czwartek, 23 października 2014

Nawyki cz. 2: co to, po co to i jak to wykorzystać

Nawykowe działanie to autopilot. Zazwyczaj nie rejestrujemy czynności, które wykonujemy nawykowo. Kiedy uczyliśmy się jeździć samochodem, skupialiśmy się na szczegółach i jazda była męcząca. Kiedy kierowanie weszło w krew, możemy słuchać radia lub myśleć o niebieskich migdałkach, a mózg i tak wie co robić. Widzimy czerwone światło - automatycznie puszczamy gaz i naciskamy hamulec, widzimy dziurę - omijamy itd., a gdy docieramy na miejsce nie pamiętamy jak kierowaliśmy. Zupełne przeciwieństwo pierwszych przejażdżek, po których działała adrenalina.

Według literatury działamy na autopilocie ok. 40% czasu w ciągu dnia. To jakieś 7 godzin aktywnego życia. Kupa czasu, z której nie wykroimy więcej na świadome działania. Po pierwsze nie mamy takich zasobów samokontroli, po drugie jest cała masa nudnych i powtarzalnych czynności, które wykonujemy tylko dzięki nawykom. Niektóre są potrzebne, niektóre neutralne, a inne szkodliwe, np.:
- gdy chcę iść spać, idę umyć zęby,
- gdy idę chodnikiem, przekraczam linie prawą nogą,
- gdy mam się uczyć na egzamin, odkładam naukę na kolejny dzień.

Wstaw w miejsce nawyku nr 2 inne nielogiczne, ale też nieszkodliwe zachowanie i masz krótki zestaw nawyków pasujący do większości ludzi. Przy czym należy tu zaznaczyć, że samo mycie zębów niekoniecznie jest jednym nawykiem, w przykładzie chodzi o natychmiastowe podjęcie decyzji, która prowadzi do kolejnych nawykowych czynności, układających się w automatyczny proces. Np. konsekwencją odłożenia nauki jest chwilowa ulga, po której zazwyczaj pojawia się stres czy wyrzuty sumienia, które aktywują kolejne nawykowe działanie - np. wyjście na browarka z kolegami, obejrzenie filmu lub sesyjka w Counter Strike (ech te czasy akademika).

Model nawyku składa się z trzech części:

1. Aktywator.
2. Rutynowa reakcja (działanie, emocja, zachowanie).
3. Nagroda.

Nawykowe zachowania są odpowiedzialne za większość naszych niepowodzeń w osiąganiu celów i dążeniu do zmian. Nie dlatego, że są niemożliwe do pokonania, tylko dlatego, że po pierwsze są głęboko zautomatyzowane i trudne do identyfikacji, a po drugie działają na naszą niekorzyść systematycznie od wielu lat.

Kilka negatywnych przykładów:

1. Atak głodu - 2. sięgnięcie do szafki z batonami - 3. cukrowe endorfinki.
1. Stres - 2. fajeczka - 3. luzik.
1. Nuda - 2. sięgnięcie po pilota - 3. latanie po kanałach.
1. Zajechanie drogi - 2. gul w gardle, pokazanie chamowi fakera - 3. złość, poczucie się kimś lepszym, tym który ma rację.
1. Skupienie w pracy, bzyczek z fejsa - 2. czytanie bzdur i utrata koncentracji - 3. zaspokojona ciekawość.
1. Uczucie, że muszę wykonać pracę - 2. przesunięcie na później (prokrastynacja) - 3. ulga.

Przykłady proste, ale kto zmagał się z odstawianiem nałogów czy wdrażaniem planów treningowych podświadomie czuje, że to nie wszystko. I owszem - głód, nuda czy stres są pochodnymi innych zachowań, świadomych lub nie, emocji, przekonań. Nawyk nie tłumaczy wszystkiego. Ale jeśli przyjmiemy kilka założeń:

- nawyki nie męczą, bo nie zjadają zasobów siły woli,
- na 7 godzin dziennie kilka schodzi na bezproduktywne lub co gorsza szkodliwe działania, które w ciągu roku kumulują się do setek godzin,
- każdy zdrowy nawyk pracuje na ciebie jak odsetki z lokat,
- złe nawyki są jak dług, wyciągają energię,
- nawykowe zachowania pociągają za sobą kolejne i kolejne, im więcej zdrowych i pożytecznych nawyków kultywujesz, tym bardziej pchają cię do przodu bez wysiłku,

dojdziemy do wniosku, że na przestrzeni lat to nawyki decydują kim jesteśmy. Pomyślmy jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy 10 lat wcześniej wdrażali przez kolejne lata takie nawyki:

1. Atak głodu - 2. warzywa, owoce, orzechy - 3. zaspokojenie.
1. Stres - 2. 10 pompek - 3. ochłonięcie, poczucie mocy.
1. Nuda - 2. trening, spacer, bieganie - 3. endorfinki.
albo: 1. Nuda - 2. pisanie powieści - 3. satysfakcja.

Nawet gdyby początkowo 4/5 ataków głodu kończyło się jak zawsze zjedzeniem batona, to każde małe zwycięstwo w postaci jabłka i orzechów zaczęłoby pracować na naszą korzyść w długim terminie. Po latach nie pamiętalibyśmy, że zapychaliśmy się syfem, tylko jedlibyśmy z taką samą radością owoce czy orzechy. A jak wpłynęłoby to na nasze życie? Zamiast zastrzyku insuliny powodującego senność i prowadzącego do cukrzycy, organizm dostawałby potrzebny budulec i witaminy. O ile łatwiej byłoby w tym drugim wypadku zabrać się za kolejne pozytywne działania?

Wierzymy, że zmiany odbywają się odgórnie, stąd częste postanowienia: będę się codziennie uczył, schudnę 20kg, będę biegać itd. Tymczasem prawdziwa zmiana zachodzi na poziomie podstawowych, nawykowych zachowań i to one decydują czy nam się uda, czy nie. Zmiana to proces, a nie jedno arbitralne postanowienie. Księgarnie są pełne poradników w stylu "jak wyszedłem z nałogu i przebiegłem maraton w pół roku", których autorzy przekonują, że wygrali, bo się zawzięli. Tyle, że prawie zawsze okazuje się, że w dzieciństwie coś trenowali, odnosili małe sukcesy i nawet gdy później się staczali, to mieli wypracowaną bazę, dzięki której mogli wrócić na ścieżkę. Bez tej bazy ludzie chudną 20kg, a potem równie szybko przybierają z powrotem na wadze i nie mogą wyjść z zaklętego kręgu niemocy.

Znajomość struktury nawyku i umiejętność projektowania nowych nawyków to potężne narzędzie, które może praktycznie bez wysiłku doprowadzić (i utrzymywać) nas do wysokiej formy fizycznej i psychicznej. Potrzeba na to czasu, cierpliwości i co ważne wyzbycia się celów. To droga jest celem, skupienie na procesie, a nie celach. Cele zrealizują się jako efekt uboczny.

c.d.n.

3 komentarze:

  1. Jak się tak człowiek zastanowi to samo życie. Dziękuję za podzielenie się przemyśleniami..

    Pozdrawiam
    Artur

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Ze względu na ataki spamerskie musiałem wprowadzić moderację, ale postaram się przeczytać go i odpisać jak najszybciej.

Pozdrawiam,
podtworca

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails