środa, 30 lipca 2014

Kiedy zakupy?

Żeby nie tworzyć kolejnego posta w stylu "kolejne znaki, żeby trzymać się na razie z dala od akcji na GPW", spróbuję poszukać poziomów istotnych z technicznego punktu widzenia. Wyznaczanie tych poziomów na indeksach MWIG40 i SWIG80 dało bardzo trafne sygnały w czasie hossy 2012-2013. Dziś na warsztat biorę:
WIG250:


Na wykresie liniowym mamy bardzo symetryczną strukturę (zielone linie są identyczne). Wzrosty 2009-2011 i 2012-2014 trwały tyle samo czasu i osiągnęły niemal ten sam zakres punktowy. Gdyby spadki przyjęły podobną dynamikę i czas trwania, powinniśmy zobaczyć dołek już na przełomie września i października w okolicach 1000 pkt.

Przypomnę, że wskazania poprzednich analiz opartych o cykle, typowały optymalny moment na zakupy w okolicach listopada 2014-kwietnia 2015. Nie jest to problemem, ponieważ po dołku w grudniu 2011 roku indeks ruszył na północ, ale pół roku później wykonał wtórny, wyższy dołek, co dawałoby optymalny moment kupna w marcu 2015. Zasada zmienności raczej wyklucza podobną strukturę spadków (widzimy to zresztą porównując spadki z 2011 i 2014), ale tym się będziemy martwić pod koniec roku.

A tu już "cały rynek" (średnia arytmetyczna znormalizowanych kursów z danego dnia):
[Uwaga: w tym miejscu była analiza, która okazała się błędna ze względu na zbyt krótki okres, co spowodowało przeoczenie wcześniejszego szczytu]

Według tej analogii mielibyśmy dopiero październik 2001 i ponad rok do dołka (październik 2015). Na dzień dzisiejszy wydaje mi się to mało prawdopodobne, ale nie znamy przyszłych zdarzeń i nie możemy wykluczyć jakiegoś głębszego kryzysu w Polsce.


PS Analizy są wyłącznie moimi przemyśleniami i nie należy się nimi sugerować w podejmowaniu własnych decyzji inwestycyjnych.

wtorek, 22 lipca 2014

WIG, ADLINE, obligacje

Niedawno stwierdziliśmy z kolegami, że okres wakacyjny nie sprzyja bieganiu i abstynencji, a nie-wakacyjny sprzyja bieganiu. To samo można powiedzieć o blogowaniu - zbiera się trochę pomysłów, przypomina o sobie cykl o diecie, ale by usiąść i to spisać motywacji brakuje. I pewnie tak zbierałbym się jeszcze kolejne tygodnie, gdyby nie zaprzestanie przez portal stooq publikacji jednego z użytecznych wskaźników: ADLINE (ilość spółek rosnących do spadających). Na szczęście jest bossa, która udostępnia do łatwego pobrania dane dzienne i jest język skryptowy, w którym mogę pisać automaty. Postanowiłem odtworzyć ten wskaźnik we własnym zakresie:



Widzimy kontynuację silnego trendu spadkowego zapoczątkowanego w listopadzie zeszłego roku. Tymczasem WIG (indeks ważony kapitalizacją) pozostaje w trendzie bocznym:


Nanieśmy jeden wykres na drugi:


Widzimy, że w lutym definitywnie padło wsparcie na ADLINE. Jednakże podobny sygnał wystąpił w sierpniu 2010 roku, a WIG rósł jeszcze przez rok nim doszło do krachu. Wnioski dla  ADLINE za ostatnie lata:

- pokazuje kiedy należy posiadać akcje (gdy rośnie - wtedy cokolwiek kupimy, powinniśmy zarobić); taki sygnał występuje ok. raz na 2 lata,
- pokazuje kiedy akcje należy poddawać ścisłej selekcji (gdy ADLINE spada, ale indeksy ważone i cenowy rosną),
- kiepsko nadaje się do prognozowania kiedy otworzyć pozycję krótką.

Jest to w pewnym sensie miernik sentymentu do giełdy. Popatrzmy, jak wygląda stosunek WIG/ADLINE:


i nałożony nań WIG:


WIG/ADLINE potwierdza starą prawdę, że w długim terminie akcje są skazane na wzrosty (inflacja i rozwój gospodarczy). Z drugiej strony na polskim rynku przez 80% czasu większość spółek spada (więcej wniosków w poprzednim wpisie na ten temat).

Skoro W/AD jest w silnym trendzie wzrostowym (testował szczyt z 2007 już w grudniu 2012, a pokonał go w lipcu 2013), to inwestorzy z grubym kapitałem (głównie zagranica) nie redukują portfeli. Sprzedają drobni, insiderzy, spadają małe spółki na niskich obrotach. Duże stoją w miejscu i to wystarcza, żeby subindeks rósł. Gdzie napływa kapitał do Polski:


WIG naniesiony na znormalizowane WIG/Polish Bond Index 10y:


Wskaźnik pokazuje, że akcje stają się tanie względem obligacji. Jeszcze lepiej widać to na przykładzie WIG250/PLBI10y:



Pozbierajmy wszystko do kupy:

- WIG w konsolidacji,
- WIG250 w bessie,
- ADLINE w bessie,
- obligacje w hossie, ale wykres akcje/indeks obligacji pokazuje bliskość cyklicznego dołka.

Czytam ostatnio coraz więcej byczych analiz i zaczynam się zastanawiać, czy nie grozi mi odjazd pociągu. Od 7 lat polskie akcje są zasadniczo w niełasce. Póki co nie widzę sygnałów zachęcających do kupna akcji na długi termin. Indeksy idą w bok lub spadają, gdzieniegdzie robi się tanio. Czekam więc dalej i pykam na fx.

wtorek, 8 lipca 2014

Oscylator WIGowy i trochę przemyśleń

Czasami tworzę narzędzia do analizy giełd i walut. Jeśli ktoś ma pomysły na ciekawe koncepcje czy setupy, zapraszam na priv, bo właśnie skończyłem pisać język skryptowy, w którym mogę błyskawicznie przemielić tysiące tickerów. Zaczęło się jak zwykle niewinnie - postanowiłem napisać w c++ programik, który przeleci wszystkie pary walutowe w celu wyszukania silnych trendów. Program był gotowy po jakiejś godzinie, ale wtedy pomyślałem, że nie chce mi się za każdym razem zmieniać w kodzie parametrów i od nowa kompilować, więc dopisałem prosty kompilator a szukanie trendów zapisałem w skrypcie. Szybko pojawiły się pomysły na inne skrypty - szukanie dla tickera sytuacji podobnych w przeszłości, mierniki siły no i w końcu dzięki bazie stooq mogę porównywać różne instrumenty. Postanowiłem wziąć na warsztat WIG20 i WIG250 dzieląc jeden przez drugi:



No cóż - z tego niewiele można wyczytać. Nałóżmy zatem WIG20 na WIG20/WIG250 :

Widać odwrotną korelację - szczyty WIG20 wypadają w okolicach dołków W20/W250. Spójrzmy jak się zachowuje WIG250 na tym samym tle:


Z racji bardziej wygładzonego charakteru WIG250 antyfazę widać jeszcze lepiej. Pobazgroliłem trochę na wykresie i otrzymałem coś na kształt WIGowego oscylatora:


W istocie nie jest to nic odkrywczego - kolejny wskaźnik techniczny, który na tygodniowych wykresach pokazuje, że historycznie w podobnych okolicznościach WIG250 był w bessie (wyjątkiem była sytuacja z przełomu 2004-2005, kiedy akcje nie weszły w bessę, tylko ok. roczną konsolidację). To samo można odczytać z kilkunastu różnych popularnych wskaźników czy średnich kroczących.

Oscylator ma jednak pewną zaletę: jeśli naniesiemy czerwone i zielone linie sygnalizujące ekstrema i potraktujemy je jako sygnały wejścia/wyjścia na rynek giełdowy, zauważymy że:

- zazwyczaj sygnał kupna utrzymuje się dłużej, ale nie tak długo jak się przyjęło uważać jakoby 2/3 czasu trwała hossa,
- najkrótszy sygnał sprzedaży wystąpił w październiku 2004 roku i trwał 11 miesięcy,
- aktualny sygnał sprzedaży pojawił się 31 stycznia 2014 roku.

Do wskazań oscylatora można zastosować zasady obowiązujące w trendzie: trend trwa, dopóki się nie odwróci. Analogicznie - dopóki wskazania oscylatora dobrze obrazują sytuację na rynku, zakładam że tak będzie i tym razem, zatem okazja na zakupy powinna pojawić się najwcześniej w listopadzie bieżącego roku. Wcześniejsze analizy, które przedstawiłem na blogu wskazywały okres luty-kwiecień 2015 jako optymalny okres budowania pozycji długoterminowej na akcjach. Mamy zatem ok. półroczne okienko listopad 2014-kwiecień 2015. Zaznaczam, że to tylko prognoza oparta na prostym narzędziu - tym razem może być inaczej!

Jako że ostatnio ktoś wylewa na mnie żale, że jestem naganiaczem, chcę zaznaczyć że przestawiona analiza jest tylko narzędziem, którym dzielę się z Czytelnikami. Nie mam pojęcia w jaki sposób mógłbym skorzystać na tym, że ktoś pod wpływem analizy sprzeda swoje akcje. Ludzie piszą blogi z różnych powodów - często jeśli oferują unikatową, specjalistyczną wiedzę, wprowadzają abonamenty, bloki reklamowe lub oferty swoich szkoleń. Bo komu by się chciało przez lata pracować za darmo? Otrzymałem kilka ofert reklamowania brokerów, niektóre w swojej masie dałyby atrakcyjne zarobki (np. kilkaset zł za każde otwarte przez bloga konto). Nie chciałem jednak tych reklam, bo wiem że 90% ludzi traci na foreksie i to ja byłbym odpowiedzialny za wprowadzenie ich w pułapkę.

Gdybym pisał bloga dla reklam, zawartość byłaby zupełnie inna - ze statystyk widzę, jakie tematy przyciągają ludzi. Musiałbym częściej publikować, skupić się na jednej tematyce (np. blog tylko o giełdzie), stosować krzykliwe tytuły i pisać tylko o podstawowych sprawach, bo skomplikowane tematy większości nie interesują albo o skomplikowanych sprawach pisać w sposób prosty, posiłkując się teoriami spiskowymi i radykalnymi osądami. Tymczasem na blogu wpisów jest mało, tematyka rozproszona, badania czy przemyślenia opatrzone komentarzem, że na takie wnioski pozwala mój aktualny stan wiedzy. No i nie ma reklam :)

Gdybym pisał dla szkoleń, musiałbym budować mit super inwestora. Tymczasem praktycznie każdy wpis z kategorii rozwój tradera zaczyna się od opisu w jaki sposób schrzaniłem założenia, jak rynek mnie ukarał i jaką lekcję mam nadzieję wynieść na przyszłość. Skuteczny trader potrafi wygrać z ego, jest świadomy, że nie narzuci rynkowi swojej woli, może się tylko dostosować do tego, co rynek oferuje. Dlatego zajmuję się giełdą - sposób w jaki gram najdobitniej pokazuje mi w jaki sposób dostosowuję się do rzeczywistości. Czy ją zaklinam i cierpię, czy też ją akceptuję i działam w oparciu o jej zasady. Zyski są konsekwencją bycia skutecznym traderem.

Blog jest pisany dla ludzi, którzy poszukują czegoś więcej w życiu. Którzy pragną poszerzać swoją świadomość i w tym celu angażują się w różne aktywności - giełda, biznes, bieganie, rozwój osobisty, dieta, książki, duchowość. Dzięki blogowaniu miałem przyjemność spotkać osobiście kilka takich osób oraz wymienić dziesiątki wartościowych e-maili.

Blog jest również formą spłaty. Nie zliczę artykułów, z których skorzystałem, a które mądrzy ludzie umieszczają za darmo w internecie. Nawet jeśli 99% internetu to śmietnik, i tak nigdy nie dam rady przeczytać tego jednego procenta perełek. Psychologowie, biznesmeni, traderzy, naukowcy, sportowcy dzielą się wiedzą i doświadczeniem. Biorę od nich garściami, wypróbowuję na sobie, szukam punktów stycznych, nowych dróg, a gdy odczuwam potrzebę, by się tym publicznie podzielić, tworzę kolejny wpis na blogu.

wtorek, 1 lipca 2014

Wstępny sygnał

Po 9 miesiącach opadania WIG250 dał wstępny sygnał sprzedaży, ale na potwierdzenie trzeba poczekać do końca miesiąca:


Historycznie po sygnale rynek spadał 6-20 miesięcy.

WIG póki co wciąż nad wsparciem:


Hossa 2012-2013 wzniosła indeks o ok. 61.8% hossy 2009-2011:


Na WIG sygnał S nie padł.

Na wielu blogach pojawiają się wpisy o pewności hossy. W krajach na dorobku, które sporadycznie dodrukowują walutę hossa jest naturalnym efektem inflacji. Jednakże złoty póki co trzyma się dość mocno, więc z tej strony nie oczekuję wsparcia dla cen akcji.

Na przyspieszenie rozwoju gospodarczego nie liczę - nie z tą zdegenerowaną elitą, która konserwuje folwark pańszczyźniany. Do niedawna jeszcze wierzyłem, że sprawy dryfują ku lepszemu, tymczasem wskaźniki mierzące aktywność gospodarczą, wolność, innowacyjność pokazują co innego - Polska przestaje gonić Zachód, a w wielu dziedzinach się cofa. Demokratycznie wybierani wójtowie i prezydenci miast obstawiają swoją rodzinką urzędy. Nie dość, że wysysają publiczne pieniądze, to spada jakość usług realizowanych przez niedokształcone pociotki. Służby państwowe zamiast zająć się rozbijaniem lokalnych sitw skupiają się tradycyjnie na gnębieniu ludzi przedsiębiorczych. Ostatnio przy okazji Nowaka padło na lekarzy. Nie pochwalam ukrywania dochodów, szczerze to nawet się dziwię, że ludzie chcą tyle ryzykować dla 20% zysków (a w wielu przypadkach można płacić jeszcze mniej, np. 9% podatku od umów o dzieło), ale grajdoł zwany Polską buja się tylko dzięki tym, którym się chce, którzy pracując nad poprawą swojego losu wzbogacają całe społeczeństwo. Państwo polskie tymczasem ma im do zaoferowania tylko piąchę w nos, podczas gdy wójt z prokuratorem może bezkarnie łamać prawo i żadna służba państwowa nie kiwnie palcem.

Kiedy ludziom dzieje się gorzej, TV napuszcza ich na lekarzy czy rolników (bo płacą KRUS, bo mają dopłaty). Ten sam matołek, który czuje ból dupy z powodu willi hodowcy krów zapieprzającego codziennie od 6 do 22 z sobotą i niedzielą włącznie, nie oburza się na bezczelną korupcję władzy. Władza kradnie z definicji, w przygłupich serialach komediowych postać wójta złodziejaszka mającego prawo w dupie i sztamę z policją to stała oś fabuły.

Jak w takiej sytuacji mieć nadzieję, że w kraju zmieni się na lepsze? Jak z tej degrengolady ma się urodzić kolejna wielka hossa? Niech przestrogą dla piewców wiecznej hossy będzie indeks ateński, który aktualnie buja gdzieś w latach 90-tych:



poniedziałek, 23 czerwca 2014

Przewrót czerwcowy

Inaczej rzecz się ma z Rooseveltem. On dysponował w dyskusji ze Stalinem ważnym argumentem - była nim pomoc militarna dla ZSRR. Wciąż jednak bał się, że Stalin zawrze separatystyczny pokój z Niemcami. On się Polską nie interesował. Sprawa polska była dlań istotna tylko w kontekście poparcia amerykańskiej Polonii w wyborach prezydenckich. W stosunku do Stalina był naiwny. Co gorsza, usiłował razem z nim grać przeciw Churchillowi. To on pierwszy zgodził się na linię Curzona. Dla Roosevelta miała to być niewielka cena za udział ZSRR w wojnie. Mówił Stalinowi i Churchillowi, że Polska stwarza kłopoty od pięciuset lat".
Stanley Cloud (wywiad w wyborcza.pl/1,76498,2389627.html )



O polityce piszę rzadko, ale jeśli już coś lądowało na blogu pod tagiem 'polityka', to była to bezwzględna krytyka frajera Tuska, który pozbawił Polaków szans na dogonienie Zachodu pod względem materialnym, ograniczył perspektywy ostatniej fali wyżu do funkcji zarządców folwarku a resztę zredukował do chłopów pańszczyźnianych. Nie ma sensu powtarzać tu argumentów, które łatwo można prześledzić w archiwum wpisów.

Nie chciałem pisać o aferze taśmowej, bo nie wiedząc kto i dlaczego publikuje nagrania tańczymy jak nam gra. Zamiast tego wolałem się skupić na naszym kolejnym biegu ultra na Hel. Po wczorajszych publikacjach rozmów Sikorskiego stwierdziłem, że jednak zabiorę głos. Przede wszystkim autentycznie się cieszę, że wśród psychopatów nie mających skrupułów w inicjowaniu wojen, ataków terrorystycznych i zamachów, mamy polityka idealistę. Ktoś się zaraz odezwie, że w polityce naiwniacy są pożywką dla Franków z House of Cards, ale ja stoję po stronie Radka (choć jest bufonem) i wierzę w szczęśliwszą ludzkość, która opiera się na jakichś zasadach. Nie wiem co może szokować w oczywistych słowach jakie wypowiedział, że dla każdego imperium zawsze byliśmy mięsem armatnim. Myślicie, że Amerykanom będzie smutno, że polski minister nie wierzy w ich szczere intencje? Przeczytajcie cytat z początku wpisu, bo takich spraw jak np. tuszowanie Katynia i Holocaustu przez Amerykanów było w historii naszych relacji na pęczki.

Okazuje się również, że rozmowa Belki miała zupełnie inny charakter, niż przedstawiają media:
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=289396584571975&set=a.208759412635693.1073741828.208749719303329&type=1&theater
(polecam przede wszystkim lekturę komentarza autora)
Pozwolę sobie przekleić kilka cytatów pro publico bono:

"Więc o co chodziło gdy mówiono o finansowaniu budżetu państwa i wspomożeniu rządowi?
Po prostu Belka chciał wprowadzić OMT (Outright Monetary Transactions), które kilka miesięcy wcześniej (wzresień 2012) wprowadził Mario Draghi w EBC, czyli monetyzację SPW (skarbowych papierów wartościowych) na rynku wtórnym. Sam na tej taśmie mówi, że pod określonymi warunkami, że tylko w ekstremalnych sytuacjach, że to ma być jak broń atomowa, że ma być ale lepiej jej nigdy nie użyć. Omawiałem to na zajęciach [autor: Polityka Gospodarcza UWr] mówią czasem, że taki "chuck norris effect" z bazooką. Taki straszak. Lepiej go mieć, ale nigdy nie użyć. Tu Belka mówi o bombie atomowej. 
...

O tym jak media wyrywają zdania czy nawet słowa z kontekstu niech posłużą dwa fragmenty.
1. Słynny już cytat: Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje". A co było dalej? Dalej Sienkiewicz mówi: 
- Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje, dlatego że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, nie rozumiejąc, że państwo jest całością. Tam, gdzie państwo działa jako całość, ma zdumiewającą skuteczność. Tylko jakoś nikt nie chce korzystać z tej…
- Nie ma kultury współpracy instytucji - wtrąca Belka.
Sienkiewicz: - Dokładnie. Jak się ją wymusza różnymi gestami, takimi, śmakimi, to się okazuje, że można dostać jakieś przyzwoite narzędzia.
Belka: - Masz w nas absolutnego sojusznika. To jest rzecz, która nas, można powiedzieć, prześladuje wręcz. Brak współpracy instytucji państwowych. (1h. 11m. 28s.)

2. Jak to media mówią w skandaliczny sposób Sienkiewicz manipuluje i wpływa na prokuraturę. Jasne. Dokładnie o tym mówi. Ale posłuchajmy całości:
Sienkiewicz: W wywiadzie telewizyjnym nawrzeszczałem na Prokuratura że są kompletne cipy. Robię raport dla prokuratury by wypakować im wszystko w twarz. Po czym tydzień później zadzwonił Pan Prokurator Generalny. Przyszedł. Zadzwoniłem po wszystkie możliwe media. Wchodził w świetle kamer, fleszy. Obiecał oddelegowanie w każdej okręgówce prokuratorów, że będą się szkolić razem z policjantami. Serdecznie podziękowałem za współpracę. I mam w tej chwili w każdej okręgówce prokuratora, który w zakresie kibolstwa, rasizmu jest zapięty z moimi policjantami i na wrzesień planujemy wspólne warsztaty, szkolenia. Właściwie tak jak to powinno być od początku. Przy całym rozkichaniu państwa polskiego takie rzeczy da się robić. To jest absolutnie możliwe, tylko trzeba chcieć.
(1h 11m. 19s.)

------------------

Sorry, ale w tych wszystkich taśmach nie widzę nic szokującego, w porównaniu z tym, co wyprawiali ubóstwiani w swoich krajach Churchill czy Roosevelt. Ot kilku polityków gada przy obiadku, paru sensownie, paru żałośnie. Jakiś polski think tank właśnie zalicza wpadkę szukając drukowanych pieniędzy, których nie było. Co ważne - z żadnej z tych poważniejszych rozmów (poza pionkami typu Nowak) nie wynika, żeby politycy załatwiali sobie jakieś prywatne interesiki. Moja krytyka rządu dotyczy braku wyobraźni i wizji rozwoju Polski silnej bogatymi obywatelami, ale nie widzę w tych rozmowach żadnych gangsterów grabiących państwo, jak próbują to przedstawiać od lat "niezależne" media (jak się coraz częściej okazuje wspierane finansowo przez obce służby, żeby rozsadzać od środka państwo polskie).

W czasie gdy Polacy emocjonują się upadkiem moralnym polityków, którzy jedzą obiad za 1000zł na koszt NBP, za naszą wschodnią granicą toczą wojnę dwaj sąsiedzi. Przywódcy Rosji wysyłają czeczeńskich bandytów do ukraińskich miast, nakręcają swój naród na wojenną gorączkę, straszą polskimi najemnikami i koncentrują armię na granicy. W takiej scenerii ktoś próbuje rozwalić polski rząd, który najsilniej wspiera Ukrainę. Rząd kiepski, nie mający oferty dla Polaków w sile wieku, a jednocześnie nie mający konkurencji w żadnej sile politycznej i prowadzący umiarkowaną, przewidywalną politykę.

Za mało wiem o tym chaosie, żeby cokolwiek wnioskować, ale nie podoba mi się ta sytuacja, bo to chyba w czasach bezkrólewie wybuchały w Polsce wojny domowe, które ostatecznie doprowadziły I RP do upadku. Mam dwie luźne teorie, kto może za tym stać:

- grupa od seryjnego samobójcy, czyli siła zorientowana na zniszczenie niezależnej państwowości polskiej. Ludzie odpowiedzialni za śmierć np. generała Petelickiego i innych pro-państwowców. Jeśli po tych wydarzeniach zapanuje w Polsce chaos, kłótnie i nie wyłoni się jakaś wiarygodna "partia odnowy", a w tym samym czasie na Ukrainie dojdzie do dramatycznych przewrotów, to mogą być oni. W takim wypadku popieram polski rząd, dopóki nie pojawi się sensowna alternatywa.

- wujo zza oceanu, który postanowił zbudować u nas drugą Koreę Południową i niedługo przedstawi nam  wiarygodnych fachowców, na których naród tłumnie zagłosuje jak w 2001 na SLD tudzież w 2007 na PO. Świeża krew, profesjonalizm, 2-3 języki obce, osiągnięcia w zarządzaniu, budowaniu itd. W takim wypadku niech idzie w diabły Tusk, którego przydługie rządy doprowadziły do degrengolady na poziomie lokalnym i zawłaszczenia urzędów przez klany.


Jak widać nie biorę nawet pod uwagę wewnętrznego spisku jakichś niezależnych patriotów. Musieliby być głupcami działając w ten sposób i w tym czasie.

wtorek, 17 czerwca 2014

Cierpliwość jest cnotą

Giełda
Ok. 10 miesięcy do końca cyklu Kitchina:


Choć sygnał S jeszcze nie padł, to fakt jest taki, że przez ostatnie 8 miesięcy większość traci na polskich akcjach. Potem niektórzy wylewają na mnie frustracje, że naganiam na spadki - niby jaki mogę mieć w tym interes? Nie mam żadnego wpływu na kursy. Pisałem o wzrostach w 2012 i 2013, dopóki SWIG80 piął się w kierunku 15000, potem pisałem o wyjściu z akcji. Jeśli posiadasz akcje, autentycznie życzę Ci wzrostów, ale moje zdanie o przyszłości rynków się nie zmienia, bo nie zostało zanegowane. Nawet pomimo rekordów w Ameryce.

Złoty
Czekamy na wybicie:




Przy okazji mamy wojnę za miedzą a komuś bardzo zależy, żeby rozpadł się nasz rząd. Amerykanie mają trafne powiedzenie odnośnie złych wiadomości: "it doesn't matter until it matters". Ja się autentycznie boję o przyszłość naszego regionu i myślę, że będziemy niedługo świadkami medialnego zastraszania, któremu będzie towarzyszyła wyprzedaż polskich aktywów i waluty. Rząd Tuska oceniam bardzo negatywnie, w nielicznych wpisach politycznych wylewałem żale na zaprzepaszczoną szansę zbudowania bogatego zachodniego społeczeństwa. Niemniej w ostatnich czasach polski głos w sprawie napaści Rosji na Ukrainę był jednoznaczny i próbowano zbudować koalicję zdolną powstrzymać Putina, a teraz Tusk traci wiarygodność na arenie międzynarodowej, a w kraju rozpoczyna się polityczna wojna domowa.


wtorek, 10 czerwca 2014

Dieta cz.2 - wybór

W pierwszej części cyklu o odżywianiu napisałem jak nasze przekonania, pragnienia i wierzenia wpływają na dobór diety oraz dlaczego prawdopodobnie możemy przyzwyczajać nasz organizm do różnych pokarmów, w tym całkowitej zmiany diety (traktowanej jako systemu odżywiania a nie odchudzania). Dziś opiszę jak kształtował się wybór mojej diety.

Czytając dawno temu Tombaka (którego dziś nie polecam nikomu w ciemno, chyba że wesprzemy się licznymi krytycznymi źródłami, potraktujemy z przymrużeniem oka rozdziały o różnych czarach-marach o odtruwaniu organizmu, natomiast z uwagą przejrzymy rozdziały o negatywnej roli białej mąki, cukru, mleka, żywności przetworzonej) zwróciłem uwagę na częste odniesienia do społeczeństw długowiecznych. Nie mam pragnienia by żyć długo, ale gdyby mi się to przydarzyło, na pewno nie chciałbym przez lata cierpieć na schorzenia cywilizacyjne i depresje. Według dietetyków o podejściu podobnym do Tombaka dieta zachodnia jest wręcz zaprojektowana byśmy byli słabi: dużo mięcha, mącznych ciast, cukru i mleka. A na chwilową ulgę alkohol i tabletki. Tymczasem dieta i styl życia społeczności długowiecznych są mniej więcej takie:
- jedzą mało, głównie warzywa i nieprzetworzony ryż/kasze, nie przejadają się,
- jedzą bardzo mało mięsa,
- spędzają aktywnie czas na świeżym powietrzu, uprawiając warzywa na swoich poletkach,
- nie bolą skurwieli zęby.

Dopóki nie odczuwałem dolegliwości związanych z pochłanianiem słodyczy i mięsa, zgadzałem się z tymi punktami, ale nie odczuwałem potrzeby, by na trwałe zmienić swój sposób odżywiania. 14 lat temu zrobiłem solidną kurację oczyszczającą organizm, co opisałem tutaj i dzięki niej odzyskałem węch oraz mogłem oddychać nocą przez nos. To było tak silne doświadczenie, że przez dekadę trwałem w sinusoidzie między zdrową, a śmieciową dietą. Kiedy zaczynał dokuczać katar i zdarzało się utracić węch przestawiałem się na lekkie warzywne potrawy, a jak dolegliwości zanikały, wracałem do niezdrowych. Kiedy atakował ból zęba i zbierało się na kanałowe leczenie potrafiłem egzystować niczym mnich z Okinawy. Ból łaskawie mijał, wracałem do żywnościowego nałogu i po krótkim czasie lądowałem na fotelu dentystycznym. Starość nie radość, rozpad ciała jest rzeczą naturalną, ale skoro już wiem, że można uniknąć większości chorób na które pracuje się latami, i co więcej, doświadczyłem zdrowotnego wpływu diety warzywno-owocowej, to dlaczego nie przeszedłem definitywnie na jasną stronę mocy?

Bo nie odczuwałem bezpośrednich skutków złego odżywiania. Dopiero w 2011 kiedy zaczynałem biegać ujawnił się ból kolejnego zęba. Wiedziałem, że to skończy się kanałówką, bo wszystkie bóle tak się kończyły, ale miałem jeszcze trochę czasu, bo pobolewał głównie po jedzeniu mięsa oraz czekolady. Miałem też problemy z krwawiącymi dziąsłami po zbyt obfitych w mięso posiłkach. Włókna właziły między szczeliny, ciągle musiałem je wydłubywać. I pewnego dnia czytając "Tajemne Nauki Jezusa Chrystusa" przy fragmencie o niejedzeniu przezeń braci mniejszych doznałem olśnienia - będę jak Dżizas, nie będę jadł zwierząt i przestaną mnie boleć zęby! Po odstawieniu mięcha dociągnąłem z zębem jeszcze 2 lata, nim wściekł się ostatecznie i bolał nawet na głodówce. Może gdybym wcześniej odstawił też mleko, białą mąkę i słodycze życie potoczyłoby się inaczej.. :)

W międzyczasie dużo biegałem, czytałem książki biegaczy, którzy opisywali swoje diety (m.in. weganin Scott Jurek), mój wegetarianizm ewoluował - początkowo opierał się głównie o chleb razowy własnego wypieku i nabiał, z czasem włączałem kasze (gryczana, jęczmienna, jaglana). Okazało się, że w dowolnej porze roku nie ma problemu z pozyskaniem warzyw i owoców. Zimą półki sklepów uginają się od tanich egzotycznych owoców, mrożonki z warzywami kosztują ułamek ceny mięsiw, podobnie jak dostępne przez cały rok ziarna strączków.

W lutym dentysta ostatecznie ubił i zalepił dolną siódemkę i wróciło stare, żaden ból nie bronił już przed wpadnięciem w szpony mleczno-słodyczowe, kawek z mleczkiem i ciasteczkiem czy imprezek na których ciasta zapijałem piwem. Nie było to główne pożywienie oczywiście, ale bardzo łatwo było Apogeum nastąpiło po imprezie u Tomka z TricityUltra - pyszny tort, poncz, piwa, a na drugi dzień szok - znowu zaczyna boleć jakiś ząb! Przeprowadziłem szybki rachunek sumienia i zestawiłem milion przyswojonych informacji o odżywianiu. Byłem też pod silnym wpływem artykułu o zgubnym wpływie najpopularniejszego narkotyku na Ziemi - cukru. Szybka decyzja - koniec z alkoholem, mlekiem i słodkimi pochodnymi (dopuszczam tylko od czasu do czasu naturalny kefir, jogurt, maślankę) i cukrem rafinowanym pod każdą postacią, w każdym produkcie (nawet moim ulubionym keczupie). Ku memu zdziwieniu odstawienie alkoholu czy mleka nie wiązało się z żadnymi niedogodnościami, do tego stopnia, że otworzyłem furtkę na alkohol na wypady w stylu Kac Kwidzyn, bo okazało się, że poza takimi sytuacjami nie czuję potrzeby, żeby się napić. Kawa bez mleka szybko zaczęła smakować (do licha czy nie zacząłem jej pić w zastępstwie piwa?).

Natomiast rezygnacja z cukru rozpoczęła jeden z najcięższych procesów zmiany w moim życiu. Piszę 'proces', gdyż trwa on ok. 3 miesiące i upadłem tyle razy, że chyba więcej było dni, w których zjadłem coś z cukrem, niż dni bez. Nie jest to problemem, przyzwyczaiłem się, że każda zmiana dokonuje się etapami. Najpierw często jestem mocno skoncentrowany na zmianie i niesiony motywacją, potem upadam i wracam do zgubnych nawyków, ale mając w pamięci pozytywne wyniki z wcześniejszego okresu wracam do procesu i z czasem wykształcają się nowe, pożądane nawyki. Nawiązując do tezy z zeszłego artykułu, głoszącej, że gdy rezygnujemy z jakiegoś pokarmu na rzecz innego, musi zmienić się flora bakteryjna w jelitach i stąd wynikają niedogodności, w przypadku cukru jest podobno jeszcze gorzej przez grzyby candida - drożdżowce zatruwające nas toksynami, jeśli nie dostarczymy im porcji sacharozy. Nie wiem ile w tym prawdy, ale po ok. 2-3 dniach bez cukru przeżywam różne napady słabości, nawet drgawki, na które jedynym wybawieniem wydaje się pasek czekolady. Pomaga mi chrupanie orzechów, owoców oraz kasza jaglana. Czasem jem suszone śliwki, daktyle czy rodzynki, ale nie wiem czy ich działanie nie jest podobne do dostarczenia organizmowi cukru.

Po co tak się zmagać z cukrem, skoro nie odczuwam dolegliwości, jeśli zjem sobie co sobotę ciastko do kawy, w tygodniu czekoladę, kanapkę z dżemem, pizzę z keczupem, po biegu wypiję sok z kartonu itd.? W końcu wszystko jest dla ludzi, prawda? Jestem szczupły, mam wydolność sportowca, biegam maratony, zdarzy się i coś dłuższego. Co przeszkadza troszkę sacharozy każdego dnia, gdyby była tak szkodliwa, to nie waliliby jej masowo do produktów żywnościowych. O tym oraz o diecie paleo napiszę w ostatniej części mini cyklu.



Wszystkie części:

https://podtworca.blogspot.com/2014/05/dieta-cz1-system-wierzen.html
https://podtworca.blogspot.com/2014/06/dieta-cz2-wybor.html
https://podtworca.blogspot.com/2014/09/dieta-cz-3-natura-paleo-i-wege.html
https://podtworca.blogspot.com/2014/11/dieta-cz-45-sodka-smierc.html
https://podtworca.blogspot.com/2014/12/dieta-cz-55-jestes-tym-co-jesz.html