W lutym wrzuciłem daty wygenerowane przez skrypcik, które na podstawie różnych fibonów zostały wskazane jako punkty zwrotne. Tak przedstawiała się lista dla WIG20:
2012-02-04 (+47 from lucas_L in 2011_12_19)
2012-02-07 (+1364 from lucas_H in 2008_05_14)
2012-02-12 (+55 from fibo_L in 2011_12_19)
2012-02-14 (+144 from fibo_L in 2011_09_23)
2012-02-17 (+112 from fgold_H in 2011_10_28)
2012-02-19 (+62 from fgold_L in 2011_12_19)
2012-02-24 (+322 from lucas_H in 2011_04_08)
2012-02-24 (+987 from fibo_H in 2009_06_12)
2012-02-26 (+199 from lucas_L in 2011_08_11)
2012-02-28 (+123 from lucas_H in 2011_10_28)
2012-02-28 (+684 from fgold_H in 2010_04_15)
Wrzuciłem te daty na wykres WIG20 przyjmując oznaczenia:
x - słaby sygnał dla liczby w przedziale 40-150
s - średni sygnał dla liczb 151- 400
M - mocny sygnał dla liczb 400+
Jeśli odrzucimy słabe sygnały 'x' (zauważyłem, że mają większe znaczenie w okresach wzmożonej zmienności), otrzymujemy 3 silne wskazania: 7, 24 i 28. Idealne trafienie było 7 lutego. Ważne są też ekstrema, od których liczony jest okres. W przypadku 7 lutego był to bardzo ważny szczyt korekty pierwszej fali bessy w 2008 roku:
Biorąc pod uwagę 'moc' ekstremów ciekawa wydaje się data 24 lutego, która została wskazana przez szczyt pierwszej fali hossy 2009 roku oraz szczyt tej hossy w kwietniu 2011 roku.
Zobaczmy jak przedstawiają się daty na marzec:
2012-03-02 (+610 from fibo_L in 2010_07_01)
2012-03-03 (+127 from fgold_H in 2011_10_28)
2012-03-03 (+162 from fgold_L in 2011_09_23)
2012-03-03 (+205 from fgold_L in 2011_08_11)
2012-03-03 (+75 from fgold_L in 2011_12_19)
2012-03-04 (+76 from lucas_L in 2011_12_19)
2012-03-13 (+1597 from fibo_H in 2007_10_29)
2012-03-17 (+89 from fibo_L in 2011_12_19)
2012-03-20 (+144 from fibo_H in 2011_10_28)
2012-03-25 (+4181 from fibo_L in 2000_10_13)
2012-03-26 (+987 from fibo_L in 2009_07_13)
2012-03-27 (+2584 from fibo_H in 2005_02_28)
2012-03-31 (+233 from fibo_L in 2011_08_11)
Mamy aż 6 wskazań na 2-4 marca, choć tylko jedno 's' i 5 mało istotnych 'x'. Jeśli przyjąć, że Stany raczą rozpocząć jakąś korektę, ok. 3 marca mógłby być lokalny dołek pierwszej fali spadkowej (prawie miesiąc spadków na WIG20).
Następnie widzimy mocną datę 13 marca - wyznaczoną w dodatku przez szczyt hossy 2007.
I na koniec combo 26-27-28 marca, 3 bardzo silne liczby wyznaczone przez szczyt hossy 2000, dołek pierwszej korekty hossy 2009 i lokalny szczyt hossy 2003-2007 w 2005 roku.
Reasumując - jeśli metoda wyznaczania ekstremów za pomocą liczb Fibonacciego i Lucasa ma jakąś wartość prognostyczną, powinniśmy zobaczyć punkty zwrotne w okolicach 3, 13 i 26 marca.
Blog o inwestowaniu, grze na giełdzie, rozwoju osobistym, przemyślenia na temat egzystencji, poszerzanie świadomości. Czasem trochę o żarciu i bieganiu - życie :) Napisz do mnie: deedees małpa o2 kropcia pl
środa, 29 lutego 2012
wtorek, 28 lutego 2012
No to dawaj śmieciuch!
Gdzieś na 3.05 biegnie kilka linii, które powinny zatrzymać spadki na zielonym:
Dolar rósł od dołka 8 miesięcy, od szczytu spada dopiero 2, ale wszyscy piszą już o trendzie spadkowym. Mój plan wiąże się ściśle ze strategią dostosowaną do mojej psychiki - czekam na jakiś pewny sygnał, wchodzę ostro i wysiadam na fibo. Dlatego na razie spokojnie obserwuję poczynania śmieciucha. Kto wie, może i 2.97 strzeli z rozpędu.
Reasumując: za Chiny bym już nie szorcił, ale jeszcze nie kupuję.
Dolar rósł od dołka 8 miesięcy, od szczytu spada dopiero 2, ale wszyscy piszą już o trendzie spadkowym. Mój plan wiąże się ściśle ze strategią dostosowaną do mojej psychiki - czekam na jakiś pewny sygnał, wchodzę ostro i wysiadam na fibo. Dlatego na razie spokojnie obserwuję poczynania śmieciucha. Kto wie, może i 2.97 strzeli z rozpędu.
Reasumując: za Chiny bym już nie szorcił, ale jeszcze nie kupuję.
czwartek, 23 lutego 2012
Masz hedge na flash-crash 2 ?
Hossa odtrąbiona, większość gotowa do zakupów na upragnionej korekcie, nim pociąg odjedzie.
Tymczasem liderzy wzrostów rysują bardzo niepokojące kliny wzrostowe, z euforycznymi końcówkami. Konikiem jest Apple, którego wklejałem już tyle razy, że nie ma sensu powielać wielkiego klina. Sprawdźmy tylko jak kształtuje się wykres dzienny:
Drugi kandydat do niespodzianki to IBM, pierwsza spółka technologiczna w stajni Buffeta:
Kapitalizacja Apple na dzień dzisiejszy to ok. 480 mld $, IBM 234 mld.
Sentyment na parkiecie bliski euforii. Misie przebąkują o korekcie przed drugą falą wzrostową z finiszem na maj-czerwiec (do niedawna mój bazowy scenariusz). Piewców bessy zostało niewielu i jeśli straszą spadkami, to są wyśmiewani (pegasus7 na forum W. Białka).
Wobec tych hiperbol zacząłem brać pod uwagę scenariusz równie mocnego załamania i kupiłem opcje na spadki. Po długich i mocnych wzrostach ciężko mi wyobrazić sobie spadek większy niż 2250 na WIG20, ale tym razem gram wg planu i nie muszę sobie nic wyobrażać :) Niesamowite jak bardzo potrafi pozytywnie wpłynąć na wyniki i kondycję psychiczną wyłączenie notowań i wykresów w trakcie sesji.
Tymczasem liderzy wzrostów rysują bardzo niepokojące kliny wzrostowe, z euforycznymi końcówkami. Konikiem jest Apple, którego wklejałem już tyle razy, że nie ma sensu powielać wielkiego klina. Sprawdźmy tylko jak kształtuje się wykres dzienny:
Drugi kandydat do niespodzianki to IBM, pierwsza spółka technologiczna w stajni Buffeta:
Kapitalizacja Apple na dzień dzisiejszy to ok. 480 mld $, IBM 234 mld.
Sentyment na parkiecie bliski euforii. Misie przebąkują o korekcie przed drugą falą wzrostową z finiszem na maj-czerwiec (do niedawna mój bazowy scenariusz). Piewców bessy zostało niewielu i jeśli straszą spadkami, to są wyśmiewani (pegasus7 na forum W. Białka).
Wobec tych hiperbol zacząłem brać pod uwagę scenariusz równie mocnego załamania i kupiłem opcje na spadki. Po długich i mocnych wzrostach ciężko mi wyobrazić sobie spadek większy niż 2250 na WIG20, ale tym razem gram wg planu i nie muszę sobie nic wyobrażać :) Niesamowite jak bardzo potrafi pozytywnie wpłynąć na wyniki i kondycję psychiczną wyłączenie notowań i wykresów w trakcie sesji.
niedziela, 19 lutego 2012
Dolarowy wskaźnik ekstremum
Wykres USDPLN jest doskonałym przykładem tego, że każda technika ma swoje 5 minut, a później gra przeciwko tobie. Weźmy takie "trend is your friend" - kto szorcił dolara od 2000 do 2008 roku, mógł się uważać za geniusza spekulacji:
Czy ktoś taki był? Zapewne pare promili graczy zarabiało na trendzie deprecjacji dolara. Większość jednak gdzieś do 2003 zgodnie z 'trend is your friend' obstawiała dalsze umocnienie dolara po mocniejszej korekcie, a do strategii wróciła w 2008 roku (pamiętne opcje walutowe).
Od 2009 roku lepiej sobie radzi "kupuj tanio, sprzedawaj drogo". W momencie gdy na USDPLN widzimy trend, to możemy być pewni, że wkrótce się skończy. Nie inaczej było w styczniu, gdy spodziewaliśmy się kontynuacji po wybiciu górą klina i udanym teście nowego wsparcia w listopadzie. Tymczasem dolar zwalił się równie szybko jak urósł.
Wykres tygodniowy pokazuje, że nawet spadek w okolice 3.06 nie zmienia trendu średnioterminowego, który nadal jest rosnący. Aktualnie jeszcze wielu graczy obstawia wzrost USDPLN i kupuje go od ok. 3.20 . Dlatego coraz bardziej skłaniam się do scenariusza testu 50% całej fali wzrostowej:
Na poziomie 3.08 powinno nastąpić rozstrzygnięcie, która strona zdominuje rynki na dłuższe miesiące. Zejście poniżej 3zł preferuje byczy scenariusz dla giełd i towarów, obrona linii trendu wzrostowego, SMA200 i fibo50 to powrót do bessy, dolar po 4-4.5zł.
Najbardziej prawdopodobne wg mnie 2 scenariusze w krótkim terminie wyglądają tak:
Czyli albo natychmiastowy zjazd na 3.08 (1) , albo korekta na 3.33-3.38 i potem powrót do spadków (2). Zauważmy, że przy realizacji (2) otrzymalibyśmy RGR, który mógłby rozpalić głowy byków na akcjach i marzenia o hossie.
Ten scenariusz ma więcej ciekawych implikacji, np. gdyby teraz USDPLN podskoczył do 3.3x, zapewne mielibyśmy falę C spadkowej korekty na WIG20 (np. do okolic 2250), schłodzenie nastrojów, a wraz z późniejszym spadkiem z 3.3x na 3.08 drugą falę umocnienia na giełdach, po której jeszcze więcej graczy widziałoby hossę.
Natomiast realizacja (1) to dalsze wyciskanie misiów, S&P500 na 1400, euforia na rynkach i paradoksalnie wysokie ryzyko drugiego dna bessy.
Czy ktoś taki był? Zapewne pare promili graczy zarabiało na trendzie deprecjacji dolara. Większość jednak gdzieś do 2003 zgodnie z 'trend is your friend' obstawiała dalsze umocnienie dolara po mocniejszej korekcie, a do strategii wróciła w 2008 roku (pamiętne opcje walutowe).
Od 2009 roku lepiej sobie radzi "kupuj tanio, sprzedawaj drogo". W momencie gdy na USDPLN widzimy trend, to możemy być pewni, że wkrótce się skończy. Nie inaczej było w styczniu, gdy spodziewaliśmy się kontynuacji po wybiciu górą klina i udanym teście nowego wsparcia w listopadzie. Tymczasem dolar zwalił się równie szybko jak urósł.
Wykres tygodniowy pokazuje, że nawet spadek w okolice 3.06 nie zmienia trendu średnioterminowego, który nadal jest rosnący. Aktualnie jeszcze wielu graczy obstawia wzrost USDPLN i kupuje go od ok. 3.20 . Dlatego coraz bardziej skłaniam się do scenariusza testu 50% całej fali wzrostowej:
Na poziomie 3.08 powinno nastąpić rozstrzygnięcie, która strona zdominuje rynki na dłuższe miesiące. Zejście poniżej 3zł preferuje byczy scenariusz dla giełd i towarów, obrona linii trendu wzrostowego, SMA200 i fibo50 to powrót do bessy, dolar po 4-4.5zł.
Najbardziej prawdopodobne wg mnie 2 scenariusze w krótkim terminie wyglądają tak:
Czyli albo natychmiastowy zjazd na 3.08 (1) , albo korekta na 3.33-3.38 i potem powrót do spadków (2). Zauważmy, że przy realizacji (2) otrzymalibyśmy RGR, który mógłby rozpalić głowy byków na akcjach i marzenia o hossie.
Ten scenariusz ma więcej ciekawych implikacji, np. gdyby teraz USDPLN podskoczył do 3.3x, zapewne mielibyśmy falę C spadkowej korekty na WIG20 (np. do okolic 2250), schłodzenie nastrojów, a wraz z późniejszym spadkiem z 3.3x na 3.08 drugą falę umocnienia na giełdach, po której jeszcze więcej graczy widziałoby hossę.
Natomiast realizacja (1) to dalsze wyciskanie misiów, S&P500 na 1400, euforia na rynkach i paradoksalnie wysokie ryzyko drugiego dna bessy.
piątek, 17 lutego 2012
Ropa
Era powszechnego dodruku przyzwyczaiła nas, że opory na towarach są tylko po to, by je łamać. Niektóre towary zdają się już zmieniać wieloletni trend wzrostowy (żywność), inne dalej pną się do góry.
Z kronikarskiego obowiązku odnotowuję zatem linię spadku, do której dociera ropa Brent:
I wiecie co? Nie mam prawie krzty wiary, że ten opór zadziała :) Może jakaś korekta, a potem nowe rekordy po kolejnych dodrukach bilionów pustego pieniądza.
Ciekawe czy zostały na rynku jeszcze jakieś niedźwiedzie, które mają powody do obstawiania spadków...
Z kronikarskiego obowiązku odnotowuję zatem linię spadku, do której dociera ropa Brent:
I wiecie co? Nie mam prawie krzty wiary, że ten opór zadziała :) Może jakaś korekta, a potem nowe rekordy po kolejnych dodrukach bilionów pustego pieniądza.
Ciekawe czy zostały na rynku jeszcze jakieś niedźwiedzie, które mają powody do obstawiania spadków...
środa, 15 lutego 2012
Lokomotywa na pełnej parze, trochę o strategii
Wykres, który obserwuję ostatnio najczęściej to amerykański gigant Apple. Jeszcze miesiąc temu zakładałem, że spółka w lutym zrobi korektę i do maja zdobędzie mityczne 500$. Życie jednak zaskakuje bardziej niż prognozy przewidują:
500$ nie stało się nawet oporem, choć wielki 12-letni klin plasował go w tych okolicach.
Niestety wykres ten ma dla mnie wymowę negatywną. Dlaczego? Ponieważ takie bańki załamują się równie szybko, jak formują. A Apple to przewodnik stada - jeśli on siądzie, to reszta spółek amerykańskich zacznie również spadki. I może to być wcześniej, niż później. Nie wyobrażam sobie ciągnięcia tej hiperboli do maja.
Przypomnę poprzedni plan bazowy pod spekulacje: styczeń pierwsza fala mini-hossy (A), luty-korekta (B) i wzrosty (fala C) do maja.
Tymczasem dla Apple'a mój obecny scenariusz wygląda tak:
Przewidywana załamka na przełomie lutego-marca.
Następny mocny opór to okolice 520:
Zawsze gdy piszę takie uwagi, znajdzie się kilku czytelników, którzy komentują: czy takie bajanie ma sens? Czy nie lepiej podłączyć się pod trend i zarabiać?
Odpowiem tak: graal inwestowania to własna strategia, dopasowana do psychiki gracza, trzymanie się swoich zasad i planów oraz nieustanny rozwój. W zeszłym roku również atakowano moje podejście, kiedy od lutego obwieszczałem co tydzień bessę a rynek rósł. Tymczasem sprężyna się napinała, napinała, aż tak huknęła, że cała 'bessa' odbyła się w Stanach w ciągu 2 tygodni.
Moje decyzje nie są wypadkową paru wykresów. Nie jestem perma-niedźwiedziem, wyznawcą jednej strategii czy kontrarianinem. Staram się na podstawie wieloletnich cykli rynkowych znaleźć optymalną formę grania. Od 12 lat obowiązuje na rynkach akcyjnych w Stanach trend boczny i najlepsze wyniki osiągają traderzy stosujący techniki wyłapywania ekstremów. Tryumfy święci RSI, liczby Fibonacciego, fale Elliotta, dywergencje przy szczytach, badanie sentymentu itp.
Badania dowodzą, że kupowanie akcji po silnych wyprzedażach daje bardzo dobre wyniki, a granie z trendem, tj. kupowanie po wybiciu nowego szczytu przynosi straty. W latach 1980-2000 było dokładnie odwrotnie - należało kupować siłę i sprzedawać słabość.
Statystycznie (to słowo to mocne nadużycie biorąc pod uwagę, że w przeciągu ostatnich 100 lat mamy tylko 4 takie cykle) dołek takiej konsolidacji wychodzi mniej więcej po 14 latach od szczytu i rodzi się nowy rynek byka. Pierwsze fale wzrostowe są dość mocno znoszone, więc stare narzędzia jeszcze dają zarobić, ale najlepsze efekty daje zwyczajne buy&hold oraz dobieranie akcji na korektach, które zatrzymują się na długich średnich.
Wróćmy teraz do pytania - czy jest sens szukania na siłę szczytów? Tak - bo nadrzędny trend jest boczny i lepsze wyniki osiąga się, gdy unika się kupowania hiperbolicznego szczytu oraz szorcenia mocnego spadku.
Nie wiem jak poszło tym, którzy wyśmiewali mnie na szczycie hossy w zeszłym roku, z tego co widzę sporo blogów 'dzieci hossy' 2009-2011 już nie funkcjonuje, więc straty rzędu 50% musiały ich zaboleć (a jeśli uśredniali, to mogli już wypaść z rynku). Dla mnie 2011 rok okazał się najlepszym rokiem na parkiecie. Jednak w każdym sukcesie kryje się przyczyna późniejszej porażki i tak było w moim wypadku - wystarczyły 2 tygodnie wzrostów w styczniu, żebym dostał solidnego kopa. Rynek wypunktował wszystkie moje słabości. Wszystkie techniki i narzędzia zawiodły (teraz już wiem, że bez analizy zmienności były niepełne).
Jednak uważam ten okres za przełomowy. Była to najdroższa i najlepsza lekcja, jaką mogłem zdobyć o giełdzie. Wreszcie dotarło do mnie, że nie przechytrzę rynku. Że gapiąc się w notowania tylko zwiększam ryzyko i daję się ponieść emocjom. Pisałem te rzeczy nie raz, zazwyczaj po serii dotkliwych strat, ale nie potrafiłem jeszcze wtedy opracować skutecznych zasad.
Dopiero od prawie 3 tygodni gram metodycznie, z jednym i tylko jednym celem: trzymać się planu. Mam 2 pudełka - w jednym karteczki z otwartymi pozycjami i planem dla nich, drugie z zamkniętymi. Nie ma znaczenia czy stracę, czy zarobię, liczy się tylko żeby w drugim pudełku zamknięte transakcje miały plus za osiągnięte wszystkie cele. Zarobki będą konsekwencją trzymania się zasad i planu. W połowie roku zrobię o tym szerszy wpis.
Na koniec chciałbym podziękować Matiemu, który prowadzi maklerblog.pl - to właśnie jeden z jego wpisów walnie przyczynił się do mojego 'oświecenia' :
http://maklerblog.pl/zagranie-26/
Polecam wszystkim lekturę całego bloga, wpisów nie ma jeszcze wiele.
Aktualizacja kilka godzin później.
No proszę, nie przyszło nam długo czekać :)
Aktualizacja 2 - kolejne godziny później.
No to nam jabol chyba strzelił top:
A teraz poprosimy o 'flash crash 2' ;)
500$ nie stało się nawet oporem, choć wielki 12-letni klin plasował go w tych okolicach.
Niestety wykres ten ma dla mnie wymowę negatywną. Dlaczego? Ponieważ takie bańki załamują się równie szybko, jak formują. A Apple to przewodnik stada - jeśli on siądzie, to reszta spółek amerykańskich zacznie również spadki. I może to być wcześniej, niż później. Nie wyobrażam sobie ciągnięcia tej hiperboli do maja.
Przypomnę poprzedni plan bazowy pod spekulacje: styczeń pierwsza fala mini-hossy (A), luty-korekta (B) i wzrosty (fala C) do maja.
Tymczasem dla Apple'a mój obecny scenariusz wygląda tak:
Przewidywana załamka na przełomie lutego-marca.
Następny mocny opór to okolice 520:
Zawsze gdy piszę takie uwagi, znajdzie się kilku czytelników, którzy komentują: czy takie bajanie ma sens? Czy nie lepiej podłączyć się pod trend i zarabiać?
Odpowiem tak: graal inwestowania to własna strategia, dopasowana do psychiki gracza, trzymanie się swoich zasad i planów oraz nieustanny rozwój. W zeszłym roku również atakowano moje podejście, kiedy od lutego obwieszczałem co tydzień bessę a rynek rósł. Tymczasem sprężyna się napinała, napinała, aż tak huknęła, że cała 'bessa' odbyła się w Stanach w ciągu 2 tygodni.
Moje decyzje nie są wypadkową paru wykresów. Nie jestem perma-niedźwiedziem, wyznawcą jednej strategii czy kontrarianinem. Staram się na podstawie wieloletnich cykli rynkowych znaleźć optymalną formę grania. Od 12 lat obowiązuje na rynkach akcyjnych w Stanach trend boczny i najlepsze wyniki osiągają traderzy stosujący techniki wyłapywania ekstremów. Tryumfy święci RSI, liczby Fibonacciego, fale Elliotta, dywergencje przy szczytach, badanie sentymentu itp.
Badania dowodzą, że kupowanie akcji po silnych wyprzedażach daje bardzo dobre wyniki, a granie z trendem, tj. kupowanie po wybiciu nowego szczytu przynosi straty. W latach 1980-2000 było dokładnie odwrotnie - należało kupować siłę i sprzedawać słabość.
Statystycznie (to słowo to mocne nadużycie biorąc pod uwagę, że w przeciągu ostatnich 100 lat mamy tylko 4 takie cykle) dołek takiej konsolidacji wychodzi mniej więcej po 14 latach od szczytu i rodzi się nowy rynek byka. Pierwsze fale wzrostowe są dość mocno znoszone, więc stare narzędzia jeszcze dają zarobić, ale najlepsze efekty daje zwyczajne buy&hold oraz dobieranie akcji na korektach, które zatrzymują się na długich średnich.
Wróćmy teraz do pytania - czy jest sens szukania na siłę szczytów? Tak - bo nadrzędny trend jest boczny i lepsze wyniki osiąga się, gdy unika się kupowania hiperbolicznego szczytu oraz szorcenia mocnego spadku.
Nie wiem jak poszło tym, którzy wyśmiewali mnie na szczycie hossy w zeszłym roku, z tego co widzę sporo blogów 'dzieci hossy' 2009-2011 już nie funkcjonuje, więc straty rzędu 50% musiały ich zaboleć (a jeśli uśredniali, to mogli już wypaść z rynku). Dla mnie 2011 rok okazał się najlepszym rokiem na parkiecie. Jednak w każdym sukcesie kryje się przyczyna późniejszej porażki i tak było w moim wypadku - wystarczyły 2 tygodnie wzrostów w styczniu, żebym dostał solidnego kopa. Rynek wypunktował wszystkie moje słabości. Wszystkie techniki i narzędzia zawiodły (teraz już wiem, że bez analizy zmienności były niepełne).
Jednak uważam ten okres za przełomowy. Była to najdroższa i najlepsza lekcja, jaką mogłem zdobyć o giełdzie. Wreszcie dotarło do mnie, że nie przechytrzę rynku. Że gapiąc się w notowania tylko zwiększam ryzyko i daję się ponieść emocjom. Pisałem te rzeczy nie raz, zazwyczaj po serii dotkliwych strat, ale nie potrafiłem jeszcze wtedy opracować skutecznych zasad.
Dopiero od prawie 3 tygodni gram metodycznie, z jednym i tylko jednym celem: trzymać się planu. Mam 2 pudełka - w jednym karteczki z otwartymi pozycjami i planem dla nich, drugie z zamkniętymi. Nie ma znaczenia czy stracę, czy zarobię, liczy się tylko żeby w drugim pudełku zamknięte transakcje miały plus za osiągnięte wszystkie cele. Zarobki będą konsekwencją trzymania się zasad i planu. W połowie roku zrobię o tym szerszy wpis.
Na koniec chciałbym podziękować Matiemu, który prowadzi maklerblog.pl - to właśnie jeden z jego wpisów walnie przyczynił się do mojego 'oświecenia' :
http://maklerblog.pl/zagranie-26/
Polecam wszystkim lekturę całego bloga, wpisów nie ma jeszcze wiele.
Aktualizacja kilka godzin później.
No proszę, nie przyszło nam długo czekać :)
Aktualizacja 2 - kolejne godziny później.
No to nam jabol chyba strzelił top:
A teraz poprosimy o 'flash crash 2' ;)
poniedziałek, 13 lutego 2012
Co myśli większość?
Najczęstszy argument za kontynuacją aktualnych wzrostów jeszcze niedawno brzmiał "wszyscy czekają na spadki, więc będzie rosło". Teraz wygląda to trochę inaczej - blogerów obstawiających kontynuację bessy zostało niewielu, większość natomiast liczy na korektę i kupno małych i średnich spółek na hossę lub conajmniej kolejną mocną falę wzrostową.
Takie jest moje subiektywne odczucie, jednak na odczuciach się nie zarabia, więc szukam jakichś obiektywnych danych. Po pierwsze wskaźnik sentymentu inwestorów indywidualnych - blisko 60% uważa, że w ciągu pół roku urośniemy, a tylko 18.6% obstawia spadki.
Na kolejny ciekawy zestaw danych trafiłem na stooqu, gdy wziąłem udział w ankiecie:
Jak widać większość obstawia zamknięcie roku w widełkach 2800-3000.
Takie jest moje subiektywne odczucie, jednak na odczuciach się nie zarabia, więc szukam jakichś obiektywnych danych. Po pierwsze wskaźnik sentymentu inwestorów indywidualnych - blisko 60% uważa, że w ciągu pół roku urośniemy, a tylko 18.6% obstawia spadki.
Na kolejny ciekawy zestaw danych trafiłem na stooqu, gdy wziąłem udział w ankiecie:
Jak widać większość obstawia zamknięcie roku w widełkach 2800-3000.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)














