wtorek, 25 kwietnia 2017

Dywergencja jak w grudniu

Po tym jak w listopadzie WIG ustanowił lokalny dołek i zaczął wspinaczkę na północ, szeroki rynek spadał jeszcze miesiąc. Mój bazowy plan zakłada, że mamy do czynienia z podobną sytuacją:


Podtrzymuję tezę, że WIG zmierza na historyczny szczyt, do którego brakuje ok. 10%:


Gdyby indeks dotarł w tamte okolice, rozpocznę wyprzedawanie akcji. W długim terminie jestem byczo nastawiony do polskich akcji; jak przedstawiałem w analizach długoterminowych, zwrot jaki dają dywidendy i organiczny wzrost spółek przekracza zwrot z lokat czy obligacji, jednakże poziomy techniczne i timing mają dla mnie diametralne znaczenie. Kiedy waluacje spółek wyjdą poza bezpieczny teren i będziemy zdani na poprawę zysków w przyszłości, będę przedkładał grę techniczną nad buy&hold. Lepiej stracić okazję, niż kapitał.

Na giełdzie nie ma oczywiście nic pewnego - jeśli zbyt szybko zobaczę oznaki euforii, dywergencja między ogonem spółek a blue chipami zacznie się pogłębiać, czy Stany zaczną się sypać, będę reagował.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Rzut oka na szeroki rynek

Od ponad miesiąca akcje konsolidują się. Jeśli poczytać analizy, to WIG20 kreśli RGR, SWIG80 rysuje klin zwyżkujący, a MWIG40 wybił dołem podwójny szczyt. Odkąd patrzę na świece miesięczne, formacje techniczne niespecjalnie mnie zajmują. Jeszcze wczoraj mój portfel wybił się na nowy szczyt, dziś trochę oddał. Pojutrze jadę na krótki urlop, więc powinienem spodziewać się kraszku. W 2011 pół roku grałem na spadki, pod koniec lipca zamknąłem wszystkie krótkie pozycje i pojechałem na urlop i cały krach przesiedziałem 400 km od domu. Brexitowy krach zastał mnie w pociągu, gdy zmierzałem na sudecką setkę. Ewidentnie coś się kroi :)

Nieważony wykres całego rynku wskazuje, że czas korekty powoli dobiega końca:


Zakładam, że w ciągu tygodnia-dwóch rynek osiągnie lokalne dno.

Widzę już rysy na liderach hossy i niebezpieczne symptomy w sentymencie, ale dopóki szeroki impet pozostaje wzrostowy, a wiele firm stabilnie zarabia i płaci wysokie dywidendy, utrzymuję pozycję.

Autorski wykres szerokiego rynku pokazuje wciąż pole do wzrostów

Moją uwagę zwrócił zaprezentowany niedawno na qnews.pl wykres ceny do wartości księgowej dla WIG:


Czy wzrosty 2004-2007 były anomalią, która nie powtórzy się przez wiele lat? Czy może rynek po 10 latach niedowartościowania przeskoczy na wyższe poziomy i normą przez jakiś czas będzie płacenie ponad 2 zł za 1zł majątku spółki? Mój plan nie zakłada trzymania akcji przy takich poziomach, szukałbym raczej cyklicznego szczytu hossy i skracał pozycję.

A jeśli rynek zacznie spadać już teraz? Choć moje analizy nie przewidują takiego scenariusza, muszę być na niego przygotowany. Skrócę wtedy większość małych spółek, na których są już pokaźne zyski i będę inwestował w płynność. Przy dywidendach jakie płacą PZU czy GPW, chętnie je dokupię poniżej 30zł.

poniedziałek, 27 marca 2017

Rynkowe pułapki

Zewsząd spotykam się z poglądem, że hossa jest już bardzo dojrzała, bo trwa 8 lat i za każdym rogiem czai się jeśli nie krach, to przynajmniej bessa. O ile przyszłych ruchów cen nie potrafię przewidzieć, to w kwestii hossy mam odmienne zdanie. Spójrzmy na amerykański indeks S&P500:


Owszem - 360% zwrot za ostatnie 8 lat robi wrażenie, ale jeśli policzymy zysk od szczytu z 2000 roku, mamy tylko 54% zysku za 17 lat. Wszystko zależy od perspektywy.

Prezentowany od kilku lat wykres cykli na S&P500 sugeruje, że w roku 2015 akcje przeszły łagodną bessę:



Wyjdźmy poza rynek amerykański. Jeśli przyjąć definicję, że bessa to spadek cen o 20%, to na największym ETFie skupiającym światowe akcje w latach 2007-2017 wystąpiły aż 3 bessy:


ETF na rynki wschodzące to właściwie nieustanna bessa od 10 lat:


Przyzwyczailiśmy się, że wartość firm w długim terminie nie rośnie, tylko oscyluje. Jednakże przez cały ten okres rosła ilość pieniądza, rozwijała się infrastruktura, poprawiała sytuacja ludzi, zwiększały pensje. Kapitał płynął jednak do bezpiecznych instrumentów. Widać to szczególnie na polskim rynku, gdy porównamy dywidendy z obligacjami:


oraz lokatami:


Do szczęścia przydałby mi się jeszcze wykres rentowności z wynajmu mieszkań, ale myślę, że i tutaj widzielibyśmy rosnącą z czasem atrakcyjność dywidend względem wynajmu.

Dość często natrafiam również na porównanie obecnej sytuacji do roku 2000: akcje amerykańskie biły wtedy rekordy, dolar był najsilniejszą walutą, ropa od roku odbijała, nawet polski WIG wykonał podobną hossę:


Z tego względu wielu komentujących nie traktuje akcji jako długoterminowej inwestycji, bo za rogiem czai się bessa w USA, a w Polsce gdyby historia miała zarymować nadeszłaby 3-letnia bessa.

Ze względu na atrakcyjny zwrot z dywidend myślę, że jeśli już brać pod uwagę pesymistyczny scenariusz, to jesteśmy gdzieś w okolicach 2002 roku:

Dolar uformował wtedy szczyt, a WIG20 oddał wkrótce całe wypracowane odbicie. Muszę przygotować się i na taki scenariusz, aczkolwiek wciąż zakładam, że bliższa rzeczywistości jest taka analogia:


Przemawiają za nią obrazy techniczne na rynkach rozwiniętych, tu dla przykładu Wielka Brytania:


czy prezentowany wcześniej ETF ACWI, który po bessie z 2015 wybił nowe szczyty i rozprawił się ze straconą dekadą. W takim scenariuszu pozostawanie poza rynkiem może być większą pułapką, niż nacięcie się na kolejny dech bessy.

A jakie są wasze analizy? Jakie szanse i zagrożenia dostrzegacie za trzymaniem akcji polskich/zagranicznych spółek?

środa, 22 marca 2017

GPW Gamboni

Dzisiejszemu załamaniu cen akcji towarzyszyły spadki cen opcji.. na spadki. Animator nie pojawił się przez całą sesję. Mam już dość tego dziadostwa, animator znika niemal zawsze jak rośnie zmienność, ale nie pamiętam żeby zniknął na całą sesję. To już nawet Forex jest bezpieczniejszy niż derywaty na GPW.

piątek, 17 marca 2017

Przystanek?

Z opcji wzrostowych wyszedłem już przy 2100, jednak korekta była wtedy krótka i WIG20 wkrótce ruszył na nowe szczyty. Opór na 2300 wydaje się silniejszy:


Chciałbym, żeby został szybko i bez większej korekty pokonany, ale na chciejstwie się nie zarabia, dlatego zaczynam budować niewielką pozycję na opcjach spadkowych jako zabezpieczenie portfela akcji.

wtorek, 14 marca 2017

PRL znowu nadaje

Próbowałem trzymać się od polityki z daleka, ale ostatnio polityka coraz bardziej dobiera się do mojego życia. Rozumiem, że każda akcja rodzi reakcję i po upadku PRL należało się prędzej czy później spodziewać prób odrodzenia komuny. Obecna ekipa idealnie wpisuje się w realia jakie pamiętam z lat 80-tych: prymat państwowej własności (zarządzanej rzecz jasna przez partię), ciągle jakieś rocznie państwowe w TV albo filmy o II Wojnie jak bijemy Niemca, mundurowi i trąbki na apelach szkolnych. Nie wiem czy już to przywrócono, ale za mojego dzieciństwa panie przedszkolanki prowadziły nas z papierowymi biało-czerwonymi flagami przed pomnik Świerczewskiego. Można by pobudować w każdym mieście pomnik jakiegoś wyklętego i spędzać tam co roku dzieciaki. Dziennik TV znowu kłamie, nawet teleranek nam partia przywróciła.

Nie rozumiem tylko jednego - po kiego grzyba partia chce zwalczać czytelnictwo w Polsce. Przecież nawet za komuny rozdawano książki, żeby lepiej wyglądać w statystykach na tle zgniłego zachodu. Tymczasem minister czegoś tam forsuje radykalne podwyższenie cen i zakaz reklamowania książek. Zrobili jakieś sondaże i wyszło im, że kto czyta, ten przeciwko PiS?

No wkurza mnie to, na książki i komiksy wydaję.. (nie napiszę ile, bo żona poczytuje bloga), średnio raz w miesiącu idzie spore zamówienie do księgarni internetowych, w których ceny są 30-40% niższe, niż w empikach. Niemal każde zakupy w markecie kończą się dołożeniem jakiejś taniej książki do koszyka. Kiedy pierwszy raz usłyszałem o propozycji ukrócenia tego niecnego procederu, wydał mi się tak absurdalny, że nie wziąłem go na poważnie. Niestety absurd staje się rzeczywistością, a ja pierwszy raz odczuję na własnej skórze dobrą zmianę.

Wiem, drzewa giną, kilkunastu ludzi odstrzelili w zeszłym roku myśliwi, partia rozbija się limuzynami po Polsce. Są to różne tragedie, ale dotychczas dotykały innych. Teraz ktoś chce uderzyć we mnie. Oczywiście nie mam zamiaru wydawać kilka razy więcej na książki. Kryminałów Cobena, Krajewskiego czy Kinga nie kupię za więcej jak 15zł. Zapewne częściej zajrzę do biblioteki, przerzucę się na czytanie angielskich ebooków (w końcu Kindle przestanie się kurzyć), nadrobię zaległości w filmach i serialach. 

Trzeba też patrzeć pozytywnie: zostanie więcej kasy w portfelu, nie będę musiał przepychać porcelany małżonce, żeby dostawić kolejny rząd makulatury. Może powstaną jak za komuny podziemne wydawnictwa, będzie można z dreszczykiem emocji kupić bibułę spod lady w wegańskiej knajpie. Kumpel przywiezie z Anglii francuski komiks, który wciąż jeszcze można zamówić z Amazona. Przetrwaliśmy PRL, przetrwamy PRL-bis.


środa, 8 marca 2017

A może nudne 6.4%?

PEKAO S.A. ostatni raz miałem w portfelu chyba w 2009 roku. Zapowiedziana na czerwiec dywidenda wynosi 8.68zł, czyli po dzisiejszym kursie prawie 6.4% brutto. Mi to pasuje dla części środków, które leżą odłogiem na kontach "oszczędnościowych" oprocentowanych na 1%.

Tradycyjnie: jeśli kurs zanurkuje, to poczekam rok, dwa, aż wyjdę z dywidendą(ami) na czysto. Jeśli coś złego stanie się ze spółką, stracę. A jak urośnie i sprzedam z zyskiem, to będzie weselej.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails