Bessa albo raczej 'bezhossie' na SWIG80 trwa już ponad dwa i pół roku. Na blogu pojawiały się analogie czasowe do kilku długich okresów bessy. Dzisiaj przywołam dwa z nich:
Porównanie do 2000-2003:
Wzrosty czają się za rogiem.
Porównanie do 3-letnich spadków na WIG20USD 2014-2016:
Według tej analogii czeka nas jeszcze kilka miesięcy marazmu.
Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba.
Blog o inwestowaniu, grze na giełdzie, rozwoju osobistym, przemyślenia na temat egzystencji, poszerzanie świadomości. Czasem trochę o żarciu i bieganiu - życie :) Napisz do mnie: deedees małpa o2 kropcia pl
środa, 30 października 2019
wtorek, 29 października 2019
Łapię chwile ulotne
Sączyliśmy z Pawłem winko w motelu przy autostradzie na Węgrzech. Druga w nocy, zeszło na tematy egzystencjalno-filozoficzne. Dociekałem co w życiu osiągnąć, kiedy się zatrzymać i bardziej żyć, niż robić. Paweł nie miał tego problemu:
- lata temu postanowiłem, że będę robił tylko to co chcę.
To zdanie wraca do mnie regularnie. Robić co się chce, żyć jak się chce. Nie trzeba nic rozdzielać.
- lata temu postanowiłem, że będę robił tylko to co chcę.
To zdanie wraca do mnie regularnie. Robić co się chce, żyć jak się chce. Nie trzeba nic rozdzielać.
środa, 23 października 2019
Najwięksi już wiedzą
Dzisiaj będzie optymistycznie. Jak wiecie od ponad roku pozycjonuję się pod hossę. Ostatnio mało piszę o giełdzie, bo jestem już tak zapakowany w akcje, że pozostało mi jedynie czekanie. Być może popełniam największy błąd, za który drogo zapłacę. Stawiam na "odwieczne" prawa giełdy, kup tanio, sprzedaj drogo. Czasem te prawa zawodzą, jak w latach 1929-1933 i z tanio robi się bardzo tanio, super tanio i w końcu absurdalnie tanio. Zakładam jednak, że obecne spowolnienie na świecie nie jest preludium do Wielkiej Depresji i akcje wkrótce wrócą na ścieżki wzrostowe.
Tu pojawia się oczywiście dylemat: dlaczego zakładam, że jest tanio, skoro wszędzie słyszymy, że akcje są historycznie przewartościowane. To się odnosi do tzw. spółek wzrostowych w USA, głównie technologicznych jednorożców wycenianych na wielokrotność przychodów oraz globalnych monopoli w rodzaju Google, Microsoftu czy Facebooka, które skanibalizowały lokalne biznesy.
Spójrzmy jednak na WIG POLAND PRICE BOOK VALUE:
Przy obecnej wartości 0.97 potrzebuje jakies 35%, żeby osiągnąć poziom szczytu hossy z 2013, która wyznaczyła najniższy wierzchołek na tym wskaźniku.
Kolejna istotna informacja: dołek z grudnia 2018 nie został pogłębiony.
Ok - jest zatem tanio, ale nie oznacza to, że taniej być nie może. W poprzednim poście pokazywałem, że przecena na WIG utrzymuje się historycznie długo. Przecena na WIG_BV utrzymuje się jeszcze dłużej - gdyby dołek został pogłębiony, mielibyśmy najdłuższy, bezprecedensowy spadek wycen polskich spółek w historii.
Zajrzyjmy zatem na silne, płynne gospodarki. Od tygodni czytam, że Niemcy wchodzą w recesję, że przeróżne wskaźniki finansowe wskazują na analogie z krachem 2008 i recesją 2009, tymczasem DAX na przekór dziejowej konieczności wspina się pod historyczne szczyty:
Jak pokazuje historia łagodna bessa 2018-2019 była zjawiskiem typowym:
Od 2000 roku każda kolejna bessa jest łagodniejsza. Jeśli zajrzycie na giełdowe wpisy z tego roku, znajdziecie mnóstwo wykresów długoterminowych, na bazie których zakładam że jesteśmy na początku nowej sekularnej hossy. Na razie nie zostały zanegowane i nie mam podstaw do rewizji mojego długoterminowego planu.
Największym ryzykiem obecnie jest brak dostatecznej dywersyfikacji geograficznej. W zagraniczne ETFy i akcje zainwestowałem ok. 15% środków. Założyłem, że w tym cyklu GPW jeszcze pokaże pazur, ale na razie moja decyzja przynosi straty względem pozostawania przy rynkach rozwiniętych.
Tu pojawia się oczywiście dylemat: dlaczego zakładam, że jest tanio, skoro wszędzie słyszymy, że akcje są historycznie przewartościowane. To się odnosi do tzw. spółek wzrostowych w USA, głównie technologicznych jednorożców wycenianych na wielokrotność przychodów oraz globalnych monopoli w rodzaju Google, Microsoftu czy Facebooka, które skanibalizowały lokalne biznesy.
Spójrzmy jednak na WIG POLAND PRICE BOOK VALUE:
Przy obecnej wartości 0.97 potrzebuje jakies 35%, żeby osiągnąć poziom szczytu hossy z 2013, która wyznaczyła najniższy wierzchołek na tym wskaźniku.
Kolejna istotna informacja: dołek z grudnia 2018 nie został pogłębiony.
Ok - jest zatem tanio, ale nie oznacza to, że taniej być nie może. W poprzednim poście pokazywałem, że przecena na WIG utrzymuje się historycznie długo. Przecena na WIG_BV utrzymuje się jeszcze dłużej - gdyby dołek został pogłębiony, mielibyśmy najdłuższy, bezprecedensowy spadek wycen polskich spółek w historii.
Zajrzyjmy zatem na silne, płynne gospodarki. Od tygodni czytam, że Niemcy wchodzą w recesję, że przeróżne wskaźniki finansowe wskazują na analogie z krachem 2008 i recesją 2009, tymczasem DAX na przekór dziejowej konieczności wspina się pod historyczne szczyty:
Jak pokazuje historia łagodna bessa 2018-2019 była zjawiskiem typowym:
Od 2000 roku każda kolejna bessa jest łagodniejsza. Jeśli zajrzycie na giełdowe wpisy z tego roku, znajdziecie mnóstwo wykresów długoterminowych, na bazie których zakładam że jesteśmy na początku nowej sekularnej hossy. Na razie nie zostały zanegowane i nie mam podstaw do rewizji mojego długoterminowego planu.
Największym ryzykiem obecnie jest brak dostatecznej dywersyfikacji geograficznej. W zagraniczne ETFy i akcje zainwestowałem ok. 15% środków. Założyłem, że w tym cyklu GPW jeszcze pokaże pazur, ale na razie moja decyzja przynosi straty względem pozostawania przy rynkach rozwiniętych.
środa, 16 października 2019
Nic nie może przecież wiecznie trwać
Nawet bessa na WIG20TR
Kiedyś wróci taki dzień, w którym ludzkość zakrzyknie: papier można drukować, bitcoinom wyłączyć prąd, tymczasem surówka przetrwa tysiąclecia!
A tak poza tym, co tu robić. #GównoPodWodą
Kiedyś wróci taki dzień, w którym ludzkość zakrzyknie: papier można drukować, bitcoinom wyłączyć prąd, tymczasem surówka przetrwa tysiąclecia!
A tak poza tym, co tu robić. #GównoPodWodą
sobota, 5 października 2019
Życie jest przygodą
Wkrótce duże zmiany w moim życiu. Nieplanowane. Lawina wypadków potoczyła się przed Ironmanem i przyspiesza. Chciałem coś o giełdzie skrobnąć, ale co tu pisać. GPW i wszystko jasne. Wrzucam zatem fotki dwóch przedmiotów, które dziś pojawiły się w moim życiu :)
niedziela, 22 września 2019
Nowa transformacja
Żyjemy w ciekawych czasach. Pozornie niewiele się od dekady zmieniło, jednak kiedy uświadomimy sobie jak wiele dóbr i usług stało się powszechnie dostępnych, narastające globalnie problemy staną się bardziej zrozumiałe. 10 lat temu w podróż udawałem się samochodem lub koleją, obecnie latam za grosze pobiegać po norweskich fiordach. Na chodnikach zalegają elektryczne hulajnogi, smartfona zmienia się co 1-2 lata, samochód coraz częściej bierze się nowy w leasing na 2-3; nowe ubrania kosztują relatywnie do pensji tyle, co jeszcze kilkanaście lat temu odzież używana.
Ukrytym efektem ubocznym hiperkonsumpcjonizmu są śmieci. Dotychczasowy model eksportowania odpadów do biednych krajów kończy się wraz z wychodzeniem społeczeństw z kręgu biedy. W dodatku nowe śmieci nie są zbudowane z tradycyjnych organicznych substancji (drewno, skóra) czy prostych substancji (metale, polimery). Nasycone są elektroniką, bateriami czy tworzywami sztucznymi. Utylizacja, recykling, odzyskiwanie surowców - to pierwsze wielkie wyzwanie naszych czasów.
Kolejny niezbędny krok to przejście ze spalania kopalin na pozyskiwanie energii ze Słońca i innych tzw. odnawialnych źródeł. Zerknijmy na krzywą rozwoju technologii:
Hype na OZE był w 2008 roku, wtedy też wystartowały ETFy, które później przez dekadę przynosiły ogromne, sięgające 95% straty. Wreszcie wkraczamy jednak w fazę zdrowego, wspartego fundamentami wzrostu, a potrzeby są gigantyczne. Oba ETFy (solar i clean energy) są gwiazdami mojego portfela i wierzę, że to dopiero początek wielkiego, ważnego dla ludzkości trendu wzrostowego:
Polska jest zmuszona podążać za tym trendem i tu też liczę na mały "game changer" - ostatni, czyli obarczone węglem i grupami interesów konglomeraty energetyczne, mogą stać się liderami przyszłej hossy, gdy zaczną masowo wprowadzać nowe technologie. Na razie polska energetyka wygląda fatalnie:
Kto jednak pamięta Lotos po 6zł, wie że sytuacja może się diametralnie odwrócić. Obserwuję sytuację i widać, że certyfikaty na CO2 wprowadziły lekki popłoch. Poszła duża kasa na wielkie farmy wiatraków i solarów - wolałbym, żeby panele masowo zakładać na blokach, dachach domów, zakładów. Niemniej doceniam zmianę podejścia rządzących z "wyngla nie oddamy, a smog to spiseq" i gorąco kibicuję.
Ostatnia, trzecia wielka rewolucja to przejście na dietę opartą wyłącznie o rośliny. Obecnie 2/3 areałów rolnych służy hodowli zwierząt zabijanych dla mięsa i innych pochodnych. Nie chodzi tu o rezygnację z mięsa, tylko wyprodukowanie go z roślin. To się wreszcie udało: impossible burger jest już w smaku nieodróżnialny od wołowego odpowiednika, a cytując "Politykę":
W porównaniu z wołowym odpowiednikiem produkcja Impossible Burgera wymaga 95 proc. mniejszego areału ziemi, zużywa o 74 proc. mniej wody i produkuje o 87 proc. mniej gazów cieplarnianych. Nie wymaga stosowania antybiotyków ani zwierzęcych hormonów wzrostu. No i nie wiąże się z zabijaniem zwierząt. A jak się okazuje, burgera tego najczęściej wcale nie wybierają wegetarianie, a osoby jedzące mięso. Ich opinie na ogół mieszczą się w zakresie od „w ogóle nierozróżnialny od wołowego” po „można wyczuć niewielką, ale nieistotną różnicę”.
Rachunek ekonomiczny jest oczywisty, wiadomo zatem, że bogate społeczeństwa wkrótce pójdą w tę stronę. W Polsce na razie rząd ogłosił program w stylu 500+ dla byka czy świniaka i przez lata będzie walczył z postępem. Podejrzewam, że dopiero depresja 2025 wymusi wycofanie z dotowania węgla i przemysłowej hodowli zwierząt. Próżno też szukać na GPW spółek, które inwestują w tę gałąź, jak zwykle wynalazki muszą do nas trafić z zachodu. Nadzieja jest w.. GPW - jeśli kapitał zacznie tu wreszcie napływać, a trend zapoczątkowany przez Beyond Meat przyciągnie dziesiątki nowych IPO, lokalnie również powinniśmy przeżyć jakąś małą banieczkę.
Mamy zatem 3 fundamentalne problemy, które musi rozwiązać ludzkość i 3 gałęzie gospodarki, które wymagają wynalazków i doinwestowania:
1. Recykling
2. Tania, odnawialna energia
3. Produkcja jakościowej żywności przy wielokrotnie niższych zasobach.
Nie mam żadnej pewności, że te branże będą liderami wzrostów w przyszłej hossie. Technicznie jedynie energia odnawialna wygląda jakby startowała do wieloletniego rynku byka. Recykling na przykładzie polskich tuzów (Ekoeksport, Elemental) w najlepszym przypadku ubija dno, a tania
jakościowa żywność to bajki w Polsce, a w USA prawdopodobnie dopiero "Inflated expectations".
Ukrytym efektem ubocznym hiperkonsumpcjonizmu są śmieci. Dotychczasowy model eksportowania odpadów do biednych krajów kończy się wraz z wychodzeniem społeczeństw z kręgu biedy. W dodatku nowe śmieci nie są zbudowane z tradycyjnych organicznych substancji (drewno, skóra) czy prostych substancji (metale, polimery). Nasycone są elektroniką, bateriami czy tworzywami sztucznymi. Utylizacja, recykling, odzyskiwanie surowców - to pierwsze wielkie wyzwanie naszych czasów.
Kolejny niezbędny krok to przejście ze spalania kopalin na pozyskiwanie energii ze Słońca i innych tzw. odnawialnych źródeł. Zerknijmy na krzywą rozwoju technologii:
Hype na OZE był w 2008 roku, wtedy też wystartowały ETFy, które później przez dekadę przynosiły ogromne, sięgające 95% straty. Wreszcie wkraczamy jednak w fazę zdrowego, wspartego fundamentami wzrostu, a potrzeby są gigantyczne. Oba ETFy (solar i clean energy) są gwiazdami mojego portfela i wierzę, że to dopiero początek wielkiego, ważnego dla ludzkości trendu wzrostowego:
Polska jest zmuszona podążać za tym trendem i tu też liczę na mały "game changer" - ostatni, czyli obarczone węglem i grupami interesów konglomeraty energetyczne, mogą stać się liderami przyszłej hossy, gdy zaczną masowo wprowadzać nowe technologie. Na razie polska energetyka wygląda fatalnie:
Kto jednak pamięta Lotos po 6zł, wie że sytuacja może się diametralnie odwrócić. Obserwuję sytuację i widać, że certyfikaty na CO2 wprowadziły lekki popłoch. Poszła duża kasa na wielkie farmy wiatraków i solarów - wolałbym, żeby panele masowo zakładać na blokach, dachach domów, zakładów. Niemniej doceniam zmianę podejścia rządzących z "wyngla nie oddamy, a smog to spiseq" i gorąco kibicuję.
Ostatnia, trzecia wielka rewolucja to przejście na dietę opartą wyłącznie o rośliny. Obecnie 2/3 areałów rolnych służy hodowli zwierząt zabijanych dla mięsa i innych pochodnych. Nie chodzi tu o rezygnację z mięsa, tylko wyprodukowanie go z roślin. To się wreszcie udało: impossible burger jest już w smaku nieodróżnialny od wołowego odpowiednika, a cytując "Politykę":
W porównaniu z wołowym odpowiednikiem produkcja Impossible Burgera wymaga 95 proc. mniejszego areału ziemi, zużywa o 74 proc. mniej wody i produkuje o 87 proc. mniej gazów cieplarnianych. Nie wymaga stosowania antybiotyków ani zwierzęcych hormonów wzrostu. No i nie wiąże się z zabijaniem zwierząt. A jak się okazuje, burgera tego najczęściej wcale nie wybierają wegetarianie, a osoby jedzące mięso. Ich opinie na ogół mieszczą się w zakresie od „w ogóle nierozróżnialny od wołowego” po „można wyczuć niewielką, ale nieistotną różnicę”.
Rachunek ekonomiczny jest oczywisty, wiadomo zatem, że bogate społeczeństwa wkrótce pójdą w tę stronę. W Polsce na razie rząd ogłosił program w stylu 500+ dla byka czy świniaka i przez lata będzie walczył z postępem. Podejrzewam, że dopiero depresja 2025 wymusi wycofanie z dotowania węgla i przemysłowej hodowli zwierząt. Próżno też szukać na GPW spółek, które inwestują w tę gałąź, jak zwykle wynalazki muszą do nas trafić z zachodu. Nadzieja jest w.. GPW - jeśli kapitał zacznie tu wreszcie napływać, a trend zapoczątkowany przez Beyond Meat przyciągnie dziesiątki nowych IPO, lokalnie również powinniśmy przeżyć jakąś małą banieczkę.
Mamy zatem 3 fundamentalne problemy, które musi rozwiązać ludzkość i 3 gałęzie gospodarki, które wymagają wynalazków i doinwestowania:
1. Recykling
2. Tania, odnawialna energia
3. Produkcja jakościowej żywności przy wielokrotnie niższych zasobach.
Nie mam żadnej pewności, że te branże będą liderami wzrostów w przyszłej hossie. Technicznie jedynie energia odnawialna wygląda jakby startowała do wieloletniego rynku byka. Recykling na przykładzie polskich tuzów (Ekoeksport, Elemental) w najlepszym przypadku ubija dno, a tania
jakościowa żywność to bajki w Polsce, a w USA prawdopodobnie dopiero "Inflated expectations".
sobota, 14 września 2019
Czekając na niespodziankę
Wyniki ankiety:
Zatem wierzymy, że spadki się jeszcze nie skończyły. Mój głos: dołek już był. Tak na 60% ;) Tzn. nie zdziwi mnie kolejna fala spadków i WIG20 poniżej 2000, ale nie oddam już ani guzika ze swoich pozycji. Co najwyżej będę aktywnie ich bronił, dobierał nisko, redukował na odbiciach, dokładał opcje na długi termin.
Myślę jednak, że ostatnia fala wyprzedaży psychicznie złamała wielu graczy. Dołek z maja był książkowy - mnóstwo desperacji i złości, a późniejszemu odbiciu towarzyszyła wiara, że właśnie rusza hossa. Tym razem tej wiary brakuje - rynek bez względu na fundamenty robi nowy dołek, odbija, ale odbicia nikt nie traktuje jak impulsu hossy - wszyscy widzą w niej korektę.
Po kolei - WIG:
Jedna z najdłuższych bess na WIG, nie mówiąc już o SWIG80 czy szerokim rynku (rekordowo długa).
Kluczowy indeks - S&P500:
Po półtora roku konsolidacji w atmosferze powszechnego strachu zmierza na nowe szczyty. Każdy kolejny dołek od grudnia 2018 przebiega wyżej.
Czy S&P500 jest tak drogi jak wszędzie czytamy? Owszem - FAANGi szybują w stratosferze, ale tzw. value stocks, spółki tradycyjnej ekonomii wyceniane są często poniżej wartości księgowej, podobnie jak ich polskie odpowiedniki. Weźmy takie US Steel:
Recesja jest już w cenie.
Ponadto doszło do turbulencji w 10-letnim trendzie umacniania growth vs value:
W 2008/2009 proces trwał dłużej, jednak skala ówczesnego kryzysu była nieporównywalna do obecnych obaw o recesję. Jest wreszcie szansa na odwrócenie 10-letniego trendu, także na WIG20 vs S&P500:
I wreszcie na koniec: indeks growing countries prawdopodobnie zakręcił na północ. Tylko w jednym przypadku (2001-2003) na polskim rynku nie było wtedy hossy:
Zatem wierzymy, że spadki się jeszcze nie skończyły. Mój głos: dołek już był. Tak na 60% ;) Tzn. nie zdziwi mnie kolejna fala spadków i WIG20 poniżej 2000, ale nie oddam już ani guzika ze swoich pozycji. Co najwyżej będę aktywnie ich bronił, dobierał nisko, redukował na odbiciach, dokładał opcje na długi termin.
Myślę jednak, że ostatnia fala wyprzedaży psychicznie złamała wielu graczy. Dołek z maja był książkowy - mnóstwo desperacji i złości, a późniejszemu odbiciu towarzyszyła wiara, że właśnie rusza hossa. Tym razem tej wiary brakuje - rynek bez względu na fundamenty robi nowy dołek, odbija, ale odbicia nikt nie traktuje jak impulsu hossy - wszyscy widzą w niej korektę.
Po kolei - WIG:
Jedna z najdłuższych bess na WIG, nie mówiąc już o SWIG80 czy szerokim rynku (rekordowo długa).
Kluczowy indeks - S&P500:
Po półtora roku konsolidacji w atmosferze powszechnego strachu zmierza na nowe szczyty. Każdy kolejny dołek od grudnia 2018 przebiega wyżej.
Czy S&P500 jest tak drogi jak wszędzie czytamy? Owszem - FAANGi szybują w stratosferze, ale tzw. value stocks, spółki tradycyjnej ekonomii wyceniane są często poniżej wartości księgowej, podobnie jak ich polskie odpowiedniki. Weźmy takie US Steel:
Recesja jest już w cenie.
Ponadto doszło do turbulencji w 10-letnim trendzie umacniania growth vs value:
![]() |
| źródło: macrocharts.blog |
W 2008/2009 proces trwał dłużej, jednak skala ówczesnego kryzysu była nieporównywalna do obecnych obaw o recesję. Jest wreszcie szansa na odwrócenie 10-letniego trendu, także na WIG20 vs S&P500:
I wreszcie na koniec: indeks growing countries prawdopodobnie zakręcił na północ. Tylko w jednym przypadku (2001-2003) na polskim rynku nie było wtedy hossy:
![]() |
| źródło: makrosfera.net |
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























