Niespełna miesiąc temu (26.05) złoty walczył na bardzo ważnym wsparciu:
Udało mu się odbić, ale niemrawo, bo dzisiaj osiadł na wsparciu ponownie:
Przestaje to wyglądać dobrze. 5 maja zamieściłem taki wykres:
z komentarzem (był wtedy na oporze klina):
Moja interpretacja: szykuje się korekta spadkowa na złotym, która zaprowadzi zaprowadzi go na dolne ograniczenie klina na PLN_I. Dla USDPLN target ok. 3.2, dla CHFPLN ok. 3.25 .
Prędzej czy później dojdzie wreszcie do wybicia klina, który formuje się od lutego 2009. Zasięg wybicia to 61.8% zniesienia spadków na złotym (czyli złoty umocniłby się) lub testowanie dołka. Myślę, że niestety czeka nas ten drugi wariant, zwłaszcza że już 2 banki szykują przedpole do ataku na Polskę, o czym informuje Piotr Kuczyński na swoim blogu.
USDPLN jak zwykle przeceniłem, z kolei franek pokazał jaja. Na dziś ten wykres wygląda tak:
Z oporu spadliśmy na wsparcie. Czy i tym razem zostanie wybronione? Są pewne szanse:
- mamy dziś pełnię księżyca, która często zbiega się z ekstremami na rynku (w tym wypadku lokalne dno)
- put/call ratio notuje dość wysokie poziomy, choć jeszcze nie ekstremalne
- S&P500 zbliżył się do SMA200, bardzo ważnej dla Amerykanów średniej, która w hossie jest zawsze trampoliną dla akcji.
No właśnie: "w hossie"; problem w tym, że jeżeli szczyt już był, to możemy zobaczyć prawdziwe spadki dopiero po wybiciu sma200 dołem. Niedźwiedzie mają tym razem mocne argumenty:
- koniec taniego dolara z QE2
- wybite dołem kliny wzrostowe na niektórych EM
- rekordowo niska zmienność, sugerująca wkrótce dynamiczne wybicie klina na pozostałych indeksach.
Ewentualne odbicie od wsparcia na indeksie złotówki traktowałbym tylko jako odwleczenie wyroku. Nadchodzi koniec ery taniego pieniądza, alternatywą jest tylko koniec papierowego pieniądza. Obstawiam, że rządzącej nami oligarchii bankierów nie opłaca się rezygnować z narzędzia kontroli - pieniądza opartego na długu. To oni są dziś największymi posiadaczami obligacji, dlatego jeszcze nie teraz koniec bańki na obligacjach i nie teraz koniec walut papierowych - armagedon się zacznie, kiedy bankierzy przeniosą się na akcje a ulica i rządy zostaną w "safe heaven" - z dolarem i obligami :]
Zatem plan działania zostaje jaki był: szorcę kontraktami i szukam okazji do longów na USD do jesieni 2012.
Blog o inwestowaniu, grze na giełdzie, rozwoju osobistym, przemyślenia na temat egzystencji, poszerzanie świadomości. Czasem trochę o żarciu i bieganiu - życie :) Napisz do mnie: deedees małpa o2 kropcia pl
czwartek, 16 czerwca 2011
środa, 15 czerwca 2011
Minął rok..
Minął rok, odkąd zacząłem grać na foreksie (pierwsza transakcja 1 czerwca 2010, zaznaczyłem strzałką). Przez cały ten czas grałem niemal wyłącznie L USD. Niniejszy wykres dość dobitnie pokazuje, że nie była to rozsądna decyzja:
Mimo to dzięki w miarę dobremu zarządzaniu kapitałem udało mi się:
- nie wyzerować depozytu
- zarobić 540zł :D
Plan wykonany - przetrwałem rok, startuję praktycznie z punktu wyjścia. Jak wszędzie na rynku, Forex to nie maszynka do robienia pieniędzy, tylko miejsce gdzie 90% oddaje kapitał brokerom i tym 10%, którzy potrafią zarabiać.
Dzisiejsza długa biała świeca daje szanse na odwrócenie trendu (wybicie klina). Mam wreszcie szansę grać z trendem! Lubię takie układy, bo aż roi się od zniesień fibonacciego, na których można realizować zyski i na korektach odbierać pozycje.
Mimo wszystko obstawianie bessy w tym roku opłaciło mi się. Gracze o podobnym stażu co ja lubią się przechwalać; kiedy tracą milczą, kiedy trafią pieją z zachwytu nad swoimi umiejętnościami. Ja niejednokrotnie sypałem głowę popiołem na tym blogu. Wciąż jestem słabym graczem, podatnym na emocje, nie potrafiącym wyczekać na dogodny moment, łamiącym zasady.
Do największych sukcesów ostatnich miesięcy zaliczam zmianę podejścia do inwestowania (nacisk na wzrost wartości portfela a nie pojedynczych spółek). Dzięki temu nie doprowadziłem do większych strat po zwycięskiej serii, nie odczuwam większych emocji z kasowaniem nietrafionych pozycji. Nie odczuwam potrzeby odkuć się na spółce na której straciłem, zamiast tego szukam okazji gdzie indziej.
Swobodnie czuję się również na kontraktach i foreksie. Uważam to za kluczowy czynnik na czas bessy, bo póki co tylko tam da się zarabiać na spadkach (tj. grać z trendem). Muszę jednak stale sobie przypominać, że zmienność na FW20 jest rekordowo niska a to usypia emocje. Te się pojawią, gdy jednego dnia indeks spadnie 5% a drugiego otworzy się luką 3% w górę. W 2008 roku takie ruchy wyniszczające portfele były na porządku dziennym, ba nawet podczas zeszłorocznego załamania rynków można było zdrowo oberwać siedząc na S-kach.
Nadal preferuję kierunek południowy, choć ostatni miesiąc był na naszym bananie niezwykle męczący dla Berniego. Grubas zapakowany w L-ki nie puścił FW20 nawet 100pkt od szczytu, kiedy pół świata się sypało. Do rozliczenia serii już nawet nie marzę, że mocniej spadniemy choć dziś znowu masakra w USA. Opuściłem definitywnie serię M i gram krótkie na U.
Aktualizacja 16.06
USDPLN dziś idealnie na oporze:
Wyjście górą to test sma200 na ok. 2.865, tam powinno pokonsolidować się chwilkę, zawrócić do wybitego klina i następnie ruszyć na północ w nowym trendzie średnioterminowym.
Mimo to dzięki w miarę dobremu zarządzaniu kapitałem udało mi się:
- nie wyzerować depozytu
- zarobić 540zł :D
Plan wykonany - przetrwałem rok, startuję praktycznie z punktu wyjścia. Jak wszędzie na rynku, Forex to nie maszynka do robienia pieniędzy, tylko miejsce gdzie 90% oddaje kapitał brokerom i tym 10%, którzy potrafią zarabiać.
Dzisiejsza długa biała świeca daje szanse na odwrócenie trendu (wybicie klina). Mam wreszcie szansę grać z trendem! Lubię takie układy, bo aż roi się od zniesień fibonacciego, na których można realizować zyski i na korektach odbierać pozycje.
Mimo wszystko obstawianie bessy w tym roku opłaciło mi się. Gracze o podobnym stażu co ja lubią się przechwalać; kiedy tracą milczą, kiedy trafią pieją z zachwytu nad swoimi umiejętnościami. Ja niejednokrotnie sypałem głowę popiołem na tym blogu. Wciąż jestem słabym graczem, podatnym na emocje, nie potrafiącym wyczekać na dogodny moment, łamiącym zasady.
Do największych sukcesów ostatnich miesięcy zaliczam zmianę podejścia do inwestowania (nacisk na wzrost wartości portfela a nie pojedynczych spółek). Dzięki temu nie doprowadziłem do większych strat po zwycięskiej serii, nie odczuwam większych emocji z kasowaniem nietrafionych pozycji. Nie odczuwam potrzeby odkuć się na spółce na której straciłem, zamiast tego szukam okazji gdzie indziej.
Swobodnie czuję się również na kontraktach i foreksie. Uważam to za kluczowy czynnik na czas bessy, bo póki co tylko tam da się zarabiać na spadkach (tj. grać z trendem). Muszę jednak stale sobie przypominać, że zmienność na FW20 jest rekordowo niska a to usypia emocje. Te się pojawią, gdy jednego dnia indeks spadnie 5% a drugiego otworzy się luką 3% w górę. W 2008 roku takie ruchy wyniszczające portfele były na porządku dziennym, ba nawet podczas zeszłorocznego załamania rynków można było zdrowo oberwać siedząc na S-kach.
Nadal preferuję kierunek południowy, choć ostatni miesiąc był na naszym bananie niezwykle męczący dla Berniego. Grubas zapakowany w L-ki nie puścił FW20 nawet 100pkt od szczytu, kiedy pół świata się sypało. Do rozliczenia serii już nawet nie marzę, że mocniej spadniemy choć dziś znowu masakra w USA. Opuściłem definitywnie serię M i gram krótkie na U.
Aktualizacja 16.06
USDPLN dziś idealnie na oporze:
Wyjście górą to test sma200 na ok. 2.865, tam powinno pokonsolidować się chwilkę, zawrócić do wybitego klina i następnie ruszyć na północ w nowym trendzie średnioterminowym.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Jak nas widzą, czerwiec 2011
WIG20USD tygodniowy:
Fibo61.8 zatrzymało wzrosty indeksu, spychając go pod linię trendu wzrostowego. Indeks wykonał nawrotkę i walczy na wsparciu średniej sma15.
W perspektywie tygodni bardziej prawdopodobny wydaje mi się powrót na fibo50 i test sma45, zatem dalej zamierzam grać S. W Stanach wyjątkowo szybko nastał ultraniedźwiedzi sentyment. Tam przynajmniej mieli powód, u nas grubas nie puścił nawet 100pkt od szczytu, więc miśki nie zarobiły za dużo. Dlatego do rozliczenia serii S tylko DT.
Fibo61.8 zatrzymało wzrosty indeksu, spychając go pod linię trendu wzrostowego. Indeks wykonał nawrotkę i walczy na wsparciu średniej sma15.
W perspektywie tygodni bardziej prawdopodobny wydaje mi się powrót na fibo50 i test sma45, zatem dalej zamierzam grać S. W Stanach wyjątkowo szybko nastał ultraniedźwiedzi sentyment. Tam przynajmniej mieli powód, u nas grubas nie puścił nawet 100pkt od szczytu, więc miśki nie zarobiły za dużo. Dlatego do rozliczenia serii S tylko DT.
czwartek, 9 czerwca 2011
Kurek zakręcony podwójnie?
Na zarzuty o wywołanie inflacji przez QE Bernanke wciąż odpowiadał, że jest ona chwilowa. Ludzie się śmiali przez łzy z durnia a co przezorniejsi kupowali metale szlachetne.
Tymczasem 2 dni temu pojawiła się wiadomość, że Fed chce zwiększyć wymagane rezerwy finansowe dla największych banków, aby w przyszłości nie zaszła potrzeba ich ponownego bailoutowania. Jednym słowem banki zamiast mnożyć dolary w obiegu, musiałyby utrzymywać część na kontach Fedu.
Jednocześnie kończy się QE2, czyli sztuczne podtrzymanie "new money". Wydaje się nam, że liczba dolarów w obiegu zwiększyła się gigantycznie przez dodruki. Nic takiego nie miało miejsca - nowe dolary, za które Fed kupował dług USA zastępowały dolary znikające z systemu przez niespłacane kredyty i brak nowego długu. Fed próbował podtrzymać niewielką stabilną inflację (inflacja to zwiększenie pieniądza w obiegu a nie wzrost cen):
Ten sam wykres bez programów pomocowych Fedu:
Widać, że choć rząd USA wziął na swoje barki kreacje nowego pieniądza z długu (ludzie i firmy się delewarowali), liczba dolarów z kredytu nie rosła.
Dlaczego zatem towary i akcje dosłownie eksplodowały do góry? Przy sztucznie podtrzymywanej inflacji rzędu 3% wzrosty na rynkach po 30% to trochę przesada. Podobno w strachu przed przyszłą inflacją. Zamieszczony w kwietniu wykres 'cash level':
pokazuje, że te hiperboliczne wzrosty zawdzięczamy bankierom, którzy pożyczają kasę z Fedu prawie za free i pompują wszystko co się da. Ludzie muszą coś jeść i czymś dojechać do pracy, dlaczego więc nie skorzystać z nieograniczonej gotówki od drukarza i nie odsprzedać ludziom artykułów podstawowej potrzeby drożej.
QE2 dodatkowo wypychał inwestorów na bardziej ryzykowne aktywa, bo Fed skupował aż 3/4 nowego długu USA. Teraz mamy do czynienia z małym klinczem - limit długu został osiągnięty, więc teoretycznie przez jakiś czas nowych obligacji nie kupią. Jednocześnie Fed kończy dodruk kasy i żąda od banków zdeponowania większej gotówki na swoim koncie. Popatrzmy jeszcze raz na wykres dostępnej na NYSE gotówki. Jest rekordowo niski!
Nie jestem ekonomistą i choć dużo czytam, mam niewielki zasób wiedzy o gospodarce. Ale zaczyna mi to pachnieć powtórką z 2008 roku. Czyli: Fed ściąga płynność z rynku (banki muszą zwiększyć rezerwy), brakuje cashu, indeksy napompowane tanio pożyczonym dolarem carry trade. To pachnie krachem!
A gdzie inwestorzy uciekali pod koniec 2008 roku z akcji i towarów? W obligacje największej gospodarki świata "safe heaven":
Tyle, że teraz Kongres nie uchwalił zwiększenia limitu długu, więc nie będzie nowych bondów. A kto ma najwięcje obligacji USA?
Niedawno umieściłem wykres z prognozą zakończenia 30-letniej hossy na obligacjach USA. Czy Fed zostanie z tymi papierkami? Nie sądzę - być może jesteśmy świadkami największego geszeftu wszechczasów. Rynki w stanie przedzawałowym, "lekarstwo" ma jeden gracz, który w dodatku ustawia grę. Kiedy wszyscy rzucą się po lek, okaże się, że lek to zwykła woda a aptekarz właśnie wykupuje akcje przed nową 20-letnią hossą. Za 4 lata będziemy znali odpowiedź.
Wrzucam analizę USDPLN na wypadek odpalenia scenariusza płynnościowego:
Target 4.08 lub 4.95.
Tymczasem 2 dni temu pojawiła się wiadomość, że Fed chce zwiększyć wymagane rezerwy finansowe dla największych banków, aby w przyszłości nie zaszła potrzeba ich ponownego bailoutowania. Jednym słowem banki zamiast mnożyć dolary w obiegu, musiałyby utrzymywać część na kontach Fedu.
Jednocześnie kończy się QE2, czyli sztuczne podtrzymanie "new money". Wydaje się nam, że liczba dolarów w obiegu zwiększyła się gigantycznie przez dodruki. Nic takiego nie miało miejsca - nowe dolary, za które Fed kupował dług USA zastępowały dolary znikające z systemu przez niespłacane kredyty i brak nowego długu. Fed próbował podtrzymać niewielką stabilną inflację (inflacja to zwiększenie pieniądza w obiegu a nie wzrost cen):
Ten sam wykres bez programów pomocowych Fedu:
Widać, że choć rząd USA wziął na swoje barki kreacje nowego pieniądza z długu (ludzie i firmy się delewarowali), liczba dolarów z kredytu nie rosła.
Dlaczego zatem towary i akcje dosłownie eksplodowały do góry? Przy sztucznie podtrzymywanej inflacji rzędu 3% wzrosty na rynkach po 30% to trochę przesada. Podobno w strachu przed przyszłą inflacją. Zamieszczony w kwietniu wykres 'cash level':
pokazuje, że te hiperboliczne wzrosty zawdzięczamy bankierom, którzy pożyczają kasę z Fedu prawie za free i pompują wszystko co się da. Ludzie muszą coś jeść i czymś dojechać do pracy, dlaczego więc nie skorzystać z nieograniczonej gotówki od drukarza i nie odsprzedać ludziom artykułów podstawowej potrzeby drożej.
QE2 dodatkowo wypychał inwestorów na bardziej ryzykowne aktywa, bo Fed skupował aż 3/4 nowego długu USA. Teraz mamy do czynienia z małym klinczem - limit długu został osiągnięty, więc teoretycznie przez jakiś czas nowych obligacji nie kupią. Jednocześnie Fed kończy dodruk kasy i żąda od banków zdeponowania większej gotówki na swoim koncie. Popatrzmy jeszcze raz na wykres dostępnej na NYSE gotówki. Jest rekordowo niski!
Nie jestem ekonomistą i choć dużo czytam, mam niewielki zasób wiedzy o gospodarce. Ale zaczyna mi to pachnieć powtórką z 2008 roku. Czyli: Fed ściąga płynność z rynku (banki muszą zwiększyć rezerwy), brakuje cashu, indeksy napompowane tanio pożyczonym dolarem carry trade. To pachnie krachem!
A gdzie inwestorzy uciekali pod koniec 2008 roku z akcji i towarów? W obligacje największej gospodarki świata "safe heaven":
Tyle, że teraz Kongres nie uchwalił zwiększenia limitu długu, więc nie będzie nowych bondów. A kto ma najwięcje obligacji USA?
Niedawno umieściłem wykres z prognozą zakończenia 30-letniej hossy na obligacjach USA. Czy Fed zostanie z tymi papierkami? Nie sądzę - być może jesteśmy świadkami największego geszeftu wszechczasów. Rynki w stanie przedzawałowym, "lekarstwo" ma jeden gracz, który w dodatku ustawia grę. Kiedy wszyscy rzucą się po lek, okaże się, że lek to zwykła woda a aptekarz właśnie wykupuje akcje przed nową 20-letnią hossą. Za 4 lata będziemy znali odpowiedź.
Wrzucam analizę USDPLN na wypadek odpalenia scenariusza płynnościowego:
Target 4.08 lub 4.95.
sobota, 4 czerwca 2011
Na krawędzi vol. N+1
Podczas gdy WIG zbliża się do rekordu hossy, w Ameryce rynek stanął na krawędzi:
Linia wsparcia została nawet lekko naruszona a RSI nie osiągnęło jeszcze poziomu wyprzedania. Podobnie na NASDAQ:
Kompletnie rozkorelowały się towary, EURUSD i rynki. Jak w komentarzu napisał Marek: oznacza to, że trend się zmienia.
A jednak na naszym lokalnym rynku dość trudno grać S-ki. W piątek po przerwie wróciłem na FW20. Zagrałem krótkoterminowo S pod realizację korekty A-B-C:
TP ustawiłem na fibo38.2 (~2870). O 14.30 poszły dane o bezrobociu (nawet nie wiedziałem, że będą) - rynek oszalał, wycinał stopy jednym i drugim. Przestraszony po petardzie w górę przesunąłem TP na 2876 i dosłownie za sekundę zysk się zrealizował a kurs testował już 2870 :)
Wydawało się, że świat się zawali, ale nie powróciłem w S-ki - pisałem już, że na longach w Polsce siedzi jakiś desperat i faktycznie wyciągnął rynek na plusy! Zagrałem pod konkretną formację, która zrealizowała się niemal idealnie i czekam co dalej. Jak napisałem w poprzednim poście, do rozliczenia możemy obserwować prawdziwą wojnę byczków z Bernim.
Choć rynek jest na krawędzi, zaznaczyłem fioletową linią zasięg ewentualnych wzrostów: 2956! Tam mogą pociągnąć futy do rozliczenia. Niezły bigos - na 2 tygodnie przed wygaśnięciem serii ogromne ryzyko mocnych spadków w USA a u nas bycze sygnały. Jeśli Stany się posypią, nie widzę szans na powstrzymanie WIGu, ale wtedy S-ki wolę otwierać na nowej serii.
Linia wsparcia została nawet lekko naruszona a RSI nie osiągnęło jeszcze poziomu wyprzedania. Podobnie na NASDAQ:
Kompletnie rozkorelowały się towary, EURUSD i rynki. Jak w komentarzu napisał Marek: oznacza to, że trend się zmienia.
A jednak na naszym lokalnym rynku dość trudno grać S-ki. W piątek po przerwie wróciłem na FW20. Zagrałem krótkoterminowo S pod realizację korekty A-B-C:
TP ustawiłem na fibo38.2 (~2870). O 14.30 poszły dane o bezrobociu (nawet nie wiedziałem, że będą) - rynek oszalał, wycinał stopy jednym i drugim. Przestraszony po petardzie w górę przesunąłem TP na 2876 i dosłownie za sekundę zysk się zrealizował a kurs testował już 2870 :)
Wydawało się, że świat się zawali, ale nie powróciłem w S-ki - pisałem już, że na longach w Polsce siedzi jakiś desperat i faktycznie wyciągnął rynek na plusy! Zagrałem pod konkretną formację, która zrealizowała się niemal idealnie i czekam co dalej. Jak napisałem w poprzednim poście, do rozliczenia możemy obserwować prawdziwą wojnę byczków z Bernim.
Choć rynek jest na krawędzi, zaznaczyłem fioletową linią zasięg ewentualnych wzrostów: 2956! Tam mogą pociągnąć futy do rozliczenia. Niezły bigos - na 2 tygodnie przed wygaśnięciem serii ogromne ryzyko mocnych spadków w USA a u nas bycze sygnały. Jeśli Stany się posypią, nie widzę szans na powstrzymanie WIGu, ale wtedy S-ki wolę otwierać na nowej serii.
piątek, 3 czerwca 2011
2840-2950 do wygaśnięcia?
2 tygodnie przed wygaśnięciem serii. Zaznaczyłem 3 poprzednie okresy. 2 razy rosło, za ostatnim razem kontrakty wygasły niżej. W tej hossie nie zdarzyło się jeszcze, żeby kontrakty wygasły niżej 2 razy pod rząd. Ponadto rozliczenie marcowe odbyło się przy małym LOP, podobno zagranica wyszła wtedy z WIGu. Tym razem LOP jest już dość wysoki, gdzieś mi się obiło o uszy, że unibandito pompuje, więc będą się miały grubaski o co bić.
Zaznaczyłem najbardziej prawdopodobny wg mnie przedział rozliczenia serii czerwcowej, biegnący między 2840-2950. Co ciekawe bardziej skłaniam się ku wartościom 29xx. Pierwszy i drugi powód już podałem (2 razy niżej pod rząd i LOP), kolejny to wybronione wsparcie klina; skoro rynek jest mocny, to pewnie będzie miał ochotę przetestować opór.
Jest jeszcze jeden powód dla którego zdjąłem niedźwiedzią skórę (conajwyżej przyodziewam ją na krótkie strzały DT) to mocno zdołowane małe i średnie spółki, które tu i tam strzelają na północ:
Hossy z tego raczej nie będzie, ale niektórym korekta trwająca dłużej niż 2 sesje się należy. Mogłoby to być np. 2 tygodnie do rozliczenia serii ;)
Z tych powodów pozamykałem zyskowne krótkie na PGN, zostawiłem jedną bo wierzę, że te 4.16 raczej pukną. Gdyby giełdy zaczęły się sypać odnowię pozycję na gorszym poziomie. A jeśli pójdą na 2940, będę się cieszył, że zarobiłem, choć mógłbym stracić :)
Na razie mogę się pochwalić, że wyczułem dołek z 25 maja i dzięki temu chyba pierwszy raz w karierze nie zmarnowałem zysków z krótkiej pozycji (w listopadzie 2010 było podobnie, ale wtedy zostawiłem certy na spadki ropy, co mnie później drogo kosztowało). Niestety na akcjach, które kupiłem (Warfama i MSP) również nie zarobiłem. Kolejny raz przekonuję się, że nie warto kupować maluchów pod wzrosty, tylko L FW20 albo coś z WIG20.
A jednak kupuję na krótki wystrzał IDM:
Kurs wybił górą klin spadkowy dynamiczną trójką a-b-c na fibo23.6 - przyjąłem, że to A. Następnie zaczął korektę, którą traktuję jak B. Jeśli wyjdą górą trójką C = A na fibo38.2 będzie to niemal idealny pokaz działania AT. A jeśli spadną, będzie to jeden z klasycznych fałszywych sygnałów, na których zawodowcy wychodzą na SL a amatorzy płaczą, że prezes ich znowu oszukał :) TP ok. 3.05.
środa, 1 czerwca 2011
Nowe ETF na GPW i niedźwiedź
Wczoraj na GPW pojawiły się 2 nowe ETFy Lyxora: ETFDAX i ETFSP500. To dobra wiadomość jeśli miałby zrealizować się wczorajszy długoterminowy scenariusz hossy na developed markets za 2-3 lata.
A tymczasem przez najbliższy rok na biurku postoi sobie Berni, mój nowy przyjaciel:
Długo szukałem takiej figurki, same byki hossy dostępne - jak widać nie tylko Fed dyskryminuje misiów :) Do boju Berni, pokaż bykom gdzie raki zimują!
Na razie byczki pchają fw20 na opór klina:
Jak spróbują przebić fibo i ostatnie maksy, Berni przyłoży z łapki. Kiedyś wreszcie tak puknie, że klin na 2200 wybije.
A tymczasem przez najbliższy rok na biurku postoi sobie Berni, mój nowy przyjaciel:
Proszę Państwa oto Miś,
Miś jest bardzo grzeczny dziś,
Chętnie Państwu łapę poda,
Nie chce podać?
A to szkoda :)
Długo szukałem takiej figurki, same byki hossy dostępne - jak widać nie tylko Fed dyskryminuje misiów :) Do boju Berni, pokaż bykom gdzie raki zimują!
Na razie byczki pchają fw20 na opór klina:
Jak spróbują przebić fibo i ostatnie maksy, Berni przyłoży z łapki. Kiedyś wreszcie tak puknie, że klin na 2200 wybije.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



















