poniedziałek, 2 listopada 2026

Czy małe spółki stać jeszcze na odbicie?

 Rynek wygląda coraz gorzej. Duże spółki napompowane zagranicznym kapitałem mają już niewielki zapas do wzrostu. Tymczasem SWIG80 w momencie tworzenia tego wpisu przyniósł stratę -0.75% od początku 2026 roku i technicznie wygląda coraz gorzej.

Wskaźniki szerokości rynku pokazują zacieśniającą się konsolidację (fioletowa linia - średnia krocząca, wygładzająca sygnał). Na wykresie zaznaczyłem błękitnymi prostokątami hossy cykliczne na GPW:


Czarnymi odcinkami zaznaczyłem rodzaje cyklicznych hoss: 

- rosnące reprezentują hossy, w których w czasie rośnie liczba spółek rosnących (1996-1997, 1998-2000, 2011-2013, 2015-2017, 2019-2021),

- spadające reprezentują hossy, które zaczęły się dynamicznymi wzrostami całego rynku, po czym szerokość spadała wbrew indeksowi, który piął się w górę (2009-2011, 2022-2024),

- kreski boczne zaznaczyłem przy hossach 2003-2004 i 2005-2006, gdzie widać szybkie osiągnięcie wysokich odczytów szerokości rynku na początku hossy, które zostały utrzymane do końca bez wyraźnego przebicia szczytu ani niższego szczytu (podwójny szczyt M).


Jak ma się do tego aktualna sytuacja? Na wykresie wyraźnie widzimy spadającą szerokość rynku w hossie cyklicznej 2022-2024 i ustanowienie dołka w grudniu 2024. Potem mamy szybkie odbicie od stycznia 2025 i ruch boczny na niskim poziomie, trwający do teraz. 

I tyle. Nie widać żadnego wzorca, który wspierałby scenariusz wzrostów lub spadków. Osobiście liczę wciąż na powtórkę sytuacji sprzed 10 lat:


Kółkami zaznaczyłem analogiczny okres w listopadzie 2016. Spójrzcie na wykres szerokości - w latach 2015-2016 zachowywał się podobnie do 2025-2026. Optymistyczny wyskok, spadek, potem powrót i ruch boczny. Pamiętam tamten okres, był bardzo podobny do obecnego: mnóstwo małych spółek wycenianych na grosze za złotówki.

Symbolem tamtych czasów była dla mnie Decora. Spółka o świetnym bilansie, zyskach, wysokiej dywidendzie - i kompletnie porzucona przez rynek. Wklejam wykres niekorygowany o dywidendy, żeby pokazać absurd ówczesnej wyceny:


Wnioski:

- małe spółki są przegranymi tej hossy, ale wciąż jest szansa na kilkumiesięczną podbitkę;

- mała szerokość rynku = niska szansa trafienia spółki, która przyniesie zysk;

- nawet jeśli kupisz w dołku spółkę za ułamek wartości, w słabym cyklu zarobisz max kilkadziesiąt %, nawet jeśli jej ukryty potencjał jest 10 razy wyższy; ważniejsze jest kto posiada spółkę w portfelu i jakie ma długoterminowe plany;

- fundamentalnie na rynku jest kilka spółek podobnych wskaźnikowo do Decory sprzed 10 lat, jednak samo kupno niewiele da, jeśli nie potrafimy takiej pozycji prowadzić latami; mi to niestety słabo wychodzi, zazwyczaj zamykam pozycję z końcem cyklu wzrostowego na szerokim rynku.

czwartek, 22 października 2026

Maraton Wiłkokuk

 Po pamiętnym maratonie Wiłkopedzie w kwietniu 2025 roku kierunek na urlopowy maraton 2026 mógł być tylko jeden: osada Wiłkokuk położona na przeciwległym krańcu Sejneńszczyzny. Suwalszczyzna to rodzinne strony mojej żony, moje korzenie są pomorskie. Ponad 20 lat urlopów w tej krainie. Przebiegłem i przejechałem rowerem niezliczone trasy, i nigdy mi się nie nudzi. Kocham tę krainę, ludzi, krajobrazy.

Zeszłoroczną relację zacząłem od opisu psychologicznych przemian i mitycznych czakr. W maju 2026 przekroczyłem bramę. Nie miejsce tutaj na pisanie o tym. Za świeże to wszystko, nie wiem jak ugryźć, żeby przystępnie opisać procesy. Zaraportuję tylko suche fakty: po gardle przyszedł czas na czoło, tzw. tzecie oko. Długo odkrywałem i uczyłem się rozluźniać napięcia. Aż pewnego majowego dnia wszystko razem puściło i po całym rdzeniu kręgowym zaczęły płynąć w górę i w dół, po rdzeniu kręgowym od kości ogonowej do tyłu czaszki ekstatyczne doznania, które rozlewały się na całe ciało. Nauczyłem się aktywować czakry i wchodzić w głębokie medytacje. Opiszę to kiedyś, jak będę gotowy i doedukowany. To jest ważny temat, może najważniejszy w naszym życiu. Droga jest kręta, zajmuje lata, ale nie jest losowa. Dlatego nie można zgadywać, wprowadzać w błąd, bo konsekwencje zabłądzenia mogą być niebezpieczne.

W lipcu pojechaliśmy wreszcie na wakacje do Krasnopola. To były pierwsze wakacje podczas których przepełniał mnie głównie spokój i akceptacja. Nie wszystkie stare troski odeszły. Całe życie towarzyszy mi niewypowiedziana nostalgia za każdą piękną chwilą, która odeszła. Próbuję łapać je i zatrzymać na zawsze. Może dlatego piszę? Chodzę po starych ścieżkach, słucham muzykę, wracają wspomnienia i aktywuje się ta tęsknota. A może żal, że wszystko w końcu odchodzi. Po doświadczeniu pełni znacznie łatwiej mi doświadczać tego stanu. Odczuwam radość z przywołanych wspomnień, a żal za odchodzeniem zastępuje wdzięczność.


W takim nastroju spędzałem urlop. Przepełniony wdzięcznością i wreszcie w pełni doceniający mijające chwile. Na nic nie czekałem, niczego nie pragnąłem, rozkoszowałem się byciem.


Bieg

Ćwiczenia duchowe odbiegają od klasycznych treningów ciała, dlatego nie miałem najlepszej formy. Głównie chodziłem plus doszły ćwiczenia oddechowe bardzo ważne w praktyce Kriya Yogi. Ale to nie miało znaczenia dla maratonu. To mój rytuał, wycieczka w teren i w głąb siebie.

Przygotowania - rutyna. Butelka 0.5l wody, wafelek Princessa w czekoladzie, 5 zł moneta w przepasce, z którą biegam jakąś dekadę i sandały, w których rok wcześniej biegłem Monte Coltignone. Na śniadanie jajecznica, kawa i razowiec. Trasa prosto do celu i z powrotem, żadnych kółek.


Początek ciężki. Notuję w pamięci, żeby odpuścić jajecznicę na rzecz jajek gotowanych. Zawsze mi po niej ciężko, już od pamiętnej wyprawy na Łemkowynę w 2015, kiedy Tomek usmażył śniadanie dla całej drużyny. Jajecznica sprawdza się na chłodzie w górach, ale latem wystarczą gotowane. Lżej się trawią podczas biegu i też trzymają przez 20 km.

Próbuję słuchać kilka podcastów, ale nic nie wchodzi. Ściągam słuchawki. Wolę na razie po prostu chłonąć. Uwielbiam wiosenną zieleń. Pod koniec lipca nie ma po niej śladu, dużo żółkniejących suchych traw. Za to ile polnych kwiatów!


Niebo lekko zachmurzone, choć cieplej niż się spodziewałem. Obym znowu się nie odwodnił.. 

6-sty km, plaża w Sumowie.


Wracają wspomnienia sprzed kilkunastu lat. Przecież to było tak niedawno. Przyjeżdżaliśmy tu z małymi dziećmi. Świat był dla nich przygodą, byliśmy dla nich najważniejsi.


Czy byliśmy wtedy szczęśliwsi? Ja nie. Miałem dużo stresów, ambicji, oczekiwań. Dzieci dawały odskocznię od matrixa. Wtedy myślałem, że wchodząc w ich świat ukrywam przed nimi rzeczywistość. Życie je doświadczy, niech się bawią, nigdy później nie będą już tak w pełni żyć. Ale to one były bliżej rzeczywistości niż ja, próbujący zbudować swoje miejsce w siatce ludzkich zależności.

Mijam Daniłowce, Białowierśnie. Częściej z górki, po asfalcie. Zadbane gospodarstwa, zagajniki, jezioro. Zdarzy się jeszcze stara chatka.


Do Gib biegnę na pamięć. Biegłem tu do sauny, w trasie na Kukle, czasem przyjeżdżam rowerem. Tym razem wybieram skrót między polami i przed wbiegnięciem na asfalt wpadam sandałem w błoto. Taka odmiana.


Skręcam na Wiłkokuk. Liczyłem na szuter wśród drzew, tymczasem niedawno położono asfalt. Gorzej dla stóp. Zaskakująco sporo samochodów mnie mija. Tzn. w ogóle ktoś mnie co jakiś czas mija. Zakładałem, że biegnę na koniec świata, a tu nawet kurier InPostu śmignął furgonetką. Po 3 km asfalt zakręca na Zelwę a ja szutrem docieram do znaku:


Wiłkokuk prawie zdobyty! Jeszcze tylko przebiec między dwoma jeziorami na drugą stronę.


Mijam może 5 domów i koniec. Półmaraton zrobiony, można wciągnąć węgle z wafla. Zawracam.

Zaczyna kropić. Przy wyjeździe z Wiłkokuka zatrzymuje się kurier z InPostu:

- Może podwieźć?

- Dziękuję, ale biegnę maraton. Miłego dnia!

I dosłownie kiedy kurier podnosi okno, zrywa się ulewa. Taka, że poboczem płynie strumyk. To mi rozwiązuje problem kończącej się wody, mokre ubranie zapewni chłodzenie. Gorzej ze stopami, które poobcierały się w mokrych skarpetkach jak pędziłem z powrotem do Gib.


Każdy urlop ma swoją listę przebojów, utwory które namiętnie słucham podczas spacerów i kojarzą mi się później z tym okresem. Na maratonie padło na jedyną płytę Trees of Eternity: Hour of the Nightingale. Wokalistka zmarła na raka krótko po nagraniach, a płyta wyszła już po jej śmierci. Śpiewała subtelnym, eterycznym głosem. Pojedyncze utwory słuchałem od lat, ale dopiero w te wakacje całą płytę. Kiedy za Gibami skończyło padać, włożyłem słuchawki i na godzinę wszedłem w trans.

Dotarłem znowu do Sumowa. Tym razem miałem już chęć na podcast. 


czwartek, 8 października 2026

Już niedługo

Zbliżamy się do kluczowej daty mojej zeszłorocznej projekcji dla SWIG80:


Wklejałem wykres już kilka razy w tym roku. Wóz albo przewóz. Z jednej strony droga ropa, raczkująca pandemia i oczekiwanie na jakiś krach - z drugiej ceny wielu małych spółek, które wyceniły to wszystko i jeszcze chyba przegraną wojnę z Rosją.



środa, 16 września 2026

KGHM

Często w komentarzach przewija się KGHM. Spółkę zbierałem rok temu https://podtworca.blogspot.com/2025/05/miec-miedz.html i była najlepszym moim zagraniem w 2025, choć nie wykorzystałem połowy potencjału ruchu. Mocno go niedoszacowałem (ustawiłem sufit na 300 zł).

Dzisiaj spółka nie jest już w kręgu moich zainteresowań, choć nadal widzę na niej potencjał na wzrosty, to bardziej swingowe jak w latach 2006-2007. Ryzyko trzymania long term jest już zbyt spore:


KGHM podzielony przez mniej więcej proporcję udziałów sprzedaży miedzi (75%) i srebra (25%) osiągnął szczyt. Rok temu kiedy publikowałem ten wykres po raz pierwszy wskaźnik osiągał dolną bandę. Wtedy to była okazja. 

Nie wykluczam np. 600 zł na akcję, jeśli miedź będzie dalej rosła, ale daje to potencjał "zaledwie" 50% od ostatniego szczytu przy ryzyku dużej zmienności.

piątek, 21 sierpnia 2026

Plan 2026 aktualizacja

 W grudniu zeszłego roku ( https://podtworca.blogspot.com/2025/12/podsumowanie-giedowe-2025-i-plan-2026.html ) przedstawiłem projekcję dla SWIG80:


Szkoda, że nie zwróciłem większej uwagi na WIG20 i MWIG40, ale tak to już jest, kiedy okazji szuka się głównie w małych spółkach. SWIG80 zachowuje się słabo na tle dużych indeksów, ale powoli zbliżamy się do okienka akumulacji, po której analogia w końcu odpala:





poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Maratony 2026 cz. 1: treningi i pierwszy start

Treningi

Rzadko uczestniczę w zorganizowanych biegach. Lubię ich atmosferę, rozmowy z zawodnikami, doping kibiców, ale nie przepadam za zbyt wysokim tempem. Nie mam ciśnienia na wyniki i rywalizację, przez ostatnie kilometry nieustannie liczę ile jeszcze do końca. A finalnie i tak zostaje z tego niewiele wspomnień. Więc dlaczego zapisałem się na Maraton Gdańsk? Nie pamiętam :) Może na fali uniesienia po zeszłorocznym Małym Wielkim Biegu w Straszynie.

W każdym razie wystartować trzeba było, a forma po jesieni leżała. Odwlekałem powrót do treningów do samego końca. Coś tam zimą robiłem: spacery, przysiady, tabata z pompkami, raz na tydzień potruchtałem. Minimum niezbędne do utrzymania mięśni głębokich, żeby po 15 latach biegania stawy nie zaczęły się rozłazić. Mój standardowy trening zimą wyglądał mniej więcej tak:

- spacer po parku 4 km; jeśli jest zimno, biegnę, żeby się rozgrzać; często na trasie można spotkać kolegów biegaczy - np. Piotrka


- po drodze wykonuję ćwiczenia na atlasach rozstawionych w parku



- wyjścia po zakupy czy do centrum - trucht; daje to z raz w tygodniu trening z obciążeniem i dodaje kilometry

- napinanie mięśni - nawet siedząc przed kompem można podnieść sobie ciśnienie prostymi ćwiczeniami zamiast kawą.


Do samego maratonu dałem sobie miesiąc na przygotowania.

Tydzień 1: intensywniejsze, codzienne spacery z ćwiczeniami na atlasach i szybkimi sprintami. Celem było pobudzenie mięśni przed dłuższymi startami. Trzy biegi 5 km.

Tydzień 2: kontynuacja ćwiczeń z tygodnia pierwszego, na koniec tygodnia spokojny bieg ok. 20 km. Akurat pojechaliśmy na święta do Krasnopola, więc wyskoczyłem do lasu. Super było w końcu podeptać coś dłuższego.



Mimo że dystans niedługi i tempo powolne, na drugi dzień odczułem zakwasy. Stopy odwykłe od długich biegów pokryły pęcherze. Kiedyś 20 km robiliśmy przed śniadaniem, a potem zaczynaliśmy normalny dzień...

Tydzień 3: Nie mogłem jednak dawać organizmowi czasu na odpoczynek, trzeba było w ekspresowym tempie odbudować formę. Nogi zdały egzamin, zimowe ćwiczenia konserwujące okazały się skuteczne. Gorzej było z formą odwykłą od kilkugodzinnego wysiłku. Zwiększyłem zatem kilometraż spacerów i truchtów. Na koniec tygodnia pobiegłem "morsa" do Brzeźna, czyli na plażę + kąpiel i powrót, razem 25 km. Noga już dobrze podawała, muzyka sączyła się ze słuchawek. Na powrót włączyłem jednego z tych pozytywnych szurów z podcastu Cypriana Majchera.

Tydzień 4: Ostatni tydzień przed maratonem to głównie odpoczynek, żeby włączyła się kompensacja po ostatnim dłuższym wybieganiu. Spacery, rozciąganie, rundka z kolegami wokół stawu.


Maraton Gdański (kwiecień)

W piątek skoczyłem rowerem odebrać pakiet. Wszędzie zawodnicy, stoiska, młyn. To ta atmosfera dla której czasem warto zapisać się na publiczną imprezę.

W niedzielę Ela zawiozła mnie na start. Plan był prosty: pierwsze 21 km w tempie 6 min/km, kolejne ok. 7, żeby na mecie zameldować się po 4 i pół godzinie. To byłby niezły wynik po miesiącu trenowania. Tomek od półtora roku nie biegał, Misiek leczył kontuzję, więc wysłałem im fotkę ze stadionu:


Wymieniłem piątki z koleżankami i kolegami poznanymi w ciągu 15-letniego związku z bieganiem. W końcu spotkaliśmy się z Piotrkiem i lekko podekscytowani przesuwaliśmy się z tłumem do stadionowej bieżni, na której startuje maraton.

Po przekroczeniu linii startu życzyliśmy sobie powodzenia i każdy ruszył swoim tempem. Z trudem powstrzymywałem nogi pchane adrenaliną. Pod górkę zwalniałem, z górki nadrabiałem. Podkręciłem tempo na ok. 5:50 na km. Wiedziałem, że po 30-stym będę te sekundy oddawał. W Głównym Mieście  (tzw. starówka) 5:40. Za szybko, ale w tłumie włącza się euforia biegacza.

20-sty km, czas na tajną broń: wyciągam słuchawki i puszczam listę. Koło AWFu leci Turn the Page Metalliki. Myślami przesuwam się 10 lat wstecz, kiedy biegłem tam 100 km po bieżni 400 m w ramach badań naukowych nad ultrasami. Kolejne utwory podtrzymują sentymentalny nastrój.

Koło Ergo Areny po 25 km kończy się łatwe paliwo. To ten minus biegów zorganizowanych za którym nie przepadam. Chciałoby się już finiszować, ale do mety jeszcze daleko. Biegniemy między blokowiskami Przymorza. Umysł liczy kilometry, tempo, szacuje ile jeszcze. Staram się skupiać na muzyce. Tempo spada do 6:25. Według planu mogłem zejść nawet do 7 minut, ale trochę szkoda się robi wcześniej wypracowanego marginesu. Poza tym: im wolniej będę biegł, tym dłużej będę się męczył między tymi smutnymi jak p..zda blokami. Lekko przyspieszam.

Ostatnie kilometry. Wzdłuż morza zawieszam oko na krągłym tyłeczku jakiejś Kanadyjki (sądząc po koszulce). Wujek rolnik mówił mi kiedyś, że tam w Ameryce jedzą szynkę pędzoną hormonami i dlatego im tak nieproporcjonalnie rosną tyłki.

Jeszcze tylko 5 km, jeden Parkrun. Żele z punktu odżywczego i zapach mety dodają sił. Widzę już stadion. Ostatni kilometr zaczyna się nieprzyjemnym podejściem. Biegnę. Z górki dociskam na 4:40. Do mety już nie odpuszczam. Czas całkowity 4:12:30. Tempo 5:59/km. Nie sądziłem, że jeszcze tyle pary zostało w organizmie.




niedziela, 2 sierpnia 2026

W oczekiwaniu na zmianę koni

Od 2023 roku duże spółki rosną względem małych. Widzimy to np. na wykresie SWIG80TR/WIG:


Liczyłem, że zniesienie 38.2% wzrostów wskaźnika z lat 2019-2023 wygeneruje silniejszą korektę. Jak widać nie wygenerowało. Zbliżamy się do zniesienia 50%.

Sytuację komplikuje zalew Europy przez dotowane chińskie produkty, na czym tracą głównie małe i średnie przedsiębiorstwa. Zagadką pozostaje impas w cieśnienie Ormuz i wpływ wysokich cen produktów ropopochodnych na inflację. Wielu widzi w tym impuls do bessy.

Ja póki co trzymam się analogii do 2016 roku i liczę na jakiś synchroniczny ruch w górę szerokiego rynku jak w okresie listopad 2016-marzec 2017. Wiele branż szoruje po dnie i ciężko mi wyobrazić sobie, żeby weszły w kolejną bessę bez odbicia, szczególnie że jak zwykle w dołkach cyklu Kitchina można znaleźć zdrowe spółki notowane na historycznych minimach względem wartości księgowej, sprzedaży itp.


poniedziałek, 29 czerwca 2026

Rynek hiper-selekcji

Stwórzmy wskaźnik "uśredniona roczna stopa zwrotu każdej spółki z GPW" (gpw_mean_roc250). Następnie podzielmy dla każdej daty spółki na 4 kwartyle pod kątem średniej stopy zwrotu: 0-25% najsłabszych, 25-50% słabych, 50-75% przeciętniaków i 75-100% liderzy:


- średni zwrot 25% najsłabszych spółek to -34.7%

- średni zwrot spółek z przedziału 25-50%: -7.7%

- średni zwrot spółek z przedziału 50-75%: +13.5%

- średni zwrot 25% najlepszych spółek: +92.2%

- średni zwrot wszystkich spółek: +16%


Kilka jeszcze ciekawych rzeczy można wyczytać z tego wykresu:

- po 2000 roku tylko 4 hossy przyniosły silne wzrosty: 2003-2005, 2005-2007, 2009-2010 i 2020-2021

- tylko wtedy 25% najsłabszych spółek otarł się o 0% zwrot, a 25% najlepszych rósł ponad 200%

- obecna hossa jest póki co najsłabsza w historii pod kątem rocznych stóp zwrotu, co daje nadzieję na jakieś drgnięcie w górę

- najbardziej pasuje mi tu analogia do 2016 roku, który też był słaby na całej szerokości, ale można było wychwycić kilka mocno rosnących spółek; dopiero pierwszy kwartał 2017 przyniósł wzrosty na szerokim rynku - i zakończył tym hossę..


piątek, 19 czerwca 2026

JSW

 Poprzedni wpis o spekulacji wywołał kilka kontrowersji. Piszemy tu o spółkach, z których większość spada, a potem nagle okazuje się, że coś sprzedałem. Wyjaśnienie jest proste. W obecnej sytuacji szeroki rynek zasadniczo idzie w bok. Załóżmy, że kupujesz 10 spółek, z których po jakimś czasie 3 urosły, 3 spadły, 4 poszły w bok. Naczelna zasada mówi:

Tnij straty, pozwól zyskom rosnąć.

Sprzedajesz zatem te 3, które spadły, dobierasz do 3, które urosły. Ale co się okazuje? Spadkowicze odbili, a spółki, które przed chwilą wygenerowały sygnały kupna - spadły.

Z podobną sytuacją miałem do czynienia kilka razy w tym roku. Zmieniłem zatem podejście - spekuluję pod swingi. Sprzedaję te 3, które urosły, a pozostałe 7 rozpatruję pod falę w górę. Jeżeli któraś rokuje - dobieram. Jak odbija - kasuję niewielki zysk.

Jest to słaba strategia na hossę, ale jedyna, która w tym momencie działa na małych spółkach na GPW. Owszem - jak ktoś kupuje kilka wyselekcjonowanych papierów i skoncentrował pozycję w tym roku  na Creotech, XTB czy Intercars, widzi sytuację zupełnie inaczej. Ja niestety nie trafiłem z koncentracją i musiałem redukować pozycje technicznymi zagrywkami.

Przejdźmy teraz do tytułowego JSW:


1. Spółka ewidentnie nie płaci ani grającym na trend wzrostowy, ani spadkowy. W kwietniu 2025 osiągnęła dno i każdy kolejny zaznaczony dołek przebiegał nieco wyżej od poprzedniego. Mamy też serię wyższych szczytów.

2. Nie jest to jednak klasyczny trend wzrostowy - w najlepszym razie akumulacja. Wskaźnik świece wzrostowe minus spadkowe w ostatnim kwartale notuje cykliczne minima (długie serie spadków przeplatanych rzadkimi wzrostami).

3. Kurs dotarł do zasieków AVWAP wyznaczonych przez poprzednie szczyty.

4. Zasieki są do 42 zł, zatem każde szybsze wybicie w górę na poziomy 28-42 traktuję jako spekulacyjne podbitki i aktywnie redukuję pozycję. Jednocześnie na głębszych wychyleniach w dół uzupełniam bufor.

Tyle z tego, co możemy wyczytać na wykresie. Teraz kilka hipotez:

1. Raczej nie zbankrutuje. Najgorszy scenariusz został odsunięty w czasie.

2. Wysokie ryzyko globalne efektu El Nino, które może wpłynąć na ceny surowców.


Zakładam, że spółka zaskoczy jeszcze wielokrotnie negatywnie, jak i pozytywnie. Jest to spółka spekulacyjna, zatem sygnały kupna pod wybicie poprzedniego szczytu traktuję na niej jako pułapki. Jednocześnie dopóki ustanawia kolejne dołki powyżej poprzednich, traktuję je jako okazje do technicznych wejść.



czwartek, 11 czerwca 2026

Została tylko spekulacja

 Została tylko spekulacja - do takiego wniosku dochodzę po analizie rynku. Dobre spółki dostrzeżone przez rynek są już drogie. Rosną, bo trend jest wzrostowy. Im bardziej rosną, tym więcej ważą. Im więcej ważą, tym więcej akcji trafi do detalu kupującego fundusze.

Kontynuując myśl z poprzedniego wpisu: lata 2022-2024 były łatwe, bo można było bardzo tanio kupić spółki value i samo dojście do ceny godziwej dawało trend wzrostowy na 2 lata. Wraz ze zmianą trendu small/big w 2023 sytuacja się odwróciła. Obecnie niska wycena spółki nie ma przełożenia na jej potencjał do wzrostu, podobnie jak było w latach 2014-2019. Symbolem tej hossy jest dla mnie PCC Exol:


Mimo bardzo mocnych fundamentów spółka zalicza kolejne minima. Wycena jej aktywów (C/Wk) jest już historycznie niska:


Zyski choć niższe, nadal atrakcyjne (C/Z):


źródło: https://www.biznesradar.pl/wskazniki-wartosci-rynkowej/PCC-EXOL


Zbyt późno dostrzegłem tę zmianę rynkową i pozwoliłem wielu zyskom wyparować. Spółki w ramach trendu bocznego podlegają wystrzałom, które w kolejnych miesiącach są gaszone. To frustrujące. 

Dlatego zmieniłem strategię na ten i przyszły rok na rzecz swingów. Zbieram tanio drobnymi pakietami wybrane pozycje i kasuję je, jeśli wpadają w dłuższy rajd w górę. Nie liczę już na złapanie trendu rzędu 300%, który wpływa na portfel. Biorę co rynek daje (20-50%) i poluję na kolejny swing. Niska wycena i bezpieczeństwo fundamentalne daje mi margines bezpieczeństwa. Duże spółki rozgrywam wyłącznie technicznie pod formacje kontynuacji trendu wzrostowego.

W ten sposób duża część portfela pozostaje w sytuacji "napiętej sprężyny". Wiele pozycji dociskanych fundamentalnie w dół. Co jakiś czas któraś sprężyna puszcza i spółka leci mocno w górę. Żadna technika nie przewidzi kiedy spółdzielnia zdecyduje się pchnąć kurs w górę. Dlatego nie można na tych pozycjach się mocno koncentrować, bo fałszywe wybicie często oznacza pół roku zamrażarki.


środa, 27 maja 2026

Jak zwykle inna hossa

 Dzisiaj spojrzymy na polski rynek z perspektywy indeksu "gpw_mean", który do wyliczenia wartości dla zadanej daty bierze uśrednioną procentową zmianę ze wszystkich spółek, dodaje 100% i przemnaża przez  poprzednią wartość indeksu. Jest to zatem indeks nieważony - spółka niepłynna, która spadła o 20% ma znacznie większy wpływ na indeks niż duża spółka przesunięta o 0.2%. Mimo to ostateczny kształt indeksu (niebieski) wygląda bardzo podobnie do ważonego WIG (szary):


Ciekawie zaczyna się robić, kiedy podzielimy gpw_mean przez WIG:


Otrzymujemy cykliczny wykres siły szerokiego rynku względem ważonego, czyli dużych spółek. Widzimy wyraźnie, że małe spółki (czyli np. indeks SWIG80) rosły dużo szybciej od dużych w latach 2002-2007 i 2018-2023. Od października 2023 proporcja spada i w perspektywie najbliższych lat powinna się utrzymywać.

Zanim jednak sprzedacie małe spółki, żeby kupić rozgrzany WIG20, zwróćcie uwagę, że nawet w trendzie spadkowym na wskaźniku, w trakcie hoss cyklicznych małe spółki korygują słabość.

Na ostatnim wykresie naniosłem prosty wskaźnik odejmujący liczbę sesji spadkowych od sesji wzrostowych dla roku, pół roku i kwartału:


Jak widać - pomimo bicia rekordów przez gpw_mean, dla wszystkich badanych okresów tygodnie spadkowe przeważały lub były równe wzrostowym.


Podsumujmy:

- przewaga dużych spółek utrzymuje się już ponad 2.5 roku,

- okno wzrostowego Kitchina dla GPW,

- cykl roczny, półroczny i kwartalny wskaźnika blisko cyklicznego dna.


Wniosek:

Duża szansa, że na małych spółkach będzie w tym roku rajd. Nie będzie to jednak kilkuletnia dominacja jak w cyklu 2019-2023, tylko kilkumiesięczny epizod, po którym duże odzyskają przewagę. Kiedy przyjdzie bessa na przełomie 2027/2028 małe spółki powinny silniej spadać.



wtorek, 12 maja 2026

Wpis pod reset moderacji

Ostatnie tygodnie upłynęły mi pod dyktando angielskiej wersji Malinowskiego i otwierania czakry trzeciego oka. Rok temu opisywałem jak pracowałem nad uwolnieniem emocji blokowanych w okolicach gardła i początkach pracy z zespołem powięzi i mięśni przy czole. Zebrałem sporo doświadczeń i przede wszystkim nauczyłem się wreszcie medytować. Wchodzić w teraźniejszość, akceptować i odprowadzać opór, znajdować spokój w ciele zrelaksowanym i niespokojnym. Zajęło mi to kilkanaście lat.

Echa tej drogi odbiły się na fabule Detektywa Malinowskiego. Gra na razie przechodzi bez echa. 7 lat prac nad grami narracyjno-dźwiękowym (interaktywnymi audiobookami) ukoronowałem obejrzeniem Greka Zorby. Ależ widowisko. Chyba najlepiej zakończony film :)


I ten piękny cytat Zorby: Życie to kłopoty, tylko śmierć jest niekłopotliwa. Żyć to znaczy iść i szukać kłopotów!

Nie wiem ile życia mi zostało. Biorąc pod uwagę męską linię rodziny nie za dużo. Dlatego nie mam zamiaru marnować żadnego dnia. Zwłaszcza, że droga jeszcze długa.

Tymczasem zróbcie mi przyjemność i zagrajcie w Malinę, zwłaszcza że cena teraz bardzo atrakcyjna. Kilkanaście zł w pakiecie z Rosemary's Fate lub z Clock Simulator:


https://store.steampowered.com/app/2334690/Detective_Malinowski_The_Truth_Will_Be_Revealed/


PS

Zapraszam tutaj na dyskusje giełdowe, bo po 2 tygodniach od wpisu włącza się moderacja i pod poprzednim są opóźnienia.


sobota, 18 kwietnia 2026

Hossa cykliczna

 Krótki wpis na odświeżenie wykresów z ostatnich miesięcy.

Projekcja timingu hossy cyklicznej.

23 listopad 2025:


3 marca 2026:


17 kwietnia 2026 (aktualny):


Dotychczasową hossę pchała głównie zagranica na dużych spółkach (WIG20 i część MWIG40). WIG20 vs SWIG80 dotarł do istotnego miejsca:



Sprawdźmy nasze nastawienie.

Jaki scenariusz obstawiacie:

1. Trend spadkowy zostanie wybity siłą dużych spółek. ETFy na WIG20 i MWIG40 pobiją stock picking.

2. Opór zadziała dzięki wzrostom małych spółek. Duże dalej będą rosły lub pójdą w bok, a małe ruszą jak w 2013 lub 2020.

3. Nie będzie żadnej hossy.


Zapraszam do dyskusji.


poniedziałek, 30 marca 2026

Fala wzbiera

 Dzisiaj przyjrzymy się wskaźnikowi dyspersji bezwzględnej mierzonej jako średnia dzienna zmiana spółek rosnących dodać wartość bezwzględna ze średniej zmiany spółek spadających. Ze względu na małą liczbę spółek i silne ruchy w początkowych latach GPW ograniczyłem wskaźnik do 1996 roku:




Sam wskaźnik to wytłumiony bladoniebieski oscylator. Ale po wyciągnięciu średnich i nałożeniu na tło indeksu WIG rysuje się ciekawa zależność:

- dyspersja bezwzględna rośnie w bessie i osiąga ekstremum w okolicach dołka bessy, co odpowiada obserwowanej wysokiej zmienności na spółkach (gwałtowne spadki i odbicia)

- kiedy średnia 52-tygodniowa (roczna) wykreśla minimum rynek szykuje się do gwałtownego ruchu. W 2 przypadkach: 1999 i 2005 zmienność spadała przed kolejną falą wzrostową. W późniejszych przypadkach kolejne minima średniej zbiegały się ze szczytami hossy: 2011, 2017, 2021 oraz chwilowej, półrocznej zadyszce w 2024.


Aktualne lokalne minimum wypadło w listopadzie 2025. Historycznie patrząc możemy rozpatrzyć takie scenariusze:


1. Mega Byk

2005 - kilkuletni trend spadkowy dyspersji formuje dołek, który zbiega się z kitchinowskim dołkiem na akcjach i zaczyna rosnąć. Obecna sytuacja jest podobna: dołek cyklu Kitchina wypada na przełomie 2025/pierwszej połowy 2026 czyli w okolicach lokalnego minimum dyspersji.


2. Krach i Hossa

2011 - minimum 2-letniego spadku dyspersji wyznacza jednocześnie szczyt na akcjach w ramach cyklu Kitchina. Jest to zatem inna sytuacja, ale technicznie prawdopodobna: krach 2011 trwał 2 tygodnie, podobnie jak Covid krach w 2020. Nie można wykluczyć podobnego załamania w tym roku. Różnica między 2011 a 2020 jest taka, że wtedy rynek potrzebował roku, żeby ruszyła hossa, a w 2020 miesiąca.


3. Ślamazarna Hossa

2016/2017 - dyspersja spada od lat, nawet kiedy akcje zaczynają rosnąć w 2016. W takim scenariuszu mielibyśmy słabą hossę na spadającej zmienności/dyspersji podobną do tej sprzed 10 lat. Zmienność wróciłaby dopiero w 2027 wraz z początkiem bessy.


Scenariuszy możemy oczywiście mnożyć nieskończenie wiele. Zakładam jednak, że te trzy mają wyższe prawdopodobieństwo wystąpienia od losowego.


Bonus: indeks chaosu - im wyższy, tym większa szansa wystąpienia anomalii, zmienności:



A Wy jaki scenariusz obstawiacie?


sobota, 14 marca 2026

Najbardziej średni ze średnich

 W połowie trzeciego miesiąca polskie indeksy zachowuje się jak średnia z ostatnich 5 lat:




wtorek, 10 marca 2026

Wojna: akt 3

Akt 1: Trade War 2018 - kulminacja Covid 2020

Akt 2: Inwazja Rosji na Ukrainę 2022

Akt 3: Imperium kontratakuje 2025



Weszliśmy w 8 rok wojny hegemonicznej USA-Chiny. Przez wzgląd na analogie historyczne nadajmy im nazwy Alianci vs Oś. Przez 7 lat siły Osi nacierały wykorzystując prawo, przepisy, traktaty na zasadzie: Zachód musi ich przestrzegać, wiemy jak się zachowa, więc mamy przewagę.

Chińczycy powoli wniknęli do Panamy, Wenezueli, Iranu, Europy. Bazując na tanich paliwach z Rosji, Iranu i Wenezueli, dotując eksport i opłacając polityków, mogli sobie pozwolić na dumpingowe ceny, żeby zniszczyć europejską produkcję.

Do Ameryki dotarło, że nie ma już sił odgrywać roli policjanta. Rządy prawa skończyły się, do miasteczka musi wkroczyć szeryf i wystrzelać banditos. Wykurzyć z kluczowych kanałów (Panama), cieśnin (Ormuz), przywrócić kontrolę nad złożami ropy (Wenezuela, Iran).

Zatem w 2025 na tronie zasiadł błazen, który usunął największą przeszkodę w toczonej asymetrycznie wojnie: przewidywalność. To jego jedyne zadanie: robić szum, pokazywać sztuczki, zaciemniać prawdziwe intencje Deep State. Błazen jest jak świadomość, która składa w sensowną opowieść decyzje podjęte przez Cień. Racjonalizowanie go, doszukiwanie się sensu w wypowiedziach, to skupianie się na przedstawieniu. Zrobił to, bo chce Nobla, porwał przywódcę, uwikłał się w niepotrzebną wojnę.

Oś utknęła na Ukrainie, kupiła marchewkę o darmowym zwycięskim pokoju, którego nie dała rady wywalczyć. W tym czasie szeryf odzyskał kontrolę nad Kanałem Panamskim, złożami Wenezueli (80% eksportu ropy szło do Chin) i w tydzień osiągnął pełną kontrolę powietrzną nad Iranem. Może wybombardować co chce, może zablokować handel kraju i cofnąć go do średniowiecza. Nie musi wysyłać jednego żołnierza. Może też udać, że walka była ciężka, niemal symetryczna i podpisać deal, oddający mu de facto kontrolę nad ropą i cieśniną. Nieźle jak na podobno przegraną wojnę.

Nie cieszmy się jednak zbytnio, bo droga do zwycięstwa jeszcze daleka, a i ofiary mogą paść po naszej stronie. Wszak wyznaczono nam rolę Konfederatów w starciu z Unią.


wtorek, 3 marca 2026

Plan 2026: aktualizacja

Aktualizacja grudniowej ścieżki SWIG80 na 2026 z:

https://podtworca.blogspot.com/2025/12/podsumowanie-giedowe-2025-i-plan-2026.html


Uwaga - przyjąłem nieco podobny indeks "gpw_mean", który uwzględnia wszystkie spółki z GPW. Chodzi bliźniaczo do SWIG80, ale ma dłuższą historię i w kluczowych momentach daje więcej informacji, więc się na niego przerzuciłem.




1. Plan bazowy to młoda hossa.

2. Liczy się bardziej timing a nie zasięg wzrostów. Wg timingu koniec hossy w drugiej połowie 2027.

3. Pierwszej fazie młodej hossy często towarzyszą silne przeceny (widać synchronizację z Covid krachem).


Bonus

Sektory USA na dzień 2.03.2026


Macierz korelacji (jak bardzo podobne były historycznie wcześniejsze kwartały - patrzymy na pierwszą kolumnę):


1. Energy rządzi.

2. Zestawienie siły sektorów najbardziej podobne w 2022 (q1 korelacja 0.78). Całkiem bliskie też w q1 2025.





niedziela, 22 lutego 2026

Podsumowanie sezonu maratonów 2025

 Siedzę z kubkiem kawy bezkofeinowej, wspominam maratony zeszłego roku i przepełnia mnie głęboka wdzięczność. Dzisiaj na spacerze słyszeliśmy śpiew wiosennych ptaków. Śnieg zaczął topnieć. Nadchodzi czas eksplorowania ukrytych ścieżek, nim zarosną w lipcu.

W 2025 długich biegów było 4. Trzy z nich opisałem.


Luty: Maraton Etna

https://podtworca.blogspot.com/2025/02/maraton-etna.html





Kwiecień: Maraton Wiłkopedzie

https://podtworca.blogspot.com/2025/05/maraton-wikopedzie-i-otwieranie-czakry.html




Sierpień: Maraton Lecco (Monte Coltignone)

https://podtworca.blogspot.com/2025/08/maraton-ktory-nie-poszed-zgodnie-z.html




Wrzesień: Mały Wielki Bieg Straszyn 2025 (35 km)

Rok wcześniej świętowaliśmy na Małym Wielkim Biegu powrót Tomka do biegania. Niestety na kolejną edycję już się nie dał namówić. Miłość do kolumn 40+ zwyciężyła. 

Zatem tym razem Ela zawiozła na start nas tylko trzech: Miśka vel Joszcziego, Piotrka i mnie. Stary, zgrany od lat skład.



Chłodny poranek, koniec września. Moje oczekiwania: poczłapać w strefie komfortu. Biec z góry, truchtać po płaskim, wchodzić pod górę.

Misiek i ja

A tu z Piotrkiem


Ruszyłem z tyłu stawki. Początek wzdłuż malowniczej Raduni. Na podejściu koło elektrowni wodnej przeszedłem w chód. Tradycyjnie nikt w tej fazie nie odpuszczał i biegł pod górkę, więc wylądowałem na ostatniej pozycji. A potem z górki doganiałem peleton i Miśka, który też nie dociskał tego dnia. Jakoś tak wyszło, że coraz częściej się mijaliśmy, aż się zsynchronizowaliśmy i kontynuowaliśmy bieg razem, jak to już nie raz się zdarzyło w tych kilkunastu latach ubijania nóg.



Trochę pogadaliśmy z innymi biegaczami, trochę z wolontariuszami na punktach odżywczych. Nie zabawialiśmy tam zbyt długo, bo Misiek chciał się zmieścić w 4 godzinach. Ja nie, ale biegło się przyjemnie i dotrzymywałem mu tempa.

Kaszubskie szlaki przemierzamy od lat. Pagórkowate pola, łąki i lasy, czyste jeziora. Kiedyś w każdą niedzielę rano robiliśmy 20-30 km w okolicach Otomina, Kolbud czy Straszyna. Świetna baza do biegów górskich. Trzymaliśmy tempo, planowaliśmy wyprawy i starty. Na 10 byliśmy w domu, gotowi do czynienia rodzinno-domowych obowiązków.


Na pętli powrotnej zacząłem kombinować z oddzieleniem się. Zwolnić. Jakiś podcast albo muzyczka. Ale Misiek zaczął mnie motywować do utrzymania tempa na 4 godziny. W sumie..

I tak mijaliśmy kolejne punkty naszej okolicy. Tempo zaczynało mi doskwierać. Nastawiłem się na lżejsze. Ale nawet to zmęczenie miało swój urok.

Na ostatnim kilometrze przed metą tradycyjnie pojawiły się nowe siły. Wpadłem na zabawny pomysł: odstawię Miśka tuż przed metą, tak jak rok wcześniej Tomka. Kiedy tylko usłyszałem za zakrętem wiwaty i okrzyki z mety rzuciłem do Miśka:

- "A pamiętasz jak kiedyś... chyba już kiedyś o tym mówiłem, ale nie pamiętam, jeśli mówiłem to mi przerwij...."

i wystrzeliłem do przodu. Aleśmy się chichrali. Lecę 100 metrów, 200. Już ostatni zakręt i.. banan zszedł mi z twarzy. Pomyliłem zakręty, została do pokonania najbardziej stroma górka. Kiedy Misiek mnie mijał rzuciłem za nim Shrekowe:

- "Leć, leć! Ratuj swoją ukochaną!"

I tak mniej więcej zakończyliśmy Mały Wielki Bieg. Na mecie wiadomo: radość, dobre jedzonko w szkolnej stołówce. Jeżeli jesteście biegaczami serio polecam wam dowolny dystans na tej imprezie. Festyn, zabawy dla dzieci, swojska organizacja.


A nasza impreza jeszcze się nie kończyła. Powtarzałem od tygodni, że wracamy pieszo, żeby dokręcić do maratonu. Tylko Misiek z Piotrkiem zawsze coś cicho siedzieli. Wkrótce wyszło szydło z worka. Mijaliśmy kościółek w Straszynie, wtedy wzięli mnie z zaskoczenia:

- Wróćmy Mevo (rowery). Przyjedziemy nad stawy koło nas, wypijemy piwo - powiedział Piotrek.

- Ale ja nie mam tam nawet konta...

- To nic trudnego - wyłonił się z drugiej strony Misiek. - Zainstaluj tą apkę, zobacz akurat 3 rowery na nas czekają.



- Ale ja nie chcę podawać numeru karty... 

- Nie trzeba - zobacz, tu jest prepaid, zainstaluj, zainstaluj.

Zainstalowałem. Zapłaciłem. Potem okazało się, że muszę i tak podać kartę, bo wypożyczenie roweru to abonament. Chłopaki przeprowadzali mnie przez cały proces, kiedy ja jeszcze analizowałem co zrobić, jeśli zadzwoni ktoś ze wschodnim akcentem i zacznie wyciągać kolejne dane.

7 km do domu poszło jak z bicza strzelił. Odstawiliśmy rowery przy stawach i poszliśmy do Żabki po napoje. Zgarnąłem całe dwie puszki 0.25l piwa, podchodzę do kasy, odpinam przepaskę i.. brak karty. Przeszukuję nerwowo przepaskę, spodenki, gacie. Była karta, nie ma karty.

Poszliśmy nad staw. Chłopaki otworzyli piwa, a ja zastrzegałem kartę i zamawiałem kolejną. Dobra, szkoda psuć taki dzień. Otworzyłem puszkę i dołączyłem do imprezy na ławeczce.


Czy już wyglądamy jak stare żule? Chyba jeszcze nie, bo przebiega jakaś dziewczyna, zobaczyła mój medal na szyi i rzuciła, że też chciała biec w Straszynie, ale dzisiaj nie mogła. Misiek i Piotrek patrzą po sobie zdziwieni, więc jeden wyciągnął medal a drugi chwycił plakietkę z numerkiem i wystawił jak tabliczkę informacyjną. Chwyciło: na drugim kółku dziewczyna zaśmiała się, przystanęła i pogadaliśmy.

Jeszcze fotka pożegnalna i rozeszliśmy się do domów.


Kiedyś dopiero zaczynalibyśmy świętowanie po biegu :)