poniedziałek, 23 czerwca 2014

Przewrót czerwcowy

Inaczej rzecz się ma z Rooseveltem. On dysponował w dyskusji ze Stalinem ważnym argumentem - była nim pomoc militarna dla ZSRR. Wciąż jednak bał się, że Stalin zawrze separatystyczny pokój z Niemcami. On się Polską nie interesował. Sprawa polska była dlań istotna tylko w kontekście poparcia amerykańskiej Polonii w wyborach prezydenckich. W stosunku do Stalina był naiwny. Co gorsza, usiłował razem z nim grać przeciw Churchillowi. To on pierwszy zgodził się na linię Curzona. Dla Roosevelta miała to być niewielka cena za udział ZSRR w wojnie. Mówił Stalinowi i Churchillowi, że Polska stwarza kłopoty od pięciuset lat".
Stanley Cloud (wywiad w wyborcza.pl/1,76498,2389627.html )



O polityce piszę rzadko, ale jeśli już coś lądowało na blogu pod tagiem 'polityka', to była to bezwzględna krytyka frajera Tuska, który pozbawił Polaków szans na dogonienie Zachodu pod względem materialnym, ograniczył perspektywy ostatniej fali wyżu do funkcji zarządców folwarku a resztę zredukował do chłopów pańszczyźnianych. Nie ma sensu powtarzać tu argumentów, które łatwo można prześledzić w archiwum wpisów.

Nie chciałem pisać o aferze taśmowej, bo nie wiedząc kto i dlaczego publikuje nagrania tańczymy jak nam gra. Zamiast tego wolałem się skupić na naszym kolejnym biegu ultra na Hel. Po wczorajszych publikacjach rozmów Sikorskiego stwierdziłem, że jednak zabiorę głos. Przede wszystkim autentycznie się cieszę, że wśród psychopatów nie mających skrupułów w inicjowaniu wojen, ataków terrorystycznych i zamachów, mamy polityka idealistę. Ktoś się zaraz odezwie, że w polityce naiwniacy są pożywką dla Franków z House of Cards, ale ja stoję po stronie Radka (choć jest bufonem) i wierzę w szczęśliwszą ludzkość, która opiera się na jakichś zasadach. Nie wiem co może szokować w oczywistych słowach jakie wypowiedział, że dla każdego imperium zawsze byliśmy mięsem armatnim. Myślicie, że Amerykanom będzie smutno, że polski minister nie wierzy w ich szczere intencje? Przeczytajcie cytat z początku wpisu, bo takich spraw jak np. tuszowanie Katynia i Holocaustu przez Amerykanów było w historii naszych relacji na pęczki.

Okazuje się również, że rozmowa Belki miała zupełnie inny charakter, niż przedstawiają media:
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=289396584571975&set=a.208759412635693.1073741828.208749719303329&type=1&theater
(polecam przede wszystkim lekturę komentarza autora)
Pozwolę sobie przekleić kilka cytatów pro publico bono:

"Więc o co chodziło gdy mówiono o finansowaniu budżetu państwa i wspomożeniu rządowi?
Po prostu Belka chciał wprowadzić OMT (Outright Monetary Transactions), które kilka miesięcy wcześniej (wzresień 2012) wprowadził Mario Draghi w EBC, czyli monetyzację SPW (skarbowych papierów wartościowych) na rynku wtórnym. Sam na tej taśmie mówi, że pod określonymi warunkami, że tylko w ekstremalnych sytuacjach, że to ma być jak broń atomowa, że ma być ale lepiej jej nigdy nie użyć. Omawiałem to na zajęciach [autor: Polityka Gospodarcza UWr] mówią czasem, że taki "chuck norris effect" z bazooką. Taki straszak. Lepiej go mieć, ale nigdy nie użyć. Tu Belka mówi o bombie atomowej. 
...

O tym jak media wyrywają zdania czy nawet słowa z kontekstu niech posłużą dwa fragmenty.
1. Słynny już cytat: Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje". A co było dalej? Dalej Sienkiewicz mówi: 
- Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje, dlatego że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, nie rozumiejąc, że państwo jest całością. Tam, gdzie państwo działa jako całość, ma zdumiewającą skuteczność. Tylko jakoś nikt nie chce korzystać z tej…
- Nie ma kultury współpracy instytucji - wtrąca Belka.
Sienkiewicz: - Dokładnie. Jak się ją wymusza różnymi gestami, takimi, śmakimi, to się okazuje, że można dostać jakieś przyzwoite narzędzia.
Belka: - Masz w nas absolutnego sojusznika. To jest rzecz, która nas, można powiedzieć, prześladuje wręcz. Brak współpracy instytucji państwowych. (1h. 11m. 28s.)

2. Jak to media mówią w skandaliczny sposób Sienkiewicz manipuluje i wpływa na prokuraturę. Jasne. Dokładnie o tym mówi. Ale posłuchajmy całości:
Sienkiewicz: W wywiadzie telewizyjnym nawrzeszczałem na Prokuratura że są kompletne cipy. Robię raport dla prokuratury by wypakować im wszystko w twarz. Po czym tydzień później zadzwonił Pan Prokurator Generalny. Przyszedł. Zadzwoniłem po wszystkie możliwe media. Wchodził w świetle kamer, fleszy. Obiecał oddelegowanie w każdej okręgówce prokuratorów, że będą się szkolić razem z policjantami. Serdecznie podziękowałem za współpracę. I mam w tej chwili w każdej okręgówce prokuratora, który w zakresie kibolstwa, rasizmu jest zapięty z moimi policjantami i na wrzesień planujemy wspólne warsztaty, szkolenia. Właściwie tak jak to powinno być od początku. Przy całym rozkichaniu państwa polskiego takie rzeczy da się robić. To jest absolutnie możliwe, tylko trzeba chcieć.
(1h 11m. 19s.)

------------------

Sorry, ale w tych wszystkich taśmach nie widzę nic szokującego, w porównaniu z tym, co wyprawiali ubóstwiani w swoich krajach Churchill czy Roosevelt. Ot kilku polityków gada przy obiadku, paru sensownie, paru żałośnie. Jakiś polski think tank właśnie zalicza wpadkę szukając drukowanych pieniędzy, których nie było. Co ważne - z żadnej z tych poważniejszych rozmów (poza pionkami typu Nowak) nie wynika, żeby politycy załatwiali sobie jakieś prywatne interesiki. Moja krytyka rządu dotyczy braku wyobraźni i wizji rozwoju Polski silnej bogatymi obywatelami, ale nie widzę w tych rozmowach żadnych gangsterów grabiących państwo, jak próbują to przedstawiać od lat "niezależne" media (jak się coraz częściej okazuje wspierane finansowo przez obce służby, żeby rozsadzać od środka państwo polskie).

W czasie gdy Polacy emocjonują się upadkiem moralnym polityków, którzy jedzą obiad za 1000zł na koszt NBP, za naszą wschodnią granicą toczą wojnę dwaj sąsiedzi. Przywódcy Rosji wysyłają czeczeńskich bandytów do ukraińskich miast, nakręcają swój naród na wojenną gorączkę, straszą polskimi najemnikami i koncentrują armię na granicy. W takiej scenerii ktoś próbuje rozwalić polski rząd, który najsilniej wspiera Ukrainę. Rząd kiepski, nie mający oferty dla Polaków w sile wieku, a jednocześnie nie mający konkurencji w żadnej sile politycznej i prowadzący umiarkowaną, przewidywalną politykę.

Za mało wiem o tym chaosie, żeby cokolwiek wnioskować, ale nie podoba mi się ta sytuacja, bo to chyba w czasach bezkrólewie wybuchały w Polsce wojny domowe, które ostatecznie doprowadziły I RP do upadku. Mam dwie luźne teorie, kto może za tym stać:

- grupa od seryjnego samobójcy, czyli siła zorientowana na zniszczenie niezależnej państwowości polskiej. Ludzie odpowiedzialni za śmierć np. generała Petelickiego i innych pro-państwowców. Jeśli po tych wydarzeniach zapanuje w Polsce chaos, kłótnie i nie wyłoni się jakaś wiarygodna "partia odnowy", a w tym samym czasie na Ukrainie dojdzie do dramatycznych przewrotów, to mogą być oni. W takim wypadku popieram polski rząd, dopóki nie pojawi się sensowna alternatywa.

- wujo zza oceanu, który postanowił zbudować u nas drugą Koreę Południową i niedługo przedstawi nam  wiarygodnych fachowców, na których naród tłumnie zagłosuje jak w 2001 na SLD tudzież w 2007 na PO. Świeża krew, profesjonalizm, 2-3 języki obce, osiągnięcia w zarządzaniu, budowaniu itd. W takim wypadku niech idzie w diabły Tusk, którego przydługie rządy doprowadziły do degrengolady na poziomie lokalnym i zawłaszczenia urzędów przez klany.


Jak widać nie biorę nawet pod uwagę wewnętrznego spisku jakichś niezależnych patriotów. Musieliby być głupcami działając w ten sposób i w tym czasie.

wtorek, 17 czerwca 2014

Cierpliwość jest cnotą

Giełda
Ok. 10 miesięcy do końca cyklu Kitchina:


Choć sygnał S jeszcze nie padł, to fakt jest taki, że przez ostatnie 8 miesięcy większość traci na polskich akcjach. Potem niektórzy wylewają na mnie frustracje, że naganiam na spadki - niby jaki mogę mieć w tym interes? Nie mam żadnego wpływu na kursy. Pisałem o wzrostach w 2012 i 2013, dopóki SWIG80 piął się w kierunku 15000, potem pisałem o wyjściu z akcji. Jeśli posiadasz akcje, autentycznie życzę Ci wzrostów, ale moje zdanie o przyszłości rynków się nie zmienia, bo nie zostało zanegowane. Nawet pomimo rekordów w Ameryce.

Złoty
Czekamy na wybicie:




Przy okazji mamy wojnę za miedzą a komuś bardzo zależy, żeby rozpadł się nasz rząd. Amerykanie mają trafne powiedzenie odnośnie złych wiadomości: "it doesn't matter until it matters". Ja się autentycznie boję o przyszłość naszego regionu i myślę, że będziemy niedługo świadkami medialnego zastraszania, któremu będzie towarzyszyła wyprzedaż polskich aktywów i waluty. Rząd Tuska oceniam bardzo negatywnie, w nielicznych wpisach politycznych wylewałem żale na zaprzepaszczoną szansę zbudowania bogatego zachodniego społeczeństwa. Niemniej w ostatnich czasach polski głos w sprawie napaści Rosji na Ukrainę był jednoznaczny i próbowano zbudować koalicję zdolną powstrzymać Putina, a teraz Tusk traci wiarygodność na arenie międzynarodowej, a w kraju rozpoczyna się polityczna wojna domowa.


wtorek, 10 czerwca 2014

Dieta cz.2 - wybór

W pierwszej części cyklu o odżywianiu napisałem jak nasze przekonania, pragnienia i wierzenia wpływają na dobór diety oraz dlaczego prawdopodobnie możemy przyzwyczajać nasz organizm do różnych pokarmów, w tym całkowitej zmiany diety (traktowanej jako systemu odżywiania a nie odchudzania). Dziś opiszę jak kształtował się wybór mojej diety.

Czytając dawno temu Tombaka (którego dziś nie polecam nikomu w ciemno, chyba że wesprzemy się licznymi krytycznymi źródłami, potraktujemy z przymrużeniem oka rozdziały o różnych czarach-marach o odtruwaniu organizmu, natomiast z uwagą przejrzymy rozdziały o negatywnej roli białej mąki, cukru, mleka, żywności przetworzonej) zwróciłem uwagę na częste odniesienia do społeczeństw długowiecznych. Nie mam pragnienia by żyć długo, ale gdyby mi się to przydarzyło, na pewno nie chciałbym przez lata cierpieć na schorzenia cywilizacyjne i depresje. Według dietetyków o podejściu podobnym do Tombaka dieta zachodnia jest wręcz zaprojektowana byśmy byli słabi: dużo mięcha, mącznych ciast, cukru i mleka. A na chwilową ulgę alkohol i tabletki. Tymczasem dieta i styl życia społeczności długowiecznych są mniej więcej takie:
- jedzą mało, głównie warzywa i nieprzetworzony ryż/kasze, nie przejadają się,
- jedzą bardzo mało mięsa,
- spędzają aktywnie czas na świeżym powietrzu, uprawiając warzywa na swoich poletkach,
- nie bolą skurwieli zęby.

Dopóki nie odczuwałem dolegliwości związanych z pochłanianiem słodyczy i mięsa, zgadzałem się z tymi punktami, ale nie odczuwałem potrzeby, by na trwałe zmienić swój sposób odżywiania. 14 lat temu zrobiłem solidną kurację oczyszczającą organizm, co opisałem tutaj i dzięki niej odzyskałem węch oraz mogłem oddychać nocą przez nos. To było tak silne doświadczenie, że przez dekadę trwałem w sinusoidzie między zdrową, a śmieciową dietą. Kiedy zaczynał dokuczać katar i zdarzało się utracić węch przestawiałem się na lekkie warzywne potrawy, a jak dolegliwości zanikały, wracałem do niezdrowych. Kiedy atakował ból zęba i zbierało się na kanałowe leczenie potrafiłem egzystować niczym mnich z Okinawy. Ból łaskawie mijał, wracałem do żywnościowego nałogu i po krótkim czasie lądowałem na fotelu dentystycznym. Starość nie radość, rozpad ciała jest rzeczą naturalną, ale skoro już wiem, że można uniknąć większości chorób na które pracuje się latami, i co więcej, doświadczyłem zdrowotnego wpływu diety warzywno-owocowej, to dlaczego nie przeszedłem definitywnie na jasną stronę mocy?

Bo nie odczuwałem bezpośrednich skutków złego odżywiania. Dopiero w 2011 kiedy zaczynałem biegać ujawnił się ból kolejnego zęba. Wiedziałem, że to skończy się kanałówką, bo wszystkie bóle tak się kończyły, ale miałem jeszcze trochę czasu, bo pobolewał głównie po jedzeniu mięsa oraz czekolady. Miałem też problemy z krwawiącymi dziąsłami po zbyt obfitych w mięso posiłkach. Włókna właziły między szczeliny, ciągle musiałem je wydłubywać. I pewnego dnia czytając "Tajemne Nauki Jezusa Chrystusa" przy fragmencie o niejedzeniu przezeń braci mniejszych doznałem olśnienia - będę jak Dżizas, nie będę jadł zwierząt i przestaną mnie boleć zęby! Po odstawieniu mięcha dociągnąłem z zębem jeszcze 2 lata, nim wściekł się ostatecznie i bolał nawet na głodówce. Może gdybym wcześniej odstawił też mleko, białą mąkę i słodycze życie potoczyłoby się inaczej.. :)

W międzyczasie dużo biegałem, czytałem książki biegaczy, którzy opisywali swoje diety (m.in. weganin Scott Jurek), mój wegetarianizm ewoluował - początkowo opierał się głównie o chleb razowy własnego wypieku i nabiał, z czasem włączałem kasze (gryczana, jęczmienna, jaglana). Okazało się, że w dowolnej porze roku nie ma problemu z pozyskaniem warzyw i owoców. Zimą półki sklepów uginają się od tanich egzotycznych owoców, mrożonki z warzywami kosztują ułamek ceny mięsiw, podobnie jak dostępne przez cały rok ziarna strączków.

W lutym dentysta ostatecznie ubił i zalepił dolną siódemkę i wróciło stare, żaden ból nie bronił już przed wpadnięciem w szpony mleczno-słodyczowe, kawek z mleczkiem i ciasteczkiem czy imprezek na których ciasta zapijałem piwem. Nie było to główne pożywienie oczywiście, ale bardzo łatwo było Apogeum nastąpiło po imprezie u Tomka z TricityUltra - pyszny tort, poncz, piwa, a na drugi dzień szok - znowu zaczyna boleć jakiś ząb! Przeprowadziłem szybki rachunek sumienia i zestawiłem milion przyswojonych informacji o odżywianiu. Byłem też pod silnym wpływem artykułu o zgubnym wpływie najpopularniejszego narkotyku na Ziemi - cukru. Szybka decyzja - koniec z alkoholem, mlekiem i słodkimi pochodnymi (dopuszczam tylko od czasu do czasu naturalny kefir, jogurt, maślankę) i cukrem rafinowanym pod każdą postacią, w każdym produkcie (nawet moim ulubionym keczupie). Ku memu zdziwieniu odstawienie alkoholu czy mleka nie wiązało się z żadnymi niedogodnościami, do tego stopnia, że otworzyłem furtkę na alkohol na wypady w stylu Kac Kwidzyn, bo okazało się, że poza takimi sytuacjami nie czuję potrzeby, żeby się napić. Kawa bez mleka szybko zaczęła smakować (do licha czy nie zacząłem jej pić w zastępstwie piwa?).

Natomiast rezygnacja z cukru rozpoczęła jeden z najcięższych procesów zmiany w moim życiu. Piszę 'proces', gdyż trwa on ok. 3 miesiące i upadłem tyle razy, że chyba więcej było dni, w których zjadłem coś z cukrem, niż dni bez. Nie jest to problemem, przyzwyczaiłem się, że każda zmiana dokonuje się etapami. Najpierw często jestem mocno skoncentrowany na zmianie i niesiony motywacją, potem upadam i wracam do zgubnych nawyków, ale mając w pamięci pozytywne wyniki z wcześniejszego okresu wracam do procesu i z czasem wykształcają się nowe, pożądane nawyki. Nawiązując do tezy z zeszłego artykułu, głoszącej, że gdy rezygnujemy z jakiegoś pokarmu na rzecz innego, musi zmienić się flora bakteryjna w jelitach i stąd wynikają niedogodności, w przypadku cukru jest podobno jeszcze gorzej przez grzyby candida - drożdżowce zatruwające nas toksynami, jeśli nie dostarczymy im porcji sacharozy. Nie wiem ile w tym prawdy, ale po ok. 2-3 dniach bez cukru przeżywam różne napady słabości, nawet drgawki, na które jedynym wybawieniem wydaje się pasek czekolady. Pomaga mi chrupanie orzechów, owoców oraz kasza jaglana. Czasem jem suszone śliwki, daktyle czy rodzynki, ale nie wiem czy ich działanie nie jest podobne do dostarczenia organizmowi cukru.

Po co tak się zmagać z cukrem, skoro nie odczuwam dolegliwości, jeśli zjem sobie co sobotę ciastko do kawy, w tygodniu czekoladę, kanapkę z dżemem, pizzę z keczupem, po biegu wypiję sok z kartonu itd.? W końcu wszystko jest dla ludzi, prawda? Jestem szczupły, mam wydolność sportowca, biegam maratony, zdarzy się i coś dłuższego. Co przeszkadza troszkę sacharozy każdego dnia, gdyby była tak szkodliwa, to nie waliliby jej masowo do produktów żywnościowych. O tym oraz o diecie paleo napiszę w ostatniej części mini cyklu.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails