1. Systemy
Wychowałem się na historycznych obrazach i litografiach, w wieku 13 lat znałem atlas historyczny na pamięć i pisałem własne "podręczniki" (czyli przepisywałem i przerysowywałem ulubione książki). Jeśli słyszę o jakimkolwiek wydarzeniu z XIX-XX wieku, prawdopodobnie mózg podsuwa mi obrazy z tej książki:
Jeden z ulubionych tematów: upadki imperiów. Nie mam oczywiście żadnego formalnego historycznego wykształcenia - tak jak w przypadku giełdy, zdrowia czy biegania. Skończyłem informatykę na polibudzie, zawodowo specjalizuję się w wymyślaniu i rozwijaniu systemów.
Każdego dnia operuję miliardami danych, przerzucam je i przekształcam, żeby wydobyć informację. Lata pracy z kodem nauczyły mnie ścisłego porządkowania informacji - konsekwencji niezliczonych iteracji poprawiania i ulepszania. Czasem zdarza się, że potrzebuję coś poprawić czy dodać w swojej grze sprzed kilkunastu lat. W ciągu godziny jestem w stanie ogarnąć tysiące plików, dziesiątki tys. linii kodu i wstawić odpowiednie zmiany. Kluczem jest hierarchizacja modułów i ścisłe zasady przekazywania danych między nimi, bazujące na idei warstw sieci komputerowych. Jeśli poprawnie zdefiniujesz kontekst, w którym działają pewne zależności i zamkniesz go w czarnej skrzynce, otrzymujesz niezwykle potężny fundament, na którym postawisz kolejną warstwę abstrakcji.
Ta nowa warstwa abstrakcji ma swój język logicznych zależności i swoje indywidualne struktury danych, inne niż warstwy niższe, na których została zbudowana. Jest o wiele potężniejsza. Pozwala ci robić rzeczy, jakich nie mogłeś sobie wyobrazić, kiedy operowałeś na niższych warstwach kodu.
Oczywiście logika tej warstwy jest redukowalna do zależności warstw niższych. Na tym polega cała inżynieria oprogramowania. Zawsze jesteś w stanie rozłożyć dowolny program komputerowy na ciąg podstawowych rozkazów, zbudowanych z jednej funkcji logicznej opartej o 0 i 1. Problem w tym, że to nie działa w drugą stronę: nie odtworzysz logiki stojącej za wszystkimi warstwami skomplikowanego systemu, startując od zrzutu pamięci.
Współczesna nauka wychodzi od odwrotnej konkluzji: dąży do zrozumienia reguł sterujących fundamentami, aby wyciągać wnioski o całym złożonym systemie. I tak np. stan człowieka redukowany jest do określonych parametrów organizmu jak stężenie hormonów czy innych substancji, a potem wpływając na te parametry lekarze próbują leczyć choroby. Na podobnej analogii socjolodzy czy ekonomiści próbują przewidywać zachowanie społeczeństw i państw w oparciu np. o zachowania jednostek je tworzących.
Redukcjonizm wynika ze zbyt dużej złożoności rzeczywistości. Jesteśmy w stanie stworzyć modele zachowania atomów, cząsteczek, komórek, tkanek, organów. Tylko, że z każdą kolejną warstwą rośnie niepewność: skala tego, czego nie wiemy, że nie wiemy. Przenosząc to na model informatyczny: nie wiemy czy poprawnie dokonujemy podziału warstw, czy poprawnie zdefiniowaliśmy dane przekazywane z warstw niższych, i przede wszystkim nie wiemy ile warstw i informacji pośrednich nasze modele pomijają.
Powód drugi, być może istotniejszy: w systemie informatycznym opartym o zasadę protokołów sieciowych, wymiana informacji może zachodzić tylko między bezpośrednio graniczącymi warstwami. Warstwa wyższa korzysta z interfejsu wystawionego przez warstwę niższą. Nie wie o istnieniu warstw budujących warstwę niższą i nie wie też o istnieniu warstwy wyższej. W rzeczywistym świecie wszystko się przenika: los państwa jest wypadkową zachowania jego warstw społecznych, instytucji, sąsiadów a także pojedynczych jednostek, liderów państwa. Jeden człowiek potrafi zmienić bieg historii. Nie da się przewidzieć przyszłości, nawet jeśli świetnie zidentyfikujemy i zamodelujemy pośrednie warstwy abstrakcji.
Niektórzy zatem preferują popularne dawniej podejście: wymyślają modele wysokopoziomowe bez wnikania w "szczegóły implementacyjne" i w oparciu o nie próbują przewidywać zachowanie człowieka, gospodarki czy imperiów. Te modele zawsze świetnie tłumaczą to co się wydarzyło, ale prawie nigdy nie są w stanie przewidzieć przyszłości. Przyczyna ta sama: zbyt duża złożoność systemu i zmieniające się zasady warstw niższych.
2. Cykl życia imperium
Po co ten przydługi wstęp?
Uważam, że po dziesiątkach lat badań, pod warunkiem, że cały czas poddajemy je krytycznej analizie i zestawiamy z nowymi odkryciami, możemy nabyć intuicję, która czasem pozwala przez chwilę zbliżyć się do rzeczywistości i przewidzieć jakieś zjawiska.
26 lutego, 2 dni po inwazji rosyjskiej na Ukrainę, kiedy prawie wszystkie media odliczały godziny do upadku Kijowa, napisałem swoją analizę, dlaczego Ukraina się obroni:
https://podtworca.blogspot.com/2022/02/suma-wszystkich-strachow.html
Zdziwiło mnie, jak wiele z tamtych przewidywań i ocen się potwierdziło. Ale w jednym się pomyliłem: założyłem, że Rosjanie będą unikać bombardowań miast i okrucieństwa, żeby nie zrazić zachodniej opinii publicznej.
Tymczasem rzeczywistość pokazała, że od początku mieli przygotowane listy ludzi do likwidacji, ich artyleria równa miasta z ziemią, a z torturami i masowymi czystkami nawet się specjalnie nie kryją. Co więcej - niektóre akty okrucieństwa celowo podkreślają, jak choćby słynna przesyłka do Parlamentu Europejskiego młota, którym dokonali egzekucji dezertera. Nie jest to akt desperacji przegrywającej strony, tylko od początku zaplanowane zachowanie.
*
Niedawno trafiłem na książeczkę (audiobook), która może rzucić światło na takie, a nie inne zachowanie Rosji: Cykl życia imperium autorstwa Johna Bagota Glubba.
Po kilku dłuższych audiobookach miałem ochotę na coś krótkiego. 3-godzinny esej o zmierzchu imperiów, temacie który niezmiernie mnie interesuje, wydawał się optymalny. Ci, którzy mnie czytują, wiedzą również, że analizuję i wyszukuję różne cykle w grze giełdowej. Analizuję upadki imperiów, ale nie wpadłem na pomysł, żeby doszukiwać się cykli w tym procesie.
Założyłem słuchawki, wyszedłem na długi spacer i włączyłem Audiotekę. Słucham wstęp. Tradycyjne utyskiwanie na zmierzch zachodniej cywilizacji, feminazistki i upadek obyczajów. Zdziwiłem się, że tak ostry język przeszedł, dopóki nie usłyszałem nazwiska autora wstępu: Grzegorz Braun.
Traktuję tego człowieka jak ruską agenturę i początkowo chciałem zmienić audiobooka, ale coś mnie tknęło, żeby poznać źródło, na którym opiera swoje przekonania.
John Glubb przedstawił teorię cyklu życia imperium, obejmującego ok. 250 lat (10 pokoleń). Wyłożył ją zgrabnie w podsumowaniu, które przeklejam:
a) Nie wynosimy z historii należytej nauki, gdyż jest ona szczątkowa i opatrzona uprzedzeniami.
b) Zadziwiające ale okres 250 lat wydaje się być przeciętnym czasem trwania narodowej świetności.
c) Ten przeciętny wynik nie uległ zmianie przez 3000 lat, i w przybliżeniu równy jest on dziesięciu pokoleniom.
d) Etapami powstawania i upadku wielkich nacji wydają się być:
I. Faza Pionierów (Zrywu)
II. Faza Podbojów
III. Faza Rozwoju Gospodarki
IV. Faza Obfitości
V. Faza Intelektu
VI. Faza Schyłku.
e) Schyłek charakteryzują:
- Pasywność
- Pesymizm
- Materializm
- Rozwiązłość
- Napływ cudzoziemców
- Opiekuńczość państwa
- Osłabienie religii.
f) Faza schyłku spowodowana jest:
- Zbyt długim okresem bogactwa i sprawowania władzy
- Egoizmem
- Pociągiem do pieniędzy
- Utratą poczucia obowiązku.
g) Dzieje wielkich państw są zadziwiająco podobne i zależą od wewnętrznych czynników.
h) Ich upadek przebiega rozmaicie, gdyż w ogromnym stopniu zależy od przyczyn zewnętrznych.
Autor omawia te fazy na przypadkach różnych imperiów:
Naród Daty powstania i upadku Trwał
Asyria 859-612 p.n.e. 247
Persja Cyrusa i jego następców 538-330 p.n.e. 208
Grecja Aleksandra i jego następców 331-100 p.n.e. 231
Republika Rzymska 260-27 p.n.e. 233
Imperium Rzymskie 27 p.n.e.- A.D. 180 207
Imperium Arabskie A.D. 634-880 246
Imperium Mameluków 1250-1517 267
Imperium Ottomańskie 1320-1570 250
Hiszpania 1500-1750 250
Imperium Rosyjskie Romanowów 1682-1916 234
Wielka Brytania 1700-1950 250
Nie będę wchodził w szczegóły teorii, ale polecam przeczytać lub posłuchać esej: po okrojeniu z wstępów i porad zajmuje tylko 23 strony.
3. Zdobywcy
Cechą charakterystyczną zmierzchu imperium jest pesymizm i wynikające z niego nihilizm i dekadencja. Ludzie chcą konsumować, bawić się, bo po śmierci nie czeka ich nic. Instytucje opanowane są przez akademików, którzy sens funkcji sprawowanych urzędów znają z podręczników. Nie mieli okazji doświadczyć osobiście zdarzeń, które stały za ich utworzeniem. Stolica imperium jest kosmopolityczna, ludność która stworzyła imperium stanowi mniejszość i ma niewiele do powiedzenia.
Obiły wam się o uszy argumenty o dekadencji? Posłuchajcie przemówień Władimira Putina.
Takie imperium wciąż jest postrzegane przez obywateli jako potęga. Ludzie nie wyobrażają sobie, że mogłoby się zawalić i eskalują żądania względem władz. Jednak jego fundamenty są skruszałe i jeśli pojawia się wystarczająco zdeterminowana grupa, potrafi obalić je w ciągu jednej nocy (przykład z Mamelukami).
Charakterystyczne są też konflikty wewnętrzne, które mnie również fascynują ilekroć czytam o upadku kolejnej potęgi. Oto wróg staje u bram, a imperium zamiast skonsolidować się i stawić czoło zagrożeniu, roztrwania armie w wojnach domowych. Frakcje zwalczają się nawzajem i korumpują urzędy. "Będzie jeszcze czas na zewnętrznego wroga, najpierw musimy zniszczyć opozycyjną grupę".
*
W zachodnich analizach poczynań Rosji kładzie się nacisk na geografię (jakie ziemie musi kontrolować, żeby zabezpieczyć się przed inwazją, szlaki handlowe), możliwości gospodarcze, militarne, demografię itp. Analitycy patrzą na Rosję przez pryzmat złożonych systemów; wyodrębniają warstwy państwa i rozpatrują politykę przez pryzmat korzyści i zagrożeń.
Zakładamy, że Kreml kieruje się interesem państwa w jego obecnej formie. Spójrzmy jednak na zachowanie Putina i jego świty przez pryzmat teorii Johna Glubba.
Przeciętny Rosjanin boi się dwóch rzeczy: Rosji i tego, że inni przestaną się bać Rosji. W takim systemie na szczyt wspinają się najbardziej bezwzględni. Żeby przetrwać nie możesz okazać słabości, musisz być gotowy zabić, by się utrzymać na górze. Nagrodą jest wielkie bogactwo. Inherentną cechą pogarda wobec słabych i poddanych. Ci na dole zawsze muszą się bać, bo władza obserwuje i ucisza niepokornych.
Zdobywcy upadających imperiów nie liczą się z poddanymi. Aleksander Wielki wytracił połowę armii celowo wracając przez pustynię Gedrozji, żeby ukarać żołnierzy za "tchórzostwo", bo odmówili dalszej walki na krańcach znanego świata. Mógł sobie pozwolić na śmierć starych wiarusów, bo podbił niezliczone ludy i bogactwa Persji. Nie dbał o naród z którego wyrósł, chciał zostać panem największego imperium w dziejach.
Władimir Putin nie raz powtarzał w wywiadach, że "kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana". Rosją rządzi grupa ludzi przekonanych, że są zdobywcami. Że jeśli będą wystarczająco zdeterminowani i bezwzględni, osiągną cele. Podobnie jak Aleksander Wielki, Czyngis-chan i inni zdobywcy przed nimi. Cena w Rosjanach jest nieistotna, bo jeśli zwyciężą, Kreml stanie się elitą nowego Imperium, jak wcześniej potomkowie macedońskich czy mongolskich wojowników.
Celem jest (była?) upadła Europa. Przypomnijmy sobie paraliż Zachodniej Europy w początkach inwazji. Kraje Starej Unii były gotowe oddać Ukrainę za pokój, niektóre miesiącami ociągały się z pomocą. Gdyby nie zdecydowana postawa USA, Polska, Wielka Brytania i państwa naszego regionu nie byłyby w stanie zapobiec realizacji kolejnego etapu rosyjskiego podboju.
W oczach Kremla Zachodnia Europa spełnia wszystkie założenia ostatniej fazy teorii Johna Glubba. Rozbroiła się lata temu, zajmuje się konsumowaniem bogactw zgromadzonych przez pokolenia i ideologiami typu gender czy LGBT. Kreml nigdy nie ukrywał pogardy wobec tych cech Europy, jednocześnie karmiąc swój lud opowieściami o potędze i podbijaniu.
Teraz zrozumiałe staje się epatowanie przemocą, bombardowanie obiektów cywilnych, tortury. To miał być przekaz dla Europy: zobaczcie co czeka tych, którzy się sprzeciwiają. Nic nowego pod słońcem. Wszyscy zdobywcy tak postępowali.
Patrzymy na UE jak na monolit, ale nie zdajemy sobie sprawy z procesów historycznych. Kiedy upadał Rzym, kilkudziesięciotysięczne zagony barbarzyńskich wojowników potrafiły opanowywać wielkie, ludne prowincje i tworzyć z nich swoje państwa. Persowie widzieli w Arabach obdartusów, podobnie ich potomkowie postrzegali Mongołów czy Bizantyjczycy Turków. Gardzili dzikusami, ufali sile swojej armii i instytucji publicznych.
Nie brali pod uwagę tylko jednego: że te dzikusy nie mają nic do stracenia, że są zdeterminowani, żeby zdobyć ich bogactwa. Odwrotnie do sytych mieszkańców imperiów, którzy nie wyobrażali sobie poświęcenia rodowych majątków, a co dopiero życia w obronie Ojczyzny.
W świetle teorii Glubba poczynania Kremla nabierają sensu. Uznali, że Zachód nie stanowi militarnego zagrożenia. Zaleje się go falami emigrantów, żeby dalej pogrążał się w chaosie. Po inwazji ograniczy się do protestów, paru sankcji. Po zdobyciu Kijowa zorganizuje jakieś rokowania pokojowe, które będzie można złamać za kilka lat. To byłby czas na rozmontowanie Polski i innych państw, które "prowokują zbrojeniami Rosję". Potem, przy założeniu, że Stany będą spierać się z Chinami o hegemonię, nie stałoby już nic na drodze do bogactw Europy. Kilkaset tysięcy dzikich, fanatycznych wojowników wystarczyłoby do wprowadzenia kremlowskiej elity do władzy i stworzenia nowego Eurazjatyckiego Imperium. Jak pokazało zachowanie Niemiec w pierwszych miesiącach wojny, byłaby szansa na osiągnięcie tego celu bez jednego wystrzału...
4. Co dalej?
Załóżmy, że właśnie takie stały przesłanki za rozpoczęciem inwazji. Kreml ignorował sygnały z dołu, że armia nie jest gotowa do wojny. Wierzył w argument siły, determinację i podbój bez względu na koszty, bo oczekiwana nagroda była o wiele większa. Ale się przeliczył: Rosja okazała się za słabo zorganizowana, a armia za słaba, żeby pokonać wzmocnioną zachodnimi systemami wywiadowczymi i bronią Ukrainę.
Mamy zatem pata. Zdobywcy nie mogą zrezygnować ze swojego celu. Jeżeli okażą słabość, rozsadzi ich dynamika wewnętrznych tarć. Już docierają sygnały, że różne frakcje zbierają siły, budują prywatne armie, które rzucą do walki o schedę po Putinie, kiedy ten przegra. Po tym procesie, jeśli Rosja przetrwa, w kraju będą setki tysięcy, a może i miliony zaprawionych w przemocy weteranów, gotowych do nowej wojny.
Zachód konsoliduje się i powoli odbudowuje armię. Ale nie oszukujmy się: nie ma w Europie woli do poświęcenia życia w obronie Ojczyzny. Ludzie (co zrozumiałe) chcą żyć, tworzyć, bawić się. Gdyby nie obecność USA, pasywnie przyjęliby nową zwierzchność. Elity europejskie zgodnie z logiką Fazy Schyłkowej wolą generować konflikty wewnętrzne o owady, klimat i CO2, niż wyznaczać ekspansywne cele charakterystyczne dla młodej cywilizacji.
Niestety procesy opisane przez Glubba w latach 70-tych, odnoszące się do zmierzchu Imperium Brytyjskiego, dotykają dziś Amerykę. Wkrótce stuknie 250 lat od powołania Stanów. Na przykładzie władz Fed widzimy, że fazę V (Intelektu) mamy już za sobą:
Wiara, że USA dalej będzie bronić europejskiego dobrobytu może doznać nagłego załamania.
Nawet jeżeli Ukraina obroni niepodległość i odzyska utracone tereny, nie wrócimy do bajki. Za największe mocarstwa świata uznaje się dziś Stany i Chiny, Europa dryfuje gdzieś z boku. Do grona największych aspirują Indie. Rosyjskie zagrożenie będzie trwało jak długo będzie istnieć ich imperium, bo nie mają innego sensu istnienia.
Dlatego ponownie aktualne staje się przesłanie dla Polski: budujmy cywilizację, uciekajmy do przodu.
https://podtworca.blogspot.com/2022/03/ucieczka-do-przodu.html