sobota, 16 września 2017

Aktualizacja strategii

Nie chcem, ale muszem
L. Wałęsa


W piątek kontynuowałem skracanie pozycji, łącznie sprzedałem już prawie 1/3 papierów, a wielkość gotówki w portfelu przekroczyła 50%. O ile jeszcze niedawno wielkość niektórych pozycji w portfelu dochodziła do 5%, teraz limitem jest 2%. Mam nadzieję, że więcej nie będę zmuszony sprzedawać.

Podejrzewam, że większość akcji, które sprzedałem będzie droższa nawet w przypadku wystąpienia bessy. Nie chcę jednak przeżywać zbyt mocnych obsuw kapitału, potrzebuję czystego umysłu, by planować kolejne kroki oraz móc skupić się na pozycjach krótkoterminowych na wypadek wzrostów. Ten rok był i tak najlepszym w mojej karierze, mimo że hossa na szerokim rynku trwała zaledwie 2 miesiące od stycznia do lutego.

Przygotowuję się mentalnie na korekcyjny 2018 rok w Polsce. Nie zakładam jakiejś strasznej przeceny, ponieważ gram pod kilkuletnią silną hossę na rynkach wschodzących, ale jest kilka przesłanek za schłodzeniem koniunktury na rynku w czasie najbliższych kilkunastu miesięcy.

1. Zacznijmy od S&P500 i wykresu, który pojawia się na blogu od 4 lat:


Wykres zadziałał dość dobrze w 2013 i 2015:
http://podtworca.blogspot.com/2013/04/rynek-byka-w-usa-po-krachu.html
http://podtworca.blogspot.com/2015/07/zaczeo-sie.html
dlatego postanowiłem zamknąć kolejny cykl hossy-bessy w latach 2009-2016. Ruch wzrostowy od lutego 2016 traktuję jak kolejny cykl. Widzimy, że w fazie wzrostowej po pokonaniu ok. 1/3 drogi prawie zawsze występuje korekta.

2. ETF na polskie akcje rośnie najmocniej na świecie w tym roku (ponad 50%) :


dotychczasowa praktyka wskazuje jednak, że hity z jednego roku odchorowują wzrosty w roku kolejnym (np. 3 od końca pozycja ubiegłorocznego hitu - Rosji).

3. Małe spółki nie mają siły by rosnąć. A duże? Cóż, mnie nie zaskakuje obecna hossa. WIG20 spadł z okolic 2600 blisko 1000 punktów w 8 miesięcy, a po prawie roku zaczął powrót pod 2600. Spadło, odbiło, normalna kolej rzeczy. Hossę widać tylko na indeksie WIG, który dokłada dywidendy. Czy akcje z WIG są drogie?

- według ceny do wartości księgowej są droższe niż średnia z ostatnich lat:


- według ceny do zysku są wyceniane neutralnie okazyjnie:


Popatrzmy teraz technicznie na SWIG80:


Dotychczas zwykłe przecięcie średniej zielonej przez średnią czerwoną od góry na wskaźniku MACD na wykresie miesięcznym dawało dość wiarygodne sygnały sprzedaży. Ale były wyjątki, m.in. w 2005 roku. Jeśli naniesiemy WIG na SWIG80 zobaczymy kolejną analogię do tamtego okresu: po ustanowieniu lokalnego szczytu w 2004 roku WIG dalej rósł, a SWIG80 konsolidował się w ramach cyklicznej bessy:



Myślę, że tym razem będzie podobnie, ale ostatni przypadek Vistalu zmusił mnie do pozamykania pozycji na spółkach budowlanych kupowanych pod wygrywane kontrakty. Spółka straciła ok. 80% po tym jak ujawniła, że kontrakty zawierane w chudych latach przynoszą straty. Od 2015 budowałem pozycję na spółkach budujących infrastrukturę kolejową (Torpol, Trakcja, ostatnio też ZUE).

Moje rozumowanie było takie: kupić budowlankę pod miliardowe kontrakty za kasę z UE i sprzedać je gdy dojdzie do realizacji inwestycji, bo pewnie pobankrutują jak beneficjenci programu budowy autostrad (Polimex, PBG, Hydrobudowa itd.). Budowlanka kolejowa nie dobiła jednak do miliardowych kapitalizacji, zysk zaczął topnieć, w dodatku Vistal pokazał, że wystarczy jeden komunikat o wtopie i tracisz prawie całą pozycję (nie posiadałem tej spółki), dlatego zdecydowałem się wyjść. Wrócę, kiedy odpływ pokaże kto pływał nago i będzie klimat hossy na szerokim rynku.


Szkoda, że nie sprzedałem Trakcji na połowie potężnej świecy z sierpnia 2011, wtedy zyski były solidne. Zostawiłem, bo liczyłem, że już w tym cyklu zaliczy 30zł. Ostatecznie jednak nie bankrutuje się od brania nawet niewielkich zysków.. WIG_BUDOW po nieudanym ataku na opór zbliża się do wsparcia:


Podsumowując:
- do końca 2017 nowe pozycje otworzę pod grę techniczną,
- jeśli 2018 będzie słaby, to zbuduję znowu pozycję fundamentalną na akcjach, bo wierzę, że kolejna hossa urwie gacie misiom.

poniedziałek, 11 września 2017

Investing mode: OFF, trading mode: ON

Przez ponad 2 lata (od stycznia 2015) głównie akumulowałem akcje bazując na wskaźnikach fundamentalnych. Od czasu do czasu zagrałem krótko/średnio-terminowo, ale prawie cały wynik za 2015 i 2016 był zrobiony przez dywidendy. Było to frustrujące szczególnie w 2016, gdy portfele graczy z horyzontem kilku-tygodniowym czy kilku-miesięcznym zrobiły 2-cyfrowe wyniki, a moje akcje spadały po każdym wybiciu w górę. W tym roku sytuacja się odwróciła - przez większość czasu portfel systematycznie wspinał się na nowe szczyty. Ponad połowę wzrostu zrobił w pierwsze dwa miesiące roku, a później ciągnęły go głównie tuzy z WIG20 i pojedyncze małe spółki.

Niestety we wrześniu mija czas, jaki dałem sobie na buy&hold. SWIG80 spada szósty miesiąc z rzędu. Nie tak to sobie wyobrażałem. Liczyłem, że na jesieni będę redukował pozycję na euforycznych wzrostach, tymczasem choć WIG zbliża się do rekordu wszechczasów sprzed 10 lat a do entuzjazmu jest daleko, małe spółki się osuwają i na wielu wielu z nich pojawiły się niebezpieczne sygnały dystrybucji. Zachowanie SWIG80 coraz bardziej zaczyna przypominać mi drugą połowę 2015 na WIG20, kiedy to duże spółki spadały przez 9 miesięcy z rzędu.

W związku z tym zacząłem redukować swoją pozycję akcyjną. Jeśli jakieś akcje mocno urosły, fundamentalnie nie są tanie i technicznie wykazują słabość - redukuję lub sprzedaję, jeśli technicznie rysują formacje kontynuacji trendu, zostawiam. Spółki pozostające w strefie fundamentalnego niedowartościowania (zatem z racji słabego wzrostu lub spadku zajmujące mniejszą wagę w portfelu) zostawiam.

Czas również na techniczne zagrania w skali dni/tygodni/miesięcy. Nie można wykluczyć przecież dynamicznego odbicia na maluchach lub nawet hiperboli na akcjach. Trzeba wówczas ugryźć kawałek tortu. Giełda jest ślepa na sytuację gospodarczą i wskaźniki sentymentu konsumentów - jedni upatrują w tym znaku, że koniunktura się kończy i akcje dyskontują kolejny kryzys, ale może też przecież być odwrotnie - ulica zapomniała o istnieniu giełdy, a inwestorzy starają się wyprzedzić spodziewane problemy, bo skoro jest tak dobrze, to może być już tylko gorzej.

Sytuacja na akcjach przypomina mi 2011 rok: wtedy też WIG rósł siłą rozpędu, a małe spółki się osuwały. Wtedy liderem był KGHM, teraz liderem jest PKN Orlen. W sierpniu nastąpił 2-tygodniowy krach i o ile w Polsce problemy trwały do 2016 roku, to indeksy amerykańskie zamknęły rok na niewielkim plusie, a potem przez kolejne lata biły rekordy hossy. Przewiduję, że podobna sytuacja wystąpi na naszym rynku na małych spółkach. To na nich spodziewałem się oszałamiających stóp zwrotu w 2017, tymczasem lwią część zysków przyniosły muły z WIG20, a maluchy zawodzą. W 2018 Polska powinna zachować się jak Ameryka w 2011, jeśli cykl rotacji kapitału między rynkami rozwiniętymi i wschodzącymi się odwrócił.

Podsumowując:
- skracam większe pozycje, by minimalizować ryzyko,
- jestem gotowy na zagrania w krótszym terminie, jeśli szeroki rynek wróci do wzrostów,
- przygotowuję się do okazyjnych zakupów w 2018, jeżeli rynek wpadnie w cykliczną bessę,
- nie truchleję przed cykliczną bessą, bo zakładam że będzie ona tylko korektą w hossie pokoleniowej.


niedziela, 27 sierpnia 2017

Krach, post-krach i co dalej?

3 lata temu (wrzesień 2014) przedstawiłem koncepcję wtórnego dna na akcjach, występującego ok. 7-8 lat po krachu:



Do analizy wykorzystałem Dow Jones z czasów krachu 1929 oraz ówczesny MWIG40. Spodziewałem się wówczas adekwatnych spadków. Jak wiemy na indeksie średnich spółek wtórna bessa nie wystąpiła (przebywał blisko 2 lata w konsolidacji), silne spadki dotknęły natomiast indeks WIG20, który runął w okolice 1650pkt.

Przyjrzyjmy się zatem indeksom:
- S&P500 z czasów Wielkiej Depresji,
- NASDAQ w XXI wieku,
- WIG bieżący:




Szczyty baniek nie są idealnie zsynchronizowane, ale pewien schemat jest wyraźnie widoczny:

1. pęknięcie bańki i jazda w dół bez trzymanki,

2. kilkuletnie mozolne odreagowanie, które nawet nie zbliża się do szczytów z czasów bańki,

3. wtórny krach po ok. 8 latach od szczytu bańki, ceny akcji spadają w okolice dna pierwszego krachu (na indeksie WIG nie ma takiego spadku, gdyż dodawane są do niego dywidendy, na WIG20 widzielibyśmy to lepiej).

Zakładając, że jest to pewien schemat obrazujący zachowanie aktywów od powszechnego zainteresowania po zapomnienie, nasuwa się pytanie - co dalej?

1. Scenariusz z Wielkiej Depresji - po panice 1938, której odpowiednikiem byłyby spadki WIG w 2015, rynek nieznacznie odbił a potem osuwał się jeszcze przez 4 lata, nim rozpoczął prawie 30-letni rynek byka. Myślę, że tak źle z polskimi akcjami nie będzie, bo nie doświadczyliśmy załamania gospodarczego.

2. Scenariusz krachu 2008 - po ustanowieniu dna w marcu 2009 roku NASDAQ wszedł w silną hossę trwającą mimo korekt do dziś:




Pod ten scenariusz się przygotowuję. 2016/2017 na WIG byłby odpowiednikiem pierwszej fali wzrostów z 2009/2010 roku na NASDAQ. 2018 powinien przynieść silniejszą korektę (cykliczną bessę) ala 2011.

Jest to tylko pewna mapa, pod którą planuję grę. Wnioskowanie z 2 przypadków jest nienaukowym podejściem, ale jak wskazywałem w poprzednich wpisach, istnieje wiele innych przesłanek za akumulowaniem akcji w długim horyzoncie. Z tego powodu, choć zakładam tymczasowe wyjście z akcji na przełomie 2017/2018 roku w celu oczyszczenia umysłu i ustawienia się pod odebranie ich taniej (bazowy scenariusz przedstawiony powyżej), rozważam dwa inne scenariusze:
- że akcje odjadą po moim wyjściu - wtedy będę je kupował drożej na korektach trendu wzrostowego,
- że spadki mnie zaskoczą i zostanę z akcjami - wtedy będę czekał aż ceny odbiją i brał dywidendy.


sobota, 19 sierpnia 2017

Scenariusz bessy

W żadnym z dotychczasowych rynków byka na małych spółkach z indeksu SWIG80 nie zdarzyła się seria 5 spadkowych miesięcy. Jeżeli sierpień zakończy się spadkiem (na co się zanosi), będzie to znaczyło, że według moich narzędzi mamy bessę. Od marca bieżącego roku SWIG80 stracił 7.9%. Przyjrzyjmy się kilku poprzednim bessom:


biorąc szczyty, dołki i świece miesięczne czytamy:

od 2007-10 do 2009-02 spadek 72.9% w 20 miesięcy
od 2011-05 do 2011-12 spadek 36.7% w 8 miesięcy (50% poprzedniego spadku)
od 2013-11 do 2014-08 spadek 25.6% w 10 miesięcy (70%)
od 2015-05 do 2016-02 spadek 14.4% w 9 miesięcy (56%)
od 2017-03 do teraz spadek 7.9% w 5 miesięcy (55%)

Wnioski:

- dynamika każdej kolejnej serii spadków jest coraz niższa (50-70% poprzedniej fali),
- 3 poprzednie fale wyprzedaży trwały ok. 9 miesięcy,
- obecna fala wyprzedaży zrealizowała już minimalny zasięg spadków wynikający z trendu spadku dynamiki (55%), ale czasowo brakuje jeszcze ok. 4 miesięcy do wyznaczenia dołka.

Ruchy indeksu jak zwykle pokrzyżowały moje plany. Mój wewnętrzny leszcz oczekiwał, że do jesieni będzie dynamiczna hossa, ludzie tłumnie rzucą się na akcje i gdy euforia sięgnie zenitu, zamknę pozycję z super zyskiem. Tymczasem większość spółek osuwa się, a portfel trzyma się dzięki energetyce i Orange. Czas zatem oddać pole analitykowi-sceptykowi.

Analityk doradza na razie trzymać akcje, skracać jedynie te, które nadmiernie urosły względem ceny księgowej i przepływów finansowych, ponieważ:

- nastroje dalekie są od euforii,
- potencjał spadków bazujący na zaprezentowanym wykresie jest niski,
- dywidendy są historycznie wysokie i jeśli akcje będą dalej spadać, to odsetki z dywidend (już i tak wyższe od lokat) będą rosły:

wig div yield

Zabawne - ostatnio ilekroć zabieram się do wpisu, jestem negatywnie nastawiony do przyszłości rynku, tymczasem po dokonaniu analiz dochodzę do przekonania, że akcje są wciąż dobrą inwestycją.

niedziela, 30 lipca 2017

Kiedy wreszcie

Urlop, burze, jeziorko i fantastyczny czas z dzieciakami. Co kilka godzin zerkam na stooqa, na koniec sesji sprawdzam stan portfela. W piątek dzięki rajdom na elektrykach i Orange zamknął się na historycznym szczycie, tymczasem mój poziom giełdowej frustracji skoczył do poziomów z czasów dołków bessy. Decora, Trakcja i parę innych spółek wybijają dołem, wykresy wyglądają coraz gorzej, a zyski topnieją.

Czy to już koniec? Czy maluchy są w bessie? Czy to była najsłabsza hossa na SWIG80 odkąd jestem na GPW? Oto wzrosty od dołka ze stycznia 2016 roku przeniesione na poprzednie cykle hossy:


Niejeden posądzi mnie o cherry picking, ale ja tu widzę sporą regularność według której kończymy korektę pierwszej fali hossy. Czasem korekta jest solidna i dopiero po niej rynek rośnie prawie pionowo, czasem to tylko kilka ząbków ruchu w bok i znowu pompa w górę, i tylko raz, w 2010, indeks rośnie po korekcie niemrawo, ale nawet wtedy bije rekord hossy.

Dlatego ta frustracja mnie cieszy. Im bardziej jestem wkurzony i kusi mnie, żeby ratować zyski ze spółek, które pokazywały 50-80% zysku, a teraz ledwie 20-30%, im dłużej się osuwają, tym bardziej doświadczenie i analizy podpowiadają mi, że trzeba je trzymać. Ostatecznie, jeśli ruszyła bessa i ceny spadną, jak pokazywałem w poprzednich wpisach, będę mógł kupować tanio spółki płacące wysokie dywidendy.

Pielęgnuję leszcza, który mieszka we mnie, żeby analityczna część umysłu podejmowała skuteczniejsze decyzje. Ten leszcz popadał w euforię w marcu, gdy wszystko rosło i domagał się kupowania spółek, od których normalnie trzymam się z dala. Leszcz płakał, gdy sprzedawałem po niecałe 8zł Polimexa kupionego po 4zł, bo w kilka dni później ten otarł się o 17zł. A analityk się cieszył z udanego zagrania i ucieczki spod topora. Leszcz domagał się kupna BOSia, ale analityk go powstrzymał, bo żadne spółki państwowe nie robiły zrzuty na ratunek banku. Za każdym razem gdy leszcz poczuje się zajebistym inwestorem i rozgląda się gorączkowo za 'okazjami', rynek w ciągu max tygodnia ustanawia szczyt na wiele tygodni lub całe miesiące.

Dzisiaj leszcz jest pełen zwątpienia, złości i żalu za niezrealizowanymi zyskami na kilku papierach. Utożsamia się z czującymi podobnie tysiącami małych graczy na GPW, którzy wylewają swoje frustracje na forach. A JA go z boku obserwuję, ufając na razie bardziej analitykowi, który próbuje obiektywnie odczytać stan rynku. To nie znaczy, że rynek nie runie zaraz w przepaść. On zawsze zrobi co zechce. Analizy działają, dopóki nie przestaną działać. Stawiam swoją kasę na to, że ta zasada jeszcze raz działa:

WIG & WIG_PE



sobota, 22 lipca 2017

Czy to już bessa?

2016 był dla mojego portfela trudnym rokiem. Kupowałem mnóstwo przecenionych spółek ze świetnymi fundamentami, ale mało kto był nimi zainteresowany i kursy dalej się osuwały lub trwały w męczących konsolidacjach. Nawet dywidendy, czasem z dwucyfrowym procentem, mało kogo kusiły. Kapitał wybierał spółki rosnące, obiecujące jeszcze lepsze wyniki pomimo wysokiego współczynnika ceny do wartości księgowej.

Teraz sytuacja się odwróciła. Szeroki rynek się osuwa, liderzy utknęli w konsolidacjach, a spółki z mojego portfela zaliczają co rusz odpały. Największą niespodziankę sprawił mi LUG, którego po latach trzymania zacząłem nazywać zŁUGiem. Wykres mówi sam za siebie:


Pierwszy pakiet kupiłem 5 lat temu, później dałem się złapać na kilka wybić po świetnych wynikach, ale kurs zawsze wracał w okolice dna. Rok temu po kolejnym spadku byłem tak wkurzony, że myślałem już o wywaleniu tych akcji, ale fundamentalnie nie miałem się do czego przyczepić, więc w końcu uśredniłem.

Wystarczy jedna taka perła na kilkadziesiąt spółek, by portfel mozolnie pokonywał szczyty. Pod warunkiem jednak, że nie jesteśmy w bessie. W ciągu 9 lat na GPW przeżyłem kilka fal wyprzedaży i wiem, że lepiej nie siedzieć wtedy na akcjach. W trakcie paniki wszystko leci na pysk, szczególnie małe spółki, które bez oporu oddają połowę wartości w ciągu tygodnia. Dlatego jestem wyczulony, by nie dać się złapać na bessę, nawet jeśli przyjmuje ona płaską formę, jak w latach 2004-2005 lub 2014-2015, ponieważ nie znam z góry rozmiarów spadków. Z drugiej strony nie chcę sprzedać akcji zbyt wcześnie, bo miałem już kilka razy akcje, które urosły 10-20 krotnie (tak, tak, miało się Monnari po 1zł i to tuż przed odpałem), a ja zadowoliłem się zarobkiem na pozycji 50-100%.

Obecna hossa, jeśli liczyć start od dołka ze stycznia 2016 roku, jest już dojrzała. Sytuacja przypomina mi okres sprzed 7 lat, czyli lato 2010. Wtedy też polski rynek był wymęczony przedłużającą się korektą, a do rajdu ruszyły energetyczne muły. W optymistycznej wersji dawałoby to nam jeszcze ok. pół roku wzrostów na wyselekcjonowanych akcjach i branżach.

Przeanalizujmy kilka wykresów.

Najgorzej sprawuje się stooqowy indeks nieważony wszystkich spółek:

Styczeń i luty bieżącego roku przypomniały nam stare dobre czasy, gdy rosło wszystko, a największe gnioty robiły 100% w kilka dni. Miałem nadzieję, że po krótkiej korekcie rynek szybko wróci do wzrostów i wyrysuje z 5 kolejnych wzrostowych świeczek miesięcznych, jak to wielokrotnie wcześniej bywało:


Niestety 'easy money has been made' i musiałem zadowolić się poleganiem na dość dużej pozycji zbudowanej ze spółek WIG20, ponieważ te dalej rosły, gdy reszta rynku utknęła w korekcie:


'Timing is everything', a timing mówi nam, że po 16 miesiącach od dołka cyklicznej bessy, kolejny rynek niedźwiedzia uderzał dopiero kilka miesięcy później. Uważny czytelnik zauważy, że dołki nie są idealnie wyznaczone, np. w 2011 WIG był niżej niż w 2012, a mimo to start hossy wyznaczyłem w 2012, podczas gdy w 2016 za dołek przyjąłem styczeń, mimo że wtórny dołek pojawił się po czerwcowym referendum w sprawie Brexitu. Przyjmuję taki zapis na podstawie analiz, których nie będę teraz przytaczał, ale wierzcie mi na słowo, pojawiały się w trakcie ostatnich 6 lat ;)

Roboczo zakładam, że kolejnej fali hossy spod znaku 'wszystko rośnie' już nie będzie. Jeśli się pojawi, to będę mile zaskoczony, ale wolę poczynić plany na gorsze scenariusze. Zerknijmy na fundamenty:

Cena do wartości księgowej: wysoko w stosunku do lat 2012-2016, neutralnie do pozostałych.

P/E:


Cena do zysku jest na atrakcyjnych poziomach w stosunku do ostatnich 4 lat i neutralna względem lat wcześniejszych. Dobry wynik w środowisku niskich stóp procentowych i niskiej inflacji.

div yield:


Dywidendy wciąż są atrakcyjne, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę kiepskie odsetki z obligacji i marginalne zyski z lokat.

Na koniec zajrzyjmy co wskaże nam dawno nie prezentowany analizer, gdy podrzucimy mu 100 ostatnich sesji z SWIG80:




Cisza przed burzą? Dwa razy przedłużająca się korekta przy bardzo niskiej zmienności zakończyła się wybiciem w górę, a raz kontynuacją spadków i krachem.

Konkludując:
Za kontynuacją hossy przemawiają:
- wciąż atrakcyjne wyceny akcji,
- timing,
- niski sentyment, niewielki udział inwestorów indywidualnych na rynku;
za bessą przemawia sytuacja techniczna na szerokim rynku. Ja jeszcze trzymam akcje, niektóre redukuję gdy zbyt mocno i zbyt szybko rosną, inne podbieram po spadkach zakładając, że to korekta w hossie.

środa, 12 lipca 2017

Wielka rotacja

To chase, or not to chase,
that is the question.


Od ponad 2 lat jestem fanem wielkiej hossy na rynkach wschodzących. Hossy, która będzie przecinana ze dwiema 30-50% bessami, ale jednak po każdej takiej przecenie akcje wyjdą na nowe szczyty. Kapitał z napompowanych amerykańskich aktywów będzie przepływał do opuszczonych przez dekadę akcji różnych BRICS, CIVETS, MINTS czy TIMPS (swoją drogą gdzie do cholery jest Polska?).

Wielka rotacja nie jest tajemnicą, odbywa się dość cyklicznie co ok. 6 lat. Zasadnicze pytanie brzmi (jeśli cykl zostanie zachowany): jaką przyjmie formułę? Najczęściej spotykam się z oczekiwaniami perturbacji podobnych do czasów pęknięcia bańki w USA w 2000 roku. Wtedy WIG20 w ciągu 3 lat wykonał aż 2 nieudane wybicia w górę i 3 razy się zawalił, nim wreszcie ruszył pod niebiosa:


Dlatego dynamiczny rajd na początku tego roku pod opór został wykorzystany przez większość traderów do skrócenia pozycji. Co jeśli jednak perturbacje skończyły się w latach 2015-2016? Kto został z akcjami? Mocne, czy słabe ręce? Dzisiejsze wybicie na rynkach wschodzących może sugerować, że reguły gry się zmieniły i strumienie pieniędzy zaczną płynąć na rynki wschodzące i zastopują poważniejsze korekty:


Swoje nastawienie opisałem pod artykułem sytuacja win-win. Trzymam akcje i nie boję się spadków, bo inkasowane dywidendy są znacznie wyższe od dostępnych lokat. Na rynku prawie nie ma amatorów. Wymarli na newconnectach, polimexach i idmach, krwawe żniwo zebrały emisje dla akcjonariatu obywatelskiego, inwestycje w kruszce i gra na foreksie. Prawdziwych leszczy spotkamy już tylko w branżach mających swoje 5 minut, jak deweloperzy gier, kryptowaluty czy obligacje śmieciowe (u nas dla niepoznaki nazywane korporacyjnymi).

Ale nawet mało który zawodowiec (do których mi wciąż daleko) jest przygotowany na coś takiego, co zdarzyło się na początku lat 80-tych w gospodarkach rozwiniętych:



Bessy na rynkach wschodzących 2007, 2011, 2015 wryły się w pamięć tak mocno, że trzymanie akcji na rosnącym rynku dłużej niż rok wydaje się głupotą. Obowiązuje strategia BIS (bierz i sp..). Sam czekam na sygnały euforii, żeby sprzedać akcje, bo przecież w 2018 'musi' zacząć się bessa. A co jeśli tym razem nie uda się już kupić tanio? Czy wsiądę do odjeżdżającego pociągu? Wszystko czego nauczyłem się grając w trakcie straconej dekady na GPW będzie balastem przy podejmowaniu skutecznych decyzji.


Gold/silver ratio mimo korekty dalej wskazuje na rotację dm->em:


Tymczasem do portfela ETF trafia mały pakiet Portugalii:

Mocarna gospodarka to to nie jest, do emerging też się nie wlicza, ale odchorowała już chyba PIGSy, dobrze sobie radzą w eksporcie, no i mają biedrę ;)

PS
Ten wpis nie jest rekomendacją, zwracam uwagę na możliwą zmianę reguł gry i potrzebę dostosowania się. Sytuacja zmienia się dynamicznie; choć od miesięcy hossa jest moim scenariuszem głównym, dostrzegam zagrożenia polityczne, napięcia wewnątrz Unii, pełzający konflikt między Stanami i Chinami, a także tykający kryzys finansowy gdy zaczną padać galerie handlowe. Jeżeli ryzyko zacznie się materializować, będę o tym pisał.


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails