sobota, 19 sierpnia 2017

Scenariusz bessy

W żadnym z dotychczasowych rynków byka na małych spółkach z indeksu SWIG80 nie zdarzyła się seria 5 spadkowych miesięcy. Jeżeli sierpień zakończy się spadkiem (na co się zanosi), będzie to znaczyło, że według moich narzędzi mamy bessę. Od marca bieżącego roku SWIG80 stracił 7.9%. Przyjrzyjmy się kilku poprzednim bessom:


biorąc szczyty, dołki i świece miesięczne czytamy:

od 2007-10 do 2009-02 spadek 72.9% w 20 miesięcy
od 2011-05 do 2011-12 spadek 36.7% w 8 miesięcy (50% poprzedniego spadku)
od 2013-11 do 2014-08 spadek 25.6% w 10 miesięcy (70%)
od 2015-05 do 2016-02 spadek 14.4% w 9 miesięcy (56%)
od 2017-03 do teraz spadek 7.9% w 5 miesięcy (55%)

Wnioski:

- dynamika każdej kolejnej serii spadków jest coraz niższa (50-70% poprzedniej fali),
- 3 poprzednie fale wyprzedaży trwały ok. 9 miesięcy,
- obecna fala wyprzedaży zrealizowała już minimalny zasięg spadków wynikający z trendu spadku dynamiki (55%), ale czasowo brakuje jeszcze ok. 4 miesięcy do wyznaczenia dołka.

Ruchy indeksu jak zwykle pokrzyżowały moje plany. Mój wewnętrzny leszcz oczekiwał, że do jesieni będzie dynamiczna hossa, ludzie tłumnie rzucą się na akcje i gdy euforia sięgnie zenitu, zamknę pozycję z super zyskiem. Tymczasem większość spółek osuwa się, a portfel trzyma się dzięki energetyce i Orange. Czas zatem oddać pole analitykowi-sceptykowi.

Analityk doradza na razie trzymać akcje, skracać jedynie te, które nadmiernie urosły względem ceny księgowej i przepływów finansowych, ponieważ:

- nastroje dalekie są od euforii,
- potencjał spadków bazujący na zaprezentowanym wykresie jest niski,
- dywidendy są historycznie wysokie i jeśli akcje będą dalej spadać, to odsetki z dywidend (już i tak wyższe od lokat) będą rosły:

wig div yield

Zabawne - ostatnio ilekroć zabieram się do wpisu, jestem negatywnie nastawiony do przyszłości rynku, tymczasem po dokonaniu analiz dochodzę do przekonania, że akcje są wciąż dobrą inwestycją.

niedziela, 30 lipca 2017

Kiedy wreszcie

Urlop, burze, jeziorko i fantastyczny czas z dzieciakami. Co kilka godzin zerkam na stooqa, na koniec sesji sprawdzam stan portfela. W piątek dzięki rajdom na elektrykach i Orange zamknął się na historycznym szczycie, tymczasem mój poziom giełdowej frustracji skoczył do poziomów z czasów dołków bessy. Decora, Trakcja i parę innych spółek wybijają dołem, wykresy wyglądają coraz gorzej, a zyski topnieją.

Czy to już koniec? Czy maluchy są w bessie? Czy to była najsłabsza hossa na SWIG80 odkąd jestem na GPW? Oto wzrosty od dołka ze stycznia 2016 roku przeniesione na poprzednie cykle hossy:


Niejeden posądzi mnie o cherry picking, ale ja tu widzę sporą regularność według której kończymy korektę pierwszej fali hossy. Czasem korekta jest solidna i dopiero po niej rynek rośnie prawie pionowo, czasem to tylko kilka ząbków ruchu w bok i znowu pompa w górę, i tylko raz, w 2010, indeks rośnie po korekcie niemrawo, ale nawet wtedy bije rekord hossy.

Dlatego ta frustracja mnie cieszy. Im bardziej jestem wkurzony i kusi mnie, żeby ratować zyski ze spółek, które pokazywały 50-80% zysku, a teraz ledwie 20-30%, im dłużej się osuwają, tym bardziej doświadczenie i analizy podpowiadają mi, że trzeba je trzymać. Ostatecznie, jeśli ruszyła bessa i ceny spadną, jak pokazywałem w poprzednich wpisach, będę mógł kupować tanio spółki płacące wysokie dywidendy.

Pielęgnuję leszcza, który mieszka we mnie, żeby analityczna część umysłu podejmowała skuteczniejsze decyzje. Ten leszcz popadał w euforię w marcu, gdy wszystko rosło i domagał się kupowania spółek, od których normalnie trzymam się z dala. Leszcz płakał, gdy sprzedawałem po niecałe 8zł Polimexa kupionego po 4zł, bo w kilka dni później ten otarł się o 17zł. A analityk się cieszył z udanego zagrania i ucieczki spod topora. Leszcz domagał się kupna BOSia, ale analityk go powstrzymał, bo żadne spółki państwowe nie robiły zrzuty na ratunek banku. Za każdym razem gdy leszcz poczuje się zajebistym inwestorem i rozgląda się gorączkowo za 'okazjami', rynek w ciągu max tygodnia ustanawia szczyt na wiele tygodni lub całe miesiące.

Dzisiaj leszcz jest pełen zwątpienia, złości i żalu za niezrealizowanymi zyskami na kilku papierach. Utożsamia się z czującymi podobnie tysiącami małych graczy na GPW, którzy wylewają swoje frustracje na forach. A JA go z boku obserwuję, ufając na razie bardziej analitykowi, który próbuje obiektywnie odczytać stan rynku. To nie znaczy, że rynek nie runie zaraz w przepaść. On zawsze zrobi co zechce. Analizy działają, dopóki nie przestaną działać. Stawiam swoją kasę na to, że ta zasada jeszcze raz działa:

WIG & WIG_PE



sobota, 22 lipca 2017

Czy to już bessa?

2016 był dla mojego portfela trudnym rokiem. Kupowałem mnóstwo przecenionych spółek ze świetnymi fundamentami, ale mało kto był nimi zainteresowany i kursy dalej się osuwały lub trwały w męczących konsolidacjach. Nawet dywidendy, czasem z dwucyfrowym procentem, mało kogo kusiły. Kapitał wybierał spółki rosnące, obiecujące jeszcze lepsze wyniki pomimo wysokiego współczynnika ceny do wartości księgowej.

Teraz sytuacja się odwróciła. Szeroki rynek się osuwa, liderzy utknęli w konsolidacjach, a spółki z mojego portfela zaliczają co rusz odpały. Największą niespodziankę sprawił mi LUG, którego po latach trzymania zacząłem nazywać zŁUGiem. Wykres mówi sam za siebie:


Pierwszy pakiet kupiłem 5 lat temu, później dałem się złapać na kilka wybić po świetnych wynikach, ale kurs zawsze wracał w okolice dna. Rok temu po kolejnym spadku byłem tak wkurzony, że myślałem już o wywaleniu tych akcji, ale fundamentalnie nie miałem się do czego przyczepić, więc w końcu uśredniłem.

Wystarczy jedna taka perła na kilkadziesiąt spółek, by portfel mozolnie pokonywał szczyty. Pod warunkiem jednak, że nie jesteśmy w bessie. W ciągu 9 lat na GPW przeżyłem kilka fal wyprzedaży i wiem, że lepiej nie siedzieć wtedy na akcjach. W trakcie paniki wszystko leci na pysk, szczególnie małe spółki, które bez oporu oddają połowę wartości w ciągu tygodnia. Dlatego jestem wyczulony, by nie dać się złapać na bessę, nawet jeśli przyjmuje ona płaską formę, jak w latach 2004-2005 lub 2014-2015, ponieważ nie znam z góry rozmiarów spadków. Z drugiej strony nie chcę sprzedać akcji zbyt wcześnie, bo miałem już kilka razy akcje, które urosły 10-20 krotnie (tak, tak, miało się Monnari po 1zł i to tuż przed odpałem), a ja zadowoliłem się zarobkiem na pozycji 50-100%.

Obecna hossa, jeśli liczyć start od dołka ze stycznia 2016 roku, jest już dojrzała. Sytuacja przypomina mi okres sprzed 7 lat, czyli lato 2010. Wtedy też polski rynek był wymęczony przedłużającą się korektą, a do rajdu ruszyły energetyczne muły. W optymistycznej wersji dawałoby to nam jeszcze ok. pół roku wzrostów na wyselekcjonowanych akcjach i branżach.

Przeanalizujmy kilka wykresów.

Najgorzej sprawuje się stooqowy indeks nieważony wszystkich spółek:

Styczeń i luty bieżącego roku przypomniały nam stare dobre czasy, gdy rosło wszystko, a największe gnioty robiły 100% w kilka dni. Miałem nadzieję, że po krótkiej korekcie rynek szybko wróci do wzrostów i wyrysuje z 5 kolejnych wzrostowych świeczek miesięcznych, jak to wielokrotnie wcześniej bywało:


Niestety 'easy money has been made' i musiałem zadowolić się poleganiem na dość dużej pozycji zbudowanej ze spółek WIG20, ponieważ te dalej rosły, gdy reszta rynku utknęła w korekcie:


'Timing is everything', a timing mówi nam, że po 16 miesiącach od dołka cyklicznej bessy, kolejny rynek niedźwiedzia uderzał dopiero kilka miesięcy później. Uważny czytelnik zauważy, że dołki nie są idealnie wyznaczone, np. w 2011 WIG był niżej niż w 2012, a mimo to start hossy wyznaczyłem w 2012, podczas gdy w 2016 za dołek przyjąłem styczeń, mimo że wtórny dołek pojawił się po czerwcowym referendum w sprawie Brexitu. Przyjmuję taki zapis na podstawie analiz, których nie będę teraz przytaczał, ale wierzcie mi na słowo, pojawiały się w trakcie ostatnich 6 lat ;)

Roboczo zakładam, że kolejnej fali hossy spod znaku 'wszystko rośnie' już nie będzie. Jeśli się pojawi, to będę mile zaskoczony, ale wolę poczynić plany na gorsze scenariusze. Zerknijmy na fundamenty:

Cena do wartości księgowej: wysoko w stosunku do lat 2012-2016, neutralnie do pozostałych.

P/E:


Cena do zysku jest na atrakcyjnych poziomach w stosunku do ostatnich 4 lat i neutralna względem lat wcześniejszych. Dobry wynik w środowisku niskich stóp procentowych i niskiej inflacji.

div yield:


Dywidendy wciąż są atrakcyjne, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę kiepskie odsetki z obligacji i marginalne zyski z lokat.

Na koniec zajrzyjmy co wskaże nam dawno nie prezentowany analizer, gdy podrzucimy mu 100 ostatnich sesji z SWIG80:




Cisza przed burzą? Dwa razy przedłużająca się korekta przy bardzo niskiej zmienności zakończyła się wybiciem w górę, a raz kontynuacją spadków i krachem.

Konkludując:
Za kontynuacją hossy przemawiają:
- wciąż atrakcyjne wyceny akcji,
- timing,
- niski sentyment, niewielki udział inwestorów indywidualnych na rynku;
za bessą przemawia sytuacja techniczna na szerokim rynku. Ja jeszcze trzymam akcje, niektóre redukuję gdy zbyt mocno i zbyt szybko rosną, inne podbieram po spadkach zakładając, że to korekta w hossie.

środa, 12 lipca 2017

Wielka rotacja

To chase, or not to chase,
that is the question.


Od ponad 2 lat jestem fanem wielkiej hossy na rynkach wschodzących. Hossy, która będzie przecinana ze dwiema 30-50% bessami, ale jednak po każdej takiej przecenie akcje wyjdą na nowe szczyty. Kapitał z napompowanych amerykańskich aktywów będzie przepływał do opuszczonych przez dekadę akcji różnych BRICS, CIVETS, MINTS czy TIMPS (swoją drogą gdzie do cholery jest Polska?).

Wielka rotacja nie jest tajemnicą, odbywa się dość cyklicznie co ok. 6 lat. Zasadnicze pytanie brzmi (jeśli cykl zostanie zachowany): jaką przyjmie formułę? Najczęściej spotykam się z oczekiwaniami perturbacji podobnych do czasów pęknięcia bańki w USA w 2000 roku. Wtedy WIG20 w ciągu 3 lat wykonał aż 2 nieudane wybicia w górę i 3 razy się zawalił, nim wreszcie ruszył pod niebiosa:


Dlatego dynamiczny rajd na początku tego roku pod opór został wykorzystany przez większość traderów do skrócenia pozycji. Co jeśli jednak perturbacje skończyły się w latach 2015-2016? Kto został z akcjami? Mocne, czy słabe ręce? Dzisiejsze wybicie na rynkach wschodzących może sugerować, że reguły gry się zmieniły i strumienie pieniędzy zaczną płynąć na rynki wschodzące i zastopują poważniejsze korekty:


Swoje nastawienie opisałem pod artykułem sytuacja win-win. Trzymam akcje i nie boję się spadków, bo inkasowane dywidendy są znacznie wyższe od dostępnych lokat. Na rynku prawie nie ma amatorów. Wymarli na newconnectach, polimexach i idmach, krwawe żniwo zebrały emisje dla akcjonariatu obywatelskiego, inwestycje w kruszce i gra na foreksie. Prawdziwych leszczy spotkamy już tylko w branżach mających swoje 5 minut, jak deweloperzy gier, kryptowaluty czy obligacje śmieciowe (u nas dla niepoznaki nazywane korporacyjnymi).

Ale nawet mało który zawodowiec (do których mi wciąż daleko) jest przygotowany na coś takiego, co zdarzyło się na początku lat 80-tych w gospodarkach rozwiniętych:



Bessy na rynkach wschodzących 2007, 2011, 2015 wryły się w pamięć tak mocno, że trzymanie akcji na rosnącym rynku dłużej niż rok wydaje się głupotą. Obowiązuje strategia BIS (bierz i sp..). Sam czekam na sygnały euforii, żeby sprzedać akcje, bo przecież w 2018 'musi' zacząć się bessa. A co jeśli tym razem nie uda się już kupić tanio? Czy wsiądę do odjeżdżającego pociągu? Wszystko czego nauczyłem się grając w trakcie straconej dekady na GPW będzie balastem przy podejmowaniu skutecznych decyzji.


Gold/silver ratio mimo korekty dalej wskazuje na rotację dm->em:


Tymczasem do portfela ETF trafia mały pakiet Portugalii:

Mocarna gospodarka to to nie jest, do emerging też się nie wlicza, ale odchorowała już chyba PIGSy, dobrze sobie radzą w eksporcie, no i mają biedrę ;)

PS
Ten wpis nie jest rekomendacją, zwracam uwagę na możliwą zmianę reguł gry i potrzebę dostosowania się. Sytuacja zmienia się dynamicznie; choć od miesięcy hossa jest moim scenariuszem głównym, dostrzegam zagrożenia polityczne, napięcia wewnątrz Unii, pełzający konflikt między Stanami i Chinami, a także tykający kryzys finansowy gdy zaczną padać galerie handlowe. Jeżeli ryzyko zacznie się materializować, będę o tym pisał.


poniedziałek, 10 lipca 2017

NBP ma rację

W zeszłym roku w światku finansowym zrobiło się głośno o REITach, jako kolejnym, alternatywnym dla akcji i obligacji sposobie inwestowania pieniędzy. W skrócie REIT jest rodzajem funduszu, który nabywa nieruchomości (zazwyczaj komercyjne) i zarabia na ich wynajmie. Jeśli spełnia określone prawem wymagania (rozproszony akcjonariat, większość zysku na dywidendę), jest zwolniony z podatku CIT. W Polsce nie ma przepisów definiujących REITy, dlatego jednocześnie z szumem wokół idei pojawił się projekt ustawy (cóż za dziwny zbieg okoliczności :) .

Moje zdanie w temacie nieruchomości przedstawiałem nie raz - nieruchomości stały się dla Polaków synonimem oszczędzania na emeryturę. Zazwyczaj jeśli ktoś się dorobił i zmienia wymarzone m3 sprzed 10 lat na apartament lub domek podmiejski, to nie sprzedaje starego mieszkania, tylko zostawia na wynajem. 10 lat temu inwestowanie przeciętnemu Kowalskiemu kojarzyło się z nabywaniem akcji, dzisiaj inwestowanie to dochód pasywny z wynajmu.

Możliwość zakupienia jednostek funduszu, który robi to samo może się wydać takiej osobie atrakcyjna.

Zarabiaj 5% rocznie bez podatku! 3 razy więcej niż na zwykłej lokacie, bez ryzyka!*
(* chyba, że jebnie)

I wszystko byłoby fajnie, jest popyt, lud interesuje się podażą, gdyby nie prezes NBP, który chce Polaków przed REITami bronić. Polecam zapoznać się z jego argumentami:
https://stooq.pl/n/?f=1185280

Zgadzam się z Glapińskim w 100%. REITy są OK, ale wprowadzanie ich obecnie w Polsce przy szumnej kampanii, byłoby tym samym co propagowanie akcji na górce w 2007 roku. Akcje są OK, ale nie przy historycznie wysokich wycenach i skrajnym optymizmie. Polskie duże miasta są dosłownie zalewane galeriami handlowymi, z których połowa w najbliższych latach padnie. W Gdańsku nie wystarczyło wybudować 3 galerii obok siebie, władze miejskie posunęły się nawet do zniszczenia historycznego widoku Głównego Miasta (to ta słynna gdańska "starówka") wydając zgodę na zasłonięcie go gigantycznym bunkrem.

Podsumujmy kilka faktów z linka oraz aktualnych trendów:

1. powstało/jest w budowie za dużo galerii handlowych, bardzo drogich kolosów w bardzo drogich częściach miast,

2. sfinansowane zostały w części (niestety link nie podaje w jakiej, ale sugeruje, że w znacznej) przez zagraniczne fundusze korzystające z taniego kredytu po latach rekordowo niskich stóp procentowych,

3. indeks surowców szoruje po wieloletnich minimach, obligacje zyskują na rentowności, rosną stopy procentowe na dolarze, a ECB przebąkuje o ograniczeniu QE - wniosek jest prosty, inflacja przyjdzie, stopy urosną, a wraz z nimi koszty kredytu,

4. polski ciułacz boi się akcji, na lokacie zarabia 1%, chyba że znajdzie promocję na zawrotne 2% i jednocześnie wierzy w wartość murów,

5. handel przenosi się do internetu, młodzi kupują większość książek, czy zabawek online, spółki odzieżowe inwestują w sklepy internetowe; Amazon ogłosił rozpoczęcie rewolucji i będzie sprzedawał żywność online. Galerie przenoszą się do sieci, jak wcześniej placówki bankowe, biura podróży i usługi pocztowe. Przy okazji Amerykanie wyciągnęli za ułamek wartości drugiego największego, polskiego dostawcę przesyłek z GPW.

Posiadacze tego gorącego kartofla (pożyczkodawcy) muszą na gwałt znaleźć frajera, który odbierze towar, nim rynek komercyjnych nieruchomości się zawali. Kilka milionów polskich ciułaczy i mniejsze instytucje finansowe wygłodniałe wyższych odsetek nadają się do tego znakomicie.

12 lat temu PiS dał ciała, blokując wniosek Związku Banków Polskich o zakaz udzielania kredytów walutowych. Nie przeszkadzało im to później wypłynąć na fali niechęci do banksterów, a nawet obiecać spłaty kredytów walutowych przez resztę społeczeństwa. Teraz mają szansę się zrehabilitować przygotowując na falę bankructw sieci handlowych, deweloperów i przygotować program zagospodarowania pustostanów.

niedziela, 2 lipca 2017

Konflikty wewnętrzne

Co jakiś czas wzbiera we mnie uczucie, że muszę się zresetować. Czynności, które wcześniej sprawiały przyjemność zaczynają nużyć, nie chce się czytać książek i komiksów, które wcześniej przyprawiały o dreszczyk, nie chce się uczyć gry na gitarze czy języków obcych. Stać mnie tylko na przeskakiwanie między blogami, wykresami, twitterem i fejsem w poszukiwaniu czegoś, co może na chwilę zaciekawić. Bardziej to jednak męczy, niż pomaga na znużenie. Na krótką metę ulgę dają treningi fizyczne, ale i one są jak wieczorne piwko - jest odprężająco do kolejnego dnia, gdy natłok myśli znowu daje znać o sobie.

Można to przeczekać, nastrój jest wypadkową wielu cykli. Po nocy wychodzi słońce itd. U mnie jednak sprawdza się fizyczne wyczerpanie. Maraton lub bieg ultra, przejście przez punkt, w którym organizm jest zbyt zmęczony by myśleć i uwolnienie się od wszelkich powinności świata zewnętrznego. Zostaje egzystencja, odczuwanie ograniczeń ciała, radość z prostych rzeczy jak odpoczynek na pieńku czy kubek zupy dyniowej. Na finiszu wielka radość, że już koniec katorgi i kilka następnych dni w trakcie których otępienie miesza się z przypadkowym zachwytem nad przyrodą czy zasłyszaną piosenką.

Psycholog powie, że taka potrzeba resetu to wynik konfliktów wewnętrznych. Zapewne tak mam, zrobiłem kiedyś sobie psychologiczny autoportret (polecam książkę, nie ma tu żadnej ezoteryki, tylko wypracowane naukowo metody) i dominujący w moim przypadku okazał się typ sumienny. Nie było to dla mnie niespodzianką, w szkole należałem do prymusów, w firmie czy pracy nigdy nie chciałem nawalić. Z drugiej strony odkąd pamiętam poszukiwałem celu i sensu życia, ocierałem się zatem o różne prądy religijno-filozoficzne. To balansowanie między potrzebą budowy materialnego dziedzictwa i duchowego rozwoju jest przyczyną pojawiających się regularnie dysonansów.

Konflikty wewnętrzne mogą być niebezpieczne, szczególnie jeśli ktoś doświadczył traumy lub za narzędzie resetu wybiera alkohol czy narkotyki. Psychoterapia polega na znalezieniu przyczyny konfliktów i wypracowaniu kompromisu w wykluczających się algorytmach, które nami sterują i/lub znalezieniu bezpiecznego ujścia narastającej frustracji. Pomocne może być też podejście duchowe, czyli świadome przeżywanie tego co dzieje się w ciele, nawet jeśli tego nie rozumiemy. Pisałem o tym na blogu, kiedy siedziałem w buddyjskich klimatach. Dla mnie ta droga była ważna, bo pozwoliła ułożyć sprawy duchowe, dla których nie znalazłem wytłumaczenia w naszej zachodniej kulturze. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, może przewertować archiwum i zajrzeć do ebooka.


czwartek, 22 czerwca 2017

Jak co 4 lata w czerwcu..

Jak co 4 lata w czerwcu spadają dywidendy :)


8 lat temu na osłodę rynek zaczął rosnąć, a 4 lata temu żeby zadośćuczynić spadkom też zaczął rosnąć.

Zaczął również płacić sygnał na Orange z maja, liczę również na kontynuację tymczasowej zasady, że telekom robi dołek w połowie hossy na WIG:


Buduję też spekulacyjną pozycję na ropie pod seasonals (dołek w czerwcu, szczyt we wrześniu) - ale bez lewara:


No i to tyle. Nuda na tej giełdzie, pewnie krach idzie ;)

czwartek, 8 czerwca 2017

Gdzie indziej trawa wydaje się bardziej zielona

Kontynuując przygodę z ETFami w ostatnich tygodniach do pozycji na technologie solarne i uran dołożyłem fundusze inwestujące w:

Nigerię - tu udało mi się wstrzelić tuż przed odpałem, ale to nic nie znaczy, bo trend jest wyraźnie spadkowy i obecny wzrost może być tylko silniejszą korektą. Są jednak przesłanki związane z globalnym ożywieniem, że tym razem rajd może być dłuższy i mocniejszy. Klasycznie skusiła mnie bardzo wysoka przecena funduszu oraz prognozy demograficzne dla kraju. Rosnący dynamicznie rynek wewnętrzny może być wystarczającą przesłanką do rozwoju nigeryjskich przedsiębiorstw.



Oraz Singapur:


Ceny nie są już okazyjnie, gdybym nie zwlekał tak długo z otworzeniem bossy zagranicy, kupiłbym korzystniej. Skusiły mnie wciąż niskie wyceny spółek singapurskich (top10 najtańszych rynków, choć Polska jest tańsza) oraz wysoki ranking cywilizacyjny. Potwierdza to singapurska waluta, która od dekad umacnia się względem dolara:



Zobaczymy co wyjdzie z tego eksperymentu po latach. Moim celem jest częściowe uniezależnienie się od GPW i PLN poprzez nabywanie ETFów na nieskorelowane aktywa na całym świecie. Wyszukuję głównie mocno zdołowane rynki i branże z założeniem, że nie zbankrutują całkowicie, ponieważ fundamentów nie jestem w stanie należycie przeanalizować (co nie oznacza, że nie przeprowadzam analiz korzystając z informacji o dostępnych funduszach, wskaźnikach, opłatach itp.).

niedziela, 4 czerwca 2017

Sytuacja win-win

Wszystko co mogłem napisać o polskich akcjach, napisałem w poprzednich miesiącach. Można znaleźć na pęczki dobrych spółek, płacących wysokie dywidendy, którymi rynek interesuje się średnio lub wcale. Jest nawet lepiej, niż myślałem - dotychczas do porównań brałem lokaty na 2%, tymczasem niedawno rzuciłem okiem na super ofertę od banku i zorientowałem się, że teraz promocja to 1%.

Dotychczas planowałem trzymać akcje do jesieni i zamknąć inwestycje w oczekiwaniu na cykliczną bessę. Coraz bardziej jednak wydaje mi się, że na dobrych spółkach spadków nie będzie, co najwyżej dłuższa akumulacja, jak w latach 2004-2005. Nawet przy takim scenariuszu skrócę pozycję, żeby oczyścić umysł i przygotować się na nowe fale wzrostów. Okaże się wtedy, że większość sprzedanych akcji nawet jeśli się mocniej skorekci, wkrótce wyjdzie na nowe szczyty i jeśli je odkupię, to drożej i w mniejszej liczbie.

Tak się właśnie stało z PZU. Nie wytrzymałem 50% rajdu i zamknąłem pozycję, kiedy osiągnięty został poziom rekomendacji Morgana (47zł). Kupowałem pakiet na lata, żeby zgarniać co roku wysokie dywidendy, ale zbyt szybki i jednostajny wzrost zasiał lęk o utratę niespodziewanego zysku. Teraz chciałbym odkupić, ale papier za mało spadł.. Żeby chociaż dobił do 42zł:



Resztę papierów trzymam i nieznacznie powiększam pakiety. Z takiej Decory w 2 lata odzyskałem 52% brutto z samych dywidend. Spójrzmy na WIG20:


Jeżeli przebije opór, czeka nas kontynuacja hossy i koniec straconej dekady. A jak spadnie? 2000 wydaje się dobrym poziomem wsparcia. Wtedy też będzie dobrze, kupimy taniej spółki z wyższym div yield:


Jak widzimy indeks WIG_POLAND_DY nie dotarł jeszcze nawet do rozsądnych poziomów. Spadki są okazją do kupowania stabilnych, zarabiających spółek.


piątek, 26 maja 2017

Kiepska technika przy niezłych fundamentach

Indeks nieważony szerokiego rynku spada bez korekty 12 tygodni z rzędu. Żadna korekta w hossie zapoczątkowanej w 2012, ani w hossie 2009-2011 nie trwała tak długo. Podobne spadki zdarzały się w czasie bessy 2011-2012, a co gorsza po 12 tygodniach następowało wtedy przyspieszenie w dół.


WIG20USD osiągnął opór:


Zaznaczyłem strzałką jak zachował się w czasie poprzedniego cyklu (kilkumiesięczny ruch boczny z wahnięciami w obu kierunkach).

Popatrzmy teraz na fundamenty - WIG_POLAND_PB:

1.32 to nie okazja, ale daleko od przewartościowania.

WIG_POLAND_PE:


Szczyt każdej poprzedniej hossy leży wyżej.

WIG_POLAND_DY:

Wysokość dywidendy notuje poziomy widziane blisko dołków bessy. 2.4% to kilkadziesiąt % więcej niż przeciętnie oferują lokaty na rynku.

Kilka spostrzeżeń:

- szeroki rynek stracił siłę, bo spadają spółki słabe lub dobre, ale wywindowane; spadki na nich są często głębokie, tymczasem niemodne solidne spółki rosną lub się konsolidują;

- nie widzę jeszcze powodów do bessy, ale nie można wykluczyć mocniejszej korekty lub kilkumiesięcznej konsolidacji jak w 2004 roku

- akcje nie interesują ulicy, a inwestorzy nie są zapakowani pod korek, wielu czeka na korektę.

niedziela, 21 maja 2017

Elektryka prąd nie tyka, czyli trochę spekulacji

Choć niespełna pół roku temu WIG_ENERGIA wyznaczył historycznych dołek:



nie ma tygodnia, żeby media nie informowały nas o rychłej śmierci silników spalających paliwa kopalne. Inwestorzy najwidoczniej zakładają, że prąd do tankowania nowych aut będzie brał się z powietrza (albo słońca?). Im więcej myślę o tej spodziewanej rewolucji, tym bardziej rośnie moje przekonanie, że nie odbędzie się ona bez udziału producentów prądu. W portfelu posiadam już Energę (średnia cena zakupu 8.44), PGE (11.22) i Tauron (2.57).

Na miejscu wykresu zjechałbym jeszcze trochę i narysował ORGRa, ale nie jestem wykresem :)



Rodzimy rynek oparty o węgiel to jednak słaba dywersyfikacja. W piątek dołożyłem ETF spółek związanych z wydobyciem uranu:



Chodzi mi również po głowie ETF na producentów energii solarnej. Jestem w temacie zielony, na pierwszy rzut oka najlepszą inwestycją wydaje się Guggenheim Solar ETF:


Największą pozycję w funduszu (10.99%) stanowi First Solar, Inc. Spółka jedzie na stratach, ale ma bardzo dużo gotówki i perspektywy na przyszłość. Normalnie takiej spółki bym nie kupił, ale fundusz spółek wyceniany na 10% początkowej wartości, który wypłacił w grudniu 4.72% dywidendę wydaje się interesującą opcją. W poniedziałek otworzę inicjalną pozycję długoterminową.

Jeśli któryś z czytelników analizował sektor lub ma przemyślenia w temacie (energia elektryczna, paliwa alternatywne, solar, Elon Musk ;) prosiłbym o podzielenie się nimi w komentarzu.



piątek, 19 maja 2017

I po urlopie, 2 nowe zagrania



Reset biegowy to mój comiesięczny rytuał od 3 lat. 40-100 km, koniecznie w otoczeniu przyrody i niezastąpionych przyjaciół. Śpiew ptaków, chrzęst pod sandałami i skała wystająca z wody na końcu świata. Tak było kuuva przez ostatnie 2 dni w Finlandii: 
( http://runaroundthelake.blogspot.com/2017/05/kuuva-kuva-czyli-jak-zwiedzic-finlandie.html )

Tymczasem rynek dotknęła mocniejsza fala wyprzedaży. Czy to początek bessy, czy wstęp do mocniejszej korekty, czy jej ostatnie tchnienie przed kontynuacją hossy? Na każdy z tych scenariuszy znajdą się argumenty i analizy. Ja trzymam dalej akcje, choć widzę mocne opory i niepokojące dywergencje. Zaczynam jednak budować przyczółki na nieskorelowanych z polskimi akcjami aktywach. W tym celu otworzyłem konto bossa zagranica i nabyłem jednostki pierwszego ETF (Global X Uranium) :


Zamierzam inwestować przez to konto długoterminowo - po pierwsze z powodu wysokich prowizji minimalnych 39zł, czyli nie opłaca się składać pozycji małymi partiami, po drugie nie chcę tam często zaglądać. Celem jest kupić tanio niedowartościowany indeks/grupę spółek, niezależny od pozostałych grup i czekać aż odbije, zgarniając w międzyczasie dywidendy.

Wracam również do technicznych zagrań aktywnych, na pierwszy ogień idzie Orange:


Pierwsze L-ki na futures zatankowane, pierwszy cel 5zł.

niedziela, 14 maja 2017

Podsumowanie ankiety, sytuacja na rynku

Dziękuję za głosy oddane w ankiecie. Choć akcje znajdują się w wielu portfelach, nie widać śladów euforii:


Krótki termin

Dominuje oczekiwanie na korektę, która ma być okazją do zakupów. Z technicznego punktu widzenia wydaje się to słuszną taktyką, bo:

- WIG20 wyrażony w dolarach pokazuje wykupienie i dotarł do oporów:


- polecam również zapoznać się z porcją wykresów na blogu Pokonać giełdę, które sygnalizują ryzyko dla akcji,

- akcje amerykańskie są drogie, zanikła zmienność, spotykam się z wieloma analogiami do okresu sprzed flash-crash.

Z drugiej strony indeks nieważony całego rynku jest w miejscu, z którego w ostatnich 3 latach ruszały fale wzrostowe:


Dotychczasowe korekty spadkowe trwały ok. 2 miesiące, obecna zachowuje się niemal wzorcowo. Oscylatory zostały schłodzone i zakręcają w górę.
Dalsze spadki byłyby oznaką zmiany średnioterminowego trendu.

Średni termin

Od ponad roku utrzymuje się sygnał L na rynki rozwijające się i przez najbliższe lata oczekuję przepływu kapitału z drogiej Ameryki do reszty świata. W najcięższych chwilach 2016 ten wykres trzymał mnie przy akcjach i skłaniał do powiększania pozycji:


Skłaniam się do analiz, według których dołek na GPW mieliśmy w styczniu 2016 i statystycznie przynajmniej przez półtora roku akcje powinny rosnąć (czyli gdzieś do lipca-września). Jeśli WIG20 zacznie korektę teraz, zapewne wyjdę z PZU i banków, bo na nich mam wysoki zysk. Powiększę natomiast pozycję na sektorach defensywnych, które rosną w późniejszym etapie (Orange i energetyki).

Akcje mierzone C/wk są już dość drogie, jak w szczytach z 2011 i 2013-2015 roku, ale daleko im do poziomów z 2007:


10 lat temu pękła bańka na deweloperach mieszkań, obecnie mamy bańkę deweloperów gier, a w Stanach pękła bańka na centrach handlowych. Podobna fala bankructw galerii handlowych czeka wkrótce Polskę (rok-dwa po USA).

Dlatego w drugiej połowie tego, lub na początku przyszłego roku spodziewam się cyklicznej bessy w Polsce. Jaki będzie jej przebieg nie mam oczywiście pojęcia, ale celuję raczej w szybki kraszek i powrót do wzrostów, ponieważ:

Długi termin

Choć cena do wartości księgowej akcji jest już dość wysoka, cena do zysków operacyjnych ma jeszcze szerokie pole do wzrostów:

źródło: makrosfera.net

Jeżeli wyższe poziomy nie zostaną osiągnięte podczas obecnego cyklu hossa-bessa, to zakładam raczej krótką i płytką bessę (podobną do tej z lat 2004-2005), jako przystanek przed dalszymi zwyżkami cen akcji, które jak pokazywałem niedawno są wyceniane z dyskontem wobec obligacji i depozytów.

A co do S&P500, od 5 lat dość dobrze sprawdza mi się ta analiza:


Strzałkami zaznaczyłem miejsca, dla których szukałbym analogii do obecnej sytuacji.


I taki mały smaczek na koniec, WIG20USD vs S&P500:


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails