wtorek, 14 maja 2013

Mądrość tłumu

Na początku XX wieku na wiejskim jarmarku poproszono ludzi o oszacowanie ciężaru woła. Padały różne odpowiedzi, często odległe od rzeczywistej wielkości, jednak gdy wyciągnięto z nich wartość średnią, okazała się niemal taka sama, jak po zważeniu zwierzęcia. Eksperyment powtarzano w różnych warunkach i przy odpowiednich założeniach (grupa udzielających odpowiedzi jest obeznana z danym zagadnieniem), otrzymywano podobne wyniki - mimo, że zaledwie kilka procent odpowiedzi było bliskich faktycznej wartości, średnia ze wszystkich odpowiedzi odpowiadała jej prawie w punkt.

Pomyślałem, że warto przeprowadzić ten eksperyment na blogu. Zamiast prosić czytelników o zgadywanie wartości WIG20 w przyszłości, poprosiłem o oszacowanie godziwej wartości indeksu. Założyłem, że czytelnicy posiadają minimalną wymaganą kompetencję do oceny kondycji spółek z indeksu, zatem ich szacunek może podpowiedzieć, do jakiej wartości powinien dążyć indeks.

Oto jak ukształtowały się odpowiedzi:


Wyliczona wartość średnia (wklejam na blog, bo może ktoś dojrzy jakiś błąd w obliczeniach) :

echo "scale=4; (7*1300+ 4*1500+ 6*1600+ 3*1700+ 8*1800+ 6*1900+ 9*2000+ 5*2100+ 3*2200+ 7*2300+ 1*2400+ 6*2500+ 9*2600+ 3*2700+ 6*2800+ 4*2900+ 13*3000+ 17*3300)/117"|bc

2386.3247

A teraz - ta-daam! - dzisiejsze zamknięcie WIG20:

2386.81


Nie wiem co o tym myśleć, ale to fascynujące :) Podejrzewam, że nawet gdybym nie wprowadził ograniczeń +-1000pkt od 2300, wynik byłby prawie ten sam. Najzabawniejszy w całej sytuacji jest fakt, że tylko jedna odpowiedź (2400) była najbliższa otrzymanej średniej wartości, oraz aktualnej wartości WIG20!

Przed eksperymentem liczyłem, że czytelnicy zawyżą godziwą wartość WIG20 względem aktualnych cen (sam typowałem 3000), tymczasem nic takiego nie miało miejsca. Czytelnicy najwyraźniej potwierdzili hipotezę efektywnego rynku i uznali, że ceny akcji z WIG20 są dokładnie takie, jakie w tym momencie być powinny :)

Moim zdaniem badanie dowodzi, że szukanie pomocy w szumie informacyjnym nie ma sensu. W ciągu tego roku WIG20 przyjmie przeróżne wartości, może zaliczyć większość liczb z ankiety. Jeśli chcemy osiągnąć nieprzeciętne wyniki, musimy rozwijać swoje indywidualne metody i strategie, i ewentualnie pod ich kątem przeglądać blogi, prasę i fora.

poniedziałek, 13 maja 2013

Eksperyment

Zapraszam do wzięcia udziału w eksperymencie. Wystarczy odpowiedzieć na pytanie z ankiety. Tym razem nie przewidujemy, ile wyniesie wartość WIG20 na koniec jakiegoś okresu, ale szacujemy ile wg nas jest wart ten indeks. Ponieważ dziś indeks oscyluje koło 2300, odjąłem i dodałem 1000 pkt. Po zebraniu odpowiedniej liczby odpowiedzi wyjaśnię, jaki jest zamysł.


Jaka jest wg Ciebie wartosc godziwa WIG20?
  
pollcode.com free polls 

piątek, 10 maja 2013

Niepewność i szanse

Pozamykałem dość szybko pozycje L i akcje WIG20 chronione dywidendami. W portfelu zostały tylko akcje małych spółek kupione pod hossę wg analizy fundamentalnej. Nie daje mi spokoju kilka wykresów, szczególnie spółek z WIG20, które dość książkowo osuwają się w trendach spadkowych.

Proszę czytelników nie sugerowanie się tymi wykresami i dogłębne przemyślenie wszelkich 'za' i 'przeciw', ponieważ mogą namieszać, kiedy np. kupiliśmy jakąś spółkę na długi termin i satysfakcjonują nas dywidendy. Nadal uważam, że jesteśmy w hossie (indeks WIG) lub w przededniu hossy (indeks C_ lub WIG20). Sytuacja makro i cykle również sprzyjają już hossie (patrz wpisy W. Białka).

Jeśli przedstawiony scenariusz się ziści, może dojść do paniki, która posłużyłaby do odebrania akcji wielu spółek w rewelacyjnych cenach. Mimo to uważam, że jeśli ktoś posiada przedstawione niżej akcje kupowane w obecnych cenach, również zarobi w przeciągu roku-dwóch i pozbywanie się ich pod cudze wykresy nie jest najlepszym pomysłem. Trzeba mieć swój plan i go realizować.

Do rzeczy zatem. Kilka razy wspominałem, że chciałbym kupić Tauron po 3.40 a PGE po 14. Odpowiedź kryje się w tych wykresach:

Tauron futures:
PGE fut:


JSW (zasięg spadku nie zmieścił się na obrazku, ale jest to ok. 65 PLN). Tej spółki nie chcę kupić, ale wykres jest dość wymowny.


Na KGHM nie widać tak dobrze tego, co pokazuje miedź:


Oraz bardzo słabo odbijające srebro. W przypadku tego metalu chciałbym się podzielić pewną obserwacją - kiedy ceny pękają po okresie hiperboli, spadek często dociera do poziomu wybicia, w tym wypadku byłyby to okolice 18.4$ wybite w marcu 2010 roku:


Na PKO fut widzimy przebite wsparcie nowej linii poprowadzonej po dołkach i wykonaną nawrotkę, która na razie przyjęła wygląd świecy doji o negatywnej wymowie:


Mówimy tu aż 5 dużych spółek z WIG20, które rysują książkowe formacje spadkowe. Zajrzyjmy wreszcie na sam WIG20:


Linia wsparcia po dołkach jeszcze działa. Poprzednia pękła w maju zeszłego roku i spowodowała mini panikę. Gdyby doszło do powtórki wyłamania, indeks ponownie mógłby dotrzeć w okolice 2000 punktów.

Powyższe wykresy traktowałbym jednak nie jako pretekst do pozbywania się akcji, które jak pokazywałem w poprzednich wpisach są tanie i płacą dywidendy wyższe niż lokaty. Oprocentowanie na rachunkach oszczędnościowych w moim banku to ok. 2%, tymczasem PKO wypłaci ponad 5% dywidendy. Traktuję te wykresy jako potencjalne okazje na bardzo dobre zakupy. Gdyby te spadki faktycznie się zrealizowały, kupiłbym znacznie więcej akcji i L-ek, niż na poziomie 2250 oraz zaplanowałbym wielomiesięczne strategie opcyjne.

Jesteśmy w okresie, w którym trzeba szczególnie uważać na swoje emocje. Zdecydowana większość blogerów traktuje wzrosty na rynkach rozwiniętych jak bańkę lub pompowanie pustym pieniądzem. Tymczasem w Europie drukowania pieniędzy nie było, a mimo to akcje firm europejskich są już od roku w hossie i bardzo daleko od swoich maksimów z 2007 roku:


Co się stanie, kiedy kryzys trafi do rdzenia Eurozony i ECB włączy drukarkę? Wystarczy spojrzeć na S&P500 lub NIKKEI.

W skali roku jest szansa na realizację takiego scenariusza (WIG20):


środa, 1 maja 2013

Majówkowe przemyślenia - książka

Witaj maj, piękny maj, u Polaków błogi raj. Na wstępie przepraszam za nie odpisanie na maile - zostały w skrzynce na komputerze stacjonarnym i nie mam jak wydobyć adresów. W piątek zgrywałem na laptopa ważny projekt, prace przeciągnęły się do nocy i zapomniałem o nich.

Poszedłem niedawno do biedy po sałatę. Lubię tam zaglądać ze względu na kącik z książkami - często wyniosę coś ciekawego w niskiej cenie. Dzięki biblioteczce Biedronki poznałem np. wciągające kryminały Harlana Cobena, uzupełniłem księgozbiór Stephena Kinga. Można też czasem kupić gry komputerowe, niedawno był nawet 'Kajko i Kokosz: Twierdza Czarnoksiężnika' mojego autorstwa ;)

Ale do rzeczy - kiedy już wsadziłem mix sałat do koszyka, zajrzałem na książki. Szału na pierwszy rzut oka nie było; tylko jeden z tytułów przykuł moją uwagę. "W dżungli podświadomości", Beata Pawlikowska. Tytuł ciekawy, ale autorka.. to przecież jakaś podróżniczka, co ona może wiedzieć o psychologii? Wiem z jednego bloga (polecam: 3dno.pl), że w psychologii nie ma nawet takiego terminu jak 'podświadomość', tylko 'nieświadomość'. No, ale biorę książkę do ręki - pierwsze skojarzenie - była żoną Cejrowskiego. WC to nadęty egocentryk, ale czytałem jego 'Rio Anaconda' i 'Gringo wśród dzikich plemion', które ukazały bardziej życiowe i mądrzejsze wnętrze tego człowieka; może coś równie odkrywczego poznam od bliskiej mu kiedyś osoby? Odwracam książkę i czytam pierwsze zdanie "Przez trzydzieści lat obserwowałam mój umysł". Acha - czyli już wiem, że to kupię :) Ktoś kto zwiedził pół świata i jednocześnie połowę życia spędza na studiowaniu umysłu, czegoś mnie nauczy.

Podsuwałem na blogu 'Przebudzenie' Antonego de Mello i 'Potęgę teraźniejszości' Eckharta Tolle. 'W dżungli podświadomości' Pawlikowskiej stawiam na równi z tymi kultowymi światowymi bestsellerami! Dlaczego? Ponieważ o ego, byciu tu i teraz, porzuceniu złudzeń, wie już każdy kto dłużej popływa w wykładach wyżej wymienionych (a także Osho, Mooji i innych, których imion już nie pamiętam). Wszyscy oni czerpią głównie z buddyzmu, filozofii zachodniej i wczesnego chrześcijaństwa. Tymczasem Pawlikowska opisuje podobne rzeczy widziane z perspektywy podświadomości, traktowanej bardziej jako sieć neuronowa i popiera to konkretnymi przykładami z życia przeciętnego Polaka/Europejczyka. Trochę razi częste powtarzanie tego samego, ale myślę że to celowe przeprogramowywanie umysłu czytelnika (podobnie jak afirmacje).

Ktoś niezaznajomiony z tematami przebudzenia może przeżyć wstrząs lub odrzucić to co czyta, jednak osoba obserwująca ego, zobaczy w tej książce inny obraz znanych terminów. Zobaczy wyraźniej niż przedstawiają 'oświeceni' coś jeszcze - dlaczego ego (sieć wyuczonych schematów reagowania na rzeczywistość, które uważamy za 'ja'), jest nam niezbędne do życia i pozna jak w prosty (ale długi) sposób przeprogramować je, by czyniło życie szczęśliwym. Nauczyciele typu Tolle skupiają się, by ukazać nam czym jest iluzja życia, w której tkwimy i wybudzają z niej, natomiast Pawlikowska podaje praktyczne przykłady poszukiwania prawdy i zmiany fałszywych wniosków zapisanych w podświadomości, aby móc prowadzić szczęśliwe życie. Nieważne czy utożsamiamy umysł z siecią neuronową w mózgu (najnowsze badania mówią zresztą o np. odrębnym układzie nerwowym w jelitach, sercu i innych organach), czy przesuwamy go do duchowego wymiaru na poziom duszy - kierując cierpliwie jasne przekazy z poziomu świadomego myślenia, jesteśmy w stanie usunąć chaos z życia i wewnętrzne cierpienie, które wynika z innych wniosków zapisanych we wczesnym dzieciństwie w podświadomości, a innych z procesu świadomego uczenia i obserwacji. Niespójność wyników z obu poziomów wpływa na to, że robimy rzeczy, któych się wstydzimy, popełniamy wciąż te same błędy i nie lubimy 'siebie'.

Na koniec przytoczę fragment z książki:

"Wychowałam się w Europie i byłam przekonana, że to jest najlepsze miejsce na świecie. Najbardziej oświecone, cywilizowane, ma najlepsze szpitale i dostęp do lekarstw, opiekę społeczną, zasiłki dla bezrobotnych, szkołę dla wszystkich dzieci, równouprawnienie i tak dalej, i tak dalej.

Dopiero kiedy na dłużej wyjechałam z Europy, zauważyłam, że Europa leczy to, co najpierw sama zatruwa, ratuje tych, których najpierw zabija i odbiera ludziom wszystko to, co jest najważniejsze: samodzielność, elastyczność, wolność, odpowiedzialność za siebie, chęć, radość i szczęście. Dając im w zamian uzależniające używki, chemicznie przerobione jedzenie i dostęp do krótkich przyjemności. To ma być życie?...

Rodzice wychowani w takim świecie nie są w stanie dać swoim dzieciom tego, czego sami nie znają, więc pojawia się następne pokolenie, jeszcze mniej samodzielne, mniej wolne, mniej odpowiedzialne, mniej chętne i mniej szczęśliwe.

A to, co będzie zapisane w ich podświadomości, będzie podobne:

Nie warto się wysilać, bo i tak to jest bez sensu.
Świat jest groźny, trzeba się bronić.
Musimy walczyć z przeciwnikami naszej wiary.
Muszę mieć dużo, żeby być bezpieczny.
Trzeba wiedzieć, jak się w życiu ustawić.
"

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails