sobota, 13 stycznia 2024

Między recesją a euforią

Pytaliście o mój pogląd na rynek. Póki co trzymam się scenariusza ze stycznia zeszłego roku:

https://podtworca.blogspot.com/2023/01/a-co-jesli-recesja.html

Rynek zdaje się postępować według zarysowanego wtedy scenariusza. A zatem mieliśmy hossę w środowisku zwątpienia w sens wzrostów, pogarszających się fundamentów gospodarczych i oczekiwania na recesję. 


Za spadkami

I przyznam szczerze: niektóre wykresy, jak rekordowo długie odwrócenie krzywej rentowności, bezrobocie, bankructwa zaczynają mnie powoli niepokoić. Żeby się nie rozpisywać, odsyłam do kanału Game of Trades:

https://twitter.com/GameofTrades_

tu tylko kilka przykładowych wykresów:





---------


Cały czas pozostaje też w mocy ekstremum na złocie, o którym pisałem 4 lata temu:

https://podtworca.blogspot.com/2020/03/zoto-i-momenty-przeomowe-we-wspoczesnej.html

Tak jak niedoszacowałem ryzyka pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, tak teraz z niepokojem obserwuję postępujący podział świata na dwa bloki:

1. Rosja, Iran, Korea Północna, Chiny, Wenezuela

2. USA, UE, UK, Ukraina, Izrael, Japonia, Korea Południowa

Bez względu na wewnętrzne rozbieżności i antypatie (szczególnie po izraelskich czystkach w Gazie), wewnątrz obu bloków pogłębia się współpraca polityczno-gospodarcza nastawiona na przyszłą konfrontację.

Nieuchronność starcia niepokoi mnie w kontekście gwałtownego rozwoju sztucznej inteligencji. W historii ludzkości nagłe przewroty i kataklizmy występują cyklicznie. Chwilowa przewaga uzyskana dzięki nowej technologii czy zwyczajnie wyprzedzenie drugiej strony w zbrojeniach, prowadziło do upadków cywilizacji i hekatomb ofiar.

W ciągu ostatnich 15 lat Chiny stały się hegemonem produkcji. W statystykach produkcji stali, szybkich kolei, siatek autostrad, produkcji okrętów osiągają liczby, na jakie zachód potrzebował ponad 100 lat. Tymczasem wojna na Ukrainie pokazuje jak śmiercionośne żniwo zbierają drony. Naturalny kierunek dla państwa posiadającego o rząd wielkości wyższy potencjał produkcyjny to ilość, która zaleje każdą jakość. Przyszłe pole walki to miliony dronów i robotów, sterowanych przez ludzi i AI. Żaden żołnierz nie przetrwa na froncie, na którym będą walczyć ze sobą maszyny.

Chiny rzuciły już wyzwanie Ameryce i produkują flotę wojenną. Nie są w stanie wyprodukować zaawansowanych lotniskowców, nie posiadają wyszkolonych pilotów i takich samolotów jak USA. Cóż, Ukraińcy też nie mają floty, a za pomocą pocisków sterowanych i autonomicznych łodzi przepędzili rosyjską flotę ze swoich akwenów. Ewentualne sparaliżowanie amerykańskiej floty to koniec bezpieczeństwa Europy, która nie może zebrać się do odbudowy armii.

Moje rozważania są czysto teoretyczne. Wiem tyle co obejrzę i przeczytam w internecie. Jeden analityk bagatelizuje siłę Chin, drugi wskazuje na ich przewagę. Dla mnie faktem są różnice potencjałów. Każde imperium, pomimo pełzających trudności, wydawało się niezniszczalne. A potem nagle wszystko się rozsypywało. W tej sytuacji upatruję czarnych łabędzi na lata 2024-2025.


Za wzrostami

Rynek wspina się po ścianie strachu, jak zwykle działa Drugie Prawo Rynku. Ryzyka będą się pojawiać i znikać, aż nastąpi kumulacja, która wybuchnie. Do tego czasu powinniśmy jednak trzymać się trendu. 

Tutaj wiele się nie zmienia: projekcje wskazują na szczyt na szerokim rynku między kwietniem a wrześniem. Z grubsza tak, jak przedstawiłem w grudniowym planie na 2024:


Inaczej to wygląda dla WIG/WIG20, bo duże spółki chodzą zdecydowanie bardziej nieregularnie. Tutaj np. obecna korekta mogłaby trwać do lutego (analogia do korekt w hossie, synchronizacja po lokalnych szczytach przed korektą):


za turbulencjami w pierwszym kwartale, a potem powrotem wzrostów przemawia też cykl prezydencki USA, który dobrze działał w ostatnich 2 latach:

Czwarty rok pierwszej kadencji


Rozłączne wykresy szerokiego rynku (reprezentowanego przez indeks ^_PLWS, czyli spółki z GPW bez NC) oraz WIG20 widzieliśmy przez cały ostatni rok:


Korelacja rozeszła się szczególnie w październiku, kiedy to WIG20 zaczął gwałtowne wzrosty, a szeroki rynek osuwał się do grudnia. Obecnie natomiast widzimy sytuację odwrotną - dlatego trzymam portfel w akcjach i dalej skupiam się na selekcji i akumulacji wybranych papierów.

---------

Za dalszymi wzrostami przemawiają waluacje polskich akcji. Na przykładzie WIG_POLAND kapitalizacja/wartość księgowa widać ok. 20-30% niedoszacowanie względem poprzednich szczytów:


Na rynku wciąż roi się od okazji. Dlatego właśnie w rotacji upatruję szans w tym roku. Rotacja między branżami była moim największym sukcesem w 2022. W 2023 było dobrze, choć popełniłem zasadniczy błąd: w czerwcu budując portfel ze spółek Skarbu Państwa odrzuciłem banki i skupiłem się na górnictwie, paliwach i energii. Pospieszyłem się o rok - myślę, że dopiero w tym roku ruszą okazje na PKN, JSW i KGHM po tym, jak po raz kolejny uderzy inflacja.

Nawet jeśli inflacja nie uderzy w tym roku, to i tak jesteśmy już w trendzie rosnącej inflacji i rentowności długu:


To powinno wygenerować okazje na spółkach surowcowych i przemysłowych, które znowu są tanie (ewenement to JSW, które wciąż ma więcej gotówki niż wynosi kapitalizacja). Ogólnie uważam, że najbliższe lata przyniosą renesans strategiom opartym o selekcję spółek i frustrację posiadaczom pasywnych ETFów na indeksy, bo podobnie jak w 2022, w bessie indeksy będą podlegać silniejszym przecenom, dopóki nie zmienią się wagi spółek wciąż odzwierciedlające paradygmaty rządzące poprzednią dekadą.

---------

Po stronie pozytywnych niespodzianek mamy cały czas scenariusz hossy napływowej, za którym obstaje Hedgefundowiec z Twittera. W jego scenariuszu zachęceni zwrotami z giełdy Polacy tłumnie ruszą na rynek i kupią każdą korektę. Na razie nie widać tego zjawiska na GPW, ale trzeba być przygotowanym na taki scenariusz. Co prawda w październiku 2023 padł roczny rekord napływów do funduszy akcji polskich: całe 200 miliony zł. Wciąż to jednak kropla w porównaniu z 4 miliardami napływów w rekordowym miesiącu 2007 roku.

---------

Na koniec, jako przykład, dlaczego uważam, że polski rynek wciąż jest w wielu miejscach rażąco niedowartościowany, przedstawiam spółkę, którą akumulowałem od listopada: Kino Polska.

Pisałem wcześniej w komentarzach, że nie zamierzam ujawniać swoich pozycji w portfelu. Tu robię wyjątek, żeby pokazać zjawisko i jednocześnie KPL nie jest papierem, na jaki mój wpis lub wielkość mojej pozycji może wpłynąć. Pamiętajcie: moje analizy nie są rekomendacjami. Mogę się pomylić i jeśli uznam, że dana spółka nie spełnia dłużej moich warunków trzymania lub zwyczajnie zauważę ryzyko krachu na rynku, to sprzedam ją bez zastanowienia. 


Technicznie kurs próbuje pokonać linię trendu spadkowego. Jednak to nie dla techniki kupuję akcje (prawdę mówiąc kupowanie tuż pod oporem rzadko kiedy kończyło się dla mnie pozytywnie). Spółka stabilnie rozwija się, zarabia i spłaciła całe zadłużenie. Wskaźniki ceny do wartości księgowej i ceny do zysku jak w dnie bessy:



1 grudnia spółka poinformowała, że otrzyma dywidendę 3.6 mln EUR ze spółki zależnej i uwzględni ją w wyniku za 2023. Kurs zareagował następnego dnia całym +2.14% wzrostu, po czym oddał całość w następnych dniach.

Ja szczerze nie rozumiem dlaczego ta spółka jest tak tania. Jakieś ukryte ryzyka? Przejęcie kontroli przez Canal+ i obawy przed zdjęciem z giełdy? Może ktoś sprawniejszy w AF mnie oświeci. Wiem tylko o przejściowych problemach z dostępem do kanałów z powodu zmiany standardu nadawania, ale to już się skończyło.

Podobne dylematy miałem w 2021, kiedy mimo likwidacji pozycji akcyjnych przed bessą postanowiłem zatrzymać w portfelu XTB, Azoty, Kernela i Monnari, a później w 2022 koncentrowałem pozycje na OTS, Atc Cargo i Mirbudzie. Tylko Kernel okazał się katastrofą (wojna), a Azoty straconą okazją (30 -> 55 -> 29). Pozostałe spółki zachowały się bardzo dobrze. 

---------

Tyle dzisiaj ode mnie. Zapraszam do dyskusji o krachach, dzidach i spółkach.


piątek, 5 stycznia 2024

Tożsamość Gracza - Jak zbudować system cz. 2


 


Zwycięski mindset

Czwarty rozdział książki Tożsamość Gracza - Jak przetrwać na rynku zatytułowany Dlaczego przegrywać trzeba umieć poświęciłem nauce przegrywania, wyciągania wniosków, rozróżnieniu postępu w środowisku niepewnym a gradacyjnym i zakończyłem zdaniem:

Jesteśmy zaprogramowani żeby wygrywać, dlatego przegrywamy w grze przegrywającego, jaką jest giełda. 

Nie podniesiemy się jednak po porażkach, jeżeli nie będziemy łaknąć zwycięstwa. Jak definiować zwycięstwo, omówię w rozdziałach poświęconych celowi i strategii. Na razie roboczo przyjmiemy, że jasno sprecyzowaliśmy kryteria zwycięstwa i że wynikają one z naszych autentycznych pragnień. Tylko wtedy uwierzymy w sens zwycięstwa i poświęcimy mu swój wysiłek. Wiara pozwoli nam uzyskać odpowiednie nastawienie, zwycięski mindset, dzięki któremu porażki i problemy będziemy traktować jak przystanki i lekcje w drodze do celu.

Jako ilustracją niezłomnej woli zwycięstwa, posłużę się sylwetką Winstona Churchilla z pierwszych lat II wojny światowej. Czerwiec 1940 roku był najcięższym okresem w jego życiu i zapewne całego wolnego świata. Ważyły się losy ludzkości. W niespełna miesiąc armia Hitlera podbiła Holandię, Belgię i Francję, głównego sojusznika Wielkiej Brytanii. Stany Zjednoczone zachowywały neutralność, a Związek Radziecki dzielił łupy z III Rzeszą we Wschodniej Europie. Jedynym sukcesem aliantów była ewakuacja wojsk z Dunkierki. Wojsk, które nie miałyby szans w starciu z Wehrmachtem, gdyby Wielka Brytania nie była wyspą. Poza tym incydentem, porażka goniła porażkę od Norwegii po Afrykę Północną.

Dla wszystkich było jasne, że Hitler zwyciężył. Żaden racjonalny polityk nie widział sensu w stawianiu dalszego oporu. Winston stał na straconej pozycji. Oprócz wojny z Niemcami musiał zmagać się z wewnętrzną opozycją kierowaną przez poprzedniego premiera Chamberlaina i lorda Halifaxa, którzy zarzucali mu fanatyzm i poświęcanie Imperium w imię osobistych uprzedzeń. Wytrawni politycy chcieli widzieć w Hitlerze człowieka rozsądnego, z którym można się dogadać i podpisać pokój, żeby uratować państwowość. Nie chcieli przyjąć do świadomości, że Hitler jest autentyczny w swojej pogardzie wobec słabości, praw człowieka i demokracji. Uważali, że to tylko hasła rzucane na wewnętrzny użytek, ale w polityce zagranicznej wódz III Rzeszy okaże łagodność, bo takie właśnie sygnały wysyłał im kanałami dyplomatycznymi. Za to w Churchillu, który od początku traktował poważnie hitlerowskie zagrożenie i nienawidził nazizmu, widzieli tępy, irracjonalny upór na rzecz przegranej sprawy.

Hitler dokonał serii niemożliwych osiągnięć dzięki sile woli i ryzykanctwu: zdobył władzę nad Niemcami, podporządkował Europę Środkowo-Wschodnią, rzucił wyzwanie największym mocarstwom kolonialnym obalając jedno z nich, a drugie spychając do głębokiej defensywy. Wierzył w brutalną siłę. Zahipnotyzował masy swoją wiarą i propagandą. Parł do przodu uznając, że cel: świetlana przyszłość narodu niemieckiego - uświęca środki: łamanie niezdecydowanych, likwidowanie opornych i mniejszości narodowe. Churchilla natomiast przygniatały wątpliwości i odpowiedzialność za społeczeństwo i osiągnięcia cywilizacji. Dzisiaj, z perspektywy obecnych standardów moralnych zarzuca mu się, że także był rasistą i krwawo rozprawiał się z buntami w koloniach, jednakże w zestawieniu z Hitlerem był orędownikiem wolności i humanizmu. Nie łudźmy się, także nasze dzisiejsze wybory konsumpcyjne: zjadanie zwierząt czy korzystanie z niewolniczej pracy w fabrykach trzeciego świata, będą kiedyś surowo oceniane. Droga Churchilla do władzy była przerywana politycznymi porażkami, zrywami i katastrofami. I właśnie dlatego w najcięższej chwili, to ten zaprawiony w zmaganiach z niepewnością charyzmatyczny polityk, a nie dyplomatyczny lord Halifax, decydował o biegu dziejów.

4 czerwca 1940 roku Churchill postawił wszystko na jedną kartę. W przemowie jednoznacznie określił co sądzi o “pokojowych” propozycjach Hitlera i naciskach ugodowych brytyjskich polityków:

Chociaż wielkie obszary Europy i wiele starych i sławnych państw wpadło lub może wpaść w ręce gestapo i całego ohydnego aparatu rządów nazistowskich, my nie osłabniemy, ani nie ulegniemy. Wytrzymamy do końca, będziemy walczyć we Francji, będziemy walczyć na morzach i oceanach, będziemy walczyć z coraz większą pewnością i coraz większą siłą w powietrzu, będziemy bronić naszej Wyspy bez względu na cenę, będziemy walczyć na plażach, będziemy walczyć na lądowiskach, będziemy walczyć na polach i na ulicach, będziemy walczyć na wzgórzach; nigdy się nie poddamy, a jeśli, w co nie wierzę nawet przez chwilę, Wyspa ta lub duża jej część zostałaby podbita i głodowałaby, to wówczas nasze zamorskie Imperium, uzbrojone i strzeżone przez Flotę Brytyjską, walczyć będzie dalej, dopóki, we właściwym dla Boga czasie, Nowy Świat, z całą swoją potęgą i mocą, ruszy na ratunek, by uratować i wyzwolić Stary.

Kiedy wypowiadał te słowa, nie istniało państwo, któremu udało się zatrzymać niemiecki walec. Wszyscy dotychczasowi przeciwnicy Hitlera przegrali. Gdyby Churchill przegrał Bitwę o Anglię, zostałby uznany za szaleńca, jakim wówczas widzieli go umiarkowani politycy. Tylko szaleniec lub idiota mógł w ich oczach dalej prowadzić wojnę przeciwko najsilniejszej armii jaką znała historia. Ale Anglia przetrwała najtrudniejszy okres, odbudowała się i wraz z sojusznikami wygrała wojnę a Churchilla uznaje się dzisiaj za najwybitniejszego Brytyjczyka wszech czasów.

Przedstawiona powyżej historia niesie cenne lekcje dla graczy rynkowych, ponieważ zarówno polityka, jak i rynki należą do kategorii wysoce niepewnych zjawisk. Postępowanie Winstona Churchilla nie było szalone, mimo że tak widzieli to politycy w czerwcu 1940 roku. Z punktu widzenia teorii gier wybrał optymalne rozwiązanie. Wielka Brytania była wyspą, której strzegła najsilniejsza flota świata. Posiadała najrozleglejsze kolonie i przychylność największej potęgi gospodarczej: Stanów Zjednoczonych. Churchill, zaprawiony porażkami i zwrotami akcji, wiedział, że trzymając się swojej wiary w cywilizację, będzie miał w długim terminie przewagę nad chwilowym zauroczeniem nieludzkim nazizmem, jaki okazywały niektóre narody. Wiedział również, że nie może ufać Hitlerowi, bo ten nigdy nie dotrzymywał umów. Wódz III Rzeszy zawsze na początku kusił i zwodził pozorną łagodnością, ale jeśli nie otrzymywał czego pragnął, brutalnie to egzekwował. Nie inaczej stałoby się z Wielką Brytanią. Opór za wszelką cenę był rozsądniejszym rozwiązaniem, niż dać się rozbroić, a potem będąc już bezbronnym, całkowicie podporządkować woli Hitlera.

Dlaczego zatem tylu brytyjskich polityków parło do rozejmu? Wynika to z naturalnej tendencji ludzkiego umysłu do unikania straty. Na giełdzie znamy to zjawisko pod postacią brania małych zysków i trzymania strat. Awersja do straty prowadzi do unikania ryzyka lub podążania za konsensusem. Politycy pochodzili zazwyczaj z bogatych, wpływowych rodzin, pięli się w hierarchii, poczynając od słynnych uniwersytetów poprzez kolejne szczeble kariery partyjnej, byli przyzwyczajeni do gry zwycięzców. Zgodzili się na wojnę, gdy ta toczyła się na kontynencie, kiedy jednak wizja zbombardowanych miast zajrzała im w oczy, pragnęli ocalić co się da. Gdyby połączone siły francusko-angielskie pokonały Niemców, uznaliby to za swój sukces. Kiedy jednak Blitzkrieg zmiażdżył armie aliantów, winy szukali na zewnątrz. Analogicznie gracz, który kupuje akcje pod wpływem pozytywnych analiz gospodarczych i zarabia, widzi w tym oznakę swojej błyskotliwości. Kiedy natomiast traci, uważa, że miał pecha. W końcu postąpił racjonalnie, zgodnie z konsensusem.

Inaczej sytuacja przedstawia się, kiedy ktoś występuje przeciwko konsensusowi, gra niestandardowo. Jeżeli mu się uda, zostaje uznany za geniusza. Jeśli poniesie porażkę - zostaje uznany za idiotę. Zazwyczaj konsensus jest rozsądnym rozwiązaniem. Trend trwa dłużej niż wszystkim się wydaje, zatem grają przeciwko niemu głównie zuchwalcy i hazardziści. Czasem udaje im się trafić w jakąś korektę i dla mniej rozgarniętych graczy stają się giełdowymi guru. Ale przychodzi czas, kiedy faktycznie rzeczywistość przeczy konsensusowi i tylko jednostki zahartowane w licznych bojach są w stanie dostrzec zmianę.

Nauka dla nas: kultywuj zwycięski mindset, kontempluj sukcesy i porażki, żeby wyciągać z nich lekcje, nie przejmuj się tym, jak ocenią cię inni. Zachowując się jak oni, uzyskasz aprobatę i w sukcesie, i w porażce. Ale nie o aprobatę chodzi w tej grze.


Dziękuję za wysłuchanie kolejnego odcinka Tożsamości Gracza. Jeżeli podoba ci się ta seria, zachęcam do zakupu ebooka lub audiobooka Tożsamość Gracza - Jak przetrwać na rynku, który dostępny jest pod adresem:

https://tozsamosc-gracza.pl/

Do przygotowania tekstu korzystałem z książki Anthony’ego McCartena Czas mroku.


Część 1: