czwartek, 9 lipca 2020

Wakacyjny przegląd branż

Polscy gracze wreszcie przestali zwracać uwagę na amerykańskie indeksy, kiwki zagranicznych "grubasów" na WIG20/MWIG40 i zrobili(śmy) hossę:


2-cyfrowe wzrosty każdego dnia na Newconnect mogą rozpalać wyobraźnię, ale obrót na większości tych spółek jest mizerny. Ponadto co szybko rośnie x10, równie szybko może stracić 80% kapitalizacji. Dlatego otrzymuję pytania o stabilne, duże spółki, w których można by bezpiecznie zaparkować kapitał na dłuższy termin.

Rzucę okiem na kilka starych branż na GPW.

Banki:


Był wieloletni trend, nie ma trendu. Jakaś korekta się należy. Trzymam stare muły PKO, PEKAO, trochę spekulacyjnego Aliora, bo mogą zrobić raptem jazdę jak na Tauronie, ale nie zamrożę tu na razie więcej kapitału. Odbicie przyjdzie prędzej czy później i wtedy planuję rozegrać je kontraktami na akcje.

Chemia:


Jeszcze tak z miesiąc konsolidacji i liczę na start trendu. Pozycje w boksach zajęte, nie bałem się uśredniać na krachu.


Energia:


Na klasycznej energii miała być przyszłość, wyszło najpierw bardzo źle, potem wróciło i w sumie jestem w punkcie wyjścia. Nie liczę oczywiście fotowoltaiki i clean energy, które robią dużą cześć zysków portfela. Choć trzymam kciuki, pozostajemy w trendzie spadkowym.


Górnictwo:


Pod oporem. Easy money has been made.

Informatyka:


W kanale wzrostowym. Miejsce do kontynuacji jest, ale ryzyko rośnie.


Odzież:


W drodze na opory. Szmaty rosną na końcu, będzie czas przypakować. Zostałem z tym, w co mnie ubrali, na szczęście tutaj niskie ceny zrobiły się bardzo późno i mam tanio te lumpeksy. Przypakowałem Monnari, pragnę się odkuć po zbyt szybkim cięciu zysku w 2013 :)


Paliwa:


O dziwo utrzymali się w wieloletnim kanale. Z indeksu ostał mi się tylko Unimot. Lubię spółkę, widać, że zależy im na wysokim kursie, zostańmy razem do końca hossy i 1 dzień dłużej.


Telekomuna:


Jak mnie ten Orange wkurza. Tyle było okazji sprzedać piki w górę. Dajcie 8-9 złociszy i zmykam na coś z większym potencjałem. CPS dał zrobić, zamieniłem na szybsze konie.
Ale trend już wzrostowy, spadnie zmienność, wzrosty mogą nas zaskoczyć.

Podsumowanie

Świat najwyraźniej nie zauważył jeszcze Polski. W sumie to komfortowa sytuacja:

- silna hossa na NC i małych spółkach pozwala zarabiać bez patrzenia na podrygi DAX czy WIG20,

- atrakcyjne wyceny dużych firm - w razie spadków na światowych giełdach nie ma stresu z przeczekaniem wyprzedaży. Gdyby takie Azoty spadły z c/wk 0,38 na powiedzmy 0,3 to przeparkuję część zysków z napompowanych branż, bo zwiększy się długoterminowy potencjał odbicia.

A Wy? Co myślicie? Jak się pozycjonujecie na wakacje?

poniedziałek, 6 lipca 2020

Bessa, którą większość przeoczyła

Krach 2020 zmienił postrzeganie większości analityków. Z narracji "11 lat hossy" przeszli na "początek bessy" ( https://www.cnbc.com/2020/05/19/most-investors-dont-think-this-rally-is-for-real-according-to-widely-followed-wall-street-survey.html )

Obecna fala wzrostowa ma być typowym "bear market rally", po którym nadejdzie kolejna fala wyprzedaży:



Oczy całego świata zwrócone są głównie na przewodnika stada, dlatego łatwo przyjąć taką narrację. Technicznie nie można zignorować wybicia nowego dołka, który jest klasycznym sygnałem zmiany trendu.

Inaczej sprawa wygląda jednak, gdy analizujemy światowe indeksy. Posłużę się tutaj niemieckim DAXem i polskim WIGiem:


Bessy 2011, 2015-2016 i 2018-2020 są aż nadto widoczne. Na dobrą sprawę można przyjąć, że indeks niemieckich spółek znajduje się w bessie/konsolidacji od 2015 roku.


Na WIG wszystkie 3 bessy widać już bardzo wyraźnie. Zinterpretujmy te okresy na wykresie S&P500:



Nawet tutaj widzimy, że indeks ledwo co wyszedł ponad szczyt ze stycznia 2018.

Wniosek: patrząc na amerykańskie akcje przez pryzmat światowych indeksów, jeśli mówimy o bessie, to powinniśmy przyjąć jako jej datę początkową styczeń 2018, a nie luty 2020.

Moja interpretacja: bessa 2018-2020 była bardzo nietypowa. Trwała dłużej niż standardowa (26 vs średnio ok. 18 miesięcy), w dodatku zakończyła się krachem, który zakotwiczył uczestników rynku w bardzo niskich wycenach.

Załóżmy, że jakaś spółka jest wyceniana w lutym na 21 zł i jest to jej wycena godziwa używając klasycznych miar (c/wk, c/z). Jeśli w wyniku krachu spada na 7 zł, a potem wraca do ceny 21, to po wzroście 200% wydaje się napompowana. Wzrost na 28 zł to już w ogóle kosmos, gdy liczymy od 7, tymczasem względem wartości godziwej to mniej niż 40% - standardowy wzrost w czasie jednej fali rynku byka.

Ten mechanizm trzymał amerykańskich inwestorów z dala od "najbardziej znienawidzonej hossy w historii", uśpionych 10-letnią słabością spółek technologicznych:


Podobnie patrzą teraz polscy inwestorzy na Newconnect:


Najjaśniejsza gwiazda na GPW jest ignorowana lub złośliwie komentowana, ponieważ od lat standardowy zbiór zasad  do gry na GPW wyglądał mniej więcej tak: "trzymaj się z dala od banków, budowlanki i Newconnect".

Dlatego utrzymuję pełne zaangażowanie w akcjach, ponieważ gram pod start hossy po ponad 2 latach bessy. Spodziewam się jednocześnie silnych korekt, ponieważ zmienność pozostaje niestandardowo wysoka:




czwartek, 2 lipca 2020

Bezrobocie rośnie? To dobrze dla akcji

Do wpisu skłoniło mnie zdziwienie piszących na Twitterze, że akcje rosną mimo wzrostu bezrobocia.

W lutym pokazywałem wykres z naniesionym bezrobociem i WIG20:



Byliśmy wtedy w fazie "akcje spadają, bezrobocie rośnie".
Dzisiaj wykres wygląda tak:



Przeszliśmy do fazy "akcje rosną, bezrobocie rośnie".

Widać, że spadające bezrobocie wcale nie pomaga akcjom - cała bessa 2018-2020 odbyła się mimo (a może właśnie z powodu) rynku pracownika. Prosta interpretacja jest taka: na szczycie koniunktury rosnące wynagrodzenia i trudności ze znalezieniem pracowników obniżają zyski przedsiębiorstw. Kiedy bezrobocie zaczyna rosnąć z niskich poziomów, pozycja negocjacyjna firm poprawia się, a stosunkowo dobra wciąż sytuacja gospodarstw domowych nie przekłada się na spadek konsumpcji. Dopiero po jakimś czasie pogarszająca się sytuacja pracowników pociąga gospodarkę.

Dobra, tyle teoretyzowania. Dla nas praktyczniejsza jest projekcja z drugiego wykresu - czy zobaczymy hossę podobną do tych z lat 1998-2000 i 2009-2011?

Nanieśmy początki hossy 1998 i 2009 na aktualne odbicie:


Naprzemienność cykli oraz supremacja NASDAQa przemawiają za analogią do lat 98-2000, ale nie przywiązuję się tak bardzo do analogii. Czasy są inne, wyceny obligacji i rynków wschodzących również. Niemniej warto mieć obie analogie w pamięci i nie ulegać zbyt szybko strachowi.


niedziela, 28 czerwca 2020

5 przygód na 5 lat

Gdybym miał CD PROJEKT od 1 zł,
a przygód bym nie miał,
to nic bym nie miał.
W. Buffet 1975

Kiedy człowiek jest młody myśli głównie o tym co zrobi, co chciałby osiągnąć. Wraz z wiekiem coraz częściej patrzy wstecz. Czasem by powspominać, czasem by poanalizować, czy mógł dokonać lepszego wyboru. Gdzieś przeczytałem ciekawą anegdotkę:

Siedzi sobie dwóch facetów przy piwku na działce. Jeden mówi do drugiego:
- Gdybym był miliarderem jak Jobs, to bym więcej czasu cieszył się życiem, a nie tylko pracował.
- Dlatego nie jesteś miliarderem - odpowiada mu drugi.

Życie daje nam nieograniczone możliwości, ale ograniczony czas. Gdybym poświęcił życie na zostanie człowiekiem bardzo majętnym, to najprawdopodobniej już bym nim był. Okazje były. Jednak chciałem też założyć rodzinę, tworzyć niezależne produkcje, pobiec maraton, potem 100 km, potem 150, chciałem podróżować po innych krajach, smakować życie, dużo czytać itd. Punkt, w którym się znajduję, jest konsekwencją podjętych wyborów.

W dzieciństwie zaczytywałem się Szklarskim, Vernem, Mayem. Uwielbiałem filmy historyczne i marynistyczne. Nie byłem jednak typem podróżnika - wolałem odbywać przygody w wyobraźni, niż wyjść na dwór. Sytuacja zmieniła się dopiero, gdy zacząłem biegać w 2011 roku. Początkowo kręciłem kółka po nieużytkach w okolicach osiedla. Po roku wybrałem się na pierwszy bieg zorganizowany (10 km Bieg Niepodległości w Gdyni). Wkręciłem się. 2013 - pierwszy maraton, wyprawy z kolegami do okolicznych lasów, wyjazdy na inne biegi. W 2014 pierwszy ultramaraton, pierwsze TriCity Ultra 80 km, wyprawa na Hel 100 km, wspólny wyjazd na pierwszy zorganizowany bieg w górach (Łemkowyna Ultra Trail 70 km).

Wtedy bardziej skupiałem się na wynikach: jaki czas na 5, 10 czy 42 km, jaki rekord odległości. Gdyby jednak chodziło o wyniki, już dawno porzuciłbym bieganie. Tym co liczyło się najbardziej, co zrozumiałem dopiero później, były przygody. W pewnym sensie przeżywałem zdarzenia, o których mogłem kiedyś tylko czytać: wyprawa w nieznany teren, towarzysze, ekstremalne zmęczenie, piękno przyrody.

Od jakiegoś czasu czuję potrzebę, by z dziesiątek wypraw wybrać te, które najbardziej zapadły w pamięć. Oto 5 przygód z ostatnich 5 lat.


2015 - Fiesta Łemkowyna (150 km)

Choć od czwartku do niedzieli rano przespałem łącznie ok. 5 godzin, pokonałem w górach 150 km i przez kilka godzin miałem halucynacje, nie był to najtrudniejszy bieg w życiu. Dobrze się przygotowałem. Był to natomiast bieg, w którym wyjątkowo długo przebywałem w stanie "tu i teraz". Odległość kilometrowo-godzinowa do mety była nierealna, że myślenie o celu nie miało sensu. Liczyła się tylko droga. Wielokrotnie czułem się, jakbym wyszedł poza racjonalny świat i stapiałem się ze światem. Zmęczone ciało nie traciło energii na jałowe interpretacje tworzone przez mózg. Powstawały niezwykle silne obrazy, jak np. ten:

Suniesz sam przez noc w sąsiedztwie mając tylko majestatyczne czarne szczyty i gdzieniegdzie wątłe światełka z okien domków, by w finale wejść w gwarny rozświetlony punkcik na ziemi. Małe kolorowe mrowisko w wielkiej ciemnej pustce. Stacja Puławy Górne...

Potem autobus odwiózł nas na start, ale przygoda trwała jeszcze dwa dni :)




http://podtworca.blogspot.com/2015/10/fiesta-emkowyna.html


2016 - Orkan Tor (100 km)

Kwiecień 2014, wracam Polskim Busem z Orlen Warsaw Marathon. Przysiada się pozytywnie zakręcona dziewczyna, z tych co w 3 godziny opowiedzą ci całe swoje życie. Sporo mówi o swoim hobby: wyszukiwaniu promocyjnych połączeń lotniczych po Europie, noclegach u poznanych przez internet znajomych. Mnie bardziej interesuje, gdy opisuje jak jej chłopak zarabia na grach komputerowych w Google Play, ale ta rozmowa uzmysławia mi, jak łatwo w obecnych czasach wyskoczyć za grosze do innego kraju.

Po Łemkowynie 2015 jestem w fazie "setkę (km) wciągam na śniadanie".  Chciałbym przeżyć coś więcej niż zorganizowany bieg; zaczynam myśleć o krainie marzeń z czasów, gdy zaczytywałem się Thorgalem. Kilkanaście miesięcy dojrzewania do decyzji, godzina planowania i organizowania wyprawy. To że akurat jest zima wydaje się nieistotnym szczegółem...


http://podtworca.blogspot.com/2016/02/humory-thora-cz-1.html
http://podtworca.blogspot.com/2016/02/humory-tora-cz-2.html
http://podtworca.blogspot.com/2016/02/humory-tora-cz-3.html


2016 - Lambrusco i d'Iseo (70 km)

Planowałem umieścić po jednym biegu z każdego roku, ale rok 2016 to była kumulacja wypraw i przyćmił 2017.

Po Bergen posypały się kolejne imprezy biegowe i wyjazdy. Ciężko wybrać z nich jeden najlepszy. Na pewno jednym z fajniejszych wspomnień była Sudecka 100 i uczta po biegu pod zabitym deskami budynkiem dworca. Krótkie podsumowanie wypraw umieściłem tu:

http://podtworca.blogspot.com/2016/12/podsumowanie-sezonu-ultra.html

Ale specjalne miejsce w pamięci zajmuje wyprawa z Tomkiem do Włoch, by obiec jezioro lago d'Iseo. Po raz pierwszy nie polecieliśmy, by się tylko zmagać z dystansem, a na koniec imprezować. Mieliśmy całe 3 dni, które wykorzystaliśmy na zwiedzanie i pochłanianie galonów lambrusco. To było idealnie wyważone połączenie rozrywki z wysiłkiem.



I napiszę to po raz setny - jak to dobrze, że był Tomek i napisał relację:

http://runaroundthelake.blogspot.com/2016/11/giro-del-lago-diseo-dzien-1-idea-i.html
http://runaroundthelake.blogspot.com/2016/11/giro-del-lago-diseo-dzien-2-bieg.html
http://runaroundthelake.blogspot.com/2016/11/giro-del-lago-diseo-dzien-3-powrot-i.html


2018 - Powrót na fiordy (77 km)

Mijają lata, coraz trudniej zebrać się, by gdzieś wspólnie pojechać. Trzeba oddawać czas pożyczony wcześniej od rodziny, pracy i innych aktywności. Ale przynajmniej wybór jest prosty - największa przygoda 2018 to wylot do Stavanger:



http://runaroundthelake.blogspot.com/2018/04/wyprawa-nad-fiordy-stavanger.html



2019 - Malbork Ironman (226 km = 3.8 + 180 + 42.2)

2019 również nie obfitował we wspólne wyjazdy. Pojechaliśmy z Tomkiem na Rzeźnika w Bieszczady. Było super; jak dawniej. Ale przygodą 2019 został pierwszy start w triathlonie.



http://podtworca.blogspot.com/2019/09/plan-ironman.html
http://podtworca.blogspot.com/2019/09/jestes-ironman.html


2020?

Ostatnie lata przyniosły uspokojenie. Nadal biegam ok. raz w miesiącu maraton, żeby podtrzymać gotowość na wypadek czegoś większego. Ale na razie nie planuję większych wypraw. Biznes i giełda mocniej mnie angażują. Jednak księga przygód nie jest kompletna. Od dłuższego czasu rodzi się w głowie plan na bardziej duchową podróż.

środa, 24 czerwca 2020

WIG Chemia przed długoterminowym sygnałem

Prezentowałem niedawno wykres akumulacji Zakładów Azotowych Puławy. Wczoraj uchwalono dywidendę ok. 6%, spółka kosztuje 50 gr za 1 zł majątku. Cały sektor chemiczny pozostaje w bessie od 2017 roku. Ale wkrótce (na wykresie miesięcznym) to może się zmienić:



Obszary zaznaczone kółkiem to kilkumiesięczne okresy akumulacji pod oporami silnych rynków niedźwiedzia. Pokonanie tych oporów wiązało się z kilkuletnimi okresami wzrostów na spółkach chemicznych.

To kolejny element mojej strategii. Mając za plecami:
- silne fundamenty, niskie wyceny, cash flow, dywidendy,
- szansę na uczestniczenie w kilkuletnim trendzie wzrostowym,
spółki chemiczne stanowią dość istotny składnik mojego portfela akcyjnego.


piątek, 19 czerwca 2020

O regresji do średniej i strategii

W lutym napisałem post "Trend z każdego robi durnia lub geniusza", w którym zakładałem, że spadki na polskich energetykach wpisują się w pewien schemat: fundamenty nie mają znaczenia, liczy się tylko impet trendu, ale takie skrajne wychylenia są dość szybko korygowane:

https://podtworca.blogspot.com/2020/02/trend-z-kazdego-robi-durnia-lub-geniusza.html


Energetyki

Przypomnijmy wykres WIG_ENERGIA z tamtego okresu:



Jak sytuacja wygląda obecnie:


Rynek pokazał jak wygląda porządne skrajne wychylenie - wsparcie dosłownie runęło, a moja pozycja na energetyce spadła do śmieciowych poziomów. Uśredniłem ją z założeniem, że zredukuję jak będzie wracać do wyłamanych wsparć. Wsparcia teoretycznie powinny zamienić się w opory, ale rynek przeskoczył je w locie. A ja niepotrzebnie pozbawiłem się części bardzo tanio kupionych akcji.

Ok, kolejny raz o tym jak rynek mnie ogłupił nie będę już pisał. Grunt, że jest zarobek i zostało jeszcze trochę akcji. Pytanie: co dalej? Moja strategia jest bardzo prosta, zresztą pisałem o niej już od 2018: paliwa kopalne są passe, nacisk na samochody elektryczne będzie się tylko pogłębiał. Im dalej w przyszłość, tym większe oparcie gospodarki o prąd elektryczny. Wie o tym PKN, dlatego przejęli Energę. Wiedzą o tym "grubasy", dlatego spuścili na dno PGE, Taurona i Eneę, żeby przejąć jak najwięcej akcji. Zakładam, że energetyki są jak PKN i Lotos w 2009 - przez następne 10 lat będą rosły. Lotos urósł od dna w 2009 z 6 zł do 100 zł w 2020:


UWAGA: ten wpis nie jest rekomendacją.
Większość graczy na energetykach straciła lub wyszła na 0, korzystając z obecnego odbicia i nie chce mieć już z nimi nic wspólnego. Sam uważam póki co swoje wejście w energetyki za błąd - za słabo uśredniłem w dołkach, zbyt mocno zredukowałem odbicie. Można to było znacznie lepiej rozegrać. Ale spokojnie: niech wykrystalizuje się trend. Zobaczymy siłę korekt, konsolidacji.


Tendencje

Wykresy polskich energetyków wpisują się w tendencję z poprzedniego wpisu - radykalne wychylenie w dół na value vs growth, polskie akcje vs lokaty i obligacje. Jak widać wystarczy wejście większego kapitału, żeby bardzo szybko urealnić wyceny. Podobnie było np. na Newconnect, gdzie wiele spółek wyceniano poniżej gotówki na koncie. Wieloletnie spadki utrwaliły w głowach brak wiary, że wzrosty kiedykolwiek zawitają na mikro spółki.


Strategia

I właśnie na tym polega moja strategia - kupowanie rażąco taniej wartości z założeniem, że kiedyś większy kapitał skusi się, by podnieść leżący na ulicy portfel. Rok 2020 pokazał jak trudno grać w ten sposób:

1. Kiedy już jest bardzo tanio, może zdarzyć się krach i doprowadzić do absurdalnych wycen, rujnując psychikę graczy.

2. Zbyt szybkie odbicie wprowadza zamęt. Kiedy Tauron wybił na 2-letnie maksima zredukowałem o jedną pozycję za dużo. Liczyłem na jakąś korektę, na której odbiorę taniej, tymczasem kurs poszedł kolejne 20% w górę.

3. Krzywa kapitału nie wspina się liniowo. Większość graczy pragnie takiej relacji kapitału względem czasu:


Nasz mózg potrzebuje nieustannych nagród. Dlatego gracze we wczesnych fazach hossy bardzo szybko pozbywają się zwycięskich pozycji i skaczą z kwiatka na kwiatek.

Zależność kapitału od czasu w mojej strategii wygląda mniej więcej tak:


Wielomiesięczna akumulacja niedowartościowanych aktywów w bessie i trzymanie ich w hossie. Warunkiem jest jednak nie uleganie pokusie do skracania pozycji, "bo przyjdzie korekta, która zje wszystkie zyski". Korekty w hossie przychodzą i często są brutalne i szybkie, ale równie szybkie są odbicia.

Niestety mózg ludzki nie jest przystosowany do takiej gry. Nieustannie dostaje impulsy od środowiska, że jego gra jest zła, ponieważ portfel nie rośnie. Gdyby brał te kilka %, które daje rynek, a potem odkupował niżej, portfel by rósł jak na wcześniejszym diagramie (tak mu się wydaje, bo w rzeczywistości większość aktywnych graczy w długim terminie traci; aby utrzymać tempo wzrostu nadmiernie lewarują się na spadającej zmienności, tracą czujność, a potem wystrzał rynku masakruje ich pozycje). Wraz z cykliczną hossą przychodzi czas żniw i wtedy przez kilka miesięcy pozycja generuje prawie cały wzrost na portfelu. Żniwa trwają zaledwie 10-20% czasu całego cyklu. Jednak gdy patrzysz wstecz, okazuje się, że ta strategia płaci lepiej:


Kosztem jest wielomiesięczne zwątpienie i zawiedzione nadzieje, kiedy kolejne impulsy wzrostowe okazują się pułapkami.


wtorek, 16 czerwca 2020

Akcje - analiza porównawcza

Tu i ówdzie czytam, że po ostatnich wzrostach należy się korekta, albo i nawet drugie dno bessy. Jak wiecie byłem 95% bykiem przed krachem i nie zmieniłem nastawienia mimo 30% spadku. Nie zmieniam również, gdy akcje wyszły na nowe szczyty. Nie neguję scenariusza korekty - kiedy indeksy wracają na poziomy sprzed krachu, zazwyczaj część z graczy, którzy wyszli z głębokich minusów, chce wyjść z rynku na zero, inni realizują zyski z tanio kupionych akcji.

Polskie akcje



Jednakże analiza porównawcza polskich akcji wskazuje mi na pogłębiające się niedowartościowanie akcji względem kosztu pieniądza i długu.

Akcje vs obligacje:


Czyli rentowność dywidend WIG vs rentowność obligacji 10 letnich.

Akcje vs lokaty:


Czyli dywidendy WIG vs lokata 1-roczna.

Wciąż możemy kupować na GPW spółki wyceniane poniżej wartości księgowej, płacące średnio 3% dywidendy przy lokatach na 0.1-0.5% i obligacjach ok. 1.7%.

WIG20 w USD jest rekordowo tani względem NASDAQ:


Odpowiada to z grubsza cyklom VALUE vs GROWTH czy EMERGING MARKETS vs DEVELOPED MARKETS.


Obawy analityków

Powszechna opinia analityków prezentujących podobne wykresy opiera się z grubsza o kilka obserwacji:

- rekordowe wychylenie growth vs value,

- rekordowe zainteresowanie giełdą wśród leszczy pakujących się all in w Teslę, bankruty czy tech-wydmuszki.

Kiedy analizują podobne okresy wychodzi im analogia do bańki dotcomów w 2000 roku i nasuwa się jedyny logiczny wniosek: będzie tak samo. Balon pęknie, a akcje będą tanieć przez 2-3 lata i wtedy kapitał popłynie na rynki wschodzące.

Wyleczyłem się już z takiego myślenia. Cykle prawie nigdy nie zachowują się podobnie. W 2000 roku akcje szczytowały po 20 latach hossy i wpadały w 13-letni trend boczny z 2 wielkimi bessami po drodze. Dopiero w 2013 został w USA wybity nowy szczyt hossy i obecnie jesteśmy w zupełnie innym miejscu cyklu, przy rekordowo niskich wycenach akcji na świecie (poza USA, ale nawet tam jest mnóstwo nisko wycenianych spółek value).


Nowy narybek

Krach przyciągnął nowy narybek na giełdy. Interpretowane to jest negatywnie, zgodnie z powiedzeniem "kiedy taksówkarz mówi ci, że kupił akcje, to wiej z rynku". Uważam, że to nie ta faza gry. Sam również wkręciłem się w akcje dopiero po krachu 2008 i zaliczyłem silną hossę 2009. Hossę 2006-2007 widziałem głównie w mediach i gdy zobaczyłem przeceny po 50-90%, wydawało mi się, że wystarczy kupić i zostać bogaczem gdy wrócą niebotyczne wyceny.

Obserwuję u nowych graczy te same błędy, które popełniałem - chcą zarobić szybko i dużo, więc przeskakują z kwiatka na kwiatek. Zamiast inkasować potężne ruchy zbierają po 10-20% i wydaje im się, że są skuteczni. Kiedy po roku spojrzą wstecz na spółki, które przez chwilę mieli, ze zgrozą odnotują, że gdyby je zostawili w portfelu i nic nie robili, zarobiliby 10 razy więcej. Ale dzisiaj wydaje im się, że rynki takie są zawsze - dają szybko zarobić i non stop są jakieś okazje.

Prawda natomiast jest taka, że rynki przebywają w niemal nieustannej konsolidacji. Tyle, że w bessie co jakiś czas schodzą stopień niżej, a w hossie robią strzał w górę, po czym wracają do bujania góra-dół w wąskim zakresie. Dopiero z dystansu widać trend, który po roku-dwóch daje imponujące zwroty (lub straty).


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails