Coraz więcej uczonych godzi się z myślą, że nasza zdolność poznawania Wszechświata jest bardzo ograniczona. Istnienie fenomenu ciemnej materii i ciemnej energii jest tego wymownym przykładem. Okazuje się, że zaledwie 5 proc. masy Wszechświata stanowi ta znana nam z codziennego życia materia, a o całej reszcie nie mamy zielonego pojęcia.
Aleksander Wolszczan
Swego czasu zaczytywałem się książkami popularno-naukowymi. Astronomia, mechanika kwantowa, życie we Wszechświecie itd. Zastanawiało mnie, że z większości tekstów bił pewien pesymizm odnośnie "naszych" przyszłych losów. Kiedyś gwiazdy wyczerpią paliwo, wyparują czarne dziury i wszechświat zamieni się w beskresną czarną pustkę, przemierzaną przez zimne karły, pozostałości gwiazd. Przed odkryciem, że rozszerzanie wszechświata przyspiesza, niektórzy martwili się również, że ponownie skolapsujemy do punktu.
Kolejną ciekawostką było szacowanie rozmiaru i wieku wszechświata. W każdej epoce Bóg oddalał się w coraz głębsze otchłanie nieba, aż wreszcie wyrugowano go z równań i osiągnięto wiek uniwersum ok. 13.7 mld lat świetlnych. Wprawdzie są jakieś spory dotyczące zachowania pomiędzy 10^-36 a 10^-34 sekundą po Big Bangu, ale model standardowy traktowano jak fundament.
Śmiesznie brzmiały teorie XIX-wiecznych naukowców, na których bazował jeden z moich ulubionych pisarzy okresu dziecięcego Juliusz Verne. Jedno się nie zmieniło od tamtych czasów: przekonanie piszących, że dotykają krańców prawdy.
Czy możemy przypuszczać, że jesteśmy bliżej prawdy, skoro potrafimy lepiej prognozować zachowanie wycinka rzeczywistości, który jesteśmy w stanie pojąć zmysłami i rozumem? Przykład zachodniej kultury pokazuje, że dzięki nauce byliśmy w stanie narzucić dominację światu (przynajmniej ta bardziej zachodnia część cywilizacji zachodniej). Czy odkryliśmy więcej prawdy, czy tylko znaleźliśmy te jej aspekty, które potrafiliśmy skutecznie wykorzystać do budowy przemysłu i uzbrojenia?
Czasem wyobrażam sobie rzeczywistość jako ziemię a człowieka jako korzeń. W którąkolwiek stronę nie będziesz się wgryzał, poznajesz tylko wąski kanalik. Jeden drąży kanalik pod tytułem "fizyka", inny przez 30 lat patrzy w ścianę i dochodzi do stanu, którego istnienia nigdy sobie nie uświadomimy. Możesz wypuszczać pędy w każdym kierunku, niektóre się splotą, inne pogrubieją, ale rozległość i głębokość ziemi będzie zawsze niepojęta.
Z tych powodów nie uznaję nauki, ale w nią wierzę. Wierzę, że prawa fizyki działają w warunkach, które jesteśmy w stanie zmierzyć, wyliczyć, wyobrazić, ale wierzę również, że rzeczywistość jest nieskończona. Według obecnego modelu świat jest nieskończony, ale ograniczony (tak jak droga po obwodzie okręgu). Myślę, że wyliczenia granic wszechświata będą coraz szersze, aż kiedyś obowiązującą teorią będzie nieograniczoność, a samo pojęcie wszechświata daleko wykroczy poza obecną koncepcję czasoprzestrzeni wypełnionej obserwowalnymi obiektami, ciemną materią, energią i innymi białymi plamami.
Oczywiście to nic nowego, naukowcy formułują teorie nieskończonej liczby wszechświatów, wielu wymiarów, w których istnieją wszystkie możliwe światy ze wszystkimi możliwymi prawami itd. Ciekawi mnie co innego: człowiek dopuszcza nieskończone możliwości w eksperymencie naukowym, a jednocześnie zachowuje się jak pociągana za sznurki kukiełka..
cdn