piątek, 17 lutego 2012

Ropa

Era powszechnego dodruku przyzwyczaiła nas, że opory na towarach są tylko po to, by je łamać. Niektóre towary zdają się już zmieniać wieloletni trend wzrostowy (żywność), inne dalej pną się do góry.

Z kronikarskiego obowiązku odnotowuję zatem linię spadku, do której dociera ropa Brent:


I wiecie co? Nie mam prawie krzty wiary, że ten opór zadziała :) Może jakaś korekta, a potem nowe rekordy po kolejnych dodrukach bilionów pustego pieniądza.

Ciekawe czy zostały na rynku jeszcze jakieś niedźwiedzie, które mają powody do obstawiania spadków...

środa, 15 lutego 2012

Lokomotywa na pełnej parze, trochę o strategii

Wykres, który obserwuję ostatnio najczęściej to amerykański gigant Apple. Jeszcze miesiąc temu zakładałem, że spółka w lutym zrobi korektę i do maja zdobędzie mityczne 500$. Życie jednak zaskakuje bardziej niż prognozy przewidują:



500$ nie stało się nawet oporem, choć wielki 12-letni klin plasował go w tych okolicach.

Niestety wykres ten ma dla mnie wymowę negatywną. Dlaczego? Ponieważ takie bańki załamują się równie szybko, jak formują. A Apple to przewodnik stada - jeśli on siądzie, to reszta spółek amerykańskich zacznie również spadki. I może to być wcześniej, niż później. Nie wyobrażam sobie ciągnięcia tej hiperboli do maja.

Przypomnę poprzedni plan bazowy pod spekulacje: styczeń pierwsza fala mini-hossy (A), luty-korekta (B) i wzrosty (fala C) do maja.

Tymczasem dla Apple'a mój obecny scenariusz wygląda tak:


Przewidywana załamka na przełomie lutego-marca.

Następny mocny opór to okolice 520:


Zawsze gdy piszę takie uwagi, znajdzie się kilku czytelników, którzy komentują: czy takie bajanie ma sens? Czy nie lepiej podłączyć się pod trend i zarabiać?

Odpowiem tak: graal inwestowania to własna strategia, dopasowana do psychiki gracza, trzymanie się swoich zasad i planów oraz nieustanny rozwój. W zeszłym roku również atakowano moje podejście, kiedy od lutego obwieszczałem co tydzień bessę a rynek rósł. Tymczasem sprężyna się napinała, napinała, aż tak huknęła, że cała 'bessa' odbyła się w Stanach w ciągu 2 tygodni.

Moje decyzje nie są wypadkową paru wykresów. Nie jestem perma-niedźwiedziem, wyznawcą jednej strategii czy kontrarianinem. Staram się na podstawie wieloletnich cykli rynkowych znaleźć optymalną formę grania. Od 12 lat obowiązuje na rynkach akcyjnych w Stanach trend boczny i najlepsze wyniki osiągają traderzy stosujący techniki wyłapywania ekstremów. Tryumfy święci RSI, liczby Fibonacciego, fale Elliotta, dywergencje przy szczytach, badanie sentymentu itp.

Badania dowodzą, że kupowanie akcji po silnych wyprzedażach daje bardzo dobre wyniki, a granie z trendem, tj. kupowanie po wybiciu nowego szczytu przynosi straty. W latach 1980-2000 było dokładnie odwrotnie - należało kupować siłę i sprzedawać słabość.

Statystycznie (to słowo to mocne nadużycie biorąc pod uwagę, że w przeciągu ostatnich 100 lat mamy tylko 4 takie cykle) dołek takiej konsolidacji wychodzi mniej więcej po 14 latach od szczytu i rodzi się nowy rynek byka. Pierwsze fale wzrostowe są dość mocno znoszone, więc stare narzędzia jeszcze dają zarobić, ale najlepsze efekty daje zwyczajne buy&hold oraz dobieranie akcji na korektach, które zatrzymują się na długich średnich.

Wróćmy teraz do pytania - czy jest sens szukania na siłę szczytów? Tak - bo nadrzędny trend jest boczny i lepsze wyniki osiąga się, gdy unika się kupowania hiperbolicznego szczytu oraz szorcenia mocnego spadku.

Nie wiem jak poszło tym, którzy wyśmiewali mnie na szczycie hossy w zeszłym roku, z tego co widzę sporo blogów 'dzieci hossy' 2009-2011 już nie funkcjonuje, więc straty rzędu 50% musiały ich zaboleć (a jeśli uśredniali, to mogli już wypaść z rynku). Dla mnie 2011 rok okazał się najlepszym rokiem na parkiecie. Jednak w każdym sukcesie kryje się przyczyna późniejszej porażki i tak było w moim wypadku - wystarczyły 2 tygodnie wzrostów w styczniu, żebym dostał solidnego kopa. Rynek wypunktował wszystkie moje słabości. Wszystkie techniki i narzędzia zawiodły (teraz już wiem, że bez analizy zmienności były niepełne).

Jednak uważam ten okres za przełomowy. Była to najdroższa i najlepsza lekcja, jaką mogłem zdobyć o giełdzie. Wreszcie dotarło do mnie, że nie przechytrzę rynku. Że gapiąc się w notowania tylko zwiększam ryzyko i daję się ponieść emocjom. Pisałem te rzeczy nie raz, zazwyczaj po serii dotkliwych strat, ale nie potrafiłem jeszcze wtedy opracować skutecznych zasad.

Dopiero od prawie 3 tygodni gram metodycznie, z jednym i tylko jednym celem: trzymać się planu. Mam 2 pudełka - w jednym karteczki z otwartymi pozycjami i planem dla nich, drugie z zamkniętymi. Nie ma znaczenia czy stracę, czy zarobię, liczy się tylko żeby w drugim pudełku zamknięte transakcje miały plus za osiągnięte wszystkie cele. Zarobki będą konsekwencją trzymania się zasad i planu. W połowie roku zrobię o tym szerszy wpis.

Na koniec chciałbym podziękować Matiemu, który prowadzi maklerblog.pl - to właśnie jeden z jego wpisów walnie przyczynił się do mojego 'oświecenia' :

http://maklerblog.pl/zagranie-26/

Polecam wszystkim lekturę całego bloga, wpisów nie ma jeszcze wiele.

Aktualizacja kilka godzin później.

No proszę, nie przyszło nam długo czekać :)


Aktualizacja 2 - kolejne godziny później.

No to nam jabol chyba strzelił top:


A teraz poprosimy o 'flash crash 2' ;)

poniedziałek, 13 lutego 2012

Co myśli większość?

Najczęstszy argument za kontynuacją aktualnych wzrostów jeszcze niedawno brzmiał "wszyscy czekają na spadki, więc będzie rosło". Teraz wygląda to trochę inaczej - blogerów obstawiających kontynuację bessy zostało niewielu, większość natomiast liczy na korektę i kupno małych i średnich spółek na hossę lub conajmniej kolejną mocną falę wzrostową.

Takie jest moje subiektywne odczucie, jednak na odczuciach się nie zarabia, więc szukam jakichś obiektywnych danych. Po pierwsze wskaźnik sentymentu inwestorów indywidualnych - blisko 60% uważa, że w ciągu pół roku urośniemy, a tylko 18.6% obstawia spadki.

Na kolejny ciekawy zestaw danych trafiłem na stooqu, gdy wziąłem udział w ankiecie:


Jak widać większość obstawia zamknięcie roku w widełkach 2800-3000.

czwartek, 9 lutego 2012

Yes they can!

Zrobili to jednym szarpnięciem, machnęli 20% w pare tygodni. Panie i panowie, pełen szacun, USA jest największe, najbardziej szalone, nieprzewidywalne i w ogóle wszystko naj. Dzisiaj w pięknym stylu Apple wali w opór 12-letniego klina:


Ten wykres jest tak niesamowity, że aż muszę zapodać go na liniowym:



Co teraz panie? No jak to co? Teraz to 600, 700, 800, 1000 - sky is the limit!

Harmonia dat

W ostatnich czasach pojawił się nowy Graal na rynkach - wyznaczanie ekstremów za pomocą różnych magicznych liczb. Prawdziwy Graal to psychika (przestrzeganie zasad, trzymanie się planu), MM i technika.

Nie wiążę z tą modną ostatnio techniką jakichś nadziei, ale skoro jestem programistą, wrzuciłem jej założenia do skryptu i zacząłem sobie testować, generować histogramy itp. Narzędzie jest obiecujące.

Na razie wklejam wskazania dla WIG20 na luty, zobaczymy jak sprawdzi się w praniu:

2012-02-07    (+1364 from lucas_H in 2008_05_14)
2012-02-14    (+144 from fibo_L in 2011_09_23)
2012-02-17    (+112 from fgold_H in 2011_10_28)
2012-02-24    (+322 from lucas_H in 2011_04_08)
2012-02-24    (+987 from fibo_H in 2009_06_12)
2012-02-26    (+199 from lucas_L in 2011_08_11)
2012-02-28    (+123 from lucas_H in 2011_10_28)
2012-02-28    (+684 from fgold_H in 2010_04_15)

Wskazania powinny mieć wagi, niektóre H i L są tylko ekstremami korekt, inne szczytami i dołkami hossy/bessy.

Ciekawostka.
Pierwsza data (7 luty 2012) i data ją wskazująca (14 maj 2008) :



Nie muszą dodawać, że panika 2008 nigdy nie była w moim scenariuszu na 2012 rok, jednak taki zjazd na 1800-2000 byłby pięknym pokazem. Póki co, niech chociaż zleci na 2328 ;)

wtorek, 7 lutego 2012

Dolar, inne spojrzenie

Śmieciuch przyzwyczaił nas do tego, że notoroczynie zawodzi pokładane w nim nadzieje. Ostatni raz pozycje dolarowe utrzymywałem wczesną jesienią i od tego czasu (jak widzę była to jedna z lepszych decyzji) trzymałem się od zielonego z daleka.

Wiele razy publikowałem bycze wykresy, tym razem wkleję coś innego:


lub:



Analiza krótkoterminowa dawno nie goszczącej na blogu pary EURUSD z targetem 1.35 (fibo38.2 i ema180) :



A może jednak sufit wytrzyma? Skoro ostatnio cięcie ratingów państw Eurolandu wywołało euforię, to może tym razem kłopoty Grecji wywołają wreszcie korektę na rynkach.

Co ciekawe USDPLN zbliża się już do 50% zniesienia całego wzrostu od kwietnia:


USDEUR i USDPLN w kresce tygodniowej nadal są bycze. Doświadczenia ostatnich lat nauczyły mnie, żeby w takich wypadkach po prostu stać z boku. Dolara będę analizował, ale nie widzę na razie sensu zajmowania na nim pozycji.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Krachowskaźnik ver. 4

Dziś kontynuacja 2 wykresów, które pojawiły się ostatnio w październiku:
http://podtworca.blogspot.com/2011/10/krachowskaznik-ver-2.html

Co z tą Japonią? Ciągle w bessie, rekordowe straty Sony, Panasonic, Toyota oddaje rynek GM i Volkswagenowi, a tymczasem jen rośnie i rośnie. Czy rynek cały czas delewaruje się z carry trade na jenie? Jeśli tak, dla zakredytowanych we franku jeszcze lata złudnych nadziei.

Ostatni trend umacniania jena trwa już długo - prawie 5 lat. Polujący na szczyt wciąż są rozjeżdżani przez walec a interwencje BOJ tworzą tylko jedno-dwudniowe białe świece. Kurs schodzi od lat klinem, więc zgodnie z AT spodziewamy się gwałtownego wybicia górą, które wreszcie ulży japońskim eksporterom i może przywrócić status jena jako waluty carry trade.

Jak pisałem nie raz, liczę jednak na mocne przyspieszenie pod koniec trendu, które da fałszywy sygnał kontynuacji. Stan wykresów na dziś:




Odpływ kapitału do Japonii poprzedzał mocne fale spadkowe, dlatego śledzę wykres jena, bo realizacja obu wykresów mogłaby "przepowiedzieć" spadki na giełdach i kontynuację bessy, bądź realizację drugiego spadku w formacji W.
Related Posts with Thumbnails