeisenem i jego machlojkami.
Mamy zatem szansę na korektę spadków. Niektórzy już wieszczą rajd św. Mikołaja. Chciałbym zwrócić uwagę na pewien szczegół, który może zburzyć wszystkie prowzrostowe spekulacje: Chiny i Rosja porzuciły dolara we wzajemnych kontaktach handlowych. To już nie Irak, który taki manewr przypłacił inwazją, ani Iran, który wiosną grzecznie wrócił do handlu ropą w USD (a niedawno nawet wpusćił Goldmana na własny rynek).
USA wymierzono policzek i teraz muszę podnieść rękawicę. Moim zdaniem będą walczyć - to imperium jeszcze nie padło, jak chciałoby wielu komentatorów najwidoczniej wierzących, że rosyjsko-chiński porządek jest lepszy niż amerykański. Raz już wymierzono karę Rosji, kiedy w 2008 roku spuszczono ropę o ponad 70%. Kraj uzależniony od eksportu surowców może się nawet rozpaść, jak bessa na nich potrwa dłużej. Bańka na nieruchomościach w Chinach prawdopodobnie też już pękła i nie potrzeba już windować cen miedzi.
Bardzo ciekawe przymierze, zważywszy na fakt, że Chińczycy już kolonizują rosyjski Daleki Wschód. Wydawało się, że zbliżenie NATO-Rosja jest początkiem sojuszu USA i Rosji przeciwko Chinom. A jednak coś Rosja musiała otrzymać od Kitaju (podtrzymanie zbytu na surowce?). Chiny muszą się czuć już pewnie, skoro rezygnują z obligacji i waluty USA.
Wydawałoby się zatem, że grunt pod spadki jest przygotowany. Dolar powinien stać się dobrem pożądanym i odkupionym znacznie drożej przez tych, którzy nie chcą dziś nim handlować:
Do układanki nie pasuje mi jeden ważny element: ISM
Podejrzewam, że odczyt listopadowy będzie słaby (ci którzy go znają właśnie sprzedają akcje), ale czy spadnie poniżej 50pkt, co byłoby silnym sygnałem końca hossy?
Jaką przyjmuję strategię:
1. Krótki termin:
- możliwa korekta spadków (wybicie klina, siła FW20). Może kupię jakieś akcje z WIG20, nie otwieram krótkich pozycji.
- możliwy rajd grudniowy na małych spółkach - tutaj były bardzo duże przeceny, zwłaszcza w budowlance. Mogą być odreagowania techniczne, nawet po 10-20%, ale trendy na wielu spółkach są już spadkowe. Jeśli coś kupię, to na kilka dni max.
Tutaj trzeba być czujnym, nadal możliwy jest scenariusz wzrostów WIG do 50k pkt:
Ten wykres prezentowałem 8 września.
Zwróćcie uwagę, jak silne jest oddziaływanie luk.
2. Średni termin:
- pod pęknięcie bańki w Chinach - S AUDUSD
- sygnał S na EURUSD oraz L na USDJPY
- polowanie na S-ki na nowej serii
3. Długi termin:
- nauka gry kontraktami i na FX, akcje nie dadzą zarobić w bessie
- granie systemem na EURUSD i innych instrumentach
Jak widać w długim terminie nadal przeważa nauka. A wspomaga mnie historia (DJIA):
Krach w ciągu kwartału?
Aktualizacja.
Po krótkiej korekcie wracam do dolara - na razie zamknąłem pozycje, bo jest korekta na USD. Jednak trend został odwrócony. Przy okazji zwróćcie uwagę na niezwykle harmoniczną strukturę na indeksie dolara:
Uderzająco podobne zachowanie przy ekstremum: (1) trójkąt/klin (2) szybkie wybicie z trendem (3) równie szybka zmiana trendu i kontynuacja po pokonaniu SMA45.
Sięgnijmy dalej pamięcią - pamiętacie V-shaped recovery? Taka sama struktura, tyle że na dłuższym interwale była na WIG20! (1) październik-grudzień 2008 (2) styczeń-luty (3) hossa 2009..
a z drugiej kliny spadkowe na wielu indeksach. W ostatniej chwili pozbyłem się dziś ostatnich S-ek, bo właśnie FW20 wybił górą:
Interpretacja elliotowska (po mojemu;) : spadek od szczytu 5-falowy, zatem to nie koniec korekty; aktualnie bardzo możliwy impuls a-b-c w górę w okolice 2700-2720 i fala C na dolne ograniczenie kanału wzrostowego.
Przydałoby się na tym poziomie zamknąć certy na spadki ropy i odebrać niżej, ale animator zrobił inwestorów w konia i nie wystawia certów na sprzedaży. Od miesiąca uruchamia tylko na certyfikaty na kupnie, można więc było sprzedać je po rerkordowo niekorzystnych cenach, ale okazyjnie kupić już nie :) Jak pozbędę się tych certów, kończę przygodę z Raiffeisenem i jego machlojkami.
Mamy zatem szansę na korektę spadków. Niektórzy już wieszczą rajd św. Mikołaja. Chciałbym zwrócić uwagę na pewien szczegół, który może zburzyć wszystkie prowzrostowe spekulacje: Chiny i Rosja porzuciły dolara we wzajemnych kontaktach handlowych. To już nie Irak, który taki manewr przypłacił inwazją, ani Iran, który wiosną grzecznie wrócił do handlu ropą w USD (a niedawno nawet wpusćił Goldmana na własny rynek).
USA wymierzono policzek i teraz muszę podnieść rękawicę. Moim zdaniem będą walczyć - to imperium jeszcze nie padło, jak chciałoby wielu komentatorów najwidoczniej wierzących, że rosyjsko-chiński porządek jest lepszy niż amerykański. Raz już wymierzono karę Rosji, kiedy w 2008 roku spuszczono ropę o ponad 70%. Kraj uzależniony od eksportu surowców może się nawet rozpaść, jak bessa na nich potrwa dłużej. Bańka na nieruchomościach w Chinach prawdopodobnie też już pękła i nie potrzeba już windować cen miedzi.
Bardzo ciekawe przymierze, zważywszy na fakt, że Chińczycy już kolonizują rosyjski Daleki Wschód. Wydawało się, że zbliżenie NATO-Rosja jest początkiem sojuszu USA i Rosji przeciwko Chinom. A jednak coś Rosja musiała otrzymać od Kitaju (podtrzymanie zbytu na surowce?). Chiny muszą się czuć już pewnie, skoro rezygnują z obligacji i waluty USA.
Wydawałoby się zatem, że grunt pod spadki jest przygotowany. Dolar powinien stać się dobrem pożądanym i odkupionym znacznie drożej przez tych, którzy nie chcą dziś nim handlować:
Do układanki nie pasuje mi jeden ważny element: ISM
Podejrzewam, że odczyt listopadowy będzie słaby (ci którzy go znają właśnie sprzedają akcje), ale czy spadnie poniżej 50pkt, co byłoby silnym sygnałem końca hossy?
Jaką przyjmuję strategię:
1. Krótki termin:
- możliwa korekta spadków (wybicie klina, siła FW20). Może kupię jakieś akcje z WIG20, nie otwieram krótkich pozycji.
- możliwy rajd grudniowy na małych spółkach - tutaj były bardzo duże przeceny, zwłaszcza w budowlance. Mogą być odreagowania techniczne, nawet po 10-20%, ale trendy na wielu spółkach są już spadkowe. Jeśli coś kupię, to na kilka dni max.
Tutaj trzeba być czujnym, nadal możliwy jest scenariusz wzrostów WIG do 50k pkt:
Ten wykres prezentowałem 8 września.
Zwróćcie uwagę, jak silne jest oddziaływanie luk.
2. Średni termin:
- pod pęknięcie bańki w Chinach - S AUDUSD
- sygnał S na EURUSD oraz L na USDJPY
- polowanie na S-ki na nowej serii
3. Długi termin:
- nauka gry kontraktami i na FX, akcje nie dadzą zarobić w bessie
- granie systemem na EURUSD i innych instrumentach
Jak widać w długim terminie nadal przeważa nauka. A wspomaga mnie historia (DJIA):
Krach w ciągu kwartału?
Aktualizacja.
Po krótkiej korekcie wracam do dolara - na razie zamknąłem pozycje, bo jest korekta na USD. Jednak trend został odwrócony. Przy okazji zwróćcie uwagę na niezwykle harmoniczną strukturę na indeksie dolara:
Uderzająco podobne zachowanie przy ekstremum: (1) trójkąt/klin (2) szybkie wybicie z trendem (3) równie szybka zmiana trendu i kontynuacja po pokonaniu SMA45.
Sięgnijmy dalej pamięcią - pamiętacie V-shaped recovery? Taka sama struktura, tyle że na dłuższym interwale była na WIG20! (1) październik-grudzień 2008 (2) styczeń-luty (3) hossa 2009..
sobota, 20 listopada 2010
Miś przeoczył Newconnect. Portfel, zasady, intuicja.
Na GPW miś grasuje a na NC bicie szczytów:
Czyżby rosły fundamenty spółek? Zaglądamy na NC C/Wk:
Chyba jednak miś chwilowo zapomniał o polskim Nasdaqu. Sądząc po tym wykresie spodziewałbym się regresji do średniej.
Listopad jest na razie moim najlepszym miesiącem na rynku w tym roku. Tempo przyrostu kapitału szybsze niż w czasie korekty styczniowo-lutowej. Wówczas przygoda z kontraktami zakończyła się utratą niemal całości zysków. Zyskom i stratom towarzyszyła euforia i depresja.
Dzisiaj jestem dużo ostrożniejszy. Nie ekscytuję się, bo wiem, że następnego dnia wszystko może się zmienić. Staram się w danym momencie podejmować skuteczne decyzje: redukować ryzyko, zajmować pozycję pod sygnały, nie otwierać pozycji kiedy sygnałów brak. Traderskie podstawy, ale ignorowane przez zdecydowaną większość graczy.
Geneza największych strat w tym roku była bardzo podobna:
1. Po zwycięskiej serii popartej AT (wejścia pod wysoce prawdopodobne sygnały) zaczynałem otwierać pozycje, choć sygnały wygasły.
2. Kurs szedł w drugą stronę i miałem niewielką stratę. Jednak im więcej miałem ugrane, tym bardziej chciałem kolejny raz wygrać.
3. Dlatego otwierałem nowe pozycje z nadzieją, że kurs zaraz zawróci i wyjdę chociaż na 0.
4. Nowy trend przyspieszał a wraz z nim moje straty.
Wykresy giełdowe są fraktalne - na płynnych indeksach ciężko rozróżnić wykres minutowy, godzinny, dzienny czy tygodniowy. I podobnie było z błędami - ten sam cykl, który opisałem powyżej zdarzał się często w ciągu pojedynczej sesji. Rano otworzyłem kontrakt, zarobiłem np. 200zł, potem miałem "odejść od stołu", ale chciwość wygrywała - chciałem jeszcze więcej. Ponowienie kontraktu - i jak dobrze poszło kończyłem dzień z kilkunastoma zł zysku, jak gorzej to ze stratą.
W ten sposób wykluła się jedna z ważniejszych zasad, którą na tym etapie doświadczenia muszę przestrzegać:
Jeśli poszło ci dobrze, zakończ sesję.
Ktoś napisał, że amatorzy handlują w pierwszej godzinie sesji; to pasuje do mnie, praktycznie po 10 nie ma mnie na rynku :) Ilekroć próbowałem później coś ugrać kończyło się jak powyżej.
Inna ważna zasada, do której dojrzewałem długi czas:
Nie staraj się odkuć na tym samym walorze - graj tym, co zarabia.
Jakie to proste i trudne jednocześnie. Akcje, kontrakty, waluty zachowują się przeróżnie. Niektóre zachowują się pod nas, inne dokładnie odwrotnie. W tym roku 100% nieskuteczności miałem na Arctic - ilekroć redukowałem, to rósł - wtedy dobierałem, a on na przekór w dół. Ostatecznie zamknąłem pozycję z prawie 600zł straty. I pomyśleć, że pierwsze 100 akcji miało zysk, który normalnie uciąłbym zadowolony i zapomniał o spółce. Tylko, że Arctic miał fundamenty i chciałem zarobić na nim nie tam jakies 5, a 25% conajmniej..
W wakacje pisałem o prostym systemie opartym o średnie, do którego zaprzęgłem kilka spółek i EURUSD. System nie sprawdził się dla Arctic i PGE, natomiast dałby dobre wyniki na RCSCRAOPEN i EURUSD. Jak nietrudno się domyślić w obu przypadkach złamałem zasady. Przy EURUSD stało się to, czego się obawiałem - pierwszy sygnał, który zagrałem okazał się fałszywy i nie odwróciłem pozycji w strachu, że znowu stracę. Przespałem całe wzrosty na EURUSD, ale ostatnio wszedł sygnał S i wróciłem do tej pary - tym razem wytrzymam na systemie bez względu na liczbę fałszywych sygnałów.
Na RCSCRAOPEN (certy na spadki ropy) poczułem się zbyt pewnie i łamałem wszystkie zasady jak leci. Wytłuszczę dwie podstawowe, którymi raczą czytelników nawet inwestorzy-blogerzy z tygodniowym stażem:
Nie wyprzedzaj sygnałów.
Nie uśredniaj w dół.
Do tych zasad dodałbym jeszcze jedną, której zawodowcy nie przestrzegają, bo w momencie otwierania transakcji wiedzą już kiedy wyjdą ;)
Jeśli nie wiesz co się dzieje TNIJ ZYSK.
Jak widać zasady dotyczą głównie psychiki. W technice każdy znajdzie coś dla siebie. Na zwykłych przecięciach średnich można zarabiać. Ostatnio grałem kontraktami i najlepsze efekty dał.. Elliott. Tak jest, ten obśmiewany przez wielu Elliott stosowany w banalnej strategii - "jeśli było A i złamało się B, to graj C" bez dociekania jaki to numer podfali/cyklu czy struktury. Korekta trójkowa to chyba najczęściej występująca formacja i doskonale się sprawdza na lewarowanych instrumentach pochodnych. Pewny zysk 0.5% na FW20 mnie satysfakcjonuje. Muszę się oswoić z tymi wielkościami, dynamiką ruchów.
Niedawno rozmawialiśmy z herodotem o intuicji i jej roli w zarabianiu na giełdzie. Intuicja dla mnie to znajomość instrumentów na których się operuje, znajomość własnej psychiki, umiejętność czytania wykresów. Zaufanie do swojego doświadczenia. Nauka przeżycia nocy w lesie z saperką, zanim wyruszymy do dżungli - czyli zaczniemy budować poważny system.
Czyżby rosły fundamenty spółek? Zaglądamy na NC C/Wk:
Chyba jednak miś chwilowo zapomniał o polskim Nasdaqu. Sądząc po tym wykresie spodziewałbym się regresji do średniej.
Listopad jest na razie moim najlepszym miesiącem na rynku w tym roku. Tempo przyrostu kapitału szybsze niż w czasie korekty styczniowo-lutowej. Wówczas przygoda z kontraktami zakończyła się utratą niemal całości zysków. Zyskom i stratom towarzyszyła euforia i depresja.
Dzisiaj jestem dużo ostrożniejszy. Nie ekscytuję się, bo wiem, że następnego dnia wszystko może się zmienić. Staram się w danym momencie podejmować skuteczne decyzje: redukować ryzyko, zajmować pozycję pod sygnały, nie otwierać pozycji kiedy sygnałów brak. Traderskie podstawy, ale ignorowane przez zdecydowaną większość graczy.
Geneza największych strat w tym roku była bardzo podobna:
1. Po zwycięskiej serii popartej AT (wejścia pod wysoce prawdopodobne sygnały) zaczynałem otwierać pozycje, choć sygnały wygasły.
2. Kurs szedł w drugą stronę i miałem niewielką stratę. Jednak im więcej miałem ugrane, tym bardziej chciałem kolejny raz wygrać.
3. Dlatego otwierałem nowe pozycje z nadzieją, że kurs zaraz zawróci i wyjdę chociaż na 0.
4. Nowy trend przyspieszał a wraz z nim moje straty.
Wykresy giełdowe są fraktalne - na płynnych indeksach ciężko rozróżnić wykres minutowy, godzinny, dzienny czy tygodniowy. I podobnie było z błędami - ten sam cykl, który opisałem powyżej zdarzał się często w ciągu pojedynczej sesji. Rano otworzyłem kontrakt, zarobiłem np. 200zł, potem miałem "odejść od stołu", ale chciwość wygrywała - chciałem jeszcze więcej. Ponowienie kontraktu - i jak dobrze poszło kończyłem dzień z kilkunastoma zł zysku, jak gorzej to ze stratą.
W ten sposób wykluła się jedna z ważniejszych zasad, którą na tym etapie doświadczenia muszę przestrzegać:
Jeśli poszło ci dobrze, zakończ sesję.
Ktoś napisał, że amatorzy handlują w pierwszej godzinie sesji; to pasuje do mnie, praktycznie po 10 nie ma mnie na rynku :) Ilekroć próbowałem później coś ugrać kończyło się jak powyżej.
Inna ważna zasada, do której dojrzewałem długi czas:
Nie staraj się odkuć na tym samym walorze - graj tym, co zarabia.
Jakie to proste i trudne jednocześnie. Akcje, kontrakty, waluty zachowują się przeróżnie. Niektóre zachowują się pod nas, inne dokładnie odwrotnie. W tym roku 100% nieskuteczności miałem na Arctic - ilekroć redukowałem, to rósł - wtedy dobierałem, a on na przekór w dół. Ostatecznie zamknąłem pozycję z prawie 600zł straty. I pomyśleć, że pierwsze 100 akcji miało zysk, który normalnie uciąłbym zadowolony i zapomniał o spółce. Tylko, że Arctic miał fundamenty i chciałem zarobić na nim nie tam jakies 5, a 25% conajmniej..
W wakacje pisałem o prostym systemie opartym o średnie, do którego zaprzęgłem kilka spółek i EURUSD. System nie sprawdził się dla Arctic i PGE, natomiast dałby dobre wyniki na RCSCRAOPEN i EURUSD. Jak nietrudno się domyślić w obu przypadkach złamałem zasady. Przy EURUSD stało się to, czego się obawiałem - pierwszy sygnał, który zagrałem okazał się fałszywy i nie odwróciłem pozycji w strachu, że znowu stracę. Przespałem całe wzrosty na EURUSD, ale ostatnio wszedł sygnał S i wróciłem do tej pary - tym razem wytrzymam na systemie bez względu na liczbę fałszywych sygnałów.
Na RCSCRAOPEN (certy na spadki ropy) poczułem się zbyt pewnie i łamałem wszystkie zasady jak leci. Wytłuszczę dwie podstawowe, którymi raczą czytelników nawet inwestorzy-blogerzy z tygodniowym stażem:
Nie wyprzedzaj sygnałów.
Nie uśredniaj w dół.
Do tych zasad dodałbym jeszcze jedną, której zawodowcy nie przestrzegają, bo w momencie otwierania transakcji wiedzą już kiedy wyjdą ;)
Jeśli nie wiesz co się dzieje TNIJ ZYSK.
Jak widać zasady dotyczą głównie psychiki. W technice każdy znajdzie coś dla siebie. Na zwykłych przecięciach średnich można zarabiać. Ostatnio grałem kontraktami i najlepsze efekty dał.. Elliott. Tak jest, ten obśmiewany przez wielu Elliott stosowany w banalnej strategii - "jeśli było A i złamało się B, to graj C" bez dociekania jaki to numer podfali/cyklu czy struktury. Korekta trójkowa to chyba najczęściej występująca formacja i doskonale się sprawdza na lewarowanych instrumentach pochodnych. Pewny zysk 0.5% na FW20 mnie satysfakcjonuje. Muszę się oswoić z tymi wielkościami, dynamiką ruchów.
Niedawno rozmawialiśmy z herodotem o intuicji i jej roli w zarabianiu na giełdzie. Intuicja dla mnie to znajomość instrumentów na których się operuje, znajomość własnej psychiki, umiejętność czytania wykresów. Zaufanie do swojego doświadczenia. Nauka przeżycia nocy w lesie z saperką, zanim wyruszymy do dżungli - czyli zaczniemy budować poważny system.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























