środa, 12 listopada 2014

Dieta cz. 4/5: słodka śmierć

Dobiegamy do końca z cyklem o diecie. Przypomnę poprzednie części:

http://podtworca.blogspot.com/2014/05/dieta-cz1-system-wierzen.html
http://podtworca.blogspot.com/2014/06/dieta-cz2-wybor.html
http://podtworca.blogspot.com/2014/09/dieta-cz-3-natura-paleo-i-wege.html

W skrócie: poszukuję najlepszej diety dla homo sapiens i próbuję zastosować ją w swoim życiu.

Dziś o najpopularniejszym narkotyku świata, czyli cukrze. Uzależnienie od cukru nie różni się specjalnie od uzależnienia od tytoniu, alkoholu czy narkotyków. Pobudza te same rejony mózgu odpowiedzialne za odczuwanie szczęścia, podobnie jak w przypadku używek osoba uzależniona musi z czasem zwiększać dawkę, żeby osiągnąć podobny efekt. Cukier rafinowany jest główną przyczyną otyłości w społeczeństwach rozwiniętych i w konsekwencji chorób pośrednich (cukrzyca, zawały). Próba zastąpienia go sztucznymi słodzikami czy syropami glukozowo-fruktozowymi tylko pogarsza sprawę. Można uznać, że powikłania zdrowotne spowodowane nadużywaniem cukru w diecie są główną przyczyną śmiertelności w społeczeństwach zachodnich. Wiadomo, że nie ma tu prostej zależności jak w przypadku twardych narkotyków, że nim szkodliwe działanie cukru doprowadzi kogoś do śmierci może minąć 50 lat i wymagać wsparcia braku ruchu i palenia.

Proponuję poświęcić czas na przeszukiwanie zasobów sieci i zaznajomienie się, co lekarze mają do powiedzenia na ten temat. Moim celem nie jest opisywanie jaki to zły jest cukier, tylko:

- wyjaśnienie dlaczego uzależniamy się od cukru,
- wskazanie dlaczego warto go rzucić,
- pokazanie, że prawie nic nie tracimy, gdy rzucamy cukier, a zyskujemy bardzo dużo,
- opisać jak sobie z nim poradziłem.

Zacznijmy od teorii spiskowej - producenci żywności specjalnie wszystko słodzą, żebyśmy byli uzależnieni od cukru od najmłodszych lat i coraz więcej konsumowali. Prawda jest taka, że producenci walą cukier do wszystkiego od słodyczy po surówki, przyprawy i wędliny, bo ludziom tak lepiej smakuje. Zamiast owoców, warzyw czy ziół dodajesz parę łyżek cukru i sos do makaronu kosztuje 20% mniej - smacznie i tanio. Klient wybiera to co tańsze, więc nie kupisz już keczupu czy musztardy bez cukru. Walą go nawet do pieprzonego majonezu. To nie przemysł nam narzucił cukier, sami go wybraliśmy sięgając po tańsze produkty, które "lepiej" smakują. Dlaczego my klienci tak robimy?

W pamięci utkwił mi odcinek Cejrowskiego Boso przez świat, w którym pokazywał szczerbatych indian z lizakami w ustach. Żyjąc w dżungli nie mogli zdobywać owoców w prosty sposób, bo drzewa muszą rosnąć w walce o promienie słoneczne. Tymczasem ich organizmy potrzebowały witamin. Dlatego wyewoluowało łaknienie słodyczy - cukrowy strzał endorfin skłaniał indian do ryzykownej wspinaczki po słodkie owoce. Odkąd pojawiły się tanie cukierki indianie nie są w stanie im się oprzeć. Niestety cukierek daje tylko pusty cukier, bez witamin, błonnika i innych składników odżywczych, a społeczności indiańskie cierpią na otyłość i próchnicę.

Czy nie inaczej jest z dziećmi? Po każdej akcji szkolnej jabłko/kiwi/marchewka/rzodkiewka dla każdego dziecka kubły na śmieci pełne są warzyw i owoców. Gdyby dać dzieciom cukierka o smaku jabłka czy kiwi w kubłach byłyby tylko papierki. Owoce są fuu kwaśne! Nie znam dziecka, które w dzisiejszych czasach z chęcią je porzeczki albo wiśnie. Ja swoje zmuszałem do jedzenia owoców (jak nie to nie ma bajki), jeśli mogą zjeść coś słodkiego, to najpierw "czyścimy brzuszek" warzywami/owocami. Przyzwyczaiły się już i bardzo lubią jabłka, śliwki, marchewki. Ale jeszcze bardziej pragną czekoladek i lizaków, które im reglamentuję.

Dlatego to nie jest nasza wina, że spożywamy tyle cukru. Nie jest to też wina przemysłu, bo "niewidzialna ręka rynku" ma zarabiać, a nie leczyć. Jesteśmy ewolucyjnie zaprogramowani, żeby jeść cukier w warunkach wielkiego niedoboru, a obecnie przemysł może dostarczyć go bez limitu. Dlatego rynek nie-słodki ruszy dopiero wtedy, gdy państwa odgórnie nagłośnią niebezpieczeństwo spożywania cukru i zaczną programy profilaktyczne na wzór antynikotynowych czy antyalkoholowych.

Dlaczego warto rzucić cukier rafinowany (i wszelkie inne słodziki, cukry proste, które wg dostępnych mi artykułów wyrządzają więcej szkód, szczególnie syrop glukozowo-fruktozowy).

Jak najczęściej reklamowane są słodycze? Chwila przyjemności. To jest kwintesencja tego, co dają słodycze - chwilowe pobudzenie ośrodka przyjemności. Potem przychodzi senność (insulina wiąże cukier w tkankę tłuszczową), otępienie, przy nadmiarze ból głowy. Długoterminowo schorzenia, otyłość, ostatnio nawet pisze się o demencji i alzheimerze. Jedząc słodycze robisz to co indianin - organizm prosi cię o witaminy i mieszankę cukrów, a ty dajesz mu śmieci i dużo jednego związku chemicznego. Powtarzaj to przez lata i masz przepis na choroby.

Cukier otępia zmysł powonienia. Odkąd rzuciłem cukier* rozróżniam składniki w potrawach.

* nie rzuciłem całkowicie, wyjaśnię pod koniec dlaczego

Cukier to nie zło, potrzebujesz go, ale dostarczaj go jak chciała natura - w świeżych warzywach i owocach. Kilogram ciasta kosztuje ok. 30zł (tyle co orzechy), a kilogram owoców średnio 5zł. Awokado, które wydaje się drogie na półce z owocami to wydatek rzędu kilkunastu zł za kilogram.

Cukier to turbo-doładowanie. Dopuszczam jedzenie cukru gdy biegam maratony lub ultra-maratony, zjem trochę czekolady nawet gdy biegniemy z kolegami 20-30km. Ale jedzenie cukru bez ciężkiego wysiłku to jak gazowanie na biegu jałowym.

Coś co daje ci przyjemność w krótkim terminie, odbiera ci szczęście w życiu. Tak działa każda nadużywana substancja. Polecam artykuły prof. Vetulaniego o ośrodku nagrody.

Odkąd rzuciłem cukier 0 jakichkolwiek dolegliwości z dziąsłami lub zębami. Chrupię codziennie orzechy, warzywa i owoce i jedyny ból w jamie ustnej jaki pamiętam w przeciągu ostatnich miesięcy to poparzone kawą podniebienie.

Jeszcze w czerwcu pisałem o swoich nieudanych próbach uwolnienia się od cukru. W końcu postanowiłem, że przez jakiś czas nie będę tykał nic co ma cukier. Nie wiem na ile prawdziwa jest teoria o florze jelit, która na bieżąco determinuje co zjadamy, ale uznałem, że moim łaknieniem cukru sterują grzyby candida i że jeśli wystarczająco długo nie dam im cukru, większość pozdycha z głodu, a na ich miejsce wejdą wzmocnione oddziały strawiaczy orzechów, owoców, warzyw i kasz. Nie pamiętam czy pisałem, ale odstawiłem też mleko (nadal piję naturalne kefiry czy maślanki).

I tu mała uwaga: o szkodliwości cukru wiedziałem od lat (z artykułów typu 3 białe śmierci: cukier, mleko i mąka ;) , wiele razy ograniczałem go i odrzucałem najgorsze słodycze typu nadziewane czekoladki na rzecz np. deserowych. W czerwcu minęło 8 miesięcy odkąd postanowiłem na dobre z nim skończyć, zatem miałem już bagaż doświadczeń.

W sierpniu byłem czysty. Łaknienie na słodkie prawie całkiem wygasło, gdy atakowało jadłem głównie orzechy lub kaszę jaglaną. Ulubione keczupy zastąpiłem własnymi mieszankami przecierów pomidorowych z ziołami i oliwą. Nieocenionym sprzymierzeńcem było wzięte z buddyzmu świadome przeżywanie emocji. Gdy nadchodził "atak", skupiałem się na słuchaniu organizmu i pozwalałem pragnieniu zjedzenia słodkiego, aby się wyszumiało i odeszło. Jedzenie słodyczy często wiąże się z potrzebą poprawienia humoru (endorfinowy strzał), ale wystarczy przejść w tryb medytacyjny i doświadczać ciała, by zrozumieć, że np. jestem zmęczony i muszę się na chwilę położyć lub wybiegać stres z pracy.

Nie jem nic co ma cukier w składzie (wyjątkiem są sporadycznie pomidory z bazylią/oliwą i czosnkiem podravki, na które nie mam zastępnika), raz na tydzień robię dyspensę i mogę zjeść w gościnie jakieś ciasto. Odpadło mi wiele produktów żywnościowych, ale dzięki temu przerzuciłem się na proste potrawy, doceniam ich aromat. Najlepsze jest to, że nie czuję potrzeby jedzenia słodkiego. Nawet jak na maratonie zjem czekoladę (z wielkim smakiem), po wysiłku wracam do trybu "bez cukru".

20 komentarzy:

  1. brawo. podziwiam silną wolę. fajny artykuł

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny artykuł - dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  3. A moglbys napisac jaki masz przykladowy jadlospis w ciagu tygodnia?
    Mi sie udalo dojsc do etapu ze jak nie ma slodyczy w domu to nie kupuje i przestalem slodzic kawe i herbate (jak sie slodkiej napije teraz to az mnie skreca, takie to niedobre), gorzej z ciastem jak sie pojdzie w odwiedziny:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo opisałem niedawno:
      http://podtworca.blogspot.com/2014/11/wegetarianizm-dla-nielubiacych-gotowac.html

      Ciągoty na cukier biorą się również z głodu, dlatego zawsze mam pod ręką jakieś orzechy (najlepiej w łupinach, bo wtedy nie przesadzisz z ilością - np. orzechy nerkowca czy brazylijskie mają jakieś niekorzystne kwasy i nie powinno się jeść więcej niż garść dziennie; kupuję głównie laskowe i włoskie) i paterę z owocami i warzywami do przegryzania (najlepiej tymi, na które jest sezon).

      W tym tygodniu zjadłem rizetti, kaszetti, papkę soczewicową (ugotowana wczoraj, dziś dokończę) - zapomniałem dopisać, że świetnie smakuje kapusta kiszona jako dodatek, jajecznicę ze szczypiorkiem i sałatą, kilka sałatek (ostatnio dodaję czasem tofu zamiast fety), orientalną mieszankę mrożoną na patelnię z kaszą jaglaną. Teraz mam ochotę na coś bardziej białkowego, więc jutro będzie fasola w sosie pomidorowym.

      We wtorek pohulałem, bo złamałem 40 minut na dychę w Biegu Niepodległości w Gdyni, więc zjadłem frytki z keczupem, rogala marcińskiego i kawałek czekolady. Do tego przed biegiem wypiłem puszkę energetyka, bo trochę ciężko zniosłem poprzedzający wieczór przy piwku z Tomkiem 'runaroundthelake'. W dniu zawodów oczywiście biorę 'turbo' cukier.

      Jak widzisz jadłospis mocno oparty o węglowodany złożone, tłuszcz uzupełniany olejami tłoczonymi na zimno, a białko uzupełniam co jakiś czas kefirem, jajkami (jak czuję, że go potrzebuję). W ostatniej części cyklu napiszę trochę o białku, wskażę źródła, które alarmują, że jemy go za dużo.

      Usuń
  4. Jutro walka o utrzymanie wykresów tygodniowych na GPW, jeśli się nie powiedzie, w niedzielę-poniedziałek wrzucam serię ostrzegawczych sygnałów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja staram sie zastapic slodkosci suszonymi owocami ostatnio szczegolnie upodobalem sobie daktyle. Uzaleznilem sie tez od pasty z orzechow ziemnych tylko prawdziwej bez zadnych dodatkow.
    Dzieki za prowadzenie inspirujacej strony pelnej dobrych tekstow, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, zapomniałem już, że na początku odcukrzania jadłem daktyle, suszone śliwki, rodzynki i żurawiny. Ponadto z daktyli, mleka i kakao można zrobić czekoladę :)

      Usuń
  6. Cukier jest również niestety w kaszkach dla dzieci i w Polsce innych nie mogłem znaleźć. Na szczęście w Norwegii kupiłem cały bagaż podręczny różnego rodzaju "proszków" dla dzieci gdzie nie ma cukrów rafinowanych a są naturalne (fruktoza, etc.). Cena 2x wyższa ale jakość również. Mały 6 miesięczny Oluś wsuwa tak jakby nigdy nie jadł :) Widać, że mu bardziej smakuje. Co więcej, jak dokładnie się wczytasz w opakowanie, to nagle się okazuje, że w norweskim opakowaniu (Nestle) jest znacznie więcej proszku niż w polskim i cena już tak nie przeraża. Oczywiście nie obyło się bez drobiazgowej kontroli na norweskim lotnisku, bo panowie koniecznie chcieli wiedzieć co to za proszek wiozę do Polski. Nawet jedno rozpakowali :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja standardowego cukru nie używam od pół roku.

    Jem ksylitol, niestety o wiele droższy. Co Ty na to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żona spożywa ksylitol sporadycznie, ja nie mam do czego, bo produktów typu keczup czy majonez nie kupisz z ksylitolem, a cukier mają. Jak mam ochotę na słodkie (po treningu), to jakieś rodzynki z orzechami, kasza jaglana z rodzynkami albo jabłko z miodem z zaufanej pasieki. Co do samego ksylitolu to słyszałem tylko pozytywne opinie właśnie wśród ludzi, którzy rzucają cukier.

      Usuń
    2. Uważaj na suszone owoce (rodzynki etc) gdyż są dosładzane sztucznie.

      co do ksylitolu to używam go głównie do słodzenia kaw i herbat, oraz CIAST (!!!) (ale bez drożdzowych gdyż ciasto nie rośnie)

      Usuń
    3. No zawsze patrzę czy nie mają w składzie cukru, ale w Polsce to akurat niewiele znaczy. Kawę zawsze piłem z mlekiem, rok temu odstawiłem mleko i próbowałem bielić sojowym - ale nie dało się tego pić, więc się przestawiłem na czarną i teraz tylko taką lubię :) Ciasta jem tylko w czasie "dyspensy", czyli jakieś urodziny, ślub, maraton.

      Usuń
  8. Acha
    zamiast białej mąki jem bezglutenowe (gryczana, kukurydziana etc)

    Co do mleka to piję mleko sojowe i z orzechów. To pierwsze lepiej się pieni w ekspresie do kawy (Spieniacz)

    Kupiłem też wyciskarkę do owoców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sojowe odstawiłem razem z cukrem (choć znajoma kupiła bezcukrowe i nawet podchodziło). Kilka razy zrobiłem w blenderze mleko z kokosa, bardzo fajne i tłuściutkie.

      Usuń
    2. Mleko z kokosa znam - żona robiła ale to chyab jednka kłopotliwe. Piję sojowe bez cukru (unsweetened) - jest w wielu sklepach jak Leclerc Społem czy inne.

      Usuń
  9. Z tego wszystkiego doskwiera mi tylko wyciskarka. Kawę jak kupisz to masz na miesiąc. A owoce? Musisz co chwila kupować, są cieżkie, zajmują dużo miejsca w lodówce, niektóre obierasz, myjesz i na koniec myjesz urządzenie. Tu trzeba sporo silnej woli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jak daleko masz do sklepu, jabłka, cytrusy, wytrzymają spokojnie tydzień-dwa i nie trzeba przechowywać w lodówce. Co do soków, to kiedyś robiłem w sokowirówce, ale pod wpływem Richa Rolla zacząłem je blendować z orzechami, warzywami i wodą - papki są znacznie bardziej odżywcze, tylko trzeba je polubić (traktuję je jako zastępnik śniadania lub odżywkę po treningu).

      Usuń
    2. Papek nie znam - dasz jakieś ciekawe linki w tym zakresie, najlepiej po polsku?

      Z jabłkami i cytrusami masz rację. Nie mniej jednak przygotowanie posiłku kosztuje czas. I właśnie czas (wygoda) + smak (cukier) powoduje że jest jak jest i ludzie jedzą co jedzą. W dużych miastach ludzie nie mają na to po prostu czasu.

      Usuń
    3. Zapomniałem o ważnym aspekcie - koszt. Wszystko co zdrowie jest droższe. Chcesz jajka od "chłopa", prawdziwą kurę na rosół czy kaczkę, a może miód z prawdziwej pasieki czy właśnie prawdziwy sok z wyciskarki (zamiast nektaru czy napoju) a może ksylitol zamiast cukru - to płać.
      Wielu ludzi na zdrową żywność po prostu nie stać.
      Widać jednak że staje się to bardziej popularne bo jak gryby po deszczu powstają sklepy, jedzenie - stoowne produkty - pojawia się w sklepach masowych jak hipermarkety, i popularnosc biją blogi o zdrowej żywności, pieczeniu chleba itd.

      Usuń
    4. Googlałem na szybko, ale po polsku raczej nie widzę źródeł - gość po prostu mieli wszystko co mu wpadnie w ręce, raz nawet pisał jak zmielił pestkę awokado :) Mój standardowy zestaw to jabłko, marchewka, pół kubka wody, garść pestek dyni i migdałów. Blender wygrał z sokowirówką jeszcze z powodu mycia - nie cierpiałem szorować sitka od sokowirówki i wywalać pulpy, a blender myje w 2 minuty pod bieżącą wodą.

      Co do kosztów - strączki, zboża, kasze, krajowe warzywa itd. kosztują ułamek ceny mięsa. Kwestia nauczenia się robić z nich dobre potrawy. Moje są dość specyficzne (opisałem niedawno) i pewnie większości ludzi nie zasmakują.

      Usuń

Dziękuję za komentarz. Ze względu na ataki spamerskie musiałem wprowadzić moderację, ale postaram się przeczytać go i odpisać jak najszybciej.

Pozdrawiam,
podtworca

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails