czwartek, 7 marca 2019

Warto wracać do mądrych książek

Słynna biografia Livermore'a "Wspomnienia gracza giełdowego" ukazała się w Polsce ok. 8 lat temu. Pamiętam jak czekałem na tą pozycję. Zamówiłem w przedsprzedaży, gdy tylko przyszła zniknąłem dla świata na 2 dni. Marzyłem wtedy o nauczeniu się gry o wysokie stawki i pomnożeniu skromnych oszczędności do milionów.

Zachłannie pochłaniałem kolejne strony lektury, ale za połową książki mój entuzjazm zaczął opadać. Lefevre opisywał w jaki sposób Livermore przeprowadza manipulacje na rynkach. W tamtym czasie byłem skupiony na psychologii gracza i te rozdziały niezbyt mnie interesowały. Mitycznego Graala szukałem we wczesnych latach działalności najsłynniejszego spekulanta w historii.

Jednak kiedy niedawno odświeżyłem "Wspomnienia gracza", to właśnie ostatnie rozdziały mnie oświeciły. Pozwoliły zdefiniować coś, co intuicyjnie wyczuwałem od kilku ostatnich lat. Ukazały mi przestrzeń rozgrywki giełdowej, której przez lata nie potrafiłem zaakceptować. Są to banalne prawdy,  dla wielu zapewne oczywiste, ale moje przeświadczenia uniemożliwiały dostrzeżenie ich.

Przejdźmy do rzeczy. W pierwszych latach gry na giełdzie największą uwagę przykładałem do wskaźników fundamentalnych oraz cykli. Niskie c/wk, odpowiednie przepływy kapitałowe i umiarkowane zadłużenie w połączeniu z wypalającą się bessą pozwalały zająć pozycję na akcjach z potencjałem na mocne odbicie. Rozumowałem prosto: jeśli solidna spółka po fazie paniki jest wyceniana na 0.5 wartości księgowej, to powrót do neutralnej wartości 1.0 wygeneruje zysk 100%. Na więcej nie ma co liczyć, bo powyżej 1 zdaję się na spekulacje rynku. W ten sposób nawet trafiając 2 na 3 spółki i realizując na nich ułamek potencjalnego zysku wychodziłem co roku (poza 2012) na plus.

Strategia gry pod regresję do średniej ma udokumentowaną skuteczność, jednak dla mnie stanowiła mocne ograniczenie zarówno w doborze spółek, jak i w terminie zamykania pozycji. Od 2015 zacząłem zmieniać podejście na rzecz trzymania akcji do fazy dojrzałej hossy i euforii. Jednak hossa 2017 na małych spółkach na dobrą sprawę szybciej się skończyła, niż zaczęła i nim zamknąłem na nich pozycję, spora część zysków wyparowała.

Zarówno w pierwszym podejściu (trzymać do ustalonego poziomu - ograniczeniem są wskaźniki fundamentalne), jak i w drugim (trzymać do oznak wypalenia hossy - ograniczeniem są cykle i makro) ignorowałem powody, dla których akcje rosną powyżej racjonalnych poziomów lub spadają, nim do tych racjonalnych poziomów dotrą. Kluczem do uświadomienia sobie tych powodów są właśnie opisy manipulacji w przytoczonej książce.

Livermore był często wynajmowany przez posiadaczy dużych pakietów akcji do "zorganizowania rynku" dla ich firm (stąd określenie "stock operator"). Jego zadaniem było zwiększyć obrót na danej spółce, następnie wygenerować trend wzrostowy i włączyć jak najwięcej ulicy do gry. Spółka stawała się modna, co zapewniało płynność i uwagę. Uwaga ulicy, która niekoniecznie kupowała akcje była bardzo potrzebna, ale o tym za chwilę.

Dopóki trwała hossa Livermore nie sprzedawał akcji pożyczonych przez spółdzielnię. Używał ich głównie do podbijania ceny. Dopiero gdy zauważał brak siły na rynku, zaczynał wyprzedawać pakiety i uwaga: sprzedawał zawsze na spadkach. Powtarza to zdanie kilkakrotnie. Sprzedawał zawsze na spadkach, ponieważ sprzedaż na wzroście zabije go i zniweczy wcześniejsze wysiłki.

Duży gracz nie może pozwolić sobie na dystrybucję akcji w czasie wzrostów. Musi czekać na słabość rynku, żeby sprzedawać akcje szerokiej publice oraz tym, którzy z uwagą śledzili wzrosty na spółce, ale bali się kupić, bo była droga. Dopiero po fali spadków włączają się do gry, ponieważ wydaje im się, że kupili tanio na korekcie i zaraz wrócą wzrosty. To oni zapewniają spekulantowi płynność niezbędną do wchłonięcia wielkich pakietów akcji. Tymczasem "gruby" nie rozgrywa już pompowania kursu, tylko sprzedaje powierzone mu akcje.

Spekulacja jest stara jak świat. Te same techniki pompowania kursów i rozprowadzania papieru wykorzystywane są na GPW od początku jej istnienia. Przyjęcie do świadomości tego prostego mechanizmu pozwoliło mi wreszcie znaleźć oparcie w utrzymywaniu pozycji w czasie hossy. Nie każda spółka będzie rosła kilkukrotnie, nie na każdej są podmioty zainteresowane upłynnieniem swoich pozycji. Ale analizując zachowanie ceny i obrotu możemy powściągnąć się przed zbyt szybką realizacją zysków lub odpowiednio wcześnie pozbyć złudzeń co do przyszłości kursu.


13 komentarzy:

  1. Może pokusisz się o jakieś przykłady na wykresach? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa jest ta sprzedaż grubych na spadkach. To stoi w sprzeczności z tym co piszą na portalu PPCG. Oni twierdzą, że smart money zawsze upłynniają akcje ulicy na wzrostach gdy widzą wyraźny wzrost wolumenu. A może jedna i druga koncepcja wzajemnie się uzupełnia. Ale to już byłoby lekko nielogiczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, często ostatnie "fejkowe" wybicie na wysokim wolumenie jest wykorzystywane do zakończenia trendu. Zebrało się wystarczajaco dużo ludzi, którzy podążają za sygnałem kupna i można ich nakarmić. Ponadto będą później uśredniać na spadkach. Jednak nawet na takim wybiciu liczba sprzedanych akcji jest tylko ułamkiem całościowych pozycji.

      Usuń
  3. Ciekawy wpis i komentarz Adama. Też próbuje stosować VSA, wydaje się takie proste, ale wyrysowac mozna dziś wszystko łącznie z volumenem. Grają automaty coś czego w czasach Livermora nie było. Giełda to socjologia i każde badanie ma wpływ na badanego. Im bardziej w las tym więcej drzew...
    Hd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dużych spółkach to się nie sprawdzi. Tam grają 'morgany', które rysują sygnały AT, żeby publika je podchwyciła, po czym robią zwrot w drugą stronę - dlatego na WIG20 gram anty-AT ;) Natomiast na małych spółkach opisany schemat to chleb powszedni w czasie hossy. Robią tak spółdzielnie, fundy i inni zainteresowani wywindowaniem kursów.

      Usuń
  4. Robi się ciekawie jeszcze niech tak Pzu i Peo spadną po 10% i tankuję pod korek:-) ale giełda to nie koncert życzeń...Dino niedługo w W20 i gitara ,Celon tez coś rzeżbi.Jeżeli chodzi o książki to dla mnie folklor,liczy się tylko praktyka a rzeżbie na Gpw od 1995 -ogólny bilans na sporym plusie,za ostatni rok podatek do zapłacenia a nasze fundy mają w plecy dla tego nigdy im kasy nie powierze.Nikt nigdy z samych książek nie będzie dobry,liczy się tylko praktyka na tzw żywym organiżmie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czekam na panikę na wig20, żeby się zapakować. Najlepiej przy armagedonicznych wieściach ;)

      Usuń
    2. Wzrost wyceny Celon Pharmy o ponad 50 proc. w dwa miesiące sprawił, że z kapitalizacją przekraczającą 2 mld złotych jest to już jeden z największych podmiotów w sWIG-u.
      Poszły pakiety dzisiaj może fundy widzą ją w przyszłości w wig20 na razie długa droga ,ale Dino pokazało że można :-),co ciekawe obie spółki ustanowiły dzisiaj swoje historyczne szczyty.

      Usuń
  5. hehe i to jest dobry post , tylko pytanie czemu kolega na Lotosie twierdzi że jest inaczej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak widzisz ten rok na giełdach w USA?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Analogii do obecnej sytuacji w USA upatrywałbym do okresu 1987-1990. Kraszek z grudnia 2018 byłby odpowiednikiem krachu 1987. Dołek z 1990 był poniżej szczytu z 1997, czyli de facto wystąpiła 3-letnia flauta. I bazowo zakładam, że do 2021 będzie podobnie, czyli jakieś powolne zmierzanie na nowe szczyty, ale gdzieś w 2021 SPX spadnie poniżej 2900.

      Usuń
  7. Obecnie jak widać dobre spółki warto trzymać bo hossa się rozkręca bardzo powoli w tym kontekście widzę Aliora czy Azoty,Lotos,Dino itp.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dedek dalej wierzysz w energetyke po tych wynikach przynajmniej Pzu nie zawodzi :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Ze względu na ataki spamerskie musiałem wprowadzić moderację, ale postaram się przeczytać go i odpisać jak najszybciej.

Pozdrawiam,
podtworca

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails