poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Maratony 2026 cz. 1: treningi i pierwszy start

Treningi

Rzadko uczestniczę w zorganizowanych biegach. Lubię ich atmosferę, rozmowy z zawodnikami, doping kibiców, ale nie przepadam za zbyt wysokim tempem. Nie mam ciśnienia na wyniki i rywalizację, przez ostatnie kilometry nieustannie liczę ile jeszcze do końca. A finalnie i tak zostaje z tego niewiele wspomnień. Więc dlaczego zapisałem się na Maraton Gdańsk? Nie pamiętam :) Może na fali uniesienia po zeszłorocznym Małym Wielkim Biegu w Straszynie.

W każdym razie wystartować trzeba było, a forma po jesieni leżała. Odwlekałem powrót do treningów do samego końca. Coś tam zimą robiłem: spacery, przysiady, tabata z pompkami, raz na tydzień potruchtałem. Minimum niezbędne do utrzymania mięśni głębokich, żeby po 15 latach biegania stawy nie zaczęły się rozłazić. Mój standardowy trening zimą wyglądał mniej więcej tak:

- spacer po parku 4 km; jeśli jest zimno, biegnę, żeby się rozgrzać; często na trasie można spotkać kolegów biegaczy - np. Piotrka


- po drodze wykonuję ćwiczenia na atlasach rozstawionych w parku



- wyjścia po zakupy czy do centrum - trucht; daje to z raz w tygodniu trening z obciążeniem i dodaje kilometry

- napinanie mięśni - nawet siedząc przed kompem można podnieść sobie ciśnienie prostymi ćwiczeniami zamiast kawą.


Do samego maratonu dałem sobie miesiąc na przygotowania.

Tydzień 1: intensywniejsze, codzienne spacery z ćwiczeniami na atlasach i szybkimi sprintami. Celem było pobudzenie mięśni przed dłuższymi startami. Trzy biegi 5 km.

Tydzień 2: kontynuacja ćwiczeń z tygodnia pierwszego, na koniec tygodnia spokojny bieg ok. 20 km. Akurat pojechaliśmy na święta do Krasnopola, więc wyskoczyłem do lasu. Super było w końcu podeptać coś dłuższego.



Mimo że dystans niedługi i tempo powolne, na drugi dzień odczułem zakwasy. Stopy odwykłe od długich biegów pokryły pęcherze. Kiedyś 20 km robiliśmy przed śniadaniem, a potem zaczynaliśmy normalny dzień...

Tydzień 3: Nie mogłem jednak dawać organizmowi czasu na odpoczynek, trzeba było w ekspresowym tempie odbudować formę. Nogi zdały egzamin, zimowe ćwiczenia konserwujące okazały się skuteczne. Gorzej było z formą odwykłą od kilkugodzinnego wysiłku. Zwiększyłem zatem kilometraż spacerów i truchtów. Na koniec tygodnia pobiegłem "morsa" do Brzeźna, czyli na plażę + kąpiel i powrót, razem 25 km. Noga już dobrze podawała, muzyka sączyła się ze słuchawek. Na powrót włączyłem jednego z tych pozytywnych szurów z podcastu Cypriana Majchera.

Tydzień 4: Ostatni tydzień przed maratonem to głównie odpoczynek, żeby włączyła się kompensacja po ostatnim dłuższym wybieganiu. Spacery, rozciąganie, rundka z kolegami wokół stawu.


Maraton Gdański (kwiecień)

W piątek skoczyłem rowerem odebrać pakiet. Wszędzie zawodnicy, stoiska, młyn. To ta atmosfera dla której czasem warto zapisać się na publiczną imprezę.

W niedzielę Ela zawiozła mnie na start. Plan był prosty: pierwsze 21 km w tempie 6 min/km, kolejne ok. 7, żeby na mecie zameldować się po 4 i pół godzinie. To byłby niezły wynik po miesiącu trenowania. Tomek od półtora roku nie biegał, Misiek leczył kontuzję, więc wysłałem im fotkę ze stadionu:


Wymieniłem piątki z koleżankami i kolegami poznanymi w ciągu 15-letniego związku z bieganiem. W końcu spotkaliśmy się z Piotrkiem i lekko podekscytowani przesuwaliśmy się z tłumem do stadionowej bieżni, na której startuje maraton.

Po przekroczeniu linii startu życzyliśmy sobie powodzenia i każdy ruszył swoim tempem. Z trudem powstrzymywałem nogi pchane adrenaliną. Pod górkę zwalniałem, z górki nadrabiałem. Podkręciłem tempo na ok. 5:50 na km. Wiedziałem, że po 30-stym będę te sekundy oddawał. W Głównym Mieście  (tzw. starówka) 5:40. Za szybko, ale w tłumie włącza się euforia biegacza.

20-sty km, czas na tajną broń: wyciągam słuchawki i puszczam listę. Koło AWFu leci Turn the Page Metalliki. Myślami przesuwam się 10 lat wstecz, kiedy biegłem tam 100 km po bieżni 400 m w ramach badań naukowych nad ultrasami. Kolejne utwory podtrzymują sentymentalny nastrój.

Koło Ergo Areny po 25 km kończy się łatwe paliwo. To ten minus biegów zorganizowanych za którym nie przepadam. Chciałoby się już finiszować, ale do mety jeszcze daleko. Biegniemy między blokowiskami Przymorza. Umysł liczy kilometry, tempo, szacuje ile jeszcze. Staram się skupiać na muzyce. Tempo spada do 6:25. Według planu mogłem zejść nawet do 7 minut, ale trochę szkoda się robi wcześniej wypracowanego marginesu. Poza tym: im wolniej będę biegł, tym dłużej będę się męczył między tymi smutnymi jak p..zda blokami. Lekko przyspieszam.

Ostatnie kilometry. Wzdłuż morza zawieszam oko na krągłym tyłeczku jakiejś Kanadyjki (sądząc po koszulce). Wujek rolnik mówił mi kiedyś, że tam w Ameryce jedzą szynkę pędzoną hormonami i dlatego im tak nieproporcjonalnie rosną tyłki.

Jeszcze tylko 5 km, jeden Parkrun. Żele z punktu odżywczego i zapach mety dodają sił. Widzę już stadion. Ostatni kilometr zaczyna się nieprzyjemnym podejściem. Biegnę. Z górki dociskam na 4:40. Do mety już nie odpuszczam. Czas całkowity 4:12:30. Tempo 5:59/km. Nie sądziłem, że jeszcze tyle pary zostało w organizmie.




17 komentarzy:

  1. Brawo. Nie myślałeś czasem o przerzuceniu się na rower?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżdżę wszędzie rowerem od marca do października. Wkręciłem się 8 lat temu. Traktuję go bardziej użytkowo. Spacery do kontemplacji, bieganie dla utrzymania formy.

      Usuń
    2. Pamiętam jak robiłeś ironmana i wtedy siłą rzeczy był rower ale tak to raczej nie pojawiał się we wpisach. Ja na wiosnę złamałem wyrostek łokciowy i mam sezon z głowy, nie mówiąc o innych komplikacjach ale ciężko mi bez roweru wytrzymac choć nie jeździłem za dużo 50-100km tygodniowo i tylko w sprzyjającej aurze.

      Usuń
    3. Współczuję, miłość do roweru bywa bolesna. W zasadzie każdy mój znajomy maniak bicykli przeżył jakieś złamanie. Masz przynajmniej okazję do praktykowania medytacji ;) Szybkiego powrotu do zdrowia!

      Usuń
    4. Oj do medytacji to ja nie mam cierpliwości. Oprócz giełdy zmieniłem dzięki Tobie i żonie część nawyków żywieniowych. Kiedyś dzień bez mięsa dniem straconym a teraz +-2 dni w tygodniu + zmiana że świni na zdrowsze.
      Niestety ale przez ten wypadek czuję się coraz bardziej uzależniony od smartfona. Co prawda chyba nigdy nie miałem takich wyników na bananowej ale teraz jest łatwy czas.

      Usuń
  2. Witam. Gratulacje. Niezła kondycja. Ja w tym roku nie mogę się zebrać, a muszę zrzucić parę kg. Pozdrawiam. Seba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. To jest cień dawnej formy, ale cieszy, że wypracowałem metody pozwalające praktycznie bezwysiłkowo utrzymywać kondycję i powięź do biegania maratonów. Kiedyś co miesiąc coś długiego biegaliśmy, zdarzyło się i 150 km w górach. Nie wiem czy znalazłbym motywację, żeby wrócić do takiego reżimu. Spacery, rower, truchtanie i trochę prostych ćwiczeń typu przysiady, podciąganie na drążku pozostają w sferze komfortu.

      Usuń
    2. Witam, też jestem pod wrażeniem Dedek Twojej formy fizycznej. Teraz o giełdzie. Co Myślisz o KGHM, bo ja uważam, że startuje znowu do lotu :)
      Pozdrawiam, Arek.

      Usuń
    3. Ciężko mi już kupować KGH. W zeszłym roku to był no brainer, ale przy 400 zł to już trochę drogo. Sporo spółek kryje większy potencjał. Co mi się podoba w obecnym rynku: nawet kiedy rano są spadki, na koniec zamknięcie jest wyżej. To jest oznaka impulsu wzrostowego w hossie.

      Usuń
    4. Wszedłem małą pozycją, bo nie mam wolnego kapitału i oczywiście mogę się mylić co do wzrostów, ale wydaje mi się, że wykres jest przygotowywany do wyskoku. Jeżeli będą wzrosty po wynikach to 50% mi wystarczy :)
      Jeżeli się pomylę, to szybko uciekam, Arek.

      Usuń
    5. Jutro walne CDRL, czwartek ostatni dzień na dywidendę, piątek wyniki :) Arek

      Usuń
    6. Szkoda, że rozdzieliłem zakup między CDL, ANR i MON. Pierwsza świetny procentowy zysk, druga OK, a trzecia jak Misztal - dziad :)

      Usuń
    7. Cierpliwości, ten dziad jeszcze kilka tygodni będzie dołował kurs i może w końcu po wielu latach puści kurs. Skup już prawie na ukończeniu, ale przekonamy się po fakcie. Jak już pisałem, czekam na zakupy poniżej 5, może zjedzie niżej, to wtedy dobiorę więcej. Powodzenia, Arek.

      Usuń
  3. Witam. Dedek zerkniesz fachowym okiem na zarcie w usa bo wydaje się że tanio już było a drogo jeszcze nie jest? Pozdrawiam. Seba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne co mogę zrobić, to analizę techniczną spółek, które wskażesz. Nie mam pozycji na spółkach żywnościowych w USA. Trochę mam w Polsce (Astarta, Atlanta Polska, zrealizowana pozycja na Seko), ale nie jest to segment, na którym oczekuję jakiegoś zwrotu. W sumie zgodnie z projekcją 4 jeźdźców inflacji można tu szukać pereł, bo już każdy wcześniejszy jeździec dał zarobić.

      Usuń
    2. KGHM jednak moim zdaniem słabo. Zbyt duży spadek zysku k/k i po wczorajszym dobraniu po 332zł i uśrednieniu ceny zakupu dzisiaj na otwarciu sprzedałem z zyskiem 4%. Liczyłem na zysk na poziomie z 1 kw i jak zwykle się przeliczyłem. Jak nie mam oczekiwań, tylko podchodzę nastawiony na obronę to jest dobrze (CDRL), jak liczę na 50%, to zawsze jest rozczarowanie. Sprzedałem, bo mogą zjechać na 300zł. Pewnie zrobię doskonały 3 kw i wtedy pójdzie na 500zł. Pozdrawiam, Arek.

      Usuń
  4. te Wyniki kghm przy tych cenach srebra to uwazam, ze sa po prostu slabe

    OdpowiedzUsuń

W ramach eksperymentu wyłączam moderację komentarzy.

Zasady komentowania:
- żadnego spamu i reklam (także linków do serwisów w nazwie użytkownika),
- komentarze obraźliwe będą usuwane,
- proszę o zachowanie kultury i brak kłótni; różnice zdań należy wyrażać poprzez dyskusję wspartą argumentami.

Podtwórca