poniedziałek, 26 września 2016

Długa bessa na WIG20

Przyjrzyjmy się dzisiaj bessom na WIG20:


W skali 23 lat widzimy 6 standardowych rynków niedźwiedzia oraz 2 "super-bessy". O ile pierwsza zakończyła się po 9 latach, druga wciąż trwa. Wszystko ma jednak swój kres, także spadki. Dla mnie zarówno linie czerwone, jak i fioletowe sugerują, że odbicie się zbliża, a nagromadzenie pesymistycznych newsów tylko wzmaga szansę na odwrócenie trendu.

Według najbardziej pesymistycznej historycznej analogii (2001-2003) spadki powinny się już zatrzymać, ale jeszcze przez półtora roku nie powinniśmy oczekiwać hossy. Jednak nawet w takim wypadku warto trzymać spółki dywidendowe, bo zwrot z przepływów powinien być zbliżony lub wyższy od lokat.


Choć jestem na giełdzie od 2008 roku, każdy rok potrafi mnie kompletnie zaskoczyć. Nie ważne ile się widziało i przeżyło, zdarzenia z pozoru niemożliwe są powszechne i niemal zawsze toczą się bez mojego udziału. Jestem w końcu racjonalnym graczem i nie obstawiam "niemożliwości".. Ten rok należy do JSW:


Ile fortun urosło w przeciągu ostatniego półrocza? Zapewne ułamek portfeli pogrzebanych przez ponad 4-letnią bessę. W 2009 podobnie zachowały się KGHM i Lotos.

poniedziałek, 5 września 2016

Ratujmy Mariusza Zielke

3 lata temu zrecenzowałem pierwszą powieść Mariusza Zielke. Autor zna polską giełdę od podszewki, 10 lat pracował jako dziennikarz, ma też pociąg do odkrywania prawdy i ujawniania jej w swoich powieściach, a to jak wiemy w ojczyźnie seryjnego samobójcy bywa niebezpieczne. Mariusz Zielke spędził ostatnie 11 miesięcy na pisaniu swojej najlepszej powieści, ale ujawnił coś, co zagraża jego bezpieczeństwu. Dlatego porzucił wszelkie plany finansowe i udostępnia powieść za darmo, abyśmy nie pozostali obojętni. Książkę można pobrać ze strony:

 http://www.stopcenzurze.pl

Jeśli kogoś nie przekonał mój chaotyczny wstęp, oddajmy głos samemu pisarzowi:

Trudno w to uwierzyć, ale to historia niemal jak z pierwszego tomu "Millennium" Stiega Larssona. Nagradzany dziennikarz, który przez całe życie walczył z patologiami, zostaje zmuszony do odejścia z pracy, bo trafił na coś, na co nie miał trafić. Nikt go nie chce zatrudnić, bo reklamodawcy są ważniejsi niż czytelnicy. Zakłada więc własną gazetę w internecie i przez dwa lata dokłada wszystkim bez wyjątku: politykom, korporacjom, przestępcom, finansistom. Wierzy, że odwaga zwycięży. Pisze tylko prawdę (nigdy nie przegra procesu), a pisze o sprawach niezwykle ważnych, dotyczących ogromnych pieniędzy i istotnych dla Polski systemowo.
Jednym z tekstów naraża się wpływowemu finansiście, który okaże się skazanym przestępcą, zamieszanym w bardzo dziwne interesy, współpracownikiem trzech służb specjalnych i człowiekiem posądzonym o próbę obalenia rządu. Ten człowiek wytacza dziennikarzowi 5 procesów sądowych, żądając miliona odszkodowania (za pisanie prawdy) i ukarania go w procesie karnym. Do prowadzenia procesów wynajmuje dwie drogie, niezwykle skuteczne kancelarie prawne. Dziennikarz jednak wygrywa wszystkie procesy (nie przez kruczki prawne, tylko dlatego, że pisał prawdę i robił to w interesie publicznym). Ale przegrywa życie, karierę, nie jest w stanie już prowadzić gazety, ciężko mu zarobić na życie. Za każdą ofertą pracy ktoś podąża, by wystraszyć potencjalnego pracodawcę. Ten gość ma cierpieć i nie ma mieć normalnej pracy.
Wtedy dostaje ofertę od innego milionera: opisz historię kryminalną, która mnie dotknęła, a cię ozłocę. Dziennikarz potrzebuje pieniędzy, ale przede wszystkim podoba mu się temat. Zabiera się do przeglądania akt sądowych, bada sprawę i natrafia na wiele niewyjaśnionych wątków: korupcję na wysokich szczeblach i knowań w służbach, tajemniczych agentów i powiązań, wreszcie na serię morderstw. Na kanwie prawdziwej historii pisze całkowicie zmyśloną, niegroźną (według niego) dla nikogo powieść. Powieść życia. Z pewnością najlepszą, jaką napisał. Ale wtedy ujawniają się siły zła i mówią: nie opublikujesz jej. Ta powieść ma zostać spalona, zamknięta w więzieniu, lepiej przemyśl, co robisz, bo ujawnimy „mroczną stronę”.
To nie jest sparafrazowana historia z książki Larssona. To nie jest dmuchana marketingowo opowiastka cwaniaka, który sprzedaje naiwnym swoje książki. To moje prawdziwe życie. Nie mam tylko Salander, która mogłaby mi pomóc w tej walce. Bądźcie moją Lisbeth Salander! Bardzo Was potrzebuję! Mam nadzieję, że moja wojna o prawdę, sprawiedliwość i wolność słowa zakończy się inaczej, niż walka Stiega.

środa, 31 sierpnia 2016

Komu najbardziej zależy na przewalutowaniu?

Cieszy mię ten rym: "Polak mądr po szkodzie";
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.


Natrafiłem dziś na ten ranking walut:


PLN drugą najsłabszą walutą na świecie. Niech mnie oświeci ktoś mądrzejszy: czy jest możliwe, żeby jakaś tajemnicza siła na rynku podtrzymywała słabość waluty w oczekiwaniu na przewalutowanie setek tysięcy kredytów frankowych po skrajnie niekorzystnym dla Polski kursie?

wtorek, 26 lipca 2016

Stairway to heaven

Dwa wykresy szerokiego, nieważonego rynku mówią wszystko:



środa, 13 lipca 2016

Niezwykłe liczby

Kilkanaście lat temu, gdy zaczynałem studia na polibudzie przeżyłem fascynację matematyką. Mieszkałem w łączniku akademika z kolegą, który uczestniczył w olimpiadach i pomógł mi, przyzwyczajonemu do licealnych technik i obliczeń, wejrzeć w abstrakcyjny świat pojęć. W antykwariacie przypadkowo kupiłem m.in. mającą kilka dekad na karku kultową pozycję "Co to jest matematyka". W założeniach miała to być chyba książka popularno-naukowa, ale nagromadzenie wzorów, twierdzeń i dowodów stawiałoby ją dzisiaj w kategorii podręczników.

Regularnie wracam do tej książki i polecam każdemu, kto miał na studiach styczność z matematyką "wyższą" lub chciałby poszerzyć swoje horyzonty. Umysł jest niedocenianym komputerem, nawet jeśli nie rozumiemy tego co czytamy, on cały czas przepracowuje temat i gdy wracamy po latach, okazuje się, że całkiem nieźle się w nim orientujemy. Miałem tak np. z programowaniem funkcyjnym, którym zainteresowałem się na studiach, ale porzuciłem z braku zapotrzebowania i problemów z rozumieniem algorytmów. 2 lata później dopisałem do swojego języka programowania elementy języków funkcyjnych, żeby ułatwić programowanie gier, a obecnie programuję funkcyjnie, bo jest to dla mnie prostsze i piękniejsze od imperatywnych konstrukcji.

Z liczbami zespolonymi zetknąłem się już w pierwszej klasie szkoły średniej, ale idea liczb nie powiązanych z policzalnymi bytami nie mogła przebić się przez mur moich ograniczeń. Dopiero lata przesiąkania abstrakcyjnymi ideami i w szczególności implementowanie ich w komputerze, sprawiły że teraz odbieram je jako coś naturalnego. Dlatego gdy stykam się z jakimś nowym, skomplikowanym zagadnieniem, nie panikuję, że nie rozumiem go z marszu, tylko daję sobie czas na nasiąkanie. Codziennie trochę czytam, myślę, przeprowadzam umysłowe spekulacje i czekam na olśnienie, aż zagadnienie to stanie się czymś oczywistym.

Niezwykłe liczby prof. Stewarta jest pozycją znacznie prostszą od klasycznej "Co to jest..", ale wciągającą niczym kryminał. Napisana w nowoczesnym stylu, przedstawia nam "magię" konkretnych liczb, prowadzi przez historię odkrywania (wynajdywania?) klas liczb. Choć prawie nie ma tu dowodów, aż roi się od twierdzeń, które w czasach pisania "Co to jest matematyka" były wciąż hipotezami. Gorąco polecam każdemu, szczególnie tym, którzy uważają siebie za humanistów, bo nie lubili matematyki w szkole. Ludzie żyjący tysiące lat temu nie potrafili pojąć liczb ujemnych, nie rozumieli koncepcji zera, wszystko to musieli dopiero wynaleźć. Prof. Stewart pokazuje, jak wynajdywali sposoby pokonania problemów obliczeniowych. Nawet jeśli się zgubicie, czytajcie, gdy wrócicie za rok-dwa, żaden temat już was nie zaskoczy :)

niedziela, 12 czerwca 2016

Wyniki ankiety

Dziękuję za oddane głosy i zabieram się do analizy. Spójrzmy na wynik:



W pierwszym odruchu miałem ochotę nakreślić optymistyczny scenariusz, podobnie jak w połowie 2012 roku. Podobnie jak wtedy najmniej głosujących spodziewało się wzrostów powyżej 2200-2300. Różnica jest niestety taka, że wówczas WIG20 bujał się w przedziale 2000-2100 i spadki obstawiało ok. 39% osób, przedział 2000-2300 36% a wzrosty zaledwie 25%.

Tymczasem dzisiaj WIG20 spadł poniżej 1800, zatem przyjmując ówczesne miary zdecydowana większość obstawia wzrosty. Nawet jeśli za poziom neutralny przyjmiemy przedział 1700-1900 (muszę rozbić na pół liczby głosów z tych przedziałów) otrzymamy wynik:
spadki poniżej 1700 = (22+6.5)/110 ~ 26%
neutralnie 1700-1900 = (6.5+13)/110 ~ 18%
wzrosty powyżej 1900 = (13+27+7+8+7)/110 ~ 56%

Wartość oczekiwana (przyjmując połowę za wartość reprezentującą przedział):

(22*1500+13*1700+26*1900+27*2100+7*2300+8*2500+7*2700)/110 =
1965.4545

jest blisko 200pkt wyższa niż obecna wartość indeksu.

Obawiam się, że może to oznaczać wyciskanie inwestorów z akcji aż do fazy głębokiej kapitulacji. Przyjrzyjmy się 50 największym europejskim spółkom sprzed 4 lat:


i obecnie:

(zaznaczyłem odpowiednio poziom z ostatniego notowania pierwszego wykresu, maksimum z 2015 i aktualne zamknięcie)

4 lata temu prawdopodobieństwo przemawiało za bykami, obecnie każdy znajdzie tyle samo argumentów za odbiciem jak i kontynuacją spadków.

Jaka jest zatem moja taktyka na najbliższy czas? Jestem przede wszystkim zakładnikiem obranej strategii, która zakłada wykorzystanie obecnej bessy do zbudowania portfela długoterminowego pod przyszłą hossę. Pisałem dziesiątki razy, ale powtórzę: zmarnowałem 2 hossy posiadając w portfelu bardzo dobre i bardzo tanie spółki, które później urosły 5-10-20 krotnie, ponieważ brałem pewny zysk 20-100% (czyli gdy urosły 1.2-2 krotnie). Dlatego w gruncie rzeczy spadki są mi na rękę, gdyż pozwalają powiększyć pozycję.

Ciężko jest wejść w stratę, gdy już było się parę procent na plusie, jednak na osłodę skapnie trochę dywidend (to trochę to aktualnie 8.08% z posiadanych papierów, które wypłacą dywidendy). Jeszcze ciężej będzie utrzymać ten wymęczony spadkami i korektami portfel, gdy rozpoczną się wzrosty - bo te kiedyś nadejdą, choćbyśmy mieli czekać kolejny rok. Kto wie, może to już kwestia tygodni, czasowo jesteśmy w sytuacji podobnej do początków 2003 roku:


Kolejny argument za niepozbywaniem się akcji to "prawo dziadowskiej gospodarki", które mówi że "w dostatecznie długim terminie waluta i akcje nie mogą spadać równocześnie". Popatrzmy na argentyński Merval i Peso (USDARS):


oraz rosyjski MICEX i USDRUB:


Interpretacja jest prosta - kiedy waluta się szmaci, obywatele uciekają z oszczędnościami w nieruchomości, ziemię i akcje. Ponadto dla zagranicznych inwestorów aktywa stają się tak tanie, że mogą je wykupić za kieszonkowe.

Pozostaje jeszcze kwestia ryzyka politycznego. PiS jest mentalnym spadkobiercą PRL, więc musi odzyskać przedsiębiorstwa dla państwa. A państwo to partia, zatem zyski z firm mają trafiać do partyjnych aparatczyków i ich rodzin, a nie jakichś tam akcjonariuszy. Dzięki tej światłej polityce WIG20USD zachowuje się już gorzej od rosyjskiego RTS w każdej dostępnej na stooq ramie czasowej (1 rok, 3 lata, 5, 10, 20):




środa, 8 czerwca 2016

Ankieta 06.2016

Witajcie. Kilka razy Wasze odpowiedzi w ankietach pozwoliły wysnuć ciekawe wnioski. Zapraszam do udziału w kolejnej i tradycyjnie po przekroczeniu 100 głosów odniosę się do wyników i opiszę swoją taktykę na najbliższe miesiące.


Wig20 na koniec roku 2016 wyniesie:
 
pollcode.com free polls

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails