czwartek, 18 czerwca 2015

Droga jest celem cz. 3


Zenek znika. Marcin przez jakiś czas przetwarza w myślach wydarzenia tego wieczora, następnie podnosi z biurka kubek po kawie i wychodzi do kuchni. Zmywa kubek i odkłada na suszarkę. Choć wykonał co najmniej jedno zadanie po wejściu do kuchni, czuje niedosyt. Uważa, że porządku nie przybyło, ponieważ dopiero co parzył w tym kubku kawę. Podnosi zatem brudny nóż ze stołu, myje go i tym razem czuje satysfakcję. Wychodząc z rowerem zabiera worki ze śmieciami.

Przez trzy kolejne dni kończy ważny projekt w pracy i wraca późnym wieczorem. Nie ma sił nawet na przygotowanie kolacji, ale nie porzuca systemu. Łapie się na tym, że czasami wchodzi do kuchni bez celu tylko po to, by umyć chociaż jedną łyżeczkę bądź zetrzeć okruchy z kawałka blatu, na którym wcześniej stał brudny talerz. W sobotę odsypia nadgodziny i postanawia ugotować leczo. Gdy wchodzi do kuchni, pierwszy raz rejestruje, że coś się zmieniło. Nie widać jeszcze porządku, ale jest dużo lepiej. Z tej okazji bierze się za mycie patelni (wszystkie sztućce i kubki ze zlewu już umył, zostawił tylko to co najgorsze). Siłą rozpędu zmywa resztę naczyń. Do wieczora kuchnia jest wysprzątana. Tak jak obiecał Zenek - bez żadnego wysiłku. Niestety duszek od ostatniego spotkania się nie pojawił.

Zachęcony sukcesem, Marcin postanawia poszerzyć listę instrukcji i spisać je w specjalnym zeszycie. Dotychczas miał tylko jedną: “JEŻELI wchodzę do kuchni, TO sprzątam co najmniej jedną rzecz.” Ponieważ kuchnia jest już sprzątnięta, zostaje mu utrzymywanie czystości, zmienia zatem treść instrukcji na: “JEŻELI wchodzę do kuchni, TO zmywam lub odkładam z suszarki co najmniej jedno naczynie lub ścieram blat.” Wtedy przypomina sobie o płatkach, które sypią się na głowę w czasie otwierania szafki. Wyciąga paczkę, sprawdza datę ważności i odkrywa, że powinien je zjeść najpóźniej dwa lata temu. Ile takich bomb ekologicznych ma jeszcze w kuchni? Najpierw chce dopisać przegląd żywności do instrukcji, ale po krótkim namyśle stwierdza, że to nie będzie takie łatwe jak zmycie naczyń i ułożenie suchych na miejsce. Dopisuje więc kolejną instrukcję: “KAŻDEGO DNIA porządkuję przynajmniej jedną rzecz w kuchni, np. szukam przeterminowaną żywność, niepotrzebne przedmioty, ścieram kurz z szafki/lodówki itp.” Pozbycie się przeterminowanych produktów żywnościowych i niepotrzebnych przedmiotów z kuchni wymaga przeszukiwania mebli, przypomnienia kiedy się ostatnio dany przedmiot używało i zastanowienia czy go zostawić i używać, czy wynieść do piwnicy, czy po prostu wyrzucić. To sporo działań, mało kto świadomie porządkuje swoją kuchnię do tego stopnia, dlatego jedno działanie dziennie wystarczy.

Czas zabrać się również za pokój. Przegląd ubrań, książek i walających się wszędzie dokumentów ląduje w instrukcji numer 3: “KAŻDEGO DNIA porządkuję przynajmniej jedną rzecz w pokoju.” Specjalna instrukcja odnosi się do biurka, które zawalił setkami papierów, płyt CD, pisaków i drobnych przedmiotów: “JEŻELI siadam przy biurku, TO porządkuję przynajmniej jedną rzecz.” Marcin często krząta się po mieszkaniu, a zazwyczaj i tak kończy przy biurku przed komputerem, więc okazji do sprzątania ma sporo. I dobrze, bo podoba mu się obserwowanie jak sterty papierów nikną. Większość ląduje w pojemniku z makulaturą, dla części tworzy teczki z archiwum, a całkiem sporo ląduje w teczce z napisem “spalić”. Kiedy porządkuje pisaki i długopisy zauważa, że wiele z nich już nie pisze. Ile razy potrzebował szybko coś zapisać, brał pierwszy długopis z brzegu i okazywało się, że tusz wysechł. Zdenerwowany odkładał go na bok i szukał kolejny. Gdyby wyrzucał od razu zużyte materiały, zaoszczędził by czas i nerwy.

Uporządkowanie biurka zajmuje mu tylko 3 dni i może już usunąć instrukcję nr 4 (od teraz utrzymywanie porządku na biurku mieści się w kompetencjach instrukcji nr 3). W pracy bierze się wreszcie za skrzynkę pocztową: “JEŻELI sprawdzam pocztę, TO archiwizuję co najmniej jeden mail.” Czasami sprawdza pocztę kilka razy w ciągu godziny, ponadto wiele maili pogrupowanych jest w wątki, zawierające nawet po kilkadziesiąt maili, a które może przekopiować w całości, zatem porządkowanie skrzynki idzie bardzo sprawnie. Już pierwszego dnia przerzuca do katalogów ponad setkę maili. Najlepsze jest to, że nic go nie goni. Nie musi uporządkować skrzynki - on ją już utrzymuje w porządku. Postanawia, że w folderze “Odebrane” zostaną tylko aktualne sprawy, natomiast wszystkie inne wątki zarchiwizuje. Nie dość, że będzie mu o wiele łatwiej przeszukiwać historie kontaktów, będzie miał też szybki wgląd w bieżące zadania. Kiedy uporządkuje skrzynkę pocztową, zostanie mu 20 aktywnych wątków. Szybko zauważy, że ponad połowa z nich to mało istotne problemy, o których ciągle zapominał: sprawdzić jakiś plik, pobrać materiały z ftp, podpisać dokument. Gdy w katalogu miał tysiące maili, ginęły przesłonięte przez ważne sprawy, a teraz, gdy lista aktywnych wątków powinna być jak najkrótsza, drażnią. Marcin będzie potrzebował ledwie pół godziny, by pozamykać te drobnostki i w “Odebranych” zostanie tylko 8 wątków związanych z pracą.

Póki co żadne z cyklicznych zadań wpisanych do systemu nie wymaga od niego walki ze sobą. Wręcz przeciwnie - są tak łatwe, że chętnie je wykonuje, bo po każdym małym działaniu czuje satysfakcję. Widzi ile spraw, które wcześniej go przerastały pchnął do przodu i szuka z optymizmem kolejnych wyzwań. Jednym z nich jest napisanie dokumentacji do programu, nad którym aktualnie pracuje. Przy wcześniejszych projektach zaczynał pisać dokumentację tuż po oddaniu programu i strasznie tego nie lubił. Stresował się już na 2 tygodnie przed deadlinem, ale i tak zaczynał dopiero kilka dni przed i zarywał nocki.

Jakie najprostsze zadanie, które nie spowoduje niechęci może wykonać? Żeby zadanie miało sens, musi to być przynajmniej napisanie jednego zdania. Termin oddania dokumentacji upływa za dwa miesiące, co w dniach roboczych daje ok. 40 dni. 40 zdań nie wystarczy do napisania dokumentacji, ale Marcin z doświadczenia wie, że jak już zacznie pisać, to czasami idzie bardzo sprawnie. Jeśli musisz napisać dokument, to praca wydaje się nudna i odsuwasz ją od siebie. Jeśli musisz napisać jedno zdanie, to bez trudu otwierasz edytor tekstu, wczytujesz kod źródłowy i wybierasz funkcjonalność, którą chcesz opisać. Skoro już przygotowałeś to wszystko i napisałeś pierwsze zdanie, drugie, trzecie i czwarte przychodzi bez wysiłku. A jeśli po pierwszym się nie chce, to zamykasz edytor - zadanie przecież wykonałeś i masz prawo do krótkiej chwili satysfakcji z okazji dobrze wykonanego zadania.

Marcin dopisuje instrukcję: “KAŻDEGO ROBOCZEGO DNIA piszę co najmniej jedno zdanie dokumentacji.” Efekty przerosną jego oczekiwania - napisze ją już po miesiącu, a później będzie ją tylko uzupełniał pod koniec dnia pracy, aż do skończenia projektu. Odda dokumentację razem z programem i urządzi z tej okazji imprezkę w swoim względnie uporządkowanym (na pewno czystym) mieszkaniu.

Do ogarnięcia zostały zawody rowerowe. Regulamin i teksty do strony powinien oddać za pół roku, więc dotychczas z lekkim sumieniem odsuwał pisanie na później. Czy będzie mu się chciało od dziś pisać nawet jedno zdanie, skoro może to zrobić później? Czy jeśli wpisze do swojej listy zbyt wiele zadań w stylu “KAŻDEGO DNIA…”, nie zaczną go w swojej masie przytłaczać? Zenek ostrzegał, żeby nie podejmować się od razu zbyt wielu zadań, bo zaczną angażować pokłady siły woli. Decyzję o wpisaniu instrukcji “KAŻDEGO ROBOCZEGO DNIA piszę co najmniej jedno zdanie regulaminu lub strony www o zawodach rowerowych” podejmie dopiero po uporządkowaniu poczty. Podobnie jak w przypadku pisania dokumentacji pójdzie mu sprawnie i wyśle zaskoczonym kolegom teksty już miesiąc przed terminem.

Któregoś dnia niespodziewanie zajwia się Zenek. Marcin bardzo się cieszy: “Martwiłem się, że już cię nigdy nie zobaczę”, zaczyna.
“Chciałem cię odwiedzić wcześniej, ale zapomniałem ścieżkę do tego wszechświata.”
“Myślałem, że wy anioły jesteście tutaj zsyłane przez Boga”, żartuje Marcin.
“W życiu nie spotkałem anioła, w sumie to nawet nie wierzę w ich istnienie, choć widziałem rzeczy, jakie się filozofom na Ziemi nie śniły.”
“No, ale chyba w Boga wierzysz?” Widać lekkie zakłopotanie w oczach Marcina.
“Bóg to tylko słowo. Jeśli za tym słowem kryją się wyobrażenia o miłosiernym starcu czy przenikającym wszystko kochającym duchu, to Bóg staje się konceptem, w który wierzysz lub nie. Koncept jest wyobrażeniem w twoim umyśle, nie jest rzeczywisty. Miliardy wierzących wierzą w miliardy wirtualnych bogów istniejących tylko w ich umysłach. Jeśli natomiast powiem, że Bóg to Rzeczywistość, wszystko co jest, to czy możesz zdefiniować Rzeczywistość? Ona po prostu jest, w niej jest wszystko. Nie możesz jej opisać, nie możesz stworzyć jej modelu, w który uwierzysz. Możesz ją tylko doświadczać, będąc jednocześnie jej częścią.”
“Wolałbym usłyszeć od ciebie, że istnieje dobry Bóg i życie po śmierci. Jesteś przecież dowodem na to.”

“Jestem, który jestem. Nie mam pojęcia skąd i dlaczego się wziąłem. Kiedyś byłem człowiekiem, teraz jestem duszkiem Zenkiem. Ale czy jest ciągłość między tamtym człowiekiem, a tym duszkiem? Tamten człowiek posiadał ciało, osobowość, charakter, zapamiętane przeżycia i poglądy zapisane w połączeniach neuronalnych, które odeszły wraz ze śmiercią ciała. Czy jestem jego duszą, która pamięta życie, czy może wytworem jakiejś niepojętej cywilizacji, która dokonała transferu świadomości człowieka do bytu będącego poza zasięgiem ludzkiej nauki? Wszystko co wiem o sobie, to to że jestem. Reszta to interpretacja.”
“Możesz chyba też powiedzieć, że jesteś częścią Rzeczywistości”, zauważa Marcin.
“A może tylko urojeniem twojego umysłu, w którego istnienie uwierzyłeś?”
“Nie ułatwiasz mi życia. Faktycznie brałem pod uwagę, że dotknęły mnie jakieś halucynacje. W “Pięknym umyśle” pokazali, jak schizofrenik zaprzyjaźnił się z facetem, który istniał tylko w jego głowie. Na gruncie naukowego obiektywizmu to byłoby najbardziej oczywiste wytłumaczenie, choć struktury mojego mózgu odpowiedzialne za wierzenia opowiadają się za twoim istnieniem. Wydaje mi się, że o tym systemie z nawykami nigdzie nie czytałem i moja podświadomość nie mogłaby go wymyślić, a potem przekazać mi poprzez postać duszka, którego widzę tylko ja.”

“Sam widzisz jak to jest z wiarą - nie jesteś w stanie przyjąć za pewnik nawet tego co widzisz, słyszysz i odczuwasz, bo tak bardzo odbiega od normalności. Dlatego nawet gdybym faktycznie był aniołkiem wysłanym przez dobrotliwego Boga z siwą brodą, początkowo uwierzyłbyś i się radował, ale z czasem zacząłbyś wątpić, czy to wszystko się nie przyśniło, czy nie było wynikiem urazu psychicznego. Albo zacząłbyś wątpić, czy ten który mnie wysłał jest wszechmocnym, nieskończonym Bogiem, czy tylko jakimś bardziej złożonym bytem, który może stwarzać światy, ludzi, ale sam również został stworzony przez bardziej niepojętą istotę.”
“Nawet jeśli istniejesz tylko w moich myślach, to cieszę się że się spotkaliśmy. Konsekwencje są dla mnie pozytywne. Wchodząc na ścieżkę utrzymywania porządku w swoim otoczeniu, pozbyłem się większości trosk. Nie stałem się jeszcze szczęśliwy, ale jest mi znacznie łatwiej.”
“Nie jesteś szczęśliwy?”
“Sam nie wiem. Osiągnąłem wszystko o czym marzyłem: mam wielu znajomych, dobrą pracę, pieniądze, sukcesy sportowe, mieszkanie bez kredytu. Osiągnąłem mistrzostwo w dziedzinie, którą się zawsze pasjonowałem - programowanie i projektowanie systemów. Ale brakuje mi wiary. Im więcej mam i zdobywam, tym bardziej smuci mnie, że to wszystko utracę, gdy umrę. Kiedy byłem dzieckiem nie znałem teorii ewolucji, kosmologii i atomów. Świat to był mój dom z podwórkiem i szkołą, a w niebie mieszkał dobry Bóg, który mnie kochał. Zwierzątka w bajkach tworzyły zgraną paczkę przyjaciół, żołnierze w filmach toczyli heroiczne bitwy w imię najwyższych ideałów, a prorocy z ilustrowanej Biblii rozmawiali z aniołami. Świat był taki jak trzeba, miał niezaprzeczalny sens.”

“Dzisiaj”, kontynuuje, “widzę tylko jego okrutne oblicze: malownicze lasy to arena nieustannej walki o przetrwanie, ludzie giną w bezsensownych wojnach w imię bzdurnych ideologii, Jezus z Ewangelii okazuje się być zlepkiem mitów egipskich i hebrajskich. Wystarczy odpowiednio bliski wybuch supernowej, by zdmuchnąć wszelkie życie na Ziemi, postępująca entropia zamieni kiedyś wszechświat w lodową pustynię. Jesteśmy nic nie znaczącym pyłkiem w bezkresnym wszechświecie, w którym suma wszystkich energii wynosi zero. Wszystko to powstało z punktu, nie mającego celu ani sensu i dąży z powrotem do nicości.”

"Cierpisz, ponieważ próbujesz objąć rzeczywistość umysłem. Chcesz zredukować ją do modelu, który będzie się zachowywał jak ona i przewidzi jej zachowanie. Umysł wierzy, że wtedy dotrze do prawdy i uzyska spokój. Przeraża go i jednocześnie ciekawi nieznane, a czy może istnieć większe wyzwanie niż sens istnienia?

Pamiętasz jak przyrównałem Boga do Rzeczywistości? Niepojętej, nieskończonej, nie dającej się opisać? Myśliciele, którzy próbowali objąć umysłem nieskończoność ocierali się o szaleństwo. Inni redukują Rzeczywistość do kilku równań i wierzą, że poznali istotę wszechrzeczy. Choć nie znamy ograniczeń naszych umysłów i aparatów badawczych, wierzą że nauka tłumaczy już prawie wszystko. Nawet jeśli ludzkość znajdzie opis wszystkiego, co jest w stanie zarejestrować, pozostanie wśród jednych nadzieja, że istnieje coś ponad, a wśród innych zwątpienie w model ostateczny. Nic nie jest w stanie przynieść umysłowi spokoju."

"Z tego co mówisz wynika, że nigdy nie będę szczęśliwy."
"Nie. Z tego wynika, że nie osiągniesz szczęścia na drodze rozumowej. To czy uznasz jakieś wytłumaczenie świata za prawdziwe i w nie uwierzysz, nie będzie miało wpływu na twoje poczucie sensu."
"Dziwne jest to co mówisz. Myślałem, że kiedy odnajdę Boga, odnajdę też sens i szczęście."
"Wciąż próbujesz stworzyć Boga w swojej głowie. Nie szukaj Go, doświadczaj Go tu i teraz, w tej Rzeczywistości. Święci i mędrcy przez dziesiątki lat studiowali pisma i medytowali, by odnaleźć sens i cel istnienia. W końcu dochodzili do wniosku, że świat nie ma sensu, życie jest celem samo w sobie. Celebrowali codzienne czynności i czerpali radość z samego faktu istnienia."

"Jakoś nie widzę siebie czerpiącego radość z wąchania kwiatków i gapienia się w chmurki."
"OK, spróbuję z innej strony. Powiedziałeś, że sam nie wiesz czy jesteś szczęśliwy. Brak wiary przeszkadza ci w osiągnięciu spokoju."
"Nie tylko to. Mam też inne potrzeby, które nie są zaspokojone i ich brak jest przyczyną moich zmartwień. Mam marzenia, których osiągnięcie przyniosłoby mi spełnienie."
"Opowiedz o nich."

Marcin zastanawia się chwilę i zaczyna wymieniać: "Chcę znaleźć miłość życia, być bogaty, mieć wiarę, spełnić się zawodowo. Jak większość ludzi."
"Dlaczego chcesz znaleźć miłość życia?"
"Żeby z nią spędzać czas, mieć dzieci, podróżować, dzielić pasje."
"Co się stanie, kiedy będziesz już bogaty?"
"Nie będę się martwić o byt. Będę mógł pracować dla przyjemności, nie będę musiał pisać dokumentacji."
"A gdy będziesz miał wiarę, to..."
"Nie będę miał lęków egzystencjalnych."
"Zostaje spełnienie zawodowe."
"Chciałbym zbudować jakiś system, który ułatwi ludziom życie, pchnie cywilizację do przodu. Mam różne pomysły, niektóre wdrażam w pracy. Gdybym stworzył taki system, poczułbym się potrzebny, ludzie by mnie cenili - wybiłbym się z tłumu. To chyba nic złego?"
“Nie, skąd. To całkiem rozsądne potrzeby i marzenia. Chcę tylko zwrócić uwagę na pewne założenie, które przyjąłeś: uzależniłeś swoje szczęście od osiągnięcia tych celów.”
“To chyba normalne - będę szczęśliwy, kiedy zrealizuję swoje potrzeby i marzenia.”
“Gdyby tak było, ludzie nie rozwodziliby się, milionerzy nie chodziliby do psychoterapeutów, a sławni artyści nie topiliby smutków w alkoholu.”
“Wiem, że to nie łatwe, ale wierzę że mi się uda. Życie bez celów jest nic nie warte.”
“Nie mam zamiaru odwodzić ciebie od tych celów. Są wartościowe i warto, żebyś za nimi podążał.”
“Przed chwilą zasugerowałeś jednak, że nie stanę się szczęśliwy, jeśli je osiągnę.”
“Owszem, znalezienie drugiej połówki, sukcesy zawodowe czy zdobycie majątku nie gwarantują szczęścia. Mogą dać ci satysfakcję na jakiś czas, ale równie dobrze mogą cię zniewolić i łudzić, że szczęście jest blisko, musisz tylko coś jeszcze osiągnąć, zdobyć, poświęcić i tak dalej.”
“Co zatem powinienem zrobić, żeby być szczęśliwym?”
“Pomyśl. Droga jest celem.”

“Hmmm. Powiedziałeś, że święci dochodzili do wniosku, że życie jest celem samo w sobie i zaczynali cieszyć się z codziennych czynności. Czyli powinienem nauczyć się cieszyć z faktu, że istnieję?”
“Właśnie tak. Bądź szczęśliwy. Niezależnie od okoliczności - czy masz kobietę, czy nie masz, czy jesteś bogaty, czy biedny, czy spełniasz się zawodowo, czy robisz coś nudnego, czy wierzysz w Boga, czy jesteś ateistą - możesz być szcześliwy. Jeśli będąc nieszczęśliwym wejdziesz w związek, są małe szanse, że osiągniesz szczęście. Przez jakiś czas zaślepiony hormonami będziesz adorował każdą chwilę z ukochaną, ale gdy stan zakochania wygaśnie, wrócą stare problemy.

Badaczka związków międzyludzkich doszła do wniosku, że recepta na udane pożycie jest prosta: “kochaj siebie, a nie ważne z kim się zwiążesz.” Buszmeni Khoisan więcej tańczą i odpoczywają niż pracują: “Po co mielibyśmy cokolwiek sadzić, skoro na świecie jest tyle orzeszków mongongo?”. Ludzie z prymitywnych plemion nie patrzą na siebie jak na odrębne byty zamieszkujące Ziemię. Traktują siebie jako część natury, ich świat jest poukładany i pełen duchów. Lęki egzystencjalne to domena głównie świata Zachodu, który poprzez materializm i postępującą świadomość mechanizmów rządzących światem porzucił koncept Boga osobowego. Genialny plan inteligentnego stworzenia okazał się trwającym miliardy lat procesem ewolucji najprostszych cząstek do złożonych organizmów.”

“O tym ci właśnie mówiłem. Bawiłem się kiedyś w programowanie automatów komórkowych. Tworzysz na przykład mały obiekt graficzny i implementujesz mu kilka prostych funkcji, opisujących jak ma się zachować, gdy trafi na inny obiekt. Potem odpalasz symulację miliona obiektów i patrzysz co się dzieje. Na zbliżeniu efekt przypomina chaos, ale gdy oddalisz perspektywę, zaczynasz obserwować wzory. A jeśli taki zbiór komórek tworzących jakiś wzór potraktujesz jako nową komórkę i znowu powielisz miliony razy, to zwiększając perspektywę o kolejny rząd, otrzymasz nowe logiczne obrazy. Taka ma być teoria wszystkiego - znaleźć element podstawowy, z którego wyprowadzone zostaną wszystkie znane prawa. Nie ma tu miejsca na Boga, miłość, dobro - są tylko równania. Fajnie, że miliardy ludzi nie ma lęków egzystencjalnych, bo wierzą w duchy, życie pozagrobowe, energię chi, wieczną świadomość, ale przy odpowiedniej dawce wiedzy nie wrócisz na ten poziom, choćbyś nie wiem jak pragnął.”
“Może istnieje jakaś funkcja podstawowa, a może zawsze da się zejść poziom niżej i wznieść wyżej. Może cały nasz wszechświat jest komórką czegoś niewyobrażalnie bardziej złożonego, a najmniejszy budulec atomu odrębnym wszechświatem. A może jesteśmy tylko symulacją w czyjejś grze komputerowej? Wszystko i nic - umysł szaleje, a ty utożsamiasz swoje poczucie sensu z ogarnięciem kolejnych teorii. Doszedłeś do etapu “świat nie ma sensu” - naucz się akceptować rzeczywistość i celebrować życie.

Ścieżka bycia szczęśliwym nie wyklucza pozostałych - możesz równocześnie bogacić się, rozwijać zawodowo, duchowo, zgłębiać nowe teorie kosmologiczne i umawiać z dziewczynami. Cele stają się wyzwaniem, przygodą, a nie warunkiem osiągnięcia spokoju, szczęścia czy spełnienia. Sukcesy w każdej z tych dziedzin wzmocnią twoje postępy na drodze do spełnienia, ale nie przywiązując się do nich unikniesz łechtania ego i brania do siebie bólu porażek. Po kilku krokach do szczęścia możesz uświadomić sobie, że niektóre cele już cię nie interesują. Pewnego dnia możesz rzucić wszystko i ruszyć rowerem dookoła kuli ziemskiej albo postanowisz zostać milionerem, żeby polecieć w kosmos.”
“Brzmi jak bajka. Ale nauczenie się czerpania radości z tego, że jestem, pewnie nie będzie tak proste, jak posprzątanie mieszkania…”
“Może być łatwiejsze, niż ci się wydaje. Uporządkowanie swojego otoczenia to pierwszy ważny krok ku harmonii. Dzięki prostej technice wykształcenia pozytywnych nawyków sprzątania już go zrobiłeś.”
“Faktycznie. Świadomość, że utrzymuję w porządku swoje mieszkanie i miejsce pracy odjęło mi sporo zmartwień. Mam już zdecydowanie mniej wyrzutów sumienia, kiedy surfuję po sieci lub oglądam seriale”, uśmiecha się Marcin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz. Ze względu na ataki spamerskie musiałem wprowadzić moderację, ale postaram się przeczytać go i odpisać jak najszybciej.

Pozdrawiam,
podtworca

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails