Wykres, który obserwuję ostatnio najczęściej to amerykański gigant Apple. Jeszcze miesiąc temu zakładałem, że spółka w lutym zrobi korektę i do maja zdobędzie mityczne 500$. Życie jednak zaskakuje bardziej niż prognozy przewidują:
500$ nie stało się nawet oporem, choć wielki 12-letni klin plasował go w tych okolicach.
Niestety wykres ten ma dla mnie wymowę negatywną. Dlaczego? Ponieważ takie bańki załamują się równie szybko, jak formują. A Apple to przewodnik stada - jeśli on siądzie, to reszta spółek amerykańskich zacznie również spadki. I może to być wcześniej, niż później. Nie wyobrażam sobie ciągnięcia tej hiperboli do maja.
Przypomnę poprzedni plan bazowy pod spekulacje: styczeń pierwsza fala mini-hossy (A), luty-korekta (B) i wzrosty (fala C) do maja.
Tymczasem dla Apple'a mój obecny scenariusz wygląda tak:
Przewidywana załamka na przełomie lutego-marca.
Następny mocny opór to okolice 520:
Zawsze gdy piszę takie uwagi, znajdzie się kilku czytelników, którzy komentują: czy takie bajanie ma sens? Czy nie lepiej podłączyć się pod trend i zarabiać?
Odpowiem tak: graal inwestowania to własna strategia, dopasowana do psychiki gracza, trzymanie się swoich zasad i planów oraz nieustanny rozwój. W zeszłym roku również atakowano moje podejście, kiedy od lutego obwieszczałem co tydzień bessę a rynek rósł. Tymczasem sprężyna się napinała, napinała, aż tak huknęła, że cała 'bessa' odbyła się w Stanach w ciągu 2 tygodni.
Moje decyzje nie są wypadkową paru wykresów. Nie jestem perma-niedźwiedziem, wyznawcą jednej strategii czy kontrarianinem. Staram się na podstawie wieloletnich cykli rynkowych znaleźć optymalną formę grania. Od 12 lat obowiązuje na rynkach akcyjnych w Stanach trend boczny i najlepsze wyniki osiągają traderzy stosujący techniki wyłapywania ekstremów. Tryumfy święci RSI, liczby Fibonacciego, fale Elliotta, dywergencje przy szczytach, badanie sentymentu itp.
Badania dowodzą, że kupowanie akcji po silnych wyprzedażach daje bardzo dobre wyniki, a granie z trendem, tj. kupowanie po wybiciu nowego szczytu przynosi straty. W latach 1980-2000 było dokładnie odwrotnie - należało kupować siłę i sprzedawać słabość.
Statystycznie (to słowo to mocne nadużycie biorąc pod uwagę, że w przeciągu ostatnich 100 lat mamy tylko 4 takie cykle) dołek takiej konsolidacji wychodzi mniej więcej po 14 latach od szczytu i rodzi się nowy rynek byka. Pierwsze fale wzrostowe są dość mocno znoszone, więc stare narzędzia jeszcze dają zarobić, ale najlepsze efekty daje zwyczajne buy&hold oraz dobieranie akcji na korektach, które zatrzymują się na długich średnich.
Wróćmy teraz do pytania - czy jest sens szukania na siłę szczytów? Tak - bo nadrzędny trend jest boczny i lepsze wyniki osiąga się, gdy unika się kupowania hiperbolicznego szczytu oraz szorcenia mocnego spadku.
Nie wiem jak poszło tym, którzy wyśmiewali mnie na szczycie hossy w zeszłym roku, z tego co widzę sporo blogów 'dzieci hossy' 2009-2011 już nie funkcjonuje, więc straty rzędu 50% musiały ich zaboleć (a jeśli uśredniali, to mogli już wypaść z rynku). Dla mnie 2011 rok okazał się najlepszym rokiem na parkiecie. Jednak w każdym sukcesie kryje się przyczyna późniejszej porażki i tak było w moim wypadku - wystarczyły 2 tygodnie wzrostów w styczniu, żebym dostał solidnego kopa. Rynek wypunktował wszystkie moje słabości. Wszystkie techniki i narzędzia zawiodły (teraz już wiem, że bez analizy zmienności były niepełne).
Jednak uważam ten okres za przełomowy. Była to najdroższa i najlepsza lekcja, jaką mogłem zdobyć o giełdzie. Wreszcie dotarło do mnie, że nie przechytrzę rynku. Że gapiąc się w notowania tylko zwiększam ryzyko i daję się ponieść emocjom. Pisałem te rzeczy nie raz, zazwyczaj po serii dotkliwych strat, ale nie potrafiłem jeszcze wtedy opracować skutecznych zasad.
Dopiero od prawie 3 tygodni gram metodycznie, z jednym i tylko jednym celem: trzymać się planu. Mam 2 pudełka - w jednym karteczki z otwartymi pozycjami i planem dla nich, drugie z zamkniętymi. Nie ma znaczenia czy stracę, czy zarobię, liczy się tylko żeby w drugim pudełku zamknięte transakcje miały plus za osiągnięte wszystkie cele. Zarobki będą konsekwencją trzymania się zasad i planu. W połowie roku zrobię o tym szerszy wpis.
Na koniec chciałbym podziękować Matiemu, który prowadzi maklerblog.pl - to właśnie jeden z jego wpisów walnie przyczynił się do mojego 'oświecenia' :
http://maklerblog.pl/zagranie-26/
Polecam wszystkim lekturę całego bloga, wpisów nie ma jeszcze wiele.
Aktualizacja kilka godzin później.
No proszę, nie przyszło nam długo czekać :)
Aktualizacja 2 - kolejne godziny później.
No to nam jabol chyba strzelił top:
A teraz poprosimy o 'flash crash 2' ;)